-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osoba, liczba pojedynczaczas narracjiprzeszlypostaćautor
— No oczywiście… — mruknął cicho, poprawiając chwyt. — Inaczej być nie mogło.
To dłubanie było w gruncie rzeczy zbędne, bo decyzja zapadła już wcześniej, nawet jeśli on sam nie chciał tego jeszcze w pełni przyznać. Wiedział, że ta część jest warta więcej niż cała robota przy tym aucie, wiedział też, że zamiennik, który miał pod ręką, spokojnie wystarczy, by samochód wyjechał z warsztatu bez wzbudzania podejrzeń. Klient dostanie to, za co zapłacił, a on sam — coś, czego nie wpisze się w żaden raport. Zatrzymał się na chwilę, opierając dłonie o rant auta, patrząc na wnętrze komory silnika z tym specyficznym skupieniem, które zawsze towarzyszyło mu w momentach, gdy kalkulował, a nie reagował impulsywnie. W głowie układał już dalszy ciąg — gdzie sprzeda część, komu ją pokaże, ile realnie jest warta i jak szybko zniknie z obiegu, zanim ktokolwiek zacznie zadawać pytania. Czarny rynek był dla niego czymś znanym, niemal banalnym, i to właśnie ta banalność całej sytuacji była najbardziej niepokojąca. Podmiana nie była nerwowa ani chaotyczna. Nyx wyjął oryginalny element z taką samą precyzją, z jaką wyciągał każdy inny, odkładając go na bok, a potem, przeklinając cicho, sięgnął po zamiennik, który — jak sam stwierdził półgłosem — „i tak zrobi robotę”.
— Kurwa… — mruknął, dokręcając ostatnią śrubę. — Wystarczy.
Silnik odpalił równo, bez zająknięcia, co skwitował tylko krótkim westchnięciem, bardziej zmęczonym niż zadowolonym. Oryginalna część trafiła do torby, zabezpieczona, schowana na dnie, jakby nie była niczym więcej niż kolejnym elementem, który przypadkiem znalazł się nie tam, gdzie powinien. Nyx jednak nie zamknął maski od razu. Zamiast tego krążył jeszcze po warsztacie, poprawiał narzędzia, sprawdzał inne samochody, jakby potrzebował jeszcze kilku minut, by wyciszyć to napięcie, które zebrało się w nim w trakcie pracy. Co jakiś czas rzucał krótkie, ciche przekleństwa, bardziej z przyzwyczajenia niż z realnej frustracji, próbując w ten sposób zagłuszyć myśli, które zaczynały wracać do pytania, jak łatwo przyszło mu podjąć tę decyzję. Dopiero po dłuższej chwili, kiedy był już pewien, że nic więcej nie musi robić, a jednak nadal nie miał ochoty wychodzić, spojrzał na zegar, który bezlitośnie przypominał, że noc zrobiła się późna. Warsztat wciąż był otwarty, światła nadal się paliły, a Nyx stał pośrodku tego wszystkiego z torbą zawierającą coś, co za kilka godzin trafi na czarny rynek, i z poczuciem, że to nie była ani ostatnia taka noc, ani ostatnia taka decyzja.
Mara Lakefield
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jednak pogoda dzisiejszego dnia nie była sprzyjająca. Na drodze były cholerne utrudnienia ze względu na bardzo niską temperaturę w ciągu dnia, gdy poprzedniej nocy padał deszcz, co wszystko stworzyło wręcz szklankę na ulicach. Niestety Mara musiała wyjść z domu, bo mimo popularności home office i wszelkich spotkań online, ona jednak ceniła te osobiste. Już z samego rana miała problem z odpaleniem auta, ale udało się jej ruszyć, by dotrzeć do biura w ostatnim momencie. Godziny spędzone w ciepłym pomieszczeniu, siedząc na wygodnej kanapie i co rusz popijając ciepłą herbatę, spowodowały, że całkowicie zapomniała o mroźnej aurze za oknami. Dlatego w międzyczasie umówiła się z Williamem, na spotkanie z którym się oczywiście spóźniła, bo auto ponownie nie chciało odpalić. Tym razem jednak gasło nawet na światłach, co dodatkowo irytowało innych kierowców, którzy musieli dać upust swojemu zniecierpliwieniu cały czas trąbiąc.
- Co się kurwa drzesz- mruknęła pod nosem na dźwięk nieznośnych sygnałów z zewnątrz. Ich zachowanie wcale nie pomagało w tym, by jej samochód zaczął z nią współpracować. Jednak w końcu ruszył, a Mara z tego całego stresu i warunków na jezdni, jechała bardzo wolno. Przynajmniej spotkanie z przyjacielem pozwoliło jej się nieco odstresować i to on doradził jej, by jednak jak najszybciej znalazła jakiegoś mechanika. Zbyła to początkowo machnięciem ręką, ale gdy podczas powrotu do domu auto zaczęło wydawać z siebie dziwne odgłosy, uznała że jednak może warto posłuchać prawnika. Akurat zaświecił jej się szyld warsztatu samochodowego. Czyżby to znak ze wszechświata?
Zajechała pod samo wejście i wyłączając auto przeszła jej przez głowę myśl, że może już jej się nie uda z powrotem odpalić tego auta. W takim razie dobrze by było, aby była tutaj całkowicie bezpieczna.- Halo! Jest tu ktoś?!-krzyknęła wchodząc do środka i rozglądając się wokół. Wyglądało, że warsztat był jeszcze otwarty, ale nikogo nie mogła zauważyć. Usłyszała nagle szmer za swoimi plecami i momentalnie się odwróciła.- Oh…- wyrwało się z jej ust na widok mężczyzny. Dreszcz przebiegł jej wzdłuż kręgosłupa i nagle zaschło w jej gardle. Przez chwilę stała nic nie mówiąc i tylko wpatrując się w niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Zaraz jednak się zreflektowała i chrząknęła, zanim się odezwała. - Mam problem z autem. Odpala mi dopiero po kilku próbach i dosyć głośno pracuje moim zdaniem. Jakby stukał?-wyjaśniła powód swojej wizyty, podając od razu jak najwięcej szczegółów. Przynajmniej tych, które wyłapała, bo była jednak kiepskim kierowcą. Może nawet pali się jakaś kontrolka, której nie zauważyła? - Wiem, że jest późno, ale obawiałam się, że zatrzyma mi się na trasie albo jutro rano przed pracą nie dam rady go odpalić- dodała jeszcze, bo zdawała sobie sprawę, że właśnie mógł zamykać warsztat i wracać do domu. Na samo wspomnienie, gdy pierwszy raz tam wylądowała, na skórze jej rąk pojawiła się gęsią skórka. - Dałbyś radę na niego zerknąć?- spytała nie spuszczając z niego wzroku. Żadnego przywitania. Żadnych uścisków. Nie potrzebowali tego. Zbyt dużo słów również nie były w pakiecie razem z ich… relacją. Jak dla Mary całkowicie zaskakującej, może nawet ryzykownej? Ale przede wszystkim na pewno intrygującej, ponieważ Nyx roztaczał wokół siebie aurę niebezpieczeństwa, które Lakefield zawsze unikała jak ognia. Jednak to on uratował jej życie, więc ta aura w jej oczach mieszała się z poczuciem bezpieczeństwa. Dwa przeciwne odczucia, które nie była w stanie tego logicznie wyjaśnić.
Nyx Calderon
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osoba, liczba pojedynczaczas narracjiprzeszlypostaćautor
— Zamykamy już — miał powiedzieć.
Odwrócił się dopiero po chwili i wtedy zobaczył ją stojącą przy wejściu, wyraźnie wyrwaną z własnych myśli, z twarzą zdradzającą zmęczenie całego dnia. Przez ułamek sekundy jego umysł potrzebował czasu, żeby złożyć fakty w całość. Mara Lakefield. O tej porze. Tutaj. Zaskoczenie było szczere i niemal namacalne, choć Nyx nie należał do ludzi, którzy pozwalali, by coś takiego było widać zbyt wyraźnie. Uniósł lekko brew, a kącik jego ust drgnął w tym znajomym, zadziornym półuśmiechu, który pojawiał się zawsze, gdy rzeczy nie szły zgodnie z planem, ale wciąż dało się je obrócić na swoją korzyść.
— No proszę… — odezwał się spokojnie, nisko, robiąc kilka kroków w jej stronę. — Świat jednak ma poczucie humoru.
Słuchał jej uważnie, nie przerywając, z rękami opartymi luźno o biodra, jakby automatycznie przełączył się na tryb pracy. Stukanie, problemy z odpalaniem, gaśnięcie na zawołanie niemalże. Z każdym kolejnym zdaniem w jego głowie układała się lista możliwych przyczyn, a jednocześnie gdzieś pod tym wszystkim pojawiało się coś mniej wygodnego — wspomnienia ich dawnych spotkań, krótkich, intensywnych, pozbawionych pytań i deklaracji.
— W taką pogodę wszystko, co było ledwo-ledwo, nagle wychodzi na wierzch Lakefield — skomentował, kiwając głową, gdy skończyła. — Jeśli coś stuka, a do tego masz problemy z rozruchem, to raczej nie jest kaprys auta.
Zerknął na drzwi warsztatu, potem na zegar wiszący nad biurkiem, jakby przez moment naprawdę rozważał fakt, że dzień dawno powinien się skończyć. W rzeczywistości decyzja zapadła już wcześniej.
— Dobrze, że nie zignorowałaś tego — dodał spokojniej. — I dobrze, że akurat na mnie trafiłaś. Bo nie jestem pewny, jak zareagowałby inny mechanik na twoje wejście o tej porze. Może nie byłby tak cywilizowany jak ja. Przynajmniej w warsztacie. - Puścił jej oczko i podszedł bliżej, zatrzymując się jednak w tej bezpiecznej, neutralnej odległości, którą wypracował sobie przez lata pracy z ludźmi. Jego spojrzenie było skupione, ale nie chłodne; raczej uważne, jakby analizował nie tylko problem techniczny, ale i sytuację jako całość.
— Zaparkuj go pod tamtym boksem — wskazał głową w głąb warsztatu. — Zerknę, co i jak. Jeśli to coś prostego, ogarniemy to jeszcze dziś. Jeśli nie… — wzruszył lekko ramionami. — Przynajmniej będziesz wiedziała, na czym stoisz.
Gdy ruszył przodem, na moment zwolnił krok i rzucił przez ramię, już z tą lżejszą, bardziej osobistą nutą, której nie dało się całkiem ukryć:
— A swoją drogą… muszę przyznać, że masz wyczucie czasu, żeby trafić akurat na mnie — dokończył z cichym, niemal rozbawionym parsknięciem, zatrzymując się dopiero przy jednym z wolnych boksów. Odwrócił się do niej przodem, opierając się biodrem o metalową szafkę z narzędziami, jakby chciał dać jasno do zrozumienia, że czasu może i jest niewiele, ale wystarczająco, by nie robić niczego w pośpiechu.
Przez krótką chwilę przyglądał jej się uważniej, niż było to konieczne do oceny sytuacji — nie jak klientce, nie jak przypadkowej kobiecie, tylko jak komuś, kogo znał na tyle dobrze, by pamiętać szczegóły, a jednocześnie na tyle powierzchownie, by nigdy nie mieć do nich pełnego dostępu. W jego spojrzeniu nie było nachalności, raczej cicha ciekawość podszyta świadomością, że to spotkanie jest czymś więcej niż tylko zbiegiem okoliczności.
— Zostaw kluczyki w stacyjce i nie gaś go jeszcze — dorzucił już rzeczowym tonem, odsuwając się od szafki i sięgając po rękawice. — Chcę posłuchać, co dokładnie mu dolega, zanim zaczniemy zgadywać.
Ruszył w stronę jej auta, rzucając jeszcze krótkie spojrzenie przez ramię, jakby dopiero teraz pozwalał sobie na odrobinę szczerości.
— A jeśli to rzeczywiście znak z kosmosu — dodał półżartem — to mógł wybrać gorsze miejsce i gorszą godzinę.
Jarzeniówki nad boksem zapaliły się jaśniej, gdy nacisnął włącznik, a warsztat na nowo wypełnił się cichym, mechanicznym brzmieniem wieczornej pracy. Nyx podszedł do maski, gotów ją otworzyć, ale zanim to zrobił, jeszcze raz zerknął na Marę, z tym samym ledwie zauważalnym uśmiechem, który zdradzał, że ta noc może przynieść znacznie więcej niż tylko diagnozę usterki.
— Dobra, Lakefield — rzucił spokojnie. — Zobaczmy, co tym razem postanowiło ciebie i twoje autko zatrzymać w moich dłoniach...
Mara Lakefield
-
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Opowiadała o problemach z autem nie spuszczając z niego spojrzenia. Przyglądała się jego ruchom i mimice. Trochę wchodziła w tryb terapeutki, trochę w tryb klientki mającej nadzieję na pomoc, a trochę też tryb dawnej znajomej, z którą przecież go coś łączyło. Łączyło ich tak naprawdę wiele, a zarazem nic. Mara nigdy nikomu nie powiedziała o znajomości z Nyxem. Nawet swojej najlepszej przyjaciółce Cynthi.
- To nie jego kaprys?- zmarszczyła brwi udając zdziwienie, ale zaraz na jej twarzy pojawił się pierwszy raz uśmiech. Ten z rodzaju tych zadziornych, pewnych siebie.- Jak dla mnie od rana skurczybyk robi mi na złość- zażartowała i odetchnęła z ulgą słysząc, że się zgodził chociaż zerknąć pod maskę. Nie zrzuciła też całkowicie gardy. W Nyxie było coś tajemniczego - z jednej strony wzbudzał w niej niepokój. Bez wątpienia nazwałaby go drapieżnikiem. Lecz mimo tego, nie bała się go. Ich relacja była trochę jak igranie z ogniem - wiedziała, że się poparzy, a i tak miała ochotę go dotknąć.
- Świat chyba pozwala Ci ratować mnie z każdej opresji- skomentowała jeszcze enigmatycznie wychodząc z warsztatu. Tak się kształtowała ich relacja - spotykała go na swojej drodze będąc akurat w potrzebie. Co było dosyć zabawne zważając na jego historię. Usiadła za kółkiem i miała nadzieję, że chociaż ten ostatni raz auto nie odmówi jej posłuszeństwa. Z drugiej strony, gdyby w tym momencie samochód zadziałał bez zarzutu, mogłaby wyjść na niepoważną i przewrażliwioną osobę, która wymyśla problemy. Może nawet uznałby jej słowa za kłamstwo, byleby tylko się z nim ponownie spotkać? Na całe szczęście udało jej się odpalić za trzecim razem i wjechała do wskazanego boksu. Zgodnie z instrukcją nie gasiła silnika i zostawiła kluczyki w stacyjce. Wyszła stając obok Nyxa i rzucając spojrzeniem co rusz z jego dłoni na twarz.
- Jakie byłoby gorsze miejsce i godzina?- spytała nie ukrywając zainteresowania jego odpowiedzią. To był dosyć ciekawy komentarz, ale nie miała pojęcia co mogło mu chodzić po głowie.- Mam nadzieję, że Twoje dłonie faktycznie znają się na samochodach- rzuciła mu znaczące spojrzenie, ale zaraz skupiła się na ruchach jego palców, które manewrowały pod maską jej samochodu. Nie miała nigdy okazji przyglądać mu się podczas pracy. Tak naprawdę nawet nie miała pojęcia czym się zajmuje. Niewiele o nim wiedziała. Jednak wiedziała jak sprawić mu przyjemność. On wiedział jak sprawić jej. Na jej ciele jego dłonie na pewno się znały.
- I jak? Znasz diagnozę?- spytała po dłuższej chwili powracając do niego spojrzeniem, nie ruszając się z miejsca z boku auta. Miała wtedy idealny widok na jego twarz.- Jak bardzo mam przejebane?- mimo gorzkich słów uśmiechnęła się lekko. Przynajmniej była już w warsztacie samochodowym. Coraz bliżej rozwiązania problemu.
Nyx Calderon