Ostatnie dwa tygodnie dłużyły się w nieskończoność. Przez cały ten czas Dominic ani razu nie widział Skye. Domyślał się, że to Josh maczał w tym palce, bo według facebooka wciąż oboje mieli status związku. Po bójce z byłym przyjacielem dziewczyna nie odezwała się do niego już ani słowem mimo, iż później próbował dowiedzieć się, co u niej i co stało za jej nagłym zwolnieniem lekarskim. Chociaż jedna odpowiedź zwrotna mogła go uspokoić, lecz jej milczenie było wymowne - wolała go unikać. A on chciał uszanować jej decyzję i się nie narzucać.
Niemniej był zły. Nie rozumiał, dlaczego po tym wszystkim Skye zdecydowała się znów wybrać Josha. Przecież on kompletnie nie był jej wart! Z drugiej strony zdążyła poznać Dominica i wartości, jakimi kierował się w życiu. Że po każdym jego wieczornym wyjściu do mieszkania nie wracał sam. Poza tym, to była Skye - musiała czuć ogromne wyrzuty sumienia, skoro tak szybko przyznała się Joshowi do błędu, jakim była noc z Dominiciem. Z perspektywy osób trzecich wykorzystał ją. Jej słabość do niego i podatność na poświęcaną jej uwagę. Przez chwilę dał jej upragnione poczucie bezpieczeństwa i bycia ważną. Tak, jak wielu kobietom przed nią.
Z tym, że on nie mógł zaprzeczyć własnym emocjom i myślom, kiedy byli razem, zupełnie odmiennym od tych, gdy dzielił łóżko z innymi kobietami. Może i pozwolił przekroczyć sobie tę magiczną linię i poddać się chwili, nie bacząc na konsekwencje, ale teraz wciąż nie żałował - ta noc bez wątpienia stała się najbardziej wyjątkowa w jego życiu. Ani przez sekundę nie traktował Skye jako coś przelotnego. Wprost przeciwnie - była najbardziej stałą rzeczą, jaka go spotkała. A po tej nocy doceniał Skye bardziej, niż kiedykolwiek. Tym bardziej, że nie zdążył się nią wystarczająco nasycić, a już ją stracił.
Owszem, czuł się winny, że doszło do tej nocy, ale tylko dlatego, że bardzo źle to rozegrał. Będąc w porządku wobec Josha, powinien był najpierw z nim szczerze porozmawiać, albo taktownie usunąć się w cień, bo rzeczywiście za bardzo się wtrącał między tę parę, choć w obu przypadkach nigdy by nie poczuł smaku jej ust. Uważał się za dość odpowiedzialnego faceta, tymczasem wszystko zepsuł - nie tylko kilkunastoletnią przyjaźń z Joshem, ale i prawdopodobnie najlepsze, co mogło mu się przytrafić - relację ze Skye.
Narastająca złość i rozczarowanie nie sprzyjały jego dobremu samopoczuciu, dlatego zrobił to, co zwykle - rzucił się w wir pracy, starając się zapomnieć o całym świecie. Praktycznie w ogóle nie wychodził zza swojego biurka, skupiając się na dopieszczaniu szczegółów swojego projektu, ostatecznie kończąc go przed czasem. Dopiero po powrocie z pracy późnymi wieczorami do własnych czterech ścian odczuwał przepełniającą go pustkę. Jedynym sposobem na zapomnienie o Skye, którą widział w każdym kącie swojego mieszkania, była jego ulubiona whisky i głośna muzyka albo stare filmy, które dostatecznie dobrze zagłuszały jego myśli. I choć wiedział, że najlepszym sposobem na pozbycie się z głowy ciemnowłosej było wyjście na miasto i zainteresowanie się jakąś długonogą blondynką, ale nie miał najmniejszej ochoty na podboje. Zignorował również kumpli i ich piątkowe wyjście na kosza, chcąc zyskać trochę spokoju od rozmów o poprzednim wypadzie do klubu i jego skutkach. Przeczuwał, że jeśli nikt nie widział go razem z Murray, tak musiały dotrzeć do nich słuchy o kłótni z Joshem.
Mimo jego braku chęci do zaczerpnięcia oddechu u boku innej kobiety, ta sama pojawiła się na jego horyzoncie. A właściwie, przyszła do jego biura. Wysoka blondwłosa piękność o bystrym spojrzeniu i figlarnym uśmiechu ostatnio często wpadała do niego w sprawie konsultacji projektu. Jako córka poważnego biznesmena, chciała mieć pełny wgląd w pracę Dominica. Kobieta ociekała wdziękiem, ambicją i niezmierną pewnością siebie, które niezmiernie lubił w płci pięknej. Przy czym nie dało się nie zauważyć, że za jej żartobliwym tonem rozmowy i niewinnymi gestami kryło się coś więcej. Dokładnie wiedziała, czego chciała i nie bała się po to sięgnąć. Jeszcze do niedawna Dominic nie oparłby się jej urokowi, w końcu nie raz już łączył przyjemne z pożytecznym. Tym razem jednak starał się potraktować to zlecenie profesjonalnie. Nie spodziewał się jednak jednego.
— Mam dla Ciebie niespodziankę, Nicky. - Sydney uśmiechnęła się do niego tajemniczo, zdobywając całą jego uwagę. - Nasza firma chciałaby nawiązać z Tobą stałą współpracę. A mówiąc stałą, mam na myśli na wyłączność.
Dominic uniósł wysoko brwi w zaskoczeniu. Czwartkowy ranek nagle stał się znacznie ciekawszy.
— Poważnie? - zapytał ostrożnie, nie będąc pewien, co odpowiedzieć.
— Jak najbardziej. Ten projekt zapowiada się świetnie, robisz naprawdę dobrą robotę. A że to dopiero początek ogromnej góry lodowej to zgodnie uznaliśmy, że potrzebujemy Cię w swoim zespole. Nasza sieć hoteli powinna wyglądać spójnie, a skoro podjąłeś się stworzenia pierwszej koncepcji, nie widzę innego wyjścia. Damy Ci wolną rękę i własnych podwładnych. Miałbyś pełną kontrolę nad wszystkim. A przy tym zwiedzałbyś świat. - Był pod ogromnym wrażeniem propozycji, ale zanim o cokolwiek zdążył dopytać, blondwłosa dodała: - Jeśli chcesz wiedzieć więcej, umów się ze mną na kolację. W tę sobotę. Wtedy na spokojnie wszystko Ci wytłumaczę.
— Czysto biznesową? - przygryzł wargę. Zastanawiało go, czy nie było w tym drugiego dna.
— Jaką tylko zechcesz. - Wzruszyła nonszalancko ramionami, na co mimowolnie uśmiechnął się szerzej w odpowiedzi. Schlebiała mu. Oferta pracy brzmiała doprawdy kusząco. Ale wiązało się to z licznymi wyjazdami służbowymi, przez co rzadko bywałby w Toronto. No i przede wszystkim, wtedy już całkowicie straciłby możliwość widywania Skye. O ile w ogóle jeszcze wróci do pracy.
Zastanawiał się nad jej ofertą, aż w piątkowy wieczór wyskoczyło mu powiadomienie o nowym poście Josha. Czuł, że sprawdzenie tego nie będzie dobrym pomysłem, ale i tak w nie kliknął. Kiedy wyświetliło mu się wspólne zdjęcie ze Skye wraz z podpisem, zamarł. Przez chwilę patrzył tępo w ekran, słysząc w uszach dudnienie własnego serca. W jednej chwili potwierdziły się wszystkie jego obawy, których do tej pory próbował do siebie nie dopuścić. Zablokował ekran i zacisnął dłoń na telefonie. Miał wrażenie, że właśnie uderzył w ścianę, a impet spowodował rozbicie się na milion kawałków. Nagłe rozczarowanie i smutek przeszyły go na wskroś, powodując paraliż jego ciała i myśli. Za nic nie potrafił się skupić. Bezwiednie sięgnął po leżącą na stoliku szklankę whisky i wypił ją jednym haustem, po czym poszedł po dolewkę, łudząc się, że alkohol choć w jakimś stopniu uśmierzy jego ból. Jego wzrok mimowolnie powrócił na pozostawiony na stoliku telefon i zaczęło w nim wrzeć, a w głowie zahuczała mu myśl: był skończonym kretynem! Trzask szkła rozbijającego się o ścianę nie był w stanie zagłuszyć tego, co działo się w jego głowie. Wybrała. Początkowo był wściekły na nią, że zdecydowała się na bezpieczne posunięcie i pozbawiała siebie szczęścia, ale też czuł złość na siebie, bo pozwolił sobie mieć jakąkolwiek nadzieję. Tak naprawdę nigdy nie miał u niej szans. To go tylko przekonało do tego, by odpuścić. Sięgnął po telefon i wystukał wiadomość: Hej. Jutrzejsza kolacja aktualna?
Widok Skye w biurze był dla niego nieoczekiwany. Po dwóch tygodniach nieobecności nie był pewien, czy jeszcze kiedykolwiek tutaj zajrzy, a jednak znów się pojawiła. Niestety, już z daleka wyczuwał, że trzymała się na dystans, aż wydawało mu się, że stała się jeszcze bardziej niedostępna, niż do tej pory. Miał przemożną chęć zagajenia jej choć przez chwilę, ale musiał uszanować jej przestrzeń. Skoro tego właśnie pragnęła…
Skupił więc swoje myśli na pracy, by przygotować się do zbliżającego się spotkania, gdyż tego poranka Sydney miała ponownie pojawić się w Forward Interiors. Naturalnie, wyszedł po nią i przywitał z uśmiechem na ustach, którym obdarzał ją niezmiennie, odkąd się poznali. A po sobotniej kolacji zrobiła na nim jeszcze większe wrażenie. Prowadząc blondynkę w stronę swojego biura, ukradkiem przesunął wzrokiem po open space, żeby przekonać się, czy Skye była na swoim miejscu. Siedziała ze wzrokiem wbitym w notatnik, zdając się kompletnie nie zwracać na nich uwagi.
—
I jak, przemyślałeś moją propozycję? - usłyszał pytanie, kiedy usiadł we własnym fotelu.
—
Bardzo hojną propozycję - poprawił ją z nieco zawadiackim uśmiechem. -
Dwa dni to trochę mało, żeby podjąć tak ważną decyzję, Syd - pokręcił głową z wahaniem. Nie chciał jej urazić, ale zdawał sobie sprawę, że podjęcie u niej pracy wiele zmieni w jego życiu. Czy rzeczywiście był gotowy na te zmiany?
—
Daj spokój, Nicky. Co Cię powstrzymuje? - Jej ściągnięte brwi i błysk w oczach wskazywały na jej nieugiętość. Kiedy wstrzymał powietrze, nie wiedząc, co odpowiedzieć, Sydney przygryzła wargę i wskazała na niego palcem: -
Chodzi o kobietę. To dlatego w sobotę dałeś mi kosza. Mam rację?
Dominic mimowolnie się skrzywił. Była bystrzejsza, niż on. —
Przepraszam Cię, jesteś piękną, naprawdę cudowną dziewczyną… - nie dokończył, bo Sydney wtrąciła: -
Wiem, Nicky, nie przepraszaj. Dałeś mi jasno do zrozumienia, że interesuje Cię tylko profesjonalna relacja. Szkoda, bo mógłby być z tego całkiem dobry fun, ale wystarczy mi kumpelstwo. O ile zgodzisz się na moją ofertę. - Mrugnęła do niego łobuzersko, na co pokręcił głową w rozbawieniu. -
Przemyśl to. I zastanów się, czy warto dla niej rezygnować z takiej okazji.
Przytaknął z uśmiechem, za którym kryła się narastająca gula w gardle.
Gdyby to było takie proste, westchnął w myślach. Humor niejako wrócił mu w momencie powrotu do omawiania szczegółów projektu, ale kiedy wyszli z biura, nie potrafił pozbyć się słów Sydney, odbijających się echem gdzieś z tyłu jego głowy.
W drodze powrotnej nie zauważył Skye. Może to i lepiej? Usiadł przy biurku i oparł się o fotel, po czym przesunął rękoma po twarzy, jakby chciał w ten sposób jakoś oprzytomnieć i zabrać się do pracy. Sydney miała rację. To, co najbardziej powstrzymywało go przed podjęciem decyzji, było w zasięgu nie więcej niż pięćdziesięciu metrów. Wiedział, jak głupio robił, wciąż myśląc o Skye, która właśnie się zaręczyła i przeprowadziła do nowego lokum. I to z jego byłym przyjacielem, który przez ostatnie pół roku w ogóle jej nie doceniał. Właściwie czemu ona nie chciała wyjść z jego głowy? Czemu od ostatnich dwóch tygodni nie mógł się jej pozbyć ze swojego umysłu?
Szczęk otwieranych drzwi wyrwał go z zamyślenia. A widząc, kto się w nich pojawił, a właściwie wparował jak huragan, zerwał się na nogi, a serce zabiło mu jak oszalałe. Nie ruszył się jednak z miejsca, czekając w zawieszeniu na ruch Skye. Słysząc jej słowa, drgnęła mu brew. Mógł się tego spodziewać, ale i tak go zabolało. Przełknął ślinę, starając się to przetrawić i nie dać po sobie niczego poznać.
—
To Twoja decyzja? - zapytał, nim zdążył pomyśleć. Czy naprawdę chciała od niego uciec, czy to Josh na nią wpłynął? Z resztą, na jego miejscu postąpiłby tak samo, bo kto by chciał, by jego kobieta nadal spotykała się z facetem, z którym go zdradziła? Na jego miejscu… Na myśl o tym poczuł ukłucie. Zacisnął mocniej szczęki. -
Co z Twoją karierą architekta? Zamierzasz zrezygnować z tego marzenia? - Tak jak ze mnie? Cisnęło mu się na usta, ale przemilczał to. Nie chciał wylewać na nią swojej goryczy, bo już i tak czuł się wystarczającym głupcem. -
To nie fair - przyznał, starając się zdusić w sobie złość. Josh ciągnął ją w dół. Czemu Skye mu na to pozwalała? Kiedy tak patrzył na nią, instynktownie myślał o tym, jak bardzo chciał znaleźć się przy niej. Przytulić ją czy chociaż potrzymać za ręce, cokolwiek, byle znów poczuć, że nic mu się nie poprzestawiało w głowie i wciąż widziała go takim, jaki był tamtego wieczoru. Wtedy na jej ręku dostrzegł błysk.
Kurwa. Na szczęście z takiej odległości była spora szansa, że nie dostrzegła nieznacznego skrzywienia, które na ułamek sekundy zawitało na jego twarzy.
—
Chyba powinienem Ci pogratulować - zauważył, próbując zdobyć się na naturalny ton, ruchem głowy wskazując na pierścionek. -
W końcu dostałaś to, czego tak pragnęłaś - dodał zaraz, wbijając w nią swoje spojrzenie. Rozmawiali na ten temat. O jej oczekiwaniach względem Josha. O jej marzeniu poczucia stałości. Jakiś czas przed tym, zanim posunęli się o krok za daleko. Sądząc po przyjęciu pierścionka, z jej perspektywy nic nie uległo zmianie.
Skye Murray