Chciała być wyrozumiała, dać mu czas na oswojenie się ze świadomością, że nie pozbędzie się jej tak łatwo. Ale jej własne myśli - wyolbrzymianie wszystkiego i tworzenie w głowie alternatywnych scenariuszy - zdecydowanie jej nie pomagały. Może to był właśnie ten brak zaufania? Sam fakt, że nie odzywał się do niej przez kilka dni, doprowadził do tego, że uznała - najzwyczajniej w świecie - iż nic dla niego nie znaczy. Że tak naprawdę jej nienawidzi. I że już nigdy nie powinna bawić się w jakiekolwiek bliższe relacje z innymi, bo czemu on miałby być inny? Wyjątkowy na tle ludzi, których już miała okazję poznać, skoro zawsze kończyło się tak samo? Była emocjonalnie rozbita, nie potrafiła poradzić sobie z tym, co w niej siedziało. Czy było to wobec niego nie fair? Oczywiście. Ale to, co teraz czuła w środku, rozbijało ją na kawałki. nWyrzucając z siebie niezrozumienie całej sytuacji, czuła gorąco na policzkach. Słuchała jego reakcji, przełknęła ślinę i zacisnęła dłonie ze stresu i zdenerwowania,
- Wiem, Ian, ja to wszystko wiem i doceniam! - rzuciła, ruszając w kierunku salonu, czując się jak skończona idiotka. Przecież wiedziała, jaki był. Nie chciała go zmieniać. To nie był on - to była ona i jej wygórowane wymagania… a właściwie nie wymagania. Po prostu chciała czuć, że komuś na niej zależy. Już nie chodziło o romantyczne gesty czy zabieganie o nią - chciała tylko odczuwać, że on chce dzielić z nią swój wolny czas. A ostatnio tego jej nie dawał.
Wchodząc do salonu z talerzami, odetchnęła cicho, próbując rozładować napięcie opowieścią o Milo. Odwracając się i wymijając Iana, słuchała historii o kocie jego ciotki, co automatycznie wywołało u niej uśmiech i ciche parsknięcie śmiechem, gdy zgarniała sztućce do kolacji.
- Ah, ten kot doprowadzi mnie do zawału! Następnym razem będę musiała prosić ciebie, żebyś poszedł ze mną do weterynarza, może przy tobie będzie się wstydził gwiazdorzyć. - Spojrzała na Milo, wracając do salonu i wskazując go palcem.
- Tak, mówię o tobie! - Uśmiechnęła się i przygasiła światło, gdy Ian rozstawił świeczki. Siadając obok niego, próbowała walczyć sama ze sobą i z myślą, że powinna być wyrozumiała. To nie było coś, co przychodziło mu naturalnie… ale… no właśnie. Ale. Jej niepewność siebie i wszystko, co wbiła sobie do tego kanadyjsko-ukraińskiego łba, wzburzyło w niej takie emocje, że wybuchła niczym wulkan, wyrzucając z siebie wszystko... niekoniecznie zastanawiając się, jak on się z tym poczuje. Egoistyczne? Trochę tak. Kiedy wypowiedziała ostatnie, naładowane emocjami słowo, wzięła głęboki oddech i spojrzała na niego. Słuchając go i jego odczuć, z każdym kolejnym słowem czuła się coraz gorzej. Zrobiło jej się gorąco, a wypieki na policzkach dosłownie zaczęły ją palić. Miała wrażenie, że zaraz spali się ze wstydu za swoją rozemocjonowaną reakcję. Myślała tylko o sobie i o tym, że mimo iż na zewnątrz tak kurewsko dobrze udaje pewność siebie, w środku chciałaby się zwinąć w kłębek i rozpłakać.
Za każdym razem, gdy próbowała otworzyć usta, by mu odpowiedzieć - by odnieść się do tego, że wywierała na nim presję - szybko je zamykała. Nie wiedziała, co powiedzieć. Nie chciała go naciskać. Chciała go zrozumieć, wspierać, przecież go akceptowała!
- Ja… - zaczęła, ale słowa ugrzęzły jej w gardle. Ostatnią rzeczą, jakiej chciała, było sprawić, by poczuł, że nie akceptuje go takim, jakim jest.
- Zaraz wrócę - rzuciła i zerwała się z kanapy. W kuchni otworzyła lodówkę i dosłownie zanurzyła w niej głowę, próbując się ochłodzić. Nie wiedziała, jak z tego wybrnąć. Spierdoliła to. Po kilku minutach wyprostowała się, otworzyła zamrażarkę, wyciągnęła opakowanie lodów, zgarnęła dwie łyżki i wróciła do salonu. Położyła je na stoliku między nimi, otworzyła opakowanie i wbiła łyżki w czekoladowo-śmietankowe lody.
- Tak dla twojej świadomości, Ian… ty też mnie czasem drażnisz. I jesteś kinda cute. - rzuciła, zerkając na niego.
- fyi, wystarczy mi, że jesteś sobą. - Nabrała łyżkę lodów i wsunęła ją do ust, po chwili oblizując łyżkę.
- I mówię to serio. Po prostu wbiłam sobie do głowy, że może coś jest ze mną nie tak. Że nie jestem wystarczająco interesująca, żebyś się do mnie odezwał. You know? - Wzruszyła ramionami, sięgnęła po kolejną porcję i przysunęła pojemnik między nich, zbliżając się do niego.
- Te świeczki są zajebiście romantyczne, tak swoją drogą. Przepraszam, że popsułam ci plany. - Uśmiechnęła się i musnęła jego nos ubrudzoną czekoladą łyżka.
- Fuck, niezdara ze mnie - parsknęła cicho. Nachyliła się, pocałowała czubek jego nosa, po czym cofnęła się i przysunęła lody bliżej niego.
- Częstuj się - uniosła brew.
- Tylko uważaj, bo byłoby straszną tragedią, gdyby twoja łyżka wylądowała dokładnie na moich ustach… oczywiście zupełnie niechcący. - Oblizała łyżkę, patrząc na niego, z cichą nadzieją, że zrozumie jej nieme zaproszenie. Że po prostu ją pocałuje.
still kina confused