Gdyby chciał w istocie podążyć za tym, co
chciał robić i co
kochał, miałby naprawdę duży problem robienia czegokolwiek. Nie pamiętał kiedy, ale wiedział, że trzymanie się jakieś względnie przewidywalnej rutyny i parcie do przodu, nawet gdy naprawdę nie miał na to ochoty, było bardziej istotne, niż znajdowanie w czymkolwiek radości. Ciężko było odnaleźć pasję do pracy, kiedy była tylko czymś pozwalającym na płacenie podatków, kupowanie jedzenia i generalnie życie. Lubił gotować, jasne, praca w kuchni była czymś, co pozwalało mu pozostać w ruchu, wyłączyć mózg i po prostu podążać za komendą wyżej postawionych osób. Pasowało mu to. Głowienie się nad tym, co właściwie chciał robić w życiu i
kim chciałby zostać, jak dorośnie? Dałoby mu prawdopodobnie tylko kilkudniową migrenę i poczucie absolutnej porażki. Nic nie kochał. Rzadko co przynosiło mu radość, oprócz zmuszania mięśni do pracy; coś, nad czym ani trochę nie chciał się zastanawiać. Był zmęczony życiem, ale nie mógł odpocząć, nie ważne jak długo był spać, ale żyć trzeba było, prawda? Nie narzekał, bo nie miał na co; miał wszystko, co było mu potrzebne i nie potrafiłby powiedzieć, czy czegoś mu brakowało. Posiadał znajomych, może nie przyjaciół, ale mimo to z rzadka cierpiał na samotność; wręcz przeciwnie, było to czymś, czego szczerze pragnął, być zostawionym w świętym spokoju. Tak sobie mówił, to wszystko tak sobie mówił i nie, nie uważał, żeby rzeczywiście miał powód, by znaleźć się w gabinecie terapeuty.
Postanowił w duchu nie poprawiać jej, jeśli chodziło o wymówienie jego nazwiska, doskonale wiedząc, że gardła Kanadyjczyków nie działały w ten sposób i niektóre głoski były dla nich niemożliwe. Starała się? I tak dała sobie radę lepiej niż wiele ludzi przed nią. Był całkiem niezły w słuchaniu poleceń, nawet tych będących prostym gestem; podążył więc za jej przykładem, zajął miejsce z podświadomie nieco głębiej złapanym oddechem, a potem... Poczuł że jego twarz oddaje perfekcyjnie zagubienie, gdy wspomniała o pop quizie.
-
O Kanadzie..? Hockey i syrop klonowy, więcej nie wiem. - nie miał pojęcia, czemu postanowił wspomnieć akurat ten sport i tak szczerze, nawet nie był pewny, czy miał rację. Nadal był spięty, chociaż dezorientacja pytaniami, których naprawdę się nie spodziewał, zaczynała działać powoli, zmuszając do przerzucenia się z ekspresowego pociągu do krainy nerwicy, na bardziej codzienne, praktycznie nudne tematy, jak śniadanie i rutyna. Jego twarz ani na moment nie przestała być zagubiona, chociaż w końcu przestał unikać jej spojrzenia. Zerknął na nią pytająco, postanawiając nie pytać, dlaczego akurat interesowało ją jego śniadanie. To ona tu miała
Dr przed nazwiskiem, nie on, prawda?
-
Rutyna to ciężka sprawa.. Niby staram się jakąś mieć, ale zwykle słabo wychodzi. Jem śniadanie tylko wtedy, kiedy idę na siłownię? Dzisiaj nie byłem, więc wypiłem proteinowego shake'a. - odhaczył dwa pytania, marszcząc brwi, jakby musiał się naprawdę mocno skupić, by ogarnąć wewnętrzny chaos. O czymś zapominał. Śniadanie, rutyna i co to było, to trzecie..? -
Czym było to trzecie pytanie? Wybacz... Ale do czego prowadzą te konkretne pytania? - nie rozumiał, nawet jeśli sam się prosił o zadawanie pytań. Złapał kolejny głębszy oddech, prostując się nawet bardziej niż już był wyprostowany, orientując się jak bardzo spięte były jego ramiona. Nie mógł na to nic w tamtej chwili poradzić, na pewno nie będzie się teraz rozciągać, zwłaszcza z dłońmi złączonymi ze sobą na własnych kolanach, wciskając prawy kciuk w wewnętrzną stronę lewej dłoni. -
Wydaje mi się, że w ogóle nie powinno mnie tu być. Przyszedłem tylko dlatego, że znajoma powiedziała coś na temat mojego kręcenia się w kółko i że powinienem iść do kogoś. - rzucił, wymawiając słowa znacznie szybciej niż jeszcze chwilę temu. Oczywiście wcale nie miał na myśli dosłownego kręcenia się w kółko; współpracowniczka miała jedynie na myśli, że musiał się czasami wracać po jedną rzecz pięć razy i, nawet nie był w stanie sobie przypomnieć w danym momencie, czy wysyłała go pół-żartem, pół-serio do psychologa czy terapeuty... A może psychiatry? Tak, to był definitywnie błąd, żeby zajmować pani doktor gitarę.
Mara Lakefield