32 y/o
For good luck!
185 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ona również była ciekawym przypadkiem słabości zrodzonej z prawdziwego uczucia i chęci pogłębienia się w niej całym sobą.
Jeszcze jakiś czas temu nie wyobrażał sobie siebie jako kogoś tak szaleńczo zakochanego, myślącego wyłącznie o tym, jak spędzić każdą wolną chwilę u boku Riley Zwłaszcza, że Primose należał do tego typu mężczyzn, którzy unikali wszelakich uczuć, słabości i bliskości, obawiając się, że prawdziwa miłość nie była dla nich stworzona. Jednak Davis potrafiła to zmienić; wydobywała z niego zarówno te pozytywne, jak i negatywne strony, które wspólnie tworzyły obraz mężczyzny uzależnionego od kobiety, a jednocześnie wściekłego na samą myśl o każdej rozłące spowodowanej wojskiem, które do tej pory było całym jego życiem.
Nie wyobrażał sobie, by mogli zakończyć relację, którą tak długo budowali w ukryciu. Nie potrafiłby w jednej chwili zapomnieć o wszystkim, co łączyło go z ciemnowłosą, i wrócić do kobiety, której nigdy nawet nie kochał. Prawdę mówiąc, nigdy nawet nie przepadał za Florence, a związał się z nią wyłącznie po to, by ratować swoją pozycję w szkole, która i tak była już w opłakanym stanie. Blondynka była atrakcyjna, ale to Riley idealnie wpasowywała się w jego kanon piękna; które było widoczne poprzez te wszystkie drobne gesty którymi pokazywał jak bardzo cieszył się… kiedy była przy nim. I choć często widział, jak walczyła ze swoją zazdrością, tak sam starał się jej udowodnić, że w jego sercu było już miejsce tylko dla jednej kobiety, która od momentu pierwszej bliskości nie potrafiła wyjść mu z głowy i która w tej chwili siedziała obok niego, łączącej w sobie złość, ale też i troskę.
- Nie jest to zabawne Riley! Widzisz, w jakim jestem stanie i nie chciałbym odchodzić w momencie, kiedy zaczęło być tylko i wyłącznie przyjemnie - odparł, zastanawiając się przez chwilę, czy naprawdę nie zabrzmiał tymi słowami komicznie. Nie wyglądał przecież na osobę, której było do żartów, zwłaszcza że czuł narastający ból, który z każdą kolejną sekundą stawał się coraz silniejszy.
- A ja nie chcę cię stracić. Chciałbym, żebyśmy mogli się z tego pożartować, ale… nie wygląda to dobrze. Czemu zawsze, gdy coś zaczyna mi się układać, musi wydarzyć się coś, co próbuje to zniszczyć? - dodał, wypowiadając każde słowo powoli, z wyraźnym wysiłkiem. Nie chciał odchodzić z tego świata, zwłaszcza teraz; gdy ich relacja zbliżała się do etapu, w którym oboje byli gotowi poświęcić wszystko dla wspólnego dobra. - W porządku. Spokojnie, Riley. Jedźmy już do szpitala, ale musisz być przy mnie. Obiecaj! - dodał ciszej. Nie odbierał jej postawy jako egoistycznej. Dla niego brzmiała jak kobieta, która mimo swojego ciętego języka robiła wszystko, by nie dopuścić do możliwych zagrożeń i skupić się na jego zdrowiu.
Widząc jej determinację, postanowił nie mówić już nic więcej i pozwolić się zaprowadzić do taksówki, a następnie do szpitala. Bardziej niż na samo badanie, zszywanie czy leczenie zwrócił uwagę na jej reakcję w chwili, gdy lekarz pomylił się i nazwał ją panią Quinn, która ku jego zdziwieniu zareagowała na to pozytywnie z uśmiechem. Początkowo pomyślał, że był to po prostu instynktowny odruch, dzięki któremu mogła pozostać przy nim i dowiedzieć się o jego stanie z pierwszej ręki. W końcu było jasne, że gdyby wyszło na jaw, że Riley nie była ani jego żoną, ani nikim z rodziny, zostałaby wyproszona i poinformowana o wszystkim na samym końcu. Jednak nawet później zachowywała się tak, jakby samo nazwanie jej jego żoną było czymś, czego w skrytości pragnęła i nawet jego buntownicza postawa czy niechęć do pozostania w szpitalu na dłużej nie wywołała u niej wściekłości, mimo jego dość niedojrzałego zachowania.
Nawet wieczorem, kiedy pomogła mu się rozpakować i umyć dalej zachowywała się tak, jakby tą żoną już była. Było to jednocześnie śmieszne i słodkie, widzieć ją tak zaangażowaną w to, by czuł się przy niej bezpiecznie. Tym bardziej teraz, kiedy mimo braku doświadczenia delikatnie i z ogromną uwagą owijała jego pęknięcie bandażami. Takie chwile uświadamiały mu, że przestała już być tylko jego przyjaciółką czy kochanką, a zaczęła być partnerką, której w końcu musiał wyznać swoje uczucia, nawet jeśli obawiał się, że ciężar tych słów mógłby ją przerazić. - Tak, ale myślę, że już wystarczająco się postarałaś. Lekarz mówił, że nie trzeba aż tak bardzo owijać - zaśmiał się pod nosem, wiedząc, że i tak nie wygra tej bitwy, a Riley zrobi wszystko po swojemu, chcąc dla niego jak najlepiej. - Zamiast tego wiesz, co pomogłoby mi najbardziej… - odparł delikatnie sugerując że jej bliskość była w tej chwili wszystkim, czego naprawdę potrzebował.
riley davis
30 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
strażaczka Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
the world was on fire, and no one could save me but you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czasem zastanawiała się nad tym jak będzie wyglądać ich przyszłość. I nie, nie wyobrażała sobie ich w szczęśliwym związku, z gromadką dzieci. Po prostu myślała o tym jak długo będą to ciągnąć - ten układ i jak wiele ich przyjaźń może znieść. Gdyby Primose chciał to zakończyć, nie mrugnęłaby okiem. Podałaby mu dłoń, twierdząc, że “było miło, ale się skończyło”. Na łzy pozwoliłaby sobie dopiero, gdy nie byłaby już w zasięgu jego wzroku. Oczywiście, że nie chciała takiego scenariusza! Na samą myśl przechodziły ją dreszcze. Podobnie jak na myśl, że mógłby umrzeć, czego - zgodnie z jej wcześniejszym wyznaniem - nie zniosłaby.
Jednak gdyby rzeczywiście coś nagle strzeliło mu do głowy i postanowiłby, że to koniec, to wiedziała, że nie mogła pokazać mu jak bardzo ją to boli. Ukazanie prawdziwych emocji w takiej sytuacji oznaczałoby porażkę, a ona nie mogła pozwolić, by ktokolwiek wygrał, by ktokolwiek ją złamał. Pieprzona duma.
Mimo wszystko nie spodziewała się, by Quinn nagle miał to wszystko przerwać. Czuła się przez niego kochana Czuła, że potrzebował jej tak samo mocno, jak ona jego. Gdy wracał do Toronto, to właśnie jej mieszkanie odwiedzał w pierwszej kolejności. Teraz, mając kłopoty, to na niej polegał. To musiało o czymś świadczyć, prawda? Była ważna.
Albo tak cholernie naiwna.
Już dobrze, przeprosiłam — mruknęła, choć naprawdę było jej głupio z powodu swojej reakcji. Miał rację - jego strach był uzasadniony w pełni i nie powinien być obiektem jej żartów. Po prostu wszystko to brzmiało dla niej naprawdę abstrakcyjnie i mało co z tego rozumiała. Postanowiła jednak, że wszelkie pytania jakie miała na ten temat, zostawi na kolejny dzień. W tamtym momencie jej największym zmartwieniem było jego zdrowie i samopoczucie.
Jej reakcja na to, że błędnie została uznana za żonę Primose, była prawdopodobnie zaskoczeniem nawet dla niej samej. W pierwszej chwili nie potrafiła powstrzymać uśmiechu - choć pewnie gdyby sam zwrócił jej na to uwagę, to twardo tłumaczyłaby to prędzej rozbawieniem, niżeli zadowoleniem z tego tytułu. Czy tak naprawdę, skrycie tego pragnęła? Zaprzeczyłaby, to jasne. Nie odmówiła sobie jednak nazwania mężczyzny “kochaniem” raz, czy dwa.
Wszystko dobrze, kochanie?
Kochanie, wychodzę na chwilę.
Wszystko dla podtrzymania wiarygodności tej bajeczki, ma się rozumieć. No dobrze - chyba nawet sama w to nie wierzyła.
To że tak chętnie mu pomagała, była uczynna i czuła, to akurat nic niezwykłego. Po pierwsze - chciała, bo jednak ponad wszystko byli przyjaciółmi i tak po prostu należało się zachować. Po drugie, w głębi duszy wiedziała, że jest mu to po prostu winna. To wszystko co mężczyzna niegdyś zrobił dla niej, to jak nie opuścił jej w potrzebie, budziło w Riley poczucie obowiązku wobec niego - nie przykrego obowiązku, a raczej poczucie, że teraz miała doskonałą okazję, by pokazać jak bardzo jej na nim zależało i jak była mu wdzięczna za to jak trwał przy niej, gdy przechodziła piekło. Chciała odpłacić się tym samym. Zabranie go do szpitala, pomoc przy kąpieli czy założeniu opatrunków nadal wydawała się niczym w porównaniu do tego, co robił Prim zaraz po śmierci jej rodziców.
Wiem co mówił lekarz — odparła, łypiąc na niego spod byka i zupełnie niewzruszona jego uwagą, dokończyła bandażowanie go tak, jak należy. Słysząc dalsze wyznanie mężczyzny, uniosła brwi i z lekkim uśmieszkiem, ujęła jego dłonie w swoje. Jednak gdy tylko poczuła pod opuszkami palców obrączkę, natychmiast spoważniała i głośno zaczerpnęła powietrza, wypuszczając ręce z uścisku.
Och, tak. Wiem co by ci teraz pomogło — powiedziała cicho, mrużąc oczy nieznacznie — Jednak zanim położymy się spać — specjalnie zaakcentowała ostatnie słowo, by dać do zrozumienia co zamierza z nim zrobić… albo raczej czego nie zamierza zrobić i nadal się mu przyglądając, skrzyżowała ręce na piersiach — pozostaje jeszcze jedna kwestia, która nie daje mi spokoju, Prim.
Ten pierścionek. Pierdolony. Pierścionek. Tak bardzo jej wadził.
Machnęła głową, wskazując podbródkiem na jego dłoń.
Czy musisz to nosić nawet wtedy, gdy śpisz w moim łóżku? — spytała wprost, powoli znów podnosząc na niego swoje spojrzenie.


Primose Quinn
mów jak chcesz
angielskie wyjścia
32 y/o
For good luck!
185 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ich przyszłość? Nie wyobrażał sobie innej przyszłości, niż ta u boku Riley. Nie tylko dlatego, że potrafili idealnie łączyć ze sobą przyjaźń i romans, ale dlatego, że przy kobiecie finalnie znalazł ciepło i spokój, które szukał całe życie. Ciężko mu było wracać myślami do momentów z okresu jego młodości, które nigdy nie należały do przyjemnych przez pryzmat relacji z rodzicami, ale właśnie dlatego teraz potrafił tak bardzo docenić każdą chwilę u boku ciemnowłosej piękności. Szczerze? Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się na poważnie myśleć o przyszłości. Głównie dlatego, że się jej obawiał. Obawiał się momentu, w którym ich relacja stanie się oficjalna, a oni obawiając się utraty, tylko jeszcze bardziej doprowadzą do rozpadu tego, co ich łączyło. Na dodatek ciężko było myśleć o wspólnej przyszłości, kiedy na głowie wciąż miało się niewyjaśnioną sprawę śmierci jego podopiecznych w wojsku, której mrok gotował wszystkich, którzy próbowali go oczerniać wszędzie w mediach.
Jednak nie planował, by w ich relacji coś teraz ucierpiało. Nawet jeżeli wyglądał teraz fizycznie i psychicznie jak wrak człowieka, tak Riley była jego największym motorem napędowym do walki ze wszelakim złem, które próbowało go doszczętnie złamać. Ludzie, którym podpadł, znali Riley doskonale; głównie z jego opowieści, w których opowiadał wszystkim, jaką cudowną kobietę miał przy sobie i jak po długim, niezbyt udanym małżeństwie z Florence finalnie napotkał na swojej drodze kogoś, kto potrafił go tak idealnie zrozumieć.
Jej reakcja i sam dźwięk słów „pańska żona” zrobiły na nim tak gigantyczne wrażenie, że nie potrafił się na niczym innym w szpitalu skupić. W końcu, jakby nie patrzeć, wciąż tkwił w jednym, jeszcze niezakończonym formalnie małżeństwie, które już dawno powinno zostać tylko i wyłącznie historią. Od pierwszego, tak bardzo namiętnego wieczoru z Riley jego kontakt z żoną całkowicie się urwał, a on sam wiedział, że dla Florence rozpad tej relacji nie był niczym zaskakującym. W końcu przez cały okres ich małżeństwa znał całą listę jej kochanków, wiedząc o wszystkich przelotnych relacjach, których się dopuszczała, w trakcie kiedy w Internecie kreowali się na zgrane małżeństwo. W przypadku Prima było inaczej. Davis była jego pierwszą i jedyną kochanką, dla której był gotów wziąć rozwód nawet kolejnego dnia. Nigdy, nawet przez sekundę, przy blondynce nie potrafił poczuć takiej chemii, którą poczuł do kobiety, która przez długi czas pozostawała tylko i wyłącznie jego przyjaciółką..
Nigdy nie żałował momentu, w którym pierwszy raz doszło między nimi do zbliżenia, a ostatecznie nawet i seksu. Dla Prima był to pierwszy raz, kiedy tak namiętnie zbliżył się do kogoś, czując prawdziwość każdego dotyku, pocałunku czy gestu. Po wszystkim, kiedy musiał wrócić do wojska, ten pierwszy raz był dla niego chwilą, która nie potrafiła wyjść z jego głowy przez długie tygodnie. Potem, kiedy zaczęli się ze sobą regularnie spotykać, uświadomił sobie, że nigdy nie może doprowadzić do momentu, w którym mógłby stracić Riley; bo, szczerze mówiąc, po prostu się zakochał.
To, że trochę narzekał, nie świadczyło o tym, że nie doceniał wszystkiego, co dla niego robiła. W końcu Prim był człowiekiem, któremu często zdarzało się nie dopuszczać do świadomości, że działa mu się krzywda. Wystarczyło jedno, nawet niedopowiedziane słowo, by wykorzystać ten fakt i odsunąć wszelakie myśli, które podpowiadały mu, że potrzebował pomocy. - Nie wygram, co? - zapytał, znając z góry możliwą odpowiedź. Nawet gdyby lekarz faktycznie stwierdził, że Primose był już zdrowy i nie potrzebował wsparcia, to i tak Riley będąc jednocześnie przyjaciółką i kochanką zrobiłaby po swojemu. Dla mężczyzny było to jednocześnie słodkie i zabawne widzieć ją tak zaangażowaną w owijanie go bandażami. Takie małe gesty sprawiały, że nie potrzebował już więcej wojska czy adrenaliny, by odnaleźć swój sens, który od początku połączył go z jego ciemnowłosą partnerką.
- Nie wiem, za kogo mnie masz. Chciałbym po prostu odpocząć u boku mojej najlepszej przyjaciółki - odparł na zarzuty, śmiejąc się pod nosem. Oczywiście, że marzył tylko o tym, by Riley wtuliła się w jego ramiona i przez długi czas z nich nie wychodziła. Ostatnie wydarzenia w jego życiu tylko utwierdziły go w przekonaniu, że największą przyjemnością nie były osiągnięcia na wojskowych poligonach, a spokojne i romantyczne chwile u boku kobiety, która zmieniła jego życie na lepsze. - Tak? - odpowiedział, przykładając głowę do poduszki, wiedząc, że czekała go jeszcze niezbyt sympatyczna niespodzianka.
- Poważnie? - zapytał, mrugając trzykrotnie. Naprawdę? Nawet w takich chwilach musiała ponownie zacząć temat jego nieudanego małżeństwa? Przecież wiedziała, że jego i Florence nigdy nie łączyło szczere uczucie i że pokazywał to za każdym możliwym razem, kiedy każdą pojedynczą przepustkę spędzał u boku ciemnowłosej kochanki w jej mieszkaniu. - Aż tak ci ona uwiera? Ale dobrze. Mogę ją dla ciebie zdjąć, tylko powiedz mi. Ciągle się obawiasz, że kiedyś wrócę do Florence? - zapytał. Nie z złości, tylko z troski, ponieważ zaczął się obawiać, czy to aby na pewno mu ufała, kiedy za każdym razem powtarzał, że jego małżeństwo było zamkniętym epizodem, bez możliwości żadnego powrotu.
riley davis
30 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
strażaczka Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
the world was on fire, and no one could save me but you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Być może w ogóle nie należało myśleć o tym co mogło im przynieść jutro. Powinna skupić się na teraźniejszości i docenić to co w tamtym momencie miała. Był przy niej i tylko to powinno się liczyć. Dlaczego nie mogła wyrzucić z głowy czarnych scenariuszy i po prostu cieszyć się obecnością mężczyzny? Rozmyślania o tym co dalej mogło się między nimi wydarzyć, wpędzały ją w dziwny nastrój; budziły niepokój. Z jednej strony przerażało ją to jak bardzo jej na nim zależało, a z drugiej… drżała na samą myśl o tym, że mogłoby go zabraknąć.
Davis, jak na swój młody wiek, straciła już wiele w swoim życiu - może nawet zbyt wiele, w dodatku nadal z tą stratą nie była w pełni pogodzona, choć na pozór radziła sobie świetnie. Dzięki przyjacielowi zaczęła stawać na nogi - normalnie funkcjonowała, pracowała, spotykała się ze znajomymi. Psychicznie jednak była krucha i trudno było jej to przyznać. Wrażliwa. Zraniona. Słaba. Nie znosiła tego uczucia i nie chciała też być w ten sposób przez kogokolwiek odbierana.
Nie zarejestrowała nawet dokładnie reakcji samego Primose na tę pomyłkę lekarza. Czy rozbawiło go to? Czy uważał, że to głupie, że próbowała na siłę wpasować się w tą narzuconą jej nagle rolę i nie wychodziła z niej aż do tego momentu? A może jednak myśl o tym, że mieliby zostać małżeństwem mu się podobała? Naprawdę nie zastanawiała się nad tym w tamtej chwili. Za mocno ją to wszystko zaskoczyło i chyba podświadomie ucieszyło - nawet jeśli nie miała przyznać tego na głos, nie teraz. Dopiero po powrocie do mieszkania wszelkie obawy i wątpliwości zaczęły w nią uderzać, przez co, niestety, całą swoją frustrację zaczęła powoli wylewać na Quinna. To nie tak, że wcześniej tej przeklętej obrączki nie zauważała. Tego wieczoru jednak jej widok bolał znacznie bardziej niż dotychczas.
Stała przy łóżku bez słowa, wlepiając w niego wzrok z lekko naburmuszoną miną i rękoma wciąż skrzyżowanymi na piersiach. Już zdążyła pożałować, że poruszyła ten temat, bo właściwie nie powinno jej to w ogóle obchodzić. To on zdradzał żonę - żonę, której podobno nigdy nie kochał, ale to przecież bez znaczenia! Wiedziała, że takimi scenami zazdrości przeczy sama sobie. Nie mieli zamiaru się ze sobą wiązać, mógł więc robić co chciał - nawet sypiać z kim popadnie. Ałć…
Niczego się nie obawiam — wycedziła cicho przez zęby i w końcu usiadła na brzegu materaca z ciężkim westchnieniem — To jest po prostu chore. Twierdzisz, że między wami nic nie ma. Przyjeżdżasz tutaj, pieprzysz się ze mną, a tymczasem nadal nosisz na palcu symbol swojej miłości i wierności dla Florence — wytłumaczyła cierpliwie i wzglednie spokojnie, jak na jej standardy, zaznaczając jednak przesadnie ostatnie słowa z nutką kpiny — Nie chcę żebyś robił tego dla mnie, Prim. Chcę, żebyś sobie uświadomił jakie to pojebane.
Westchnęła raz jeszcze, pocierając dłońmi twarz i zmęczone oczy. Opadła w końcu na poduszkę obok niego - nie w objęciach, ale na tyle blisko, by ją czuł. Pozwoliła sobie tylko na to, by chwycić go za dłoń i spleść ich palce ze sobą.


Primose Quinn
mów jak chcesz
angielskie wyjścia
32 y/o
For good luck!
185 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Problem polegał na tym, że znajdowali się w punkcie, w którym nie dało się nie myśleć o tym, co miało przynieść jutro. Gdzie nie spojrzeć, wszędzie można było znaleźć nagłówki określające mężczyznę jako jednego z największych przestępców, którzy aktualnie chodzili wolno po mieście. Również jego rany były takim dodatkiem, który przez długie tygodnie będzie zarówno jemu, jak i kobiecie przypominać nie tylko o dramacie, który właśnie przeżywał, ale też nie pozwoli skupić się na nich przez pryzmat jego niedokończonego małżeństwa. Był to najgorszy okres, w którym można było myśleć o rozwodzie. W momencie, w którym był wszędzie skończony, rozwód byłby idealną szansą dla Florence na zdobycie wszystkiego, co przez lata zostało zaoszczędzone i kupione w trakcie ich nieudanego i sztucznego małżeństwa.
Primose był mężczyzną, który unikał oceniania, a tym bardziej krytykowania innych osób. Przez długie lata dzieciństwa, w którym na co dzień musiał wysłuchiwać licznych wulgaryzmów i doświadczać słownej przemocy, nauczył się, jak potężną bronią były słowa. Będąc przy Riley, chciał ją jedynie wspierać; być w każdym możliwym momencie, kiedy potrzebowała jego pomocy, ale też odsunąć się, kiedy zechce być sama. Inaczej wyglądało to w wojsku, gdzie przez wykonywany zawód musiał czasem być agresywny, wulgarny i stanowczy, by nie pozwolić sobie na insubordynację ze strony młodszych rekrutów. Zwłaszcza ostatnia grupa, przez którą nastąpił szereg przykrych wydarzeń od początku chciała stanąć mu na głowie i na siłę pokazać, jak doskonałymi będą w przyszłości żołnierzami. Brak posłuszeństwa, głupie wybryki i niesłuchanie się poleceń sprawiły, że teraz niewinny człowiek jak on musiał dociekać prawdy, ponieważ prawie wszyscy, oprócz dziewczyny, pokazali mu… jak łatwo jest ocenić drugiego człowieka bez żadnych dowodów.
Czy był zły? Raczej rozbawiony całą zaistniałą sytuacją. Trudno było być złym w momencie, w którym kobieta, która przez cały czas była przy nim, mocno się przejęła i ani przez sekundę nie wyszła z roli jego żony. Wręcz utwierdziło go to w przekonaniu, że pomiędzy nimi coraz bardziej kiełkowała miłosna relacja i że nawet te ich… czasem dziecinne ucieczki przed przyznaniem się do prawdy nie sprawiały, że wewnętrznie oboje byli już bardziej niż pewni, że dawno przestali być tylko przyjaciółmi czy kochankami. Coraz bardziej mogli nazywać się parą. Przez to, ile czasu spędzał u niej; nawet przed tym całym niefortunnym zbiegiem wydarzeń. Kochał ją. I choć jeszcze nie powiedział jej tego wprost, bardzo pragnął, by pomiędzy nimi coraz częściej i mocniej dochodziło do takich scen, w których osoby trzecie będą ich jeszcze bardziej przekonywać do poważniejszych kroków w ich pięknej relacji
Nie ruszał go temat jego małżeństwa… którego właściwie nie było. Jeżeli miała być jedna rzecz, o której mógłby powiedzieć, że była największą porażką w jego życiu; była to jego relacja z Florence. Nigdy nie kochał kobiety. Żałował jedynie, że przez obecną sytuację jego sprawa rozwodowa będzie się ciągnąć tygodniami, a nawet miesiącami, bo jako rozpoznawalna tenisistka na pewno zatrudni najlepszych prawników, by wycisnąć z ich małżeństwa wszystko, co było możliwe. Ale w tym momencie rozwód był ostatnią rzeczą, o której chciał myśleć. Potężny ból na całym ciele sprawiał, że nawet nie miał siły myśleć o żonie i o tym, jak jego oszczędności zostaną wyczyszczone w momencie, w którym dowie się, że to on pierwszy złożył papiery rozwodowe.
- To dlaczego pytasz? - zapytał cicho, spoglądając na kobietę, którą ewidentnie gryzł ten temat i która dopiero teraz odważyła się powiedzieć o nim otwarcie. - A kiedy miałem się rozwieść? Pieprzenie się z tobą, jak ty to mówisz, zajmowało mi każdą wolną chwilę na przepustkach. Nawet kiedy nie jesteśmy razem, doskonale wiesz, że pomieszkuję u przyjaciela, byle nie widzieć się z Florence. Naprawdę potrzebujesz teraz papierka, by dostrzec, że jesteś dla mnie najważniejsza? - dopytał, odczuwając większy ból po tym, jak odważył się wypowiedzieć dłuższe zdanie. Lekko się na niej zawiódł, zwłaszcza że wydawało mu się, że robił wszystko, co powinien, by nie miała żadnych większych obaw, że jest tylko jej.

riley davis
30 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
strażaczka Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
the world was on fire, and no one could save me but you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miał prawo być nią zawiedziony. W tamtym momencie powinna skupić się na nim; na tym, że w jego życiu rozgrywał się dramat i że bał się tego, co go czeka. Jak mogła myśleć tylko o sobie? Zachowywała się jak rozwydrzone dziecko, które ma na względzie tylko własne potrzeby i uczucia. Jakby zupełnie nie obchodziło jej to przez co przechodził. Mimo czułości jaką mu okazywała oraz tego, że była wobec niego opiekuńcza, zdążyła pokazać się także z tej najgorszej strony. Najpierw zakpiła z jego obaw, a potem naskoczyła na niego z powodu, który po dłuższym przemyśleniu, wydał się jej tak błahy, w obliczu tego wszystkiego co przeżywał.
Bo akurat taki miała kaprys. Bo akurat dziś, fakt że Prim miał żonę, zaczął jej przeszkadzać.
Zachowywała się samolubnie, kierując się wyłącznie tym, co dla niej było wygodne. Nie powinna tak go traktować. Nie jego - człowieka, który trwał przy niej, bez względu na wszystko i który zjawiał się w progu mieszkania na każde jej zawołanie. Był dla niej zdecydowanie lepszym przyjacielem niż ona kiedykolwiek potrafiła być w stosunku do niego. Tej nocy, ostatnie czego potrzebował to jej niedojrzały wyskok i pretensje. Zamiast zapewnić mu spokój i odpoczynek, rozzłościła go i sprawiła jedynie, że jeszcze bardziej się nią rozczarował. Nie potrafiła się powstrzymać, ugryźć w język. Reagowała impulsywnie, zupełnie nie zważając na szkody jakie mogły nieść za sobą jej czyny i słowa. Mówiła, zanim pomyślała. Czemu tak na nią działał? A raczej… czemu tak negatywnie działała na nią myśl, że Primose nigdy w pełni nie należał do niej.
Sama już nie wiem… — wyszeptała, kładąc się na plecach i wbiła wzrok w sufit, chcąc uniknąć spojrzenia mężczyzny. Słuchała go w milczeniu, boleśnie przygryzając przy tym wnętrze policzka, jakby to miało ją powstrzymać przed wybuchem - płaczu albo złości, tego też nie była do końca pewna.
Niczego nie potrzebuję. Zapomnij, że poruszyłam ten temat — pokręciła tylko głową, nadal na niego nie patrząc, wciąż tylko trzymając jego dłoń w swojej — Jesteś dużym chłopcem, zrobisz z tym co zechcesz. Nie będę się w to już mieszać nigdy więcej. — stwierdziła po chwili, gdy jakimś cudem opanowała nerwy, a jej głos na powrót przybrał swój dawny, zobojętniały ton.
Kiedy po kilku minutach odważyła się na niego spojrzeć, leżał z przymkniętymi już powiekami. Riley patrzyła na niego jeszcze przez jakiś czas, wsłuchując się w jego nierówny oddech. Wymknęła się z łóżka dopiero mając pewność, że zasnął.


Koniec

Primose Quinn
mów jak chcesz
angielskie wyjścia
ODPOWIEDZ

Wróć do „#14”