33 y/o
For good luck!
186 cm
kapitan Toronto Fire Station 132
Awatar użytkownika
dancing till i'm dead
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Albo dać się trochę sparzyć
Uśmiechnął się pod nosem na wybrzmienie tych słów. Powinien, ze swoim tytułem, być przecież kimś, kto nie boi się ognia. I w istocie nie bał się go nigdy, nie tak formalnie; często nawet świadomie dawał się mu pochłonąć, bo musiał i go znał go, a przez tp wiedział, kiedy nie jest w stanie go skrzywdzić. W tej sytuacji było całkowicie podobnie. Różnica polegała jedynie na tym, że tym razem płomienie nie miały źródła w rozżarzonym materiale ani w wybuchu, a w spojrzeniu, w dotyku i w tej niepokojąco naturalnej bliskości.
Swoją dłoń zatrzymał na wysokości jej żeber, kciukiem przesunął po materiale jej koszuli.
Jej kolejne słowa, to zaczepne stwierdzenie faktu, wywołały u niego drobny uśmiech. Krótki, ledwie widoczny, który jednak zamarł niemal natychmiast, gdy jej dłoń uniosła się i osiadła na jego karku. Ten prosty gest, tak niepozorny w swojej formie, rozszedł się po jego systemie nerwowym jak impuls elektryczny, zostawiając po sobie ślad. Najpierw napięcie, potem jako mrowienie, gdzieś głębiej, pod jego skórą, w mięśniach. Tak nieprzyjemnie przyjemne. Nie zdawał sobie sprawy, jak znaczące było to dla niego. Jak szybko temu uległ i zaakceptował w sobie, i jak mocno związał się z gestem, który był prosty, a w tej chwili dosadnie ciężki.
Palce sunące po jego skórze zostawiały za sobą ślad, którego nie mógł tak po prostu zignorować zignorować. Wsunięcie ich w jego włosy było punktem, w którym byłby się rozpadł. Nie tyle, że nie potrzebował dużo, ale tyle, że każdy miał słaby punkt. Abby dość precyzyjnie odnalazła jego. Nie było to zaraz takie trudne…
Trudno było mu z początku zbudować odpowiedź przez suchość w ustach, która wezbrała od czegoś tak trywialnego, a jednocześnie tak ciężkiego. Zanim na coś się zdecydował, znów się odezwała.
Kolejną iskrą, która zbiegła po jego nerwach, wywołało coś tak prostego – jej palce zaciśnięte na jego włosach i ten drobny, choć kontrolujący gest. Podniósł spokojnie głowę na tyle, by móc na nią spojrzeć. Na tyle, na ile pozwalał mu na to panujący półmrok. Na tyle, by mogła zarejestrować, że na nią patrzy, wbrew tej zaczepce, którą wytoczyła przeciwko niemu. Przesunął spojrzeniem krótko po jej twarzy, pozwalając by zdążyła też odnotować delikatny uśmiech półgębkiem u niego, zanim przysunął swoją twarz do jej, do punktu w którym już byli, ale który niczego wtedy nie przyniósł.
Wyjątkowo dobrze się na ciebie patrzy — odpowiedział, twardo akcentując dwa pierwsze słowa. — Za dobrze.
Oddech, który niósł to zdanie, mógłby być jej własnym. A słowa, które wypowiedział niemal w jej wargi, równie dobrze mogły należeć do niej, a wszystko przez ów zerowy dystans pomiędzy nimi.
Dotknął subtelnie wargami jej własnych, choć nie w pocałunku. W delikatnej, miękkiej zaczepce. W chybotliwym balansie pomiędzy tym, czego chciał spróbować, a co było rozsądne. Większość życia przeminęło mu pod ciężkim znakiem ryzyka; chociaż wszystko było w zdrowej granicy. A teraz? Teraz przecież też niewiele miał do stracenia. To czy w ogóle wyjdzie spod gruzu stało pod ogromnym znakiem zapytania; a nawet jeśli – to przecież szanse na ponowne spotkanie, w przypadki kiepskiego zakończenia, były zerowe. Bo jakie istniało prawdopodobieństwo, że mieszkała w Toronto?
Pocałunek, który w końcu złożył nie był gwałtowny, ale nie był też niepewny. Raczej spokojny, głęboki, jakby sprawdzał, czy to, co napięcie obiecywało od dłuższego czasu, rzeczywiście tam było. Jego wargi najpierw musnęły jej usta, zanim na moment przycisnął je mocniej, bez pośpiechu, bez żadnej próby dominacji. Bliżej temu było do oferty, którą składał na jej wargach, niż bezczelnemu zamachowi na jej przestrzeń.


Abby Wallace
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ola
lubię placki
26 y/o
LOT NA 240 METRÓW
171 cm
rezydentka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trzy.
Zadała mu trzy pytania.
A jednak — pierwsze dwa kompletnie zignorował, podsumowując je jedynie uśmiechem, który doskonale czuła i słyszała gdzieś w załamaniu własnej szyi, pomiędzy napiętym mięśniem mostkowo-obojczykowo-sutkowym a obojczykiem. Pojedyncze prychnięcie, które normalnie pewnie byłoby ledwo odczuwalne, a jednak tutaj, przy nienagannie wyostrzonych zmysłach, dawało o sobie znać wyjątkowo intensywnie. Zbyt intensywnie. Do tego stopnia, że niemal od razu poczuła, jak wzdłuż jej kręgosłupa wędruje pojedynczy prąd, który swoje uście znalazł dopiero w okolicach lędźwi.
Fascynowało ją, jak na nią działał. Przerażało również, jednak fascynacja grała tutaj pierwsze skrzypce. Przecież nawet dobrze go nie znała. Ledwo wiedziała, jak miał na imię i ile rodzeństwa czekało na niego w domu, gdziekolwiek mieszkał. Wiedziała gdzie pracował i że nosił gumki w przedniej kieszeni spodni. I to by było na tyle. Marna garstka informacji, które sam jej przekazał. Jasne, można było to tego dołożyć jeszcze jej własne wnioski i przemyślenia — w końcu miała ich sporo — jednak niezależnie od tego, jakby na to nie spojrzeć: był jej obcy. A jednak jakimś cudem, w tamtej chwili, wydawał się tak cholernie bliski.
Nie tylko miała przeczucie, że mogła mu zaufać — a przecież Abby z góry zawsze była nieufna, stawiała na suche fakty i sprawdzone sposoby — to w dodatku czuła z nim pewnego rodzaju więź. Jak najbardziej mogła być ona spowodowana długim czasem spoczynku we wzajemnych ramionach pod kupą gruzu, ale takie były fakty. I chociaż nie miała pojęcia, co siedziało w jego głowie, tak oceniając po gestach i sposobie, w jaki sunął dłonią po materiale jej koszulki; jak reagował, gdy jej dłoń znalazła się na rozgrzanym karku, można było wysnuć dość dosadny wniosek, że chyba czuł podobnie.
Obserwowała go uważnie, kiedy leniwie unosił głowę. W pomieszczeniu wycinku po zawalonym metrze panowała ciemność, jednak spędzili tam wystarczająco dużo czasu, by oczy zdążyły się przyzwyczaić. Nabrać nieco więcej światła, dzięki czemu Abby bez problemu mogła zobaczyć jego twarz i przeszywające spojrzenie, doprawione półuśmiechem, które wcale nie odbiło się bez echa na jej ciele.
Na trzecie pytanie postanowił odpowiedzieć.
Wyjątkowo dobrze się na ciebie patrzy.
Prychnęła. Delikatnie. Subtelnie wręcz. Może nawet przewróciłaby do tego oczami, rzuciła jakimś błyskotliwym komentarzem, który przeciął by to ciągle gęstniejące powietrze, jednak ona już za bardzo skupiona była na jego czynach. Na tym, jak jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko; jak ich nierówne oddechy splątały się w jeden, a usta dzieliła odległość maksymalnie jednego milimetra. Był tak blisko, że kiedy krótkie za dobrze wybrzmiało w uszach, jej wargi czuły każdy, najdrobniejszy ruch.
A potem poczuły i te jego, gdy zaczepnie zahaczył o jej usta swoimi w wyjątkowo delikatnym, ledwo odczuwalnym geście. Drgnęła nieznacznie, jakby chciała wyjść mu naprzeciw. Cicho dać do zrozumienia, że ona również była gotowa się sparzyć — cokolwiek to miało znaczyć, jakkolwiek miało się to skończyć.
Jej serce zabiło szybciej, co Jax spokojnie mógł poczuć na własnej piersi. Stresowała się? Możliwe, chociaż dochodziła do tego również domieszka ekscytacji, ciekawości i jakiegoś dziwnego przekonania, że przecież nie mieli tu nic do stracenia. I on chyba myślał podobnie, bo już po chwili nie tylko ją zaczepiał ale i pełnoprawnie pocałował.
Jego usta były ciepłe, lekko spierzchnięte od suchego powietrza, jednak wciąż przyjemnie miękkie, a sam gest momentalnie przyprawił o gęsią skórkę. Abby odwzajemniła go z należytą uwagą, wstrzymując na moment powietrze, pozwalając chwili po prostu wybrzmieć. Nie śpieszyła się. Przyjmowała to, co jej dawał. Cały czas. Od momentu, w którym wsiadła do metra i wybrzmiał pierwszy huk — podporządkowała mu się, nie zgłaszając najdrobniejszego sprzeciwu.
I tu również nie zamierzała. Co więcej — po raz pierwszy miała zamiar sama wyjść z inicjatywą, dyktowaną bardziej rozszalałym sercem, niż rozumem.
Dłoń którą przez cały ten czas miała wplecioną w miękkie włosy, przesunęła delikatnie wzdłuż kości skroniowej, by już po chwili osadzić ją na kującym od zarostu policzku. Zapoznawała się z nową teksturą, zaciskając nieznacznie palce, podczas gdy usta odnajdywały ze sobą wspólny rytm.
Przyjęła jego ofertę i — co gorsza — nagle nie potrafiła się nią nasycić. Dlatego nie myśląc za wiele (albo już wcale), pogłębiła pocałunek, wdzierając się językiem i przyciągając go do siebie bliżej. Jakby wcale nie był już przerażająco blisko. Dosłownie na niej. Przylegając całym ciałem. Jakby przez moment zapomniała, gdzie tak naprawdę się znajdowali i że wciąż istniała szansa, że nie wyjdą stąd żywi cali.
A może wcale nie zapomniała? Może to przede wszystkim dlatego pozwalała sobie właśnie na chwile uniesienia z kimś, kogo poznała niecałą godzinę, półtorej temu, a kto teraz wypełniał większość jej myśli. Kogoś, kto zupełnie naturalnie spowodował, że jej ciało zalała fala gorąca, a wzdłuż kręgosłupa powędrował kolejny przyjemny dreszcz.

Jax Harrison
kasik
postów z AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”