Ich przyszłość? Nie wyobrażał sobie innej przyszłości, niż ta u boku Riley. Nie tylko dlatego, że potrafili idealnie łączyć ze sobą przyjaźń i romans, ale dlatego, że przy kobiecie finalnie znalazł ciepło i spokój, które szukał całe życie. Ciężko mu było wracać myślami do momentów z okresu jego młodości, które nigdy nie należały do przyjemnych przez pryzmat relacji z rodzicami, ale właśnie dlatego teraz potrafił tak bardzo docenić każdą chwilę u boku ciemnowłosej piękności. Szczerze? Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się na poważnie myśleć o przyszłości. Głównie dlatego, że się jej obawiał. Obawiał się momentu, w którym ich relacja stanie się oficjalna, a oni obawiając się utraty, tylko jeszcze bardziej doprowadzą do rozpadu tego, co ich łączyło. Na dodatek ciężko było myśleć o wspólnej przyszłości, kiedy na głowie wciąż miało się niewyjaśnioną sprawę śmierci jego podopiecznych w wojsku, której mrok gotował wszystkich, którzy próbowali go oczerniać wszędzie w mediach.
Jednak nie planował, by w ich relacji coś teraz ucierpiało. Nawet jeżeli wyglądał teraz fizycznie i psychicznie jak wrak człowieka, tak Riley była jego największym motorem napędowym do walki ze wszelakim złem, które próbowało go doszczętnie złamać. Ludzie, którym podpadł, znali Riley doskonale; głównie z jego opowieści, w których opowiadał wszystkim, jaką cudowną kobietę miał przy sobie i jak po długim, niezbyt udanym małżeństwie z Florence finalnie napotkał na swojej drodze kogoś, kto potrafił go tak idealnie zrozumieć.
Jej reakcja i sam dźwięk słów „pańska żona” zrobiły na nim tak gigantyczne wrażenie, że nie potrafił się na niczym innym w szpitalu skupić. W końcu, jakby nie patrzeć, wciąż tkwił w jednym, jeszcze niezakończonym formalnie małżeństwie, które już dawno powinno zostać tylko i wyłącznie historią. Od pierwszego, tak bardzo namiętnego wieczoru z Riley jego kontakt z żoną całkowicie się urwał, a on sam wiedział, że dla Florence rozpad tej relacji nie był niczym zaskakującym. W końcu przez cały okres ich małżeństwa znał całą listę jej kochanków, wiedząc o wszystkich przelotnych relacjach, których się dopuszczała, w trakcie kiedy w Internecie kreowali się na zgrane małżeństwo. W przypadku Prima było inaczej. Davis była jego pierwszą i jedyną kochanką, dla której był gotów wziąć rozwód nawet kolejnego dnia. Nigdy, nawet przez sekundę, przy blondynce nie potrafił poczuć takiej chemii, którą poczuł do kobiety, która przez długi czas pozostawała tylko i wyłącznie jego przyjaciółką..
Nigdy nie żałował momentu, w którym pierwszy raz doszło między nimi do zbliżenia, a ostatecznie nawet i seksu. Dla Prima był to pierwszy raz, kiedy tak namiętnie zbliżył się do kogoś, czując prawdziwość każdego dotyku, pocałunku czy gestu. Po wszystkim, kiedy musiał wrócić do wojska, ten pierwszy raz był dla niego chwilą, która nie potrafiła wyjść z jego głowy przez długie tygodnie. Potem, kiedy zaczęli się ze sobą regularnie spotykać, uświadomił sobie, że nigdy nie może doprowadzić do momentu, w którym mógłby stracić Riley; bo, szczerze mówiąc, po prostu się zakochał.
To, że trochę narzekał, nie świadczyło o tym, że nie doceniał wszystkiego, co dla niego robiła. W końcu Prim był człowiekiem, któremu często zdarzało się nie dopuszczać do świadomości, że działa mu się krzywda. Wystarczyło jedno, nawet niedopowiedziane słowo, by wykorzystać ten fakt i odsunąć wszelakie myśli, które podpowiadały mu, że potrzebował pomocy.
- Nie wygram, co? - zapytał, znając z góry możliwą odpowiedź. Nawet gdyby lekarz faktycznie stwierdził, że Primose był już zdrowy i nie potrzebował wsparcia, to i tak Riley będąc jednocześnie przyjaciółką i kochanką zrobiłaby po swojemu. Dla mężczyzny było to jednocześnie słodkie i zabawne widzieć ją tak zaangażowaną w owijanie go bandażami. Takie małe gesty sprawiały, że nie potrzebował już więcej wojska czy adrenaliny, by odnaleźć swój sens, który od początku połączył go z jego ciemnowłosą partnerką.
- Nie wiem, za kogo mnie masz. Chciałbym po prostu odpocząć u boku mojej najlepszej przyjaciółki - odparł na zarzuty, śmiejąc się pod nosem. Oczywiście, że marzył tylko o tym, by Riley wtuliła się w jego ramiona i przez długi czas z nich nie wychodziła. Ostatnie wydarzenia w jego życiu tylko utwierdziły go w przekonaniu, że największą przyjemnością nie były osiągnięcia na wojskowych poligonach, a spokojne i romantyczne chwile u boku kobiety, która zmieniła jego życie na lepsze.
- Tak? - odpowiedział, przykładając głowę do poduszki, wiedząc, że czekała go jeszcze niezbyt sympatyczna niespodzianka.
- Poważnie? - zapytał, mrugając trzykrotnie. Naprawdę? Nawet w takich chwilach musiała ponownie zacząć temat jego nieudanego małżeństwa? Przecież wiedziała, że jego i Florence nigdy nie łączyło szczere uczucie i że pokazywał to za każdym możliwym razem, kiedy każdą pojedynczą przepustkę spędzał u boku ciemnowłosej kochanki w jej mieszkaniu.
- Aż tak ci ona uwiera? Ale dobrze. Mogę ją dla ciebie zdjąć, tylko powiedz mi. Ciągle się obawiasz, że kiedyś wrócę do Florence? - zapytał. Nie z złości, tylko z troski, ponieważ zaczął się obawiać, czy to aby na pewno mu ufała, kiedy za każdym razem powtarzał, że jego małżeństwo było zamkniętym epizodem, bez możliwości żadnego powrotu.
riley davis