-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To na pewno nie będzie twoja wina, Słońce. Ta rodzina jest i bez ciebie srogo pierdolnięta — zapewniła, uśmiechając się przy tym czule. To akurat było bardzo szczere. Trudno wyobrazić sobie, jak odklejoną partnerkę musiałaby wprowadzić do rodziny, żeby jakkolwiek zaburzyła ten pokręcony obraz. Może nie byli typowymi świrusami, ale zdecydowanie każdy miał cały bagaż własnych problemów, z którymi nie był w stanie sobie poradzić, przez co wspólne święta robiły się koszmarem. Zawsze obiecywała sobie, że pojawia się u rodziców ostatni raz i wreszcie zacznie ich ignorować. Oczywiście potem przychodził następny raz albo jeszcze kolejny, a ona w końcu wymiękała i grzecznie dreptała do Finchów. Może kiedyś jej to przejdzie.
Wzruszyła ramionami, gotowa właściwie wstać i odejść. Udowodniła swoją tezę wszystkim wokół. Lunara była oszustką, rzuciła jej tym w twarz. Pokazała Erice, że nie powinna skupiać się na takich głupotach, jak czary, bo do niczego ją to nie zaprowadzi. Czarodziejka mogłaby być z siebie dumna. Problem w tym, że uznałam, że rzucę jeszcze raz, bo byłoby śmiesznie, jakbym wyrzuciła setkę. Cóż.
Wróżka podniosła się z miejsca i wyciągnęła łapę w stronę nieświadomej Finch. Chwyciła za połę jej kostiumu, zaciskając na niej mocno palce. Zaskoczona studentka spojrzała najpierw na kościstą dłoń, a potem dopiero na twarz tarocistki. Lunara wbijała w nią świdrujące spojrzenie, którym prawdopodobnie miała zamiar wyssać jej duszę.
— Nadchodzi Czas Białego Zimna i Białego Światła, Czas Szaleństwa i Czas Pogardy. Czas Końca. Świat umrze wśród mrozu. Wypatrujcie znaków! — wycharczała z większym zaangażowaniem niż profesor Trelawney w trakcie transu. April wpatrywała się w nią naprawdę przerażona, nie wiedząc, jakim cudem typiara wydobywała z siebie tak chrapliwe dźwięki i była w stanie przy tym nie mrugać. Otworzyła usta, by coś odpowiedzieć, ale wtedy wróżka puściła ją i usiadła z powrotem na krześle jak gdyby nigdy nic. Zajęła się tasowaniem kart, przestała zwracać uwagę na dziewczyny.
— Żeż kurwa mać, przepowiedziała nam zimę w Kanadzie, no geniuszka. — Zerwała się z miejsca jak oparzona, chcąc jak najszybciej odsunąć się od Lunary. Cofnęła się o kilka kroków, odkrząknęła nerwowo i otrzepała z wszelkiego mitycznego syfu, jaki tarocistka pewnie zostawiła jej na stroju.
— A może to było o kryzysie klimatycznym, co? Nie no, pewnie nie będzie tak źle. Podobno zatkali już dziurę ozonową, to teraz będzie już szło ku dobremu, nie? — Zaśmiała się krótko, szukając pocieszenia w oczach Eriki. Jej optymizm nie pozwalał przyjąć do wiadomości, że za dziesięć lat ze światem będzie tylko gorzej.
Erika Lindberg
-
Auf der Heide blüht ein kleines Blümelein
Und das heißt
Erika
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Pocieszyłaś - westchnęła i w sumie nie wiedziała czy w tym momencie April mówiła serio czy może była to część jej roli.
Szczerze mówiąc nigdy specjalnie nie wnikała w to jak wyglądały wszelkie relacje w rodzinie Finchów. Wiedziała jedynie tyle ile przyjaciółka byłaby skłonna jej powiedzieć, ale przez większość czasu raczej skupiały się na swoich zainteresowaniach i nerdowskich pogawędkach czy też dzieliły się swoimi przeżyciami na studiach.
Wydawało się, że faktycznie April udowodniła swoją rację, bo ewidentnie Madame Lunara nie skonfrontowała ich w związku z kłamstwami, których się dopuszczały. Zatem pewnie karty nie miały aż tak wielkiej wiedzy. Lub po prostu nie umiały jej przekazać w tak szczegółowy sposób. W końcu Lindberg byłaby skłonna powiedzieć, że przy ograniczonej liczbie znaków w postaci kart posiadało się także pewien limit informacji jakie można było z nich pozyskać.
Chyba podobnie jak Finch nie spodziewała się tego, że wróżbiarka chwyci ją za rękę i pocznie wypowiadać z przejęciem proroctwo, które na samej Erice wywarło ogromne wrażenie i pewnie zdjęłaby ją groza, gdyby nie to, że już po pierwszych słowach rozpoznała przepowiednię. Musiała jednak przyznać, że sposób w jaki Lunara je wypowiadała potrafił sprawić, że człowiek czuł dreszcze na plecach.
Widziała jednak jak bardzo wstrząśnięta wydawała się April. Skinęła na pożegnanie tarocistce i ruszyła za przyjaciółką, która postanowiła przenieść się z powrotem do stolika, który zajmowały pośrodku kawiarni.
- Zdajesz sobie sprawę, że ona ci deklamowała przepowiednię z Wiedźmina? - upewniła się, bo Finch zachowywała się jakby kompletnie zapomniała o kultowym tekście z serii. - Pamiętaj jeszcze, aby w czasie Białego Zimna nie jeść żółtego śniegu.
Uśmiechnęła się jeszcze do dziewczyny zachęcająco i usiadła na krześle przy ich niewielkim stoliku. Była pewna tego, że taki nagły atak ze strony wróżki musiał na pewno przestraszyć Finch i mógł się przyczynić do tego, że nie skojarzyła pewnych faktów. Pewnie Erika czułaby się tak samo na jej miejscu.
- Jeśli jest taką fanką, że cytuje książki z pamięci to na pewno rozpoznała twój cosplay. Nie myśl teraz o tym. Lepiej zamówmy coś do picia i jakiś deser. Ja stawiam - zaoferowała, bo przynajmniej tyle mogła zaoferować April na osłodę.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie kpij z tego, bo cię dojadą. Zobaczysz — ostrzegła ją lojalnie konspiracyjnym szeptem. Nie życzyła jej przecież źle. Bardzo chciała, żeby ta znajomość trwała dalej, w którąkolwiek stronę pójdzie. Jeżeli Erika zginie pod śnieżnymi zaspami albo przebita jakimś wielkim, lodowym soplem, to April się z tego nie pozbiera. Libndberg podchodziła do sprawy wyjątkowo luźno, jakby uznawała, że śmiertalne niebezpieczeństwo, które będzie od tej chwili na nie czyhać, w jakiś sposób jej nie dotyczy. A przecież śmierć przyjdzie po każdego, prędzej czy później.
— A mi się wydaje, że ona nie ma pojęcia o istnieniu tego uniwersum. Widziałaś jej oczy? Przecież ją coś ewidentnie opętało. Zakładam, że ten cały demon specjalnie wybrał takie słowa, żeby wejść nam na banię. — Westchnęła ciężko, siadając na przeciwko. Pewnie gdyby miała na sobie strój jakiejś greckiej bogini, to Lunara zaczęłaby ględzić, że za osiemnaście lat dokładnie planety w rządku ustawią się ładnie. Co to byłby za demon, jeśli nie potrafiłby dotrzeć do swojej ofiary w najbardziej umiejętny sposób, jaki tylko dało się wykombinować?
— Cieszę się, że mogłam cię poznać. Przykro mi, że sczeźniesz w przerażająco cichych cierpieniach — wyszeptała, nachylając się w jej stronę nad stolikiem. Pogłaskała ją po dłoni pocieszająco, jakby chciała dać znać, że przecież nie jest sama jedna skazana na zagładę i może nawet życie będzie z nich uchodzić jakoś symultanicznie. Właściwie to było nawet bardziej romantyczne niż ta wizja ślubu z nieistniejącymi braćmi! Kochanice wspólnie znikające z tego łez padołu, jak u Szkekspira czy coś.
Erika Lindberg
-
Auf der Heide blüht ein kleines Blümelein
Und das heißt
Erika
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jacy oni? O kim ty teraz mówisz, April? - zapytała skonfundowana, ściągając brwi i wlepiając w nią spojrzenie jasnozielonych oczu.
Nie miała pojęcia, co ją właśnie teraz napadło i o czym myślała. Może także próbowała ją nastraszyć, aby nie była jedyną, która przejmowała się wizją zagłady pod wpływem czasu Białego Zimna? To było całkiem możliwe.
- Jeszcze chwilę temu twierdziłaś, że to wszystko bujdy i teraz nagle zmieniasz zdanie? - spytała jeszcze, zamieniając się wyraźnie rolami z Finch, która przed wróżeniem wcielała się w postać sceptyczki. - Jeśli czujesz się tu niekomfortowo to możemy stąd pójść gdzieś indziej.
Nie miało dla niej najmniejszego znaczenia gdzie pójdą. W końcu Lindberg nie zależało na tej kawiarni. Mogły zatem udać się w dowolne miejsce, bo i tak lokal, który obrała April nie miał nic wspólnego z Wiedźminem, a dodatkowo nie musiałaby patrzeć na tarocistkę, która ją wystraszyła sceną opętania.
Uśmiechnęła się lekko i odwróciła rękę, aby móc przeciągnąć palcami po wnętrzu dłoni przyjaciółki. Miała wrażenie, że pomimo kuriozalności tego spotkania zadziało się między nimi coś niezwykle delikatnego i intymnego. Chyba jeszcze nigdy wcześniej nie przeżywały czegoś podobnego. Na pewno nie stricte poza sesjowym roleplayem.
- Zwykle nie mówię takich rzeczy, ale... - zawiesiła na chwilę głos, aby spojrzeć prosto w oczy przyjaciółki. - Cieszę się, że mam cię w swoim życiu.
Tak po prostu. Bo czy musiała coś więcej dodawać?
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Skurwysyny — wyjaśniła dobrotliwym tonem. Nie od dziś wiadomo, że nie należy dać się nabrać tym skurwysynom. Komu? Skurwysynom. Jacyś na pewno na nie czyhali. Zawsze ktoś czyhał! Podobno. Westchnęła smutno, w duchu zgadzając się z kolejną uwagą Eriki. Faktycznie zazwyczaj nie wierzyła w te wszystkie głupoty. Była pierwsza do wykłócania się z każdym fanem horoskopów i wróżb, o czym Lindberg miała nawet okazję się dzisiaj przekonać. Lunara złapała jednak jakieś dziwne miejsce w jej sercu i nie chciała nadal puścić. Głupia zabawa jakoś na nią wpłynęła, coś pewnie w niej zmieniła. Istniało duże prawdopodobieństwo, że za mniej niż miesiąc April totalnie zapomni, że kiedykolwiek w ogóle doszło do takiego spotkania i wszystkie smutki odejdą w zapomnienie. Tego się trzymajmy.
— Nie, daj spokój. Jeszcze niczego nawet nie zjadłaś. Nie wypada zapraszać dziewczyny do domu przed deserem. — Uśmiechnęła się, chcąc dodać otuchy przede wszystkim samej sobie. Wiedziała, że Erika ma rację. Nie mogła się teraz na tym skupiać, wystarczająco już pomieszała w tej randce. Postanowiła udawać, że tarocistka po prostu nigdy się nie wydarzyła. Siedziała plecami do wróżki, to nie powinno być przecież trudne! Mogła przez cały czas przyglądać się swojej towarzyszce, na którą patrzyło się przecież dużo przyjemniej.
— Naprawdę jesteś dużo bardziej urocza niż podejrzewałam. — Skupienie się na słodkich słówkach bardzo jej pomogło. Oczarowanie April nie było trudne, nie trzeba było się bardzo starać. Jej uwaga niemal od razu skoncentrowała się na przyjaciółce. Na ustach znów zawitał standardowy, szczery uśmiech, w oczach pojawiły się radosne ogniki.
— Szczerze mówiąc, to nie spodziewałam się też, że przyjmiesz zaproszenie. Zakładałam, że będziesz zgrywać niedostępną. Przyznaj, po prostu zawsze chciałaś przespać się z czarodziejką. — Finch zdecydowanie wróciła do bycia sobą. Oparła się wygodnie łokciami o stolik, zmniejszając nieco dystans między nimi. Podparła policzek dłonią i przechyliła nieznacznie głowę, jakby chciała przyjrzeć się jej z nowej, lepszej perspektywy. Wpatrywała się w nią śmiało, a kącik ust uniósł się w górę w wymownym, flirciarskim uśmiechu.
Erika Lindberg
-
Auf der Heide blüht ein kleines Blümelein
Und das heißt
Erika
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wiedziała też, że cokolwiek teraz się zadziało Finch to i tak zapomni o tym w miarę szybko. W końcu obie miały mniej więcej podobną pamięć do takich rzeczy. Zamiast tego idealnie pamiętały pozornie niepotrzebne rzeczy, głównie związane z grami i swoimi zainteresowaniami różnej maści. Zresztą czy beztroski żywot był taką złą rzeczą? Pewnie niejedna osoba by mogła im zazdrościć.
- Innej może nie, ale proszę cię... Przecież chodzi o mnie - przypomniała jej z rozbawionym uśmiechem. - Dlatego powiedz słowo, a zmienimy lokal albo faktycznie pójdziemy do ciebie.
Znały się wystarczająco dobrze i długo, aby nie przejmować się tym, co wypada, a co nie. Miały po prostu dobrze się zabić i czuć komfortowo w swoim towarzystwie, a jeśli w jakiś sposób tarocistka miała im w tym przeszkadzać to chyba lepiej było wyjść i znaleźć sobie jakieś lepsze miejsce.
- Nie przesadzaj, okay? - upomniała ją, zaciskając jeszcze na moment palce wokół jej dłoni. - Jest wiele słów, którymi można mnie określić, ale słodka czy urocza nie są jednymi z nich.
Takimi określeniami według Lindberg można było operować, gdy chodziło chociażby o zwierzątka, których widok sprawiał, że robiło się ciepło na serduszku. Z pewnością jednak nie pasowały do dziewczyny, która była gotką i nerdem.
- Czy to nie oczywiste? Na pewno byłoby to... magiczne doświadczenie - odparła żartobliwie i oparła się wygodniej o stolik, zmniejszając jeszcze bardziej odległość między nimi. - Może bardziej wyobrażałam sobie Filippę albo Yennefer... Ale Triss też może być.
Musiała się z nią trochę podroczyć. Inaczej chyba by nie wytrzymała. Przywykła jednak już do tego, że drażniła się z April, a skoro spodziewała się tego że Erika będzie zgrywać niedostępną to mogła to robić chociaż w taki sposób.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Zjawiskowa? Rozbrajająca? Janusowa? Fenomenalna? Urzekająca...? Jestem chociaż blisko? — wymieniała szybko kolejne słowa, jakie wpadały jej do głowy. Skoro buntowała się przeciwko byciu uroczą, musiała znaleźć porządne zastępstwo. To był tylko wierzchołek góry lodowej. April mogłaby przecież ględzić bez przerwy, wymyślając coraz to nowe określenia, które byłby w stanie skruszyć serce Lindberg. Albo chociaż rozłożyć jej nogi.
— Filippa albo Yennefer? A to nie tak, jakby się pieprzyć z samą sobą? Kinky. — Pokiwała głową z uznaniem. To było przecież za proste. To, że Finch naturą było dużo bliżej do Triss nie oznaczało, że chciałaby się z nią umówić. Z drugiej strony, nie wytrzymałaby za długo w relacji z Yen. I tamta pewnie też błyskawicznie miałaby dość. Ale może czarodziejki są stworzone tylko do płomiennych romansów, a nie romantycznych miłości? Cóż, zawsze była jeszcze Shani.
— To może po prostu chodźmy do mnie, zamiast udawać, że zależy nam na randce i patrzeniu sobie głęboko w oczy? — zasugerowała szeptem. Na moment przeniosła wzrok na drzwi, wróciła spojrzeniem na usta Eriki i dopiero wtedy wreszcie spojrzała jej w oczy. Wyglądało na to, że wróżka pozbawiła ją nie tylko nieco woli życia, ale i romantycznego przekonania, że pisany jest im ślubny kobierzec. Nie musiały się poznawać aż tak dobrze. Nie znały się przecież od wczoraj i trochę już na swój temat wiedziały! Wystarczająco. Pewnie będzie im się w tej relacji żyło lepiej, jeśli nigdy się nie dowiedzą, jak bardzo ścięte, przyprawione jajko lubi ta druga na śniadanie, jaka trauma najszybciej odbiera im dech i co chcą wspominać na starość, spoglądając w rozgwieżdżone, bezchmurne niebo. To wszystko nagle zaczęło sprawiać wrażenie zdecydowanie za bardzo miłosnego i okropnego, zdecydowanie niepożądanego.
Erika Lindberg
-
Auf der Heide blüht ein kleines Blümelein
Und das heißt
Erika
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Dobra, stop,, stop, stop. Jeszcze trochę, a doznam przerostu ego albo uznam, że już ewidentnie wymyślasz - zaśmiała się, gdy tylko April się zagalopowała i zaczęła obsypywać ją coraz wymyślniejszymi epitetami.
Z jednej strony robiło jej się miło i ciepło na samą myśl, że Finch ją tak wychwalała, ale zawsze gdzieś z tyłu głowy czaił się cichy głosik podpowiadający, że nie było to mówione poważnie i na pewno przyjaciółka przesadzała, żartując sobie z niej.
- Mam taką słabość do gotek, że sama jedną zostałam - rzuciła żartobliwie, ale zaraz uśmiech zniknął z jej ust i spojrzała na April z prawdziwa powagą jakby miała zaraz poruszyć prawdziwą sprawę życia i śmierci. - Ale teraz na poważnie... Gdybyś miała taką okazję to przeleciałabyś się? Zakładając, że miałabyś do dyspozycji swojego klona, swoją wersję z innej czasoprzestrzeni czy alternatywnej rzeczywistości... Którekolwiek z nich.
Takie dziwne rozmowy zdecydowanie były bardziej w ich stylu. Mało to razy rozważały jakieś dziwne zagadnienia związane ze światami fantasy lub innymi uniwersami znanymi z mediów? To dopiero było niezłe ćwiczenie umysłu, które rozwijało przy okazji kreatywność.
Sama również na chwilę przeniosła wzrok w okolice drzwi, gdy tylko Finch zaproponowała, że w sumie mogą się przenieść do jej mieszkania. Erika nie miała nic przeciwko temu. Pomysł dobry jak każdy inny, a tam na pewno mogłyby się mile urządzić i nie musiałyby się przejmować czyimkolwiek towarzystwem ani tym, co ktoś by mógł o nich pomyśleć.
- Brzmi cudownie, a skoro już tu jesteśmy to mogę nam wziąć coś na wynos i po drodze wykombinujemy, co dalej - odpowiedziała, wstając powoli od stolika. - To na co masz ochotę?
Na razie powinny wziąć coś ciepłego do picia, a potem można było zawsze przy okazji chociażby wstąpić do jakiegoś sklepu po wino, czekoladki albo i inne przekąski. Wszystko zależnie od tego na co właściwie je najdzie ochota.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— W grę wchodzi wyłącznie seks? No to jasne, że tak. Spójrz na mnie! Wyglądam przecież świetnie. Tylko durna nie chciałaby się ze mną przespać. — Machnęła ręką, prezentując samą siebie. Dobrze, że miała o sobie wysokie mniemanie. To też było szczere. Nie będzie przecież udawać, że jest inaczej i próbować ją kokietować, wymuszając jednocześnie komplementy. Była łasa na pochwały, ale też gotowa mówić je samej sobie. Na pewno nie widziała się w samych superlatywach, byłaby też w stanie wymienić sporo wad odnośnie do swojego wyglądu i charakteru i usłyszała już kiedyś od bliskich, że chcieliby, by spojrzała na siebie ich oczami. Ale też nie kopała się na siłę. A jeżeli ktoś patrzył na nią gorzej niż ona sama, to w ogóle nie był wart poświęcania mu uwagi.
— Nie chciałabym ze sobą randkować. Zamęczyłabym się pewnie, za dużo energii naraz. A ty? — doprecyzowała. Całe szczęście, że była jedyna w sowim rodzaju, bo świat by się strasznie namęczył, jakby musiał nosić dwie takie April. To byłby dość koszmarny związek, pełen niezdrowych emocji i kłótni.
— To chodź. Daleko nie mamy, a w sklepie po prostu będziemy improwizować. — Podniosła się z miejsca. Spędzanie większej ilości czasu w tej smutnej kawiarni faktycznie mijało się z celem. Przy ladzie zamówiła dla siebie kakao i kawałek jabłecznika na wynos, pozwoliła wybrać Erice to, co się jej marzyło i z uśmiechem na ustach ruszyła najpierw w stronę drzwi, a potem wynajmowanego mieszkania. Lindberg na pewno już miała okazję u niej być. Zastanawiała się, czy posprzątała przed wyjściem. Chyba nie do końca. Cóż, trudno. Raczej nie miała się czego wstydzić, a też nie zapraszała ją na żadną inspekcję. Miały miło spędzić czas, a nie martwić się nad ilością kurzu osiadającego na żyrandolach albo parapetach. Łóżko miała ogarnięte, to najważniejsze!
Erika Lindberg
-
Auf der Heide blüht ein kleines Blümelein
Und das heißt
Erika
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jestem świadoma twojego bogatego zasobu słownictwa. Nieraz już go pokazałaś - odparła, bo jednak niejednokrotnie miała okazję słyszeć lub czytać wypowiedzi Finch związane chociażby z ich wspólnymi grami. - Poza tym jestem prostą dziewczyną i chyba nie jest tak trudno mnie wyrwać.
O ile rzecz jasna tylko się zorientowała, że ktoś ma podobne zamiary. Jakieś bardziej subtelne zaproszenia do kina czy na inne wyjścia często odbierała jako zwyczajnie przyjacielskie. Nigdy prawdopodobnie nie zapomni wyrazu twarzy jednego chłopaka, gdy z lekkością zapowiedziała, że odda mu pieniądze za bilet na film i dopiero po wielu tygodniach uświadomiła sobie, że chyba liczył na to, że to spotkanie będzie czymś więcej. Najwyraźniej Lindberg miała kiepski bonus do insightu.
- Wyłącznie seks. Umawianie się ze sobą byłoby dopiero dziwne - uściśliła, a następnie pokiwała głową z uznaniem, gdy tylko usłyszała odpowiedź, bo nie mogła się z nią nie zgodzić.
April słusznie była świadoma swojej własnej atrakcyjności. Nie było więc niczym dziwnym, że tak ochoczo wyraziła chęć zaliczenia siebie samej, gdyby tylko miała ku temu odpowiednie warunki.
- Randkować na pewno nie, bo właśnie... To już jest porąbane, ale jeśli chodzi o seks to... Na pewno z początku byłoby mi dziwnie, bo to nie jest normalna sytuacja, ale pewnie zrobiłabym to z ciekawości. Mogłabym się przekonać o tym jaka faktycznie jestem w łóżku. No i kto lepiej znałby moje preferencje ode mnie samej? - odpowiedziała, wzruszając ramionami.
Wyglądało na to, że obie znajdowały się mniej więcej po tej samej stronie barykady jeśli chodziło o kwestię przespania się z samą sobą. Dlatego z pewnością nie powinno nikogo dziwić, że tak dobrze się ze sobą dogadywały.
Przytaknęła i ruszyła w kierunku lady. Dla siebie również wzięła kakao, bo wybór herbat i lemoniad jakoś szczególnie jej nie zachwycił. Do tego zamówiła jeszcze na wynos kawałek sernika, bo zasłodziłaby się wziąwszy równie apetycznie wyglądający tort czekoladowy, a jednak wolała aby jej nie zemdliło od nadmiaru cukru.
Droga do wynajmowanego przez April mieszkania nie była szczególnie długa. Być może właśnie przez jego bliskość Finch dowiedziała się o otwarciu Witcher's Brew, ale nie zdołała się zorientować, że to wcale nie jest tematyczna kawiarnia.
W środku nie oczekiwała wcale jakiegoś wielkiego porządku. W końcu odwiedzały się wielokrotnie i widziały wzajemnie swoje pokoje w stanach różnego chaosu. Nic zatem nie było im straszne.
- Dobra to jakie walentynkowe życzenia ma teraz panna April Finch? - zapytała odwiesiwszy na wieszak swoją kurtkę.
Skoro to April zapraszała to miała jak najbardziej prawo głosu odnośnie tego na co nabrała największej ochoty. Zwłaszcza, że teraz znajdowały się w zaciszu jej mieszkania i nie musiały w żaden sposób się ograniczać.
April Finch