Spoiler
Wyrzuty sumienia ją zjadały od środka. Nie stopniowo, a gwałtownie, bez znieczulenia. Gdy tylko Josh pojawił się w jej drzwiach powiedziała mu o wszystkim. Czy pragnęła pozostać szczera? Oczekiwała wybaczenia? Chciała się rozstać? Po co było to wszystko? Nie wiedziała. Nie prosiła o przebaczenie. Nie tłumaczyła się. Przedstawiła fakty i nie ruszyła za nim, gdy wyszedł z jej mieszkania. Czekając na jego powrót, napisała po pewnym czasie smsa do Dominica podejrzewając, że ta dwójka musiała dzisiaj ze sobą rozmawiać. Nie wiedziała co odpisać na jego wiadomość, bo przecież oboje byli odpowiedzialni za to. Czuła potrzebę napisania czegoś więcej, ale nie była gotowa na podjęcie tego tematu, więc milczała. Tak jak przez kilka dni milczał Josh. Skye w poniedziałek rano z nerwów zaczęła wymiotować, a w dodatku nie wyobrażała sobie, żeby pójść teraz do pracy i wpaść na Reyesa. Dlatego wzięła zwolnienie - pierwszego dnia tuż po tym jak dostała projekt. Wiedziała, że pewnie z tego powodu trafi on do kogoś innego, ale w tym momencie nie interesowała ją praca. Próbowała zebrać myśli i uporządkować swoje życie, co nie było do końca łatwe , bo z jednej strony sama unikała Dominica, a z drugiej strony Josh jej. Czego ona tak naprawdę pragnęła? A raczej kogo? Zanim zrozumiała, Haynes odezwał się do niej z prośbą o spotkanie.
Równo tydzień po nocy, które zmieniła wszystko, jechała na spotkanie pod nieznany adres. Nie wiedziała czego się spodziewać, ale wchodząc do środka jej oczom ukazało się mieszkanie urządzone w uniwersalnym, acz przytulnym stylu. Pomieszczenie było oświetlone tylko mnóstwem świec. Droga od drzwi do nakrytego stolika była usłana różami, które również stanowiły dużą część dekoracji mieszkania. Po środku stał Josh z lekkim uśmiechem, lecz przede wszystkim zestresowany. Gdy bez słowa do niego podeszła, ujął jej dłonie.
- Wiem, że nie jestem idealny. Wiem, że zjebałem na tak wielu płaszczyznach. Nie doceniałem Cię wystarczająco. Nie dawałem tyle uwagi na ile zasługujesz. Nie słuchałem o Twoich potrzebach. Przepraszam Cię za to wszystko
Skye słuchała go będąc w kompletnym szoku. Czy tego się spodziewała? Nie.
- Kocham Cię najmocniej na świecie. Jesteś miłością mojego życia. Twoja zdrada mnie zabolała…
- Josh, przepraszam Cię tak bardzo. Nie chciałam Cię zranić. Nigdy nie chciałam Cię zranić-przerwała mu czując jak łzy napływają jej do oczu, a gorzki smak winy pali w przełyku. Nie miała okazji go przeprosić za swój czyn.
- Nie chcę do tego wracać. Chcę nowego początku. Nowego początku z Tobą w tym mieszkaniu, które wynająłem dla nas- wskazał dłonią na przestrzeń wokół.- Oraz tworząc kolejny rozdział, w którym będziemy państwem Haynes- puścił jej dłonie z tajemniczym uśmiechem i klękając zaczął sięgać do wewnętrznej kieszeni marynarki. - Więc czy wyjdziesz za mnie Skye Murray i sprawisz, że będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi?
Skye stała oniemiała patrząc na klęczącego przed nią Josha. Zakryła usta dłońmi i wodziła wzrokiem między pierścionkiem, a mężczyzną. Dostrzegła przelotem rozwalony łuk brwiowy i paskudnego siniaka pod okiem. Wiedziała co to oznaczało. Natomiast nie wiedziała do końca co powinna odpowiedzieć. Rozum i serce mówiło Nie, lecz jakiś głos wewnątrz niej sprawił, że powiedziała Tak.
Przedłużyła zwolnienie o kolejny tydzień czując się chyba jeszcze gorzej niż wcześniej. Może to nietypowa forma grypy? Bez gorączki i kataru, a jedynie z bólem głowy i brakiem chęci do życia? Próbowała nie myśleć nad tym, a korzystając z wolnego czasu zacząć się pakować. Josh nagle pojawiał się u niej codziennie pomagając jej we wszystkim i wspólnie przenosząc swoje rzeczy do nowego mieszkania. Ich mieszkania. Gdy w kolejny weekend spędzali w nim pierwszą noc, Josh postanowił uwiecznić tą chwilę robiąc im wspólne zdjęcie, które następnie wrzucił na wszystkie swoje portale społecznościowe informując o istotnych zmianach jakie zaszły w ich w życiu. To nie było do niego podobne ani trochę, ale żadne z nich nie musiało mówić tego głośno. Oboje znali pobudki jego działań.
- Wiem, że to będzie paskudne o co Cię teraz poproszę , ale…chciałbym, żebyś złożyła jutro wypowiedzenie w pracy- Skye podniosła się wcześniej leżąc oparta o jego ramię. Josh ją kompletnie zaskoczył tym wyznaniem, aż nie wiedziała co odpowiedzieć i tylko spojrzała na niego pytająco.- Po tym co zaszło między Wami, nie zdzierżę tego, że razem pracujecie. Nie z nim- był stanowczy, a Murray zdała sobie sprawę, że ma rację. Na jego miejscu oczekiwałaby pewnie tego samego.
Powrót do pracy był słodko-gorzki. Z jednej strony zdążyła zatęsknić za firmą , za ludźmi, za NIM. Z drugiej strony miała wiele obaw - czy dobrze robi składając wypowiedzenie? Jak będzie między nią, a Dominicem? Do biura dotarła jako ostatnia tuż przed dziewiątą. Wolała uniknąć zostania z nim sam na sam. Przeszła od razu do swojej szefowej prosząc ją o spotkanie. Nie było szansy przeciągać nieuniknionego. Próbowała jeszcze odwlec Skye od tego pomysłu, ale Murray były nieugięta. Poprosiła tylko o jedno - żeby wiadomość o jej decyzji została przekazana do ludzi dopiero na koniec dnia. Cholernego dnia, który się dłużył.
- Skye, wiesz co się stało Dominicowi?- złapały ją przy ekspresie Suzie i Pam, tuż po tym jak wyszła z biura szefowej. Brunetka spojrzała na nie pytająco nie będąc pewna, co mają na myśli.- No bo się przecież przyjaźnicie, a przez ostatnie dwa tygodnie latał po biurze z wielką śliwą pod okiem-Skye czuła jak jej żołądek się skręca. Nie dość, że zjebała po całości, to jeszcze oboje chłopaków się pobili. Nie poruszała tematu jak sprawa stoi między nimi, bała się.- Nie mam pojęcia. Umierałam w łóżku, a Josh mi nic nie mówił - wyjaśniła szybko i powróciła do biurka, gdzie całe szczęście miała mnóstwo roboty, więc unikanie go powinno być łatwe. Nic bardziej mylnego - gdy tylko podnosiła głowę znas biurka, widziała jego twarz, więc ponownie uciekała spojrzeniem. Aż za którymś razem nagle dostrzegła jak wita się przy windzie z pewną blondynką, a następnie prowadzi ją do swojego biura z uśmiechem na ustach, który potrafił zmiękczyć każde kolana. Nie miała to jednak znaczenia dla Skye, a to że akurat ścisnęła długopis tak mocno, że paznokcie odbiły się od wewnętrznej strony jej dłoni? Albo że poczuła jak śniadanie podchodzi jej do gardła, a serce zaraz wyskoczyć z klatki? To wszystko o niczym nie świadczyło. Lecz i tak co rusz zerkała, kiedy kobieta wyjdzie. Dlaczego tam tyle siedzi? To klientka? Jak tylko wyszli, Skye ruszyła ponownie, akurat przypadkiem, po kawę. Suzie i Pam znowu też tam były.
- Kto to jest? Nasza nowa klientka?- spytała dziewczyn wskazując dyskretnie głową na blondynkę, która akurat, gdy czekali na windę, poprawiła kołnierzyk jego koszuli. Nagle Skye zrobiło się cieplej. O wiele cieplej.- Taaak i jak widać łączą ją nie tylko stosunki zawodowe- dziewczyny zaczęły się chichrać. Obie. Bez Skye.- Chodzą plotki, że Dominic załatwił sobie u niej dodatkowe zlecenia przez łóżko. W sumie nie dziwię się jej. Jemu mogłabym wiele rzeczy zlecić- Skye miała wrażenie, że zaraz zwróci całą zawartość jedzenia słuchając dziewczyn. Na domiar złego wspomniana kobieta właśnie składała zdecydowanie za długi pocałunek na jego policzku. I zdecydowanie mało profesjonalny. Murray przeprosiła dziewczyny i poszła do łazienki czując jak jej oddech przyspiesza. Co się z nią działo?! Co ona najlepszego wyprawiała?! Była zazdrosna o (byłego) przyjaciela swojego narzeczonego, który jak widać chciał się tylko z nią zabawić. Na co w sumie ona liczyła? Czego chciała? Że Dominic zmieni się dla niej? Chciała z nim być? Sama już gubiła się w natłoku myśli i pytań. A może właśnie wszechświat dawał jej znaki jak na tacy?
Josh wynajął mieszkanie i się jej oświadczył.
Dominic kręcił już z kolejną kobietą i to nie wiadomo od jak dawna.
Jeden mężczyzna chciał z nią być. Drugi nie. Odpowiedź była prosta co powinna zrobić.
Dlaczego więc do cholery właśnie zmierzała do gabinetu Reyesa? Weszła do środka nawet nie pukając, co nigdy wcześniej się jej nie zdarzyło. Do tej pory zawsze pukała - nawet raz, ale dawała znać. Tym razem wparowała do niego, zamykając od razu drzwi za sobą i opierając się o nie plecami. Nie miała odwagi wejść głębiej.
- Z tego względu, że byłeś moim mentorem i dostałam od Ciebie najwięcej wsparcia, to chciałam, żebyś się dowiedział ode mnie, że złożyłam dzisiaj wypowiedzenie. Zostaje do końca miesiąca- powiedziała bez żadnego wstępu. Po dwóch tygodniach milczenia, to były jej pierwsze słowa, jakie do niego wypowiedziała. Głos miała stanowczy, ale oczy… Oczy były zwierciadłem duszy. Jej oczy były pełne bólu i tęsknoty. Wpatrywała się w niego i miała taką ochotę podejść do niego i się w niego wtulić. Tak zwyczajnie jak wtedy, gdy robił jej placki. Wiedziała jednak, że już nie może tego zrobić, a ta świadomość rozdzierała jej serce.
Dominic Reyes