34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wywrócił oczami no to jej mam być pierwszą byłą, która to zrobi, wiadomo, że nie chciał, żeby była jego byłą. Nawet walczył wciąż o to, żeby była obecną. Teraz nawet chciał na pięści o to powalczyć. Żeby bez pyskowania się do niego wprowadziła, przypieczętowała w ten sposób, to co między nimi było, tylko, że przecież on wiedział, że ona i tak będzie to robiła. Dogadywała mu. A on nie byłby sobą, gdyby nie odbił piłeczki.
- Jak tak dalej to będzie wyglądać, to możliwe, że tak... Ale na pewno mi nie wpierdolisz - uniósł jedną brew, drażnił się z nią. Bo prawda była taka, że tak łatwo by się go nie pozbyła. Może nie byłby tak napastliwy jak Nick Dalton, ale łatwo by się nie poddał. Nigdy się nie poddawał, był upierdliwy i wcale, a wcale, nie umiał odpuszczać. A już zwłaszcza kiedy mu na czymś zależało tak bardzo jak na niej. Wystarczy spojrzeć na jego klub, który budował od zera, który nie raz, nie dwa dał mu w kość.
Nawet teraz kiedy tak ją przyparł do ściany, kiedy patrzył w jej brązowe, piękne oczy, nie zamierzał dać za wygraną, no przecież musiała się złamać, on by tego na pewno nie wytrzymał.
- Nunca - nigdy, rzucił na to jej pytanie, bo takie były fakty, że on prędzej spędził by tu z nią cały dzień namawiając ją do tego, żeby go w końcu uderzyła, niż się z nią zgodził i sobie poszedł. Niż dał jej sobie stąd pójść. Nie po to ją tutaj przywiózł, w kolejne swoje miejsce, żeby mu uciekła.
I on też nie mógł już uciekać, kiedy robiło się poważnie, źle, czy nie do końca miło, chociaż przecież zawsze to robił. Ale z Pilar chciał postąpić inaczej, przynajmniej spróbować. Nie umiał rozmawiać o uczuciach. Ale może mogli je z siebie wyrzucić w jakiś inny sposób?
Znowu strzelił oczami na jej kolejne słowa...
- Nie Madox, ja wcale nie mówię o ruchaniu... - parsknął i dmuchnął jej w twarz wprawiając w ruch ciemne kosmyki. A przed chwilą to ona mu zarzucała, że jest monotematyczny. Że mówi o jebaniu, kiedy ona miała na myśli... bierki?
Chociaż nie zmienia to faktu, że przecież o tym pomyślał. I teraz też to jej spojrzenie, błyszczące, ogniste, sprawiło, że jego ciemne tęczówki spoczęły na jej pełnych, miękkich ustach. Nawet dzisiaj nie dostał buziaka na dzień dobry, tylko od razu zjebę, westchnął ciężko. I to był błąd, że on się tak rozproszył, bo zaraz z jego płuc wyrwało się kolejne mocne stęknięcie, gdy walnął plecami o matę. Poczuł to, bo jeszcze czuł po wczorajszym, że ma całe plecy poobijane od tego upadku na lodzie. Skrzywił się lekko, ale zaraz uśmiechnął, zaraz się do niej szarpnął opierając palce na tym jej kolanie.
- Do pięciu... - powtórzył - sabelotodo - cwaniaro, nie miał jej wcale tego podstępu za złe, chciał ją do siebie pociągnąć, ale ona już się prostowała, już zostawiała go na macie. Zawiesił spojrzenie na jej sylwetce.
Może to nie będzie takie proste, jak to sobie wyobrażał?
Usiadł na moment, kiedy grzebała po szafkach, ale zerwał się na równe nogi, kiedy ściągała z siebie jeansy. Dobrze, że jednak nie postanowiła tego robić nago, bo wtedy to już kompletnie nie miałby szans.
Kiedy stanęła przed nim w tym swoim nowym wydaniu, to nie mógł się powstrzymać, żeby nie parsknąć śmiechem, krótko, ale szczerze.
- Trochę jakbyś miała zrobić tutaj zaraz jakiś pokaz capoeiry - znowu parsknął śmiechem, a później wyciągnął do niej rękę i pomachał palcami - dawaj Eddy Gordo - nawiązał do Mortal Combat, bo mu się to wydawało śmieszne. Chociaż Pilar chyba nie, bo zaraz wyprowadziła mu cios, tylko, że Madox na szczęście już się bardziej skupił, zdecydowanie był na to lepiej przygotowany i zanim jej ręka wylądowała tam gdzie miała, to on już ją chwycił, szarpnął mocniej do przodu i tym razem sam ją podciał, tak, że wylądowała na macie na brzuchu, nie z całym impetem, bo jednak ją trochę przytrzymał za rękę wykręcając ją przy okazji do tyłu. Nie mocno. Bo dawał jej jeszcze trochę taryfy ulgowej, nawet kolanem jej nie przycisnął, tylko klepnął drugą ręką w pośladek.
Coś czuł, że mu się za to oberwie, że jeszcze wcale nie podszedł do niej na poważnie, ale nie umiał, chociaż wcale jej nie puścił. Pochylił się tylko nad jej uchem.
- No to jeden - jeden - przez chwilę chciał się podnieść, pomóc jej wstać, ale co to za napierdalanka, jak się tak będą głaskać po główkach i traktować z taryfą ulgową. Chociaż ona go tak nie potraktowała, kiedy powaliła go na matę z bara. Może on też nie powinien? Może powinien pozwolić Stewart reagować z parteru?
- Podnosimy poprzeczkę, kto ląduje na macie to musi... coś wyznać - znowu się nad nią pochylił - pięć, tyle dziewczyn miałem w Toronto - dużo? Jak na dziesięć lat? Jak na niego? Chyba nie tak do końca, biorąc pod uwagę fakt, że z niektórymi był krótko, bardzo nawet.
- Teraz twoja kolej Pilar - chodziło mu chyba o to wyznanie, którym ona też już powinna się z nim podzielić, w końcu leżała na macie...
Żeby tylko nie zrozumiała opacznie i mu nie oddała. Chociaż... na to też liczył.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała jechać do domu.
Miała zaszyć się w czterech ścianach i tam przemyśleć tą całą sytuacje.
A ona?
Ona zamiast tego siedziała na sali treningowej, dając się podjudzać Noriedze i finalnie przystając na jego propozycję, by powalczyć. I gdzie tu mowa o byciu konsekwentnym człowiekiem? Chyba nie przy nim.
Pierwszy punkt zdobyła dość nieczysto, wcale jej to nie przeszkadzało. Punkt to punkt, a Pilar i tak była w o wiele gorszej pozycji. W końcu Noriega był o niej większy, miał więcej siły i z pewnością brudnych zdolności, które nauczył się na ulicach. Czy ją to zniechęcało? Oczywiście, że nie. Jak już to jeszcze bardziej nakręcało, by dać z siebie wszystko. W końcu oni już tyle razy rozprawiali o tych walkach i kto by kogo pokonał, a tu proszę; w końcu mieli okazję i do tego jeszcze o co grać, bo przecież stawką została przeprowadzka do Madoxa, na którą Pilar w tym momencie nie miała ani trochę ochoty.
Wciąż była na niego zła, dlatego nawet nie skomentowała tego pokazu capoeiry. Dobra, wyglądała jak klaun, jeszcze w tych gaciach, w których zmieściłyby się dwie takie Pilar. Wyglądała jakby miała na sobie spódniczkę i jeszcze do tego ta kolorowa koszula… Cóż, najwyżej będzie ją rozpinać, jeśli trzeba będzie go jakoś rozproszyć. Bo przecież to był jeden z niewielu punktów zaczepienia. Widziała, jak wyprowadzał ciosy — nie był żadnym amatorem, a to znaczyło, że Stewart naprawdę musiała znaleźć na niego jakiś sposób i głównie musiała liczyć na odpowiedni timing i atakowanie, kiedy był rozkojarzony. Dlatego spróbowała go uderzyć w momencie, kiedy jeszcze się jej przyglądał. Tylko tym razem Noriega już tak łatwo się nie dał — w ułamku sekundy złapał ją za nadgarstek i jednym ruchem ściągnął do parteru. W naturalnym odruchu próbowała się jeszcze zaprzeć nogami, ale jak, kiedy miał więcej siły od niej? Chociaż to jak wcale nie huknęła o podłogę akurat ją poirytowało. Nie potrzebowała od niego taryfy ulgowej w postaci asekuracji.
Ale to kurwa walczymy czy się ze sobą cackamy? — wysyczała przez zęby, przyciskając policzek do chłodnej maty. Czuła jak ręka się jej naciąga, gdy ją wyginał. Przez to wszystko nie zdążyła się nawet rozgrzać i czuła, jak bardzo jej mięśnie wciąż były zastane. Trudno. Nie zrobiła tego z własnej winy, więc teraz musiała sobie jakoś radzić.
Spróbowała się wyszarpać, gdy mówił jej wynik, jednak on przytrzymał ją jeszcze mocniej, nagle informując, że dawali kolejny element do gry. Nie dość, że miała się z nim bić to jeszcze zwierzać? I co jeszcze kurwa? Może zaraz do tego wszystkiego będą sobie mówić słodko-pierdzące komplementy? Prychnęła głośno, chociaż kiedy podał jej liczbę swoich byłych, przewróciła oczami i nabrała więcej powietrza w płuca. O dwóch już wiedziała.
A pozostałe trzy to co? — wysyczała, wbijając wzrok w lustro po drugiej stronie pokoju, by zobaczyć w jakiej dokładnie pozycji się nad nią znajdował. — Mieszkają u ciebie w piwnicy albo pracują w emptiness? — bo z pewnością tak było, skoro tak bardzo kochał z nimi wszystkimi mieć kontakt. Aż dziwne, że z Rosą sobie nie wymieniał smsków co drugi dzień o tym, jaka pogoda jest w Kolumbii i jak ma się Alvaro. Pięć dziewczyn. To nie tak dużo, chociaż przecież ona sama licznik miała zerowy. Jeśli chodzi o związki, oczywiście.
Wykorzystując odpowiedni moment, w końcu napięła mięśnie brzucha i uniosła gwałtownie biodra w momencie, w którym jej pięta uderzyła go prosto w piszczel. Nie z całej siły, jednak wystarczająco mocno, by zabolało. A kiedy Noriega syknął odruchowo i na ułamek sekundy poluzował uchwyt, wyszarpała się i przewróciła na plecy, w końcu mogąc na niego spojrzeć. Nie podniosła się od razu, po prostu wbiła w niego ciemne spojrzenie.
Ja dziewięć — wydyszała, malując na twarzy bezczelny uśmiech. — Dziewczyn — dodała, przyglądając mu się uważnie. Tyle zaliczyła. Pilar nigdy nie ograniczała jedynie do facetów. Lubiła eksperymentować. W jednej nawet kiedyś szczerze się zauroczyła, jednak ukróciła to nim zaszło gdziekolwiek dalej. A poza tym i tak nijak miało się to do Noriegi i tego jak jej serce desperacko do niego wyrywało. Dokładnie tak jak teraz, nim nawet zdążyła podnieść się do pionu. Czy wystarczyło mu takie wyzwanie?
Musiało, bo w następnej chwili Pilar już przeskakiwała z nogi na nogę, próbując się do niego dostać. Najpierw wyprowadziła szybki prosto w twarz, bardziej by sprawdzić dystans niż bo faktycznie chciała go uderzyć, a zaraz potem kolejny, już ostrzejszy, który zmusił go do cofnięcia głowy. A wtedy już nie czekała na odpowiedź, tylko skróciła dystans i cisnęła sierpowym w żebra, czująć pod pięścią jego napięte mięśnie. No i właśnie w tym problem, bo Noriega tylko skręcił tułów, amortyzując uderzenie.
Ale czy się poddała? No wiadomo, że nie — kolanko poszło w górę, celowane w udo, a potem jeszcze niski kopniak w bok łydki, a potem jeszcze kilka uderzeń, a on ciągle albo robił uniki albo amortyzował się wystarczająco, by nie upaść. Wszystko to jednak była tylko obrona. A Pilar czekała, aż przejdzie do ofensywy.
Vamos, cariño — rzuciła wyzywająco, razem ze spojrzeniem, które wręcz czekało, aż znowu sprowadzi ją do parkietu.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dmuchnął jej prosto w twarz na to pytanie, czy walczą, czy się ze sobą cackają, na razie się cackali, na razie jeszcze Madox wcale nie traktował jej poważnie, może ze względu na ten strój? A może dlatego, że dała mu się tak łatwo podejść, że powalił ją jednym sprawnym ruchem. A przecież była z policji, musiała umieć się bić, a jakby tak samo szybko rozbroił ją Dalton? Chociaż Noriega podejrzewał, że Nick to jednak nie za bardzo umiał się bić. Trochę, ale to bardziej takie szarpanie, niż dobrze wyprowadzone ciosy, czy odpowiednie ich sparowanie, wykorzystanie tego, co ze swoim ciałem robił przeciwnik. A Madox jak się z nim wtedy bił, to się miotał jak opętany, bo był pijany, nabuzowany, naćpany...
Teraz był trzeźwy. A przede wszystkim to już mu się nie chciało z nią cackać.
- No to walcz Pilar - rzucił i jeszcze odrobinę bardziej wykręcił jej rękę, nie na tyle, żeby zrobić jej krzywdę, na tyle, żeby ją sprowokować. Żeby dała z siebie więcej, wszystko, bo on mógł mieć jeszcze dla niej jakieś taryfy ulgowe. Jeszcze pochylał się nad nią, żeby osadzić na jej karku ciepły oddech, kiedy podał jej wynik, kiedy dodał kolejne zasady.
Chociaż poluzował trochę uścisk na te jej kolejne słowa, minimalnie, też rzucił spojrzeniem w lustro, nawet na chwilę łapiąc to jej.
- Nigdy nie przespałem się z nikim, kto pracuje w Emptiness - to już był taki darmowy sekret, ale z drugiej strony, skoro chciała ciągnąć temat - jedna pracuje w szpitalu, ale nie mamy najlepszych relacji, a pozostałe dwie nie wiem, nie utrzymujemy kontaktu - wzruszył ramionami. Właściwie to skoro już się bili, to mogli przy okazji rozmawiać. Madox mógł, bo dla niego najgorsze to chyba były takie poważne rozmowy, kiedy nawet w stół nie można walnąć, bo już wychodzi się na agresora, ale teraz to mógł... ja walnąć.
Tylko, że tym razem to Stewart wyprowadziła cios, prosto w piszczel, zabolało, syknął i puścił ją, a kiedy wylądowała na plecach, to zawahał się, bo już miał ją podnieść do pionu, tylko, że ona wtedy powiedziała to dziewięć, a on aż wypuścił z płuc powietrze.
- Dziewięć? - powtórzył po niej, dużo, robiła mu wyrzuty z pięciu a sama miała dziewięć... - dziewczyn? - zdziwił się znowu - nie wiedziałem, że lubisz... dziewczyny - uniósł jedną brew. Przeszkadzało mu to? Nie, aczkolwiek się zdziwił, kręcił się koło niej Nick Dalton, różni faceci, ale jeszcze nie widział, żeby podrywała ją jakaś kobieta, albo żeby ona podrywała jakąś. Bo z barmanem flirtowała, żeby mu zrobić na złość, w Medellin.
- A ilu... - zaczął, ale nie dokończył, bo ona już wyprowadziła cios. Dostał, pierwszy cios dostał prosto w twarz, a jednak czuł, że nie przyłożyła się do niego, a on zastanawiał się cały czas nad tymi dziewięcioma dziewczynami i ile w takim razie mogła mieć facetów. Chciał wiedzieć, ale trochę bał się zapytać. Bo co jeśli to będzie jakaś kosmiczna liczba. Wiadomo, że nie miał Pilar za świętą, była gorąca, seksowna, piękna, musiała mieć powodzenie, ale... Nigdy nie zastanawiał się nad tą liczbą, do tej pory. Bo teraz myślał o niej zawzięcie. Starał się skupić na jej ruchach, unik, blok i kolejny, ale myśli wciąż gdzieś mu odbiegały do tego co powiedziała. Chociaż na to jej vamos cariño, utkwił znowu ciemne tęczówki w jej twarzy.
- Déjame digerir esto - daj mi to przetrawić, mruknął, ale finalnie ustawił gardę, mieli się bić, a nie liczyć i rachować. Wyprowadził kilka ciosów, najpierw prosty, który bez problemu zablokowała, sierpowy, którym nawet nie chciał trafić, ale wylądował gdzieś na jej żebrach, niewymierzony, niemocny, a później hak, przed którym odskoczyła sprawnie do tyłu. Zamachnął się, jakby chciał ją uderzyć w śledzionę, low blow, poniżej pasa, niezbyt ładnie, aczkolwiek i tak tego nie zrobił, bo Pilar zasłoniła się kolanem, a on właśnie na to liczył, złapał ją za stopę i znowu szarpnął do siebie i do góry, nawet nie musiał jej podcinać, bo kiedy straciła grunt pod nogami, to poleciała na matę, tylko, że przy okazji szarpnęła go za koszulkę. Wylądowała z impetem na macie, na plecach, na szczęście te dziecinne maty były dość miękkie, no i szczęście, że Madox się podparł i nie poleciał na nią całym ciężarem, chociaż zaraz docisnął ja barkiem do ziemi, a kolano ulokował między jej udami, żeby ją zablokować. Palce zacisnął na jej nadgarstku, mocno, żeby zabolało.
- Dwa - jeden - rzucił i spojrzał jej w oczy - to ilu ich było? - zapytał, ale zaraz potrząsnął głową - nie kurwa, nie chcę wiedzieć, nie mów mi - rzucił dźwigając się do pionu na kolana i wyciągając do niej rękę. Mogła to wykorzystać, albo nie mogła, okaże się. Jeśli o niego chodzi to lubił wykorzystywać sytuację. Chociaż teraz się trochę bał, zadać to pytanie o jej facetów. Chciał wiedzieć i nie chciał jednocześnie.
- Albo mów... - jeszcze się miotła - nie, jednak nie mów - nie mógł się zdecydować, wiec to chyba ona musiała podjąć decyzję za niego.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spodziewała się tego po nim? Że nigdy nie przespał się z nikim z Emptiness? Może tak. Wcale nie była zaskoczona. Jednak Noriega traktował ten klub jak swoje dziecko, zawsze starał się, by wszystko funkcjonowało tam nienagannie i była w stanie uwierzyć, że właśnie z tego powodu stara się trzymać relacje biznesowe na odpowiednim miejscu. Sam zapewne najlepiej wiedział, jak łatwo szybko mogłoby się posypać, gdyby w gre weszły jakieś uczucia lub niedomówienia. Wystarczyło popatrzeć na ich dwójkę.
Przewróciła oczami na informacje o pani doktor, no oczywiście. Musiał być z taką, co ratowała życia. Przecież nie mogła być jakąś przeciętną Krysią, która sprzedawała znaczki w kiosku, o którą Pilar wcale nie byłaby zazdrosna. A co do dwóch pozostałych? Chociaż tyle, że z marną ćwiartką z nich nie miał kontaktu, bo gdyby wszystkie wciąż były w jego życiu, Stewart chyba faktycznie by popierdoliło.
Chociaż teraz też była tego bliska, kiedy za nic nie mogła go ściągnąć do parkietu. A przecież próbowała. Nawet nie pomógł jej ten fakt o dziewczynach, chociaż reakcja Madoxa była… zastanawiająca.
Przeszkadza ci to? — prychnęła, zaglądając mu w oczy. Zazwyczaj taka informacja pobudzała wyobraźnię mężczyzn, ale może Madoxa jakoś bardzo to nie rajcowało? Cóż, Pilar miała epizod w swoim życiu kiedy mocno rajcowały ją kobiety. Było z nimi o wiele mniej problemów, nie wspominając o świetnych przygodach łóżkowych podczas mniejszego lub większego upojenia alkoholowego. Szczególnie w trakcie studiów, kiedy na kilka dobrych miesięcy kompletnie puściły jej hamulce i imprezowała praktycznie każdego wieczoru.
¿Pero qué necesitas digerir?Ale co ty potrzebujesz przetrawić? Znowu się zamachnęła, próbując wymusić na nim jakąś mniej bierną reakcję, podczas gdy oczy wciąż wwiercały się jego ciemne spojrzenie. — ¿Ahora te preguntas si podría satisfacer a una mujer mejor que tú?Zastanawiasz się teraz, czy umiałabym zadowolić kobietę lepiej niż ty? Jej ton był bezczelny, wyzywający wręcz, podczas gdy w oczach płonął prawdziwy ogień. Sama Pilar nie znała odpowiedzi na to pytanie. Miała o sobie całkiem dobre mniemanie, jednak to, co Madox potrafił z nią robić, jak bardzo umiał ją rozgrzać i doprowadzić na skraj zakrawało o wyjątkowe, niespotykane wręcz. Ale przecież to nie znaczyło, że nie mogli się podroczyć.
Szczególnie, że już po chwili on faktycznie wziął się do roboty i nie tylko zaczął bronić jej ataki ale i w końcu kontrować. I chociaż większość z nich udało się jej zablokować, w końcu złapał ją bezczelnie za nogę i szarpnął, odbierając równowagę. Całe szczęście jej naturalny refleks sprawił, żę zacisnęła na nim palce szybciej, niż o tym w ogóle pomyślała, przez co razem upadli do parkietu.
Czuła na sobie jego bliskość i ciężar, chociaż w połowie podpierał się na ręce. Jej klatka unosiła się niebezpieczne szybko, i chociaż Stewart myślała, że to już jej maks, wtedy Noriega wcisnął nogę między jej uda, jeszcze bardziej przyspieszając pracę serca.
Chciałeś chyba powiedzieć dwa-dwa — wyrwała się do góry, przysuwając nieco bliżej jego twarzy i przechylając głowę. — Przecież też l e ż y s z — wycedziła przez zęby, przyglądając mu się uważnie, podczas gdy biodrami wykonała jednoznaczny, okrężny ruch, ocierając się o jego nogę. Trochę naginała zasady, ale kiedy którekolwiek z nich grało czysto? Przecież oni wiecznie łamali reguły. Leżał? Leżał. Więc idąc tym tokiem rozumowania powinno być dwa dwa.
A może i nawet powinno być trzy dwa, bo Pilar miała idealną okazję, żeby go wywalić do tyłu. Wystarczyło sie na niego rzucić, kiedy tak podparł się do klęku, tylko ona zamiast myśleć na moment o ataku, skupiła się na jego słowach i sposobie, w jaki miotał się, sam nie wiedząc, czy chce poznać liczbę, z iloma facetami spała.
Co jest, Madox? — prychnęła, spoglądając mu w oczy. — Chyba zdajesz sobie sprawę, że nie jestem dziewicą — w jej głosie było rozbawienie. Nie spodziewała się po nim aż takiej walki z samym sobą, jeszcze w tak błahym temacie. Przecież to chyba normalne, że sypiali z różnymi ludźmi i nie byli swoimi pierwszymi. Chyba, że w jego głowie kręciła się jakaś szalenie kolosalna liczba.
Patrzyła na niego jeszcze przez krótki moment, a potem w końcu chwyciła jego dłoń. Jednak zamiast podnieść się do pionu, weszła mu bliżej pod bok. Nim zdążył zareagować, już była za jego plecami. Jej przedramię wsunęło się pod jego brodę, nie dusząc, tylko przytrzymując go w miejscu, podczas gdy druga ręka oparła się mocno na jego barku. Szarpnęła go do siebie na tyle blisko, że mógł czuć jej oddech tuż przy uchu.
Jak nie chcesz, to ci nie powiem, ale wyznanie i tak muszę ci dać — rzuciła praktycznie szeptem, zaciskając uścisk jeszcze mocniej i osadzając usta praktycznie na jego uchu, by nie tylko mógł słyszeć jej słowa, ale i czuć jak jej usta się poruszają. — Nadie folla tan bien como tú Żaden nie pieprzy tak dobrze jak ty, wyznała, czując na plecach elektryzujący prąd. Mogła go obalić. Spokojnie mogła go teraz ściągnąć do parkietu, ale zamiast tego (bo kostki mnie nienawidzą), ona znowu się rozproszyła.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy mu to przeszkadzało? Nie, na pewno nie to, że miała dziewczyny, bardziej ta liczba, której się chyba nie spodziewał, i to nie tak, że miał Pilar za dziewicę orleańską, ale jednak ta liczba była zastanawiająca, a dodać do tego co najmniej drugie tyle facetów i jej byli mogli ze sobą zagrać jakiś mecz towarzyski.
- Nie... - rzucił i nawet przez myśl mu przeszło, że mogłoby go to kręcić, dwie kobiety, które do tego jeszcze wiedziały co robić, mogło by go to rajcować. Może namówiłby ją na trójkąt? Chociaż z drugiej strony on wciąż miał w głowie to dziewięć, dodaj jeszcze dziewięć, albo więcej. Skoro Stewart prowadziła takie bujne życie towarzyskie, to jak ona teraz się ograniczy do jednego?
- Dziewięć... - podniósł palce obu rąk, obu. To chyba nawet on nie zaliczył tylu dup co ona, chociaż miał taki okres, że co noc wyrywał sobie inną panienką w klubie.
Nie powinien jej w tym względzie pouczać, aczkolwiek chwilę trawił tę liczbę i dopiero kiedy powiedziała to czy zastanawia się, czy umiałaby zadowolić kobietę lepiej niż on, to wywrócił tymi czarnymi ślepiami.
- No nie wiem, musiałabyś się umówić z którąś z moich byłych, dać ci numer? - wytknął jej czubek języka, bo akurat jeśli o to chodzi to Noriega wcale nie miał kompleksów. Wiedział jak działa na kobiety i często to wykorzystywał, żadna jeszcze go nie wyrzuciła z łóżka, zazwyczaj to coś innego jednak stało na przeszkodzie i niszczyło te jego związki, a to, że z Debbie wracali do siebie kilka razy tylko po to, żeby się ze sobą przespać, też musiało coś znaczyć. Ale już nie chciał poruszać tematu Debbie, żadnej byłej. I może tych dziewczyn Stewart też nie? Chociaż zastanawiał się z iloma z nich ona utrzymuje kontakt. Przez chwilę, bo gdy znów zeszli do parkietu, te myśli jakoś od niego odpłynęły, zwłaszcza, że Pilar znowu oszukiwała.
- Dwa - dwa? Tak bardzo nie chcesz się do mnie wprowadzić? - przesunął nogę wyżej, kiedy poruszyła biodrami, tak, żeby lepiej ją poczuła, a kiedy się podnosił to znowu patrzył jej prosto w oczy. Jakby chciał z nich wyczytać, czy on chce znać tę liczbę, tych jej facetów, bo w jego głowie naprawdę była kolosalna.
- Nie, jak to? - uniósł jedną brew słysząc tę jej zaczepkę, ale zaraz pokręcił głową - no dobra, to powiedz, niech to już będzie za nami - chyba wolał się dowiedzieć od niej, teraz, niż później gdzieś przez przypadek i przeżyć kolejny szok.
Taki jak to, gdy on się tak rozproszył, a Pilar wykorzystała sytuację, mogła go teraz powalić bez problemu, przecież doskonale wiedziała, gdzie wystarczyło chociażby wbić palce, żeby jednak się złożył, tylko, że on też wiedział jak wyjść z tego chwytu. Chociaż pozwolił jej na chwilę triumfu, gdy jej usta spoczęły przy jego uchu.
- Chcę - rzucił, bo jednak chyba kolejnego wyznania bał się jeszcze bardziej niż tej liczby. Co będzie następne?
Może nie do końca spodziewał się tego co powiedziała, może nawet miło go to połechtało po jego ego, ale mimo wszystko nie dał się rozproszyć, nie tak jak ona. Bo kiedy poczuł na karku to westchnienie, które opuściło jej pełne wargi, to już sięgnął do niej, żeby wbić jej dwa palce pod kolanem, a kiedy poluzowała uścisk, to szarpnął ją do przodu i jeszcze przez chwilę się siłowali, kiedy próbował ją od razu położyć, ale Pilar się nie dawała. To chyba kręciło go bardziej niż te jej dziewięć partnerek. Ta jej waleczność.
Tylko, że zaraz się okazało, że jednak znowu miał nad nią przewagę, po prostu był silniejszy, większy, a skoro nie chciała, żeby dawał jej fory, to jej plecy znowu szybko dotknęły materaca, kiedy znowu szarpnął ją za nogę, tym razem tę jej nogę założył sobie na ramię i przycisnął ją do gleby. Pochylił się tylko delikatnie nad nią, a palcami przesunął po jej szyi, ułożył je na jej gardle, po którym przesunął powoli kciukiem przytrzymując ją przy ziemi.
- Trzy - dwa, chyba nie masz wątpliwości? - może sam też nie grał za czysto z tym, że po prostu wykorzystywał to, że był od niej silniejszy, ale... czy każdy facet, który by ją zaatakował by tego nie zrobił?
Zrobiłby...
- Teraz mógłbym zrobić z Tobą co chcę - rzucił, żeby ją jeszcze trochę podburzyć, ale się nie cofnął wisiał nad nią, z tymi palcami opartymi na jej szyi i jej nogą zakręconą na swojej. Wykorzysta to?
Mogłaby.
Ale najpierw...
- To ilu ich było? - zapytał w końcu - z iloma z nich wszystkich utrzymujesz kontakt? Dalton to jeden... Na posterunku jest ich jeszcze więcej? - chciał wiedzieć, czy tak naprawdę nie chciał? Nie był pewny. Sam nie wiedział czego się spodziewać, bo ona mu dzisiaj zrobiła awanturę o to, że mieszkał ze swoją byłą, a ona z jednym... Na razie wiedział o jednym. Pracowała. A było ich jeszcze dziewięć. Dziewięć samych kobiet i niewiadome ilu mężczyzn.
Wbił te ciemne tęczówki w jej oczy, czekając na odpowiedź na te jego pytania.
- Dlaczego żaden nie pieprzy tak dobrze jak ja? - i jeszcze jedno, tylko rzucając je przesunął palcami po jej gładkiej skórze na łydce, po kolanie i wyżej, chowając opuszki pod materiałem tych szerokich szortów. Jeszcze raz mocniej na nią napierając.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przewróciła oczami, kiedy znowu wspomniał o byłych. Z pewnością byłby zachwycone, gdyby Pilar odezwała się do nich z polecenia Madoxa i zaproponowała numerek. Ciekawe ile z nich pomyślałoby, że Noriega był zawarty w pakiecie? Z pewnością ta cała Debbie, która u niego mieszkała. Ciekawe czy chociaż spała na kanapie, czy może jednak w łóżku, w którym dzisiaj kimała Pilar? Przez moment chciała go o to zapytać, jednak w ostatniej chwili ugryzła się w język. Jaki był w tym sens? Przecież powiedział, że żadna już nic dla niego nie znaczyła, a ona naprawdę powinna przestać się nakręcać. I może na chwile faktycznie przestała? Kiedy oni tak pięknie okładali się coraz to kolejnymi uderzeniami; kiedy pot ściekał z ich twarzy, a klatki piersiowe unosiły się w nierównym rytmie. Może to faktycznie działało?
Bo przecież kiedy założyła mu ten uchwyt przy szyi, kiedy mówiła o tym jak dobrze pieprzył, działał na nią aż za bardzo. Znowu się rozproszyła, na krótką chwilę dała się otumanić jego bliskości, temu jak pachniał, jak smakowała jego skóra, kiedy muskała ją raz po raz, wyrzucając z siebie kolejne słowa. I oczywiście, że on to wykorzystał. Bo Madox w przeciwieństwie do Pilar faktycznie był s k u p i o n y.
Przeleciała do przodu, jednak nim zdążyła znowu huknąć o podłogę, starała się bronić. Wyszarpać. Wyprowadziła kilka uderzeń z łokcia i jedno kopnięcie, chociaż to i tak nic nie dało. Znowu wylądowała na mokrej już macie, kręcąc się pod jego uściskiem.
Kurwa.
Kompletnie dzisiaj nie miała do tego głowy. Była wiecznie rozkojarzona. Miała w sobie za dużo emocji i zmartwień, a Madox w tym wszystkim był po prostu za dobry. I to irytowało ją najbardziej — że nie potrafiła dać z siebie sto procent bo kostki mnie nienawidzą jej myśli wiecznie uciekały gdzieś indziej. Jak nie do Daltona, to to byłych dziewczyn, dzielenia z nim mieszkania, a teraz jeszcze tej przeszywającej bliskości, kiedy Noriega zarzucił sobie jej nogę na ramię, a palce zacisnął na jej szyi. To wszystko było zbyt p r z y j e m n e, żeby jej ciało odbierało to jako zagrożenie. Bo zamiast się szarpać, ona jeszcze bardziej wyciągnęła szyję, przyglądając mu się uważnie.
Mam wiele wątpliwości — rzuciła przeciągając się na macie. — Ale ty akurat nie jesteś żadną z nich — zmartwieniem, irytacją — tak, ale nie wątpliwością. Bo akurat co do niego i faktu, że nie potrafiła już bez niego funkcjonować, nie miała żadnych wątpliwości.
Tak jak nie miała żadnych wątpliwości, że gdyby tylko chciała, byłaby w stanie wykorzystać sytuację, jakiej się znaleźli. Tylko on wciąż mówił, a ona za nic nie chciała mu przerywać. Czy na pewno mógłby z nią zrobić co chciał?
Jesteś tego taki pewien? — uśmiechnęła się delikatnie, znowu prężąc przed nim. — Zobacz którą rękę masz na moim gardle — zwróciła uwagę, bo Madox chyba niekoniecznie. — Prawą — wyjaśniła szybko. — Czyli mogłabym spokojnie dołożyć teraz drugą nogę, skręcić ci kark i byłoby po wszystkim, zanim zdążyłbyś się chociażby odezwać, nie mówiąc nawet o ściągnięciu palcy z gardła — dokończyła pewnym siebie tonem, bo faktycznie mogła to zrobić. Jeszcze gdyby miał wolną rekę przy jej leżącej nodze, z pewnością mógłby zareagować, ale nie, kiedy ta próbowała ją podduszać. W podbramkowej okoliczności Pilar byłaby szybsza. Ale nie tutaj. Tutaj nie było potrzeby ryzykować, że coś mu faktycznie ukręci. Szczególnie kiedy on tak dociekał o tych facetów.
Ile tych pytań, co? — zajrzała mu w oczy, wychodząc naprzeciw biodrami na jego ruch w jej stronę. — Co to jakieś przesłuchanie? — czy nawiązywała do jego poprzednich słów z mieszkania. Oczywiście, że tak. Czy miałą zamiar oburzyć się jak dziecko Madox i zaczął wydzierać? Nie. Miała zamiar mu po prostu o d p o w i e d z i e ć. — Siedmiu… może ośmiu — nie pamiętała dokładnej liczby, szczególnie tych pijackich numerków, które odbyła na studiach podczas mniej lub bardziej zakrapianych imprez. Kto w ogóle pamiętał takie rzeczy. Natomiast jeśli chodziło o utrzymywanie kontaktu… — Z facetów? Dwóch — odpowiedziała zgodnie z prawdą. Był jeszcze taki jeden: Beck, z którym przespali się podczas jednego z wyjazdów firmowych, ale to było jakieś pięć lat temu i mieli totalną sztamę, bo zaraz po oboje stwierdzili, że było śmiesznie, ale to jednak nie to. — Jeszcze jakieś pytania? — podniosła głowę, wbijając sobie jego palce jeszcze głębiej w gardło, ale zaraz okazało się, że on faktycznie miał jeszcze jedno pytanie. I to takie, które wywołało u Pilar momentalne prychnięcie.
Dlaczego? — spojrzała na niego z rozbawieniem. — Dlaczego nikt nie pieprzy tak dobrze jak ty? — mówiła powoli, upewniając się, że doskonale czuł opuszkach, jak każde z tych słów opuszcza jej gardło, podczas gdy biodra na nowo się poruszyły, ocierając o jego tułów. — Nie wiem, może po prostu jesteś wyjątkowy? — spytała spokojnie, chociaż jej serce na nowo przyspieszało, kiedy jego dłoń wdzierała się pod obszerny materiał spodenek, sunąc po jej nagiej, rozgrzanej skórze, pozostawiając po sobie gęsią skórkę. — Albo to ja po prostu jestem tak głupio zakochana… — bo to przecież też mógł być powód dla którego tak go wywyższała w swoich oczach. Tylko to już było mało istotne, bo kiedy Pilar wypowiadała te słowa, jej wolna noga w ekspresowym tempie uniosła się wysoko, by już po chwili oprzeć stopę o jego bark. A potem już bez najmniejszego zawahania spięła mięśnie brzucha i pchnęła z całej siły. I tu już nie było żadnego na tyle, żeby to poczuł, użyła do tego tyle, ile miała. A miała naprawdę dużo. Aż go odrzuciło i to był dokładnie moment, w którym mogła wyślizgnąć się drugą nogą, która dla odmiany jeszcze sprzedała mu kopa — a raczej pchnięcie — w okolice żeber.
Zerwałą się na nogi i odskoczyła, zwiększając dystas. Znowu przegapiła moment, w którym mogła go położyć, ale tym razem wynikało to potrzeby uspokojenia ciała po tej nagłej bliskości. Złapała kilka oddechów i nim on porządnie zebrał sie z ziemi Pilar już zaatakowała.
Ale może się zapytasz swoich byłych? — rzuciła kąśliwie, już tym razem będąc w stu procentach skupiona. Skakała wokół niego, lekko na nogach, cofnięta, jakby tylko czekała, po czym nagle wychodziła agresywnie, skracając dystans o o dwa kroki naraz. — Może one będą miały dla ciebie ciekawszą odpowiedź? — zmyliła go ruchem ramion, jakby szykowała prosty, a zamiast tego kopnęła go nisko, celując w bok kolana. I chociaż siła była odpowiednia, wcale nie trafiła czysto, bo on już zdążył odsunąć nogę, ale to wystarczyło, żeby go zatrzymać.
Wykorzystała to praktycznie od razu, wchodząc pod jego gardę i uderzając krótko w brzuch, zaraz potem barkiem w klatkę piersiową, próbując go przepchnąć. Napierała na niego z całej siły, dwoiła się i troiła, by wymusić na nim, by znowu się cofnął i znowu. Kilka uderzeń trafiło w odpowiednie miejsca, aż przez głowę przeszła jej myśli, czy nie za mocno, ale przecież mieli się bić. A skoro ona była za słaba, żeby sprowadzać go do parkietu, mogła chociaż sprawić, że to poczuł. Robiła to do momentu, aż jego plecy nie trafiły na rząd szafek. Przysunęła się jeszcze bliżej, napierając na niego już w taki sposób, że spokojnie mógł ją od siebie odepchnąć. Zanim jednak to zrobił, Pilar przysunęła się to jego twarzy. Pot spływał jej po twarzy.
Skoro moje odpowiedzi są dla ciebie niewystarczające — rzuciła już ostatnie cztery grosze, kończąc ten cały wywód. Nie uważała, żeby była dla niego niewystarczająca, a jednak gdzieś takie myśli przemknęły przez jej głowę, przelotnie, zupełnie chyba naturalnie, kiedy dowiedziała się, że mieszkał z byłą. Że one wciąż były tak obecne w jego życiu. Chociaż z każdym uderzeniem, które w niego przed chwilą wyprowadziła, uleciało po kawałku złości, więc może to faktycznie działało.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zawsze działało, a przynajmniej Madox tak uważał, że dobry trening, dobra napierdalanka, czy nawet mordobicie, dużo dawały, zwłaszcza jeśli chodziło o kłębiące się pod czaszką, czy w sercu emocje. A dzisiaj było ich dużo, jeszcze nie do końca opadły wczorajsze, a oni już obudzili nowe kłócąc się o jego byłe. O tych jej też powinni?
Chyba nie, zwłaszcza, że Madoxowi tak dobrze szło po raz kolejny uziemienie jej, sprowadzenie do parteru. Za łatwo, ale może rzeczywiście on się bardziej potrafił skupić. Bardziej zakręcić na tym, żeby jednak z nią wygrać, bo gra przecież była warta świeczki, miała się do niego wprowadzić.
Trzy - dwa.
Jeszcze dwa razy i będzie cała jego.
Chociaż czuł, że już była, kiedy jej noga wisiała na jego ramieniu, kiedy docisnął ją jeszcze do gleby. Palcami przesunął po gardle. A kiedy ona tak wyciągnęła szyję, to aż strzelił oczami.
- Pilar to nie jest zabawa - mruknął, bo dla niej chyba była? Przeciągnęła się pod nim na macie, a on aż podniósł do góry głowę, chociaż po jej słowach, te ciemne tęczówki znowu odszukały jej piękne, czekoladowe oczy.
- Mówiłem ci, że to pomoże - a taka była niechętna, żeby wejść z nim na matę, a tu jednak proszę, działało. Tak jak założył, tak jak chciał właściwie, skoro straciła co do niego wszelkie wątpliwości, które od rana pojawiły się w jej głowie. Że jest wierny, że ją okłamuje, że jest tylko jej.
A przecież był, tylko i wyłącznie jej. Tego był pewny.
Tak samo jak tego, że mógł z nią zrobić co chciał, chociaż kiedy zaczęła mu tłumaczyć, że nie do końca, to od razu obejrzał się na swoją rękę, a później na jej drugą nogę, której wcale nie unieruchomił. Mogła to zrobić bez problemu, skręcić mu kark. I nawet przez chwilę się wahał, czy nie powiedzieć jej, żeby mu to udowodniła, bo przecież on też jeszcze mógł z nią walczyć, nie był chłopcem z porcelany, który by jej tak łatwo na to pozwolił, chociaż finalnie nie powiedział nic, tak jak nie zabrał ręki z jej szyi, przesunął palce niżej zaczepiając o ten złoty łańcuszek, który miała na sobie, jego łańcuszek...
Już chciał powiedzieć, żeby sprawdzili kto będzie szybszy, bo przecież on też te reakcje miał wyczulone, szukanie okazji, chwytanie jej w jednej chwili i wykorzystywanie, lata praktyki. Ale zaraz z jego ust posypały się te inne pytania. Dużo ich było rzeczywiście.
- Tak, następnym razem ja biorę kajdanki, przykuwam cię do łóżka i przesłuchuję, co myślisz? - naparł jeszcze mocniej na te jej biodra, które wypchnęła w jego kierunku, tak, żeby poczuła to w rozciągających się mięśniach, nie do bólu, ale to ich napięcie. A jednak kiedy z jej ust padło to siedmiu, może ośmiu, poluzował uścisk. Dziewięć kobiet i ośmiu facetów, on był dziewiąty. To jakaś wyższa matematyka. Na moment przymknął powieki, jakby się nad czymś zastanawiał. Ruszyło go to?
Odrobinę. Mniej niż przypuszczał, bo chyba spodziewał się jeszcze więcej? A może w zasadzie miał to gdzieś? Oboje mieli dość barwne życie erotyczne, no i co z tego? Może to, że mogli powiedzieć, że są w tym dobrzy. To chyba na plus nawet.
Chociaż na tych dwóch, od razu uniósł jedną brew.
- Dalton i kto? - chciał wiedzieć? Znał go? Znał dużo psów. Machnął ręką, może lepiej nie, bo on się znowu będzie nakręcał jak z Daltonem.
- Jedno - rzucił na to jej pytanie, czy on jeszcze jakieś ma. Miał. To jedno, które zaraz jej zadał, a które ona skwitowała prychnięciem. Aż wywrócił znowu oczami, przesunął palcami po jej gardle, tym razem w górę, tym razem na jej krtań, której drgania czuł z każdym słowem opuszczającym jej pełne usta. Czuł też jak jej ciało reaguje na jego dotyk, przecież zawsze to czuł, za każdym pierdolonym razem, i zawsze to wykorzystywał, teraz też. Pochylił się jeszcze nad nią.
- Rzeczywiście głupio - zdążył jeszcze rzucić, zanim jej noga nie wylądowała na jego barku. Już wiedział co się zaraz wydarzy, ale nie zdążył zareagować, zwłaszcza, że w to pchnięcie włożyła tyle siły. No wreszcie. Ona też przestała się z nim bawić, poczuł to w tym kopniaku, którego mu sprzedała, prosto w żebra.
Podniósł się z ziemi, wolno i już nawet jej miał powiedzieć, że dobrze, że wreszcie postanowiła mu coś pokazać, tylko ona znowu mówiła o jego byłych, a Madox wyprostował się i przechylił na bok głowę.
- Myślisz, że powinienem zapytać Debbie, albo Cherry dlaczego lubiły się ze mną pieprzyć? - śledził ją tym ciemnym spojrzeniem, ustawiając gardę, też był gotowy na każdy jej cios, chociaż ten kopniak w kolano trochę poczuł, jakby nie cofnął nogi, to mogła mu ją wygiąć - a może ta była ciekawa? W sumie żadna mi nigdy nie powiedziała, że jest głupio zakochana - czy w ogóle któraś mu kiedykolwiek to powiedziała, że go kocha? Może. A może wcale nie, tak jak on...
- Ja też żadnej nie powiedziałem, że ją kocham, nigdy - przecież miał jej się zwierzać, kiedy go powali, a on się tak przed nią odkrywał, zawsze się przed nią odkrywał. I teraz te jej ciosy też mógł zblokować inaczej, sprawniej. Bo to przecież jest akcja i reakcja, szybka reakcja, jak w krav madze, zasłaniasz się łokciem, a potem tym samym łokciem kontrujesz. Tylko, że on się nie zasłonił, dostał w brzuch, a potem z barku w klatkę. Oddał jej, dwa razy udało mu się jej oddać, raz kopiąc ją w udo zanim zdążyła się zasłonić i drugi raz łokciem w ramię. Nie lekko, bo to już nie było cackanie się, czy zabawa. A zresztą przecież oni nigdy nie lubili delikatnie. Tylko dziko.
I on później z takim impetem wpadł plecami na te szafki, skrzywił się, bo coś akurat mu się wbiło w ten wczorajszy siniak, ale czy mu to przeszkadzało?
Zupełnie.
Kiedy pochyliła się nad nim to od razu sięgnął ręką do jej nadgarstka, który miała ustawiony w gardzie, chaotycznie, nie z żadnym ciosem, zacisnął na nim palce.
- Pojebało cię Pilar, jesteś dla mnie w kurewsko wystarczająca, wszystkim dla mnie jesteś - rzucił i chciał ją szarpnąć, przyciągnąć do siebie. To był błąd, bo tym razem on się rozproszył, a Stewart zareagowała szybko i sprawnie. Tak sprawnie, że już po chwili jego plecy oderwał się od tych metalowych szafek, ale zamiast tego wylądowały z hukiem na macie. Głośne stękniecie wyrwało mu się z płuc, kiedy tym razem Pilar docisnęła go mocno do gleby.
- No ładnie - stwierdził wreszcie, bo tym razem to ona wykorzystała sytuację, to, że się rozproszył, że już chciał całą walkę zamienić na...
No właśnie na co?
Szarpnął się do niej do góry, pod jej kolanem, ale nie poluzowała uścisku.
- To co jeszcze chcesz wiedzieć? - zapytał, bo on już jej przecież tak dużo rzeczy mówił sam z siebie, ale może miała jakieś pytania? Nabrał do płuc powietrze ze świstem, bo jej uścisk był mocny. Ale czy mu to przeszkadzało? Wcale. Nawet go to kręciło. Pojebane.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pilar, to nie jest zabawa.
A może jednak po części była? Może o to też tutaj chodziło? Że mogli pookładać się pieśniami, posprowadzać do parkietu, wyrzucić z siebie to, co leżało na śledzionie i przy tym bawić się nawet okej? No chyba, że to ona chyba pierdolnięta, ale podobała jej się ta stanowczość Noriegi; to jak bronił jej ciosów, a tym bardziej jak oddawał. Lubiła mieć godnego przeciwnika, a tutaj miała go nawet chyba lepszego.
Przykujesz mnie do łóżka, tylko po to, żeby mnie przesłuchać? — prychnęła, kręcąc głową z niedowierzaniem, by już po chwili wwiercić spojrzenie w jego ciemne oczy. — N-u-d-a — wysyczała. A przecież oni tak nie lubili nudy. Skoro chciał się bawić w przesłuchanie, może Pilar mu po prostu załatwi sale przesłuchań na komisariacie na pół godziny, to tam się pobawią. Przynajmniej będzie realistycznie. Chociaż z drugiej strony: czy on musiał robić jej przesłuchanie, żeby się czegoś dowiedzieć? Bo jak na razie ona odpowiadała mu na wszystkie nurtujące pytania. Może nawet aż za szybko.
Dalton i kto?
Masz takie wtyki wszędzie… — zaczęła, łapiąc w płuca więcej powietrza i uśmiechając się przelotnie. — weź sam się dowiedz — bo co to miało być? Mieli się dzielić po jednym wyznaniu, a on kiedy sprowadził ją do parkietu po raz trzeci, zadał ich chyba całe pięć. Powinna już mieć załatwione na wszystkie kolejne, chociaż miała nadzieje, że w końcu to jej uda się go obalić.
I była do tego na naprawdę dobrej drodze, obejmująć zupełnie inną strategię niż wcześniej. Mianowicie: zamiast próby przewalenia do od razu, plan był, by pierwsze wyprowadzić masę biosów, zdezorientować go, zmęczyć i wtedy wykorzystać dobry refleks i chwilę nieuwagi. I Pilar naprawde musiała się kurewsko skupić, kiedy wyprowadzała swojego uderzenia, bo jego słowa trafiały prosto do jej głowy. Te pieprzone byłe kręciły się w jej mózgu jakby rozstawiły tam sobie jakiś plac zabaw i ani im się śniło ruszać z miejsca. Wychodziło jej nawet nieźle utrzymanie skupienia w tym chaosie, kilka razu go trafiła i przyparła do szafki, do momentu, w którym z jego ust nie padło kolejne wyznanie. Ale to takie, którego Stewart za nic się nie spodziewała.
Żadnej nie powiedziałem, że ją kocham, nigdy.
Jak to było w ogóle możliwe? Kłamał? Przecież jej powiedział nawet zanim którekolwiek z nich pomyślało o związku albo chociażby o fakcie, że z tego mogło być cokolwiek więcej. To nie miało sensu. Nic z tego nie trzymało się kupy. Czy ich relacja naprawdę mogła być aż tak inna od tego, co miał wcześniej?
Nagle miała w głowie jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi. Skupienie wyjebało przez okno, a jej ciało na moment poluźniło wszystkie uściski. Dopiero kiedy Madox szarpnął się do przodu, Pilar wróciła po części świadomość, chociaż nawet w połowie nie zakodowała tej jego kolejnej wypowiedzi o byciu kurewsko wystarczającą, bo ona wciąż myślała o tym wcześniejszym wyznaniu. Aż szok, że w tym całym amoku udało jej się śpiąc do tego stopnia, żeby go powalić.
Przyparła do niego całym ciałem, dociskając kolanem ile tylko miała siły w nogach. Potrzebowała go na moment kompletnie unieruchomić, by głowa mogła nadążyć za gonitwą myśli, jaką rozpętał swoim wyznaniem. Spojrzała w dół, łapiąc jego ciemne, obłędne spojrzenie.
Jakim cudem żadnej nie powiedziałeś, że ją kochasz? — warkneła, jakby mu nie wierzyła, przyciskając go jeszcze bardziej do maty, chociaż wynikało to bardziej z niedowierzania niż braku zaufania. I może dla niego to było oczywiste, jednak dla Pilar coś, co potrzebowała zrozumieć. Bo znowu — Stewart lubiła mieć pełen obraz sytuacji, a nie pojedyncze wypadkowe. Jakim cudem Madox mógł być w dłuższych lub krótszych związkach i nie wyznać im miłości, kiedy… — Kiedy ze mną zrobiłeś to już w Medellin — i to wcale nie był wyrzut czy pretensja. Bardziej jakieś takie zafascynowanie pomieszane z niezrozumieniem. Bo Pilar doskonale wiedziała, — że te wszystkie skrajne uczucia, którego niego czuła — że to było pierwszy raz w życiu, kompletnie nowe, niespodziewane i trudne do opanowania, jednak nie sądziła, że dla niego również. Wychodziła z założenia, że dla Noriegi była po prostu kolejnym przystankiem, kolejną dziewczyną. I jasne, może już ostatnią, ale jednak wciąż kolejną. Za nic wcześniej do głowy nie przyszło jej, że mogło być inaczej, chociaż nie dało się ukryć, że była z tego przypadku zadowolona.
Dlaczego? — rzuciła kolejnym pytaniem (a przecież miało być tylko jedno) i przycisnęła ciało do niego jeszcze bardziej, tak, że mocniej już się nie dało, bo leżała na nim całym swoim ciężarem. Pochyliła się do jego twarzy. — Bo jestem wyjątkowa, czy tak dobrze się pieprzę? — delikatny uśmiech wymalował się na jej twarzy, kiedy tak mu się przyglądała. I chyba nikt nie wiedział, czy było to spowodowane tym durnym pytaniem, które miało być jedynie formą zaczepki, czy może jednak faktem, że ruszyły ją bardzo jego słowa. Bo skoro tak się sprawy miały… to chyba już serio nie miała prawa robić mu jakichkolwiek akcji o byłe.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To było raczej pewne, że nie tylko po to i Pilar też to na pewno wiedziała, a już zdecydowanie mogła to wyczytać z tego jego zaczepnego uśmiechu, który jednak szybko starła z jego twarzy kolejnymi słowami. Mógł się dowiedzieć i może nawet zaraz, kiedy tylko wróci do klubu, to wprawi w ruch tę całą machinę, żeby wiedzieć. On też na policji miał kilku kumpli, którzy na pewno wymienili by się z nim pewnymi informacjami, zwłaszcza, że Madox ostatnio trochę bardziej wsiąknął w te nielegalne interesy. Za bardzo może nawet. Prochy, broń i kontenery. Śmiał twierdzić, że jakby Pilar wiedziała, w co on się bawi, to by mu wpierdoliła nawet mocniej. Ale nie wiedziała, i jego też pozostawiła w niewiedzy. Chociaż teraz jak mu rzuciła takie wyzwanie, to on się na pewno dowie.
Już snuł w głowie jakiś plan, kogo o nią podpytać, myślami będąc gdzieś daleko stąd, na jej ciosy odpowiadał trochę mechanicznie, raczej wyuczone reakcje ciała, niż rzeczywiście się do tego przykładał. Chociaż trzeba powiedzieć, że go zmęczyła, podniosła ciśnienie krwi. Która teraz już buzowała w żyłach do tego stopnia, że jej to powiedział. Że żadnej swojej byłej nigdy nie powiedział, że ją kocha.
Tak było, nie kłamał, Madox umiał słodzić, umiał komplementować, jesteś caliente, asombroso, maravilloso, wystarczyło, nie trzeba było innych wyznań. Zwłaszcza takich, których on w ogóle nie czuł. Noriega czasem gadał dużo, za dużo nawet, ale nie rzucał słów na wiatr. Za to później rzucił się głupio na Pilar, nic dziwnego, że skończył na glebie, sam się o to prosił. O to dociśnięcie do maty chyba też, biorąc pod uwagę fakt, że wcale nie zareagował, a przecież mógł ją zrzucić, miał więcej siły od niej.
- Jakim cudem spałaś z osiemnastoma osobami, po dwa razy, i się nigdy nie zakochałaś? - od razu odbił piłeczkę i się szarpnął, nie mocno, po prostu do góry, do niej - to się czuje, albo się nie czuje, nie wiem - dla niego to było proste. Kochasz, albo nie kochasz, a jak nie kochasz to tego nie mówisz. To możesz powiedzieć: interesujesz mnie, ciekawisz, jak Lynne. Albo jesteś niesamowita, uwielbiam cię, jak Debbie, lub jesteś taka gorąca, chciałbym cię pieprzyć jak Cherry. Ale kochać?
Jak on tylko w Pilar się tak głupio zakochał, i to nie dlatego, że go interesowała, chociaż przecież bardzo, wszystko chciał o niej wiedzieć. Nie dlatego, że była niesamowita, a była. Nie dlatego, że chciał ją pieprzyć, a chciał, nawet teraz też. Kiedy przesunął palcami po jej nodze szukając jakiegoś słabego punktu.
Tylko ona wtedy wyskoczyła z tym Medellin. A to było chyba słowo klucz, do tego wszystkiego. Bo jakby nie Medellin czy on by się w niej tak zakochał? Niezaprzeczalnie była już między nimi wcześniej jakaś chemia, nie dało się tego podważyć. Ale to przecież ten wyjazd do Kolumbii sprawił, że on się jej pokazał z zupełnie innej strony, z takiej, z jakiej nikt inny go nie znał. Żadna jego była. A później to już szło jakoś tak lawinowo, kiedy on jej co rusz pokazywał o sobie takie rzeczy, których przecież nikt nie wiedział. Swoje miejsca, swoje słabości. Czy któraś z jego eks wiedziała, że on jeździ do tych dzieciaków do domu dziecka? Oczywiście, że nie. Nie wiedziały ani o podziemiach klubu, ani nawet o tym miejscu. Bo były zupełnie inne, mniej do niego dopasowane. Ale przede wszystkim, to chyba nigdy nie chciały go tak poznać, jak ona. Madox to Madox, kurwa, każdy widzi jaki jest. Popierdolony.
Zabrał rękę i strzelił oczami w sufit.
- No przecież już ci mówiłem, bo tak poczułem - bo to nie było tak, że jej to powiedział, bo chciał czegoś w zamian, tylko to po prostu wtedy czuł, w przypływie chwili, emocji, tego wszystkiego, i nawet wtedy jej powiedział, że nie wie co ma z tym zrobić. Bo nie wiedział, bo to też był pierwszy raz w jego życiu. Tylko, że Madox lubił takie rzeczy, nowe doznania, on nigdy się nie zastanawiał, tylko brał.
- Uj-dzie - mruknął, i znowu się do niej szarpnął, ale trzymała go przy ziemi zbyt mocno. Zbyt mocno jeśli chodziło o takie chaotyczne szarpanie, bo później ugiął nogę w kolanie, spiął się i wybił, chcąc ją z siebie zrzucić. Pewnie by to zrobił, tylko Pilar też zareagowała szybko, chwyciła go odpowiednio i znowu gleba, a nawet nie zdążyli się podnieść, on na niej, tylko znowu podparł się na ręce dając jej trochę fory. A ona już tym razem to wykorzystał, wystarczył jeden cios w łokieć, dobra praca biodrem i znowu dociskała go do maty. Tym razem kolanem w brzuch, a łokciem w gardło.
- A może dlatego, że tak umiesz się bić i złamałaś za mnie nos Alvaro, jednym ciosem? - i nawet chciał jej pokazać jakim, ale się odsunęła, a jego dłoń musnęła tylko jej podbródek, delikatnie. Nie uderzyłby jej w nos, aczkolwiek podobało mu się to, że wiedziała jak reagować, lepiej i sprawniej niż Alvaro.
- Ale to też ci już mówiłem - pewnie nie raz, bo wciąż był pod wrażeniem tego ciosu, chociaż sam często tak uderzał, żeby złamać nos, albo chociaż żeby przeciwnik zalał się krwią.

Pilar Stewart
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakim cudem spała z osiemnastoma osobami, w dodatku po dwa razy i nigdy się nie zakochała? Cóż, może właśnie dlatego — bo był to po prostu seks. Czysta fizyczność, zaspokojenie potrzeb i rozładowanie napięcia. Nie było w tym większego uczucia, nie było budowania relacji, a właśnie dzielenie łóżka. I może faktycznie, gdyby przy kimś zakręciła się dłużej niż na dwa razy, pewnie finalnie poczułaby coś więcej, ale Pilar ucinała to zanim doszło do czegokolwiek na poziomie emocjonalnym. I może dlatego z Madoxem było zupełnie inaczej? Bo zanim doszło do czegokolwiek, oni zbudowali cholernie silną więź, poznali się, otworzyli na siebie. Stewart powiedziała mu rzeczy, których nie mówiła nikomu innemu, zaczęło im na sobie zależeć zanim się przespali. Kurwa, ona złamała facetowi nos dla Noriegi, a on przyjął za nią roztrzaskaną butelkę na dłoń. Tam była więź zanim przypieczętowali to bajecznym seksem i może właśnie ta odwrotna kolejność sprawiła, że Medellin było dla niej tak zabójcze — bo nigdy wcześniej nie spała z kimś z uczuć. Z pożadania — jasne, ale z uczuć? Nie. Z Galenem było podobnie i kto wie jakby się to skończyło, gdyby… ale tego już akurat nie było co rozkminiać, bo przecież to i tak się już nigdy nie wydarzy. Stracili swoją szansę, albo w tym życiu nie mieli jej nawet jednej.
Za to Madox i Pilar wciąż mieli. Bo to co było między nimi, nie dało się zniszczyć jakimiś rankomowymi byłmi, jebanym Nickiem Daltonem, czy nawet niebezpiecznymi postrzałami — oni każdą z tych przeszkód sukcesywnie pokonywali. W bólach bo w bólach, bo przecież nie mogło być za łatwo, ale jakimś cudem ciągle im się udawało, ciągle kończyli razem i nie odpuszczali i jakoś tak się zawsze składało, że chociaż było ciężko finalnie potrafili się dojść. Czasami był to ten jeden gest, który wszystko zmieniał, a czasami — jak w tym przypadku — zdanie, wypowiedziane bez większego celu, które dla Pilar zmieniło praktycznie wszystko. A przynajmniej sposób jej myślenia i patrzenia na całą sytuację.
Po prostu to czuł. Przy niej.
I to już naprawdę musiało jej wystarczyć. Ta deklaracja. Nie mogła dyskutować z jego uczuciami i tego, że do innych nigdy nie poczuł tego, co do niej, że to jego serce tak do niej wyrwało, zaskakując nie tylko samą Pilar ale i jego. Dlatego przyjęła to wyjaśnienie z uśmiechem, przysuwając się do niego bliżej. Chociaż kiedy powiedział to uj-dzie, spojrzała na niego wymownie.
Tylko ujdzie? — jej ciemne tęczówki osadziły się na jego obłędnych oczach, podczas gdy piszczelem, który trzymała między jego nogami, przesunęła po tym najbardziej wrażliwym miejscu, napierając na niego jeszcze mocniej. — Uważaj, Noriega, bo zaraz zamiast miłości będziesz c z u ć coś kompletnie innego — wymruczała praktycznie przy jego twarzy i znowu się na nim poruszyła, a jedną z dłoni zacisnęła mu na gardle. Mocno. Tak, że faktycznie na krótką chwilę mógł mieć problem z oddychaniem.
Oczywiście Madox wcale nie pozostał jej długo dłużny — używając odpowiedniej ilości siły, spokojnie ją z siebie zrzucił. Całe szczęście Pilar była na to przygotowana i nie pozwoliła mu tak łatwo się obalić, w ostatniech chwili wyprowadzając energiczne kopnięcie kolanem prosto w jego brzuch (chociaż kusiło trochę niżej), a kiedy na moment się skulił, znowu go powaliła. Uśmiechnęła się triumfalnie.
Cztery do trzech, c a r i ñ o — to było chyba najbardziej troskliwe i przesłodzone kochanie, jakie kiedykolwiek wyszło z jej ust. Może przedwcześnie się cieszyła, bo przecież potrzebny jej był jeszcze jeden punkt, ale w końcu wyszła na prowadzenie i to zapowiadało świetne prognozy na słodkie zwycięstwo. Oczywiście odchyliła głowę, kiedy zaprezentował, w jaki sposób Alvaro dostał w pysk.
I złamałabym ich dla ciebie jeszcze z dziesięć — albo i sto. Wszystkie dla Noriegi, chociaż prawda była taka, że Pilar lubiła łamać nosy. Może była pierdolnięta, ale sprawiało jej to niemałą przyjemność. Nachyliła się bliżej. — Ale to już ci mówiłam — uśmiechnęła się i ponownie zaciągnęła jego zapachem pomieszanym z potem, który był już prawie wszędzie. Szarpali się od dobrych kilkunastu minut i wcale nie tracili na intensywności. Jedyny odpoczynek mieli w tych małych przerwach na rozmowy, ale przecież i one nie trwały zbyt długo, nim na nowo zaczynali się napierdalać. I to wcale nie lekko. Czuła, że będzie z tego kolosalna ilość siniaków. Ale kto by się tym przejmował?
Śpiewaj kolejne wyznanie, Noriega — docisnęła łokieć do jego gardła, czując pod sobą jak się napina. I to była jedyna rzecz, którą zdążyła powiedzieć nim się jej odwinął. Skręcił tułów, złapał ją na biodro i pociągnął bliżej siebie, a drugą ręką podważył jej ramię. Chociaż próbowała z tym walczyć, finalnie straciła równowagę i runęła plecami na matę, a on znalazł się nad nią. Tylko tym razem docisnął ją całym ciałem. Wszystko jej zablokował: biodra, kolana i ręce. Mogła go co najwyżej ugryźć. I po części to zrobiła, próbując ostatniej deski ratunku, jaką było odwrócenie jego uwagi. Podniosła głowę i bez zastanowienia wpiła się w jego usta mocno i agresywnie, na koniec rozdzierając mu wargę aż do krwi. Przy okazji spróbowała się szarpnąć, licząc na jego brak koncentracji, jednak na marne. Chyba kurwa faktycznie przegrała.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”