Czasy randkowania wydawały się Catherine odległe i to mocno. Nie potrafiła sobie przypomnieć kiedy ostatni raz była na romantycznym spotkaniu z prawdziwego zdarzenia. Podejrzewała, że mogło to mieć miejsce na którejś z przepustek Davida, lata temu. Potem jakoś nie miała ochoty ani na randkowania, ani związki ani w zasadzie nic jeszcze bardziej mieszającego w jej życiu.
Uniosła brew do góry. Ani trochę nie podobało jej się, że mężczyzna zerknął na zegarek. Tak jakby patrzył ile czasu zostało do końca jej zmiany. Coraz bardziej korciło ją po prostu nie wychodzić z budynku. Złożyć zamówienie mogła równie dobrze z góry - nic nie stało na przeszkodzie tak właściwie.
Kiwnęła głową. Mary musiała jej wybaczyć, ale w obawie o swoje zdrowie psychiczne i potencjalne zarzuty napaści wolała nie przebywać w towarzystwie mężczyzny dłużej niż to było konieczne. Druga kelnerka musiała sprostać zadaniu.
Spoważniała widząc policyjną odznakę.
- Nie wiedziałam, że...-
odszedłeś z wojska. powiedziała lekko zagubiona. Widocznie nie tylko u niej się wiele pozmieniało. Przez moment pozwoliła sobie opuścić gardę i na jej twarzy przez ułamek sekundy przemknęło wiele emocji jednocześnie. Szybko się zreflektowała i oczyściła gardło, odzyskując na nowo panowanie nad sytuacją. No, na tyle na ile się dało.
- Nieważne - machnęła dłonią. Bo czy w zasadzie to nadal była jej sprawa? Nie wspomniał o tym, nie szukał kontaktu - raczej nie powinna wnikać. -
Nie - powiedziała ciut głośniej, nieco spanikowana. Oficjalnie kierownikiem nie była, byli nimi jej dziadkowie. Nie zamierzała ich niepokoić bardziej niż było to konieczne. Jeszcze tylko w całym tym bagnie brakowało jej kolejnych kłopotów rodzinnych. Przestąpiła z nogi na nogę.
- To nie będzie konieczne - dodała już spokojniej i z ulgą przyjęła oddalenie jej. A przynajmniej do momentu, gdy prawie wylądowała na jego kolanach. W ostatniej chwili złapała równowagę (wcale nie dlatego, że przytrzymała się jego ramienia). Odliczyła w myślach do dziesięciu, starając się nie powiedzieć mu co sądzi o takim przyciąganiu z powrotem na głos.
Zbladła i wzdrygnęła się na ton jego głosu. Sama treść też nie była rzeczą, którą chciała usłyszeć. Jakie morderstwo? Czy naprawdę prosiła o zbyt dużo błagając o jeden spokojny dzień?
-
Nie bawisz się w żadne gierki? Wracasz po tylu latach jakby nigdy nic... - zaczęła, sycząc podobnie jak on i zaciskając wolną dłoń na notesie. Wiedziała, że tych kartek już nic nie wyprostuje. -
Ja już nic nie wiem i nie wiem czy chcę wiedzieć - powiedziała. Zostawiła dla siebie myśl, że ją już skrzywdził. Na tyle, że w zasadzie nigdy nie zaufała ponownie żadnemu mężczyźnie w kwestii miłości innej niż platoniczna. Nie potrafiła, bała się kolejnego odrzucenia.
- Kogoś poznałam? O czym ty mówisz? - zapytała autentycznie zaskoczona. Drgnęła na dźwięk uderzenia (i nie tylko ona - była pewna, że część osób zaczęła zwracać na nich większą uwagę niż dotychczas). Brakowało tylko plotek. Nie skomentowała więc nic więcej i puściła mimo uszu jego uwagę.
- Dziewczyny, musaka. W trybie pilnym, możecie spakować na wynos. Mary, obsluż gościa przy ścianie - powiedziała, dając kobiecie notes i długopis. -
Wracam za chwilę, muszę się przewietrzyć - powiedziała i nie czekając na odpowiedź ruszyła w stronę drzwi na zewnątrz. Mało ja obchodziła niska temperatura, musiała ochłonąć. Zamknęła drzwi za sobą i wzięła głęboki wdech.
A potem drugi i trzeci.
Nie pomagało.
Przetarła twarz dłońmi, powstrzymując się od histerycznego śmiechu z absurdu danej sytuacji. To nie było możliwe, nikt nie mógł mieć takiego pecha. Prawda?
Gdy poczuła, że jej mózg nieco oczyścił się z myśli wróciła na kuchnię. Początki załamania nerwowego załamaniem nerwowym, ale miała pracę do wykonania i zespół do częściowego pokierowania.
-Wydane? - zapytała po powrocie. Gdy uzyskała potwierdzenie opadła na wolne miejsce. I przymknęła oczy. Musiała się skupić na tym co robi. I przetworzyć wszystkie informacje. A przynajmniej spróbowała, bo cały czas na wierzch jej umysłu przebijał się David.
- A niech go diabli wezmą - powiedziała, wstając i doprowadzając się do porządku. Skoro już miała siedzieć bezczynnie to równie dobrze mogła iść zabezpieczyć nagrania.
***
- Musaka, woda i baklava na wynos kochaniutki - powiedziała Mary niosąc jedzenie dla chłopaka spod ściany.
Mężczyzny poprawiła się w myślach. Wydawał się być miły z wierzchu, nie to co pożal się boże nowy chłopak jej córki. -
- Czy bedziesz potrzebował czegoś jeszcze? - zapytała ciepło. Miała nadzieję, że to pójdzie szybko. W każdej chwili jej dziecko mogło zadzwonić, nie chciała tego przegapić. Niepodobnym do jej córki było znikać na tak długo bez słowa
David Harrison