No oczywiście, że ona tu zamierzała w tych majtkach paradować, bo czego jak czego, ale swojej dupy to się nigdy nie wstydziła i nawet ją ubezpieczyła na jakieś chore pieniądze. Ciekawe w ogóle jak takie ubezpieczanie na dupę wygląda, jak jej odpadnie, czy jej się za bardzo zjara na słoneczku, to dostanie pieniądze? Sama nie wiedziała, ale jej agent ubezpieczeniowy jej tak doradził, a jak mu tę dupę pokazała, to jeszcze jej powiedział, żeby dopłaciła dwadzieścia trzy dolary do jakiejś opcji premium.
Słucha tego swojego pożal się panie boże męża, że on niby nikogo nie obraca i jakoś wcale mu nie wierzy. W ogóle!
Chociaż niby pamięta coś tę ciotkę Alehandrę, bo ona ma jakieś zaburzenia psychiczne według Rosity i jej wtedy jest od razu łatwiej ludzi zapamiętać. Ta jej młoda też zresztą jakaś dziwna jest. Ale Pilar? Jakaś dziewczyna Madoxa? Jak ten jego kuzyn to jest taki raczej wyzwolony i co rusz wyrywa nowe panienki, przecież Rosario widziała, jakie spojrzenia on jej posyłał.
-
No i on przez tę Pilar ma depresję? - pyta, bo już widziała takie toksyczne różne związki. Sama w takim tkwi chyba. W tak toksycznym, że aż jej się słabo znowu robi.
A może przez to, że Ricardo znowu jej nawija o tej jego matce. A nienawidziła Rosario, bo uważała, że się ubiera jak prostytutka! A ona się ubierała przecież w samych butikach dla hot latino babes, a nie jakichś dla latino whores.
-
No ale przyjechałam przecież! Że nie widziałam jak jej do grobu chowali, to nawet lepiej, bo by mnie to tak bardzo dotknęło Ricardo… Ale na stypie jej zaśpiewałam Un poco loco - w ogóle dużo tam śpiewała i dużo tequilli też wypiła, a potem chciała tańczyć, ale jej Richie nie pozwolił.
On to w ogóle jej cały grafik napięty rozwalił, bo przez niego nie poszła sobie dzisiaj wydepilować wąs i czuła już się jak wujek Fernando, który te wąsy to sobie czasem zaplatał w warkoczyki! Wszystko przez Ricardo tego bastardo.
Który jeszcze zaraz zastosował w stosunku do niej przemoc, bo ją łapie za ręce tak mocno, że ona aż znowu robi smutną minę i mogłaby się nawet popłakać. Przecież co za facet swojej kobiecie takie rzeczy robi? Jakiś chory psychopata chyba! Rosita to sobie myśli, że ten jej Ricardo to jest czasem taki un poco loco. Ale przecież łobuz kocha najbardziej czy coś, więc ona troszeczkę złagodniała, skoro on jest w niej tak szaleńczo zakochany!
I jeszcze się tak cieszy, że do niego przyjechała.
Aż sięga tą swoją rączką do jego policzka i go tak głaska po nim.
-
Oh mi pequeño bebe -
oh, moje malutkie dzieciątko, mówi mu jakby jakiegoś Jezuska tutaj teraz po buzi głaskała, a to jest tylko Richie. Ale ona to też jest w nim czasem zakochana, na zabój, do szaleństwa.
Słucha co on jej opowiada o Madoxie i aż te jej piękne, duże oczy to robią się jeszcze większe i jeszcze bardziej błyszczące bo ona się tak przejęła.
-
O boże Święty, Matko najświętsza panienko - nawija po hiszpańsku -
i czemu ty mi nic nie powiedziałeś Richie? Przecież on by mógł przyjechać do nas do Puerto Rico i jakby się na baseniku u nas poopalał, to by mu zaraz werwa wróciła - jakby mu Rosita dupą zakręciła przed nosem. Tą dupą, co ma ubezpieczenie premium.
-
Wypiszę mu receptę i muszę porozmawiać z tą Pilar, bo może ona po prostu nie umie właściwie odpowiedzieć na jego potrzeby w momentach wzmożonego napięcia, być może próbuje je rozładowywać w sposób, który nie przynosi realnej ulgi, a jedynie pogłębia frustrację, w takich przypadkach technika i uważność partnerki mają znaczenie terapeutyczne - oczywiście się znowu mądruje, bo przecież ona ma takie przypadki na co dzień!
Wywróciła aż oczami jak Richie jej powiedział, że te prochy to nikomu nie pomagają, bo przecież jej pomagają, i jemu też pomagały, jak mu kiedyś kruszyła i dosypywała do porannych szejków, a on nawet nie wiedział i mówił, że pychota i wyczuwa tam pistacje, a to nie pistacje tylko te prochy były. I on po nich był jakiś taki bardziej uległy.
Już go miała znowu poklepać po główce, że tak, tak, malutki, naiwny Ricardo, ale on zaraz mówi o jakiejś Debbie znowu!
-
Debbie to jest twoja kochanka?! - warknęła i znowu się zamachuje, żeby go walnąć, ale coś jej strzyknęło w ramieniu, bo dzisiaj nie robiła porannej jogi. No i w tym samolocie było jej tak niewygodnie, bo z każdej strony miała jakiś grubasów i teraz wszystko ją boli.
-
Au, au, au... - złapała się za ramię i się skrzywia, bo taka jest biedna teraz -
Ty mnie wykończysz Ricardo - i znowu smutna, biedna mina. Aż oczy jej zaszkliły się też, te wielkie, brązowe.
Ricardo Martinez