-
let me cook
nieobecnośćtakwątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem myśl o odwróceniu się na pięcie i wróceniu do domu, wkradła mu się do głowy tyle razy w ciągu pół godziny. Siedział na tym niewygodnym krześle, nieświadomie podrzucając kolanami nerwowo, rozglądając się wokół tak mocno, że prawdopodobnie miał to później poczuć w karku. Zanotował w głowie wszystkie wyjścia, gdzie mógł się ulotnić, gdyby jednak chęć ucieczki wygrała, spięta twarz i zmarszczone brwi skutecznie odstraszały ludzi przechodzących obok, bo właśnie taka była ich funkcja. Tak czy siak, był nadmiernie czujny, co najmniej jakby zamiast w klimatyzowanym pomieszczeniu w środku dnia, znajdował się w środku jakiegoś pustkowia, otoczony przez drapieżniki. Nie powinno go tutaj w ogóle być. Nie miał jako takich problemów, nie sądził, żeby był od czegokolwiek uzależniony, a gdyby ktoś mu powiedział, że powinien przestać trząść tak nogami i ściskać własne dłonie, to by go prawdopodobnie wyśmiał. Był stratą czasu dla tej doktor, którą poleciła mu znajoma w pracy, i marnowaniem zasobów dla ludzi, którzy naprawdę potrzebowali pomocy. Nie on. On sobie radził świetnie, tylko czasami był zbyt nerwowy.
Złapał głębszy oddech i wstrzymał na moment powietrze, czując skręt w żołądku, gdy tylko usłyszał kolejną zabawnie brzmiącą wersję swojego nazwiska, ale zamiast kogokolwiek poprawiać, skinął głową, wstając sztywno. Wypuścił powietrze z płuc dopiero, gdy wszedł do gabinetu płomiennowłosej pani doktor.
- Hey. Z góry przepraszam za niezręczność, okay? W życiu nie byłem w takim miejscu i nawet nie wiem o czym mam mówić..? Jestem lepszy w odpowiadaniu na pytania. - mówiąc, czuł jak bardzo spiętą ma szczękę, głównie dlatego, że naprawdę starał się przepraszająco uśmiechnąć do kobiety przed sobą. Jasne, zapłacił za jej czas, ale nie mógł strzepnąć tego poczucia, że marnuje jej czas i w dodatku zachowuje się jak dupek, nie znający podstaw kultury. "Hey"? Serio? Rozważał w myślach, czy powinien od razu powiedzieć, że nie jest Kanadyjczykiem z krwi i kości, a "hei" było regularnym powitaniem w jego kraju, czy może zachować to dla siebie. Nie znosił czuć się niezręcznie, a nie mógł nazwać inaczej spięcia, które czuł, gdy tak sobie sztywno stał blisko wejścia, czekając na jakąś komendę i nie wiedząc co do cholery ze sobą zrobić.
Mara Lakefield
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dzisiaj jest już bardziej świadoma. Nabrała pewnego dystansu oraz doświadczenia- zarówno tego życiowego jak i prywatnego. Podchodziła nieco bardziej realistycznie do życia niż te piętnaście lat temu. Obecnie potrafiła oddzielić pracę od domu. Przynajmniej w większości przypadków, bo wciąż zdarzały się jej porządne wpadki jak nietypowa terapia z Galenem czy z Lazare. Więc może to tylko złudne wrażenie, że wszystko kontroluje? Tak samo jak wydawało jej się, że świetnie czyta ludzi, a w rzeczywistości nie zorientowała się, że przez lata była zdradzana przez męża. Mimo tego, że wcale taka idealna nie była, to cieszyła się bardzo dobrą opinią wśród pacjentów. Może właśnie dlatego, że to ich dobro zawsze stawiała na pierwszym miejscu? Czasami się to obracało przeciwko niej, ale nie nauczyła się jeszcze wystarczająco na błędach.
W ostatnim czasie, po pójściu na urlop macierzyński koleżanki z pracy, Mara przejęła część jej pacjentów oraz grupę wsparcia. Przez to jej kalendarz pękał w szwach i spędzała w przychodni wiele godzin. Nie narzekała jakoś szczególnie na taki rozkład wydarzeń, bo niestety nikt w domu na nią nie czekał prócz zimnego, opuszczonego łóżka. Jednak rozważała coraz częściej, aby bardziej się poświęcić własnej praktyce. Takie rozwiązanie przyniosłoby jej lepsze profity i większą niezależność. Trzeba było w końcu wziąć się za ten temat.
Na razie jednak przyjmowała w tym miejscu pacjenta za pacjentem. Uśmiechając się i poświęcając innym sto procent swojej uwagi od rana do wieczora. W dniu dzisiejszych większość pacjentów była ze stałej terapii, ale trafiło się kilku nowicjuszy. Jak na przykład ten właśnie oto:
- Pan Bachmann?- powiedziała stając w drzwiach gabinetu i rozglądając się po poczekalni. Na widok wstającego mężczyzny uśmiechnęła się ciepło i uścisnęła mu dłoń - Mara Lakefield- przedstawiła się i wskazała gestem dłoni, aby wszedł do środka. Sama zajęła miejsce naprzeciwko zostawiając narazie zamknięty notatnik na kolanach. Nie chciała od samego początku wszystko notować. Pamięć miała jeszcze niezłą. Zaczęła się przyglądać mężczyźnie i musiała przyznać przed samą sobą, że zawsze uważała widok tak rosłych mężczyzn speszonych za uroczy oraz pełen podziwu. Niestety wciąż żyjemy w społeczeństwie, gdzie powtarza się, że facetom nie przystoi płakać czy mówić o uczuciach, co jest totalną brednią. Dlatego podziwiała tych, którzy mieli odwagę przyjść po pomoc. Uśmiechnęła się ciepło i uniosła znacząco brew słysząc jego wypowiedź.
- Chcesz jakiś test wiedzy o Toronto?- zażartowała skoro woli odpowiadać na pytania. Oczywiście nie miała takiego testu przygotowanego. Mogłaby mu zadać kilka pytań odnośnie jego życia, ale chciała przede wszystkim dowiedzieć się co nieco o nim tyle ile sam jej chciał dać na pierwszy ogień.
- To zacznijmy od tego jak Ci minął dzień? O której wstałeś, co zjadłeś na śniadanie. Masz jakąś poranną rutynę?- zaproponowała ciekawa jego odpowiedzi.
Matheo Bachmann
-
let me cook
nieobecnośćtakwątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Postanowił w duchu nie poprawiać jej, jeśli chodziło o wymówienie jego nazwiska, doskonale wiedząc, że gardła Kanadyjczyków nie działały w ten sposób i niektóre głoski były dla nich niemożliwe. Starała się? I tak dała sobie radę lepiej niż wiele ludzi przed nią. Był całkiem niezły w słuchaniu poleceń, nawet tych będących prostym gestem; podążył więc za jej przykładem, zajął miejsce z podświadomie nieco głębiej złapanym oddechem, a potem... Poczuł że jego twarz oddaje perfekcyjnie zagubienie, gdy wspomniała o pop quizie.
- O Kanadzie..? Hockey i syrop klonowy, więcej nie wiem. - nie miał pojęcia, czemu postanowił wspomnieć akurat ten sport i tak szczerze, nawet nie był pewny, czy miał rację. Nadal był spięty, chociaż dezorientacja pytaniami, których naprawdę się nie spodziewał, zaczynała działać powoli, zmuszając do przerzucenia się z ekspresowego pociągu do krainy nerwicy, na bardziej codzienne, praktycznie nudne tematy, jak śniadanie i rutyna. Jego twarz ani na moment nie przestała być zagubiona, chociaż w końcu przestał unikać jej spojrzenia. Zerknął na nią pytająco, postanawiając nie pytać, dlaczego akurat interesowało ją jego śniadanie. To ona tu miała Dr przed nazwiskiem, nie on, prawda?
- Rutyna to ciężka sprawa.. Niby staram się jakąś mieć, ale zwykle słabo wychodzi. Jem śniadanie tylko wtedy, kiedy idę na siłownię? Dzisiaj nie byłem, więc wypiłem proteinowego shake'a. - odhaczył dwa pytania, marszcząc brwi, jakby musiał się naprawdę mocno skupić, by ogarnąć wewnętrzny chaos. O czymś zapominał. Śniadanie, rutyna i co to było, to trzecie..? - Czym było to trzecie pytanie? Wybacz... Ale do czego prowadzą te konkretne pytania? - nie rozumiał, nawet jeśli sam się prosił o zadawanie pytań. Złapał kolejny głębszy oddech, prostując się nawet bardziej niż już był wyprostowany, orientując się jak bardzo spięte były jego ramiona. Nie mógł na to nic w tamtej chwili poradzić, na pewno nie będzie się teraz rozciągać, zwłaszcza z dłońmi złączonymi ze sobą na własnych kolanach, wciskając prawy kciuk w wewnętrzną stronę lewej dłoni. - Wydaje mi się, że w ogóle nie powinno mnie tu być. Przyszedłem tylko dlatego, że znajoma powiedziała coś na temat mojego kręcenia się w kółko i że powinienem iść do kogoś. - rzucił, wymawiając słowa znacznie szybciej niż jeszcze chwilę temu. Oczywiście wcale nie miał na myśli dosłownego kręcenia się w kółko; współpracowniczka miała jedynie na myśli, że musiał się czasami wracać po jedną rzecz pięć razy i, nawet nie był w stanie sobie przypomnieć w danym momencie, czy wysyłała go pół-żartem, pół-serio do psychologa czy terapeuty... A może psychiatry? Tak, to był definitywnie błąd, żeby zajmować pani doktor gitarę.
Mara Lakefield
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tak jak teraz , gdy przysłuchiwała się wypowiedzi Matheo. Wyłapała już z nich wiele - prawdopodobnie nie był z Kanady, skoro niewiele o niej wiedział. Poza tym nie posiada rutyny, chodzi na siłownię, ale nie przykłada wielkiej wagi do prawidłowego odżywiania skoro jada śniadania tylko wtedy, kiedy będzie ćwiczyć. Dodając do tego coraz szybciej wyrzucane słowa z ust, można było mieć pierwsze wnioski. Nie zdziwiła się nawet, że nie zrozumiał dlaczego o to zapytała. Nie on pierwszy i pewnie nie ostatni.
- Właśnie to- odpowiedziała uśmiechając się enigmatycznie i wskazując otwartą dłonią na niego. Pytanie o tak błahą rzecz jak o dzisiejszy poranek pozwoliło mu się trochę rozkręcić, aż w końcu wprost powiedział sam z siebie dlaczego tu jest. Bez zadawania standardowego pytania w stylu Co Cię do mnie sprowadziło?
- A jak myślisz, co miała na myśli Twoja znajoma odnośnie kręcenia się w kółko?- spytała przyglądając mu się jeszcze uważniej.- I skoro uważasz, że nie powinieneś tutaj być, to w takim razie nie zgadzasz się z nią?- trochę zasugerowała odpowiedź, a trochę chciała go skonfrontować z własnymi słowami. Musiała wypróbować kilku technik, aby go wyczuć. Jej uwagę też przykuł nie tylko jego nerwowy głos, ale i dłonie. Szybkie spojrzenie na nie, a widziała, że się stresuje.
- Matheo… możemy sobie mówić na Ty?- zaproponowała, bo uważała, że czasami łatwiej się prowadzi terapię zrzucając ten dystans, który nie raz stanowi zwracanie się per pan do drugiej osoby. - Nie musisz siedzieć podczas tego spotkania. Przyjmij pozycję wygodną dla Ciebie- wyjaśniła z ciepłym uśmiechem na twarzy i oczami pełnymi zrozumienia. Jak dla niej mógłby nawet robić teraz pajacyki. Najważniejsze aby prowadzili obustronny dialog.
Matheo Bachmann
-
let me cook
nieobecnośćtakwątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wydał z siebie krótkie "Oh, gdy z taką łatwością i prostotą odpowiedziała na jego pytanie. Okay, podziałało, rozproszył się nawet bardziej na moment, marszcząc brwi, by zaraz dorzucić "Okay.", gdy zrozumiał trik który wobec niego zastosowała. Dobra była.
- Nie?.. To znaczy... Nie uważam, żebym miał jakiś problem, który wymagałby akcji? Żyje, mam się okay przez większość czasu, są ludzie, którzy potrzebują pomocy, a ja zajmuję im teraz miejsce, o to mi chodziło. - odpowiedział, uwalniając swoją rękę z własnego uścisku, by rozłożyć na moment dłonie i prostymi gestami podkreślić każdy akcent, który kładł w słowach. Trochę jakby stukał nimi o wyimaginowany stół. Pomagało się skupić, mówienie rękami było jego ulubionym sposobem na radzenie sobie z rozmawianiem o tym co sam myślał czy czuł; inaczej gubił się we własnych słowach i sam sobie zaprzeczał. - A powiedziała tak, bo ją wkurzyłem zapominając po co mnie wysłała kilka razy z rzędu. - wzruszył lekko ramionami, bo to nie była aż tak wielka sprawa, prawda? Ot, nachodził się trochę w tę i z powrotem, między chłodnią, a kuchnią, pytając dziesięć razy, co chciała, żeby jej przyniósł. W końcu przyniósł, a dzień potoczył się dalej, po prostu była złośliwą mendą czasem.
- Theo. - poprawił ją krótko, skinieniem głowy przystając na jej propozycję. - Możesz powtórzyć swoje imię? Plakietka ma tylko nazwisko.. Maya?- dobra, głupio mu trochę było, ale wolał się upewnić, że złapał jej imię. Wolał dopytać od razu i wyjść na głupka z brakiem uwagi raz, niż tańczyć wokół niepewności tego, jak miał się do niej zwracać. - Cool. - lekko odetchnął, chociaż nie zdał sobie z tego sprawy, podnosząc się ze swojego miejsca i przechodząc te kilka kroków, żeby znaleźć się bliżej drzwi, gdzie było więcej miejsca. Splótł dłonie za swoimi plecami, rozciągając się krótko, wypinając na moment klatkę, łącząc ze sobą łopatki i spinając ramiona. Lepiej, zacznie lepiej. Strzepnął dłonie, pozwalając im opaść po bokach; przez cały czas odkąd wstał, lekkim krokiem przechodził się w tę i z powrotem, dopóki nie skończył swojej małej rozgrzewki, dopiero później zatrzymując się za krzesłem, które chwilę wcześniej zajmował, by oprzeć dłonie na oparciu pleców. - Wolę stać. - wytłumaczył się krótko; był przyzwyczajony do długich godzin spędzonych na nogach w kuchni i poza kuchnią, chodził wszędzie gdzie mógł, samochodu czy publicznego transportu używając tylko wtedy, gdy musiał.. Siedzenie nie było czymś, do czego przywykł.
Mara Lakefield
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie jestem jedyną psychoterapeutką w okolicy, więc jeżeli ktoś potrzebuje pomocy, to jeżeli nie u mnie, znajdzie ją gdzieś indziej- to było bardzo miłe z jego strony, że tak się skupiał na innych podczas swojej terapii, a do tego -obcych ludzi. Ona z kolei już dawno pogodziła się z myślą, że nie jest w stanie pomóc wszystkim. Mogłaby pracować całą dobę bez przerwy, siedem dni w tygodniu, a zawsze się ktoś znajdzie w potrzebie. Mimo wszystko musi w pierwszej kolejności zadbać o siebie. To tak jak panują zasady ewakuacji na statku czy w samolocie - najpierw zakładasz maskę czy kamizelkę sobie, a następnie dziecku. W końcu martwy już nikomu nie pomożesz. Dlatego może i podchodziła do tego zbyt egoistycznie, ale ona w tym momencie nie przejmowała się pozostałymi pacjentami, którzy nie mieli szansę się do niej dostać. Skupiała się na tych, którym mogła realnie pomóc.
Najwyraźniej to było coś z czym jej nowy pacjent miał kłopot - skupienie się na jednej rzeczy. Skoro koleżanka musiała mu wiele razy powtarzać jedną rzecz w krótkim okresie czasu, to oznaczało, że łatwo był myślami zupełnie gdzieś indziej. Zapisała to sobie szybko w notatniku, bo wiedziała już, że będzie musiała do tego wrócić. Może nie dzisiaj, a następnym razem. O Ile Theo się zdecyduje na kontynuowanie spotkań z nią.
- Jak często Ci się zdarza zapominać po co Cię wysłała ?- spytała bez żadnego oceniania w głosie czy spojrzeniu. Po prostu potrzebowała tej informacji czy to jest dwa razy czy dwadzieścia. Czy to wina środowiska pracy czym charakteru. Jeszcze wiele kart do okrycia przed nią.
Kiwnęła głową z ciepłym uśmiechem, gdy wskazał jak chce być nazywany.
- Mara- odpowiedziała i zaczęła mu się intensywnie przyglądać, gdy zaczął…. Robić trening na środku jej gabinetu. Ona nigdy się nie nudziła na tych swoich terapiach. Ale to właśnie w nich kochała - każdy przypadek był inny. Każdy człowiek był inny i to była niesamowita wartość.
- Zawsze lubić stać czy tylko wtedy, gdy się stresujesz?- jej zdaniem ta druga opcja, ale mogła się mylić chociaż szczerze w o wątpiła.
Matheo Bachmann