ODPOWIEDZ
32 y/o
For good luck!
197 cm
kucharz The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
let me cook
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#2

Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem myśl o odwróceniu się na pięcie i wróceniu do domu, wkradła mu się do głowy tyle razy w ciągu pół godziny. Siedział na tym niewygodnym krześle, nieświadomie podrzucając kolanami nerwowo, rozglądając się wokół tak mocno, że prawdopodobnie miał to później poczuć w karku. Zanotował w głowie wszystkie wyjścia, gdzie mógł się ulotnić, gdyby jednak chęć ucieczki wygrała, spięta twarz i zmarszczone brwi skutecznie odstraszały ludzi przechodzących obok, bo właśnie taka była ich funkcja. Tak czy siak, był nadmiernie czujny, co najmniej jakby zamiast w klimatyzowanym pomieszczeniu w środku dnia, znajdował się w środku jakiegoś pustkowia, otoczony przez drapieżniki. Nie powinno go tutaj w ogóle być. Nie miał jako takich problemów, nie sądził, żeby był od czegokolwiek uzależniony, a gdyby ktoś mu powiedział, że powinien przestać trząść tak nogami i ściskać własne dłonie, to by go prawdopodobnie wyśmiał. Był stratą czasu dla tej doktor, którą poleciła mu znajoma w pracy, i marnowaniem zasobów dla ludzi, którzy naprawdę potrzebowali pomocy. Nie on. On sobie radził świetnie, tylko czasami był zbyt nerwowy.
Złapał głębszy oddech i wstrzymał na moment powietrze, czując skręt w żołądku, gdy tylko usłyszał kolejną zabawnie brzmiącą wersję swojego nazwiska, ale zamiast kogokolwiek poprawiać, skinął głową, wstając sztywno. Wypuścił powietrze z płuc dopiero, gdy wszedł do gabinetu płomiennowłosej pani doktor.
- Hey. Z góry przepraszam za niezręczność, okay? W życiu nie byłem w takim miejscu i nawet nie wiem o czym mam mówić..? Jestem lepszy w odpowiadaniu na pytania. - mówiąc, czuł jak bardzo spiętą ma szczękę, głównie dlatego, że naprawdę starał się przepraszająco uśmiechnąć do kobiety przed sobą. Jasne, zapłacił za jej czas, ale nie mógł strzepnąć tego poczucia, że marnuje jej czas i w dodatku zachowuje się jak dupek, nie znający podstaw kultury. "Hey"? Serio? Rozważał w myślach, czy powinien od razu powiedzieć, że nie jest Kanadyjczykiem z krwi i kości, a "hei" było regularnym powitaniem w jego kraju, czy może zachować to dla siebie. Nie znosił czuć się niezręcznie, a nie mógł nazwać inaczej spięcia, które czuł, gdy tak sobie sztywno stał blisko wejścia, czekając na jakąś komendę i nie wiedząc co do cholery ze sobą zrobić.

Mara Lakefield
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
LemonSpice
none
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jest pewne przysłowie, które mówi, żeby robić to co się kocha, to wtedy nie przepracuje się ani jednego dnia. Podobało się Marze życie według takiej idei i to właśnie z nią utkwioną w głowie szła na studia psychologiczne. Chciała żyć pomagając ludziom w tych chorobach, które są często niewidoczne. Depresja nie wyjdzie w żadnych badań laboratoryjnych. Nawet odpowiednie leki nie pomogą stanąć na nogi, jeśli nie połączy się ich z terapią. I właśnie temu Lakefield chciała się poświęcić - pomaganiu innym, by stanąć na własne nogi. Z czasem zdała sobie sprawę, że jednak jej idea nie jest tak łatwa do osiągnięcia jak to się wydawało. Czy kochała swoją pracę? Oczywiście. Czy zamieniłaby ją na jakąś inną? Nie, za żadne skarby. Czy była ciężka i wykańczająca? Tak. Szczególnie początkowo, gdy Mara się jeszcze uczyła oddzielać pracę od życia prywatnego. Potrzebowała trochę czasu, aby wiedzieć jak odpowiednio się odciąć i przejść z roli terapeutki na zwykłą dziewczynę chcącą się dzisiaj pobawić z narzeczonym. O tym się głośno i często nie mówi, ale były zawody , gdzie był potrzebny wyraźny podział między tymi dwoma świstami. Wtedy zdecydowanie czuła, że pracuje. Nie, zapierdalała po godzinach.
Dzisiaj jest już bardziej świadoma. Nabrała pewnego dystansu oraz doświadczenia- zarówno tego życiowego jak i prywatnego. Podchodziła nieco bardziej realistycznie do życia niż te piętnaście lat temu. Obecnie potrafiła oddzielić pracę od domu. Przynajmniej w większości przypadków, bo wciąż zdarzały się jej porządne wpadki jak nietypowa terapia z Galenem czy z Lazare. Więc może to tylko złudne wrażenie, że wszystko kontroluje? Tak samo jak wydawało jej się, że świetnie czyta ludzi, a w rzeczywistości nie zorientowała się, że przez lata była zdradzana przez męża. Mimo tego, że wcale taka idealna nie była, to cieszyła się bardzo dobrą opinią wśród pacjentów. Może właśnie dlatego, że to ich dobro zawsze stawiała na pierwszym miejscu? Czasami się to obracało przeciwko niej, ale nie nauczyła się jeszcze wystarczająco na błędach.
W ostatnim czasie, po pójściu na urlop macierzyński koleżanki z pracy, Mara przejęła część jej pacjentów oraz grupę wsparcia. Przez to jej kalendarz pękał w szwach i spędzała w przychodni wiele godzin. Nie narzekała jakoś szczególnie na taki rozkład wydarzeń, bo niestety nikt w domu na nią nie czekał prócz zimnego, opuszczonego łóżka. Jednak rozważała coraz częściej, aby bardziej się poświęcić własnej praktyce. Takie rozwiązanie przyniosłoby jej lepsze profity i większą niezależność. Trzeba było w końcu wziąć się za ten temat.
Na razie jednak przyjmowała w tym miejscu pacjenta za pacjentem. Uśmiechając się i poświęcając innym sto procent swojej uwagi od rana do wieczora. W dniu dzisiejszych większość pacjentów była ze stałej terapii, ale trafiło się kilku nowicjuszy. Jak na przykład ten właśnie oto:
- Pan Bachmann?- powiedziała stając w drzwiach gabinetu i rozglądając się po poczekalni. Na widok wstającego mężczyzny uśmiechnęła się ciepło i uścisnęła mu dłoń - Mara Lakefield- przedstawiła się i wskazała gestem dłoni, aby wszedł do środka. Sama zajęła miejsce naprzeciwko zostawiając narazie zamknięty notatnik na kolanach. Nie chciała od samego początku wszystko notować. Pamięć miała jeszcze niezłą. Zaczęła się przyglądać mężczyźnie i musiała przyznać przed samą sobą, że zawsze uważała widok tak rosłych mężczyzn speszonych za uroczy oraz pełen podziwu. Niestety wciąż żyjemy w społeczeństwie, gdzie powtarza się, że facetom nie przystoi płakać czy mówić o uczuciach, co jest totalną brednią. Dlatego podziwiała tych, którzy mieli odwagę przyjść po pomoc. Uśmiechnęła się ciepło i uniosła znacząco brew słysząc jego wypowiedź.
- Chcesz jakiś test wiedzy o Toronto?- zażartowała skoro woli odpowiadać na pytania. Oczywiście nie miała takiego testu przygotowanego. Mogłaby mu zadać kilka pytań odnośnie jego życia, ale chciała przede wszystkim dowiedzieć się co nieco o nim tyle ile sam jej chciał dać na pierwszy ogień.
- To zacznijmy od tego jak Ci minął dzień? O której wstałeś, co zjadłeś na śniadanie. Masz jakąś poranną rutynę?- zaproponowała ciekawa jego odpowiedzi.



Matheo Bachmann
32 y/o
For good luck!
197 cm
kucharz The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
let me cook
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby chciał w istocie podążyć za tym, co chciał robić i co kochał, miałby naprawdę duży problem robienia czegokolwiek. Nie pamiętał kiedy, ale wiedział, że trzymanie się jakieś względnie przewidywalnej rutyny i parcie do przodu, nawet gdy naprawdę nie miał na to ochoty, było bardziej istotne, niż znajdowanie w czymkolwiek radości. Ciężko było odnaleźć pasję do pracy, kiedy była tylko czymś pozwalającym na płacenie podatków, kupowanie jedzenia i generalnie życie. Lubił gotować, jasne, praca w kuchni była czymś, co pozwalało mu pozostać w ruchu, wyłączyć mózg i po prostu podążać za komendą wyżej postawionych osób. Pasowało mu to. Głowienie się nad tym, co właściwie chciał robić w życiu i kim chciałby zostać, jak dorośnie? Dałoby mu prawdopodobnie tylko kilkudniową migrenę i poczucie absolutnej porażki. Nic nie kochał. Rzadko co przynosiło mu radość, oprócz zmuszania mięśni do pracy; coś, nad czym ani trochę nie chciał się zastanawiać. Był zmęczony życiem, ale nie mógł odpocząć, nie ważne jak długo był spać, ale żyć trzeba było, prawda? Nie narzekał, bo nie miał na co; miał wszystko, co było mu potrzebne i nie potrafiłby powiedzieć, czy czegoś mu brakowało. Posiadał znajomych, może nie przyjaciół, ale mimo to z rzadka cierpiał na samotność; wręcz przeciwnie, było to czymś, czego szczerze pragnął, być zostawionym w świętym spokoju. Tak sobie mówił, to wszystko tak sobie mówił i nie, nie uważał, żeby rzeczywiście miał powód, by znaleźć się w gabinecie terapeuty.
Postanowił w duchu nie poprawiać jej, jeśli chodziło o wymówienie jego nazwiska, doskonale wiedząc, że gardła Kanadyjczyków nie działały w ten sposób i niektóre głoski były dla nich niemożliwe. Starała się? I tak dała sobie radę lepiej niż wiele ludzi przed nią. Był całkiem niezły w słuchaniu poleceń, nawet tych będących prostym gestem; podążył więc za jej przykładem, zajął miejsce z podświadomie nieco głębiej złapanym oddechem, a potem... Poczuł że jego twarz oddaje perfekcyjnie zagubienie, gdy wspomniała o pop quizie.
- O Kanadzie..? Hockey i syrop klonowy, więcej nie wiem. - nie miał pojęcia, czemu postanowił wspomnieć akurat ten sport i tak szczerze, nawet nie był pewny, czy miał rację. Nadal był spięty, chociaż dezorientacja pytaniami, których naprawdę się nie spodziewał, zaczynała działać powoli, zmuszając do przerzucenia się z ekspresowego pociągu do krainy nerwicy, na bardziej codzienne, praktycznie nudne tematy, jak śniadanie i rutyna. Jego twarz ani na moment nie przestała być zagubiona, chociaż w końcu przestał unikać jej spojrzenia. Zerknął na nią pytająco, postanawiając nie pytać, dlaczego akurat interesowało ją jego śniadanie. To ona tu miała Dr przed nazwiskiem, nie on, prawda?
- Rutyna to ciężka sprawa.. Niby staram się jakąś mieć, ale zwykle słabo wychodzi. Jem śniadanie tylko wtedy, kiedy idę na siłownię? Dzisiaj nie byłem, więc wypiłem proteinowego shake'a. - odhaczył dwa pytania, marszcząc brwi, jakby musiał się naprawdę mocno skupić, by ogarnąć wewnętrzny chaos. O czymś zapominał. Śniadanie, rutyna i co to było, to trzecie..? - Czym było to trzecie pytanie? Wybacz... Ale do czego prowadzą te konkretne pytania? - nie rozumiał, nawet jeśli sam się prosił o zadawanie pytań. Złapał kolejny głębszy oddech, prostując się nawet bardziej niż już był wyprostowany, orientując się jak bardzo spięte były jego ramiona. Nie mógł na to nic w tamtej chwili poradzić, na pewno nie będzie się teraz rozciągać, zwłaszcza z dłońmi złączonymi ze sobą na własnych kolanach, wciskając prawy kciuk w wewnętrzną stronę lewej dłoni. - Wydaje mi się, że w ogóle nie powinno mnie tu być. Przyszedłem tylko dlatego, że znajoma powiedziała coś na temat mojego kręcenia się w kółko i że powinienem iść do kogoś. - rzucił, wymawiając słowa znacznie szybciej niż jeszcze chwilę temu. Oczywiście wcale nie miał na myśli dosłownego kręcenia się w kółko; współpracowniczka miała jedynie na myśli, że musiał się czasami wracać po jedną rzecz pięć razy i, nawet nie był w stanie sobie przypomnieć w danym momencie, czy wysyłała go pół-żartem, pół-serio do psychologa czy terapeuty... A może psychiatry? Tak, to był definitywnie błąd, żeby zajmować pani doktor gitarę.

Mara Lakefield
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
LemonSpice
none
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mara nie raz miała do czynienia z pacjentami, dla których to była pierwsza wizyta u terapeuty. Widać było po nich, że nie wiedzą co mówić i co robić. Jakby sądzili, że z góry jest ustalony jakiś harmonogram albo normy o czym można mówić. Rzecz w tym, że w gabinecie u Lakefield można było rozmawiać o wszystkim. Jeżeli ktoś chciał przyjść i przez godzinę opowiadać o tym, że był z psem u weterynarza albo co jadł na śniadanie? Śmiało. Najwidoczniej potrzebowali to z siebie wydusić. Ona oczywiście pomiędzy ich słowami wyłapywała podwójne znaczenie tego co mówili. Był to między innymi strach o życie ukochanego zwierzęcia, które było dla nich całym światem. Bądź duże skupienie się na liczeniu kalorii, aby nie przytyć nawet dodatkowych dziesięciu gram. Czasami zadawała im pytania, które mogły im się wydawać na pozór bez sensu. Jednak to był z jej strony przemyślany ruch.
Tak jak teraz , gdy przysłuchiwała się wypowiedzi Matheo. Wyłapała już z nich wiele - prawdopodobnie nie był z Kanady, skoro niewiele o niej wiedział. Poza tym nie posiada rutyny, chodzi na siłownię, ale nie przykłada wielkiej wagi do prawidłowego odżywiania skoro jada śniadania tylko wtedy, kiedy będzie ćwiczyć. Dodając do tego coraz szybciej wyrzucane słowa z ust, można było mieć pierwsze wnioski. Nie zdziwiła się nawet, że nie zrozumiał dlaczego o to zapytała. Nie on pierwszy i pewnie nie ostatni.
- Właśnie to- odpowiedziała uśmiechając się enigmatycznie i wskazując otwartą dłonią na niego. Pytanie o tak błahą rzecz jak o dzisiejszy poranek pozwoliło mu się trochę rozkręcić, aż w końcu wprost powiedział sam z siebie dlaczego tu jest. Bez zadawania standardowego pytania w stylu Co Cię do mnie sprowadziło?
- A jak myślisz, co miała na myśli Twoja znajoma odnośnie kręcenia się w kółko?- spytała przyglądając mu się jeszcze uważniej.- I skoro uważasz, że nie powinieneś tutaj być, to w takim razie nie zgadzasz się z nią?- trochę zasugerowała odpowiedź, a trochę chciała go skonfrontować z własnymi słowami. Musiała wypróbować kilku technik, aby go wyczuć. Jej uwagę też przykuł nie tylko jego nerwowy głos, ale i dłonie. Szybkie spojrzenie na nie, a widziała, że się stresuje.
- Matheo… możemy sobie mówić na Ty?- zaproponowała, bo uważała, że czasami łatwiej się prowadzi terapię zrzucając ten dystans, który nie raz stanowi zwracanie się per pan do drugiej osoby. - Nie musisz siedzieć podczas tego spotkania. Przyjmij pozycję wygodną dla Ciebie- wyjaśniła z ciepłym uśmiechem na twarzy i oczami pełnymi zrozumienia. Jak dla niej mógłby nawet robić teraz pajacyki. Najważniejsze aby prowadzili obustronny dialog.


Matheo Bachmann
32 y/o
For good luck!
197 cm
kucharz The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
let me cook
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie było tak, że nie chciał z nią współpracować, czy z góry zakładał, że to wszystko było bez sensu. Jego nerwowość wychodziła z troski tak naprawdę; bo może fakt, że to do niego zadzwoniła miła pani z recepcji mówiąc, że zwolniło się miejsce, znaczyło, że ktoś, kto naprawdę potrzebował tu być, stracił szansę na następne kilka tygodni? Albo może miejsce zwolniło się dlatego, że ta osoba, która miała się stawić do gabinetu tego dnia, totalnie się poddała i nie miała już ochoty walczyć o lepsze jutro? Bo to był właśnie cały problem Theo; nie miał problemu. Czadami był zabiegany, czasami zapominał najbardziej oczywistych rzeczy i miał wrażenie, że głowa pęka mu w szwach, albo jakby jego mózg przybrał formę kauczukowej piłeczki i obijał się o czaszkę coraz szybciej i szybciej.. W gruncie rzeczy nie przeszkadzało mu to, bo nie znał innego życia. Czasami miał gorsze dni, jak każdy inny, czasami ciężko było w pracy albo nie mógł spać, bo jego głowa była tak głośna; zdarza się. Każdy tak miał? W mniejszym albo większym stopniu; przynajmniej on był o tym przekonany, wychowywany przez rodziców, którzy mieli podobne nie-problemy w życiu codziennym.
Wydał z siebie krótkie "Oh, gdy z taką łatwością i prostotą odpowiedziała na jego pytanie. Okay, podziałało, rozproszył się nawet bardziej na moment, marszcząc brwi, by zaraz dorzucić "Okay.", gdy zrozumiał trik który wobec niego zastosowała. Dobra była.
- Nie?.. To znaczy... Nie uważam, żebym miał jakiś problem, który wymagałby akcji? Żyje, mam się okay przez większość czasu, są ludzie, którzy potrzebują pomocy, a ja zajmuję im teraz miejsce, o to mi chodziło. - odpowiedział, uwalniając swoją rękę z własnego uścisku, by rozłożyć na moment dłonie i prostymi gestami podkreślić każdy akcent, który kładł w słowach. Trochę jakby stukał nimi o wyimaginowany stół. Pomagało się skupić, mówienie rękami było jego ulubionym sposobem na radzenie sobie z rozmawianiem o tym co sam myślał czy czuł; inaczej gubił się we własnych słowach i sam sobie zaprzeczał. - A powiedziała tak, bo ją wkurzyłem zapominając po co mnie wysłała kilka razy z rzędu. - wzruszył lekko ramionami, bo to nie była aż tak wielka sprawa, prawda? Ot, nachodził się trochę w tę i z powrotem, między chłodnią, a kuchnią, pytając dziesięć razy, co chciała, żeby jej przyniósł. W końcu przyniósł, a dzień potoczył się dalej, po prostu była złośliwą mendą czasem.
- Theo. - poprawił ją krótko, skinieniem głowy przystając na jej propozycję. - Możesz powtórzyć swoje imię? Plakietka ma tylko nazwisko.. Maya?- dobra, głupio mu trochę było, ale wolał się upewnić, że złapał jej imię. Wolał dopytać od razu i wyjść na głupka z brakiem uwagi raz, niż tańczyć wokół niepewności tego, jak miał się do niej zwracać. - Cool. - lekko odetchnął, chociaż nie zdał sobie z tego sprawy, podnosząc się ze swojego miejsca i przechodząc te kilka kroków, żeby znaleźć się bliżej drzwi, gdzie było więcej miejsca. Splótł dłonie za swoimi plecami, rozciągając się krótko, wypinając na moment klatkę, łącząc ze sobą łopatki i spinając ramiona. Lepiej, zacznie lepiej. Strzepnął dłonie, pozwalając im opaść po bokach; przez cały czas odkąd wstał, lekkim krokiem przechodził się w tę i z powrotem, dopóki nie skończył swojej małej rozgrzewki, dopiero później zatrzymując się za krzesłem, które chwilę wcześniej zajmował, by oprzeć dłonie na oparciu pleców. - Wolę stać. - wytłumaczył się krótko; był przyzwyczajony do długich godzin spędzonych na nogach w kuchni i poza kuchnią, chodził wszędzie gdzie mógł, samochodu czy publicznego transportu używając tylko wtedy, gdy musiał.. Siedzenie nie było czymś, do czego przywykł.

Mara Lakefield
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
LemonSpice
none
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

[alapit]- A co się dzieje przez resztę czasu, kiedy nie jest ok?- najpierw zadała to najbardziej istotne pytanie. Zwróciła uwagę na słowo większość. Jak było przez ten pozostały czas? Tego zamierzała się dowiedzieć.
- Nie jestem jedyną psychoterapeutką w okolicy, więc jeżeli ktoś potrzebuje pomocy, to jeżeli nie u mnie, znajdzie ją gdzieś indziej- to było bardzo miłe z jego strony, że tak się skupiał na innych podczas swojej terapii, a do tego -obcych ludzi. Ona z kolei już dawno pogodziła się z myślą, że nie jest w stanie pomóc wszystkim. Mogłaby pracować całą dobę bez przerwy, siedem dni w tygodniu, a zawsze się ktoś znajdzie w potrzebie. Mimo wszystko musi w pierwszej kolejności zadbać o siebie. To tak jak panują zasady ewakuacji na statku czy w samolocie - najpierw zakładasz maskę czy kamizelkę sobie, a następnie dziecku. W końcu martwy już nikomu nie pomożesz. Dlatego może i podchodziła do tego zbyt egoistycznie, ale ona w tym momencie nie przejmowała się pozostałymi pacjentami, którzy nie mieli szansę się do niej dostać. Skupiała się na tych, którym mogła realnie pomóc.
Najwyraźniej to było coś z czym jej nowy pacjent miał kłopot - skupienie się na jednej rzeczy. Skoro koleżanka musiała mu wiele razy powtarzać jedną rzecz w krótkim okresie czasu, to oznaczało, że łatwo był myślami zupełnie gdzieś indziej. Zapisała to sobie szybko w notatniku, bo wiedziała już, że będzie musiała do tego wrócić. Może nie dzisiaj, a następnym razem. O Ile Theo się zdecyduje na kontynuowanie spotkań z nią.
- Jak często Ci się zdarza zapominać po co Cię wysłała ?- spytała bez żadnego oceniania w głosie czy spojrzeniu. Po prostu potrzebowała tej informacji czy to jest dwa razy czy dwadzieścia. Czy to wina środowiska pracy czym charakteru. Jeszcze wiele kart do okrycia przed nią.
Kiwnęła głową z ciepłym uśmiechem, gdy wskazał jak chce być nazywany.
- Mara- odpowiedziała i zaczęła mu się intensywnie przyglądać, gdy zaczął…. Robić trening na środku jej gabinetu. Ona nigdy się nie nudziła na tych swoich terapiach. Ale to właśnie w nich kochała - każdy przypadek był inny. Każdy człowiek był inny i to była niesamowita wartość.
- Zawsze lubić stać czy tylko wtedy, gdy się stresujesz?- jej zdaniem ta druga opcja, ale mogła się mylić chociaż szczerze w o wątpiła.



Matheo Bachmann
ODPOWIEDZ

Wróć do „Centre for Addiction and Mental Health”