21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


𝑵𝒐 𝒉𝒂𝒚 𝒎𝒂𝒏𝒆𝒓𝒂 𝒅𝒆 𝒒𝒖𝒆 𝒆𝒔𝒕𝒂 𝒐𝒃𝒔𝒆𝒔𝒊𝒐𝒏 𝒔𝒆 𝒎𝒆 𝒇𝒖𝒆𝒓𝒂

。 ₊°༺❤︎༻°₊ 。


Przez cały lot powrotny do Toronto, była naprawdę nieźle rozkojarzona. Wszystkie wiadomości, które wymieniła z Garcią, oraz... hmm... działania... które podjęła w godzinach pracy... i były ich bezpośrednią konsekwencją... Nie ważne. Cóż, wszystko to sprawiło, że czuła straszne napięcie i rozkojarzenie. Asystując pasażerom, sporządzając raport, a nawet przy głupich pogadankach z pilotami , musiała korzystać z całej rezerwy samozaparcia, by nie płonąć przy nich szkarłatem, z nieznanej im przyczyny. To nie był pierwszy raz, gdy uprawiała z kimś sexting, ale... pierwszy raz, kiedy robiła to z tak dojrzałym, eleganckim i pociągającym mężczyzną. Czuła się troszkę onieśmielona, szczególnie tym, że dosłownie wyciągnęła go na lotnisko, w przypływie jakiegoś dziwnego podniecenia. To nie tak, że chciała go zobaczyć tylko dlatego, że chciała się z nim przespać (chociaż to też, jak najbardziej... bardzo!)... po prostu chciała spędzić z nim resztę dnia, odpocząć, porozmawiać. Porzucać w siebie tymi pikantnymi uwagami. Niemniej, nie wiedziała, czego ma się z kolei spodziewać po nim. Nie była pewna, czy uda jej się spojrzeć mu w oczy po tych jakże gorliwych wyznaniach, pragnieniach i żądaniach, które tak ochoczo słała mu kilka godzin temu.
Chyba memy o nakręcaniu faceta do czerwoności i byciu niewinną owieczką w momencie spotkania miały jednak w sobie nieco prawdy...
Czas ma to do siebie, że lubi bardzo przyśpieszać w momencie, kiedy czeka nas coś stresującego- w tym przypadku wcale nie było inaczej. Nim Sofia zdążyła ustalić sama ze sobą, jaką wersję Torres dziś zaprezentuje, zanim zdążyła się pozbierać do kupy- samolot wylądował, a ona pomagała pasażerom się z niego wydostać. Zerkając na gmach lotniska miała świadomość, że gdzieś tam czeka już na nią Ezequiel. Ten sam Ezequiel, któremu złożyła tak wiele, płomiennych obietnic, że sama nie była pewna, czy była w stanie sprostać! Eh, co pieprzone napięciey Ezequiel Garcia potrafi robić z ludźmi! robić z jej głową!
Nie wyprowadzała go z błędu, pozwoliła mu czekać przy arrivals, ale przecież nie miała się wydostać razem z pasażerami- personel miał wydzielony specjalny korytarz, nie przechodzili przez kontrolę dokumentów ani odprawę. Chciała tym unikiem oczywiście kupić sobie chwilę, by móc dokładnie obmyśleć swoją strategię i powitanie. Bo przecież wypadało mieć w głowie gotową jakąś scenkę, prawda? By zrobić dobre wrażenie i wybadać grunt. Zarówno piloci jak i stewardessy kończyli dziś zmianę, a więc temat rozmów (w których Torres sterroryzowana swoją kokieteryjnością i jej konsekwencjami) naturalnie spłynął na planowanie wspólnego wypadu na drinka. Sofia słuchała ich wyłącznie na pół gwizdka. Dopiero kiedy zadano jej bezpośrednio pytanie, odmówiła grzecznie twierdząc, że musi coś załatwić... Tak, bo jak wiadomo, każdy urząd w Toronto ma również do dyspozycji godziny nocne.
Nie tłumacząc się jedna, pożegnała się ze współpracownikami i zniknęła na chwilę w toalecie. Doszła do wniosku, że nie ma innego wyjścia- musi dalej udawać, że ta pewność siebie wcale nie wyparowała z niej przez te trzy godziny. Dopiero po tym krótkim przystanku przeszła do sali, w której pasażerowie mogli witać się z osobami, które odbierały je z lotniska. Całe szczęście Garcia wyróżniał się w tym swoim długim płaszczyku i niedbale zarzuconym dookoła szyi szaliku. Wyglądał troszkę, jakby był jakimś poetą, albo nowoczesnym filozofem. Kimś, kto pisał poezję a nie perwersyjne wiadomości sms.
Powoli zaszła go od tyłu i wsunęła mu coś w kieszeń. Tym czymś była... jej dolna część bielizny. Stąd ta potrzeba zrobienia wcześniej przystanku w damskiej toalecie.
-To tylko ja, nie odmachnij się!- zawołała rozbawiona, kiedy dotarło do niej ,ze mógł ją uznać za kieszonkowca i znokautować szybkim ruchem łokcia.- Prezent ode mnie dla ciebie, bo za późno było już, żeby kupić ci magnesik. Tylko nie wyciągaj tego teraz, bo zdechnę ze wstydu. - obeszła go i stanęła przed nim, wyciągając ramiona w jego kierunku. Uwiesiła mu się na szyi i uścisnęła go mocno, bez podtekstu, kołysząc się przy tym lekko w ten typowy sposób, dając mu tym samym znać, że najzwyczajniej w świecie się za nim stęskniła.- Świetnie wyglądasz, Eze. Co ty tutaj robiłeś przez całe trzy godziny? I czy ty naprawdę myślałeś, że wyjdę z resztą pasażerów?- zaśmiała się cicho, zanim zdążył odpowiedzieć.

osito
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zachowywał się jak gówniarz. Dosłownie jak gówniarz. Gdzie się podział ten dojrzały mężczyzna, który zawsze lubił mieć wszystko pod kontrolą? Stał na lotnisku od prawie trzech godzin, napięty jak struna, czekając na kobietę o ćwierć wieku młodszą - kobietę, która zdążyła już całkowicie rozmontować jego zdrowy rozsądek. Tylko dlatego, że nie potrafił zapanować nad palącą potrzebą zobaczenia jej ponownie. Przeczesywał wzrokiem tłum pasażerów wychodzących przez rozsuwane drzwi, wyczekując Sofii - tej jednej twarzy, jednego ciała, które nie dawało mu spokoju. Ciepło, które nagle poczuł na plecach, było zbyt znajome, by je zignorować. Uśmiechnął się, zanim jeszcze zdążył się odwrócić. Gdy wsunął dłoń do kieszeni płaszcza i poczuł miękki materiał, świadomy, ze jeszcze kilka chwil temu nosiła go na sobie...doprowadził go do szaleństwa. - Jesteś niemożliwa - mruknął nisko, obracając się ku niej. Nachylił się odruchowo, przesuwając dłonią po jej plecach, wolno, niżej... dokładnie tam, gdzie wiedział, że sprawi jej to przyjemność. Już miał ścisnąć jej pośladki, kiedy rzeczywistość brutalnie wdarła się między nich. Usłyszał głośne odchrząkniecie. Ezequiel odsunął się natychmiast, jego spojrzenie stwardniało, gdy zobaczył młodego, wysokiego faceta z głupkowatym uśmiechem. - Możemy ci w czymś pomóc? - zapytał chłodno. - Nie! To znaczy… tak, proszę pana! - chłopak zaśmiał się nerwowo, a potem spojrzał na Sofię tym spojrzeniem, które Garcia znał aż za dobrze. - Sofia, przepraszam, że przeszkadzam ci w spotkaniu z tatą, ale...-

TATA?! Jaki kurwa tata?!

Ezequiel poczuł, jak coś w nim pęka. Z żenady. Z zazdrości i niektrolowanej wściekłości. Spojrzał na Sofię, potem na Álvara, już wiedząc, że to się źle skończy. - Ostatnio nasze loty… mam wrażenie, że się zgrywamy - ciągnął chłopak. - Może wyskoczyłabyś ze mną na randkę? - No chyba sobie kurwa żartował. To było za dużo. Garcia odchrząknął, podszedł bliżej i zarzucił mu ramię na ramię - gest pozornie luźny, choć w rzeczywistości był wyraźnie dominujący. Chciał mu pokazać, gdzie było jego miejsce.- Chodźmy się przejść - powiedział cicho, nachylając się do jego ucha. - I posłuchaj uważnie bo nie będę się powtarzał. Nie zabierzesz Sofii na żadną randkę. - Ale… zrobiłem to z szacunkiem. Przy panu... - Nie jestem jej ojcem - przerwał mu twardo. - Jestem jej facetem. Spotykamy się ze soba. Więc możesz patrzeć, ślinić się na jej widok, cokolwiek. Z daleka. Ale ręce trzymaj przy sobie. - Poklepał go po klatce piersiowej i wrócił do Sofii. Bez wahania. Bez skrupułów. Objął jej pośladki obiema dłońmi i uniósł ją do góry, jakby była stworzona dokładnie do tego gestu. Ich usta spotkały się w długim, głębokim pocałunku - zachłannym, takim, który krzyczał ONA JEST TYLKO MOJA. Nie spieszył się. Chciał, żeby każdy w zasięgu wzroku zrozumiał.

- Jeszcze raz ktoś nazwie mnie twoim ojcem, dostanę kurwicy - mruknął tuż przy jej ustach, stawiając ją na ziemi. Splótł ich palce, ściskając je mocno. - A ty… - nachylił się, mówiąc już ciszej, tylko dla niej - Myślisz, ze nie stracę dla Ciebie głowy, kiedy wsuniesz mi do płaszcza swoje majtki, panno Torres? Zwariuje przez ciebie, moja słodka. - Jego spojrzenie było ciężkie, głodne. Tak bardzo znowu chciał jej skosztować. - ¿Quieres que te cuide y te demuestre lo mucho que te he echado de menos a ti y a tu dulce coñito, o prefieres pasar esta noche de otra manera?- zapytał bezczelnie, nawet nie zniżając głosu. Chciał, żeby każdy w zasięgu wzroku ich usłyszał, mimo że prawdopodobieństwo, iż ktokolwiek zrozumie, co właśnie do niej powiedział, było niewielkie. A jednak nie mógł się powstrzymać - musiał to powiedzieć, choćby po to, by zobaczyć, jak jej słodką, oliwkową buzię oblewa różowy rumieniec. Podobała mu się ta wersja Torres- nieśmiała, wzięta z zaskoczenia. Był gotów wrócić do pierwotnego planu... przecież nie po to wymieniali się tak erotycznymi wiadomościami, by teraz się z tego wycofać. A jednak chciał też, żeby była pewna, że nie tylko w ten sposób ją widzi. Mógł dać jej intensywność, która paliła skórę i mieszała w głowie. Ale chciał, żeby wiedziała jedno - nie była chwilową zachcianką. Nigdy nią nie była. Już nie była.

firecracker
owca
bring it on
21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Jego dotyk nieco ją uspokoił. Gdy miała już Ezequiela przy sobie, zdecydowanie łatwiej przychodziło jej zapanowanie nad tą całą, zbędną niepewnością, która narodziła się w niej w trakcie lotu, już post factum tej... wymiany wiadomości. Jej sąsiad niewątpliwie działał na nią rozpalająco, bardzo szybko rozżarzał w niej płomień, którego za nic nie potrafiła stłamsić czy zignorować. Niemniej teraz, kiedy udało jej się troszkę ostygnąć zrozumiała- że nagła, nieprzemyślana wymiana czułości na parkingu cholernego lotniska może być nienajlepszym pomysłem, na jaki kiedykolwiek wpadła. W końcu, jak to się mówi, nie sra się do własnego gniazda, prawda?
Przymrużyła powieki zatapiając się w jego uścisku mocniej, bardziej. Jakby chciała, żeby ją wchłonął, zamknął w sobie, stał się jej egzoszkieletem. Jakby to było jedyne sensowne rozwiązanie, jakie przychodziło jej do głowy. Pocierając delikatnie nosem jego szyję westchnęła czując, jak jego dłonie przesuwają się coraz niżej. Z jednej strony nie chciała go zatrzymywać, ale z drugiej... no właśnie. Momentalnie oderwała się od Ezequiela i zerknęła w kierunku osoby, która postanowiła przerwać ich powitanie.
-Leo?- mruknęła skonfundowana marszcząc brwi i zerknęła pośpiesznie na lekarza, jakby chcąc mu pokazać, że nie ma pojęcia co się dzieje. Ten z kolei wyglądał zupełnie tak, jakby planował już w jakim kwasie rozpuścić zwłoki chłopaka, którego, niewątpliwe, zamierzał sprzątnąć po tej sygnaturowej dla nich faux pas.- Ale przecież...- już zaczęła swój protest pragnąc zaznaczyć czysto zawodowe stosunki z młodym pilotem, kiedy jej towarzysz postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
Rozejrzała się w obu kierunkach widząc, że Garcia pozwolił sobie na zupełnie nikomu niepotrzebny kontakt z chłopakiem. Zażenowanie wręcz wydrążało w niej dziurę od środka. Najgorsze jednak było to, że ona kolektywnie wstydziła się za obu mężczyzn sprawiających, że cała ta sytuacja wyglądała strasznie pastiszowo. Skrzyżowała ręce na piersi i wytężyła wszystkie myśli, by dosłyszeć przesłanie mężczyzny, jednak dochodziło do niej co drugie słowo. Westchnęła ciężko stukając obcasem w ziemię, czekając, aż ta scena zazdrości rodem z brazylijskiego serialu nareszcie dobiegnie końca. Całe szczęście spora część pasażerów zdążyła już opuścić tę część lotniska i świadków nie było zbyt wielu.
Wzdrygnęła się lekko widząc, że na twarzy Ezequiela znów pojawił się ten cwaniacki grymas, że zbliża się do niej jak drapieżnik do upolowanego przez siebie kąska. Wypełniła płuca powietrzem, w pewnym napięciu, niepewnie przesuwając stopą w tył, jakby chciała się odwrócić i dać znać, że nie interesuje jej bycie flagą w całej tej grze w króla wzgórza, którą kolega z pracy i neurochirurg sobie urządzili. Garcia mimo wszystko wykonał w niej bardzo terytorialny gest. Oparła dłonie na jego ramionach, jakby gotowa go w każdej chwili odsunąć. To nie tak, że sama nie miała ochoty tego zrobić, odkąd go zobaczyła, ale... cholera! Ona tutaj regularnie bywała! Nie chciała, by Eze przypadkiem pokazał zaraz całemu lotnisku, jaki figlarny prezencik otrzymał od niej podczas powitania.
-Ezequielu Garcia, natychmiast się uspokój.- syknęła porażająco poważnie, kiedy nareszcie odstawił ją na ziemię rzucając flirciarskim tekstem. Kątem oka zerknęła w kierunku chłopaka, który ewidentnie porażony obrazem postanowił odmaszerować w swoim kierunku, jak na pokonanego samca przystało.- Też się cieszę, że cię widzę, ale...- nie dokończyła, bo on dalej pozwalał sobie na bezczelne, cwaniackie zachowanie. Przeniosła na niego porażające spojrzenie, takie, które samo w sobie mówiło starczy, przegiąłeś. Wyglądało dość komicznie w połączeniu z czerwonymi policzkami sprowokowanymi całą tą sytuacją.- Sexting był spoko, ale Garcia, ja tutaj pracuję. To był mój kolega z pracy. Nie musisz być taki terytorialny, sama bym go odprawiła. Nie potrzebuję mieć kwasu przez kilka godzin lotu w zamkniętej przestrzeni z jednym z pilotów.- wyjaśniła patrząc na niego poważnie... z rumieńcem, ale jak najbardziej poważnie.- Poza tym, kurwa, tutaj są rodziny z dziećmi, a hiszpański nie jest jakimś językiem z kosmosu, bardzo wiele osób posługuje się nim bez problemu... Więc na miłość boską ścisz chociaż głos, kiedy mówisz do mnie tutaj takie rzeczy! I przestań z tym ściskaniem tyłka, boję się, że przez przypadek flaszniesz moją golizną... a jak mówiłam, jesteśmy w MOIM MIEJSCU PRACY.- przypomniała i uderzyła go delikatnie piąstką w pierś, jakby chciała obudzić w nim resztki rozsądku.- A przynajmniej... rób to kurwa mniej ostentacyjnie, ok?- dodała zdecydowanie ciszej, upewniając się, że nikt poza nim tego nie usłyszał. Uciekła gdzieś wzrokiem przyznając nareszcie przed samą sobą, że ta dziwna zaborczość Ezequiela podziałała na nią zdecydowanie mocniej, niż chciałaby to przed kimkolwiek przyznać.-La verdad es que eso estuvo jodidamente caliente, pero aquí tengo que tener cuidado, ¿sabes?- cmoknęła go w kącik ust i złapała z nim kontakt wzrokowy, ściszając możliwie jak najbardziej głos.- Te deseo- uśmiechnęła się do niego zalotnie, ściskając za jego płaszcz, przytrzymując go blisko siebie. To chwilowe napięcie sprawiło, że musiała zacisnąć nieco bardziej uda.- Ale nie wiem, czy tutaj. Boję się rozsiewać plotki na swój temat. Musielibyśmy być bardzo dyskretni, a ty....- przewróciła delikatnie swoimi ciemnymi oczami i przyjrzała mu się przekornie.- Stałeś się bardzo ostentacyjny, Ezequielu.- złożyła symetryczny, delikatny pocałunek po drugiej stornie jego ust.- To co robimy z samochodami, panie kierują-mną-popędy-nie-mam-nad-sobą-kontroli?

osito
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Był cholernie dumny ze swojego pokazu muskularności i z tego, że w pewnym sensie udowodnił, iż Sofia nie jest dla niego jakąś zabawką - traktował ją poważnie. Chciał pokazać jakiemuś cieciowi, stewardowi, który zapewne miał 'nastoletniego' crusha na JEGO kobiecie, że nie ma co sobie robić nadziei. Ona nie będzie żadną 'opcja', którą da się zainteresować. Garcia na to nie pozwoli! Czuł dziwne ciepło i ekscytację całą tą akcją. Dosłownie zachowywał się jak gówniarz - tracił dla niej głowę i robił coś, czego nawet nie pamiętał, żeby robił dla jakiejkolwiek kobiety trzydzieści lat wcześniej. Chciał jednak jej pokazać, że nie będzie grał w żadne gierki i mówił poważnie, gdy chciał, żeby byli tylko na swoja wyłączność.
Wracając do niej, czuł się dumny jak paw, próbując ją wręcz zdominować. Uśmiechał się do siebie, czując się, jakby wygrał milion dolarów - bo po części wygrał. Miał pannę Torres u boku. Zmarszczył brwi, zdezorientowany, gdy zauważył, że jej mowa ciała nagle się spięła, a dłonie zacisnęły się na jego ramionach. Przerażenie przemknęło przez całe jego ciało, gdy dotarło do niego, że zaraz dosłownie go opierdoli. Widział to i czul to w swoich kościach. Wyprostował się i wpatrzył w nią. - Ale? - powtórzył za nią zaskoczony i lekko poirytowany. Co do cholery znowu zrobił źle?! Starał się - było źle. Nie starał się - było jeszcze gorzej. Był zdecydowanie za stary na takie zagrywki i już kompletnie nie wiedział, o co chodzi. Zdecydował się jej jednak wysłuchać. Stał przed nią zawstydzony, bo właśnie dotarło do niego, co tak naprawdę odjebał. Miała rację - w końcu to było jej miejsce pracy, a on zachował się jak jakiś szczyl, który pierwszy raz ma szansę złapać kobietę za tyłek albo zobaczyć cycki w internecie. - Pilot? - był w stanie wydusić z siebie tylko pojedyncze słowa. Każde zdanie, które wychodziło z jej ust, zawstydzało go coraz bardziej i sprawiało, że miał ochotę pójść się utopić albo po prostu dać sobie spokój z całym tym wieczorem.

Odsunął się o krok, gdy delikatnie uderzyła go w pierś. Przejechał dłońmi po włosach i odchrząknął. Kurwa. On naprawdę powiedział do niej takie rzeczy - i to na głos. Rozejrzał się nerwowo, upewniając się, że żadne dzieci nie były świadkami tego zachowania. Uśmiechnął się nieśmiało, przez zawstydzenie, gdy odpowiedziała mu po hiszpańsku, dając do zrozumienia, że jednak trochę jej się to podobało. Przytulił ją do siebie mocniej - tym razem zachowywał się niczym gentleman- wtapiając twarz w jej szyję. Nadal było mu kurewsko głupio z powodu tego, co odjebał, więc parsknął śmiechem na jej pytanie. - Sofia… - wydusił z siebie. - Chyba zwariowałem na stare lata. - Zerknął na nią, chwycił jej dłoń, splótł ich palce i ruszył w stronę parkingu. Nie był pewien, co powinien jej powiedzieć. Ta jego pewność siebie, przepełniona testosteronem, zniknęła w chwili, gdy wytknęła mu, jak cholernie nieodpowiednio się zachował. Napięcie, które czuł w bokserkach po wiadomościach, które wymieniali, aż do momentu, gdy ja zobaczył, zniknęło bez śladu i nie potrafił myśleć o niczym innym jak o tym jak bardzo się zbłaźnił. Podszedł do swojego samochodu, otworzył drzwi i pozwolił jej wejść do środka. Chwilę później sam wsiadł, zerkając mimowolnie na jej gołe nogi. - Sof… - wyrzucił z siebie, po czym nachylił się do niej i pocałował ją w policzek. - Jestem cholernym idiotą. Przepraszam. Znowu. - Spojrzał na nią przepraszająco. - Contigo pierdo lo poco que me queda de cordura, y te he puesto en una situación en la que puedes tener un ambiente de mierda con ese piloto. ¿Cuántas veces más vas a ser capaz de perdonarme mi comportamiento? Porque creo que poco a poco estoy agotando todas las oportunidades. - Odsunął się, opierając plecy o siedzenie. - Chciałabyś się może przejechać? Muszę ochłonąć. - Zapiął pas, przekręcił kluczyk w stacyjce i powoli wyjechał z garażu. - ¡Qué idiota! Nie jestem pewien, czy będę dziś w stanie dać ci to, co obiecywałem w tamtych wiadomościach, Sofia.

Sofia
owca
bring it on
21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Poczuła niemalże wyrzuty sumienia widząc, jak gaśnie w nim entuzjazm. Z jednej strony, bardzo cieszyła się, że wziął jak najbardziej na poważnie to, co do niego powiedziała i nie zrobił jakiejś bezmyślnej awantury. Z drugiej jednak zaczęła wewnętrznie panikować- bała się, że go w jakiś sposób uraziła. Tak, ona, dziewczyna z niewyparzonym językiem, bała się, że go uraziła. Ale to chyba wszystko przez to, że naprawdę była nim zainteresowana- nie wyłącznie jego ciałem, ale całokształtem. Za każdym razem, kiedy miała okazję się z nim spotkać, zaskakiwał ją czymś nowym. Sprawiał, że chciała prowokować coraz to kolejne schadzki tylko i wyłącznie po to, by odkryć, co tym razem uchyli jej Garcia. Uzależniał ją troszkę jak otwieranie blindboxów z jakiejś ulubionej serii- nie ważne co dostanie, pewnie ją ucieszy, ale potrzebowała tego... adrenalin rush.
Postanowiła, że po prostu wezwie jutro taksówkę i wróci po swój samochód, żeby nie zawracać mu dziś więcej głowy swoim pojazdem. Nie chciała poruszać tego tematu widząc, że Ezequiel ewidentnie zagubił się gdzieś w swoich myślach. Milczała, chcąc dać mu odpowiednią przestrzeń, ale z każdą kolejną chwilą czuła, że ta cisza robi się coraz bardziej nieznośna. Coś wierciło jej dziurę w brzuchu- czuła, że musi z nim przegadać to, co krążyło mu teraz po żołądku. Nie chciała przecież, żeby się zadręczał.
Jego słowa potwierdziły jej obawy- był bardzo zażenowany tym, co się stało.
Uśmiechnęła się do niego łagodnie, kiedy pocałował jej policzek i z ulgą wsłuchała się w to, co mówił. Wyrzucał to z siebie, nie dusił tego, dobrze. To naprawdę dobry znak! Wlepiła w niego swoje spojrzenie, kiwając głową w taki sposób, by wiedział, że jest przez nią słyszany, że rozumie wszystko to, co się w nim dzieje. Że jest mu wdzięczna za to, że nie zamknął się z tym w sobie i dość nerwowo prezentuje jej to z tą... cholerną dojrzałością. Bo przecież żaden szczeniak nie mówiłby tak otwarcie o tym, że jest mu głupio. Byłaby w stanie uciąć sobie rękę, że każdy jej poprzedni partner (chociaż towarzysz to lepsze słowo, partner było zbyt poważne na te niepoważne relacje) udawałby pewnie mucho i jeszcze starał się zmanipulować ją emocjonalnie, że to wszystko jej wina.
Przewróciła oczyma na jego ostatnie słowa. Trochę bawiło ją to, że poczuła kolejną ulgę tego wieczoru- sama nie była zbyt przekonana do tego, czy chciałaby skończyć dziś ze swoim sąsiadem w łóżku, wbrew pierwotnego założenia.
-Osito...- zaczęła łagodnie i ułożyła mu dłoń na ramieniu. Na początku planowała złapać go za udo, ale nie chciała, by zrozumiał to w pokraczny sposób.- Nie bądź dla siebie taki surowy, to tylko pierdoła, jakoś sobie z tym poradzę. Chociaż mam wrażenie, że szczerze mówiąc nie będzie nawet takiej potrzeby. Najgorsze co mnie czeka, to podejrzliwe spojrzenia ze strony załogi, ale... Ludzie częstują mnie tym tak często, że zdążyłam przywyknąć. Poza tym, na dobrą sprawę mogłabym zgłosić Leo za nieprofesjonalne propozycje! Od kiedy bycie miłą oznacza flirt?- mówiła spokojnie, jakby chciała wpłynąć na jego humor, nieco ostudzić jego rozgrzane nerwami myśli. Dopiero przy ostatnim podniosła teatralnie głos, udając oburzenie.- W najgorszym wypadku skorzystam z nepotyzmu i tyle. Mój ojciec grywa w golfa z CEO Canada Air. Ale tak jak mówię- nie będzie takiej potrzeby, moja praca broni się sama. Może i nie sprawiam dobrego, pierwszego wrażenia, ale bardzo przykładam się do tego, co robię! Także daj spokój i nie zamęczaj się tym. Jestem Sofia, pierdolona, Torres. Obściskiwanie się ze starszym facetem w miejscu publicznym, to nie najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłam... nie licz jednak na to, że ją ci zdradzę.- prychnęła z rozbawieniem, chcąc lekko rozładować atmosferę i zacisnęła ostrożnie palce na jego ramieniu, jakby chcąc go tym małym gestem pokrzepić.- Garcia, lubię cię. Bardzo cenię sobie twoje towarzystwo. Jesteś dla mnie czymś więcej niż drążkiem, na który mogę wskoczyć, jak najdzie mnie ochota. To nie tak, że nie lubię się z tobą pieprzyć, wręcz przeciwnie... ale wydaje mi się, że masz jako mężczyzna więcej do zaoferowania niż... no, wiadomo. Obwieź mnie po Toronto, kupmy po drodze jakąś kawę i wróćmy do distillery, bo muszę się nareszcie umyć. Miałam dziś turnaround i czuję się jak metr sześćdziesiąt kurzu, brudu i potu. - wyznała i zaczęła grzebać mu w radiu, szukając stacji, która przypadłaby jej do gustu. Zatrzymała się słysząc, jak auto wypełniło się spokojną i nieco melancholijną melodią Andrea.- Poza tym.- podjęła znowu.- Proponuję, żebyśmy zahaczyli o jakąś stację benzynową, kupili sobie tą wspomnianą kawę na wynos, cziperki, kolke i ewentualnie sześciopak corony. Spędźmy resztę wieczoru pod kocem oglądając na pół gwizdka is it cake? i rozmawiając... o sobie! Wydaje mi się, że oboje skorzystamy na chwili odmóżdżenia i relaksu.- uśmiechnęła się do niego zachęcająco i pstryknęła katapultą z palców płatek jego ucha, zaczepnie i frywolnie.- I proszę nie nazywaj się idiotą. Nie jesteś nim. Wybacz, ale muszę, stopy mi już odpadają.- po tych słowach zabrała się za ściąganie butów, które następnie wrzuciła gdzieś na tylne siedzenie.

osito
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ezequiel zerknął na Sofię, gdy po raz kolejny nazwała go w tak czuły sposób. Bardzo chciał odwzajemnić to, nazywać ją przeróżnymi romantycznymi imionami, ale na razie się powstrzymywał. Czuł, że to, jak bardzo ją lubił, wyszłoby na jaw zbyt szybko, a to zmusiłoby go później do pogodzenia się z faktem, że ją oszukiwał, że prawdopodobnie niedługo ja zrani. A w tym momencie nie mógł sobie na to pozwolić. Uśmiechnął się delikatnie - lecz krótko - spoglądając na nią.
 - Sofia, to nie tak - powiedział, kiwając głową w zaprzeczeniu, wciąż jednak bardzo wdzięczny za to, jak racjonalnie do wszystkiego podchodziła. - Chodzi o to, że zapomniałem się i nie pomyślałem o tobie w tamtym momencie. - Westchnął ciężko.
- Jedyne, co się wtedy dla mnie liczyło, to pokazanie innemu facetowi, że jesteś moja. Że należysz do mnie - rzucił po chwili, po czym skrzywił się na swoje słowa. - Jak jakiś cholerny przedmiot, Sof..- Parsknął cicho, z niedowierzaniem wobec samego siebie.
- Nie myślę tak o tobie, mi dulce. Ani przez sekundę. Ale to, co we mnie buzowało, gdy tak na ciebie patrzył… - urwał i pokręcił głową. - Zresztą, co ja mam mu się dziwić? Jesteś wręcz idealna, z tą swoją niewyparzoną buźką - uśmiechnął się do niej delikatnie unosząc kącik ust. - Bądź miła dla ludzi jak dotąd, bądź sobą. Ja będę musiał jakoś poradzić sobie z faktem, że będziesz miała jeszcze więcej takich adoratorów no i będę musiał żyć ze świadomością, ze jeszcze nie raz będę o ciebie zazdrosny. - Uśmiechnął się pod nosem, starając się brzmieć, jakby był już bardziej wyluzowany, choć w środku wciąż kłuła go zazdrość i było mu zwyczajnie, kurewsko niezręcznie. To, jak zaczęła rozluźniać atmosferę, opowiadając o swoim ojcu, o nepotyzmie i o tym, jak bardzo zaradną kobietą jest, poprawiło mu humor. Słuchał jej uważnie, co jakiś czas parskając śmiechem i zerkając na nią co kilka sekund, gdy tylko mial do tego możliwość.

Czując, jak zaciskała dłoń na jego ramieniu, akurat zatrzymał się na światłach i spojrzał na nią porządnie. Światło ulicznych lamp w idealny sposób oświetlało w tym momencie jej cerę. Wyglądała nie tylko prześlicznie, ale jak kobieta, z którą Garcia po raz pierwszy mógł widzieć swoją przyszłość - w jakimkolwiek sensie by to nie zabrzmiało. Jego przyszłość była przecież niepewna, ale oddałby każdy moment by ja z nią podzielić. Nieznajome ciepło, a jednocześnie chłód, uderzyło w jego kark w tej samej chwili, a słowa, które usłyszał od młodziutkiej panny Torres, niemal sprawiły, że jego serce zmniejszyło się kilkakrotnie, zaciskając się w maleńkie supełki. - Ah, nie jestem tylko drążkiem? -zaśmiał się pod nosem, próbując zignorować to gorące uczucie, które właśnie do niej poczuł. - To chyba najsłodsza rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszałem od kobiety, Sof. - Zdjął dłoń z kierownicy i położył ją na jej udzie, gładząc je. Po chwili przeniósł ją z powrotem na kierownicę i ruszył samochodem, przytakując jej i uśmiechając się na myśl o planie wspólnego spędzenia czasu. - Nawet jako góra kurzu, potu i brudu prezentujesz się wspaniale, moja mała - uśmiechnął się i zjechał z drogi, kierując się w stronę stacji benzynowej. Słuchając muzyki wypełniającej wnętrze samochodu, zaczął poruszać głową i ciałem w jej rytmie. Garcia był osobą, która uwielbiała tańczyć, i kiedyś z ogromną chęcią spędziłby z nią czas właśnie w ten sposób. - Cziperki? - zapytał, unosząc brew, po czym parsknął śmiechem. - Cokolwiek będziesz chciała, nie możemy tylko zapomnieć o tych ogromnych slushies o smaku jagodowym. Odkąd spróbowałem tego chemicznego cholerstwa, za każdym razem, gdy jestem na stacji, muszę sobie to wziąć - uśmiechnął się sam do siebie.

Po chwili doszła do niego myśl z która już za cholerę nie mógł dalej walczyć. Sofia Torres była po prostu niesamowita, a to, jak dojrzale się do niego odzywała, zapierało mu dech w piersiach. Lubił każdą jej wersję, ale to, że potrafiła dostosować się do odpowiedniego momentu, naprawdę robiło na nim wrażenie. Podjechał na stację, wysiadł, informując Sofię, że zaraz wróci - chciał dać jej chwilę odpoczynku. Kupił dosłownie wszystko, czego chciała, i jeszcze więcej. Zadowolony wrócił z trzema napojami w uchwycie, otworzył bagażnik, wsadził tam zakupy, po czym podszedł do przodu samochodu, otworzył drzwi i podał jej napoje. Gdy już ułożyła je na kolanach, nachylił się i pocałował ją czule. Po chwili obszedł auto, usiadł na swoje miejsce, wyjął kubki i wsadził je do cup holderów, a następnie sięgnął po swoje slushie i napił się przez słomkę, krzywiąc twarz, gdy słodko-kwaśny i kurewsko zimny napój uderzył go jednocześnie.- Ayyy, Amerykanie sami się wykończą z ta ilością chemii- parsknął, podsuwając jej slushie pod nos, zachęcając by spróbowała. - To co? Teraz twoje mieszkanie, serial i spędzenie reszty wieczoru pod kocem?

Sof ⋆✴︎˚。⋆
owca
bring it on
21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Jej ciemne źrenice badały jego skupioną twarz, gdy starał się w jak najdokładniejszy sposób opisać, jaka była prawdziwa przyczyna jego zachowania. Nie mogła powiedzieć, że była zaskoczona czy rozczarowana- w końcu był facetem, uznała więc, że terytorialność miał we krwi. A co do przedmiotowego traktowania... powiedzieć, że do tego też była przyzwyczajona, to nie powiedzieć totalnie nic. Wzruszyła lekko ramionami dając mu jasno do zrozumienia, że w jego głowie ten problem jest o wiele większy niż w jej postrzeganiu.
-Jesteś o mnie zazdrosny, Garcia.-powtórzyła po nim nieco ciszej, jak leśne echo, gdy skończył już samobiczowanie i uśmiechnęła się do niego całkowicie dumna z siebie. W ten charakterystyczny, zadziorny sposób. Przyglądając mu się jeszcze nachalniej, przechylając lekko głowę w absolutnym zadowoleniu, zwilżyła wargi nieco nieobecna. W swojej pokręconej głowie uznała to za możliwie największy komplement, jaki mógł jej w tym momencie powiedzieć. Bo przecież w życiu Torres zawsze o to chodziło- by być powodem do dumy i zazdrości. By ktoś w pełni doceniał to, co ze sobą niosło jej towarzystwo. By nie brać jej za pewnik, robić wszystko, by utrzymać ją przy sobie. Nareszcie w przypadku relacji z Ezequielem spotykała się nareszcie z tym wymarzonym potwierdzeniem. -Hmm... podoba mi się. Przyzwyczaj się lepiej do tego uczucia, bo będzie tylko gorzej. Już ja się o to postaram.- zażartowała z niesfornym błyskiem utkwionym w jej rozmigotanych, ciemnych ślepiach.
Za każdy kolejny komplement lub pieszczotliwy dotyk odpłacała mu się pełnym błogostanu uśmiechem. Z każdą kolejną chwila w jego towarzystwie coraz bardziej się rozluźniała. Nie chodziło już tutaj tylko i wyłącznie o to, by rozładować to, wciąż przemykające w tle, napięcie. Zwyczajnie dobrze czuła się w jego towarzystwie. Skinęła głową, gdy wysiadając poinformował ją, że poradzi sobie z zakupami sam. Sofia zerknęła od niechcenia w telefon.
Tatko
Hej Robaczku! Jak się masz? Jak praca? Niczego ci nie brakuje? Mama w ostatnim czasie ma większe humorki niż zazwyczaj. Nie możemy się dogadać. Nie zdziw się, jak będzie próbowała się z tobą skontaktować albo zrobi coś dziwnego. Trzymaj się! Do usłyszenia!
Wiadomość...
Wpatrywała się w ciszy w pierwszą i ostatnią wiadomość którą dostała dziś od ojca. Odezwał się do niej po raz pierwszy od naprawdę bardzo dawna. Przez jakiś czas nie dawał znaku życia i nie komentował jej krótkich życiowych aktualizacji. Pewnie ma dużo pracy- powtarzała sobie w myślach, będąc grzeczniutką córeczką, sama go sobie usprawiedliwiając. Na dobrą sprawę Pedro nie musiał jej się jakoś szczególnie tłumaczyć. Podparła lekko głowę o pięść wlepiając spojrzenie w przednią szybę. Obserwując w skupieniu drzwi czekała, aż wyłoni się z nich jej towarzysz. Przegnała pośpiesznie całe to zamyślenie w momencie, gdy znów miała u swojego boku przystojnego sąsiada. Na jej delikatnej twarzy ponownie zagościł towarzyski uśmieszek. Pociągnęła bez słowa łyka z mrożonego napoju, który jej zaproponował.
-Nie zapominaj, że ja się tutaj wychowałam i dla mnie to zupełnie normalne, osito.- przypomniała przewracając ślepiami w rozbawieniu.-Co to za smak? Płyn do chłodnicy czy borówka?-prychnęła zadowolona z tego, w jaki sposób zawtórowała jego komentarzowi i przeczesała szybkim gestem swoje długie, ciemne włosy.- Tak, chodźmy do mnie. Lubię swój uniform ale to nie jest coś, co lubię mieć wciśnięte na tyłek kiedy jestem już po pracy.-przytaknęła i mimo wszystko znów złapała za kubek z chemicznym, mrożonym przysmakiem, którym przed chwilą jeszcze jej podsunął. Pociągnęła łyka patrząc na niego znad słomki.- Musiałam upewnić się, że niedobre.- mruknęła i sięgnęła po kawę, którą jej przyniósł.
Przez chwilę milczała, bo w głowie pojawiły jej się dość upierdliwe pytania. Przemyślenia, które od samego początku, gdy poznała Ezequiela, kręciły jej się gdzieś w podświadomości, a im bliżej siebie byli, tym bardziej niektóre kwestie niemalże męczyły ją o wyjaśnienie. Wystukując w kubek rytm piosenki, która właśnie płynęła leniwie z nagłośnienia, zebrała się nareszcie na to, by zagaić o te palące kwestie.
-Czemu jesteś sam, osito?- Dziś, gdy dostała od ojca wiadomość odnośnie matki, zaczęła zastanawiać się nad tym, dlaczego ludzie tak kiepsko dobrani jak Pedro i Elena decydują się ciągnąć dalej coś, co nie miało najmniejszego sensu i przyszłości. Nie przynosiło ze sobą niczego poza bólem i rozczarowaniami. Czy Ezequiel też tkwił w czymś takim, rozwiódł się i... dlatego jest sam? W trakcie pierwszego spotkania myślała, że to on był osobą, która postanowiła doprawić swojej partnerce rogi. W końcu był bardzo bezpośrednim mężczyzną z ognistym temperamentem i... wieloma potrzebami. Im lepiej go poznawała, tym bardziej rozumiała, że to zdecydowanie nie była przyczyna, dla której Garcia wciąż był dostępny na rynku towarzyskim. Mimo swojego popędu jej sąsiad wydawał się być osobą lojalną i oddaną. Pociągnęła łyka kawy mierząc go wzrokiem- już sama reakcja na to pytanie mogła jej przecież wiele powiedzieć.- Nie chce mi się wierzyć, że nikt do tej pory nie był tobą zainteresowany.- odwróciła wzrok na pokrywkę w momencie, gdy wyrzuciła ten niewątpliwy komplement.

osito
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Związki nigdy nie były mocną stroną Ezequiela. Poczucie zakochania, zauroczenia, noszenie na nosie różowych okularów - to nie było coś, do czego był przyzwyczajony. Jego jedyną miłością, odkąd pamiętał, była medycyna. Taniec na granicy emocji i kontroli. Adrenalina. To wszystko czuł, gdy dokonywał operacji na otwartej czaszce. Każdy ruch musiał być precyzyjny, każde nacięcie dokładne, odpowiednia presja, właściwy nacisk. To, co otrzymywał w życiu zawodowym, nie miało swojego odpowiednika w życiu osobistym. Zawsze brakowało mu tej adrenaliny, pasji, chemii z drugą osobą. Nie chciał wracać po dniu pełnym ekscytacji do domu, w którym czekała kobieta wypełniająca przestrzeń szarością. Potrzebował barw. Potrzebował ognia. Potrzebował swojej... Sofii.
To nie tak, że nie pragnął spokoju - czasem rutyna dobrze wpływała na jego zdrowie psychiczne. Nie chciał jednak w niej ugrzęznąć, zakotwiczyć na dobre, zniknąć w przewidywalności codzienności. Poznając pannę Torres, wszystkie dawno odsunięte marzenia o drugiej połówce uderzyły w niego ze zdwojoną siłą. To, co miało być jedynie szybkim, nic nieznaczącym numerkiem, zmieniło się w mgnieniu oka, gdy zaczął ją naprawdę poznawać. Dotyk jej ciała, smak ust, zapach skóry - rozgrzewały go równie mocno jak dźwięk słów wypowiadanych z jej miękkich warg. Nie musiał się szczególnie starać, by być o Sofię zazdrosnym. Była idealna. Zewnętrzne piękno szło w parze z charakterem, a on wiedział, że jeśli chce ją przy sobie zatrzymać, będzie musiał się cholernie postarać. I był na to gotów. Chciał pokazać jej, że mógłby dać jej dosłownie wszystko. Bał się tylko jednego... że kiedy naprawdę się zaangażuje, nim zdąży się obejrzeć, zabraknie mu czasu na wszystko, co jeszcze chciał w życiu osiągnąć, nie tylko sam ze soba, ale i z kimś.

- Oczywiście, że jestem zazdrosny - uśmiechnął się do niej, kładąc na chwilę dłoń na jej udzie i delikatnie je ściskając. - Będę o ciebie dobrze dbał, Torres. - Pogładził ją po nodze, po czym wrócił wzrokiem na drogę i położył rękę na kierownicy. Kilka minut później zjechał na stację benzynową. W środku zrobił szybki, niezdrowy zakupowy haul - wszystko to o co go poprosiła i jeszcze więcej. Oczywiście nie mógł zapomnieć o tym charakterystycznym niebieskim napoju o smaku borówkowym, który pił od lat, jak i o kawie dla niej. Wychodząc ze stacji, uśmiechnął się sam do siebie. Sama myśl, że spędzi z nią dzisiaj więcej czasu, rozgrzewała go od środka i przyspieszała bicie serca. Wsiadł do samochodu, usiadł obok niej i od razu spojrzał na nią z rozbawieniem, jak popijała właśnie ten uzależniający napój przez słomkę. Parsknął śmiechem. - Tak, dokładnie. Płyn z chłodnicy o smaku borówkowym - rzucił rozbawiony. - Jedyna rzecz, która trzyma mnie przy życiu przez ostatnie dwa lata w Toronto. - Uśmiechnął się do niej czule, zwłaszcza kiedy pociągnęła napój drugi raz. Uniósł brew. - I jaki werdykt? Na pewno niedobre? - Garcia przewrócił oczami, ale kąciki jego ust drgnęły nieznacznie. - Tak, wróćmy do ciebie. Mam ochotę ściągnąć z ciebie tę spódniczkę - powiedział nonszalancko, ruszając z parkingu w stronę ich apartamentowca.
Po chwili usłyszał jej ciche pytanie. Spiął się natychmiast, zacisnął palce mocniej na kierownicy i zerknął na nią kątem oka. Przyciszył muzykę, która do tej pory wypełniała samochód. - Czemu jestem sam? - powtórzył jej słowa. Zamilkł na moment, zmieniając bieg i pas ruchu. - Ostatni raz w związku byłem piętnaście lat temu - powiedział w końcu spokojnie. - Przez chwilę nawet myślałem, żeby się jej oświadczyć. Ale szybko dotarło do mnie, że chcemy z życia zupełnie innych rzeczy. Ona chciała wrócić do Meksyku, być blisko rodziny. Ja chciałem się kształcić, zbudować karierę, leczyć ludzi. - Uśmiechnął się gorzko pod nosem na samo wspomnienie. - Potem przyszły długie dyżury, noce na oddziale, brak snu. Nie każda kobieta godzi się na taki układ. A poza tym… - zerknął na nią, gdy zatrzymali się na czerwonym świetle - …nudzi mnie rutyna, psotnico. - Zatrzymał wzrok na jej twarzy chwilę dłużej. - Może i ktoś był mną zainteresowany. Ale zawsze w końcu nie zgadzaliśmy się w podstawowych sprawach... w kwestiach przyziemnych, życiowych. Jeśli na dłuższą metę szukasz faceta, który da ci rodzinę, dom, stabilizację… to nim nie będę. - Zrobił krótką pauzę. - Ale mogę ci obiecać, Torres, że czas, który nam został dany, spędzę na tym, żeby opiekować się tobą najlepiej, jak potrafię. - Wjechał na parking pod kompleksem, zaparkował, zgasił silnik i odpiął pasy. Odwrócił się do niej bokiem, przysunął bliżej. - O czym myślisz? - zapytał cicho, składając na jej policzku czuły, powolny pocałunek.

psotnica
owca
bring it on
21 y/o
For good luck!
165 cm
Stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
I put the sex in sexy,
Shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Zerkała naprzemiennie- raz to na niezdrowo błękitny napój udający borówkę, raz na Ezequiela. Patrzyła na eleganckiego neurochirurga z zadowoleniem delektującego się bombą cukrową w skruszonym stanie stały. W życiu nie podejrzewałaby kogoś takiego, jak on, o miłość do tego rodzaju schłodzonego napoju. Zanim go poznała, wydawał jej się opanowany, profesjonalny, elegancki, nieprzystępny i cholernie pociągający. Im bliżej siebie byli, tym bardziej Sophia rozumiała, że może i faktycznie był dystyngowany, ale na pewno nie grobowo poważny. Garcia miał w sobie tą nieskończenie zaskakującą i uzależniającą lekkość. Nieuchwytne ciepło, które ją do siebie przyciągało. Jego niewybredne żarty sprawiały, że kącik ust Torres sam unosił się ku górze. Fascynowało ją to, jak bardzo był naturalny, niewymuszony i... po prostu miły. Nie znała wielu ludzi jego pokroju, a wiec towarzystwo Eze było jej niesamowicie cenne.
No i wydawał się być jedyną osobą, która dostrzegała ją w całości.
-Nie jest złe.- wydała werdykt na temat borówkowego płynu do chłodnic, przeciągając przy tym sylaby zupełnie tak, jakby w każdej chwili mogła zmienić zdanie.- Daj.- po raz kolejny zabrała mu kubek z mrożonym napojem, jednak tym razem go nie oddała. Zachowywała się troszkę tak, jakby od samego początku był jej dedykowany.
W ciszy obserwowała to, jak napiął mięśnie w momencie, gdy rzuciła w niego tym pytaniem. Zmrużyła lekko oczy, jakby starając się przyjrzeć mu ponad jego słowa, starając się nie pozwolić im wpłynąć na jej osąd. Przerzuciła spokojnie kosmyk włosów za ucho, wsłuchując się uważnie we wszystko, co jej przekazał, skupiając się na ruchu jego warg. Dość tragiczna historia sąsiada sprawiła, że Torres nadęła lekko usta w dziubek zastanawiając się, czy powinna to w jakiś sposób komentować. Ostatecznie stwierdziła jednak, że jest to sprawa tak kluczowa, że powinna pozwolić mu na nieprzerwalny strumień świadomości. Zasługiwał na to, by i ona usłyszała jego, w taki sam sposób jak robił to Garcia.
Dopiero w momencie, gdy odwrócił całą narrację w jej kierunku, wyprostowała się i zamrugała szybko, jakby wyrwana z jakiegoś transu. No właśnie- czego ona tak właściwie chciała? W momencie, kiedy rzucił jej to nieświadome wyzwanie, poczuła w środku lekkie ukłucie. Coś, co bez obawy można by nazwać rozczarowaniem, ale... Przeniosła spojrzenie gdzieś za okno po stronie pasażera, jakby starając się odnaleźć wytłumaczenie swojego aktualnego przeżywania.
-Nie wiem.- odpowiedziała mechanicznie i dość obronnie, gdy spytał o jej myśli muskając jednocześnie ciepły policzek dziewczyny. Dopiero po chwili odetchnęła i przewróciła oczyma zasysając się na slushy.- To znaczy.... ugh.- podjęła, ale porzuciła temat zaraz potem czując, że to, co pcha jej się na usta nie jest dobrym oddaniem tego, co faktycznie przeżywała. Wzięła więc kolejny głęboki wdech i zmrużyła powieki, jakby medytując nad każdym kolejnym słowem.- Nie wiem jeszcze, czego chcę, Osito. Mam dwadzieścia jeden lat, for fucks sake. Nie myślę teraz o zakładaniu rodziny czy budowaniu ciepłego, domowego ogniska.-jej ton był dość ostry, jakby była wychowawczynią przypominającą uczniowi o jakiejś fundamentalnej sprawie. Przesuwała palcami po zmrożonej powierzchni plastikowego kubka, rozsmarowując delikatnie rosę powstałą poprzez różnicę temperatur, w przedziwny sposób pomagało jej to się skupić.- Ale nie mogę obiecać ci, że ta potrzeba się nagle we mnie nie urodzi. Czuję, że za wcześnie dla mnie, by składać takie deklaracje.- dodała otwierając powieki i spojrzała na niego marszcząc brwi, zupełnie tak, jakby czymś przed chwilą ją uraził.- Nie myślałam o tym wszystkim do tej pory, ale czuję się poirytowana tym, że mi czegoś zabraniasz. Ja też chcę się dobrze bawić, ale nie chcę wyłącznie zabawy. Nie chcę być małpką tańczącą wtedy, kiedy chcesz poczuć się lepiej po kiepskim dniu w pracy.- wbiła wzrok w swój nienaganny manicure, by ostatecznie znów podnieść go w kierunku wejścia do apartamentowca.- Nie wyprzedzajmy więc faktów, Garcia. To, że teraz mówisz takie rzeczy wcale nie zwalnia cię z odpowiedzialności za to, co może się wydarzyć.-schowała slushy do cupholdera, odpięła swoje pasy i również skierowała swoje ciało w jego stronę. Zamknęła jego twarz w swoich drobnych dłoniach zmuszając go do tego, by połączył z nią spojrzenia. Kiedy to zrobił, uśmiechnęła się do niego łagodnie, jakby chciała bez słów dać mu do zrozumienia, że te uszczypliwości i czasem szorstkie uwagi nie są niczym innym, jak tylko aktem. Nędzną próbą osłonięcia własnego serca przed obrażeniami z zewnątrz. Serca, które z każdym kolejnym spotkaniem chciała mu coraz bardziej ofiarować.
Przyciągnęła do siebie jego twarz składając na jego ustach zdecydowany, przepełniony goryczą i pragnieniem pocałunek. Przerzuciła przez niego swoje nogi, by być w jakiś sposób bliżej niego, a jedną z rąk zdjęła z jego szorstkiego policzka tylko po to, by ułożyć jego dłoń na swoim rozgrzanym udzie. Już sam ten pocałunek sprawił, że poczuła to charakterystyczne ciepło przelewające się gdzieś w lędźwiach. Niesforny żar przypomniał o braku bielizny w momencie, gdy przesunęła językiem po jego pełnych wargach.
-O czym myślisz?- wyszeptała znad jego warg, odbijając piłeczkę w jego kierunku, starając się skutecznie odwieźć go od wcześniejszego tematu rozmowy. Przesunęła dłoń Ezequiela głębiej pod swoją ołówkową spódnicę, kusząc go pulsującym ciepłem wydobywającym się spomiędzy jej nóg.-Quiero escuchar cada detalle picante de tus pensamientos ardientes, guapo.

Osito
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Otwieranie się przed kimkolwiek nigdy nie było jego mocną stroną. Ezequiel zawsze szedł w życiu na szczerość aż do krwi i kości i lubił się tym puszyć - jednakże każda rozmowa, która choćby zahaczała o uczucia, natychmiast lądowała w koszu. Nie figurowała na jego codziennej „to do list”. Otworzyć się przed Sofią? Tego też nie miał w planach. Tak samo jak nie planował dowiedzieć się, że w jego głowie rośnie ten pierdolony certyfikat śmierci. Życie jednak lubi robić sobie z nas żarty, jakieś chore parodie, z których mamy się śmiać, jednak za nic w świecie nie jest nam do śmiechu. A kobieta, która w końcu go zaciekawiła, była o dwadzieścia pięć lat młodsza i miała charakter zdolny go zmiażdżyć, zdeptać i jeszcze na koniec splunąć - gdyby tylko jej na to pozwolił. Na całe szczęście… a przynajmniej mu się tak wydawało - Sofia lubiła facetów, którzy potrafią stawić jej czoła. Pomimo tego jej wybuchowego charakterku - czuł, że gdzieś głęboko pod tą całą zadziorną skórą potrzebuje kogoś, kto naprawdę się nią zaopiekuje. I on chciał być tym kimś. Chciał dać jej tyle, ile jeszcze mu zostało. Chciał, choć każdy dzień coraz głośniej walił do drzwi, przypominając, że to jego długie, samodzielne życie zaraz walnie go prosto soczystym liściem w twarz - przypominając mu, że mógł mieć coś więcej - kiedy jeszcze był na to czas. Rodzina? Może kiedyś byłaby w kartach, gdyby mógł realistycznie planować przyszłość.
Dlatego bardzo potrzebował, żeby Sofia to zrozumiała - nie nachalnie, nie na siłę, ale tak, żeby do niej dotarło. Jej reakcja wcale go nie zdziwiła. W końcu znowu narzucał jej swoją wolę, nawet nie pytając o zdanie. A o co niby miał pytać? Na dobrą sprawę nie byli nawet porządnie razem. Nie przegadali też tej najważniejszej rzeczy - że jeśli coś między nimi naprawdę by się rozwinęło, intruz w jego głowie i tak będzie im bruździł w każdej możliwej rzeczywistości. Może ktoś by to zoperował, może nie. Gwarancji nie było żadnej, a szansa na przeżycie i tak ledwie by drgnęła w górę.

Uśmiechnął się kącikiem ust i spojrzał jej prosto w oczy. - Nie chcę ci niczego zabraniać, moja słodka - mruknął, parskając cicho, kiedy zerknęła na swój manicure z tą charakterystyczną, lekko wkurzoną minką, którą uwielbiał. - Chciałbym po prostu planować rzeczy, w których jeszcze mogę wziąć udział. - Ugryzł się w język, bo wiedział, że i tak powiedział za dużo. Położył dłonie na skroniach i zerknął na nią z boku. - Dopiero zaczęliśmy, Torres. Małe kroki… Jestem do twoich usług, - Uśmiechnął się szerzej, przesunął dłońmi po jej udach - bardzo powoli, jednakże świadomy swoich ruchów. Kiedy przerzuciła nogi zwinnie przez siedzenie, chwycił ją mocno za biodra i usadził bokiem na swoich kolanach. Zatopił nos w jej szyi, wciągnął głęboko jej zapach i złożył lwilgotny pocałunek w zagłębienie pod uchem. Usłyszał jej pytanie i uśmiechnął się pod nosem, sunąc już dłonią pod skraj spódnicy - dokładnie tak, jak ona go prowadziła. - O czym myślę? - powtórzył niskim, zachrypniętym głosem. - Nie chciałabyś wiedzieć, mi rebelde.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
owca
bring it on
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Pearson International Airport”