Przez cały lot powrotny do Toronto, była naprawdę nieźle rozkojarzona. Wszystkie wiadomości, które wymieniła z Garcią, oraz... hmm... działania... które podjęła w godzinach pracy... i były ich bezpośrednią konsekwencją... Nie ważne. Cóż, wszystko to sprawiło, że czuła straszne napięcie i rozkojarzenie. Asystując pasażerom, sporządzając raport, a nawet przy głupich pogadankach z pilotami , musiała korzystać z całej rezerwy samozaparcia, by nie płonąć przy nich szkarłatem, z nieznanej im przyczyny. To nie był pierwszy raz, gdy uprawiała z kimś sexting, ale... pierwszy raz, kiedy robiła to z tak dojrzałym, eleganckim i pociągającym mężczyzną. Czuła się troszkę onieśmielona, szczególnie tym, że dosłownie wyciągnęła go na lotnisko, w przypływie jakiegoś dziwnego podniecenia. To nie tak, że chciała go zobaczyć tylko dlatego, że chciała się z nim przespać (chociaż to też, jak najbardziej... bardzo!)... po prostu chciała spędzić z nim resztę dnia, odpocząć, porozmawiać. Porzucać w siebie tymi pikantnymi uwagami. Niemniej, nie wiedziała, czego ma się z kolei spodziewać po nim. Nie była pewna, czy uda jej się spojrzeć mu w oczy po tych jakże gorliwych wyznaniach, pragnieniach i żądaniach, które tak ochoczo słała mu kilka godzin temu.
Chyba memy o nakręcaniu faceta do czerwoności i byciu niewinną owieczką w momencie spotkania miały jednak w sobie nieco prawdy...
Czas ma to do siebie, że lubi bardzo przyśpieszać w momencie, kiedy czeka nas coś stresującego- w tym przypadku wcale nie było inaczej. Nim Sofia zdążyła ustalić sama ze sobą, jaką wersję Torres dziś zaprezentuje, zanim zdążyła się pozbierać do kupy- samolot wylądował, a ona pomagała pasażerom się z niego wydostać. Zerkając na gmach lotniska miała świadomość, że gdzieś tam czeka już na nią Ezequiel. Ten sam Ezequiel, któremu złożyła tak wiele, płomiennych obietnic, że sama nie była pewna, czy była w stanie sprostać! Eh, co pieprzon
Nie wyprowadzała go z błędu, pozwoliła mu czekać przy arrivals, ale przecież nie miała się wydostać razem z pasażerami- personel miał wydzielony specjalny korytarz, nie przechodzili przez kontrolę dokumentów ani odprawę. Chciała tym unikiem oczywiście kupić sobie chwilę, by móc dokładnie obmyśleć swoją strategię i powitanie. Bo przecież wypadało mieć w głowie gotową jakąś scenkę, prawda? By zrobić dobre wrażenie i wybadać grunt. Zarówno piloci jak i stewardessy kończyli dziś zmianę, a więc temat rozmów (w których Torres sterroryzowana swoją kokieteryjnością i jej konsekwencjami) naturalnie spłynął na planowanie wspólnego wypadu na drinka. Sofia słuchała ich wyłącznie na pół gwizdka. Dopiero kiedy zadano jej bezpośrednio pytanie, odmówiła grzecznie twierdząc, że musi coś załatwić... Tak, bo jak wiadomo, każdy urząd w Toronto ma również do dyspozycji godziny nocne.
Nie tłumacząc się jedna, pożegnała się ze współpracownikami i zniknęła na chwilę w toalecie. Doszła do wniosku, że nie ma innego wyjścia- musi dalej udawać, że ta pewność siebie wcale nie wyparowała z niej przez te trzy godziny. Dopiero po tym krótkim przystanku przeszła do sali, w której pasażerowie mogli witać się z osobami, które odbierały je z lotniska. Całe szczęście Garcia wyróżniał się w tym swoim długim płaszczyku i niedbale zarzuconym dookoła szyi szaliku. Wyglądał troszkę, jakby był jakimś poetą, albo nowoczesnym filozofem. Kimś, kto pisał poezję a nie perwersyjne wiadomości sms.
Powoli zaszła go od tyłu i wsunęła mu coś w kieszeń. Tym czymś była... jej dolna część bielizny. Stąd ta potrzeba zrobienia wcześniej przystanku w damskiej toalecie.
-To tylko ja, nie odmachnij się!- zawołała rozbawiona, kiedy dotarło do niej ,ze mógł ją uznać za kieszonkowca i znokautować szybkim ruchem łokcia.- Prezent ode mnie dla ciebie, bo za późno było już, żeby kupić ci magnesik. Tylko nie wyciągaj tego teraz, bo zdechnę ze wstydu. - obeszła go i stanęła przed nim, wyciągając ramiona w jego kierunku. Uwiesiła mu się na szyi i uścisnęła go mocno, bez podtekstu, kołysząc się przy tym lekko w ten typowy sposób, dając mu tym samym znać, że najzwyczajniej w świecie się za nim stęskniła.- Świetnie wyglądasz, Eze. Co ty tutaj robiłeś przez całe trzy godziny? I czy ty naprawdę myślałeś, że wyjdę z resztą pasażerów?- zaśmiała się cicho, zanim zdążył odpowiedzieć.
osito