-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Okej. To może powiem, że naprawdę wyglądasz dzisiaj zajebiście a przy okazji po prostu bardzo cię lubię? — Wyszczerzyła się, dumna, że wpadła na tak banalny komplement. Nie lubiła się ograniczać, raczej była typem osoby, która prawiła całe peany na czyjś temat. Cała ta randka zmieniała się w interesujący eksperyment społeczny. Pewnie nie wyciągnie z niego żadnych porządnych wniosków, ale przynajmniej będzie miała miłe wspomnienie.
Droga do domu była prosta, szybka i przyjemna. Nawet nie zauważyła, kiedy się rozpłynęła. Trochę jak z podróżowaniem w Krainach Snów! Wiedziała, że z Eriką będzie w stanie wejść na zupełnie inny poziom świadomości. Zdjęła płaszcz i zaprosiła ją w głąb mieszkania. Otworzyła jej drzwi do swojej sypialni, w której na szczęście panował względny porządek. Łóżko było zaścielone, na biurku z komputerem nie było pustych kubków, a na szafkach, które uginały się pod ciężarem książek, prawie nie było kurzu! Okna były trochę brudne, ale o tej porze roku i o takiej godzinie przecież i tak nie było tego widać. Przyniosła z kuchni butelkę wina i kieliszki oraz sztućce do jedzenia ciast. Postawiła butelkę na biurku, a obok ułożyła zdobione, drewniane pudełeczko, które wyglądało, jak zajebane jakimś leśnym elfom. Erika na pewno już niejednokrotnie je widziała, April trzymała w nim prawie wszystko, co było potrzebne do palenia. Oczywiście, że nie papierosów.
— Możemy po prostu obejrzeć jakiś film — zaproponowała zatrzymując się przed sporym lustrem. Obejrzała się niepewnie, bo nie miała pojęcia, czy powinna już zdjąć kostium i wskoczyć w dres czy jeszcze trochę się popisywać?
— Albo zawrzeć umowę! Skoro na ten moment nie jesteśmy w stanie się przespać same ze sobą, to prześpijmy się my i powiedzmy sobie potem, jak było. To będzie taka namiastka, a resztę sobie wyobrazimy. — Usiadła na obrotowym krześle i podjechała nim do łóżka, na którym pewnie usiadła Erika. Uśmiechnęła się, znowu zachwycona własnym pomysłem. Wyprostowała się dumnie, założyła nogę na nogę i wyciągnęła w jej stronę rękę dla przybicia deala.
Erika Lindberg
-
Auf der Heide blüht ein kleines Blümelein
Und das heißt
Erika
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Dla mnie brzmi dobrze. Nic dodać, nic ująć - podsumowała wyraźnie zadowolona z tego jak skomplementowała ją Finch po czym na jej wargach pojawił się cwany uśmieszek. - Ty z kolei, pani, masz najlepszy tyłek w Temerii.
Chyba od samego początku trudno było to nazwać randką, ale z drugiej strony definicja tego słowa pozwalała na to, aby w ramach podobnego spotkania robić praktycznie wszystko. Ich dwójka zresztą nie była typowa czy wybitnie normalna także dziwne rzeczy do nich pasowały: jak chociażby próba oszukania tarocistki.
Czas płynął niezwykle mile w doborowym towarzystwie, a nie było wątpliwości, że tym właśnie dla siebie były. Nie musiały robić nic szczególnego, aby dobrze się bawić. Wystarczyła rozmowa zahaczająca o jakieś nietypowe tematy, ale April była tym wyjątkowym człowiekiem, przy którym nawet dobrze się milczało, a sama świadomość, że przebywała obok sprawiała człowiekowi przyjemność.
Erika czuła się jakby była u siebie, gdy tylko przekroczyła próg sypialni Finch i bezceremonialnie rozsiadła się po turecku na łóżku, bo tak właśnie było jej najwygodniej. Zaraz też sięgnęła po butelkę wina, aby ją otworzyć i rozlać zawartość do dwóch kieliszków, które były w pobliżu. Jej uwadze nie umknęło także elfie pudełko. Film, wino i dobry skręt brzmiały naprawdę kusząco.
- Może być. Jakieś preferencje? Chyba niedawno widziałam reklamę jakiegoś fajnego horroru... - rzuciła lekko, ale zaraz też zamarła lekko, gdy usłyszała kolejną propozycję.
Wszystko było w porządku, gdy chodziło o żarty odnośnie przespania się ze sobą, ale jeśli chodziło o faktyczny czyn to sprawa nieco się komplikowała. Lindberg przez krótki moment lustrowała ją uważnym spojrzeniem, aby upewnić się czy April na pewno nie żartowała.
- Kusząca propozycja... - powiedziała w końcu, uśmiechając się z pewnym rozbawieniem, a jej oczy zabłysły na chwilę, gdy tylko spojrzała na twarz przyjaciółki, podając jej napełniony kieliszek. - Ale jesteś pewna? April... Uwielbiam cię. Kocham nawet. Nie chcę spieprzyć tego, co jest między nami, bo prześpimy się ze sobą bezmyślnie i potem zrobi się dziwnie.
Pewne ale od samego początku zdawało się zawisnąć w powietrzu. Wypowiadając je jednak na głos, Erika liczyła, że nie zabrzmi ono jak definitywne odrzucenie. Nie taka była jej intencja.
- Dlatego jeśli możesz mi obiecać, że to... nie zniszczy naszej znajomości to jak najbardziej.
Nie miała pojęcia jakim właściwie cudem te słowa przecisnęły jej się przez gardło. Była zdenerwowana jak cholera choć starała się tego nie okazywać. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego to zgodziłaby się zapewne od razu bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Tylko tutaj chodziło o April. Za bardzo jej na niej zależało, aby brnąć w seks, który potem mógł wprowadzić w ich relację niezręczność i zburzyć tę piękną przyjaźń.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— O wow. Ty to umiesz zrobić nastrój. — Westchnęła ciężko. Chciała cofnąć wyciągniętą dłoń, ale najpierw zgarnęła do niej kieliszek. Oparła się plecami o krzesło, czując, jak ulatuje z niej entuzjazm sprzed chwili. Warunek postawiony przez przyjaciółkę brzmiał całkiem sensownie. Wiedziały przecież, że Lunara miała rację. Żadnego ślubu z tego nie będzie. Nawet związku. Była nią zauroczona, ale rozsądek podpowiadał jej, że życie z kimś, kto potrafi ją doprowadzić do tak ciężkiej kurwicy, to raczej głupi pomysł. Stąd ta seksualna propozycja. W ogóle nie myślała o niej w negatywnym kontekście. Jasne, że w ten sposób można sobie zniszczyć relację, ale Finch przed momentem w ogóle nie zakładała, ze to było możliwe w ich wypadku.
— Jak będziesz kiepska, to się w tobie nie zakocham, obiecuję. — To była szczera prawda. Może i potrzebowała bardzo niewiele, by stracić dla kogoś głowę, ale były jakieś niezbędne szczegóły, bez których ani rusz. Była za bardzo slutty, by przełknąć kiepski seks. Wywróciła oczami widząc, że wątpliwości przyjaciółki chyba były na poważnie.
— No dobrze, wiem, o co ci chodzi. Przyznaję bez bicia, jak cię zapraszałam, to miałam nadzieję, że cię w sobie dzisiaj rozkocham i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Po drodze mi przeszło. Ale nadal uważam, że świetnie uzupełniałybyśmy się w łóżku. Ale jeśli ty masz jakiekolwiek wątpliwości, to sobie darujmy. — Podniosła się z miejsca, odstawiła krzesło z powrotem do biurka i usiadła na kanapie obok niej. Stuknęła kieliszkiem o jej szkło, uśmiechając się przy tym ciepło, by nie martwiła się, że już teraz narodziła się między nimi jakaś zła krew.
— Powinnaś wariować z potrzeby przelecenia mnie, a nie martwić się, czy mi złamiesz serduszko — dodała. Wątpliwości i troska nie budowały dobrego podłoża pod pożądanie.
Erika Lindberg
-
Auf der Heide blüht ein kleines Blümelein
Und das heißt
Erika
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Propozycja horroru też nie musiała się konkretnie wiązać z brakiem seksu... Okay, istniało ryzyko tego, że Erika za bardzo się zaangażuje w fabułę i będzie chciała koniecznie wiedzieć, co wydarzy się dalej w filmie, ale nie od dzisiaj znane były praktyki netflix and chill oraz to, że horrory pomagały w osiągnięciu pewnej bliskości. Czy coś podobnego...
- Jak widać zawsze można na mnie liczyć - rzuciła, czując już narastającą powoli niezręczność.
Chciała dobrze, ale właśnie spierdoliła. Czuła to coraz wyraźniej. Już się zagalopowała. Widziała rozczarowanie w oczach Finch i najchętniej użyłaby jakiegoś zmieniacza czasu, aby cofnąć się o ostatnie trzydzieści sekund i po prostu uścisnąć jej rękę w celu przypieczętowania umowy. To byłoby o wiele lepsze niż ta szczerość, na którą się zdobyła i która właśnie zniszczyła cały nastrój.
- Czyli bierzesz pod uwagę fakt, że mogłabym być kiepska? Teraz to mam ochotę ci udowodnić, że jest inaczej - odparła, starając się brzmieć na oburzoną chociażby hipotetycznym założeniem, że mogłaby faktycznie nie zaspokoić Finch w łóżku.
Wciąż odbywały jakiś dziwny taniec między żartobliwym tonem, a powagą. Trudno było znaleźć jakiś złoty środek, a sama Lindberg starała się obecnie zignorować to jak antyklimatyczna była jej poprzednia wypowiedź, gdy zdradziła się ze swoimi wątpliwościami.
- A co sobie dokładnie wyobrażałaś? wspólne mieszkanie, ślub, dzieci? Mów - rzuciła, zainteresowana nagle tym, co jeszcze jakiś czas temu przemykało przez głowę April póki nie przybyły do mieszkania i coś nie podpowiedziało jej, że najlepiej byłoby, gdyby poprzestały na samym seksie.
Upiła łyk wina, które przyjemnie zapiekło ją w gardle i oparła głowę na ramieniu przyjaciółki, gdy tylko ta przysiadła się do niej na łóżku. Zupełnie jakby liczyła na to, że to przymilanie się sprawi, że obie zapomną o wcześniejszej wymianie zdań i nagłej zmianie nastroju w pomieszczeniu.
- Wybacz... Na moją obronę to gdybyś pocałowała mnie po samym wejściu do mieszkania to nie miałabym czasu, aby racjonalizować - mruknęła i podniosła głowę, aby spojrzeć raz jeszcze w oczy przyjaciółki lecz teraz z o wiele mniejszej odległości. - To twoja wina, że nie dobierałaś się do mnie od razu. Wtedy na pewno bym zwariowała.
Mimo wszystko Erika nie miała takiej siły woli, aby opierać się zbyt długo komuś takiemu jak April. Była jedną z tych dziewczyn, które jednym pocałunkiem mogły sprawić, że człowiek zapominał o całym świecie. Może i Lindberg nie miała jeszcze okazji skosztować jej ust, ale czuła to wyraźnie już, gdy na nią patrzyła.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Szansa jest zawsze. A im mocniej się tak wijesz, tym bardziej jestem przekonana, że trafiłam w czuły punkt. — Skoro ona mogła się znęcać, to April też poczuła, że ma do tego prawo. Jeżeli faktycznie miałoby to przyjaciółkę dodatkowo nakręcić, to czemu nie? Nie miała niczego do stracenia. Na ten moment musiała przecież zachować spodnie na tyłku, gorzej już nie będzie.
— Mniej więcej. Zastanawiałam się, czy będziesz miała ochotę na ślub w klimacie Harrego Pottera. Ostatnio byłam na takim w stylu Władcy Pierścieni, trochę mnie to zainspirowało. Miałam nadzieję, że będziesz mi pozwalać spać od ściany, bo tak wolę. Zakładałam, że będziemy się kłócić często, ale krótko i o straszne pierdoły. Znalazłam nawet doskonały przepis na pierożki gyoza, które robiłabym ci przed snem, by były gotowe do wzięcia rano do pracy, żebyś przestała żywić się instantami. — Snuła opowieść marzycielskim tonem, jakby była teraz jej mistrzynią gry, a nie randką. Może to kwestia tego stroju? Nie, przecież ona często mówiła w ten sposób. Lindberg po prostu nie miała jeszcze okazji słuchać tego na swój temat. April nigdy nie ograniczała się do tak prostych pomysłów, jak idea ślubu. Jeżeli wpadało jej do głowy zaobrączkowanie, to od razu widziała, jakimi kwiatami będzie ozdobiona alejka między krzesłami i jaka muzyka zacznie grać na weselu po północy. Wizja życia z Eriką była oczywiście wyidealizowana. Nawet, gdy wyobrażała sobie złe momenty w potencjalnych relacjach, zawsze dążyły do słodkiego pogodzenia się i puszczenia win w niepamięć. Jej rzeczywistość niestety tak nie wyglądała.
— To faktycznie jestem jakaś durna, bo myślałam, że muszę cię najpierw nieco spić, żeby cię rozmiękczyć. Nie zakładałam, że jesteś aż tak łatwa — zażartowała, opóźniając do końca zawartość kieliszka. Odstawiła go gdzieś na bok, chwilowo nie dolewając sobie kolejnej porcji.
— Czyli teraz nie dość, że nie zwariujesz, to jeszcze mi odmówisz? — zapytała ciszej, przenosząc na nią wzrok. Droczenie się wyraźnie sprawiało jej przyjemność. Nie dała jej szansy na odszczekanie się. Wysunęła jej z dłoni kieliszek, żeby niczego przypadkiem nie rozlała na łóżko. Wolną rękę położyła na jej udzie i pocałowała ją, nie bawiąc się w dodatkowego podchody czy nieśmiałość. Delikatnie naparła na nią ciałem, smakując wilgotnych od alkoholu ust.
Erika Lindberg
-
Auf der Heide blüht ein kleines Blümelein
Und das heißt
Erika
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ach, tak? Żebym zaraz ja nie trafiła w jakiś twój czuły punkt - zagroziła, starając się zabrzmieć śmiertelnie poważnie i zmierzyła ją groźnym spojrzeniem, które zapewne wcale nie było takie groźne.
Słuchała przez chwilę jak zaczarowana całej tej wizji, którą Finch zdążyła ułożyć w swojej głowie i chociaż sama Erika nie była pewna tego czy na pewno nadawałaby się do takiego życia i mogłaby stać się czyjąś dobrą żoną to na pewno brzmiało to niezwykle miło.
- Tradycyjne śluby są tandetne, więc może być Harry Potter - przytaknęła jakby faktycznie właśnie planowały jakąś ceremonię. - Ze spaniem może być problem, bo na ogół też wolę przy ścianie i trzeba byłoby to jakoś rozwiązać. Dodałabym jeszcze do planów psa albo kota... Raczej kota, bo wymagają mniejszej opieki.
Nie ona rozpoczęła całą tę fantazję, ale brzmiała ona niczym dobre opowiadanie, które można było pociągnąć dalej. Skoro April nie snuła tych rozważań na serio to pewnie mogły się nimi jeszcze nieco pobawić.
- Zależy dla kogo - odparowała z rozbawionym uśmiechem, dopijając powoli kieliszek wina. - Niektórzy pewnie musieliby mnie rozmiękczyć alkoholem, ale czasami wystarczy jeden pocałunek, żeby zmiękły mi kolana...
Doskonale potrafiła sobie wyobrazić jak mogłoby jej zawirować w głowie, gdyby April zdecydowała się na tak śmiały ruch. Nijak nie mogłaby się przed nim obronić. Bo jak mogłaby odmówić tak uzdolnionej czarodziejce?
- Masz mnie za tak niewzruszoną?
Nie oponowała, gdy Finch zabrała jej z dłoni kieliszek. Zaraz też poczuła jej palce na swoim udzie i momentalnie poczuła pulsującą w podbrzuszu falę podniecenia. Myśli momentalnie uleciały z jej głowy. Zwłaszcza w momencie, gdy dziewczyna pochyliła się ku niej i pochwyciła jej wargi w śmiałym pocałunku.
Linberg działała instynktownie. Odpowiedziała na jej wezwanie. Przycisnęła się bliżej niej. Jedną dłonią wspierała się na łóżku, aby zachować równowagę, a drugą ułożyła na karku dziewczyny. Smakowała jak słodkie wino, którego chciało się skosztować coraz bardziej z każdym kolejnym łykiem. Nie umiała się nią nasycić. Dlatego też musnęła językiem błagalnie jej dolną wargę, chcąc pogłębić pocałunek i poczuć ją jeszcze wyraźniej.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dobrze, z tym spaniem możemy się wymieniać. A koty weźmiemy od razu dwa, żeby było im raźniej. Muszą mieć jakieś pretensjonalne imiona, koniecznie. — To zdecydowanie trafiało w jej gust. Uwielbiała wszystkie zwierzątka, jej ulubienicami były krowy, ale na drugim miejscu plasowały się właśnie koty. Taka słodka, futrzasta parka pewnie byłaby równie słodka, jak i one. Uśmiechnęła się na myśl o Behemocie i Galadrieli hasających radośnie po salonie i drapiących im meble.
— Nie. Mam się za tak dobrą — mruknęła cicho w jej usta. Wiedziała przecież, że Lindberg ma miękkie serce. Najwyraźniej kolana miękły jej równie szybko. April z kolei zawsze pokładała wielką wiarę we własne umiejętności flirtu i każdej możliwej pieszczoty. Może i zaczęła późno, bo przez większość liceum była bardzo grzeczna i wmawiała wszystkim wokół (a głównie sobie), że jest hetero, ale jak już się rozkręciła, to poszło na grubo. A przecież trening czyni mistrza.
Odsunęła się nieznacznie w odpowiedzi na tę zaczepkę. Nie miała zamiaru się teraz wycofywać, po prostu chciała odłożyć kieliszek, który strasznie jej zaczął przeszkadzać. Zbliżyła się znowu do Eriki, od razu łącząc ich wargi w pocałunku. Był dużo śmielszy niż poprzedni, wręcz niecierpliwy. Zacisnęła palce na materiale jej bluzki i pociągnęła Erikę za sobą. Oparła się plecami o poduszkę przy wezgłowiu, osuwając się w pozycję wpółleżącą, a następnie przyciągnęła ją bliżej, prowadząc tak, by mogła wygodnie się na niej ułożyć. Puściła wreszcie materiał ubrania, przenosząc obie dłonie na jej szyję. Opuszkami palców przejechała po obu jej stronach, powoli, delektując się tym dotykiem, po czym splotła je z tyłu karku Eriki i przyciągnęła ją do siebie jeszcze bliżej, niemal eliminując jakąkolwiek przestrzeń między nimi. Nie przerywała pocałunków, z których całkowicie wyparowała niepewność czy wstyd. Czuła, jak robi się jej coraz gorącej pod wpływem bliskości jej ciała. Od namiętnych pocałunków zaczynało szumieć jej w głowie. Jej dłonie znowu zawędrowały niżej, tym razem śmiało wsuwając się pod koszulkę na plecy przyjaciółki.
Erika Lindberg
-
Auf der Heide blüht ein kleines Blümelein
Und das heißt
Erika
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Tylko pretensjonalne chodzą w grę - przytaknęła, bo żadna z nich nie byłaby w stanie przystać na jakieś zwyczajne imię dla jakiegokolwiek kota.
Erika również mogła śmiało się nazwać wielbicielką zwierząt wszelakich, ale musiała mierzyć swoją siłę na zamiary. Kot wydawał się zatem idealnym wyborem, bo potrafił całkiem dobrze o siebie zadbać i w przeciwieństwie rybek, których akwaria trzeba było sprzątać, potrafił przypomnieć właścicielowi o tym, że należy go nakarmić.
- Taka pewność siebie jest seksowna - przyznała, a jej głos samoistnie zniżył się do subtelnego mruknięcia, gdy tylko April znalazła się wystarczająco blisko.
Lindberg była przypadkiem beznadziejnym praktycznie pod każdym względem. Przynajmniej tak o sobie myślała. Jednak jak miała zmienić zdanie chociaż faktycznie wystarczył jeden słodki pocałunek, aby wyrzuciła za okno wszystkie swoje obawy i cały rozum, który mógłby ją przypadkiem odwieść od aktualnego zajęcia?
Wystarczyło, że Finch odsunęła się nieznacznie by Erika spojrzała na nią z lekkim wyrzutem i kryjącą się gdzieś w środku obawą, że jednak nie było tak dobrze jak sobie to dziewczyna wyobrażała. Wszystko to jednak wyparowało w momencie, gdy tylko April przyciągnęła ją do siebie ponownie.
Kolejny pocałunek uświadomił jej, że to było to czego przyjaciółka szukała i pragnęła jeszcze więcej. Wszystko ku wyraźnej uciesze gotki, która na moment uśmiechnęła się tuż przy wargach czarodziejki, odwzajemniając pocałunek z niebywałym zapałem.
Nie oponowała. Pozwoliła FInch na zmianę pozycji, na taką, która chyba najbardziej odpowiadała im obu. Przynajmniej teraz mogła się wygodnie usadowić pomiędzy udami przyjaciółki, wyobrażając już sobie to jak będą się na niej zaciskać w przeżywanej ekstazie.
Zamruczała z przyjemności, gdy tylko poczuła dłonie przesuwające się wzdłuż jej szyi i splatające się na karku. Nigdzie się nie wybierała. Także pragnęła tego, aby żadna niepotrzebna przestrzeń między nimi nie istniała choć była potrzebna do tego, aby pozbyć się drażniących ubrań, które broniły dostępu do drugiego ciała.
W końcu jednak zabrakło jej oddechu. Jedynie dlatego musiała się oderwać od warg April, aby móc nabrać powietrza w umęczone płuca, a dotychczas zaciskające się na biodrach dziewczyny dłonie ruszyły ku sprzączce paska jej spodni.
- Pierwszy raz rozbieram czarodziejkę - rzuciła ze śmiechem i choć jej ton był lekki to w zielonych oczach wyraźnie odbijało się wzbierające pożądanie.
Strój Triss choć oszołamiający sprawiał niestety nieco więcej problemu przy próbach pozbycia się go niż zwyczajne jeansy i t-shirt. Może jednak to i lepiej? Dzięki temu na pewno każdy dotyk czy pocałunek składny na skórze Finch będzie dużo bardziej wyczekiwany.
April Finch