W zasadzie to ciężko było sobie wyobrazić to, jaki Galen Wyatt był naprawdę bogaty, bo jego firma obracała jakimiś skandalicznymi sumami pieniędzy, a te samochody, to on sobie kupował jak nowe hot wheelsy, chociaż to może w pewien sposób to obrazowało.
-
Najlepiej to po prostu nie dać się złapać Nelly, ale w sumie... jaki plan B? - zapytał, bo był ciekawy. Akurat Galen to na poczekaniu wymyślał kolejne wymówki, raczej spontanicznie, niepowodzenia zawsze przekuwając na swoją korzyść. Ale był ciekawy co siedzi w jej głowie. Bardzo był ciekawy. Bo on już jej trochę pokazał, tej odrobiny szaleństwa, która siedziała gdzieś tam pod tym drogim garniakiem. Chociaż czy ona mu jej nie pokazywała? Ubierając na siebie te drogie,
nielegalne sukienki?
Chyba nie przemyślał sprawy z tym psem.
Na pewno tego nie przemyślał, jak w ogóle tego całego udawania jakiegoś tam Gasparda. Ale zamiast się wycofać, to on w to coraz bardziej szedł, pogrążał się.
-
Leopold... - wypalił, wcale nie zastanawiając się nad tym, że to dziwne imię dla psa, ale... Galen Leopold Wyatt, już się chciał gdzieś zakręcić, bardziej koło swojej osoby. Jeszcze miał coś powiedzieć o tym psie, może że jest
słodziakiem? Ale Galen tak nie cierpiał tego określenia. Nienawidził go.
Chociaż Gaspard z powodzeniem mógł takiego używać. Mógł, czy nie?
On się już tak w tej swojej głowie motał, w tych wszystkich myślach, że przez moment się zawiesił, gdzieś z błękitnych tęczówkami utkwionymi w jej pełnych ustach.
-
Buziaczki? - powtórzył unosząc brew, i dopiero po chwili jej słowa do niego dotarły. Czy Galen lubił buziaczki? Chyba tak, jakoś mocniej nabrał powietrza w płuca, a stopa ciężej opadła na pedał gazu.
-
A Ty chętnie rozdajesz buziaczki Nelly? - te buziaczki z jego ust brzmiały dziwnie, ale... mógłby się przyzwyczaić, może on nawet do
słodziaka by mógł?
Zatrzymał niebieskie tęczówki na jej twarzy, kiedy powiedziała to, że
jest wyjątkowa dobra w męczeniu, a na języku już miał to słowo
udowodnij, bo przecież Galen nie uwierzy póki czegoś nie zobaczy, nie odczuje na własnej skórze. Ale postanowił sobie to jednak zachować na później. Jeszcze przez chwilę patrząc w jej błyszczące, ciemne oczy.
Piękne.
Zdradził jej tajemnicę, ciekawostkę na temat tego miejsca, gdzie jadą, licząc na to, że się nie domyśli. Więc te jej słowa, że
nic jej to nie mówi skwitował uśmiechem. Nie mówi, ale może zaciekawi, na to liczył. Pokiwał głową, kiedy zapytała czy dobrze rozumie i teraz jej kolej na wyznanie. Przyhamował trochę gwałtowniej, bo oczywiście zagapił się na nią w oczekiwaniu na to wyznanie, a przed auto nagle wyjechał mu jakieś BMW. Delikatnie nimi szarpnęło, w momencie gdy Nelly powiedziała swoje wyznanie. Galen przez chwilę je trawił, a zaraz sięgnął ręką do swojego karku, po którym przesunął palcami.
-
Świetnie się składa, bo akurat jakoś tak zdrętwiałem - co prawda chodził na masaże pewnie co trzy dni, ale tego nie musiała wiedzieć. Zresztą to wcale nie takie masaże, jak już sobie wyobrażał, z udziałem Nelly. Bo oczywiście, że wyobraźnia działała, a Galen miał ją czasem zanadto wybujałą. Przesunął spojrzeniem niebieskich ślepi gdzieś na jej udo ukryte pod materiałem sukienki. A ona jakby to wyczuła zaraz ją poprawiając.
-
To nic takiego, to w końcu... pieniądze mojego szefa, a on jest milionerem - który siedział sobie przed nią -
a jak chciałabyś się odwdzięczyć? - dopytał. A właściwie to droga minęła im szybko, a Galen cały czas dociskał pedał gazu, byli już na miejscu, już parkował pod jakimś pięknym hotelem. Zgasił silnik samochodu, ale nie ruszył się z miejsca, chociaż ruszył się, ale zamiast do wysiadania, to on pochylił się w jej kierunku.
-
Przyjmuję wyrazy wdzięczności w postaci buziaczków - znowu to słodkie słowo z jego ust. Ust, które przesunęły się bliżej niej, bo Galen też już odwrócił się na fotelu w jej kierunku, odpiął w międzyczasie pas i pochylał się nisko nad skrzynią biegów. Mogła czuć jego ciepły oddech na dekolcie ozdobionym tą piękna kolią.
-
Albo może masaż? - przechylił na bok głowę, z niebieskimi tęczówkami, które sunęły od ozdobnej biżuterii, po szyi, na jej bajeczne, brązowe oczy. Przysunął się jeszcze bliżej, żeby również na tych pełnych, gorących wargach poczuł jego ciepło.
Ale jej nie pocałował, nie uwieńczył tego łącząc ich wargi w obłędnym pocałunku, chociaż może nawet tego chciał, ale przecież Galen Wyatt umiał wyczekać odpowiedni moment, no i to jeszcze nie było to, nie w samochodzie.
Wysiadł z auta, poprawił się zapinając guziki marynarki, a później ruszył, żeby otworzyć jej drzwi. Żeby znowu zaoferować jej swoje ramię, kiedy prowadził ją do tego zachwycającego hotelu.
Kiedy znaleźli się w marmurowym holu z kryształowym żyrandolem, to Galen zostawił Nelly przy zjawiskowym akwarium, które przykrywało całą ścianę, a sam podszedł do recepcji, chociaż gdzieś po drodze ktoś go przywitał i znowu pojawiło się to nazwisko.
Panie Wyatt.
A jednak Galen szybko to załatwił i już po chwili prowadził Nelly do windy.
-
Będzie ci się podobać, często tu... bywamy, wyjazdy firmowe - powiedział, kiedy kierowali się już do pokoju. Prowadził ich boj hotelowy, nawet nie zmieszany tym, że nie mieli żadnych bagaży. Otworzył przed nimi drzwi. Pokój był oszałamiający, pewnie najlepszy w całym hotelu, ale przede wszystkim wrażenie robił widok... na Wodospad Niagara.
Galen podszedł do wielkiego okna, które zajmowało całą ścianę, wsunął ręce do kieszeni spodni, i odwrócił się w kierunku Nelly.
-
Może następnym razem będzie bardziej zaskakująco? - może gdy więcej się o niej dowie, to będzie mu to szło łatwiej? Na to liczył. Albo gdy jej się przyzna w ogóle... kim tak naprawdę jest?
Nelly Rowley