34 y/o
For good luck!
188 cm
chirurg ogólny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Szycie również poszło jej bardzo dobrze i taki wniosek krystalizował się w głowie Knoxa. Krystalizowała się też notka, którą miał zamiar wypisać i zanieść do Harvicka. Treść? Jeszcze nieznana i nie do końca sprecyzowana, choć zapewne opiewająca w superlatywy w odniesieniu do jej umiejętności. Stanley mógł być wymagający, zrzędliwy i denerwujący, ale bywał też w porządku i potrafił docenić człowieka - zwłaszcza jeżeli ten prezentował sobą jakąś wartość. A Wallace? Cóż - dziś trochę mu zaimponowała.
Kiedy oznajmiła, że skończyła, przyjrzał się efektom jej pracy i kiwnął głową na potwierdzenie. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Elegancko zszyte, więc jej zadanie zostało wykonane. Nie trzymał jej dłużej na sali, choć sam zamienił jeszcze kilka słów z resztą personelu, dzięki czemu Abigail mogła bez trudu pójść wyswobodzić się ze swojego chirurgicznego surduta.
Knox zresztą zrobił to niedługo po niej.
Wyszedł z bloku operacyjnego, przeczesując włosy, które musiał poprawić po zdjęciu czepka. W końcu mógł poczuć wolność i wiatr we włosach - dosłownie i w przenośni. Opinia niebieskookiego była niezmienna od lat - w prowadzeniu operacji najgorsze były właśnie te kapelutki na głowy, które musieli zakładać i które potem potrafiły odciskać się na twarzy. Im dłużej trwała operacja, tym bardziej denerwujące to bywało.
Teraz jednak spojrzał na telefon i zobaczył wiadomość od Harvicka.
- Czego ty chcesz? - mruknął, chowając powiadomienie od swojego przełożonego. Kiedyś mu odpisze.
Z początku minął Wallace, robiąc kilka kroków do przodu i ruszając w kierunku swoich dalszych sprawunków, ale dość szybko przypomniał sobie, że miał jej jeszcze coś do powiedzenia. Tym bardziej że jego słowa sprzed chwili mogły zabrzmieć tak, jakby były skierowane do młodej rezydentki, a tak przecież nie było. Żeby uniknąć jakichkolwiek dodatkowych problemów - lub niedomówień - należało to szybko sprostować.
- A, no tak - rzucił komentarzem, bardziej do samego siebie. Było to jednak na tyle głośne, że Abigail mogła bez trudu to usłyszeć.
Knox odwrócił się na pięcie i cofnął kilka kroków na korytarzu, aby podejść odrobinę bliżej. Powoli, bez pośpiechu - nikt ich nigdzie nie wołał, nic się nie paliło. Operację skończyli wcześniej, niż zakładali, więc mogli sobie pozwolić na zwolnione tempo.
Stanley zatrzymał się przed nią i przez pierwsze kilka sekund nic nie mówił, patrząc jedynie na jej twarz.
- Jakby co, to nie było do ciebie to „czego ty chcesz”, tylko do Harvicka, bo mi truje cztery litery - uniósł telefon, pokazując swoje alibi. Już było dobrze, a teraz musiał się tłumaczyć. Znowu.
Zamilkł na krótką chwilę, stukając palcami w podbródek.
- Napiszesz z tego raport? - zapytał, a może stwierdził? Na pewno dał jej moment na zastanowienie, choć już pędził z kolejnymi słowami.
- Żartuję. Nie po to prosiłem, żebyś poczekała - szybko wyprowadził ją ze swojego wcześniejszego pomysłu - Napiszę go później i tylko zostawię gdzieś do podpisania. Może dam go Savannah i ona przekaże tobie. Coś wymyślę - wyjaśnił, przejeżdżając dłonią po lekkim zaroście.
- Pierwszy raz na sali? W sensie takim, że coś więcej niż samo patrzenie? - zapytał, mrużąc przy tym oczy. Knox badał i ustalał. Szukał źródła sprawności, którą wykazała się przed chwilą. Coś musiało być na rzeczy, skoro poszło jej tak dobrze, a blondyn wziął sobie za punkt honoru ustalenie, co dokładnie pchało ją na wyżyny rankingu rezydentów według autorskiego zestawienia doktora Knoxa.

Abby Wallace
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
26 y/o
LOT NA 240 METRÓW
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiedziała dokładnie, ile już czekała na korytarzu, ale z pewnością czas płynał jej szybko, biorąc pod uwagę, że ciągle się tam coś działo — tu ktoś potrzebował pomocy z przepchaniem łóżka, tu jakaś pielęgniarka zagadała… Abby umiała sobie zająć czas. Nawet zdążyła skoczyć do automatu przy drzwiach obok, żeby zgarnąć z niego batona czekoladowego i tak dla bezpieczeństwa wzięła jeszcze jeden, gdyby Knox jej pozazdrościł, a gdyby jednak nie miał dla niej kolejnej reprymendy. Bo jeśli znowu zacznie się po niej wydzierać, z pewnością nie dostanie czekoladki.
Wróciła na umówione miejsce i zaczęła grzebać przy opakowaniu, kiedy Stanley w końcu postanowił się pojawić i uraczyć ją swoją obecnością. Chociaż uraczyć mogło nie być dobrym słowem, biorąc pod uwagę jak ładnie ją przywitał.
Czego ja chce? — dopytała kompletnie zbita z tropu, unosząc wysoko brwi. Zaczyna się. Aż zaczęła się na nowo zastanawiać, czy aby na pewno wszystko odpowiednio zrobiła, a jego zachowanie nie wynikało z nieodpowiedniej pracy wykonanej za drzwiami sali operacyjnej. Całe szczęście szybko okazało się, że komunikat nie był wcale skierowany do niej, a do ich ulubionego przełożonego.
Rozumiem — skinęła głową, przyglądając się wyświetlaczowi telefonu, który jej pokazał, który był… zablokowany. — Czego chce? — niby jej to nie interesowało, a jednak i tak spytała. Może to już jej naturalna ciekawska natura przemawiała bez kontroli, no ale skoro pytanie padło, to musiała teraz udawać zainteresowanie.
Raport? Nie ma problemu — skinęła głową. Nawet jeśli żartował i tylko ją sprawdział, dla Wallace najmniejszym problemem nie było sporządzenie dokumentacji z odbytej operacji. Przecież robiła to praktycznie po każdym zabiegu. Mało jaki lekarz chciał babrać się w papierach, dlatego zrzucali wszystko na rezydentów i praktykantów, a potem tylko sprawdzali i nanosili ewentualne poprawki. — Serio mogę to zrobić — złapała jego niebieskie spojrzenie, po czym wcisnęła ręce w kieszonki kitla. Chciała się podlizać? Niekoniecznie. Ona po prostu wykonywała swoją pracę. On ratował ludzi — ona pomagała i mogła ewentualnie potrzymać laparoskop, jeśli tylko było jej to dane. Znała swoje miejsce i wiedziała, że taką propozycją mogła jedynie zyskać w jego oczach, plus odciążyć go od zbędnej papierologi. Wszystko było lepsze niż powtórka spod sali numer siedem.
Uniosła wysoko brew, gdy spytał czy to jej pierwsza operacja.
A wyglądało, jakby to był mój pierwszy raz? — zaśmiała się, spoglądając na niego może zbyt bezczelnie, dlatego zaraz się poprawiła i odchrząknęła. — Nie był. Akurat już na praktykach na studiach przyszło mi dużo bawić się laparoskopem. Plus doktor Robin już kilka razy pozwoliła mi pomóc przy podobnych zabiegach — wyjaśniła już o wiele bardziej profesjonalnie, chociaż ton dalej miała, jakby to było nic. A przecież nie było. Możliwość pomocy przy operacjach była ogromnym wyróżnieniem dla rezydentów i Wallace w stu procentach zdawała sobie z tego sprawę. I to też wcale nie tak, że była tak pewna siebie — ona po prostu świetnie umiała udawać, że wszystko gra, podczas gdy w środku cała drżała. Dzisiaj na sali również to miało miejsce, jednak maskowała to wyjątkowo dobrze, żeby Knox nie mógł zauważyć jak bardzo zestresowana była.
A właśnie — wyprostowała się nieznacznie, wyciągając z kieszeni dwa batony, po czym pogadała jeden Stanleyowi. — Na uregulowanie cukru — uśmiechnęła się delikatnie. Chociaż do takich ciastek, to przydałaby się jeszcze kawa.

Stanley Knox
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
For good luck!
188 cm
chirurg ogólny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Czasami zdarzało mu się powiedzieć zbyt dużo, a zwłaszcza w sytuacji, w której powinien był się ugryźć w język. Daleko szukać nie trzeba było, bo ostatni taki przypadek zdarzył się dosłownie przed chwilą i nie był to wyjątek, który potwierdzał regułę.
Dobrze jednak, że Wallace była wyrozumiała... i ciekawska? Interesowało się wymianą SMS-ów na linii Knox-Harvick? Trochę jak ten przysłowiowy kot, co do studni wpadł? Z drugiej strony nie było tam żadnej szczególnie tajnej czy poufnej konwersacji, więc mógł jej po prostu pokazać, co również miał zamiar zrobić.
Nie czekając dłużej, a przy okazji chcąc zaspokoić jej wewnętrzną walkę z samą sobą, odblokował telefon, odwracając go i ukazując jej oczom kilka ostatnich wiadomości od profesora.
"23:29 (wczoraj; do Harvick) - Masz chwilę jutro? Musimy porozmawiać, bo odjebałem po całości
07:15 (dzisiaj; do Harvick) - ?
08:08 (do Harvick) - To jak?
10:32 (od Harvick) - Przygotowałbyś zestaw 40 pytań? Poziom gdzieś taki trzeci rok. Dzięki"

Jak widać, Harvick był bardzo wybiórczym odbiorcą, a może nawet straszliwie chujowym, bo nie raczył odpisywać na wiadomości. Kiedy to jednak on coś chciał, wtedy sytuacja była całkowicie inna i blondyn dobrze o tym wiedział. Był święcie przekonany, że profesorek zaraz zacznie go poszukiwać, jeżeli będzie zwlekał z odpowiedzią dłużej niż kilkanaście minut.
Za jego zwlekaniem z odpowiedzią przemawiał tylko jeden fakt, który mówił, że skończyli operację wcześniej i miał trochę czasu w gratisie, aby się zastanowić nad odpowiedzią na zadane pytanie, chociaż może bardziej stwierdzenie?
- Mieć gotowy egzamin. Pewnie zapomniał przygotować albo mu się nie chce i teraz szuka wsparcia - ciężko westchnął, nie chowając telefonu, aby Abigail mogła się w spokoju z tym zaznajomić. Pod względem bycia rezydentem miała lepiej, bo Harvick nie prosił jej o takie rzeczy, a przynajmniej tak się Stanleyowi wydawało.
Raport? Nie ma problemu. Knox nie wierzył. Chodzący ideał? Najlepsza z możliwych wspólników na sali operacyjnej? Jeszcze kilka takich słów, a niebieskooki będzie sam zabiegał o udział Wallace w operacji, jeżeli zgadzała się brać na siebie papierologię. No po prostu kobieta miód, malina. Lepiej się trafić nie dało.
O ile w pierwszej chwili chciał się wycofać ze swoich słów i przytaknąć na jej wersję, ale się zawahał. Przygryzł wargę i prowadził ze sobą wewnętrzną walkę, co dało się dostrzec bez trudu - on naprawdę chciał się zgodzić na jej wersję wydarzeń, która była zbyt piękna, aby być prawdziwa.
- Tak o, po prostu? - upewnił się, bo coś mu tutaj ewidentnie nie grało - Gdzie jest haczyk? - dodał, a on dalej nie wierzył. Każdy wiedział, że Knox nienawidził papierologii bardziej niż niesfornych rezydentów - chociaż ci drudzy nie byli tacy źli po lepszym poznaniu. Tego samego nie mógł powiedzieć o wypełnianiu kwitów, które robił od dobrych kilku lat i mimo wszystko nic się nie zmieniło w jego podejściu.
- Bo jak nie ma haczyka... - odchrząknął - To czemu nie? - wzruszył ramionami, udając, że mu to w sumie obojętne. Nie było obojętne. Bardzo mu zależało, aby Wallace zrobiła ten raport, bo to oznaczało jedno - sterta zaległości właśnie się zmniejszyła, a raczej po prostu nie powiększyła... Proszę, zgódź się.
Słysząc jej odpowiedź, blondyn przejechał raz jeszcze po zaroście, przyglądając się jej uważnie.
- Wiesz... Istnieją piękne umysły i wspaniałe jednostki, więc lepiej się zapytać i wyjaśnić niż oskarżać, prawda? - uniósł kąciki ust, pijąc do wiadomej sytuacji. Pewne wnioski wyciągnął - W takim razie muszę przyznać, że czapki z głów. Gdybym miał tylko czapkę w tej chwili, właśnie bym to zrobił - zapewnił - Pierwsza klasa. Naprawdę, jestem pełen podziwu. Nie omieszkam wystawić opinii do kartoteki. Znaczy, tu też się nie rozpędzajmy, bo najpierw muszę wyjść z długu dokumentacyjnego, a dopiero potem mogę myśleć o jakichś nadprogramowych ocenach - podkreślił, co by mieli jasność. Abigail była tak pewna siebie, a przynajmniej tak to odbierał Knox, że gdyby teraz przybiegła do niej Savannah z gniewem na twarzy, to Wallace by ją wgniotła w ziemię jakąś argumentacją. Stanley był tego pewien.
- Hmm? - uniósł zdziwioną brew, przenosząc wzrok w kierunku jej dłoni, chociaż tym razem nie miał zamiaru oceniać jej umiejętności na sali operacyjnej. Wielka szkoda.
- Batonik? Na uregulowanie cukru? - brawo, Knox, potrafisz słuchać ze zrozumieniem, a nawet to powtórzyć. Jeszcze trochę, a zaczniesz nie wyjeżdżać za linię w trakcie rysowania szlaczków.
- Czy to łapówka? Próba uskuteczniania korupcji? - wbił swoje tęczówki w jej własne, nachylając się lekko - Gdzie jest ukryta kamera, która ma zakończyć moją karierę w spektakularnej aferze? - zapytał po cichu, wyciągając mimo wszystko dłoń po "dowód rzeczowy" - Dziękuję. To miłe - uniósł batonik do góry, wkładając go do górnej kieszeni swojego kitla.
- Wiesz, czego jeszcze wymaga prawdziwa inteligencja do działania? Cukier to jedno, a kofeina to drugie. Nie wiem, jak Ty, ale ja mam zamiar owego trunku się napić. Mogę zaoferować niezłą kawę lub tę najgorszego sortu, lurę jakich mało, czarną, okropną, która sprawi, że zaczniesz rozważać wszystkie swoje decyzje życiowe. Wiem, w którym automacie jest taka. To prawdziwa przygoda - przedstawił pewną propozycję - Uratowałaś życie drugiego człowieka. Należy Ci się. To jak, pani doktor? - zastukał w podbródek w oczekiwaniu jakiejś odpowiedzi - decyzji co do następnych kroków.

Abby Wallace
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
26 y/o
LOT NA 240 METRÓW
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szczerze mówiąc, nie sądziła, że pokaże jej te SMSy. Bo to nawet nie tak, że Abby była tym szczerze zainteresowana, a bardziej była to kwestia jej naturalnie ciekawskiej natury, która sprawiała, że pierwsze mówiła, a dopiero potem myślała. Chociaż kiedy Knox odblokował telefon i umieścił go w jej dłoni, przyjęła go. Przecież nie będzie się teraz rozmyślać, kiedy on już postanowił się tak przed nią otworzyć ze swoją prywatną korespondencją.
Jak coś, to mam jeszcze gdzieś moje egzaminy z trzeciego roku — prychnęła, czytając wiadomość od przełożonego. — Chętnie się podzielę — bo czemu nie? Przecież to chyba nie tak, ze co roku były pisane nowe? A może tak było, a ona nigdy wcześniej się tym nie interesowała? W każdym razie, gdyby Stanley faktycznie chciał je użyczyć, Abby bez problemu by mu je przyniosła już na następny dzień.
Jej uwadze również wcale nie uszły wcześniejsze wiadomości, które wymienili. I chociaż w żadnej z nich nie było wspomniane imię Abby, miała podskórne przeczucie, że kwestia “odjebania” tuczyła się scenki z korytarza, w której Knox zwyzywał ją jak najgorszego nieudacznika. Czy ruszył ją fakt, w jaki sposób była napisana ta wiadomość? Może trochę? Z początku była przekonana, że skrucha Knoxa wywodzi się tylko i wyłącznie z poczucia braku profesjonalizmu, jakim się wykazał podczas rozmowy, ale może on faktycznie się tym przejął? Może. Ale przecież teraz to nie był czas i miejsce na rozbijanie tego na czynniki pierwsze. Szczególnie że zaraz oni zaczęli rozmawiać o raportach, a Knox dziwić się, że Wallace chciała to za niego zrobić.
Aż tak ciężko ci uwierzyć, że ludzie robią coś bezinteresownie? — przyjrzała mu się uważnie. Pisanie raportów dla rezydentów było na porządku dziennym. Praktycznie po każdym zabiegu w jakim brali udział to właśnie na nich była zrzucana cal brudna robota. Głównie dlatego, że lekarzom nie chciało się z tym babrać, ale też w celach edukacyjnych, bo przecież pisząc sprawozdanie musieli przejść krok po kroku ponownie przez cały proces, a to mogło tylko zaowocować jeszcze większą wiedzą lub ewentualnymi pytaniami, które przecież również rozwijały ich jako lekarzy. — Zrobię to — potwierdziła jeszcze swoją kandydaturę do spisania dokumentacji, by nie miał już żadnych wątpliwości, a w głowie stworzyła mentalną notatkę, by przypadkiem o tym nie zapomnieć.
Chociaż kiedy Knox nagle zaczął zasypywać ją komplementami, stanęła jak wryta i zamrugała kilkakrotnie. Nie za bardzo wiedziała, jak się zachować ani skąd wychodziła ta nagła ekscytacja jej technika pracy. Nie często spotykało się lekarzy chirurgów, którzy tak jawnie chwalili rezydentów, nie chcąc, by osiedli na laurach lub po prostu nie czując potrzeby przymilania się. Może Knox również nie czuł? A może chciał jakoś jeszcze załagodzić sprawę z przed kilku dni? Nie była pewna.
Dziękuję — bo chyba od tego wypadało zacząć. — W takim razie polecam się na przyszłość — i chyba na tym wypadało zakończyć. Ciężko dyskutowało się z komplementami, raczej po prostu się je przyjmowało, uśmiechając przeczenie. I to też uczyniła Abigail. Szczególnie, że już po chwili dzieliła się z nim batonem. Na pytanie o łapówkę i korupcję przewróciła oczami.
Dopiero co pochwaliłeś mnie od góry do dołu, chyba łapówka już nie jest mi potrzebna — stwierdziła. Może trochę zbyt odważnie, ale z drugiej strony Knox sam to wszystko prowokował. Zadawał jej pytania, podjudzał, wcale nie ukracał rozmowy, wiec dlaczego ona miała to zrobić? — A poza tym, chyba nikt by cię nie zwolnił za przyjęcie batona od rezydenta? Co innego jakbym wyciągnęła gotówkę, ale zostało mi całe… — aż sięgnęła do kieszeni, by sprawdzić. — Dwanaście centów — wzruszyła ramionami. Takiej łapówki to nawet menel spod monopolowego by nie wziął, a co dopiero lekarz chirurgii ogólnie. I poza tym dlaczego? Żeby następnym razem dał jej dłużej potrzymać laparoskop albo skalpel? Bez przesady. Wallace wierzyła, że skoro Stanley był pod wrażeniem jej umiejętności, następnym razem chętniej weźmie ją na salę. A teraz…
Skoro życie uratowane, to chyba zasłużyliśmy na tą lepszą kawę? — zasugerowała. Nie miała pojęcia, którą wolał Knox, ale zrobił temu jednemu automatowi taką reklamę, że Abby chętnie unikałaby go już zawsze. — No chyba, że lubisz się katować czarną lurą, to też może być — od biedy. Abby nie wiedziała, w którym dokładnie miejscu byłī te najlepsze i najgorsze, dlatego odepchnęła się od ściany i pozwoliła Stanleyowi prowadzić.

Stanley Knox
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
For good luck!
188 cm
chirurg ogólny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Czy propozycja Wallace mogła okazać się pomocna? Jak najbardziej. Czy istniał obieg zamknięty testów z lat poprzednich, ponieważ studenci liczyli na "odrobinę farta", która polegała na tym, że trafiłby się dokładnie taki sam test? Oczywiście, że tak. O ile przekazanie dokładnie takiego samego testu nie wchodziło w rachubę, tak przerobienie niektórych pytań i dostosowanie poziomu na podstawie zeszłych egzaminów było opcją jak najbardziej okej. Knox stawał się coraz większym zwolennikiem takiego podejścia do sprawy.
- To poproszę. Z chęcią rzucę na nie okiem - przyznał, kiwając głową na potwierdzenie. W zasadzie to mógłby nawet odwrócić pytania? Stanley coś sobie wykombinuje na nocce - da radę, a przynajmniej miał takie wrażenie.
Za to na jej pytanie odnośnie tego, że ludzie mogli zrobić coś bezinteresownie, wzruszył lekko ramionami i ostentacyjnie rozłożył ręce. Jego odpowiedź mówiła sama za siebie. To nie był jego pierwszy rok w tej branży, więc trochę już widział. Temat bezinteresowności wśród personelu zanikał wraz ze stażem, jakim mogli się pochwalić. Był to dosyć specyficzny temat jak na środowisko, w którym się znajdowali. Bywały wyjątki od tej zasady, chociaż Knox mógł wymienić takich osób z dwie, może trzy. Kategoryczna większość wymagała czegoś w zamian i dlatego blondyn podchodził tak, a nie inaczej. Niestety - był lekko wypaczony pod tym względem.
Z drugiej strony, zamiast obarczać Abigail raportem, a później czytać go i nanosić korekty, które często wiązały się z napisaniem sprawozdania od zera, wolał zrobić to samemu. Niestety większość rezydentów pisała raporty, które, lekko mówiąc, były średnie. Czy Wallace była w worku pierwszorocznych rezydentów w kwestii raportów? Jeszcze tak, ale może warto było zaryzykować? Zwłaszcza że sama się pchała do roboty?
- No to dogadani - pstryknął palcami, a jego twarz się ewidentnie rozweseliła. Dzień Stanleya już zapowiadał się dobrze. Uratowali człowiekowi życie, a on nawet nie musiał przygotowywać z tego powodu żadnych dokumentów. Coś wspaniałego.
Tak jak jej umiejętności, które były na dobrym poziomie. Kiedy widział dobry fach w dłoni, nigdy nie omieszkał docenić takiej osoby, bo cenił sobie pracę z fachowcami w swoich dziedzinach. Abigail może nie do końca wpisywała się jeszcze w tę kategorię, ale na pewno drzemał w niej wielki potencjał, który należało dobrze spożytkować.
- Nie wiem. Nigdy wcześniej nie dostałem batona od rezydenta - przyznał. W gruncie rzeczy to Wallace wychodziła ze swoją pewnością siebie przed szereg. Niemalże wszyscy rezydenci, których pamiętał, chodzili z pochylonymi głowami, zgadzali się na wszystko i byli cieniami samych siebie, a ona? Ona była inna i może przez to ją testował? Sprawdzał, na ile ją stać i do czego jest zdolna?
- Może rzeczywiście za batonika bym nie wyleciał, ale za dwanaście centów? - aż zagwizdał pod nosem na tak zawrotną kwotę - To pewnie byłaby jedna z najmniej opłacalnych łapówek, za które można byłoby sprawić sobie wiele problemów - dodał, chociaż nie były to żadne odkrywcze słowa. Nikomu nie życzył, aby dał się wrobić w korupcję, bo problemy mogły się ciągnąć latami, a kwota często nie była aż tak porywająca. Czy w Mount Sinai były takie sprawy? Oficjalnie nie, a nieoficjalnie? To była całkowicie inna kwestia.
- Czarna lura nie jest zła, ale masz rację. Skoro uratowaliście życie człowieka, to należy nam się coś lepszego od życia - zgodził się - Komu w drogę, temu czas. Zapraszam - rzucił jeszcze i ruszył do przodu. Los chciał, że automat, który serwował dobrą kawę, był również tym, który miał w swoim zanadrzu tę średnią i najgorszego sortu. Po prostu mieli maszynę z pełnym spektrum napojów, a czasem można było zabawić się w kofeinową ruletkę.
Knox włożył ręce w kieszenie kitla, upewniając się, że jego zdobyczno-łapówkowy batonik nie zginie. Z początku się nie odzywał do momentu, aż dotarli do windy. Niebieskooki wcisnął guzik, a maszyna ruszyła powoli, sprowadzając windę na ich piętro.
- Długi dzień dzisiaj? - zapytał, bo w zasadzie to nie miał pojęcia, czy dopiero zaczęła dzisiaj dzień pracy, czy była może po całej nocce i miała niedługo zakończyć zmianę. W teorii mógł sprawdzić rozpiskę, ale tego nie zrobił. W końcu u źródła były najlepsze odpowiedzi.
O ile na zjawienie się ich transportu nie musieli czekać zbyt długo, tak głos zza ich pleców mówił, że będzie czekała ich wspaniała przejażdżka z Harvickiem.
- Knox, Wallace - odezwał się profesorek - Cóż za spotkanie - dało się usłyszeć głosem pełnym optymizmu.
Stanley tylko ciężko westchnął, spojrzał na chwilę w kierunku Abigail i przewrócił oczami. Ostatnie, co chciał w tej chwili, to spotkanie tego osobnika.
- Jak poszło? - zapytał, zbliżając się w ich kierunku, a na jego twarzy gościł szeroki uśmiech ze swojego postępowania - A i jeszcze jedno Widziałeś moją wiadomość?

Abby Wallace
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
26 y/o
LOT NA 240 METRÓW
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy? — może jej pytanie było dziwne. Może trochę nie na miejscu. W końcu kto interesował się tym, ile chirurg ogólny dostał w swoim życiu batoników od rezydentów, jednak ta znikoma ilość w postaci zera jakoś ją zainteresowała. Cóż, z drugiej strony, jeśli na wszystkich wydzierał się tak jak na Abby kilka dni temu, wcale się nie dziwiła, że nikt wcześniej nie uraczył go batonem. — Trochę smutne — wzruszyła ramionami, bo przecież sama Wallace rozdała całą masę batonów. Prawie zawsze kupowała więcej niż jedną sztukę i robiła niewielkie podarunki — głównie dla swoich kolegów i koleżanek z roku, ale też nie raz dla lekarzy prowadzących, bo przecież im też czasami potrzeba było trochę cukru! Ale może tylko ona tak robiła? Może faktycznie nie była to jakaś popularna praktyka? Miała go nawet o to spytać, ale wtedy Knox zaczął o łapówkach i Wallace jakoś nie miała serca wracać znowu do tematu czekolady.
Łapówka za dwanaście centów? — prychnęła. — Nawet nie wiem, co bym mogła sobie za to zażyczyć, za marne dwanaście centów. Chyba dodatkową porcję płynu do dezynfekcji na ręce — śmieszne? Niekoniecznie, ale nic innego nie przychodziło jej do głowy. Jeszcze za tak marne pieniądze. Może gdyby miała chociaż te kilkanaście dolarów, to jeszcze mogłaby negocjować z Knoxem, że weźmie ją na kolejną operacje, albo chociaż opowie o jakimś ciekawym przypadku, ale za dwanaście centów? Kurwa, to nawet na tą kawę nie zasłużyła.
Chociaż całe szczęście akurat kofeinę miała już obiecaną za dobre sprawowanie się na sali operacyjnej, więc akurat o to nie musiała się martwić. Skinęła głową, gdy rzucił to swoje komu w drogę temu czas i ruszyła za nim do winy. Nie znała go dobrze, a jednak miała wrażenie, że jego wypowiedzi często oscylowały wokół tego wcześniej wspomnianego czasu. Z drugiej strony co mu się dziwić — był przecież zabieganym lekarzem, który od czasu do czasu miał chwilę, by napić się kawy. Z rezydentką. To dopiero było nienormalne. Chyba nawet bardziej niż to podarowanie batona.
przekroczyła próg winy i od razu skierowała się do swojego ulubionego roku przy lustrze. Może było w tym coś dziwnego, że miałą swój kącik w tak randomowym miejscu, ale Wallace lubiła schematy — a stawanie zawsze w tym samym miejscu również w pewnym stopniu się do tego zaliczało. Uniosła na niego spojrzenie, gdy zapytał o jej dzień.
Długi — opowiedziała krótko, krzyżując ręce na piersi i opadając głową na chłodną ścianę. — Dzisiaj robię piętnastkę, bo obiecałam... koledze, że wezmę za niego ostatnie trzy godziny — wyjaśniła, pomijając nazwisko kolegi z dwóch powodów. Po pierwsze nie miała pewności, że Knox w ogóle będzie wiedział, o kim mowa. A po drugie nie miała pojęcia, jakie podejście miał do odwalania za kogoś roboty. Lekarze mieli dość sceptyczne podejście do pracy przez dłużej niż dwanaście godzin. w końcu na zdrowiu znali się najlepiej i dobrze wiedzieli, jak wiele błędów potrafił popełniać zmęczony człowiek w porównaniu do świeżego umysłu. Może nawet by sobie na ten temat podyskutowali, gdyby w ciasnym pomieszczeniu nagle nie pojawił się ten którego imienia nikt NIE CHCIAŁ wymieniać.
Doktorze Harvick — skinęła delikatnie głową, a zaraz potem podniosła spojrzenie na błękitne oczy Knoxa. Chyba po raz pierwszy w czymś zgadzali się jednogłośnie, a był to fakt, że nikomu nie chciało się prowadzić konwersacji z profesorkiem.
Czekała odpowiednio długo, żeby Stanley odpowiedział na pytanie jak poszło, jednak im dłużej milczał, tym bardziej gęstniała atmosfera, dlatego Abby w końcu odchrząknęła i wyprostowała plecy.
Bardzo dobrze — pochwaliła przy tym samą siebie. — Operacja przebiegła bez zarzutów, pacjent jest już w fazie wybudzania — dodała, gdyby z jakiegoś powodu chciał znać więcej szczegółów.
Świetnie — machnął rękami, przekręcając głowę w stronę głównego chirurga. — Mówiłem, że Wallace będzie świetnym wsparciem do opracji. — Mówił? Jakoś nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Szczególnie gdyby wziąć pod uwagę, że jeszcze do zeszłego tygodnia kompletnie mieszał jej nazwisko z tym innej rezydentki, więc pewnie nawet nie wiedział o kim dokładnie mowa.
Knox, to czytałeś tego SMSa? Przygotujesz dla mnie… — zawahał się na moment, spoglądając przelotnie na Abby. — …Dokumentację? — No tak, bo przecież nie przyzna się, że bezczelnie wysługiwał się innymi lekarzami, by robili za niego testy.

Stanley Knox
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
For good luck!
188 cm
chirurg ogólny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Pokiwał jej głową na zgodę. Nigdy. Nikt go nie próbował przekupić batonikiem - pierwszy raz należał do Wallace. Czy było to smutne? Nie do końca - Knox się tym nie przejmował. Nie przychodził tutaj, aby ludzie czy rezydenci go przekupywali, a po to, aby uratować komuś życie. Z drugiej strony było to na swój sposób miłe, że jednak ktoś postanowił przełamać "klątwę pierwszego batonika". Bo chyba można było to już nazwać klątwą, jak po tylu latach to właśnie Abigail była pierwsza?
- Dostaniesz za dobre sprawowanie podczas dzisiejszej operacji. Masz to jak w banku - zapewnił ją - I to nawet bez żadnej łapówki - wyjaśnił, co by wiedzieli, na czym stanęło. Stanley miał zamiar to spełnić przy najbliższej możliwej operacji, gdzie mieli stanąć przy stole we dwójkę. Wszystko przecież wskazywało, że jej pomoc była lepsza, niż z początku mógł zakładać. Dodając do tego fakt, że był pamiętliwy, więc szybko tego nie zapomni i dotrzyma swojego słowa.
- Rozumiem - odparł krótko. Mimo że był pamiętliwy, to nie znał wszystkich rezydentów, a raczej zapamiętywał tylko "konkretne" osoby. Oczywiście taką osobą była Wallace, której nie dało się pominąć w całej tej gromadzie nowicjuszy, więc może lepiej, że nie bawiła się w nazwiska. Istniała wielka szansa, że go nie znał, a nawet jakby znał, to nic by to nie zmieniało. Blondynowi akurat zdarzało się często przekraczać te dwanaście godzin dyżuru, więc nie mógł innych o to oskarżyć. To znaczy mógł, ale byłby hipokrytą.
Co do odwalania roboty, cóż... jak sama widziała w SMS-ach do Harvicka, Knoxowi zdarzało się "odwalać" robotę za innych. Zwłaszcza za swoich przełożonych, którzy się chyba przyzwyczaili do takiego podejścia.
- Profesorze... - odparł chwilę po Abigail, bo nie spodziewał się, że Harvick potrafi się teleportować i zjawiać w najmniej odpowiednich do tego momentach. W gruncie rzeczy dobrze, że to ona przejęła rozmowę, bo by wyszło jak podczas ostatniej pogawędki w windzie, gdzie padły pewne niefortunne słowa. Co prawda nie słyszał żadnych plotek, ale to pewnie dlatego, że unikał innych pielęgniarek niż Savannah.
- Mówiłeś...? - powtórzył po nim, świdrując wzrokiem autora tych słów - Skoro tak to mamy tłumaczyć... To rzeczywiście mówiłeś... - zgodził się, ale raczej wynikało to z czystego pragmatyzmu i braku chęci na dłuższą debatę z jego osobą.
Wielka szkoda, że nie miał teraz drinka, który mógłby skryć jego minę na słowo "dokumentacja", ponieważ nie miało to zbyt wiele wspólnego z ową dokumentacją. Knox zmrużył lekko oczy, przygryzł wargę i przejechał dłonią po swoim podbródku. A więc tak to nazywasz... Dla ciebie to jest po prostu dokumentacja. Blondyn kiwnął głową, chociaż bardziej do samego siebie niż Harvicka. Chyba dochodził do siebie i próbował
- Czytałem...? - odparł niepewnie, ciężko wzdychając - Przygotuję dokumentację. Postaram się to zrobić jak najszybciej... - zapewnił go, chociaż wynikało to bardziej z faktu jego pozycji niż rzeczywistej chęci, aby to zrobić. No bo naprawdę, istniało tyle lepszych rzeczy do roboty, a on miał układać pytania dla studenciaków. Kto tu był profesorem - Knox czy Harvick?
Nie minęła nawet sekunda, a poczuł, jak został poklepany po ramieniu. To wszystko pewnie "za dobrą robotę" i fakt, że potwierdził mu to, co chciał usłyszeć.
- A ty nie powinnaś być na onkologii? - macki Harvicka dopadły również Abigail, ponieważ jego zainteresowanie przeniosło się na młodą rezydentkę, bo uzyskał już satysfakcjonującą odpowiedź od swojego innego podwładnego.
Niebieskooki nie dowierzał. Jak mogła być na onkologii, jak dopiero oddelegował ją do pełnienia asysty podczas operacji u boku Knoxa, a teraz pytał, czy nie powinna być w innym miejscu? A co ona była, robokopem? Miała się tam teleportować, przenieść?
Stanley obawiał się, że jeżeli ta winda ruszy, profesorek zaleje ich jeszcze większą kanonadą pytań i obowiązków, więc postanowił wyjść z windy. Grunt, że jeszcze nie ruszyła i mogli się wycofać, ratując się ucieczką z tej patowej sytuacji.
- Na pewno zrobiliśmy wszystko? - rzucił w eter, ni to do Abigail, ni to do Harvicka, a jednak z myślą, że to usłyszą - Chyba czegoś zapomnieliśmy... - spojrzał w kierunku Wallace, próbując ściągnąć jej wzrok w kierunku swojego własnego, aby dać jej znać, że znowu mieli odegrać sztukę - zupełnie jak z Savannah.
- Lepiej byłoby się upewnić... - dodał, chociaż blefował. Wszystko było w idealnym porządku, ale czy TEN OSOBNIK musiał o tym wiedzieć? No nie do końca.
Knox zrobił krok z windy, będąc jednak w pełnej gotowości, aby wyciągnąć Wallace za rękę, jeżeli ją sparaliżuje czy Harvick będzie coś cwaniakował - zupełnie tak, jak wyciągnął ją od nie tego Smitha.
- Doktor Wallace...? - zwrócił się jeszcze do Abigail.

Abby Wallace
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
26 y/o
LOT NA 240 METRÓW
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Harvick był idealnym przykładem człowieka u władzy, które swoje moce sprawcze wykorzystywał we wszystkich złych rzeczach. Nie dość, że to sobie przypisywał ta najbardziej prestiżowe operacje, chociaż niekiedy były o wiele lepsi chirurdzy do konkretnego przypadku, to jeszcze wykorzystywał lekarzy do brudnej roboty jak tworzenie za siebie testów i materiałów, które on potem z dumą prezentował i używał na uczelni. Aż się Wallace na moment zastanowiła, ile z egzaminów, które pisała na zaliczenie, były napisane przez Knoxa nim w ogóle się poznali. Tylko czy na ten moment to było istotne?
Otóż nie, bo temat dokumentacji nagle odparował gdzieś w eter, a na jego miejsce pojawił się zupełnie nowy — i to taki, w którym to Abby grała pierwsze skrzypce.
Na początku w ogóle nie zakodowała, że mówił do niej. Jej myśli jako z góry założyły, że z pewnością w windzie był ktoś jeszcze, kogo nie zauważyła albo Harvick miał w uchu jakąś słuchawkę i z kimś się właśnie połączył bo… jak ona mogła być na onkologii, kiedy właśnie wyszła z sali operacyjnej? I to jeszcze przed czasem! Przecież mieli na nią zaplanowane całe pięćdziesiąt minut, a uwineli się w pół godziny. Na dobrą sprawę jeszcze nie powinno ich nawet być na korytarzu.
To skąd ta onkologia?
Podniosła na niego zdziwione spojrzenie, chociaż nim zdążyła już cokolwiek odpowiedzieć, Knox już wychodził z winy, wiec teraz to na niego spojrzała z niedowierzaniem. Miał zamiar ją tu z nim zostawić? Tak po prostu? No kurwa świetnie.
Tylko zaraz okazało się, że jednak nie do końca, bo lekarz chirurgii już miał w głowie swój własny plan, do którego ona po prostu musiała dojrzeć. Stało sie to dopiero po chwili. Chociaż z drugiej strony, sugerowanie przy Harvicku, że czegoś zapomnieli i zaniedbali również nie było najbardziej rozsądnym posunięciem. Przecież ten facet uwielbiał się czepiać. No ale z dwojga złego chyba lepiej…
Kapnograf! — rzuciła nagle, a raczej wykrzyczała kompletnie niespodziewanie. Aż oboje spojrzeli na nią jak na wariatkę, chociaż Abby swoje spojrzenie już miała utkwione w Stanleyu. — Nie wyłączyliśmy kapnografu — wyjaśniła. Była to pierwsza rzecz, która przyszła jej do głowy, o której mogli zapomnieć, chociaż na dobrą sprawę powinny to zrobić pielęgniarki, a co nie było podstawą do tego, by Harvick ich oceniał.
A czy to przypadkiem nie po… — zaczął, ale nawet nie dokończył, bo Abby już wybiegała z windy i szarpała Knoxa za kitel.
Do później, doktorze! — krzyknęła jeszcze, żeby zaraz nie było, że nie była kulturalna. Szacunek przede wszystkim, nie?
Zatrzymała ich dopiero za zakrętem w korytarzu i jeszcze wychyliła się dwa razy, upewniając, że on na pewno pojechał, a nie przypadkiem wyskoczy z windy razem z nimi i nagle chciał potowarzyszyć im przy sprawdzaniu maszyny.
Całe szczęście pojechał, o czym Abby poinformowała Knoxa i zaraz mogli skierować się schodami do jednego z automatów. Tym razem to on postawił jej kawę i przysiedli sobie gdzieś na krzesełkach, żeby zjeść batona i porozmawiać o operacji oraz Harvicku, bo przecież jakże by inaczej. A potem może porozmawialiby jeszcze o innych, bardziej ciekawych rzeczach, ale pager Abby zaraz dał o sobie znać, wzywając ją do pomocy na intensywnej.

Stanley Knox
koniec
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”