-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Jeszcze jakiś czas temu nie wyobrażał sobie siebie jako kogoś tak szaleńczo zakochanego, myślącego wyłącznie o tym, jak spędzić każdą wolną chwilę u boku Riley Zwłaszcza, że Primose należał do tego typu mężczyzn, którzy unikali wszelakich uczuć, słabości i bliskości, obawiając się, że prawdziwa miłość nie była dla nich stworzona. Jednak Davis potrafiła to zmienić; wydobywała z niego zarówno te pozytywne, jak i negatywne strony, które wspólnie tworzyły obraz mężczyzny uzależnionego od kobiety, a jednocześnie wściekłego na samą myśl o każdej rozłące spowodowanej wojskiem, które do tej pory było całym jego życiem.
Nie wyobrażał sobie, by mogli zakończyć relację, którą tak długo budowali w ukryciu. Nie potrafiłby w jednej chwili zapomnieć o wszystkim, co łączyło go z ciemnowłosą, i wrócić do kobiety, której nigdy nawet nie kochał. Prawdę mówiąc, nigdy nawet nie przepadał za Florence, a związał się z nią wyłącznie po to, by ratować swoją pozycję w szkole, która i tak była już w opłakanym stanie. Blondynka była atrakcyjna, ale to Riley idealnie wpasowywała się w jego kanon piękna; które było widoczne poprzez te wszystkie drobne gesty którymi pokazywał jak bardzo cieszył się… kiedy była przy nim. I choć często widział, jak walczyła ze swoją zazdrością, tak sam starał się jej udowodnić, że w jego sercu było już miejsce tylko dla jednej kobiety, która od momentu pierwszej bliskości nie potrafiła wyjść mu z głowy i która w tej chwili siedziała obok niego, łączącej w sobie złość, ale też i troskę.
- Nie jest to zabawne Riley! Widzisz, w jakim jestem stanie i nie chciałbym odchodzić w momencie, kiedy zaczęło być tylko i wyłącznie przyjemnie - odparł, zastanawiając się przez chwilę, czy naprawdę nie zabrzmiał tymi słowami komicznie. Nie wyglądał przecież na osobę, której było do żartów, zwłaszcza że czuł narastający ból, który z każdą kolejną sekundą stawał się coraz silniejszy.
- A ja nie chcę cię stracić. Chciałbym, żebyśmy mogli się z tego pożartować, ale… nie wygląda to dobrze. Czemu zawsze, gdy coś zaczyna mi się układać, musi wydarzyć się coś, co próbuje to zniszczyć? - dodał, wypowiadając każde słowo powoli, z wyraźnym wysiłkiem. Nie chciał odchodzić z tego świata, zwłaszcza teraz; gdy ich relacja zbliżała się do etapu, w którym oboje byli gotowi poświęcić wszystko dla wspólnego dobra. - W porządku. Spokojnie, Riley. Jedźmy już do szpitala, ale musisz być przy mnie. Obiecaj! - dodał ciszej. Nie odbierał jej postawy jako egoistycznej. Dla niego brzmiała jak kobieta, która mimo swojego ciętego języka robiła wszystko, by nie dopuścić do możliwych zagrożeń i skupić się na jego zdrowiu.
Widząc jej determinację, postanowił nie mówić już nic więcej i pozwolić się zaprowadzić do taksówki, a następnie do szpitala. Bardziej niż na samo badanie, zszywanie czy leczenie zwrócił uwagę na jej reakcję w chwili, gdy lekarz pomylił się i nazwał ją panią Quinn, która ku jego zdziwieniu zareagowała na to pozytywnie z uśmiechem. Początkowo pomyślał, że był to po prostu instynktowny odruch, dzięki któremu mogła pozostać przy nim i dowiedzieć się o jego stanie z pierwszej ręki. W końcu było jasne, że gdyby wyszło na jaw, że Riley nie była ani jego żoną, ani nikim z rodziny, zostałaby wyproszona i poinformowana o wszystkim na samym końcu. Jednak nawet później zachowywała się tak, jakby samo nazwanie jej jego żoną było czymś, czego w skrytości pragnęła i nawet jego buntownicza postawa czy niechęć do pozostania w szpitalu na dłużej nie wywołała u niej wściekłości, mimo jego dość niedojrzałego zachowania.
Nawet wieczorem, kiedy pomogła mu się rozpakować i umyć dalej zachowywała się tak, jakby tą żoną już była. Było to jednocześnie śmieszne i słodkie, widzieć ją tak zaangażowaną w to, by czuł się przy niej bezpiecznie. Tym bardziej teraz, kiedy mimo braku doświadczenia delikatnie i z ogromną uwagą owijała jego pęknięcie bandażami. Takie chwile uświadamiały mu, że przestała już być tylko jego przyjaciółką czy kochanką, a zaczęła być partnerką, której w końcu musiał wyznać swoje uczucia, nawet jeśli obawiał się, że ciężar tych słów mógłby ją przerazić. - Tak, ale myślę, że już wystarczająco się postarałaś. Lekarz mówił, że nie trzeba aż tak bardzo owijać - zaśmiał się pod nosem, wiedząc, że i tak nie wygra tej bitwy, a Riley zrobi wszystko po swojemu, chcąc dla niego jak najlepiej. - Zamiast tego wiesz, co pomogłoby mi najbardziej… - odparł delikatnie sugerując że jej bliskość była w tej chwili wszystkim, czego naprawdę potrzebował.
riley davis
-
the world was on fire, and no one could save me but you
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jednak gdyby rzeczywiście coś nagle strzeliło mu do głowy i postanowiłby, że to koniec, to wiedziała, że nie mogła pokazać mu jak bardzo ją to boli. Ukazanie prawdziwych emocji w takiej sytuacji oznaczałoby porażkę, a ona nie mogła pozwolić, by ktokolwiek wygrał, by ktokolwiek ją złamał. Pieprzona duma.
Mimo wszystko nie spodziewała się, by Quinn nagle miał to wszystko przerwać.
— Już dobrze, przeprosiłam — mruknęła, choć naprawdę było jej głupio z powodu swojej reakcji. Miał rację - jego strach był uzasadniony w pełni i nie powinien być obiektem jej żartów. Po prostu wszystko to brzmiało dla niej naprawdę abstrakcyjnie i mało co z tego rozumiała. Postanowiła jednak, że wszelkie pytania jakie miała na ten temat, zostawi na kolejny dzień. W tamtym momencie jej największym zmartwieniem było jego zdrowie i samopoczucie.
Jej reakcja na to, że błędnie została uznana za żonę Primose, była prawdopodobnie zaskoczeniem nawet dla niej samej. W pierwszej chwili nie potrafiła powstrzymać uśmiechu - choć pewnie gdyby sam zwrócił jej na to uwagę, to twardo tłumaczyłaby to prędzej rozbawieniem, niżeli zadowoleniem z tego tytułu. Czy tak naprawdę, skrycie tego pragnęła? Zaprzeczyłaby, to jasne. Nie odmówiła sobie jednak nazwania mężczyzny “kochaniem” raz, czy dwa.
Wszystko dobrze, kochanie?
Kochanie, wychodzę na chwilę.
Wszystko dla podtrzymania wiarygodności tej bajeczki, ma się rozumieć. No dobrze - chyba nawet sama w to nie wierzyła.
To że tak chętnie mu pomagała, była uczynna i czuła, to akurat nic niezwykłego. Po pierwsze - chciała, bo jednak ponad wszystko byli przyjaciółmi i tak po prostu należało się zachować. Po drugie, w głębi duszy wiedziała, że jest mu to po prostu winna. To wszystko co mężczyzna niegdyś zrobił dla niej, to jak nie opuścił jej w potrzebie, budziło w Riley poczucie obowiązku wobec niego - nie przykrego obowiązku, a raczej poczucie, że teraz miała doskonałą okazję, by pokazać jak bardzo jej na nim zależało i jak była mu wdzięczna za to jak trwał przy niej, gdy przechodziła piekło. Chciała odpłacić się tym samym. Zabranie go do szpitala, pomoc przy kąpieli czy założeniu opatrunków nadal wydawała się niczym w porównaniu do tego, co robił Prim zaraz po śmierci jej rodziców.
— Wiem co mówił lekarz — odparła, łypiąc na niego spod byka i zupełnie niewzruszona jego uwagą, dokończyła bandażowanie go tak, jak należy. Słysząc dalsze wyznanie mężczyzny, uniosła brwi i z lekkim uśmieszkiem, ujęła jego dłonie w swoje. Jednak gdy tylko poczuła pod opuszkami palców obrączkę, natychmiast spoważniała i głośno zaczerpnęła powietrza, wypuszczając ręce z uścisku.
— Och, tak. Wiem co by ci teraz pomogło — powiedziała cicho, mrużąc oczy nieznacznie — Jednak zanim położymy się spać — specjalnie zaakcentowała ostatnie słowo, by dać do zrozumienia co zamierza z nim zrobić… albo raczej czego nie zamierza zrobić i nadal się mu przyglądając, skrzyżowała ręce na piersiach — pozostaje jeszcze jedna kwestia, która nie daje mi spokoju, Prim.
Ten pierścionek. Pierdolony. Pierścionek. Tak bardzo jej wadził.
Machnęła głową, wskazując podbródkiem na jego dłoń.
— Czy musisz to nosić nawet wtedy, gdy śpisz w moim łóżku? — spytała wprost, powoli znów podnosząc na niego swoje spojrzenie.
Primose Quinn
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Jednak nie planował, by w ich relacji coś teraz ucierpiało. Nawet jeżeli wyglądał teraz fizycznie i psychicznie jak wrak człowieka, tak Riley była jego największym motorem napędowym do walki ze wszelakim złem, które próbowało go doszczętnie złamać. Ludzie, którym podpadł, znali Riley doskonale; głównie z jego opowieści, w których opowiadał wszystkim, jaką cudowną kobietę miał przy sobie i jak po długim, niezbyt udanym małżeństwie z Florence finalnie napotkał na swojej drodze kogoś, kto potrafił go tak idealnie zrozumieć.
Jej reakcja i sam dźwięk słów „pańska żona” zrobiły na nim tak gigantyczne wrażenie, że nie potrafił się na niczym innym w szpitalu skupić. W końcu, jakby nie patrzeć, wciąż tkwił w jednym, jeszcze niezakończonym formalnie małżeństwie, które już dawno powinno zostać tylko i wyłącznie historią. Od pierwszego, tak bardzo namiętnego wieczoru z Riley jego kontakt z żoną całkowicie się urwał, a on sam wiedział, że dla Florence rozpad tej relacji nie był niczym zaskakującym. W końcu przez cały okres ich małżeństwa znał całą listę jej kochanków, wiedząc o wszystkich przelotnych relacjach, których się dopuszczała, w trakcie kiedy w Internecie kreowali się na zgrane małżeństwo. W przypadku Prima było inaczej. Davis była jego pierwszą i jedyną kochanką, dla której był gotów wziąć rozwód nawet kolejnego dnia. Nigdy, nawet przez sekundę, przy blondynce nie potrafił poczuć takiej chemii, którą poczuł do kobiety, która przez długi czas pozostawała tylko i wyłącznie jego przyjaciółką..
Nigdy nie żałował momentu, w którym pierwszy raz doszło między nimi do zbliżenia, a ostatecznie nawet i seksu. Dla Prima był to pierwszy raz, kiedy tak namiętnie zbliżył się do kogoś, czując prawdziwość każdego dotyku, pocałunku czy gestu. Po wszystkim, kiedy musiał wrócić do wojska, ten pierwszy raz był dla niego chwilą, która nie potrafiła wyjść z jego głowy przez długie tygodnie. Potem, kiedy zaczęli się ze sobą regularnie spotykać, uświadomił sobie, że nigdy nie może doprowadzić do momentu, w którym mógłby stracić Riley; bo, szczerze mówiąc, po prostu się zakochał.
To, że trochę narzekał, nie świadczyło o tym, że nie doceniał wszystkiego, co dla niego robiła. W końcu Prim był człowiekiem, któremu często zdarzało się nie dopuszczać do świadomości, że działa mu się krzywda. Wystarczyło jedno, nawet niedopowiedziane słowo, by wykorzystać ten fakt i odsunąć wszelakie myśli, które podpowiadały mu, że potrzebował pomocy. - Nie wygram, co? - zapytał, znając z góry możliwą odpowiedź. Nawet gdyby lekarz faktycznie stwierdził, że Primose był już zdrowy i nie potrzebował wsparcia, to i tak Riley będąc jednocześnie przyjaciółką i kochanką zrobiłaby po swojemu. Dla mężczyzny było to jednocześnie słodkie i zabawne widzieć ją tak zaangażowaną w owijanie go bandażami. Takie małe gesty sprawiały, że nie potrzebował już więcej wojska czy adrenaliny, by odnaleźć swój sens, który od początku połączył go z jego ciemnowłosą partnerką.
- Nie wiem, za kogo mnie masz. Chciałbym po prostu odpocząć u boku mojej najlepszej przyjaciółki - odparł na zarzuty, śmiejąc się pod nosem. Oczywiście, że marzył tylko o tym, by Riley wtuliła się w jego ramiona i przez długi czas z nich nie wychodziła. Ostatnie wydarzenia w jego życiu tylko utwierdziły go w przekonaniu, że największą przyjemnością nie były osiągnięcia na wojskowych poligonach, a spokojne i romantyczne chwile u boku kobiety, która zmieniła jego życie na lepsze. - Tak? - odpowiedział, przykładając głowę do poduszki, wiedząc, że czekała go jeszcze niezbyt sympatyczna niespodzianka.
- Poważnie? - zapytał, mrugając trzykrotnie. Naprawdę? Nawet w takich chwilach musiała ponownie zacząć temat jego nieudanego małżeństwa? Przecież wiedziała, że jego i Florence nigdy nie łączyło szczere uczucie i że pokazywał to za każdym możliwym razem, kiedy każdą pojedynczą przepustkę spędzał u boku ciemnowłosej kochanki w jej mieszkaniu. - Aż tak ci ona uwiera? Ale dobrze. Mogę ją dla ciebie zdjąć, tylko powiedz mi. Ciągle się obawiasz, że kiedyś wrócę do Florence? - zapytał. Nie z złości, tylko z troski, ponieważ zaczął się obawiać, czy to aby na pewno mu ufała, kiedy za każdym razem powtarzał, że jego małżeństwo było zamkniętym epizodem, bez możliwości żadnego powrotu.
riley davis