Madox też to czuł, że czasem po prostu szczegóły, jakieś niuanse, dają więcej poszlak niż trop, który wydaje się czymś wielkim. Może on nie prowadził śledztw, ale za to był dobry w tych drobnych gestach, w tych pojedynczych zdaniach, które wyłapywał z rozmowy, które mogły go na coś naprowadzić. Tak jak La Llorona naprowadziła go na Meksyk. Jeszcze była taka piosenka, którą jego matka śpiewała mu do snu, ale nie pamiętał kompletnie słów. Tylko melodię.
Uśmiechnął się szerzej, kiedy powiedziała to, że nie ma zamiaru łamać nosa jego matce, a później znowu szturchnął ją, tym razem biodrem.
-
A jak się na mnie rzuci i będzie chciała mnie udusić? - zapytał, co prawda nie podejrzewał, że jego matce mogłoby aż tak odwalić. Ale z drugiej strony, czy Madox tak naprawdę ją znał? Miała swoje... szaleństwa.
Objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie jeszcze mocniej, ale tylko na moment zaciskając palce na jej gładkiej skórze.
Bo to, że wciąż siedzieli obok siebie nadzy, rozgrzani, rzeczywiście sprawiało, że ten wyjazd mógł się znowu przeciągnąć, odłożyć w czasie. A jeszcze ten wspólny prysznic, który zasugerował Noriega.
-
No przecież... damy radę - rzucił jakby nigdy nic. Bardzo to jest ciekawe, bo to Madox zazwyczaj
zaczynał, on już na tym szezlongu, kiedy dopiero co skończyli, chciał ją znowu prowokować. Ale teraz postawił sobie za punkt honoru to, że jednak to będzie szybki... prysznic.
Skręcił trochę wodę, żeby była bardziej chłodna, kiedy puścił ją sobie na kark, jakby to miało cokolwiek pomóc. Ale może trochę pomoże?
Dlatego zaczął temat matki, żeby jednak zająć czymś innym myśli, chociaż jego spojrzenie łapało już te jej mokre, gorące ciało, aż się zawiesił i dopiero kiedy zapytała czy nie wie coś o siostrze matki, to uniósł wzrok na jej oczy.
-
Nie, nigdy nie mówiła o żadnej rodzinie. Ona tam była zupełnie sama, nawet nie poznałem swoich dziadków, zawsze była tylko rodzina ojca... - nabrał ciężko powietrze w płuca, bo coś mu się przypomniało -
chociaż była jakaś Esmeralda, nie wiem kto to, po prostu jak matka - urwał, bo akurat Pilar sunęła swoimi rękami po jego ciele i przez kręgosłup przeszedł mu ten elektryzujący dreszcz. Aż mocno nabrał powietrze w płuca i wyrwał się do niej bliżej, już nawet pochylił się w jej kierunku, ale wtedy powiedziała to
nie no kurwa, nie mogę, strzelił oczami w sufit, ale no mieli się spieszyć...
Zresztą on też zamierzał powiedzieć coś, co mogło trochę ostudzić ten zbierający się już między nimi
ogień.
Znowu nabrał powietrze w płuca, sam rozcierając po skórze ten żel.
-
Przed ślubem, jak Rosa... - zerknął na nią z ukosa, ale oboje wiedzieli, że Rosa już nic dla niego nie znaczyła -
miała kupić sukienkę, to dostała ją od mojej matki, i ona wtedy powiedziała, że to sukienka Esmeraldy, założyłem, że to po babce, czy coś... - Madox trochę nagle żałował, że nie był bardziej dociekliwy, ale z drugiej strony... To jego matka była zupełnie jak on, po prostu nie mówiła o sobie. On też nie mówił, tylko przed Pilar się otwierał. A Marisol… chyba przed nikim.
Namydlił się dość sprawnie, pozostało się spłukać, chociaż ciemne spojrzenie zjechało z pleców Pilar, na jej pośladki, gdzie nawet sprzedał jej lekkiego klapsa, kiedy do niej podszedł, żeby znowu puścić na siebie wodę, odchylił do tyłu głowę spłukując piane z włosów.
-
W golfie? Od razu w skafandrze nurka może? - wziął od niej ręcznik i najpierw wytarł nim włosy, a później cały się wytarł i rzucił go gdzieś na drzwi. Kiedy wyszli do pokoju, to w międzyczasie szukał jakiś bokserek w bagażu, ale też rozglądał się za swoim telefonem.
-
Widziałaś mój telefon? - kurwa... żeby tylko nie miał go w tym spodniach, w których wylądował w basenie. Bo to by był kolejny, który zniszczył. Sprawdził kieszenie i na szczęście go tam nie było. Leżał sobie jakby nigdy nic na jakiejś szafce przy łóżku. Sięgnął po niego wciągając bokserki na tyłek.
-
W ogóle nie sprawdzałem jeszcze... - zaczął, a zaraz stanął, żeby wklepać coś w google, Guadalupe, Meksyk, Acpaulco, Mairosol Cruz Noriega, zwężał trochę krąg wyszukiwania. Przesunął palcem po ekranie i w pewnym momencie go zamurowało...
Patrzył w ten wyświetlacz przez kilka długich chwil. W końcu zmarszczył brwi.
-
Pilar zobacz - zaraz stał obok niej, kiedy zakładała na siebie jakiś kolejny koronkowy stanik, bo tamten to nawet nie wiadomo gdzie leżał, a gdy jej oddał telefon, to nawet jej chciał pomóc z zapięciem, ale to mu wychodziło jeszcze gorzej niż rozpinanie.
To co jej pokazał, to był nekrolog z zawiadomieniem o śmierci
Marisol Cruz Noriega, przykładnej obywatelki i działaczki Guadalupe, matki, żony... co?
Tylko, że oni już wiedzieli, że to przecież nie była Marisol. Dlaczego jakaś lokalna gazeta wydrukowała takie bzdury?
Madox aż nabrał powietrze w płuca i mogła to poczuć na karku, ale stanik to jednak musiała sobie zapiąć sama, bo chociaż on się z tym męczył, kiedy czytała nekrolog, to i tak mu się nie udało i już zaraz zabierał jej swój telefon, żeby znowu go przeskrolować.
-
Nie ma nic więcej... - stwierdził, a później coś tam jeszcze ponaciskał -
to też wygląda w ogóle jakby było usunięte z tej strony gazety - ale jakiś tam ślad został jeszcze w google.
W międzyczasie, to w końcu wciągnął na siebie spodnie i zarzucił na kark jakąś kolorową koszulę.
Pilar Stewart