Było fajnie.
Cholernie fajnie. A Alex nie należał do tych osób, które zamartwiały się przyszłością albo planowały swoje życie dziesięć kroków do przodu. Żył tu i teraz. Skoro w tej chwili Charlotte była obok, pachniała mrozem i patrzyła na niego z nieskrywaną fascynacją, zamierzał wycisnąć z tego wieczoru wszystko, co się tylko dało. Nie obchodziło go, czy to ich ostatnia randka, czy może będzie kolejna. Zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później nadejdzie moment, w którym ich drogi się rozejdą - pytanie nigdy nie brzmiało
czy, tylko
kiedy każde z nich powie sobie nara i wróci do swojej rzeczywistości. Charlotte do wizji kariery w kancelarii, a Alex... No, on też do czegoś tam wróci. Do zapachu potu na sali treningowej, do obijania ryjów innych gościom i do świata, w którym paragrafy Lotki nie miały żadnego znaczenia, bo problemy rozwiązywało się siłą, a nie mózgiem. Jednak to mogło być jutro. Albo za tydzień. W tej sekundzie obejmował brunetkę ramionami i patrzył w jej roześmiane oczy, ciesząc się chwilą. Gdy wspomniała o łóżku, nie mógł nie uśmiechnąć się pod nosem. Lubił, gdy kobieta wiedziała, czego chce, a jeszcze bardziej lubił to, że to u niego szukała teraz oparcia. Gdy straciła równowagę i wpadła prosto w jego ramiona, uświadomił sobie, że rola opiekuna naprawdę całkiem mu odpowiadała, nawet jeśli była tylko chwilowa.
Jak powiem, że do łóżka to zabrzmię jak totalny zboczeniec?
-
Powiedziałbym bardziej, że jesteś konkretna - mruknął z lekkim rozbawieniem. -
A zresztą, wizja ciebie w łóżku jest zdecydowanie ciekawsza niż marznięcie na lodzie.
Gdy się w niego wtuliła i zacisnęła dłonie na jego kurtce, poczuł pod palcami jej drobne ciało i dziwny rodzaj... hm... spokoju, który nawiedzał go bardzo rzadko. Czuł jej ciepło i ten pełen zaufania gest, z jakim schowała się w jego torsie. To było... no... dziwne. Jakby naprawdę wierzyła, że Alex jest w stanie ochronić ją przed całym światem, a nie tylko przed twardym lądowaniem.
Powiesz jeszcze kilka słów, a uwierzę, że jesteś księciem. Parsknął śmiechem, słysząc jej słowa. Przez ułamek sekundy poczuł się dokładnie tak, jak go nazwała - jak ten
cholerny książę, mimo że w kieszeni miał ledwie kilka dolców. Nie odsunął jej od siebie, wręcz przeciwnie, na moment zacisnął ramiona jeszcze mocniej. Jej
wielkie oczy, którymi na niego spojrzała, sprawiły, że przez jego głowę przemknęła myśl, że ta chwila mogłaby trwać i trwać... i trwać.
-
Książę? Książęta z bajek zwykle kończą na ślubnym kobiercu, a ja jestem raczej z tych, którzy w finale podpalają zamek i uciekają w czarną noc - parsknął śmiechem. -
Chciałabyś uciec razem ze mną?
Pytanie zawisło między nimi, mieszając się z obłokiem pary ich oddechów. Jego pytanie było dość abstrakcyjne, rzucone od niechcenia, ale... no cóż, Alex był flirciarzem. Plecenie trzy po trzy przychodziło mu z taką samą łatwością, jak oddychanie. W sumie to go ciekawiło, czy Lotta byłaby skłonna uciec z nim w nieznane i nie dbać o jutro, czy raczej wolałaby karierę w tym swoim sztywnym, prawniczym światku.
Spróbujmy jeszcze raz. Dam radę, prawda? -
Pewnie, że tak - skwitował krótko i opuścił ramiona. Patrzył, jak Charlotte się od niego odsuwa, aby udowodnić swoją niezależność. Obserwował jej trzy metry sukcesu z uśmiechem dumnego mentora. Zaklaskał krótko. Cieszył go ten widok - było w niej coś niesamowicie magnetycznego, gdy tak walczyła o każdą sekundę równowagi, a potem obracała się do niego z miną zwyciężczyni. -
No, no... nieźle, Lotta. Jeszcze chwila, a uczeń przerośnie mistrza - zawołał do niej.
Pojeździmy razem? Odepchnął się od lodu leniwym, profesjonalnym ruchem i w kilka sekund znalazł się tuż przy niej. Nie zahamował gwałtownie, raczej płynnie „wpłynął” w jej przestrzeń, chwytając jej wyciągniętą dłoń. -
Pojeździmy razem? Pytasz, jakbyś nie znała odpowiedzi - mruknął, splatając ich palce i przyciągając do siebie. Puścił do niej oko i nie czekając na jej odpowiedź, ruszył przed siebie, nadając im tempo, które wymagało od niej pełnego skupienia i pełnego zaufania do jego ramion. Poczuł, jak ich ciała pracują w jednym rytmie, a mroźne powietrze świszcze im w uszach. Nawet udało im się kogoś wyminąć! Co prawda, było to tylko jakieś dziecko kurczowo trzymające pingwinka, ale jednak! Sukces to sukces.
-
Widziałaś to wyminięcie? Jak nas teraz aresztują za przekroczenie prędkości w strefie zamieszkania pingwinów, to mam nadzieję, że będziesz mnie reprezentować w sądzie za darmo - mrugnął do niej.
Bez uprzedzenia zwiększył odrobinę tempo, wprowadzając ich w płynny łuk, i...
iiii?
Charlotte Kovalski