ODPOWIEDZ
35 y/o
Indulge in local cuisine
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

once you pull the trigger you
can't put the bullet back in the gun
Życie i praca w Toronto była znacznie mniej interesująca niż ta przedstawiana na ekranach telewizorów. Chciałby móc powiedzieć, że przekonał się o tym bardzo szybko - gdy na jego piersi pojawił się błękitny uniform, a w dłoni znalazła odznaka. Jako ambitny i pełen zaangażowania młodzik w policji z uwagą obserwował wszystkie, głośne sprawy i nawet w jego głowie powstało nierealistyczne wyobrażenie tego, czym zajmowali się ludzie na szczycie.
Ba! Resztka tego przekonania tkwiła w nim gdy po raz pierwszy wkroczył na komisariat jako detektyw wydziału zabójstw. Iskierka niezdrowej ekscytacji towarzyszyła mu gdy otwierał pierwsze akta, analizując schowane w nich informacji. Zamiast jednak przerodzić się w płomień, z wolna stawała się coraz mniejsza, z każdym, nowym folderem tkwiącym na jego biurku.
Folderem, w którym tkwiło dokładnie to samo.
Gdyby powiedział komukolwiek spoza swojego zawodu, że wydział zabójstw bywał n u d n y, prawdopodobnie zarobiłby łatkę odklejonego rzeczywistości. Gdy jednak człowiek przyzwyczaił się do widoku krwi, do wszechobecnej przemocy rzucającej swój cień na ściany pomieszczeń, jedna sprawa nie różniła się zbyt wiele od drugiej. Znaczna część morderstw miała charakter relacyjny i długą, udokumentowaną historię gwałtowności po stronie mordercy, która skutecznie skracała potrzebne śledztwo do minimum. Czym innym były strzelaniny - wbrew obiegowej opinii różniącej Kanadę od Stanów Zjednoczonych tak, jak dzień różnił się od nocy - stanowiące ponad połowę popełnianych zabójstw na Kanadyjskiej ziemi. Spora część z nich nie podpadała pod jego wydział, bowiem nie zajmował się przestępczością zorganizowaną.
Cóż, przynajmniej nie za dnia.
Stara, zapomniana iskierka ekscytacji towarzyszyła mu tego ranka gdy podnosił taśmę policyjną, wkraczając na oddzielony teren przy galerii sztuki Maison Aurélien. Przykryta odpowiednią warstwą lat, doświadczenia i zwykłej, nabytej goryczy, nie przebijała się przez maskę obojętności wymalowaną na jego twarzy gdy pochylał się nad przykrytym folią zawiniątkiem wyniesionym z budynku.
Z wnętrza zwykłego, kurierskiego kartonu spoglądała na niego czyjaś głowa.
Piętnaście, dwadzieścia, może całe s t o minut później wkraczał do wnętrza eleganckiej galerii, pomiędzy zastępy techników zabezpieczających całe miejsce zdarzenia. Nie miał do dyspozycji zbyt wielu świadków zdarzenia, którzy mogliby przybliżyć mu tę sytuację.
Tylko jednego.
- Pani Georgina Gardner? - zapytał, zerkając na schowaną w głębi galerii kobietę znad małego notesu, w którym dziesięć minut wcześniej zanotował przekazane mu na zewnątrz nazwiska. - Detektyw Rhys Madden, wydział zabójstw.
Skinienie jego głowy było oszczędne - nie towarzyszyło mu wyciągnięcie ku niej ręki i stosowna pauza, którą mogli wypełnić uprzejmości. Już dawno temu przekonał się, że kultura była narzędziem, które mało kiedy czyniło jakąkolwiek różnicę w jego pracy.
- Rozumiem, że jest pani osobą, która przyjęła tego ranka paczkę? - dodał, bezosobowo, p o r z ą d k u j ą c fakty.

Georgina Gardner
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
marszand, art dealer w Maison Aurélien
Awatar użytkownika
You were my town
Now I'm in exile, seeing you out
I think I've seen this film before
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Życie Georginy Gardner było… idealne. Miała pracę, o którą długo walczyła i którą kochała. Miała pieniądze, znajomości, kochającego (ekhm) męża, piękny dom i wszystko, co tylko sobie wymarzyła. Nie było w nim nagłych zwrotów akcji, wybuchów i pościgów. Były kolacje w eleganckich restauracjach, spotkania towarzyskie, zakupy w drogich butikach i porządek. Od zawsze była uczona porządku, odpowiedniego zachowania i dbania o dobre imię rodziny. O reputację! Dorastała w pieprzonej złotej klatce i sama nie potrafiła powiedzieć, w którym momencie swojego dorosłego życia ponownie do niej weszła i już nie potrafiła z niej wyjść.
Praca utrzymywała ją przy zdrowych zmysłach. Kochała sztukę i wreszcie miała coś do powiedzenia, wreszcie nie miała wątpliwości… była w czymś dobra. Najlepsza. Czuła się w tym świecie jak ryba w wodzie, nawiązywanie kontaktów zawodowych przychodziło jej łatwo i wszystko szło tak dobrze.
Za dobrze.
Nie potrafiła powiedzieć jak to się stało. Jedna niefortunna decyzja, jedna transakcja, która nigdy nie powinna mieć miejsca. I całe jej życie, wszystko na co tak ciężko pracowała… legło w gruzach. Mogło legnąć w gruzach.
Nie spodziewała się, że przychodząc do pracy narazi się na coś takiego. Dzień niczym się nie wyróżniał, przyszła do galerii w doskonałym nastroju z kubkiem kawy zgarniętej z pobliskiej kawiarni. Poczta jak zawsze była już na zapleczu – takimi rzeczami zawsze zajmowała się jej asystentka. Chociaż może to złe słowo? Dziewczyna, która z nią pracowała – trochę zajmowała się galerią, trochę papierkową robotą… robiła wszystkie te rzeczy, których Gigi lubić nie robiła. I to ona usłyszała krzyk Georginy… tak przerażający, że pewnie nie zapomni go do końca swojego życia.
Gigi prawdopodobnie też nie.
Później wszystko działo się już tak szybko… siedziała w jednym z foteli na zapleczu i zastanawiała się, czy powinna do kogoś zadzwonić – do męża? Ojca? Czy jeśli w jej galerii i w jej poczcie znalazło się coś tak makabrycznego powinna zadzwonić do prawnika? Ale przecież prawie nic nie zrobiła. A już na pewno nikogo nie zabiła.
Drgnęła słysząc swoje imię i nazwisko. Podniosła wzrok na mężczyznę, krótko przesunęła po nim spojrzeniem – jakby miała w ten sposób ocenić z kim ma do czynienia. Wstała, ale nie zbliżyła się do niego.
- Odebrała ją Taylor… moja pracownica, razem z całą pocztą. – machnęła w kierunku całej reszty przesyłek i listów, które pewnie teraz sprawdzali policjanci, ale nawet jej to nie przeszkadzało. Nie wierzyła, że mogliby cokolwiek w nich znaleźć – Zawsze ją tu dla mnie zostawia. Paczka jak paczka. Wydawała się tylko… ciężka. – głos jej się załamał, gdy dotarło do niej dlaczego ta paczka była ciężka. Aż ją wzdrygnęło – Wie… wiecie kto to jest?i co do cholery jego głowa robi w mojej galerii?! Tego pytania na głos już nie zadała, ale wbiła intensywne spojrzenie w detektywa Maddena, oczekujac jakichkolwiek wskazówek.


Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
35 y/o
Indulge in local cuisine
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madden nie znał się na sztuce. Sporadycznie odwiedzał galerie lub muzea, kiedyś, w innym życiu, ciągnięty do nich parą dłoni należących do osoby, która nie kroczyła już po tym świecie. Przyglądał się malunkom świateł i cieni, temu, jak barwy mieszały się ze sobą na antycznych płótnach. Oglądał karykaturalne przedstawienia ludzkich grzechów i zarazem stojące z nimi w równowadze, piękne oblicza pozostałych. Potrafił powiedzieć, co mu się podobało, a co nie - choć szczyt jego opiniotwórczych obserwacji prawdopodobnie byłby absolutnym minimum dla innych.
Jednak nawet on potrafił stwierdzić, że siedząca na zapleczu właścicielka Maison Aurélien tworzyłaby obraz piękny w swoim kontraście.
Jego wzrok prześlizgnął się po twarzy pięknej brunetki, napotykając wymalowaną w jej oczach apatię. Zachowywała spokój, z rodzaju tych, które ogarniają każdą osobę wciąż będącą w szoku. Załamanie jej głosu, okazjonalne drżenie ramion zdradzało wszystkie, kotłujące się w jej wnętrzu emocje. Być może dla niewprawionego oka wyglądała spokojnie - tak, jak zanurzona w wodzie Ophelia, której uroda i melancholijny bezruch odwracały uwagę obserwatora od pochłaniającej ją śmierci.
- Taylor - powtórzył pod nosem, przewracając kartkę swojego notatnika w poszukiwaniu nazwiska. To nie tak, że go potrzebował - pracownica była jedynie posłańcem, prawdopodobnie w żaden sposób niezwiązanym z tymi wydarzeniami. Lubił jednak wiedzieć, panować nad detalami i pamiętać każdy szczegół.
- Liczyłem na to, że może pani mi powie - odrzekł swobodnie, głosem, który mógł łamać się od wielu rzeczy, lecz nie od zakrwawionej głowy schowanej w kurierki karton.
Uniósł wzrok znad papieru z powrotem na siedzącą przed nim kobietę. Nie musiał być detektywem by wiedzieć, że była wstrząśnięta - tak, jak każdy, u którego progu pojawiłyby się ludzkie szczątki. W jego branży występowało wiele przypadków, lecz wiedział, że nie miał do czynienia z nieszczęśliwym wypadkiem.
Tylko z wiadomością.
- Szczątki, które przyniosła pani pracownica tego ranka były zaadresowane na pani galerię, prawda? - dodał, szukając w niej potwierdzenia. Przekrzywił głowę, jakby ten gest miałby pozwolić mu spojrzeć na nią z innej perspektywy. - Czy zdarzyło się wcześniej, żeby otrzymała pani tego typu paczkę, pani Gardner?
Jego głos brzmiał bezosobowo, wręcz o b o j ę t n i e, choć w spojrzeniu chłodnych tęczówek malowało się skupienie. W jego sercu iskierka ciekawości rosła, przekształcając się w pierwszy, wątły płomień. Rzadko kiedy miał do czynienia z tajemnicami takimi jak ta.
Tajemnicami, które pragnął rozwiązać.

Georgina Gardner
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
marszand, art dealer w Maison Aurélien
Awatar użytkownika
You were my town
Now I'm in exile, seeing you out
I think I've seen this film before
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby tylko mogła cofnąć czas…
Wykorzystałaby to wielokrotnie. Znając konsekwencje pewnie wiele z życiowych decyzji podjęłaby inaczej, ale te, które doprowadziły ją do dzisiejszego dnia były na szczycie tej listy. Nic nigdy nie zrobiło na niej takiego wrażenia. Nic. Nigdy. Przez większość swojego życia uchodziła za królową lodu i ten jeden raz naprawdę doceniała własną umiejętność panowania nad emocjami. Nie rozpadła się. Nie mogła. Musiała zachować pozory…
Jeśli nie chciała skończyć jak ten człowiek, którego szczątki dostała pocztą.
Podniosła wzrok na policjanta… ściągając mocniej brwi i przez chwilę przyglądając mu się czujnie. Rozbierając jego pytanie na części pierwsze i ważąc słowa, które mogły stanowić odpowiedź.
- Pyta mnie Pan, Detektywie Madden, czy już wcześniej dostałam paczkę z ludzkimi szczątkami? Nie. Wtedy poznalibyśmy się wcześniej, bo podobnie jak dzisiaj zadzwoniłabym po policję. Zdaję sobie sprawę, że sztuka może być… specyficzna, niepokojąca a nawet makabryczna, ale nie. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego. – czegoś tak… przerażające. Musiała sama przed sobą przyznać, że była przerażona i chociaż bardzo starała się to ukryć i zachować spokój to brak kolorów na jej twarzy był bardziej niż wymowny. W momencie, gdy otworzyła karton i zdała sobie sprawę na co patrzy – cieszyła się, że nie miała zwyczaju jeść śniadań – Na moją galerię i na mnie. Zazwyczaj przychodzą przedmioty z aukcji lub te przysłane przez moich klientów do wyceny. – wyjaśniła jakich przesyłek można się spodziewać w takim miejscu jak to. Było ich dużo, ale nigdy nie były to części ciała - Nie wiem też, kto to może być.
Przesunęła spojrzeniem po męskiej twarzy, przyglądała mu się prawdopodobnie o ułamek sekundy za długo, nie powinna… wiedziała to. Jednocześnie bardzo chciałaby wiedzieć, co o tym wszystkim myślał. Co o niej myślał. Czy powinno niepokoić ją coś więcej niż martwy człowiek, którego całkiem spora część znalazła się w jej galerii? Czy był w stanie rozwiązać tą zagadkę zanim ona sama wpadnie w jeszcze większe kłopoty?
- Znajdźcie go. – rzuciła ciszej, nie odwracając od niego spojrzenia – Tego, który to zrobił. – w końcu nie żył człowiek… i żałowała, że nie mogła im pomóc.
Nie mogła.


Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
35 y/o
Indulge in local cuisine
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie podejrzewał właścicielki tego przybytku o nielegalne działania, lecz trudno było oceniać ją w próżni. Głowa zapakowana w kartonowe pudełko dostawcze nie była przypadkiem, nie była nawet efektywnym sposobem pozbywania się zwłok kawałek po kawałku - była ostrzeżeniem. Groźbą, przyniesioną przez nieświadomego kuriera bądź podrzuconą przez kogoś, kogo ręce były skalane świadomością tego czynu.
Wątpił, żeby Georgina Gardner miała zbroczone szkarłatem dłonie. Ale musiała być częścią układanki, którą teraz jemu przypadło rozwikłać. Wątpił, by była przypadkowym celem tak jasno wysłanego sygnału. Ktokolwiek sprawił, że głowa ofiary znalazła się na jej biurku, we wnętrzu jej galerii, wybrał ją nie bez powodu.
A teraz on, skanując jej twarz gdy mówiła, usiłował dostrzec ten powód gdzieś w jej rozbieganym spojrzeniu i roztrzęsionym głosie.
- Gdyby wydarzyło się to wcześniej, inny detektyw mógłby być przydzielony do tej sprawy. W takim wypadku pani odpowiedź zaoszczędziłaby mi papierkowej roboty - odrzucił niezrażony ciętym językiem, na który na przestrzeni lat stał się całkowicie odporny. - Nazwałaby pani to, co znalazła, sztuką? - dodał bezwiednie, podchwytując jej słowa, nie mogąc się p o w s t r z y m a ć przed małą prowokacją.
Ponieważ Georgina Gardner nie zamordowała tego człowieka, ale z pewnością chowała w sobie jakąś tajemnicę. Wierzył w to, że pierwszy raz widziała na oczy obraz tak makabryczny, że nie spodziewała się tego gdy otworzyła tego dnia paczkę. Ale z równym przekonaniem wiedział, że nie otrzymała jej bez powodu.
- Zamierzam to zrobić - odparł, ignorując subtelne zakończenie rozmowy, które niosły ze sobą jej słowa - świadomie bądź nie. Odwrócił głowę, rozglądając po zapleczu galerii z zainteresowaniem - po częściowo przykrytych plandeką dziełach sztuki, których nie wystawiano w głównej sali, po wpół otwartych kartonach nowych dostaw. - Czy miała pani w ostatnim czasie inne problemy, pani Gardner? - zapytał krótko, odwracając się od niej by przyjrzeć stojącemu przy ścianie obrazowi.
Śledził wzrokiem fakturę  farby wychylającą się spod ochronnej plandeki. Nie znał się na sztuce, ale odniósł wrażenie, że niedługo ten temat zostanie mu przybliżony. W końcu czy podobał mu się obraz, na który patrzył, czy nie, czyż nie było prawdą, że mógł być cholernie dużo wart?
- Ma pani wrogów?

Georgina Gardner
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”