34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się delikatnie, kiedy stwierdziła, że woli mniej kwaśne wino, coś w tym pewnie było, że klientki takich butików jednak wybierały to wytrwane, mniej cukru, mniej kalorii, które przecież musiały liczyć. Galen chyba zdawał sobie z tego sprawę, musiał, przecież on zawsze w barku miał jakieś wytrwane wino, kiedy zapraszał do siebie kolejną modelkę, gustującą w takich trunkach.
- Ja też, wolę mniej kwaśne - rzucił z uśmiechem, chociaż przecież wcale nie spróbował, a może on nie mówił o winie? Tylko już bardziej o kobietach? Bo Galenowi też ostatnio zupełnie zmienił się typ i jak kiedyś, wystarczyło, że dziewczyna miała długie, zgrabne nogi, które mogłaby mu zarzucać na szyję w jego drogim apartamencie, tak on teraz szukał czegoś innego.
W Nelly to chyba widział. Chociaż nogi też miała bajeczne, w tej krótkiej sukience.
Kiedy się z nim zgodziła, to kącik jego ust uniósł się ku górze, a jednak widział na jej twarzy jeszcze to zatroskanie, sięgnął do jej policzka, żeby przesunąć po gładkiej skórze kciukiem, zahaczyć o jej podbródek i zadrzeć go do góry, tak, żeby na niego spojrzała, w te obłędnie niebieskie oczy.
- Spójrz na to tak Nelly... - zaczął i cofnął dłoń, bo nie chciał jej zbyt łatwo speszyć - że mój szef mógłby spać na pieniądzach i pewnie przepuściłby je na... - dużo rzeczy chciał powiedzieć, kolejny skandalicznie drogi samochód? Na kobiety, które nie miały takiego kręgosłupa moralnego jak ona? - Na głupoty - dokończył jednak - a tak, ty będziesz miała coś ładnego, ja będę mógł ci to sprawić, a on nawet nie zauważy - wzruszył ramionami, jeszcze może chciał coś powiedzieć, że to prawie jak Robin Hood, który zabierał bogatym, a dawał biednym, ale chyba takich rzeczy się nie mówi. Chociaż przecież Gaspard był... biedny.
Skinął głową, kiedy zgodziła się, że wezmą tą, którą on wybrał. Chociaż może powinien się ugiąć i jednak pójść za jej wyborem? Ale Galen przecież lubił mieć kontrolę, lubił się rządzić, nawet kiedy udawał. Chociaż prawda jest taka, że on na pewno każe zapakować wszystkie trzy sukienki, tylko może nie wszystkie od razu wylądują u Nelly.
Znowu się roześmiał, krótko, ale szczerze kiedy powiedziała o tej tajemnicy zawodowej, znał to pojęcie, też w firmie z tego korzystali, ale oni robili przetargi na milionowe sprawy, a nie mieszali wino.
- Tak podejrzewałem, że ten smak to zasługa odpowiedniego mieszania, a Ty jesteś prawdziwą grzańcową czarodziejką - mrugnął do niej jednym okiem. Rzeczywiście kiedy oni sobie tak rozmawiali o tym winie, to czuł się przy niej naprawdę dobrze. Luźno, miło, a przecież on wiecznie musiał się spinać i wszystkim tylko dogadzać. Jej nie musiał.
- A później cyk awans, na stanowisko starszego skrzynkowego, wiesz... bo ja jestem ambitny - akurat z tym jej nie skłamał, bo był, cholernie.
Był też tak samo w nią zapatrzony, cholernie a przecież Galen w ogóle nie używa takich słów, ale przy niej może mógł? Mógł trochę wyluzować, nawet sięgnął pod szyję, żeby poluzować delikatnie ten swój idealnie zawiązany krawat. Kiedy prowadził ją do gabloty z biżuterią, a jego niebieskie tęczówki znowu prześlizgnęły się po jej sylwetce.
- I wtedy będziemy kontynuować niespodziankę - odpowiedział od razu na jej pytanie, kiedy jego palce zacisnęły się na diamentowej kolii. A gdy Nelly się odwróciła to delikatnie ułożył ją na jej smukłej szyi, zapiął zapięcie, przejechał jeszcze po nim palcem dla pewności, a może dla tego elektryzującego uczucia, które pojawiało się między nimi, gdy jego opuszki lądowały na jej delikatnej skórze? Trwało to chwilę, ale powietrze znowu zgęstniało, a przynajmniej to poczuł właśnie Wyatt.
Opuścił szybę i oparł się o nią łokciami, twarz wsparł na nadgarstkach obserwując brunetkę z tej perspektywy.
- Wyjęłaś mi to z ust, piękna - tylko czy mówił o naszyjniku, czy jednak o niej? Kiedy te jego niebieskie oczy znowu wpatrzone w nią były tak intensywnie.
- Trochę szaleństwa jest wskazane - wyprostował się, chociaż Galen to uwielbiał je chyba za bardzo, to szaleństwo - wiesz, żeby nie było nudno - z tym dobrym gustem też się zgodził, chociaż nic nie powiedział, ale tak było, że Wyatt miał gust, zwłaszcza miał oko do biżuterii i bielizny. Wystąpił zza kontuaru i tym razem się o niego oparł plecami przyglądając jej się.
- Bardzo, musimy ją wziąć - uśmiechnął się znowu, a na pytanie o włosy przechylił na bok głowę. Nie mógł się zdecydować bo i tak, i tak mu się podobało.
- Rozpuszczone - rzucił w końcu, jednak te ciemne kosmyki spływające po ramionach, chyba urzekały go bardziej. Chociaż podszedł do niej i zgarnął jej włosy z tej kolii właśnie, żeby i tak była widoczna.
Na te słowa na temat bielizny zerknął w kierunku manekinów, które je prezentowały.
- Nie będę, pooglądam sobie gazetki, czy coś... - rzucił i uśmiechnął się zadziornie, zrobił krok w jej kierunku, ale w tym czasie akurat pojawiła się ekspedientka, z wypiekami na policzkach, bo chyba się zlatała za tym jego winem...
- Panie Wyatt nigdzie nie mieli tego wina... - zaczęła zdejmując płaszcz, a Galen strzelił oczami, miała nie mówić do niego po nazwisku. Dziewczyna chyba to zauważyła, bo zaraz ruszyła do Nelly.
- Ojej jak ślicznie Pani w tej sukience, a ta kolia idealnie pasuje, dobieramy coś jeszcze? Może pomogę - i już prowadziła ją z powrotem w kierunku przymierzalni, a Galenowi chyba rzeczywiście zostało oglądania katalogów z biżuterią, kiedy został sam przy gablocie, chociaż jego spojrzenie wciąż uciekało w kierunku, w którym sprzedawczyni poprowadziła brunetkę. A mógł się jednak zaoferować, że też jej pomoże. Z bielizną.

Nelly Rowley
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Odwzajemniła uśmiech, gdy Galen poparł jej zdanie o winie. A przynajmniej Nelly była przekonana, że właśnie o wino chodziło, nie doszukując się w tym drugiego dna. Ucieszyło ją to, bo skoro postawiła w przeprowadzonym wcześniej wywiadzie na wino, to dobrze było wiedzieć, że ich gust był podobny i nie będzie musiała się męczyć z jakąś kwasielizną. Co za przyjemność? Pić coś, co wykręcało twarz?
Przyjemny za to na pewno był dotyk Gasparda, gdy jego kciuk gładko sunął po jej policzku. Całkowicie mimowolnie Nelly na sekundę przymknęła oczy i nieznacznie, ledwo zauważalnie przechyliła głowę w kierunku jego dłoni, jakby prosząc o więcej. Zaraz blondyn zachęcił ją do podniesienia podbródka, co też uczyniła bez zawahania, od razu natykając się na spojrzenie błękitnych oczu. Słuchała z uwagą, co Wyatt miał jej do powiedzenia, ale absolutnie nie mogła się na tym skupić. Jego bliskość, spojrzenie i dotyk, którym uraczył ją tak krótko, zbyt krótko, wprawiały ją w stan częściowego osłupienia.
Jego tłumaczenie, choć nie sprawiło, że Nelly nagle zmieniła swoje zdanie, to jednak trochę ją uspokoiło. Może miał rację? Może to ona przesadzała, wyolbrzymiając zakup sukienki do rangi kupna nowego samochodu? Sama już nie wiedziała, co ma o tym wszystkim myśleć.
Pokiwała delikatnie głową, wyrażając nieśmiałą aprobatę dla słów Gasparda i przestając upierać się przy swoim. Ze wszystkich sił odpychała od siebie nawracającą myśl, że robią coś złego. To było silniejsze od niej, ale walczyła dzielnie, szybko zajmując głowę wyborem ostatecznej sukienki.
Decyzja została podjęta dość szybko, a temat rozmowy zboczył na inny tor, co pozwoliło Nelly już w pełni się rozluźnić. Nie mogła się przecież nie zaśmiać, krótko, ale szczerze, gdy blondyn określił ją mianem grzańcowej czarodziejki.
- Aż tak ci smakowało to wino, którym poczęstowałam cię na jarmarku? - zapytała z rozbawieniem. Chciałaby wierzyć, że było w nim coś wyjątkowego, ale jak już zdążyli ustalić, były to tanie składniki zwieńczone wysoką ceną. Czyli standard jarmarków bożonarodzeniowych. Chyba że nie chodziło o sam smak, tylko o całą otoczkę. O to, jak doszło do tego picia wina i w jakich okolicznościach je spożywali. Ludzie często zapamiętywali smaki przez pryzmat miłych rzeczy, które działy się w tym samym czasie. Chciała wierzyć, że tak właśnie było.
- Starszy skrzynkowy, a potem cyk i wygryziesz mnie z biznesu, tak? - zaśmiała się. - To ja jednak jeszcze się zastanowię z tą pracą - dodała, a jej oczy nadal świeciły z rozbawienia. Praca razem w budce z alkoholem byłaby… ciekawym doświadczeniem. Obawiam się tylko, że przebywając we dwójkę, nie byliby za bardzo produktywni.
Gdy skrótowo odpowiedział jej na pytanie o dalszą część randki, poczuła się lekko zawiedziona. Miała cień nadziei, że podstępem uda się jej wyciągnąć jakieś szczegóły, ale niestety - mężczyzna bronił tajemnicy i nie dawał się omamić tanimi sztuczkami.
Szybko o tym zapomniała, bo zimna kolia zetknęła się z jej ciepłą skórę, ale to wcale nie to wywoływało u Nelly gęsią skórkę. Delektowała się każdą, krótką chwilą, gdy Gaspard był tak blisko niej, że prawie mogła poczuć ciepło jego ciała, słyszała jego oddech i czuła przyjemną woń perfum. Nie znała ich, ale na jego skórze pachniały wyśmienicie.
Wkrótce kolia wisiała na jej szyi, a Nelly intensywnie ją podziwiała, z uśmiechem przelotnie zerkając na Gasparda przez ramię, gdy rzucił w jej kierunku komplementem. Zaraz stała już do niego przodem i wpatrywała się w czarujące błękitne oczy. Przytaknęła na jego słowa i patrzyła, jak wychodzi za kontuaru, nie przestając taksować jej swoim spojrzeniem. Nelly to jednak nie peszyło, a wręcz przeciwnie. Gdy tak na nią patrzył, jeszcze bardziej odczuwała tę chemię, która pojawiła się między nimi.
Wolała nawet nie niepokoić się i nie pytać o cenę tej pięknej błyskotki, którą właśnie miała na szyi.
- W porządku, niech będą więc rozpuszczone - przytaknęła i potrząsnęła lekko głową, by zrzucić włosy z ramion na plecy. Kilka pojedynczych kosmyków zaczepiło się o kolię, ale Gaspard szybko to poprawił, za co Nelly podziękowała uśmiechem.
Szczerze powiedziawszy całkiem zapomniała o ekspedientce, która zniknęła w niewyjaśnionych dla brunetki okolicznościach, więc gdy drzwi gwałtownie się otworzyły, drgnęła niespokojnie.
Panie Wyatt?
Zmarszczyła brwi. Miała wrażenie, że gdzieś słyszała już to nazwisko. Ale gdzie? Nie miała pojęcia. Może gdyby miała dłuższą chwilę, by o tym pomyśleć… Ale nie miała, bo kobieta szybko do niej doskoczyła i wypełniła całą przestrzeń dookoła swoją nachalną aparycją. Zanim Nelly się obejrzała, zmierzały w stronę przymierzalni, ale ona wcale nie chciała tam iść.
- Potrzebuję bielizny - powiedziała, starając się skręcić do interesującego ją działu. Ekspedientka szybko podłapała temat i zaczęła pokazywać jej różne modele, pasujące do kroju sukienki. Nie było to łatwe, bo czerwona mini więcej odsłaniała, niż zakrywała, ale po wybraniu kilku opcji zawędrowały do przymierzalni i tam spędziły kolejnych kilka chwil. Z dala od ciekawskiego spojrzenie Wyatta.
Gdy wróciły do głównego pomieszczenia sklepu, wygląd Nelly nie różnił się zbyt bardzo od tego sprzed chwili. Jedynie jej dekolt wyglądał korzystniej, bo był seksownie podniesiony i wymodelowany. A co miała pod spodem, było tylko jej słodką tajemnicą.
- Chyba wszystko już mam - uśmiechnęła się kącikiem ust, podchodząc bliżej blondyna. W ręce trzymała torbę, w którą zapakowała swoje ubrania. Nie wiedziała za bardzo, jak będzie szło jej poruszanie się po oblodzonym chodniku w tych szpilkach, ale najwyżej Gaspard będzie musiał spełnić swoją obietnicę z kawiarni…
- Cudownie! - ekspedientka klasnęła w dłonie i niemalże automatycznie powędrowała za ladę, zapewne uznając, że nadszedł koniec zakupów i przyszło się policzyć.
Nelly poczuła nieprzyjemny dreszcz, bo przypomniała sobie, czyjej karty zamierzał użyć jej towarzysz. Stanęła więc na uboczu, nie podchodząc za Gaspardem do kasy i cierpliwie na niego czekała.

Galen L. Wyatt
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Było przepyszne... - wypalił od razu Galen, chociaż już ustalili, że to wcale nie wino najlepszych lotów - ten smak, taki który wiesz... od razu kojarzy się ze świętami - zamyślił się na moment - no i teraz mi się będzie tez kojarzył z naszym spotkaniem - czyli jeszcze lepiej. Wyatt lubił święta, dobrze mu się kojarzyły, z jakimś takim momentem, że rodzice nie wymagali od niego tyle co zwykle, co na co dzień, a pozwalali mu po prostu być dzieckiem. Cieszyć się choinką, prezentami. Dobre wspomnienia. Święta w jego dorosłym życiu były zgoła inne, ale jednak też zawsze uwieńczone piękną choinką i prezentami. Miłe skojarzenia, które teraz jeszcze tylko wzbogaciła Nelly.
Uśmiechnął się znowu na jej kolejne słowa.
- A potem cyk, i przejmujemy to stoisko, kupujemy więcej pomarańczy i podbijamy świat grzanego wina. Król i królowa grzańca, jak ci to brzmi? - mrugnął do niej zaczepnie jednym okiem. Galen lubił mierzyć wysoko, nawet jeśli oni sobie tylko żartowali.
Chociaż w tej sukience i w tej kolii Nelly wyglądała mu jak królowa. I może nawet by jej to powiedział, bo Galen Wyatt lubił takie komplementy, ale on wciąż jeszcze odrobinę się hamował. Wciąż jeszcze starał się być trochę mniej Galenem, a bardziej Gaspardem.
Z kiepskim skutkiem, kiedy on cały czas tak na nią patrzył, wyzywająco, z ta pewnością siebie, która towarzyszyła mu zawsze. Która była typowa dla faceta na jego stanowisku, jakby świat stał przed nim otworem, jakby Toronto padało mu do stóp. Bo przecież tak było, przecież Galen Wyatt, on nawet w swoim apartamencie miał Toronto u stóp.
- Lubię rozpuszczone - powiedział powoli, ale to była prawda, że Galen miał słabość do rozpuszczonych włosów u kobiet, do ciemnych kosmyków, które łaskotały go w tors, kiedy...
Znowu się trochę zapędził. Znowu zapomniał, że Gaspard nie wybiegał tak myślami w przód jak Galen, nie był takim wizjonerem najwidoczniej. Prosty chłopak z przedmieść.
Chociaż kiedy sunął palcem po jej dekolcie, po diamentowej kolii, to czy to był dotyk Gasparda, czy Galena już?
Sam się w tym mieszał, a później jeszcze ta ekspedientka, która użyła jego prawdziwego nazwiska. Miał nadzieję, że Nelly nie zauważyła, a przede wszystkim nie skojarzyła go. Chociaż ono przecież przez jakiś czas gościło na pierwszych stronach gazet, za sprawą tych kontenerów. Trupów znalezionych w kontenerach Northexu przybyłych z Europy. Od razu ochrzcili Galena handlarzem ludźmi, a potem snuli różne dziwne teorie. Oczywiście nie mieli na niego żadnych dowodów, ale sprawa wciąż była w toku, on wciąż jeszcze walczył, żeby oczyścić swoje nazwisko, walczył jak lew.
Teraz też się jak ten lew przeciągnął, trochę leniwie, kiedy Nelly poszła ze sprzedawczynią wybierać bieliznę.
Liczył... On wiedział, że ją dzisiaj zobaczy. Bo przecież Galen zawsze z góry zakładał najlepsze scenariusze, zwycięstwo. Tak już miał.
Ale prawda była taka, że mogło się wydarzyć wszystko. Zwłaszcza, że on wciąż przecież grał.
A jak wiadomo kłamstwo ma krótkie nogi.
Nelly za to miała je bajeczne, kiedy w końcu wyszła z przymierzalni i kiedy Galen mógł się znowu prześlizgnąć spojrzeniem po jej sylwetce. Od stóp, po ten dekolt, na którym na moment zawiesił wzrok. Jeden krótki moment, nie przesadne gapienie się, akurat Wyatt zawsze umiał to wyczuć tak odpowiednio, żeby nie było to nachalne, żeby podkreślało to, że był zachwycony, do tego stopnia, że zawiesił na niej spojrzenie. Intensywnie niebieskie.
- Świetnie - uśmiechnął się - nie mogłem się doczekać - jeszcze raz spojrzał w jej piękne, ciemne oczy otoczone kurtyną czarnych rzęs. Wziął od niej torbę z jej ubraniami, bo Nelly tutaj teraz miała być damą, księżniczką. Pomógł jej założyć kurtkę, jak na dżentelmena przystało, i dopiero podszedł do kontuaru, żeby zapłacić. Złotą kartą jego rzekomego szefa. Oczywiście, że kazał jeszcze zapakować wszystko, co tylko Nelly wpadło w oko, sukienki, coś z biżuterii, co sam pewnie wybrał, kiedy oglądał ten katalog i te komplety bielizny, które mierzyła. Kazał je wysłać do siebie, jutro. No i nie byłby sobą, gdyby nie zapisał ekspedientce nazwy tego słodkiego wina, które miało się tutaj pojawić, kiedy on tu zawita następnym razem.
W końcu mogli wyjść z butiku i Galen zaraz za drzwiami, które otworzył przed Nelly, zaoferował jej swoje ramię, bo jednak chodzenie w szpilkach po tych zaśnieżonych chodnikach Toronto mogło być uciążliwe.
Pomógł jej wsiąść do samochodu i zamknął za nią drzwiczki. Torby umieścił z tyłu, a kiedy wsiadł do samochodu to od razu sięgnął do swojego pasa, żeby go zapiąć.
- To co gotowa na kolejny punkt niespodzianki? - zapytał, a jego niebieskie tęczówki znowu odnalazły jej piękne, błyszczące oczy - tylko zapnij pas Nelly, bo teraz będzie dwieście sześćdziesiąt na liczniku - uśmiechnął się, ale nie żartował, Galen po prostu lubił szybką jazdę i rzeczywiście, kiedy już wypuścił Porsche na prostą drogę poza miastem to docisnął pedał gazu, Porsche do setki dochodziło w trochę ponad 3 sekundy. Dało się poczuć to przyspieszenie, które sprawiało, że po plecach przechodził przyjemny dreszcz, a przynajmniej po tych Wyatta przeszedł, kiedy licznik wskazywał to dwieście sześćdziesiąt a Porsche mruczało silnikiem jak dziki kot.
- Dzisiaj chciałbym ci pokazać jedną rzecz poza Toronto, może tak być? Skorzystamy z tego, że mamy to Porshe i tę... kartę. A ja w zasadzie to miałem tam jechać coś załatwić dla mojego szefa - nie zdradził wiele, ale miał nadzieję, że rozbudzi jej ciekawość. To była ponad godzina jazdy od Toronto, więc mogli trochę porozmawiać, a przynajmniej Galen zamierzał.
- Najładniejszy widok, jaki widziałaś w życiu Nelly? - wypalił z pytaniem, bo chyba był ciekaw, czy to co chciał jej dzisiaj zaprezentować, zdoła go przebić. Na to liczył.

Nelly Rowley
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jak już ustalili, kwestia czy grzane wino z jarmarku było pyszne, jest sporna. Aczkolwiek zrobiło jej się miło, gdy Galen powiedział, że teraz będzie mu się kojarzyło nie tylko ze świętami, ale także z ich spotkaniem. Zaraz jednak zaśmiała się krótko, bo wizja o przejęciu stoiska i zawojowaniu świata grzańców była ciekawa, aczkolwiek z perspektywy Nelly całkowicie nierealna.
- Brzmi świetnie, o ile nie będę musiała już nigdy więcej dźwigać skrzynek i siedzieć na mrozie - odparła, a jej oczy w dalszym ciągu błyszczały z rozbawienia. Fajnie było pomarzyć, ale zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że lada moment znowu będzie siedzieć w pracy i mieszać grzaniec, bez żadnych perspektyw na to, o czym mówił Gaspard. Ale póki w pracy nie była, to postanowiła nie zaprzątać sobie nią głowy i cieszyć z chwili, która przecież tak szybko mijała.
Uśmiechnęła się kącikiem ust, gdy blondyn powiedział, że lubi rozpuszczone włosy. Była to uwaga warta odnotowania, co też Nelly uczyniła w zakamarkach swojego umysłu. Przynajmniej będzie wiedziała, co robić, gdy w przyszłości stanie przed dylematem związanym z fryzurą.
Odnotowała również nazwisko, które padło z ust ekspedientki. Nie była co prawda pewna, czy zapamiętała je poprawnie, bo wszystko działo się wtedy tak szybko, ale miała nieodparte wrażenie, że skądś je kojarzyła… Tylko skąd? Tego nie wiedziała, więc równie dobrze mogło to być jedno z tych całkowicie randomowych nazwisk, które słyszysz gdzieś przypadkiem i potem zapamiętujesz na resztę życia. Tak, to na pewno to.
Nie umknął jej uwadze wzrok Gasparda, który prześlizgnął się po jej sylwetce, gdy tylko wyszła z przymierzalni. Podobało jej się, jak na nią patrzył. Nie tylko teraz, gdy była wystrojona od stóp po czubek głowy, ale ogólnie. Jak choćby wtedy, gdy siedzieli w diabelskim młynie, a ona była po całym dniu pracy, z policzkami rumianymi od mrozu i w czapce, którą mało estetycznie wcisnął jej na głowę. Nie była pewna, czy to ten błękit tak na nią działał, czy ten charakterystyczny błysk w oku, który zauważała za każdym razem, gdy ich spojrzenia się ze sobą krzyżowały.
- Mam nadzieję, że nie zanudziłeś się na śmierć - posłała Wyattowi łagodny uśmiech, bo trochę straciła rachubę czasu i sama nie była pewna, ile im się zeszło z tą bielizną. Ale skoro stał tu i nadal na nią czekał, to chyba nie mogło być aż tak źle.
Podziękowała, gdy Gaspard wziął od niej torbę z ubraniami i pomógł w założeniu płaszcza, jeszcze go poprawiając i zapinając, gdy poszedł zapłacić za ich dzisiejsze zakupy. Terroryzowała ją sama myśl o tym, więc starała się nawet nie zerkać w tamtym kierunku. Usiłowała przełknąć poczucie, że robią coś bardzo złego, więc gdy wreszcie wyszli z butiku, odetchnęła głęboko, czując ulgę.
Skorzystała z pomocnego ramienia, zaciskając swoje smukłe palce na miękkim materiale płaszcza i uważnie stawiając kroki, powędrowała z Gaspardem do auta. Czuła, jak zimne powietrze smaga ją po odkrytych nogach i miała szczerą nadzieję, że nie będą spędzać zbyt wiele czasu na zewnątrz, bo jej aktualny ubiór… Cóż, trochę temu nie sprzyjał.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - odparła i sięgnęła dłonią po pas. Nadal nie była pewna, czy mężczyzna żartował z tym dwieście sześćdziesiąt na liczniku, czy nie. To była jednak z tych rzeczy, która pozostawała dla niej zagadką, ale nie na długo. Gdy wyjechali poza miasto, a blondyn przyspieszył, wbijając drobne ciało Nelly w fotel, to ta tylko przygryzła dolną wargę, patrząc przez przednią szybę na szybko zmieniające się obrazy. Zaraz jednak na jej usta wskoczył szeroki uśmiech, a ona zerknęła na Gasparda z ukosa, przez chwilę mu się po prostu przyglądając. Wyglądał bardzo męsko, gdy skupiał się na drodze, a jego palce oplatały zgrabną kierownicę sportowego auta.
- Chyba jeszcze nigdy nie poruszałam się z taką prędkością - odezwała się w końcu, a na jej twarzy nadal malowały się zadowolenie i radość. Ten zastrzyk adrenaliny był jej najwyraźniej potrzebny, bo dzięki temu całkiem zapomniała o wyrzutach sumienia i zdołała się rozluźnić. Aż jej się z tego wszystkiego zrobiło gorąco! Nadal patrząc na drogę przed sobą, zaczęła rozpinać płaszcz, by finalnie rozłożyć jego poły na boki i uwydatnić ozdobiony piękną kolią dekolt. Od razu lepiej.
- No ładnie, teraz to już jestem niemal pewna, że to porwanie - powiedziała z rozbawieniem, gdy okazało się, że jadą w tajemnicze miejsce poza miastem. - No chyba, że jednak nie, skoro dobrowolnie dałam ci się porwać? - zaczęła głośno się nad tym zastanawiać, bo prawda była taka, że wsiadłaby z Gaspardem do tego auta nawet jeśli powiedziałby, że jadą na drugi koniec kraju.
- W każdym razie, nie dam ci się nabrać na małe kotki w piwnicy, będziesz musiał się jakoś bardziej postarać - dodała i zerknęła na niego krótko, zaraz poprawiając palcami ciemne kosmyki włosów, które osunęły się jej na twarz. A kolejne pytanie, które jej zadał, znowu sprawiło, że musiała chwilę pomyśleć nad odpowiedzią. Bo co ona w życiu widziała? Zapyziały Port Hope?
- Kiedyś, dawno temu, byłam z wycieczką szkolną nad wodospadem Niagara. Nie pamiętam już tego dokładnie, ale chyba można go zaliczyć do najładniejszych - odparła i wzruszyła lekko ramionami. - A twój? - zapytała z zaciekawieniem, bo była niemalże pewna, że Gaspard bez problemu ją przebije, chociaż przecież wcale się nie licytowali.
Rozpięty płaszcz zsunął się z jej nóg i opadł luźno wzdłuż fotela, a Nelly automatycznie poprawiła sukienkę, która podciągnęła się jej w międzyczasie do góry.
- No dawaaaaj, zdradź mi jakieś szczegóły gdzie jedziemy - nie wytrzymała i znowu postanowiła trochę pomęczyć blondyna w sprawie dzisiejszej niespodzianki.

Galen L. Wyatt
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen od razu sobie pomyślał, że jakby dała mu szansę, jemu, Galenowi Wyattowi, to nie musiałaby siedzieć na mrozie i dźwigać tych skrzynek, bo by jej na to nie pozwolił. Tylko, że jemu takie dobre i miłe dziewczyny nigdy nie dawały szansy, a ostatnia... powiedziała mu nawet, że oni tą szansę przegapili. Teraz nie chciał jej przegapić.
Dlatego udawał Gasparda?
Chyba tak.
Chociaż nie był pewny co z tego wyjdzie, ale przecież on tak bardzo chciał, żeby ktoś go polubił za to, jaki on był, a nie kim był. Tak jak Nelly na jarmarku, w diabelskim młynie, kiedy on nawet nie mógł jej postawić tego grzanego wina, czy biletu na karuzelę, bo nie miał portfela. Było to coś innego, jakieś nowe doświadczenie. Było to po prostu miłe, że ona nie patrzył na niego przez pryzmat tych zer, które miał na koncie.
I on teraz też nie patrzył na nią przez pryzmat tej ślicznej sukienki, tych czarnych, rozpuszczonych kosmyków, które spływały po jej ramionach, tak jak chciał. Ona mu się po prostu podobała, była piękną kobietą i miała w sobie coś takiego, co go do niej przyciągało. Może ten uśmiech? A może to te piękne, błyszczące oczy?
- Nie, właściwie to nawet ciekawe mają tutaj pisemka - powiedział zamykając jakiegoś Cosmopolitana, po którego sięgnął, gdy już przejrzał katalog z biżuterią. Właściwie nie czytał go, bo niektóre artykuły były strasznie płytkie, ale przejrzał kilka stron, zerknął na jakieś nagłówki. I pewnie już wiedział czego pragną kobiety.
Wyprostował się i poprawił, przejechał dłonią po tej swojej nieskazitelnej koszuli. A może on zawsze wiedział? I dlatego się tak nosił?
- Zresztą dla tak pięknej kobiety, warto jest czekać - powiedział z delikatnym uśmiechem zawieszając niebieskie tęczówki na jej ślicznej buzi.
Może dlatego, że wiedział, to on właśnie prawił takie komplementy? A później pomagał jej z płaszczem, użyczał ramienia, prowadząc ją do samochodu, otwierał drzwi. Bo nawet kiedy jakaś kobieta mu mówiła, że poradzi sobie sama, bo jest samodzielna, to przecież wiedział, zdawał sobie sprawę jak to na nie działało. Na każdą.
Prędkość też na większość działała. Może nie na każdą, bo niektóre kobiety, z którymi prowadzał się Wyatt w ogóle nie interesowały samochody, ale on je uwielbiał, mógł o nich gadać godzinami. A kiedy Nelly powiedziała to chyba jeszcze nigdy nie poruszałam się z taką prędkością, to on od razu wypalił.
- Mam jeszcze La... - ugryzł się w język, w porę, postukał palcami w kierownicę - mój szef ma jeszcze Lamborghini i Ferrari, są jeszcze szybsze - aż nabrał mocno powietrze w płuca, kiedy mówił o tych samochodach. A może to dlatego, że Nelly odpięła płaszcz? Zwolnił trochę, chociaż Porsche i tak prowadziło się bajecznie, ale Galen zerknął w jej kierunku, kiedy wspomniała o tym porwaniu.
- Może dobrowolne porwanie? Ale to już chyba nie porwanie? Wycieczka? - zapytał a te intensywnie niebieskie tęczówki znowu na moment odszukały jej śliczne, ciemne oczy. Na chwilę, bo zaraz jednak znowu patrzył na drogę, która niknęła pod kołami Porsche.
Uśmiechnął się na jej kolejne słowa, ale zaraz pokręcił głowa udając zmartwioną minę.
- O nie, a na pieski? Myślałem, że pieski wystarczą, jakaś historia o tym, że moja suczka ma szczeniaczki, chcesz je zobaczyć? Kto nie skusiłby się na szczeniaczki? - znowu na nią zerknął. Nawet on by się pewnie skusił, bo Wyatt lubił psy. Nigdy nie miał, ale zawsze rozpieszczał cudze. Pudel jego byłej go uwielbiał, pewnie dlatego, że po kryjomu dawał jej resztki ze stołu.
Może kiedyś jeszcze będzie mógł sobie pozwolić na psa, jak będzie trochę mniej pracował na przykład, albo mieszkał z kimś, kto z nim podzieli obowiązki w opiece nad czworonogiem.
Słuchał jej odpowiedzi na jego pytanie, a powieka mu lekko drgnęła, bo z Galena to jednak często można było czytać jak z otwartej księgi, chociaż nie chciał dać nic po sobie poznać. Znowu postukał palcami w kierownicę, przez moment się zastanowił, ale już nie było sensu...
A zresztą.
- Też mi się podobała Niagara, zapiera dech w piersi - chociaż on pewnie widział w swoim życiu bardziej zapierające widoki, bardziej egzotyczne przede wszystkim. Ale Gaspard chyba ich nie widział. Co mógł widzieć?
- Lubię też Vancouver, byłaś tam kiedyś? - zerknął na nią z ukosa. Vancouver było okej, a przede wszystkim w zasięgu zwykłych ludzi, takich jak Gaspard na przykład. Bo Galen mógłby jej pewnie opowiadać o jakimś Borabora, chociaż on wolał chyba Amerykę południową.
Zerknął na jej dłoń, kiedy poprawiała sukienkę, chociaż zaraz znowu wbił spojrzenie w jej twarz. Znowu się uśmiechnął.
- Nie lubisz niespodzianek? - zapytał, przecież nie każdy lubił - czy po prostu lubisz spojlery? - bo on akurat lubił. Mógł najpierw dowiedzieć się o czym jest film, a później go obejrzeć, a i tak był zaskoczony, bo na przykład zupełnie inaczej to sobie wyobrażał. I teraz też liczył na to, że jednak jeszcze ją zaskoczy, może nie samym miejscem, ale aurą? Całą otoczką, którą dla niej szykował?

Nelly Rowley
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Może i Galen wykreował sobie postać, która nie miała zbyt wiele wspólnego z nim samym, ale za to mógł mieć całkowitą pewność, że Nelly patrzy na niego z tym błyskiem w oku dlatego, że go naprawdę lubiła, a nie dlatego, że miał pieniądze.
Właściwie, to brunetka nigdy nie była materialistką, bo wychowywała się w biednym domu, gdzie została nauczona żyć skromnie. Nigdy nie patrzyła na ludzi przez pryzmat tego co mają, dlatego nie imponowały jej te drogie samochody, o których Galen tak lubił opowiadać, czy diamentowe kolie kosztujące krocie. Oczywiście czuła wdzięczność za prezenty, które dostała, ale nie dlatego, że były drogie. Czułaby taką samą wdzięczność, gdyby Gaspard zerwał dla niej jakiegoś polnego kwiatka, który dla odmiany nie kosztował nic. Liczyły się dla niej czyny, a nie pieniądze.
Popatrzyła z rozbawieniem na trzymany przez blondyna Cosmopolitan i już wiedziała, że chce być po prostu miły. Bo który facet nazwałby takie babskie pisemko ciekawym? Zaraz jednak dodał, że jest piękna, a Nelly obdarzyła go równie pięknym uśmiechem. Na takie komentarze rozkwitała, jak róża. Może nawet trochę się zawstydziła, bo nie była nauczona przyjmowania komplementów, ale nie dała tego po sobie poznać. Nie była również nauczona tych wszystkich uprzejmych gestów, którymi Gaspard ją obsypywał i szybkiej jazdy, a i tak czerpała z tego ogromną radość, starając się nie ekscytować za bardzo, żeby blondyn nie wziął jej za infantylną.
- Sugerujesz, że powinniśmy ukraść jeszcze te dwa, żebym mogła sobie porównać? - popatrzyła na Gasparda z uniesioną brwią i wyczuwalnym w głosie rozbawieniem. Bo przecież tylko żartowała! Ta akcja z porsche to był jednorazowy wyskok, który miejmy nadzieję, zakończy się bez żadnego echa. Gaspard też sobie pewnie żartował, bo przecież to, co robili, nie było legalne i mógł mieć za to kłopoty, których pewnie by nie chciał. Ale nie ma tego złego, bo przecież jakiś czas temu wyznał jej, że on jeździ elektrykiem, cichutkim i ekologicznym. Och, jakie to musiałoby być bolesne doświadczenie dla Galena, gdyby przyszło mu udowodnić Nelly, że to prawda.
- A więc wycieczka - przytaknęła, bo to określenie wydało jej się najtrafniejsze. W końcu te porwania, dobrowolne czy nie, były jakoś tak źle nacechowane, a ona bawiła się świetnie, więc to wcale do siebie nie pasowało.
- Och nie, mam słabość do piesków - przyznała, wydymając dolną wargę, bo o ile kotki jeszcze tak ją nie kręciły to pieski… Eh, poszłaby pewnie w to jak w dym! No i na dodatek zdradziła blondynowi swój słaby punkt. Teraz wystarczyło, żeby ogarnął kilka szczeniaczków i miał ją jak na tacy.
Pokiwała głową, gdy podzielił jej zdanie o Niagarze. Nie była pewna, czy wodospad zapamiętany oczami dziecka teraz zachwyciłby ją równie mocno, ale chciała w to wierzyć. Zaraz jednak zmarszczyła brwi, bo zrobiło jej się trochę głupio, że nie była nawet w rodzimym Vancouver. Ale nie zamierzała mijać się z prawdą.
- Nie byłam - ledwo zauważalnie pokręciła głową. - A byłeś kiedyś w Europie? - odbiła piłeczkę, z zaciekawieniem wlepiając swoje ciemne oczy w mężczyznę. Ona oczywiście nie była, ale bardzo chciałaby kiedyś być. Spróbować prawdziwego, włoskiego jedzenia, zobaczyć Lizbonę… Aż się na moment rozmarzyła, ale wtedy przypomniała sobie o cenie biletów lotniczych za ocean i szybko jej przeszło.
- To nie tak! - zaśmiała się. Nie chciała, żeby Gaspard źle ją zrozumiał. - Moim toxic trait jest to, że kocham niespodzianki, ale najlepiej, żebym nic o nich nie wiedziała. Jeżeli dowiem się, że jakaś niespodzianka wisi w powietrzu, to zamęczę cię na śmierć i nie jestem w stanie nad tym zapanować - dodała, w dalszym ciągu mając na ustach uśmiech. - Więc możesz dać mi jakąś małą wskazóweczkę. Coś, co absolutnie nie pozwoli mi odgadnąć miejsca, a ja będę usatysfakcjonowana i dam ci spokój - doradziła, bo przecież tak naprawdę wcale nie chciała, żeby zdradził jej całość. Chciała wiedzieć, ale chciała mieć niespodziankę. Zjeść ciastko i mieć ciastko. Ach te baby, takie skomplikowane.

Galen L. Wyatt
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Akurat jeśli o Galena chodzi to on sam był infantylny, jak duży dzieciak. Auta traktował jak swoje zabawki, oczy mu błyszczały, gdy tylko o nich wspominał, a kiedy miał kupować nowe, to już dwa dni wcześniej nie spał, bo cały czas o tym myślał. Jak dziecko, które czeka na najlepszy prezent.
Więc kiedy Nelly zapytała, czy powinni ukraść te dwa pozostałe, on zaraz energicznie pokiwał głową.
- Te dwa... i wszystkie inne, które trzyma w willi pod miastem - a tam był cały garaż, pewnie jak u jakiegoś Bruce'a Wayne'a, podziemny, tylko może bez tych nietoperzy, bo jeszcze popsułyby Galenową fryzurę. Pewnie przez dobry miesiąc mógłby ją wozić codziennie innym samochodem, bo jeszcze coś tam było z kolekcji jego ojca, którą tutaj zostawił. Na takie wycieczki... jak ustalili. Chociaż dla Galena porwanie też miało w sobie pewien romantyzm. A Wyatt był trochę romantykiem, chociaż by się pewnie w życiu do tego nie przyznał. Ale mimo wszystko lubił ryzyko, jakiś taki dreszczyk emocji pod skórą.
Pieski też lubił, więc zaraz się uśmiechnął na jej kolejne słowa.
- Muszę to zapamiętać, na przyszłość, i kiedyś zabrać cię gdzieś z moim psem, tylko żebyś nie poświęcała mu więcej uwagi, niż mnie - spojrzał na nią z ukosa, z błyskiem w tych niebieskich oczach. Tylko, że Galen przecież wcale nie miał psa. Ale Gaspard mógł mieć. Mieszkał na przedmieściach, nie pracował od rana do wieczora, z powodzeniem mógł mieć jakiegoś psiaka. Jakiegoś labradora może, albo goldena. Pasowałby do niego golden. Do Gasprada. Bo do Galena może nieszczególnie.
Słuchał jej i kiedy powiedziała o Vancouver to pokiwał głową, czyli może jakiś kolejny punkt do odhaczenia? Na kolejną wycieczkę? Albo tym razem już romantyczne porwanie?
Na jej kolejne pytanie znowu się uśmiechnął, delikatnie. I jakby mógł jej odpowiedzieć jako Galen Wyatt, to pewnie wymieniłby wszystkie europejskie stolice, bo przecież jego rodzice mieszkali obecnie w Europie, latał tam dość regularnie. Chociaż ostatnio rzadziej, ostatnie wakacje zrobił sobie na czarnym lądzie, dosłownie. Na Lanzarote.
Ale czy Gaspard był? Czy takie wycieczki są osiągalne dla przeciętnego Kanadyjczyka? Aż się chwilę zastanowił.
- Nie, nie byłem - uznał to za bezpieczną odpowiedź, ale jak to w ogóle tragicznie brzmiało. Ta ich krótka wymiana zdań. Byłeś? Nie byłem. Nuda.
Aż te niebieskie oczy zatoczyły jakieś koło, zanim wylądowały znowu na drodze.
Może Gaspard był jednak... nudny?
Przeniósł na nią spojrzenie z kolejnym pytaniem, tym o niespodzianki, przyglądał jej się z zaciekawieniem. A po chwili jeden kącik jego ust uniósł się ku górze. Udał, że się zastanawia, jakby rzeczywiście może chciał jej zdradzić, coś na temat tej niespodzianki, którą szykował. Tylko, że Galen chyba nie byłby sobą... Gaspardem?
Nie no, jednak Galenem Wyattem, gdyby jej nie zaczepił.
- Chyba najpierw chciałbym, żebyś mnie jednak trochę pomęczyła - odwrócił na moment twarz w jej kierunku. Bo przecież on lubił takie gierki. No i był ciekawy, jak to będzie z jej strony wyglądało. Czy już może wiedziała, co działa na Galena... Na Gasparda, czy jeszcze wcale nie?
Ach, miał już szczerze dość tego Gasparda.
Postukał palcami w kierownicę, przesunął nimi po niej z jej kolejnymi słowami, a zaraz znowu zerknął w jej kierunku z ukosa. Zawiesił spojrzenie najpierw na jej pełnych wargach, a później na tych pięknych, brązowych oczach.
- Dobrze. Ja ci zdradzam coś... A Ty mnie męczysz Nelly, albo też mi coś zdradzasz, możesz sobie wybrać - tym razem jego usta wykrzywiły się w zaczepnym uśmiechu. Zastanowił się chwilę, coś, żeby się nie domyśliła, żeby od razu jej wszystkiego nie zdradzić.
- O tej porze roku... są tam pokazy świateł - powiedział powoli i przekręcił głowę na bok, żeby znowu na nią spojrzeć. Bo był ciekawy, czy czegoś się domyślała? Czy słyszała o tym? A może już widziała na własne oczy?
- Twoja kolej - rzucił jednak zaraz, bo jeszcze bardziej był ciekaw, co teraz on usłyszy od niej. Wyznanie? Czy jednak to męczenie?
I to, i to go intrygowało. Zresztą jak ona cała.

Nelly Rowley
Ostatnio zmieniony pn sty 26, 2026 3:22 pm przez Galen L. Wyatt, łącznie zmieniany 1 raz.
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Aż się uśmiechnęła, gdy Galen bez najmniejszego zawahania energicznie pokiwał głową w reakcji na jej pytanie.
- A więc jest ich więcej? - uniosła brew zaintrygowana, bo chyba nawet nie wyobrażała sobie skali, jak bardzo był bogaty jego szef. - Wchodzę w to. Ale wiesz, musimy obmyślić jakiś plan B, na wypadek przyłapania - ckliwa historyjka? A może dopracowany plan ucieczki? Zaleciało trochę klimatem Bonnie i Clyde’a. Pozostało mieć nadzieję, że nie skończą tak jak oni. I nawet jeśli Nelly nie kręciły drogie fury, to musiała przyznać, że bardzo przyjemnie spędzało jej się czas w luksusowym porsche, choć auto grało tutaj raczej drugorzędną rolę, bo całą swoją uwagę poświęcała swojemu rozmówcy. I to w jego kierunku zerkała maślanymi oczami, nie przykładając większej uwagi do mruczącego silnika, czy drogo wyglądającego wnętrza.
- Masz psa? Nie gadaj, ale ci zazdroszczę! Jak się nazywa? - gwałtownie odwróciła głowę w stronę blondyna, bo to było jedno z jej największych marzeń. Pies. Tak wiele i tak niewiele zarazem. - Postaram się, ale nie mogę obiecać. Wszystko zależy od tego, kto będzie chętniej rozdawał buziaczki - delikatnie przygryzła dolną wargę, próbując zahamować cisnący się jej na usta uśmiech. Bo pieski zazwyczaj uwielbiały to robić, a Gaspard? Tego jeszcze nie wiedziała.
Wiedziała już za to, że pod względem zwiedzania Europy byli na równym poziomie, czyli zerowym. Pokiwała ledwo zauważalnie głową, jakby zaznaczając, że przyjęła to do wiadomości. Nie zdziwiło jej to szczególnie. Był to kawał drogi stąd, wielu ludziom najzwyczajniej nie chciało się tyle lecieć, bo mieli równie piękne atrakcje znacznie bliżej. A jeszcze inni nie odczuwali pociągu do podróżowania, woląc przeznaczać pieniądze na coś namacalnego, szybkie auta, drogie ciuchy. Przez moment zaczęła się nawet zastanawiać, do jakiej grupy należy Gaspard, ale wtedy ich spojrzenia się skrzyżowały, wybijając Nelly z tych dywagacji.
Uśmiechnęła się i przez chwilę popatrzyła na drogę przed nimi, jakby zastanawiając się nad odpowiedzią. Zaraz jednak zerknęła na blondyna z łobuzerskim błyskiem w oku.
- Nie wiesz o co prosisz, jestem wyjątkowo dobra w męczeniu - nonszalancko wzruszyła ramionami i poczekała, aż ich spojrzenia znowu na siebie trafią, by podtrzymać je odrobinę dłużej. Interpretację tych słów pozostawiła już Gaspardowi i jego wyobraźni, mogąc jedynie mieć nadzieję, że była wystarczająco bujna, żeby poradzić sobie z takimi niedopowiedzeniami.
Zaraz jednak skinęła krótko głową, akceptując rzucone przez blondyna warunki, bo skoro miał jej zdradzić jakąś wskazówkę, to ona szła w to jak w dym. Była dużo bardziej zaciekawiona, niż dawała to po sobie poznać, ale teraz to już usiadła mocniej na lewym pośladku, przekręcając całe ciało w stronę Wyatta i wlepiła w niego swoje ciemne oczy. Miała już dość kręcenia głową, a droga przed nimi była znacznie mniej ciekawa, niż on sam.
- Pokazy świateł… - powtórzyła po mężczyźnie, marszcząc przy tym brwi. Na jej czole w tym momencie powinno się pojawić kręcące się kółeczko, bo bardzo intensywnie myślała, czy o czymś takim słyszała. Szybko jednak doszła do wniosku, że ta wskazówka nic jej nie dała, ale może to i lepiej? Chyba byłoby jej nawet trochę smutno, gdyby tak szybko się domyśliła. - Nic mi to nie mówi - powiedziała w końcu i uśmiechnęła się kącikiem ust, gdy Galen przypomniał, że teraz jej kolej.
- Mam wyznać coś o sobie, dobrze rozumiem? - upewniła się, bo całkiem odrzuciła opcję z męczeniem go. A przynajmniej nie chciała go męczyć w ten sposób. - W porządku. A więc potrafię robić zajebisty masaż - wyznała, przyglądając się reakcji blondyna. Niewiele osób o tym wiedziało, ale brunetka miała pewien epizod z pracą na recepcji w gabinecie masażu, gdzie zaczęli ją przyuczać do podstawowych masaży relaksacyjnych. Pewnie by w to nawet poszła, gdyby nie sytuacja z mamą, która na tamten moment pochłonęła ją w całości. Czy masowała aż tak zajebiście? Pewnie nie, ale dobra reklama była połową sukcesu.
- Och, zapomniałam ci w końcu podziękować za te piękne rzeczy - przypomniała sobie, że miała to zrobić już wcześniej, ale rozmowa tak dobrze im się kleiła, że całkiem wyleciało jej to z głowy. Przełknęła już uczucie zakłopotania i teraz pozostała już tylko wdzięczność. - Jak mogę ci się za to odwdzięczyć, hmm? - zapytała, dłońmi wygładzając materiał sukienki.

Galen L. Wyatt
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W zasadzie to ciężko było sobie wyobrazić to, jaki Galen Wyatt był naprawdę bogaty, bo jego firma obracała jakimiś skandalicznymi sumami pieniędzy, a te samochody, to on sobie kupował jak nowe hot wheelsy, chociaż to może w pewien sposób to obrazowało.
- Najlepiej to po prostu nie dać się złapać Nelly, ale w sumie... jaki plan B? - zapytał, bo był ciekawy. Akurat Galen to na poczekaniu wymyślał kolejne wymówki, raczej spontanicznie, niepowodzenia zawsze przekuwając na swoją korzyść. Ale był ciekawy co siedzi w jej głowie. Bardzo był ciekawy. Bo on już jej trochę pokazał, tej odrobiny szaleństwa, która siedziała gdzieś tam pod tym drogim garniakiem. Chociaż czy ona mu jej nie pokazywała? Ubierając na siebie te drogie, nielegalne sukienki?
Chyba nie przemyślał sprawy z tym psem.
Na pewno tego nie przemyślał, jak w ogóle tego całego udawania jakiegoś tam Gasparda. Ale zamiast się wycofać, to on w to coraz bardziej szedł, pogrążał się.
- Leopold... - wypalił, wcale nie zastanawiając się nad tym, że to dziwne imię dla psa, ale... Galen Leopold Wyatt, już się chciał gdzieś zakręcić, bardziej koło swojej osoby. Jeszcze miał coś powiedzieć o tym psie, może że jest słodziakiem? Ale Galen tak nie cierpiał tego określenia. Nienawidził go.
Chociaż Gaspard z powodzeniem mógł takiego używać. Mógł, czy nie?
On się już tak w tej swojej głowie motał, w tych wszystkich myślach, że przez moment się zawiesił, gdzieś z błękitnych tęczówkami utkwionymi w jej pełnych ustach.
- Buziaczki? - powtórzył unosząc brew, i dopiero po chwili jej słowa do niego dotarły. Czy Galen lubił buziaczki? Chyba tak, jakoś mocniej nabrał powietrza w płuca, a stopa ciężej opadła na pedał gazu.
- A Ty chętnie rozdajesz buziaczki Nelly? - te buziaczki z jego ust brzmiały dziwnie, ale... mógłby się przyzwyczaić, może on nawet do słodziaka by mógł?
Zatrzymał niebieskie tęczówki na jej twarzy, kiedy powiedziała to, że jest wyjątkowa dobra w męczeniu, a na języku już miał to słowo udowodnij, bo przecież Galen nie uwierzy póki czegoś nie zobaczy, nie odczuje na własnej skórze. Ale postanowił sobie to jednak zachować na później. Jeszcze przez chwilę patrząc w jej błyszczące, ciemne oczy. Piękne.
Zdradził jej tajemnicę, ciekawostkę na temat tego miejsca, gdzie jadą, licząc na to, że się nie domyśli. Więc te jej słowa, że nic jej to nie mówi skwitował uśmiechem. Nie mówi, ale może zaciekawi, na to liczył. Pokiwał głową, kiedy zapytała czy dobrze rozumie i teraz jej kolej na wyznanie. Przyhamował trochę gwałtowniej, bo oczywiście zagapił się na nią w oczekiwaniu na to wyznanie, a przed auto nagle wyjechał mu jakieś BMW. Delikatnie nimi szarpnęło, w momencie gdy Nelly powiedziała swoje wyznanie. Galen przez chwilę je trawił, a zaraz sięgnął ręką do swojego karku, po którym przesunął palcami.
- Świetnie się składa, bo akurat jakoś tak zdrętwiałem - co prawda chodził na masaże pewnie co trzy dni, ale tego nie musiała wiedzieć. Zresztą to wcale nie takie masaże, jak już sobie wyobrażał, z udziałem Nelly. Bo oczywiście, że wyobraźnia działała, a Galen miał ją czasem zanadto wybujałą. Przesunął spojrzeniem niebieskich ślepi gdzieś na jej udo ukryte pod materiałem sukienki. A ona jakby to wyczuła zaraz ją poprawiając.
- To nic takiego, to w końcu... pieniądze mojego szefa, a on jest milionerem - który siedział sobie przed nią - a jak chciałabyś się odwdzięczyć? - dopytał. A właściwie to droga minęła im szybko, a Galen cały czas dociskał pedał gazu, byli już na miejscu, już parkował pod jakimś pięknym hotelem. Zgasił silnik samochodu, ale nie ruszył się z miejsca, chociaż ruszył się, ale zamiast do wysiadania, to on pochylił się w jej kierunku.
- Przyjmuję wyrazy wdzięczności w postaci buziaczków - znowu to słodkie słowo z jego ust. Ust, które przesunęły się bliżej niej, bo Galen też już odwrócił się na fotelu w jej kierunku, odpiął w międzyczasie pas i pochylał się nisko nad skrzynią biegów. Mogła czuć jego ciepły oddech na dekolcie ozdobionym tą piękna kolią.
- Albo może masaż? - przechylił na bok głowę, z niebieskimi tęczówkami, które sunęły od ozdobnej biżuterii, po szyi, na jej bajeczne, brązowe oczy. Przysunął się jeszcze bliżej, żeby również na tych pełnych, gorących wargach poczuł jego ciepło.
Ale jej nie pocałował, nie uwieńczył tego łącząc ich wargi w obłędnym pocałunku, chociaż może nawet tego chciał, ale przecież Galen Wyatt umiał wyczekać odpowiedni moment, no i to jeszcze nie było to, nie w samochodzie.
Wysiadł z auta, poprawił się zapinając guziki marynarki, a później ruszył, żeby otworzyć jej drzwi. Żeby znowu zaoferować jej swoje ramię, kiedy prowadził ją do tego zachwycającego hotelu.
Kiedy znaleźli się w marmurowym holu z kryształowym żyrandolem, to Galen zostawił Nelly przy zjawiskowym akwarium, które przykrywało całą ścianę, a sam podszedł do recepcji, chociaż gdzieś po drodze ktoś go przywitał i znowu pojawiło się to nazwisko.
Panie Wyatt.
A jednak Galen szybko to załatwił i już po chwili prowadził Nelly do windy.
- Będzie ci się podobać, często tu... bywamy, wyjazdy firmowe - powiedział, kiedy kierowali się już do pokoju. Prowadził ich boj hotelowy, nawet nie zmieszany tym, że nie mieli żadnych bagaży. Otworzył przed nimi drzwi. Pokój był oszałamiający, pewnie najlepszy w całym hotelu, ale przede wszystkim wrażenie robił widok... na Wodospad Niagara.
Galen podszedł do wielkiego okna, które zajmowało całą ścianę, wsunął ręce do kieszeni spodni, i odwrócił się w kierunku Nelly.
- Może następnym razem będzie bardziej zaskakująco? - może gdy więcej się o niej dowie, to będzie mu to szło łatwiej? Na to liczył. Albo gdy jej się przyzna w ogóle... kim tak naprawdę jest?

Nelly Rowley
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
29 y/o
For good luck!
167 cm
barista w The Bubble Tea Shop
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Oczywiście, że najlepiej było nie dać się złapać…
Problem w tym, że takie założenie mieli chyba wszyscy złodzieje samochodów, a mimo to część z nich trafiała w ręce policji. I właśnie tutaj był potrzebny plan B. Ale jaki? Nelly nie miała pojęcia, więc gdy z ust blondyna padło pytanie, przygryzła wnętrze policzka i chwilę się nad tym zastanowiła.
- Nie jestem specjalistką od kradzieży drugich aut - zaznaczyła na początku, jakby jeszcze Gaspard miał ku temu jakieś wątpliwości. - Ale wspominałeś coś o tym, że Ameryka Południowa jest bardzo malownicza, więc przygotuj się, że być może będziemy musieli tam uciec i zaszyć się w jakimś małym miasteczku w hm… Boliwii - wzruszyła ramionami, zaraz zerkając na mężczyznę z uniesioną brwią. - Chyba że jesteś dobry w kłamaniu, to możemy jeszcze odegrać jakaś ckliwą scenkę - czy był w tym dobry? Och, Nelly chciała wierzyć, że nie. Nie miała przecież żadnych powodów, żeby podejrzewać Gasparda o jakiekolwiek kłamstwa.
A nawet jeśli potrafił kłamać, to już wymyślanie imion dla psów szło mu raczej średnio. Leopold? Nelly aż się uśmiechnęła kącikiem ust, wyobrażając sobie jakiegoś małego fafika o dumnym imieniu Leopold. Chociaż nie, do Gasparda bardziej by jej pasował duży pies. Na szczęście nie zaczęła jeszcze bardziej drążyć i wypytywać o szczegóły, bo padło pytanie o buziaczki, które na dodatek sama sprowokowała.
Zaśmiała się krótko.
- Chętnie, ale tylko wybrańcom - odpowiedziała, żeby sobie jeszcze nie pomyślał, że aż tak łatwo było skraść jej buziaka. Leopoldowi pewnie by się udało. A Gaspardowi? O tego to na pewno by mu nie powiedziała. Mógł jedynie przekonać się na własnej skórze, bo kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.
Aż przerwała mówić i zerknęła na drogę przed nimi, gdy Gaspard zahamował, ale nie wywarło to na niej większego wrażenia. Czuła się bezpiecznie z Wyattem za kierownicą. Widziała, że świetnie radzi sobie ze sportowym autem i panuje nad jego mocą, więc nie potrzebowała dodatkowo kontrolować otoczenia. Poza tym cała jej uwaga była teraz skupiona na blondynie i jego reakcji na jej wyznanie. Popatrzyła, jak sunie palcami po karku, bo gdzieś wewnętrznie spodziewała się, że może szukać powodu, by wypróbować umiejętności Nelly. Uśmiechnęła się. Może trochę o to jej też chodziło? Ale nie odpowiedziała. Chciała zostawić go w niepewności, która tak pięknie budowała rosnące między nimi napięcie.
Poruszając natomiast temat wdzięczności za prezenty, spodziewała się, że Gaspard - tak jak wcześniej - usprawiedliwi wszystko zamożnością swojego szefa. Ale to nawet nie chodziło już o te pieniądze, które wydali, ale sam gest. Tylko jak ona chciała się mu za to odwdzięczyć? To było całkiem dobre pytanie, które znowu wymagało od niej chwili zastanowienia się. A ogromny hotel, pod który zajechali w międzyczasie, całkowicie wyrwał ją z tych dywagacji. Nie trzeba było nawet wchodzić do środka, żeby stwierdzić, że budynek ociekał luksusem. Nelly szybko pomyślała o tym, że nie będzie pasować do tego miejsca, ale wtedy przypomniała sobie, że przecież dzisiaj wcale nie wygląda jak Nelly Rowley. I chyba pozostało jej wejść w nową rolę i udawać, że wcale nie jest zwykłą dziewczyną od grzańca, która na co dzień jeździ autobusami, a nie luksusowym porsche.
Słowa Gasparda ściągnęły jej myśli na ziemie. Przeniosła wzrok z budynku przed nimi na blondyna, patrząc, jak odpina pas i przysuwa się bliżej. Nawet nie drgnęła, z lekko rozchylonymi wargami obserwując jego usta, które rzucały teraz różne propozycje. Ciepły oddech łaskotał ją w delikatną skórę na dekolcie, a Nelly prawie nieświadomie, automatycznie zwilżyła swoje usta końcówką języka, zaraz odnajdując błękitne oczy, w które spojrzała głęboko. Chyba nawet wstrzymała na moment oddech, wypuszczając go, dopiero gdy Wyatt się odsunął. Och.
- Jest tak wiele możliwości, przemyślę to - odpowiedziała i popatrzyła, jak Gaspard wysiada i idzie na drugą stronę auta, by otworzyć jej drzwi. Szybko zerknęła w lusterko, by upewnić się, że jej twarz nie spłonęła rumieńcem, bo tak. Zrobiło jej się gorąco. Nawet mimo rozpiętego płaszcza.
W drodze do hotelu skorzystała z ramienia blondyna, asekurując się na oblodzonym chodniku. Gdy weszli do środka, wzrok Nelly od razu powędrował na kryształowy żyrandol, który był po prostu zachwycający. Zresztą jak i całe wnętrze. Tak więc nie miała najmniejszego problemu z tym, że Galen zostawił ją przy gigantycznym akwarium, bo z zaciekawieniem zaczęła oglądać pływające w nim ryby, nawet nie słysząc nazwiska, które znowu padło. Na szczęście, bo drugi raz pewnie nie puściłaby tego mimo uszu.
- Robicie sobie integracje w miejscach takich jak te? Nie macie jakichś wolnych etatów? - zażartowała w odpowiedzi. Bo co ona niby miałaby tam robić? Sprzątać? Czy robić kawę?
Szła u boku Gasparda długim korytarzem, a stukot jej szpilek głuchym echem odbijał się od ścian. Czuła lekko przyspieszone bicie serca i ten charakterystyczny dreszczyk emocji, bo przecież nadal nie miała bladego pojęcia, co miało być tą niespodzianką. A gdy drzwi do pokoju otworzyły się przed nimi, a oczom Nelly ukazał się totalnie odrealniony widok, musiała bardzo się pilnować, żeby nie rozdziawić buzi ze zdziwienia.
Zatrzymała się i rozejrzała po pomieszczeniu, dopiero po chwili, wolnym krokiem, nóżka za nóżką, śladami Gasparda idąc w kierunku gigantycznego okna. Zatrzymała się tuż przed mężczyzną, nadal wielkimi oczami, tuż nad jego ramieniem patrząc na wodospad.
- Przepraszam, że się nie odzywam, ale chyba pierwszy raz w życiu zaniemówiłam - powiedziała po dłuższej przerwie i przeniosła spojrzenie na twarz blondyna, szybko odnajdując jego błękitne oczy. Kącik jej ust drgnął ku górze. Jeszcze przez chwilę podtrzymała jego wzrok, po czym sięgnęła do guzików płaszcza. - Pomożesz mi? - zapytała i odwróciła się do blondyna tyłem, zsuwając ciężki materiał z ramion. Emocje grzały ją na tyle, że absolutnie nie potrzebowała na sobie dodatkowych warstw.
- I wymyśliłeś to wszystko na poczekaniu? Gdy siedzieliśmy w kawiarni? - zapytała, jakby nadal niedowierzając w to, jak potoczył się jej dzisiejszy dzień. A raczej jego pierwsza połowa, bo przecież druga nadal była przed nimi. - Aż się boję zapytać, co jeszcze przygotowałeś.

Galen L. Wyatt
Ola
Jestem elastyczna i umiem się dopasować, jeśli coś mi nie będzie pasować, to na pewno powiem.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ First Canadian Place”