ODPOWIEDZ
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
169 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Walentynki kilka lat temu...
Zawsze czuła dziwną niezręczność tego jednego dnia w roku. Na samą myśl skręcało jej, gdy zaczynała myśleć o randce walentynkowej. Czym ona właściwie była? Sztucznym świętem, kiedy pary nagle o sobie przypominały. Traktowała je, odkąd pamiętała z dziwną rezerwą. Wszędzie pełno zakochanych par, obdarowujących się buziaczkami, a ona potrzebowała odrobiny wolności.
Stąd nie wiedziała i nie rozumiała, dlaczego zgodziła się na randkę. Jeżdżenie na lodzie, grzaniec mogły być spełnieniem pewnych oczekiwań. Tylko to było sztuczne. Mimo to wypatrywała własnej randki, spoglądając nerwowym wzrokiem na lodowisko. Nie potrafiła jeździć. Ze wszystkich zdolności, które posiadała, ta była wręcz niemożliwa dla niej do odblokowania. Za każdym razem wywalała się, bardziej jeździła niż chodziła. To będzie czysta katastrofa.
Wystroiła się praktycznie jak szczur na otwarcie kanału, a skończy, jakby zaczęła się jej biegunka przez ilość upadków na pośladki. Na samą myśl wszystko zaczynało ją boleć. Dobrze, że jej towarzysz wydawał się być odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Przy nim choć na moment zapomni, że zgodziła się na czystą torturę. Randka z teorii wyglądała wręcz perfekcyjnie.
Cześć — rzuciła, kiedy tylko pojawił się na horyzoncie. Zaraz poprawiła nerwowo swoją czapkę, unosząc delikatnie kąciki ust. Miała nadzieję, że pod sporą ilością warstw dalej wyglądała względnie atrakcyjnie. Chciała spędzić miło wieczór — jesteś pewny tego lodowiska? — może dlatego zadała jeszcze to jedno pytanie. Mógł zmienić zdanie, zabrać ją na gorącą czekoladę gdzieś, gdzie mogliby ugrzać dupsko. Chociaż kto wie? Może Alexander zostanie prawdziwym bóstwem, które nauczy Charity jeździć na lodzie.
Na pewno się wywalę — zaśmiała się nerwowo, wkładając niesforny kosmyk włosów za ucho. Widziała oczami wyobraźni katastrofę. Gdzieś kątem oka spojrzała na pingwinki. Była na nie za duża, zostanie jej wyłącznie jazda przy barierce.

Alexander Hall
27 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Alexander zwykle nie zawracał sobie głowy walentynkami. Traktował ten dzień jak każdy inny, a różowe wystawy sklepowe i wszechobecny zapach tanich czekoladek omijał z szerokim uśmiechem politowania. W jego świecie związki rzadko przekraczały magiczną barierę trzech miesięcy - zazwyczaj był to intensywny, krótki sprint, po którym następował długi okres singlowania, który pasował mu najbardziej. Żadnych zobowiązań, żadnych wspólnych planów na luty i żadnego zimowego Netflix&Chill.
Ale z Charlotte Kovalski wszystko od początku potoczyło się... inaczej.
Poznał ją w barze i w pierwszej chwili zarejestrował tylko to, że była nieprzyzwoicie seksowna. Była tą kobietą, na którą patrzysz i od razu wiesz, że będzie wyzwaniem. Szybko okazało się, że pod tą powłoką kryła się błyskotliwa i ostra jak brzytwa przyszła pani adwokat. Ostatni wieczór, który spędzili razem, nie zostawił mu złudzeń - ta kobieta naprawdę miała w sobie ogień, który trudno było ugasić. Kiedy więc okazało się, że oboje mają wolny wieczór akurat czternastego lutego, zamiast uciec w swoją standardową rutynę, Alex rzucił propozycję. Lodowisko. Może dlatego, że była zima, a on na lodzie czuł się pewniej niż gdziekolwiek indziej, a może po prostu chciał zobaczyć, jak ta zawsze opanowana kobieta poradziłaby sobie w warunkach, których nie dało się kontrolować paragrafami. Pojawił się na miejscu z łyżwami przerzuconymi przez ramię. Szybko odnalazł Charlotte w tłumie.
- No hej, piękna - przywitał ją szybkim buziakiem w policzek, po czym pociągnął w kierunku ławeczek tuż obok, żeby mogli zmienić buty na łyżwy. Zauważył, jak Lottie nerwowo poprawiła czapkę i zerknęła w stronę lodowiska, jakby było jakąś pułapką. Na pytanie o to, czy jest pewny tego lodowiska, odpowiedział tylko tym swoim rozbawionym spojrzeniem. - Pewnie, że tak. Odrobinę lodu nam się przyda, bo ostatnio było między nami aż za gorąco, nie uważasz?
Usiadł obok niej na ławce i bez pytania sięgnął po jej łyżwy, żeby pomóc jej je poluzować.
Na pewno się wywalę.
- Spokojnie, nic ci się nie stanie, Charlotte - powiedział, uśmiechając się do niej łagodnie. - Będę cię trzymał za rękę przez cały czas, dopóki nie uznasz, że sama dajesz radę. A znając ciebie, pewnie po dziesięciu minutach będziesz chciała się ścigać. Dawaj nogę, zawiążę ci to porządnie, żebyś się nie wywaliła... No, gotowe.
Wyprostował się, po czym zdjął swoje buty i sprawnie wsunął stopy w dobrze dopasowane łyżwy. Sznurówki zacisnął i związał kilkoma wprawnymi ruchami, a następnie wstał, czując pod nogami dobrze znaną mu twardość płóz. Bez zbędnego czekania chwycił ją mocno za rękę, splótł ich palce ze sobą i pociągnął ją lekko w stronę barierki oddzielającej ich od tafli.
- Nie bój się. Po prostu trzymaj się mnie i nie myśl o grawitacji. Ja zajmę się resztą.
Po tych słowach wprowadził Lotkę na lód jednym, zdecydowanym ruchem i skrócił dystans między nimi tak, by mogła poczuć oparcie w jego ramieniu. Jedną ręką mocno objął ją w talii, stabilizując jej niepewne ruchy, a drugą splótł z jej dłonią tuż przed nimi.
No i ruszyli, zostawiając daleko w tyle bezpieczną barierkę.

Charlotte Kovalski
isiek
wszystko git jest
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
169 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Alexander Hall

Uśmiechnęła się szerzej, gdy go tylko zobaczyła. Na jej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce. Choć bała się lodowiska, to zjawienie się Alexandera, dało przebłysk radości. Podobnie ten krótki buziak. Czy było coś, czego mogłaby bardziej wyczekiwać? Choć walentynki były sztucznym świętem, tak przy nim czuła się bardziej zrelaksowana, tak jak przy nikim innym.
Jesteś... — zaczęła, przegryzając dolną wargę. Wpatrzyła się w niego dłużej niż powinna. Miał ten charakterystyczny błysk w oku, dla którego dałaby się pokroić — niemożliwy — dodała po chwili, śmiejąc się krótko. Nigdy nie usłyszała takiego tekstu, rozluźnił atmosferę przez ten krótki moment — normalny facet chciałby rozgrzać atmosferę, a ty chcesz ją ugasić? Taka kiepska byłam? — spytała żartobliwym tonem, próbując pociągnąć dalej żart. Tamta noc była idealna. Dawno nikt nie potrafił sprawić, że robiło się jej gorąco na samą myśl. Aż zrobiłaby powtórkę. Może... po lodowisku wskoczyliby do jej apartamentu?
A jak ktoś mi przejdzie po palcach łyżwami? — spytała poważnym tonem, unosząc przy tym jedną brew. Wystarczyła jedna katastrofa, która utkwiła ją w pamięci podczas czytania. JEDNA. Cały czas się jej mocno trzymała, nawet kiedy przy sobie przystojniaka. Potrafił on odpędzić od niej czarne myśli.
Na pewno, Alex? — spytała, słysząc o trzymaniu za rękę. Dzieckiem nie była, ale przy nim czuła się bezpieczniej. Jak gdyby jazda na lodzie, nie miała zakończyć się tragicznie — no dobrze... — mruknęła finalnie i skinęła głową. Dała mu się oporządzić. Była dużą dziewczynką, dałaby sobie radę, a jednak cieplej na sercu robiło się na ten widok — dziękuję — mruknęła, wstając na równe nogi. Zaraz zaczęła iść przed siebie, krocząc powolnym krokiem. Bardziej przypominała w tej chwili pingwina.
Ufam Ci, wiesz? — zagadnęła, wchodząc na taflę lodu. Spięła całe ciało, ale był przy niej. Bardziej skupiała się na jego cieple niż na ruchach nogami — jezu — mruknęła pod nosem, tracąc pierwszy raz równowagę — i co ja mam teraz robić? — aż chciałoby się spytać: jak żyć? Ale w tym momencie bardziej pasowałoby pytanie, jak jeździć i się nie połamać?
Alex, możemy wrócić? — spytała, chwytając go mocniej za ramię. Cała prosta jak deska, każdy mięsień spięty, a Lotte liczyła tylko w głowie sekundy, aż zaliczy przepiękną glebę wprost na dupę razem z nim. Jednak lód ją przerastał — jak się jeździ? — wydukała przerażona. Mógł być przy niej, ale strach brał górę. Podobnie jak wizje odciętych palców. Kiedy wychodziła z domu zdążyła się naczytać i choć normalnie była optymistką, tak czując realne zagrożenie, nie była w stanie powstrzymać katastroficznych myśli.
27 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie znali się długo, ale Alex zawsze uważał, że życie jest zbyt krótkie na skomplikowane scenariusze. Lubił dobrą zabawę i brak zobowiązań - a takie właśnie były początki każdej jego relacji z kobietą - dlatego ten układ był dla niego jasny, wygodny i zadowalający, zwłaszcza po wspólnie spędzonej nocy. Doszedł nawet do wniosku, że po prostu fajnie im było razem - a przynajmniej według niego. Bez zbędnych pytań o przeszłość, bez żadnych dram… po prostu czysta, niezobowiązująca chemia i zabawa. To wszystko sprawiało, że nawet tak absurdalny pomysł jak wyciągnięcie Lotki na łyżwy w walentynki wydawał mu się strzałem w dziesiątkę. A tego, że właściwie to bała się jeździć na łyżwach, dowiedział się dopiero później.
- Kiepska? Słońce, byłaś tak dobra, że musiałem zabrać cię na lód, żeby ochłonąć - parsknął śmiechem i puścił jej perskie oczko. - Potraktuj to jako grę wstępną.
Zaśmiał się pod nosem i trącił delikatnie ramieniem o jej ramię, nie rozluźniając uścisku w talii i nie puszczając jej dłoni. Zatrzymał się na moment, pozwalając jej złapać rytm. Rozejrzał się po nieco zatłoczonym lodowisku, a potem znów zawiesił wzrok na jej przerażonej twarzy. Czuł, że Lotta nie czuła się zbyt pewnie na łyżwach - co chwila traciła równowagę, a jej środek ciężkości raz uciekał na lewą, a raz na prawą stronę. A kiedy poczuł, że zaraz jej nogi po prostu rozjadą się na boki, jeszcze mocniej zacisnął ramię na jej talii, niemal unosząc ją nieco w górę w taki sposób, że płozy ledwo dotykały lodu.
A jak ktoś mi przejdzie po palcach łyżwami?
No i znowu musiał się zaśmiać. Jakby co - w jego śmiechu nie było drwiny, tylko pewien rodzaj… hm… rozczulenia, że taka opanowana, pewna siebie kobieta potrafiła nakręcić się na jeden, czarny scenariusz. Przecież takie historie to grali tylko w telewizji.
- Po pierwsze: nikt ci nie przejedzie po palcach, bo nie zamierzam cię puszczać nawet na sekundę - zaczął, wskazując na swoje ramię, którym dalej obejmował ją w talii. - Po drugie: musiałabyś leżeć z rozłożonymi dłońmi na lodzie, a ja mam zamiar trzymać twoje ręce zdecydowanie wyżej.
I co ja mam teraz zrobić? Alex, możemy wrócić? Jak się jeździ? Odetchnął głęboko. Normalnie pewnie szybko by się zirytował, ale dziś miał anielską cierpliwość - tak, nawet jego to zdziwiło. Przy pierwszej lepszej marudzie po prostu odpuściłby temat, ale z Lottą było trochę inaczej. Chciał tu być. Poza tym wiedział, że gdyby teraz odpuścił, Lotta już nigdy więcej nie założyłaby łyżew.
- Spokojnie, Lotta, jesteś sztywna jak struna - mruknął wprost do jej ucha. Każdy jej mięsień zapewne krzyczał o ratunek, jeśli nigdy wcześniej nie jeździła na łyżwach. On zapewne wolałby, żeby krzyczała z innego powodu, ale o tym później. - Spójrz na mnie - zażądał po chwili, nadal mocno ją trzymając. - Jak się jeździ? Przede wszystkim, przestań walczyć z grawitacją i nie patrz pod nogi, lód nigdzie nie ucieknie. Patrz na mnie. Ugnij lekko kolana, o tak... - delikatnie nacisnął na jej biodra, wymuszając stabilniejszą pozycję. - Środek ciężkości nisko. I teraz nie próbuj iść, bo to nie chodnik. Odpychaj się krawędzią łyżwy lekko w bok, jakbyś chciała coś odgarnąć nogą - zrobił powolny, płynny ruch, niemal niosąc ją ze sobą, by poczuła ten specyficzny ślizg. - Widzisz? Jedziemy - wciąż obejmował ją mocno w talii. Czuł bijący od niej lęk, ale czuł też - ba, wiedział, bo mu to powiedziała - że mu ufała. To sprawiało, że miał ochotę ją przytulić, tak bardzo urocza była w tym wszystkim. - No, pingwinku. Jeszcze raz. Odepchnij się lewą nogą. Śmiało, jestem tu.
Ktoś ich wyminął, ktoś w oddali śmiał się głośno po wywrotce, rozległ się nawet radosny pisk dziecka - a oni odpychali się powolutku od lodu, uzależnieni tylko i wyłącznie od tempa i odwagi Lotty. I tak w ogóle to zaczął padać śnieg, przez co w jej włosach lądowały maleńkie płatki śniegu, o.

Charlotte Kovalski
isiek
wszystko git jest
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
169 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Alexander Hall

Nie znali się długo, nie wiedzieli o sobie nic poza wystarczającymi informacjami, ale dla niej było to wszystko, czego potrzebowała. Czasami te najprostsze spotkania wydawały się być najlepsze. Bez zobowiązań, bez obowiązków, po prostu trwały, dając żyć i przeżyć. W trakcie stażu w kancelarii miała do czynienia ze zbyt wielką ilością problemów. Rozwody, sprawy karne, pozwy cywilne. Wszystko za bardzo weszło jej do głowy, a potrzebowała jedynie odpoczynku. Dlatego wizja spotkania z Alexem, nawet na lodowisku, wydawała się być dla niej tak najzwyczajniej w świecie prosta, wygodna, przede wszystkim przyjemna.
Musisz odpocząć przed drugą rundą? — zaśmiała się krótko, unosząc kącik ust. Spotkanie w łóżku było prostsze, skuteczniejsze i bardziej przyjemne, niż lodowisko. Przy zbyt dużej ilości upadków groziła biegunka. Przed mokrymi portkami nikt nie ucieknie — niech będzie, ale wolałabym ją przeżyć — rzuciła już półserio, półżartem. Nie wierzyła w przypadki. Dzisiejszy horoskop zwiastował jej nieszczęście. Najwyżej dzisiejsza randka zakończy się na lodzie, a nie w jej wielkim łóżku.
Hall dawał poczucie bezpieczeństwa. Na łyżwach nikt poza nim się nie liczył. Próbowała jechać przed siebie, a jego dotyk był kojący. Każdy ruch nogą groził zawałem. Widziała oczami wyobraźni, jak wykonują przez nią fikołka na lodzie, a później każdy człowiek na lodowisku przejeżdża po nich. Mimo to próbowała skupić się tylko na nim. Na tych dłoniach, które mocno ją trzymały, sprawiając, że powoli się relaksowała.
Obiecujesz, że nikt mi po nich nie przejdzie? — spytała ciut straszliwym tonem. Zęby miała mocno zaciśnięte — niech będzie, że Ci ufam — chociaż nie w stu procentach, to musiała się na niego zdać. Co to za poważna pani prawnik nie potrafiąca jeździć na lodzie? Pewnie całkiem normalna.
A jaka mam być? — spytała ze zmarszczonymi brwiami i tracąc równowagę. Powinna się skupić na jednym. Nie była multizadaniowa. Albo jazda, albo Alex. Wybrała Hall'a. — dobrze — mruknęła, odwracając głowę — patrze — i wcale nie liczyły się dla niej tylko jego tęczówki. Słowa mężczyzny odbiły się od niej echem, ale posłuchała. Obniżyła biodra oraz spróbowała przestać wyglądać, niczym pingwin znoszący jaja. Jechała przed siebie — tak jest — mruknęła, ściskając go mocniej za dłoń. Jej ruchy powoli zaczęły przypominać coś w rodzaju jazdy. Musiała mieć dobrego nauczyciela.
Ja... — zaczęła ciut niepewnie Charlotte — jadę! — rzuciła wesoło, trzymając się jeszcze mężczyzny. Powoli dawała radę. Jej jazda zaczęła przypominać pokraczny taniec, ale wyglądało na to, że złapała jakąś stabilność.
Ja jadę! — krzyknęła na całe lodowisko, brzmiąc jak osioł ze Shreka. Podobny miała uśmiech i błysk w oku. Każdy pamiętał, jak zakończyła się jego chwilowa radość. Upadkiem, dodatkowo bardzo mocnym.
To odjedziesz kawałek, a ja podjadę do Ciebie? — zaproponowała, próbując mu jakoś zaimponować. Taki dobry z niego nauczyciel, że musiała mu pokazać, czego zdążyła się nauczyć. Poczekała, aż faktycznie odjedzie. Sama stanęła na lodzie i nie upadła. Już za to powinna dostać odznakę dzielnego łyżwiarza. Po chwili jechała, a za te przejechane metry powinna dostać prawdziwe oklaski.
O niee! — straciła równowagę, ale zamiast polecieć na dupę, leciała wprost w ramiona Alexandra. Tylko czy on zdąży ją złapać, zanim upadnie na lód? Wydawało się tak dobrze, a może skończyć się wybitym zębem.
27 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
i don't get lucky, i make my own luck
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od zawsze był wolnym strzelcem. Uwielbiał dobrą zabawę, szybkie tempo i życie bez trzymanki. Robił dokładnie to, na co miał ochotę, bez pytania kogokolwiek o zdanie. A teraz miał jeden cel - pokazać Lotce, że życie to coś więcej niż kodeksy i paragrafy. Kiedy zaśmiała się z tej „drugiej rundy”, Alex uniósł brew, ale w jego oczach pojawił się ten sam niebezpieczny błysk, który zwykle zwiastował kłopoty. Ta rozmowa bardzo zaczynała mu się podobać. - Spokojnie, przeżyjesz. A w łóżku nie będziesz musiała się martwić o twarde lądowanie - znowu puścił jej perskie oczko, dalej mocno obejmując ją w talii. Szczerze mówiąc, dobrze czuł się w roli jej przewodnika i opiekuna. Czuł nawet pewien rodzaj... władzy, bo w końcu tutaj, na środku śliskiej tafli lodowiska, to od siły jego uścisku i od stabilności jego nóg zależał spokój Charlotte. A to mile łechtało jego ego.
Obiecujesz, że nikt mi po nich nie przejdzie? Niech będzie, że Ci ufam. Lotta była bardzo urocza w tej swojej nieporadności. Nie mógł się nie uśmiechnąć, serio. Była jak dziecko we mgle, które trzymało rodzica za pazuchę płaszcza.
- Obiecuję, Lotta. Jeśli ktoś będzie chciał po tobie przejechać, najpierw będzie musiał przejechać po mnie - mruknął. Chwilę później obserwował jej zmagania z rozbawieniem, a kiedy krzyknęła „Ja jadę!” z tą czystą, niemal dziecięcą radością, uśmiechnął się pod nosem. To był ten błysk, którego szukał. Widzicie? Był dobrym nauczycielem. Jak na pierwszy raz, naprawdę świetnie jej szło. To odjedziesz kawałek, a ja podjadę do Ciebie? Oczywiście, pani życzenie jest dla mnie rozkazem. Przytaknął kiwnięciem głowy i odjechał zaledwie trzy metry dalej. Odwrócił się przodem do niej i zatrzymał się, rozkładając ramiona. - Czekam tu na ciebie - rzucił do niej trochę głośniej, żeby na pewno go usłyszała przez gwar rozmów innych osób znajdujących się na lodowisku. Po chwili Lotta odepchnęła się jedną nogą i zaczęła sunąć w jego stronę... Szło jej naprawdę dobrze... Lewa... Prawa... A potem spostrzegł, że przechyliła się za bardzo w lewo i zaczęła tracić równowagę... Oj... No to klops. Czas uratować damę z opresji. Wszystko działo się szybko, ale dla Alexa czas jakby zwolnił - dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy na ringu widział nadlatujący prawy sierpowy. Lotka leciała (hehe, rozumiecie, Lotka leciała!) prosto na lód, a on jak obiecał, tak zrobił. Zamiast patrzeć, jak zalicza twarde lądowanie, odbił się mocno od lodu i w ułamku sekundy znalazł się tuż przy niej. Nie pozwolił jej nawet dotknąć tafli tą jej piękną buźką. Złapał ją pewnie obiema rękami, przyciągając ją mocno do swojej piersi. I cyk, już była bezpieczna. W jego ramionach, oczywiście. - I gdzie się tak śpieszysz, Lotta? - mruknął rozbawiony, trzymając ją bezpiecznie w ramionach. - Grawitacja cię nie lubi, ale na szczęście masz mnie. Obiecałem, że przeżyjesz tę randkę w jednym kawałku i zamierzam dotrzymać słowa - dokończył. Trzymał ją tak blisko przez dłuższą chwilę, pozwalając, by jej oddech się uspokoił. Widział w jej oczach mieszankę strachu i ulgi, a fakt, że tak mocno się w niego wtuliła, sprawił, że poczuł się w tej roli przewodnika jeszcze lepiej. Nachylił się i czule pocałował ją w czoło, chcąc ją trochę uspokoić po tym niedoszłym spotkaniu z lodem. - Żyjesz? - zapytał ciszej, przyglądając się jej z bliska. - Zaliczmy to jako udane lądowanie, skoro skończyłaś w moich objęciach, a nie na dupie.
Dalej ją przytulał, a inni łyżwiarze po prostu ich mijali. Wyglądali jak zakochana para? Możliwe. A czy tak się czuli? Hm... do uzgodnienia.
- I co tam? Chcesz spróbować jeszcze raz? - przechylił głowę na bok i zmrużył oczy, uśmiechając się jednocześnie. Lekko poluzował uścisk, dając jej wybór, ale wciąż był gotowy, by w ułamku sekundy znowu ją przejąć. Miał cichą nadzieję, że jednak się nie podda i będzie wolała jeszcze powalczyć z lodem. Zaraz się okaże, czy Lotta miała gen prawdziwego wojownika.

Charlotte Kovalski
isiek
wszystko git jest
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
169 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Alexander Hall

Charlotte brała od życia tyle, ile tylko mogła. Rzadko kiedy się zatrzymywała, zawsze brała wszystko. Nieważne, czy chodziło o edukację, zajebistą zabawę na imprezie, czy relacje. Dla niej stała prosta zasada. Wszystko albo nic. Zdecydowanie wolała to pierwsze. Alexander był w porządku, może nie zostałby miłością jej życia, ale chciała kosztować każdej wspólnej spędzonej chwili.
Uniosła kącik ust, słysząc o łóżku. Tylko czy da mu się znowu zdominować? Może to ona będzie królowała na górze bez żadnego zastanowienia się. Lubiła oddawać mężczyznom kontrolę. Zwłaszcza gdy przyjmowali rolę opiekuna. Mocne ramię, pewny ton i ciepły uśmiech sprawiały, ze chciała oddać mu się w całości.
Sekundę później uśmiechała się jeszcze szerzej. Prawdziwy rycerz na białym koniu. Może w końcu trafiła na odpowiedniego mężczyznę? Który by obronił niewiastę przed ostrzem łyżwy? ŻADEN. Przynajmniej w ten sposób wyobrażała to sobie Lotte. Zwłaszcza jak zgrabnie poruszała się po lodzie. JA JADĘ. Faktycznie wybrzmiewało jak Shrekowe JA LATAM. Ludzie na lodowisku zwrócili na niech uwagę, a jej to w ogóle nie obchodziło, jechała przed siebie wraz z Alexandrem, jakby razem mogli pokonać każdą przeszkodę na ziemi.
Kiwnęła głową, gdy odjechał kawałek przed nią. Trzy metry. Dobrze, że Lotte nie miała umysłu Moniki Kociołek, inaczej wykonałaby perfekcyjną przewrotkę chwilę przed ruszeniem. Powoli jechała do celu, ale w ostatniej chwili świat postanowił jej zawirować. Straciła przez krótki moment równowagę, za to Alex był już przy niej. Czuła się, jak te księżniczki w bajkach Disneya. Przybył w odpowiednim momencie na ratunek i za to była mu wdzięczna.
Jak powiem, że to łóżka to zabrzmię jak totalny zboczeniec? — spytała, robiąc niewinny uśmiech. Zaraz mocniej się do niego przytuliła. Oddech wyraźnie jej drżał. Była rozdygotana, a jednak jego ramiona dawały jej komfort, którego potrzebowała. Schowała się gdzieś w jego torsie, trzymając go mocno — powiesz jeszcze kilka słów, a uwierzę, że jesteś księciem — zaśmiała się Lotte pod nosem ciut nerwowo. Dalej była spięta, ale działał na nią. Musiała mu to przyznać. Rzadko który facet zdobywa się na tak proste gesty jak pocałunek w czoło. Spojrzała na niego wielkimi oczami, myśląc, że mogłaby mu się oddać w całości. Nawet jeśli ich światy pozostawały względem siebie totalnie obce.
Tak — uniosła głowę, by móc spojrzeć mu w ciemne tęczówki — spróbujmy jeszcze raz. Dam radę, prawda? — zagadnęła, a na twarzy wymalowała się pewność siebie. Identyczna do tej, którą miała na sali sądowej. Delikatnie odsunęła się od niego, czekając, aż stworzy się między nimi większy dystans. Finalnie pojechała do przodu te trzy metry i dała radę! Pełen sukces. Podjechała do niego z wyciągniętą dłonią.
Pojeździmy razem? — zagadnęła, czekając na jego decyzję. Choć chciała zgrywać niezależną kobietę, teraz wolała polegać na Hall'u. Obiecał, że nie zaliczy spotkania z glebą, dotrzymał słowa. Za to Lotte chciałaby ich randka weszła na wyższy poziom magii.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”