29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie mógł być koniec.
Nick Dalton absolutnie nie przyjmował do wiadomości informacji, że to mógł być koniec. Przecież jeszcze tyle miał zrobić. Mieli zrobić. Razem z Pilar. Z jego ukochaną Pilar, która przecież czekała na niego w szpitalu. Która na pewno nie mogła się wręcz doczekać aż on w końcu się tam pojawi i ją uratuje. Aż w końcu będą mogli być razem.
Przez moment nawet myślał, że się udało. Że chociaż Noriega postrzelił go w udo, że na moment go uziemił, to przecież sam po chwili wpadł do wody. Dalton widział to na własne oczy. Widział, jak Madox znika pod taflą lodowatego jeziora i wcale nie wypływa. A to znaczyło, że utonął. Ze już więcej nie będzie problemem, który stał mu na drodze do szczęścia z Pilar.
Eliot leżał postrzelony w domu, Noriega opadał już pewnie na dno jeziora — to była jego szansa, żeby się stąd jednak wydostać. Uciec. Doczołgać się do miasteczka i dostać pomoc, by potem wrócić po Pilar. Poczeka. Na pewno zrozumie, że musiał pierwsze zatamować własne rany.
Tylko kiedy Dalton ruszył po lodzie, kiedy zaczął powoli ale sukcesywnie przesuwać się po mrożącym krew w żyłach zmrożonym jeziorze, wtedy na pomost wpadła masa policjantów. I chociaż byli daleko — w dodatku musieli ominąć zrobione przez nich dziury i pęknięcia — to wciąż było szybsi niż czołgający się Dalton.
Nie miał jak uciec.
Nie tym razem.
Nie minęła nawet minuta, a oni już go mieli. Przyciskali do lodu, zakładali kajdany na nadgarstki. Każdy jeden jego kumpel z posterunku teraz traktował go jak najgorszego zbiega. Skurwiela, który zrobił coś złego. A przecież on tylko chciał móc kochać i być kochanym. Nie zrobił nic złego. On tylko chciał uświadomić Pilar, że byli dla siebie stworzeni.
Wszystko co robił, robił z miłości.
I ta właśnie miłość zgubiła go w najgorszy możliwy sposób. Bo w tym wszystkim Dalton zgubił siebie i tego dobrego faceta, którego kiedyś trzymał w sercu. Teraz nie było już po nim śladu. Był tylko Nick Dalton - psychopata.


Karetka przyjechała niecałe pięć minut po policji. Pewnie byliby później bo drogi był kompletnie nieprzejezdne, jednak oddział został wezwany już przecież za wczasu. Zawsze robiło się tak podczas akcji wysokiego ryzyka — z góry zakładało się, że pomoc medyków będzie potrzebna. I chwała Bogu, bo gdyby przyjechali chociaż dziesięć minut później, facet, którego wyłowili z lodowatego jeziora były już martwy.
Czuję tętno, ale jest bardzo słabe — rzucił krótko jeden z medyków, czytając z tętnicy szyjnej, do której już dociskał dwa palce. Przelotnie spojrzał na mężczyznę — był cały blady, biały wręcz, skórę miał siną, a rzęsy całe posklejane od lodowatej wody.
Karetka ruszyła na sygnale, kierując się do najbliższego szpitala, a w środku pracowało dookoła pacjenta trzech medyków. Ich polecania jak i cała komunikacja były krótkie, ale treściwe. Rozcinali jego przemoczone ciuchy, podpinali odpowiednie maszyny i wenflon.
Dajcie tlen.
Ma ciężką hipotermię.
Temperatura trzydzieści dwa i spada.
Zewnętrzne ogrzewanie, koce i folia. Tylko stopniowo i bez aktywnego masowania.
Stauracja osiemdziesiąt osiem.
Dwoili się i troili, by dostarczyć mężczyźnie jak najlepszą opiekę. Jego stan był ciężki, ale po chwili nawet stabilny, jednak to nie zmieniało faktu, że potrzebowali jak najszybciej dostać się do szpitala, by wykonać wszystkie najpotrzebniejsze badania i ewentualny zabieg.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na policjantach nie robiła wrażenia krew, która kwitła pod Daltonem w zastraszającym tempie, nie robiło na nich wrażenia to, kiedy dociskali go do lodu, a on jeszcze próbował krzyczeć. Jeszcze próbował się szarpać. Powtarzał, że to nie on, powtarzał, że musi jechać do szpitala, do Pilar. A później jeszcze to, że Noriega śmieć, wreszcie umarł. Śmiał się, głośno, długo, psychopatycznie. Kiedy policjanci ściągali go z lodu, kiedy prowadzili go w stronę karetki.

W jednej z nich wylądował Eliot, zatamował krwawienie, a medycy sprawdzali czy nie dostał w tętnicę, nie, był stabilny, kula przeszła na wylot, rana nadawała się do szycia, ale nic nie zagrażało jego życiu.

Daltona też nie.

Najgorzej było z tym trzecim, który wylądował pod lodem. Nie wiedzieli ile minut tam spędził. Nie na tyle długo, żeby serce stanęło. Ale na tyle, żeby zwolniło. Żeby oddech stał się płytki urywano, gdy ciało straciło całe swoje ciepło. Zamrożone ciuchy przywarły do skóry, zesztywniały od razu, kiedy medycy je rozcinali. Reagowali szybko. Działali.
Madox pewnie by to poparł, bo on przecież też zawsze był za działaniem. Nawet wtedy na tym lodzie. Przecież powinien zawrócić. Powinien iść inną drogą, ale on chciał dorwać Daltona.
Tylko teraz nawet nie wiedział, że go dorwał. Odpłynął. Gdzieś w momencie, gdy płuca łapczywie zaczerpnęły to lodowate powietrze, a jego głowa wynurzyła się z tej wody. Miał nadzieję, że to dobrze. Że teraz to już przecież... przeżyje.
Tak kurewsko chciał żyć.

Akcja ratownicza w karetce trwała kilkanaście minut, zanim doprowadzili go do stanu, który można było uznać za stabilny. Wciąż jeszcze był lodowaty, wciąż jeszcze serce nie odzyskało odpowiedniego rytmu, ale było lepiej. Nie tracili go...
Później nawet słyszał dźwięk syreny, czuł. Zaczynał odzyskiwać czucie, najpierw w czubkach palców, później w rękach i nogach, widział jakieś kroplówki nad głowa, błyszczącą folię. Ruszył ręką, jakby chciał zerwać z siebie maskę z tlenem, którą mu założyli, ale ktoś ją poprawił. Oddychał.
Oddech nie palił już w płucach, nie przychodził jeszcze łatwo, ale nie bolał.
Bolała skóra, piekła, ale to był taki całkiem dobry ból, przyjemny, rozgrzewający. Złapał za rękę jakiegoś medyka.
- Dalton... - wychrypiał, bo gardło miał suche, zdarte, zbyt łapczywie, zbyt mocno zaciągnął się tym lodowatym powietrzem, ale przecież...
on tak kurewsko chciał żyć.
Mężczyzna pokręcił głową, nie wiedział o co mu chodzi, tylko zapewniał go, że spokojnie, że będzie dobrze.
Ale przecież go to nie obchodziło, bo jego interesowało tylko to, czy mają Daltona.
Zanim karetka ruszyła, to do środka wszedł Eliot, który właściwie miał już opatrzoną nogę, też czekał na transport do szpitala.
- Mają go Madox, mają Daltona... - powiedział.
A Noriega przecież na to tylko czekał, na to liczył, że złapali Nicka Daltona, tego psychopatę.
Mógł odpocząć, był zmęczony.
Tak kurewsko zmęczony.
Ale też spokojny, już o wiele bardziej spokojny, bo udało się. Mieli go, teraz już Pilar będzie bezpieczna. Chciał, żeby była, bo to przecież cały czas chodziło tylko o nią.

koniec


Pilar Stewart
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”