Minęło kilka dobrych dni, odkąd Vita widziała się z Ianem. Zazwyczaj to ona odzywała się pierwsza, ale tym razem postanowiła, że nie napisze. Chciała zobaczyć, czy on w ogóle wyjdzie z inicjatywą spotkania albo chociaż pogadania. Powoli poznawała go z innych stron i choć momentami wkurzał ją tak, że miała ochotę trzepnąć głową w ścianę, obiecała, że będzie przy nim i będzie go wspierać. Chciała dotrzymać słowa - tylko ta frustracja, że z jego strony nie czuła takiego samego zainteresowania tą ich 'kolaboracją'… albo zwykłej ochoty, żeby się z nią zobaczyć… zaczęła ją zżerać. Nie odezwała się do niego nawet wtedy, kiedy u niej w mieszkaniu landlord wyłączył ogrzewanie, twierdząc, że 'w całym budynku robią gruntową naprawę', a potem wyszło, że po prostu ściemniał. Nie chciała mu się narzucać. Na szczęście przedwczoraj wszystko wróciło do normy i Vita z Milo mogli znowu funkcjonować jak żyjące istoty, a nie bohaterowie programu National Geographic o przetrwaniu na Antarktydzie.
Cały dzień - między rysowaniem a przewijaniem social mediów - zastanawiała się, co tam u Sverdlowa, ale była zbyt dumna, żeby do niego napisać. Tym większe było jej zdziwienie, kiedy zobaczyła jego ikonkę na ekranie. Uśmiechnęła się szeroko, odblokowując telefon twarzą… po czym, czytając wiadomość, mrugnęła kilka razy w niedowierzaniu i wypuściła spod nosa soczyste, - Co kurwa? - Koleś odzywa się dopiero, jak potrzebuje siana? Fucking hell. Tego jeszcze nie grali. Odpisała mu… kilkakrotnie. I kilkakrotnie usuwała wiadomość, bo była tak wkurwiona, że palce jej się trzęsły. Ostatecznie wysłała tylko jedno... zakwestionowała ten 'miesiąc bez opłat', bo kilka stówek to było kilka miesięcy, a nie jeden. Poza wkurwem nie z tej ziemi - dalej chciała mu pomóc. Nie mogła przecież pozwolić mu zamarznąć w tym mieszkanku, które z dnia na dzień produkowało nową florę w kątach sufitu.
Odpisała mu, żeby przyszedł z rachunkami, a potem rzuciła telefonem o kanapę. - Dasz wiarę, Milo? - spojrzała na kota leżącego na poduszce. - Czy jest ze mną coś nie tak? - Obróciła się kilka razy, robiąc minipozy - Brakuje mi czegoś? - westchnęła. - Może faktycznie muszę zadowolić się przyjaźnią… albo czymkolwiek to jest. - Przejechała dłonią po twarzy, marszcząc brwi, kiedy na ekranie wyskoczyła kolejna wiadomość. Nachyliła się, przeczytała uważnie i znowu nie uwierzyła własnym oczom. - Jeszcze mam mu gotować, huh? To już jest princess treatment, a nie żadne 'kumplowanie się'! No nie wierzę. Po prostu nie wierzę… - Chodziła po mieszkaniu, przeklinając pod nosem i narzekając na wszystko, co tylko przyszło jej do głowy - po czym poszła do kuchni i zaczęła gotować, kompletnie zaprzeczając temu, co mówiła. Padło na chicken parmesan pasta. Rozbiła mięso. Usmażyła je, doprawiając jak trzeba. Ugotowała makaron, zrobiła bazę sosu. Przecedziła, wyłożyła porcje na talerze, zalała sosem, a na górę położyła panierowanego kurczaka, zapieczonego z parmezanem. I dokładnie w tym idealnym momencie usłyszała pukanie do drzwi. Wytarła dłonie w ręcznik i podbiegła do drzwi. Gdy je otworzyła, razem z Ianem wpadło do środka zimne powietrze z zewnątrz, uderzając ją prosto w twarz. Uśmiechnęła się do niego ciepło. - Hejka. Rozgość się. - Odwróciła się i krzyknęła przez ramię,- Ta kulka sierści na poduszce to Milo! Potrafi aktorzyć, więc nie zdziw się, jak zacznie dramatycznie syczeć. - Parsknęła śmiechem, wracając do kuchni. - Jesteś już głodny? Czy wolisz się najpierw czegoś napić? - Talerze wsunęła do piekarnika, w tę półkę, która robiła za 'utrzymanie ciepła'. Otworzyła lodówkę i zaczęła skanować trunki, które mogła mu zaoferować. Starała się nie pokazywać, jak bardzo cieszy ją, że go widzi. W końcu był tu tylko w sprawie biznesowej. I tylko dlatego, że właściwie go do tego zmusiła.
tiń