-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiczas narracji-postaćautor
Z ostatnich informacji jakie uzyskał, jeden ze zbiegów widziany był w greckiej restauracji, a ponieważ David tego dnia nie jadł śniadania, po południu był cholernie głodny, dlatego postanowił wybrać się we wskazane miejsce. Ogólnie w ostatnich dniach sporo zgłoszeń spłynęło co oznaczało dość intensywny czas. Jasne, mógł skorzystać z usług uber eats lub innego dostawcy jedzenia, lecz w tym wirze pracy, jakoś tak zdołał zapomnieć o głodzie.
Przypomniał sobie o nim dopiero, kiedy w brzuchu mu zaczęło burczeć i to tak, że gdy jeden z kolegów policjantów przyszedł do gabinetu Harrisona, to również mógł ten charakterystyczny (oznaczający bycie głodnym) dźwięk usłyszeć. Na szczęście koniec końców obaj panowie się zaśmiali a policjant zaproponował lunch, lecz David powiedział, że zaraz rusza w jedno miejsce, gdzie będzie mógł wrzucić coś na ruszt - choć najchętniej to opędzlowałby jakiegoś kebaba na grubym cieście ale to może następnego dnia.
Tak czy inaczej jak powiedział tak zrobił. Zgarnął swoją kurtkę i poszedł do auta. Całkiem sprawnie poszło mu z dojazdem oraz znalezieniem miejsca tuż obok knajpki. Przed opuszczeniem samochodu, zgarnął tylko potrzebne materiały oraz upewnił się, że dobrze pamięta imię i nazwisko poszukiwanego zbiega. Upewniwszy się, że ma przy sobie odznakę wraz z dokumentem potwierdzającym bycie detektywem, wysiadł z auta i poszedł w kierunku drzwi wejściowych restauracji. Po przekroczeniu progu, zajął jedno z wolnych miejsc przy ścianie i zgarnął ze środka stołu menu myśląc, że to menu z daniami lecz okazało się, iż wypisane były tylko polecane napoje z procentami, a ponieważ on był samochodem oraz w robocie, nie mógł sobie pozwolić na procenty. Znaczy mógł, tylko mogłoby to mieć różne skutki.
Już wiem na co tu kiedyś przyjadę. pomyślał, widząc jedno z greckich piw, którego nigdy wcześniej nie pił. Już myślał, że o nim zapomniano, kiedy wreszcie otrzymał menu.
- Dziękuję. A! I czy mógłbym zadać kilka pytań? - spytał, nie pokazując swojej odznaki. Bo przecież mógł chcieć zadać pytania a propos dań, nieprawdaż? Dopiero po chwili zauważył kto stał koło jego stolika i poczuł.... takie dziwne ukłucie gdzieś w klatce piersiowej - nie potrafił dokładnie wskazać gdzie. To.... czy ja śnię?spytał samego siebie, mrugając szybko kilka razy.
Czy.
To.
Sen? powtórzył w myślach, mając wrażenie, jakby właśnie czas się zatrzymał a on znieruchomiał niczym posąg. Nawet języka w gębie zapomniał. Trwając w takim stanie, nie słyszał ludzi siedzących obok ani nikogo.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Catherine nie lubiła żadnego z powyższych, dlatego cieszyła się że dzisiaj było spokojnie. Co prawda mieli ruch, ale był on w granicach normy i można powiedzieć, że było całkiem przyjemnie. Z drugą kelnerką dawały jakoś radę sprawnie to ogarnąć i nie kazały czekać gościom na ich potrawy zbyt długo.
Co prawda kucharce zdarzyło się przypalić mięso do szaszłyków, pomoc kuchenna zdążyła zbić talerz, a druga kelnerka - Mary patrzyła zmartwiona w telefon nieco zbyt często, ale nie było tragedii.
- Powiem wam, że dzisiaj jestem w osiemdziesięciu procentach kawą. Myślicie, że uda mi się dobić całości? - zapytała żartobliwie, nalewając z dzbanka kolejną porcję napoju i oparła się plecami o framugę drzwi. Nancy, daj znać jak ktoś wejdzie i trzeba będzie go obsłużyć, co? - zapytała barmanki, widząc że Mary usiadła zdecydowanie zmartwiona na ławce przy ścianie w rogu kuchni. Niewiele myśląc usiadła obok niej, podsuwając w jej stronę kubek herbaty stojący do tej pory między nimi.
- Co się dzieje? - zapytała z troską słyszalną w głosie, ale na tyle cicho, by gwar kuchni to zagłuszył. Coś było nie tak. Nie umykało jej, że kobieta zdecydowanie za często zagląda w komórkę.
Z początku kobieta milczała, ale już po kilku minutach Catherine przytulała ją, wiedząc mniej więcej o co chodzi.
Nastoletnia córka kobiety, która ostatnio przechodziła bunt, nie wróciła do domu od wczoraj i nie dawała znaku życia. Co swoją drogą było do niej podobno niepodobne.
- Weź sobie wolne, ruch zelżał. Ogarniemy z Nan resztę - zaproponowała Bennett z ciepłym uśmiechem zanim wstała i przeciągnęła się, czując że w jej plecach coś przeskakuje w ten dobry, relaksujący sposób. Usłyszała dość głośne przywołanie Nancy, więc poprawiła fartuszek i ruszyła łapiąc po drodze menu z baru ku jedynemu nieobsłużonemu mężczyźnie, siedzącemu samotnie pod ścianą.
Nie widziała jego twarzy przed podejściem do stolika. Częściowo był odwrócony tyłem, a częściowo pochylony nad alkoholami. Kiedy jednak zerknęła na niego podając mu menu zamarła czując nagły przypływ emocji.
Wściekłość, ból, stratę, smutek i niewyobrażalną ilość żalu i zagubienia. Wciąż miała tak wiele pytań... Nie żeby zamierzała je wszystkie zadać. Prawdę mówiąc miała chęć wyrzucić go za drzwi.
Na sali wciąż byli jednak inni klienci, a ona musiała dbać o dobre imię tego miejsca.
- Oczywiście. Jeśli chodzi o wina to polecamy przede wszystkim Retsino. Wszystkie piwa powinny odpowiadać. Z dań mogę polecić musakę z jagnięciną - powiedziała ze sztucznym uśmiechem, próbując się nie rozpaść w środku ani nie wbić długopisu w oko mężczyzny. A zaraz potem uznała, że w zasadzie w głębokim poważaniu
ma renomę i tych kilkoro gości niedaleko. - Gorąco rekomenduję natomiast drzwi wyjściowe - dodała cicho, z uprzejmym uśmiechem na twarzy. Chociaż pewnie przy bliższym przyjrzeniu się można było zauważyć, że uśmiech ten nie sięgał oczu.
David Harrison
-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiczas narracji-postaćautor
Nagle rollercoaster zwany życiem zaczął piłować w dół i jego słońce, radość oraz narkotyk... po prostu przestała się odzywać. Dlaczego? Nie miał pojęcia. Nie rozumiał tego. Pierwsze co mu przyszło do głowy, to to, że kogoś poznała. Kogoś lepszego.
W dniu pożegnania, wręczył Catherine zegarek, który nosił praktycznie codziennie odkąd go dostał (a dostał go na swoje czternaste urodziny) i który miał odliczać czas do ich następnego zobaczenia się. Ciekawe czy on w ogóle jeszcze działał... oraz czy nie został wyrzucony.
Wszelaką sprawność wraz ze słuchem zaczął odzyskiwać dopiero po dłuższej chwili. Tyle pytań chciał jej zadać a zamiast tego... kaszlnął.
- Pardon... mogłaby Pani powtórzyć rekomendację dania? - zapytał, nie zamierzając się tłumaczyć z tego, dlaczego chciał wysłuchać polecenia kolejny raz.
Natomiast gdy do jego uszu dotarła druga gorąca rekomendacja, zacisnął pięści i choć miał ochotę krzyczeć, jedynie parsknął śmiechem, uważając to za całkiem udany żart.
- Hehe. To się Pani udało. - odparł, posyłając jej ironiczny uśmiech. - Niestety nie skorzystam, ponieważ jestem cholernie głodny. - taka prawda. Druga kwestia to to, że nie wyjdzie, dopóki nie dowie się, czy ktoś niedawno nie widział tu pewnego szemranego jegomościa, który ukrywa się gdzieś od dobrych dwóch, a prawie trzech tygodni.
- Do picia poproszę wodę. A do jedzenia to, co zostało zarekomendowane. - powiedział, bo szkoda mu było czasu. Ciekawe czy mi niczego nie dosypie do tej wody albo nie napluje do jedzenia, bo skoro chce żebym się wynosił... Cóż.
- A i jeszcze jedno, jaki jest czas oczekiwania na posiłek? - spytał, bo głód głodem ale czas... liczyła się każda godzina, minuta, a nawet i sekunda. Spojrzał na zegarek, by sprawdzić godzinę, a przy okazji rozejrzał się także po gościach w restauracji, lecz żadne z gości nie wyglądało na tego, którego szukał.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Dlatego też coraz rzadszy kontakt odbijał się na niej mocno. W zasadzie traciła po kolei jedne z najważniejszych osób w jej życiu: matka walczyła z chorobą (chociaż było to bezskuteczne i tylko wydłużało jej cierpienie), ojciec odcinał się od niej i jej rodzeństwa z każdym dniem coraz mocniej, a jej chłopak nie odpowiadał. O tym, że żyje wiedziała jedynie przez kontakt z jego matką i wspólnymi przyjaciółmi (zakładając, że akurat mieli jakieś wieści). Po kilkunastu miesiącach ciszy i braku odzewu na listy po prostu się poddała. Cały czas to sobie wyrzucała, ale z drugiej strony: co innego miała zrobić? Miała tak wiele pytań i tak wiele emocji w stosunku do tego człowieka, że aż dziwiło iż mogą się one wszystkie w niej pomieścić.
Być może dlatego też widok kogoś tak bliźniaczo podobnego do niego wywołał te emocje. Kiedy kaszlnął momentalnie się zreflektowała - szczerze wątpiła, aby David, którego znała zachowywał się w ten sposób. Z drugiej strony: czy ona tak naprawdę znała tamtego chłopaka? Czy też może młodzieńcze hormony i zakochanie przesłoniły jej obraz sytuacji? Ciężko było powiedzieć.
- Oczywiście. Nasza kucharka robi obłędną musakę z jagnięciną - odpowiedziała z grzecznym uśmiechem. Kimkolwiek nie byłby nieznajomy znajomy zamierzała zmusić którąś z dziewczyn do przejęcia jego obsługi. Zbyt dużo nerwów i bolesnych wspomnień to kosztowało, a ona miała i tak aż za dużo zmartwień w swoim życiu.
Uśmiechnęła się blado i kiwnęła głową.
- Najmocniej przepraszam, musiałam Pana z kimś pomylić. W ramach rekompensaty mogę zaproponować baklavę na koszt firmy - powiedziała, chociaż miała jednak nadzieję, że mężczyzna po prostu wyjdzie i ten dzień skończy się dobrze. Na to widocznie jednak się nie zanosiło.
- Tak jest - oznajmiła zapisując zamówienie w swoim notesie. Nie ufała za grosz swojej pamięci. Jedna wpadka wystarczyła, nie zamierzała się podkładać więcej. - Postaramy się przygotować Pana posiłek jak najszybciej, myślę że w ciągu maksymalnie pół godziny dostarczymy Pana danie - powiedziała. Pewnie dziewczyny dałyby radę szybciej, ale wolała dać im zapas czasu. I naprawdę zamierzała się wymigać od obsługi tego stolika. - Czy mogę pomóc w czymś jeszcze?
David Harrison
-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Skoro tak, to tym bardziej chętnie spróbuję. - powiedział, posyłając kelnerce uśmiech. Wystarczył ten uśmiech i David był w stanie brać w ciemno tę polecajkę. Zamrugał kilka razy, jakby nie rozumiejąc tego, co później usłyszał. Pomyliła... co? To może to też nie jest tak, o której pomyślałem... już sam zaczął się gubić, szczególnie, że zaraz dostrzegł na palcu pierścionek, który wyglądał jak zaręczynowy i wtedy... wtedy znowu poczuł ukłucie.
- Nie, nie, nic się nie stało.- powiedział, próbując brzmieć najbardziej naturalnie, jak tylko potrafił oraz machając ręką.
- I dziękuję za baklavę. Sama musaka wystarczy. Naprawdę. - dodał, bo choć bardzo chętnie skonsumowałby jeszcze deser - szczególnie na koszt firmy - to jednak nie miał tyle czasu. Musiał szybko zjeść i działać. Robota w tym przypadku była zającem.
David nagle zaczął stukać palcem w blat stołu, nabrał powietrza i postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Wóz albo przewóz. Teraz albo nigdy. Bo przecież... co miał do stracenia? Już i tak stracił wiele podczas swojej nieobecności.
- Ja... Catherine Bennett.... czy to Ty? - spytał, po dłuższej chwili by po prostu mieć pewność, że to, czego doświadczył po zauważeniu kelnerki, to nie było dlatego, że jego organizm miał taki kaprys, tylko dlatego, że w kobiecie, która do niego podeszła, rozpoznał tę, dla której chciał konie kraść, tę, której inicjały wraz ze swoimi napisał na jednym z drzew w parku oraz tę, do której pisał listy gdy tylko mógł.
- I jeszcze jedno. - wyciągnął z torby zdjęcie, które położył na stoliku, planując już rozpocząć akcję "poszukiwania".
- Czy ten mężczyzna tutaj był lub bywał? - spytał bardzo poważnym tonem. Liczył na współpracę, natomiast jeśli spotka się z ciszą, to planował pójść zapytać innych pracowników. Nie raz tak robił w innych miejscach. Zbywanie było zazwyczaj na początku dziennym, dlatego w tym przypadku miał przygotowany plan B.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
- Dobrze. Spakujemy na wynos - powiedziała, starając się brzmieć profesjonalnie. Być może nieco za dużo razy podkreśliła długopisem zamówienie, a jej ramiona pozostawały nieco spięte, ale musiała zachować fasadę. Nawet nie chodziło o nią (chociaż wewnętrznie głupiała i czuła jak robi jej się niedobrze od nadmiaru emocji), ale o to co zbudowali jej dziadkowie. Nie mogła tego zaprzepaścić jedną sytuacją. Wiedziała jak ciężko było znaleźć klientów, którzy by wracali. Wrzeszcząca kelnerka pewnie byłaby sporym minusem.
Już miała odchodzić gdy usłyszała swoje imię i nazwisko. W taki zbieg okoliczności już trudno było jej uwierzyć. To znaczy: jasne, jej imię było znane, ale nazwisko padało raczej rzadko. Zacisnęła mocniej palce na długopisie, czując nieprzyjemny plastik w dłoni. Jej knykcie pobielały, a ona zacisnęła zęby i wzięła wdech.
- Ty... - zaczęła, na szczęście szybko się reflektując i już całkowicie chowając za maską pracownicy. Uśmiech był całkowicie i boleśnie sztuczny, a ona łapała się resztek samokontroli, aby nie wybuchnąć tu i teraz. Bądź miła, bądź profesjonalna. Nie patrz na niego, oddychaj. Zamiast patrzeć na niego spojrzała na menu leżące przed nim. Zabawne - znała je na pamięć, ale w tym momencie zagięty róg był najbardziej fascynującą rzeczą do patrzenia. - Tak, to ja. Czy mogę w czymś jeszcze pomóc?
Nagła zmiana tonu przykuła jej uwagę, jakby coś się zmieniło. Jakby to było coś ważnego. Zachwycona tym, że ma właściwie wymówkę na unikanie kontaktu wzrokowego wpatrywała się w zdjęcie jakby od tego zależało jej życie.
- Wygląda znajomo - powiedziała spokojnym i wypranym z emocji głosem. - Możliwe, że pojawił się raz lub dwa. Inna kelnerka go obsługiwała tak mi się wydaje - zmarszczyła brwi. Nie była pewna, ale mężczyzna ze zdjęcia wyglądał jak niedawny chłopak córki Mary. - Czy to wszystko?
Zamierzała skierować Mary do jego obsługi, a sama potrzebowała kilku minut na oczyszczenie myśli. I obsługi stolików z daleka od niego. Potarła nerwowo pierścionek zaręczynowy swojej matki. Nosiła go bardziej dla spełnienia jej życzenia niż czegokolwiek innego. Chociaż niewątpliwym plusem w tej pracy było to, że wystarczyło niektórym podrywaczom pokazać dłoń bez słowa i odpuszczali. Nie wszyscy, ale jednak. Nie miała czasu ani chęci na randkowanie, po całej farsie z Davidem wolała to sobie odpuścić, aby nie dać się znowu zranić.
David Harrison
-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Dziękuję. - odpowiedział, posyłając kelnerce lekki uśmiech. Zaraz jednak przestał się uśmiechać, ponieważ nie dość, że usłyszał odpowiedź na swoje pytanie, to w dodatku zastanawiał się, co chciała powiedzieć dalej, a czego nie powiedziała.. i dlaczego nie dodała nic więcej po Ty. Podrapał się po policzku i szczerze? Sam nie wiedział co powinien powiedzieć. Kopę lat? a może Pięknie wyglądasz? Przez jego głowę przelatywała ogromna ilość myśli i miał ochotę wcisnąć przycisk "stop", by na chwilę się wyciszyć. Z drugiej strony miał ochotę wstać i po prostu ją mocno przytulić.
- Dobrze Cię widzieć. - rzucił wreszcie, po dość długiej chwili, choć nawet i te słowa nie były tym, co chciał powiedzieć tak naprawdę, aczkolwiek uważał, że są jednymi z lepszych opcji, biorąc pod uwagę, że nie byli sami. Serce mu waliło, a on podejrzewał, że woda którą otrzyma, zostanie wypita w kilka sekund i pewnie domówi drugą. Niegazowaną. Nie lubił gazowanej. Ostatecznie jeszcze mógłby zamówić sok pomarańczowy.
- Nie wiem czy mnie poznajesz ale skoro tak zareagowałaś... to podejrzewam, że tak. O której kończysz pracę? - spytał, bo naprawdę wolałby zamienić słowo na samotności. Tak bardzo chciał wiedzieć co u niej i zadać jedno bardzo ważne pytanie.
Zaraz jednak zaczął uważnie wysłuchiwać odpowiedzi, będącej również informacją na temat szukanego mężczyzny.
- Inna kelnerka powiadasz... a jest teraz tutaj? Ma wolną chwilę? - spytał, bo w takim razie to z tą inną kelnerką będzie musiał zamienić kilka słów - konkretniej to jej będzie musiał zadać pytania.
- Kojarzysz może, gdzie mniej więcej siadał? Przy oknie czy gdzieś indziej? - bo w sumie jeżeli siadał dalej, to mogło oznaczać, że nie chciał rzucać się za bardzo w oczy, choć oczywiście teoria Harrisona mogła być błędna.
- Mogę otrzymać zapis z kamer? - bo to też na pewno byłoby pomocne. Chyba, że typ ich unikał, wtedy gówno się dowiem.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Patrzyła na niego w jasnym wyrazie niedowierzania. No chyba sobie z niej jaja robił. Kilka lat bez kontaktu, trwanie w zawieszonym czymś co było kiedyś związkiem (a może było nadal? Nie miała zielonego pojęcia i nie wiedziała czy chce to rozgrywać w swojej głowie akurat na ten zmianie. Wystarczająco miała wrażeń, mogła podziękować za więcej).
- Nie mogę powiedzieć tego samego, ale dobrze że żyjesz - powiedziała beznamiętnie. Czy cieszyła się na jego widok? Być może częściowo tak. Na pewno jednak nie była to szczera radość z samego widoku, a raczej ulga, że nic mu się nie stało. Nawet jeśli ta ulga była podszyta goryczą i żalem zbieranym w niej latami. Miała mu do powiedzenia o wiele więcej, ale nie mogła. Musiała reprezentować sobą jakiś poziom. Nawet jeśli był to poziom dna.
- Lokal zamykamy o dziewiątej - pozwoliła sobie nie skomentować pierwszej części wypowiedzi. Było chyba aż nadto oczywiste, że go rozpoznała. Nabrała jednak niesamowitej ochoty, aby dla odmiany po skończonej zmianie wpaść w długie odwiedziny do dziadków na górę. Może przy dobrym rozegraniu mogłaby przespać się u nich? To brzmiało jak plan.
- Raczej tak. Może przynieść jedzenie - zaproponowała po rozejrzeniu się po sali. Ludzi trochę ubywało, nie spodziewała się nagłego przypływu. To już nie była pora ich największego ruchu. Czuła się trochę źle rzucając Mary na głęboką wodę, ale wolała nie wnikać. Spojrzała na niego zmęczonym wzrokiem, odliczając w myślach do dziesięciu, dla uspokojenia i zebrania myśli. - Nie wiem, nie zwracam aż takiej uwagi na każdego gościa lub klienta, zwłaszcza gdy ich nie obsługuję. I nie udostępniamy zapisów z kamer osobom postronnym - dodała, słysząc o kamerach. Jeszcze brakowało, aby to zrobiła.
- Jeśli to wszystko to dziękuję bardzo, zaraz zawołam Mary - powiedziała, gdy już miała odchodzić zanim zagryzła dolną wargę zbierając się w sobie. Nie wiedziała czy ma to powiedzieć czy nie, ale uznała że jednak warto. Nachyliła się nieco nad stolikiem i wskazała palcem na menu. Jej twarz była niebezpiecznie blisko ramienia mężczyzny i mogła poczuć zapach jego perfum (nie ruszało jej to. Wcale. Y-yhm).
- Nie wiem w jakiej gierki się bawisz i co to za przesłuchanie, ale jeśli chociaż spróbujesz skrzywdzić kogokolwiek z obsługi obiecuję, że pożałujesz - szepnęła mu niemal do ucha, prostując się z fałszywie miłym uśmiechem. - Pana zamówienie będzie gotowe niedługo. - dodała, odchodząc od stolika. Ciekawe czy dziewczyny dadzą się przekonać, że pomyliłam zamówienia i jego spakują od razu na wynos.
David Harrison
-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Mhm, dzięki. - odparł, z jednej strony ciesząc się, że dodała choćby jedynie tę drugą część, a nie ciesząc, ponieważ w odróżnieniu od niego, odczuwała co innego widząc go. Westchnął i przeczesał dłonią włosy.
- O dziewiątej... - powtórzył, spoglądając na swój zegarek i w głowie obliczając ile czasu zostało do zamknięcia. Czy planował kręcić się koło knajpki o dziewiątej? Być może... Nie skomentował tego, że nie nawiązała do jego słów, bo wystarczyło jej spojrzenie wraz z gestami, które podawały odpowiedź.
- Super, dzięki. - tymi słowai zaakceptował propozycję, by kelnerka, która mogła coś więcej powiedzieć o szukanym zbiegu, podała zamówiony posiłek - oczywiście wolałby, by to Cath go obsługiwała, ale niestety nie przyszedł tu prywatnie.
- Ale ja nie jestem postronny. - odparł, pokazując Catherine swoją odznakę by wiedziała, że nie prosi o możliwość podglądu zapisu z kamer bo miał taki kaprys, tylko chodziło o coś poważniejszego.
- Mam porozmawiać z kierownikiem? - spytał, bo do tego też był przyzwyczajony tj. że musiał tłumaczyć kierownikom różnych lokali swoje zamiary. Oczywiście rozumiał reakcję Cath, bo była ona rozsądna - on sam nie raz mówił do samego siebie, że gdyby ktoś nagle kazałby mu pokazać gdzie można obejrzeć zapisy z kamer, to albo pogadałby z górą albo pilnował i kazał udowodnić, że chodzi o jakąś poważną sprawę.
- To wszystko... na razie. - nie, to nie było na razie rzucone na pożegnanie, tylko takie, które mówiło, że na chwilę obecną nic więcej nie chciał - choć tak naprawdę chciał. Chciał pogadać, przytulić Catherine do siebie by móc nacieszyć się jej zapachem. Oczywiście jej słowa potraktował poważnie, dlatego gdy się wyprostowała i miała zrobić krok, by zacząć się oddalać, złapał jej rękę i przyciągnął tak, by z powrotem stanęła obok - chyba, że przypadkiem wylądowała na jego kolanach to absolutnie nie miał nic przeciwko.
- Nie bawię się w żadne gierki. Szukam kogoś, kto ma na swoim koncie morderstwo i nie tylko. Naprawdę podejrzewasz, że mógłbym kogoś skrzywdzić? To Ty poznałaś kogoś.... - wysyczał przez zęby, przerywając nagle, ponieważ przypomniał sobie list, w którym dowiedział się o nowym obiekcie zainteresowania. To pewnie od niego ten pierścionek.... aż zacisnął rękę i uderzył nią w stół - to właśnie miał ochotę zrobić temu gościowi, tylko jeszcze mocniej. I skopać. Pamiętał doskonale mrok przed oczami oraz trudności z oddychaniem, kiedy przeczytał tę informację. Czy zasnął wtedy (bo czytał ten list przed snem)? Otóż nie. Nie potrafił zasnąć. Jak miał spać z wiedzą, że ktoś, kogo darzył prawdziwie szczerym uczuciem, właśnie spędza czas z kimś innym? Że został tak po prostu zastąpiony, niczym jakaś zabawka.
Miał nadzieję, że zaraz dostanie wodę, bo strasznie zaczęło mu się chcieć pić.
- Oby faktycznie było niedługo. - rzucił, gdy Catherine zaczęła iść w kierunku kuchni. Jak nie, to sam sobie je wezmę. pomyślał, choć pewnie po prostu by wyszedł.
Tak więc czekał aż Mary do niego przyjdzie, próbując zebrać myśli do kupy - bo musiał z powrotem wrócić na tory służbowe i zostawić prywatne sprawy, dopóki nie zakończą się poszukiwania lub dopóki nie wróci do domu.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Uniosła brew do góry. Ani trochę nie podobało jej się, że mężczyzna zerknął na zegarek. Tak jakby patrzył ile czasu zostało do końca jej zmiany. Coraz bardziej korciło ją po prostu nie wychodzić z budynku. Złożyć zamówienie mogła równie dobrze z góry - nic nie stało na przeszkodzie tak właściwie.
Kiwnęła głową. Mary musiała jej wybaczyć, ale w obawie o swoje zdrowie psychiczne i potencjalne zarzuty napaści wolała nie przebywać w towarzystwie mężczyzny dłużej niż to było konieczne. Druga kelnerka musiała sprostać zadaniu.
Spoważniała widząc policyjną odznakę.
- Nie wiedziałam, że...- odszedłeś z wojska. powiedziała lekko zagubiona. Widocznie nie tylko u niej się wiele pozmieniało. Przez moment pozwoliła sobie opuścić gardę i na jej twarzy przez ułamek sekundy przemknęło wiele emocji jednocześnie. Szybko się zreflektowała i oczyściła gardło, odzyskując na nowo panowanie nad sytuacją. No, na tyle na ile się dało.- Nieważne - machnęła dłonią. Bo czy w zasadzie to nadal była jej sprawa? Nie wspomniał o tym, nie szukał kontaktu - raczej nie powinna wnikać. - Nie - powiedziała ciut głośniej, nieco spanikowana. Oficjalnie kierownikiem nie była, byli nimi jej dziadkowie. Nie zamierzała ich niepokoić bardziej niż było to konieczne. Jeszcze tylko w całym tym bagnie brakowało jej kolejnych kłopotów rodzinnych. Przestąpiła z nogi na nogę. - To nie będzie konieczne - dodała już spokojniej i z ulgą przyjęła oddalenie jej. A przynajmniej do momentu, gdy prawie wylądowała na jego kolanach. W ostatniej chwili złapała równowagę (wcale nie dlatego, że przytrzymała się jego ramienia). Odliczyła w myślach do dziesięciu, starając się nie powiedzieć mu co sądzi o takim przyciąganiu z powrotem na głos.
Zbladła i wzdrygnęła się na ton jego głosu. Sama treść też nie była rzeczą, którą chciała usłyszeć. Jakie morderstwo? Czy naprawdę prosiła o zbyt dużo błagając o jeden spokojny dzień?
- Nie bawisz się w żadne gierki? Wracasz po tylu latach jakby nigdy nic... - zaczęła, sycząc podobnie jak on i zaciskając wolną dłoń na notesie. Wiedziała, że tych kartek już nic nie wyprostuje. - Ja już nic nie wiem i nie wiem czy chcę wiedzieć - powiedziała. Zostawiła dla siebie myśl, że ją już skrzywdził. Na tyle, że w zasadzie nigdy nie zaufała ponownie żadnemu mężczyźnie w kwestii miłości innej niż platoniczna. Nie potrafiła, bała się kolejnego odrzucenia. - Kogoś poznałam? O czym ty mówisz? - zapytała autentycznie zaskoczona. Drgnęła na dźwięk uderzenia (i nie tylko ona - była pewna, że część osób zaczęła zwracać na nich większą uwagę niż dotychczas). Brakowało tylko plotek. Nie skomentowała więc nic więcej i puściła mimo uszu jego uwagę.
- Dziewczyny, musaka. W trybie pilnym, możecie spakować na wynos. Mary, obsluż gościa przy ścianie - powiedziała, dając kobiecie notes i długopis. - Wracam za chwilę, muszę się przewietrzyć - powiedziała i nie czekając na odpowiedź ruszyła w stronę drzwi na zewnątrz. Mało ja obchodziła niska temperatura, musiała ochłonąć. Zamknęła drzwi za sobą i wzięła głęboki wdech.
A potem drugi i trzeci.
Nie pomagało.
Przetarła twarz dłońmi, powstrzymując się od histerycznego śmiechu z absurdu danej sytuacji. To nie było możliwe, nikt nie mógł mieć takiego pecha. Prawda?
Gdy poczuła, że jej mózg nieco oczyścił się z myśli wróciła na kuchnię. Początki załamania nerwowego załamaniem nerwowym, ale miała pracę do wykonania i zespół do częściowego pokierowania.
-Wydane? - zapytała po powrocie. Gdy uzyskała potwierdzenie opadła na wolne miejsce. I przymknęła oczy. Musiała się skupić na tym co robi. I przetworzyć wszystkie informacje. A przynajmniej spróbowała, bo cały czas na wierzch jej umysłu przebijał się David. - A niech go diabli wezmą - powiedziała, wstając i doprowadzając się do porządku. Skoro już miała siedzieć bezczynnie to równie dobrze mogła iść zabezpieczyć nagrania.
***
- Musaka, woda i baklava na wynos kochaniutki - powiedziała Mary niosąc jedzenie dla chłopaka spod ściany. Mężczyzny poprawiła się w myślach. Wydawał się być miły z wierzchu, nie to co pożal się boże nowy chłopak jej córki. - - Czy bedziesz potrzebował czegoś jeszcze? - zapytała ciepło. Miała nadzieję, że to pójdzie szybko. W każdej chwili jej dziecko mogło zadzwonić, nie chciała tego przegapić. Niepodobnym do jej córki było znikać na tak długo bez słowa
David Harrison