ODPOWIEDZ
24 y/o
OPIEKUN FORUM
163 cm
technik kryminalistyki w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

008.
Doki o wczesnym, zimowym poranku miały w sobie ten mroczny, wprawiający w napięcie nastrój. Tego Daphne nie mogła zignorować. Gdy tylko postawiła stopę na terenie portu, nawet jej senność odpływała powoli pod wpływem czegoś, co zdawało się czaić w mgle i ostrym, zimowym powietrzu. Nie uszło jej uwadze to, że właśnie w tym miejscu zachowało się jeszcze parę starych, miejskich lamp, które wciąż dzielnie oświetlały obszar nawet mimo upływu lat. Ich sodowe światło rozlewało się po betonie, barwiąc mgłę na nieco bardziej chorobliwy odcień. Rozglądała się, trochę z ciekawości, trochę z rosnącej obawy. Nie szła sama, a dodatkowo dookoła roiło się od policji, lecz klimat wciąż dawał jej złudne poczucie niebezpieczeństwa. Jednocześnie naszła ją myśl, że skoro były tutaj takie zabytki jak te lampy, być może było to miejsce warte odwiedzenia poza pracą.
W końcu doczłapała się do miejsca zbrodni, stawiając walizkę ostrożnie na ziemi i przyglądając się scenie, jaka się przed nią rozpościerała. Z daleka wyglądało to tak, jakby leżący bez ruchu facet spadł z wysokości, co było możliwe, bo od razu zerknęła do góry, analizując wstępnie poziom i potencjalną trajektorię upadku. Pewnie chcieli stwierdzić, czy był to klasyczny wypadek, czy może raczej ktoś popchnął biedaka z góry. Gdy podeszła bliżej dostrzegła natomiast ślady, które niekoniecznie pasowały jej do lotu z dużej wysokości. Wręcz przeciwnie, jakby ktoś go tutaj zaciągnął. Ale może się myliła, może jej wstępne oględziny nie będą wystarczające przy dowodach czy opinii koronera. Ten (a raczej ta) ponoć był już w drodze, a technicy mieli skupić się na zbadaniu śladów dookoła ciała. Przynajmniej na ten moment.
Od razu zabrała się do roboty, skupiając się na niej w pełni. Było chyba jeszcze za wcześnie by rzucać zagadkami, zresztą dookoła raczej roiło się od osób, które patrzyły na nią z politowaniem gdy zaczynała rozmowę na swój sposób. Nie jej wina, że tak się nauczyła. Przynajmniej coś wyróżniało ją od tej znanej, nudnej już normy. Niby to była poważna praca i "żarciki" nie były wskazane, natomiast jej zagadki nigdy nie miały na celu śmiania się z kogoś, tym bardziej ze zmarłego. Szkoda tylko, że nikt nie widział tego w ten sam albo chociaż podobny sposób. Czułaby się zdecydowanie luźniej, zwłaszcza dzisiaj, gdy pora dnia i pogoda pozostawiały wiele do życzenia, nadając całość jeszcze bardziej nerwowy klimat.

zaylee miller
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

050.
Doktor Zaylee Miller nie lubiła zimowych poranków. I nie znosiła, gdy na jej stół trafiał kolejny topielec wyciągnięty spod tafli zamarzniętego jeziora. Tylko że tym razem w dokach nie znaleziono żadnego topielca. Telefon zadzwonił o piątej trzydzieści, a technicy podobno już od godziny pracowali na miejscu.
Gdy wysiadła z samochodu, pierwsze, co poczuła, to gryzący chłód wdzierający się pod kołnierz płaszcza. i zapach soli mieszający się z ropą. Port pachniał jeszcze rdzą. A dzisiaj również śmiercią. Zatrzasnęła za sobą drzwi czarnego Forda i naciągnęła rękawiczki. Zawsze zakładała je wcześniej, niż było to faktycznie konieczne. Taki nawyk. Odkąd zaczęła pracę w zawodzie, świat dzielił się dla niej powierzchnie czyste i potencjalne skażone. Poza tym Miller miała fioła na punkcie zarazków.
Podeszła bliżej, a mundurowi odgrodzili taśmę. Kiwnęła głową w ramach powitania, ale bez zbędnych uprzejmości. Nie przyjechała tutaj na ploteczki. Na miejscu była już techniczka, którą Zaylee kojarzyła z wcześniejszych spraw. Była charakterystyczna przez swoje rude włosy. I chociaż była uważna, to często niedoceniana przez swój młody wiek.
Kto go znalazł? — zapytała, kucając przy zwłokach. Ciało leżało na betonie w pozycji, która na pierwszy rzut oka rzeczywiście mogła sugerować upadek. Miller jednak nie ufała pierwszym wrażeniom. Ani swoimi, ani cudzym.
Strażnik portowy — odezwał się jeden z funkcjonariuszy. — Twierdzi, że godzinę wcześniej przechodził tędy i niczego tu nie było.
Zastygła w bezruchu, pozwalając oczom przyzwyczaić się do kontrastów. Analizowała całość, zanim skupiła się na szczególe. Najpierw spojrzała na ręce. Otarcia na knykciach. Potem na twarz i asymetrię obrzęku. Krew przy uchu, ale nie w ilości, jakieś spodziewałaby się przy upadku z wysokości. Ostrożnie przesunęła dłoń wzdłuż linii żeber, wyczuwając pod palcami nieregularność. Uniosła wzrok ku górze, analizując potencjalny punkt upadku. Owszem, była wysokość i była możliwość. Ale w medycyna sądowa nie operowała na tym co możliwe, a na tym, co ciało było wstanie wytrzymać. Zaylee odsunęła delikatnie kołnierz kurtki denara. Na szyi widniał podbiegnięty krwią ślad. To na pewno nie był efekt przypadkowego otarcia.
Daphne, prawda? — spojrzała na na młodziutką techniczkę. — Zabezpiecz dokładnie odzież i podłoże. Interesują mnie włókna, drobiny, wszystko — oznajmiła rzeczowym tonem, przyglądając się podeszwą zabłoconych butów. — Udało wam się coś już znaleźć? — wracając wzrokiem w obręb twarzy van Laar. Nie sprawdzała jej, ale chciała zorientować się, czy technicy wpadli na coś, zanim Miller zdążyła pojawić się na miejscu. Wprawdzie przyjechała raptem godzinę po nich, ale przez ten czas dużo mogło się wydarzyć.

Daphne van Laar
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
24 y/o
OPIEKUN FORUM
163 cm
technik kryminalistyki w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pomimo rzucenia się w wir pracy niemalże od razu, Daphne dostrzegła nadjeżdżający samochód, z którego wysiadła ciemnowłosa kobieta. Nie widziała jej jakoś często, natomiast rozpoznała w niej właśnie panią koroner, z którą najwidoczniej będzie miała okazję dzisiaj współpracować. Na więcej przemyśleń sobie nie pozwoliła, czym prędzej wracając do uważnego badania podłoża i okolic, w którym znaleziono ciało denata.
Dostrzegła natomiast moment, w którym kobieta zbliża się do miejsca zdarzenia i wita się ze wszystkimi pracującymi, czy to technikami, czy to policjantami. Sama przywitała ją krótkim skinięciem głowy, niemalże natychmiast wracając do pracy. Każdy miał swoje zadanie do wykonania, a rozmówki mogli zostawić na potem. Albo na nigdy. Przyzwyczaiła się do tego, że nie każdy chciał rozmawiać na tematy pozazawodowe, zwłaszcza z tak chodzącą (i mówiącą) zagadką jaką była van Laar.
Gdy kucała przy kolejnym śladzie w celu jego zabezpieczenia, mimowolnie zaczęła się przysłuchiwać wymianie zdań między kobietą a policjantem, doskonale radząc sobie z godzeniem tych dwóch czynności na raz. Zmarszczyła delikatnie brwi, głównie pod wpływem słów, choć również i za sprawą tego, że w okolicy nadgarstków denata dostrzegła jakieś włókna. Przyświeciła sobie bliżej lampą, potwierdzając tym samym swoje znalezisko. Po wykonaniu dokumentacji fotograficznej zabrała się za ostrożne zabezpieczanie włókien, czując tylko jak jej intuicja coraz bardziej krzyczy „to nie zwykły upadek”. Na sam koniec dodała jeszcze tylko oznaczenie numerem dowodowym.
Była tak zaabsorbowana swoją pracą, że prawie że podskoczyła na dźwięk swojego imienia, wypowiadany przez głos, w który się wsłuchiwała, ale jeszcze nie znała go na tyle dobrze, by go rozpoznać. Podnosząc wzrok zdała sobie sprawę, że przemawia do niej koronerka.
Zgadza się. — potwierdziła, jednocześnie dodając do tego pojedyncze skinięcie głową. — Jasne, już się robi. Właśnie znalazłam włókna na nadgarstkach, które już zabezpieczyłam. — poinformowała, podnosząc się z kucek i ostrożnie odnosząc zabezpieczone już materiały w odpowiednie miejsce. Gdy wróciła i Zaylee zadała jej pytanie, szczerze się zastanawiała czy podzielić się czymś więcej niż tylko znaleziskiem. Albo może chociaż rzucić zagadką Na chwilę obecną postanowiła jednak przedstawić te mniej pewne konkrety. — Te włókna, przede wszystkim. Dodatkowo na ziemi są widoczne przetarcia liniowe w jednym kierunku. — przy drugim znalezisku wskazała dłonią w rękawiczce miejsce, w którym znajdowały się owe ślady.

zaylee miller
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała świetną pamięć do twarzy i nazwisk. Właściwie, biorąc pod uwagę jej ścisły umysł, miała świetną pamięć do wszystkiego. Na nieszczęście niektórych ludzi była też cholernie pamiętliwa, kiedy ktoś zalazł jej za skórę. Wśród nich byli również technicy, z którymi przyszło jej współpracować, śledczy, inni koronerzy, a nawet sam zastępca komendanta. Pewno było jedno — nikt nie chciał mieć w doktor Miller wroga. Za to kiedy żyła z kimś w zgodzie i symbiozie, zawsze można było liczyć na jej pomoc. Z tego, co kojarzyła, nie z van Laar nie miała żadnych zatarć. Dziewczyna nigdy niczym jej nie podpadła, a ich znajomość opierała się wyłącznie na sprawach służbowych. Pewnie głównie przez różnicę wieku, choć wcale nie traktowała młodej techniczki z góry. O ile ktoś rzetelnie podchodził do swojej pracy, to mógł liczyć ze strony Zaylee na absolutny szacunek i pełen profesjonalizm.
Włókna na nadgarstkach? — powtórzyła po niej, chwytając między palce dłoń denata. Przy bliższym przyjrzeniu się dostrzegła delikatne, ledwo widoczne zaczerwienienia wokół przegubów. Linie skóry w miejscu kontaktu były lekko odkształcone, co sugerowało, że ręce były skrępowane przez jakiś czas. Nie było wątpliwości, że ktoś musiał je związać, zanim ciało znalazło się w tym stanie, a ślady po tym gwałtownym ograniczeniu ruchów pozostawiły drobne otarcia. — Mhm — zamyśliła się na moment, zaznaczając coś skrupulatnie w swoich zapiskach, które później naniesie na protokół.
Zaylee zadarła głowę i spojrzała w górę. No nie, mężczyzna nie mógł po prostu spaść. Miał zbyt mało widocznych obrażeń na ciele, które świadczyłyby o upadku z wysokości i bolesnym lądowaniu na betonie. Po chwili powiodła wzrokiem za ręką Daphne, bo ta wskazała na liniowe przetarcia prowadzące w jednym kierunku. Miller wyprostowała się i zrobiła kilka kroków, po czym przykucnęła przy wskazanym miejscu, uważnie lustrując je wzrokiem w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby okazać się przydatne w jej pracy. Na pierwszy rzut oka nie dostrzegła ani śladów krwi, ani żadnych podejrzanych wydzielin, które byłyby wskazówką.
Zabezpieczysz to dla mnie? — zwróciła się do van Laar. — Chcę wysłać próbkę do laboratorium. Muszę mieć pewność, że niczego nie przeoczymy — posłała jej lekki, ale szczery uśmiech. — Ktoś mógł go tutaj przeciągnąć — dodała po chwili, ściągając w zamyśle brwi. — Może pomyślał, że ktoś nabierze się na ten niefortunny upadek z wysokości. Ale tym zajmą się śledczy. Masz jakieś sugestie? Pierwsze wrażenie? Domysły? — zainteresowała się, chcąc poznać tok rozumowania techniczki. Zawsze intrygowało ją, w jaki sposób inni ludzie ze świata kryminalistyki spostrzegają podobne sytuacje.

Daphne van Laar
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
24 y/o
OPIEKUN FORUM
163 cm
technik kryminalistyki w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mimo wszystko Daphne była ostatnią osobą do zadzierania z ludźmi z dużo większym bagażem doświadczenia w świecie kryminalnym. Pracowała tu od wielu miesięcy i już właściwie przyzwyczaiła się do tutejszej rutyny, natomiast zawsze szanowała osoby starsze od niej – czy to wiekiem, czy stażem w pracy. Mogła mieć swojej odchyły, czyli na przykład zagadki, natomiast nie dało jej się odmówić profesjonalizmu czy zaangażowania w każdą sprawę czy dowód. Jeśli miała komuś podpaść to pewnie przez jakąś przypadkową, kąśliwą uwagą, od których jednak wzbraniała się przed nimi przy poważnych sytuacjach. Zazwyczaj jej się to udawało, natomiast mając skłonności do śmiania się w absurdalnych wręcz sytuacjach tylko panikowała za każdym razem, nie chcąc zaśmiać się przy czymś, co wcale zabawne nie było. Skoro natomiast nie miała za bardzo do czynienia z Zaylee, a ich dotychczasowe przecięcia były pozbawione jakichkolwiek dziwacznych interakcji, może istniała szansa na to, że van Laar zapisze się raczej dobrze w jej księgach.
Tak. Te nawet przykleiły się do skóry pod wpływem temperatury i wilgoci. — to był co prawda szczegół, ale mógł okazać się ważną poszlaką. Ewentualnie przeszkodą, bo wszechobecny ziąb lubił też utrudniać pracę takim jak ona. Śnieg mógł zawsze przysypać jakieś ważne ślady lub sprawić, że zwyczajnie łatwo było je ominąć. Dlatego liczył się czas, zwłaszcza przy tak paskudnej pogodzie i wczesnej porze.
Gdy Miller rozważała wszelkie możliwości, rozglądając się dookoła, Daphne przyglądała się zarówno otoczeniu, jak i reakcji kobiety. Nie była pewna, czy przypisać to jedynie doświadczeniu czy może zaangażowaniu w jej własny fach, ale z miejsca pomyślała, że denat był teraz pod dobrymi rękami. I to wcale nienależącymi do niej samej, bo ona była tutaj tylko od dowodów, które mogły jedynie pomóc rozwiać jakieś wątpliwości. A tych przy tej sprawie było dość sporo, przy czym każdy kolejny dowód tylko utwierdzał młodą techniczkę w przekonaniu, że zadziało się tutaj coś więcej niż można było dostrzec gołym okiem.
Oczywiście. Już biorę się do roboty. — gdy tylko uporała się z poprzednim dowodem, zajęła się kolejnym. Procedury były te same – najpierw zdjęcia, potem pobranie próbki i odpowiednie jej zabezpieczenie, a potem doklejenie kolejnego numeru dowodowego. Pracowała skrupulatnie, w absolutnej ciszy ze swojej strony, choć cały czas słuchała słów Zaylee. Nie zdziwiła się natomiast, gdy z jej ust padł podobny wniosek, z którym biła się w myślach od dłuższej chwili. Ba, poczuła nawet lekką dumę, że była w tej kwestii zgodna z osobą z bogatszym doświadczeniem. Dla osoby na etapie „już nie początkujący, ale wciąż nie ekspert” to było bardzo przyjemne odczucie. Uniosła natomiast brew, gdy została poproszona o swoją opinię, ale nie zwlekała z nią długo. — Mam podobne wrażenia. Widzę niespójności z typowym upadkiem, gdzie już kilka elementów nie pasuje do tej układanki, a wciąż nie zbadaliśmy wszystkiego. — przedstawiła tym samym swoje zdanie, podnosząc się z kucek po pracy z dowodem.

zaylee miller
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Właściwie natychmiast umiała wyrobić sobie opinię na temat poszczególnych ludzi. Nie wystarczyło jej, że ktoś zyskuje przy bliższym poznaniu, bo dla niej pierwsze wrażenie było niepodważalnym wskaźnikiem wartości człowieka. Była przekonana, że prawdziwa natura ujawnia się w sposobie, w jaki ktoś wykonuje swoje obowiązki, a każdy, kto pozwalał sobie na niedbalstwo w pracy czy brak inicjatywy, automatycznie znalazł się w jej oczach poza granicą szacunku.
Miller nie tolerowała przeciętności ani pośpiechu wykonywanego kosztem jakości i nawet najmniejsza niedoskonałość w działaniu drugiej osoby wywoływała w niej poczucie irytacji. Nie przemawiały do niej żadne argumenty o tym, że ktoś może zrobić fatalne pierwsze wrażenie, a później odkryć w sobie zalety, które zrównoważą początkowy brak ogłady. W jej świecie, w którym każdy szczegół miał znaczenie, czasami nawet drobny błąd w dokumentacji, nieczytelny komentarz czy nieodpowiednie spojrzenie były wystarczające, żeby uznać kogoś za niekompetentnego.
Ten perfekcjonizm nie ograniczał się wyłącznie do jej własnej pracy, oczekiwała tego samego od wszystkich, którzy mieli z nią styczność, począwszy od śledczych, przez techników laboratoryjnych, aż po analityków. Miała też wyjątkowo wyostrzony zmysł obserwacji. Wystarczył drobny grymas, niechlujnie złożone papiery i niestosowny ton głosu, żeby w jej głowie załączyła się czerwona lampka. Takie szczegóły nie umykały jej uwadze. Każde działanie musiało być precyzyjne i zgodne z najwyższymi standardami. Tolerowanie błędu, choćby tego najmniejszego i niezamierzonego, byłoby sprzeczne z jej zasadami. No bo jak można przeoczyć coś, co mogło zagrozić zarówno pracy zespołu, jak i bezpieczeństwu procesu śledczego?
Denat niewątpliwie nie mógł trafić lepiej. Pewnie zabrzmiałoby to zajebiście nieskromnie, ale Zaylee była świadoma swoich umiejętności i potencjału. Była jedną z najlepszych koronerek w prowincji. A może nawet w Kanadzie? Wszyscy śledczy, z którymi kiedykolwiek przyszło jej współpracować, zawsze wychwalali ją pod niebiosa.
Ponownie przyklęknęła przy zwłokach. Ciało było wychłodzone, ale ubrania na denacie suche. Uwzględniające warunki otoczenia, temperaturę, jaka była teraz i biorąc pod uwagę, że nocą zeszła nawet do kilkunastu stopni poniżej zera, to z szybkiej kalkulacji wynikałoby, że śmierć nastąpiła koło północy. Ale bardzo prawdopodobne, że ciało ktoś tutaj przywlókł. Może nawet z jakiegoś pomieszczenia.
Przetarcia linowe urywają się w przy pomoście. Może ktoś przetransportował je łodzi. Ale to już działka śledczych — skinęła głową, przypominając sobie, żeby nie bawić się w samozwańczego detektywa. Za często współpracowała ze swoją narzeczoną z wydziału zabójstw. — Gdyby faktycznie stąd spadł, dostrzegłabym jakieś urazy. Więcej wykaże sekcja, ale nie widzę połamanych kończyn ani rozłupanej czaszki. Ilość krwi i wydzieliny jest śladowa. Jeśli ktoś chciał upozorować upadek z wysokości, to niespecjalnie się postarał — mruknęła, wyciągając ręce denata z odzienia wierzchniego i obróciła go na brzuch.
Podciągnęła mu koszulkę, odnajdując odnajdując kilka siniaków, ale one też nie miały nic wspólnego z upadkiem. Ktoś musiał go kopać. Albo okładać czymś ciężkim. Może metalową rurką? Krwiaki były owalne i nabierały zielonego koloru, więc nie powstały w przeciągu kilku godzin. Bardziej kilku dni.
Długo pracujesz w policji? — zagadnęła Daphne, która dalej zabezpieczała ślady. Skoro przyszło im być tutaj razem, warto jakoś zapełnić czas rozmową. O ile dziewczyna była tak wielofunkcyjna, jak Miller.

Daphne van Laar
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
24 y/o
OPIEKUN FORUM
163 cm
technik kryminalistyki w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W kwestii relacji zawodowych Daphne miała wręcz podobne podejście, choć ona traktowała każdą nową rzecz jak notatki do profilu danej osoby. Nie była osobą wyżej postawioną w hierarchii, przez co też było to dla niej bardziej dodatkowe źródło informacji, z czym niewiele mogła właściwie zrobić. Mogła jedynie sama się dostosować, by owoc ewentualnej wspólnej pracy z jakąś osobą wyszedł na tyle dobrze, by i jej nie dostało się rykoszetem. Zazwyczaj kończyło się to u niej wewnętrznym narzekaniem i odwalaniem większości obowiązków za innych, bo dla takich ludzi to była przecież tylko praca. Tyle, że akurat ten zawód nie był taki lekki jak bycie kelnerką czy baristą, nawet z perspektywy technika. I nie podobało jej się, gdy ktoś lekceważył sobie powagę, czy to swojej pozycji, czy swoich obowiązków. Nie czuła się jednak na tyle wartościowa, by otwarcie wyrażać swoje niezadowolenie.
Mogła natomiast skupić się na swoich obowiązkach, co robiła wyjątkowo dobrze. Dość szybko wślizgnęła się w ten świat, nawet mimo wstępnych problemów związanych z barierą językową czy światem, gdzie nie mogła już dłużej polegać na dobroci rodziców. Jako, że też czuła się w tym świecie niczym ryba w wodzie, jeszcze lepiej przychodziła jej praca z dowodami, nawet jeśli musiała część rzeczy wykonywać za innych. Szczerze? Czasami wolała coś wykonać sama, mając wtedy pewność że coś było należycie wykonane, a nie zrobione na odwal. Też jak widać nie cechowała ją przesadna skromność, natomiast mając dwie takie porządne kobiety w tak trudnym środowisku świat mógł czuć się nieco bardziej bezpiecznie. Ale Daphne i tak jeszcze nie dorastała nawet Zaylee do pięt, mówiąc chociażby o samym generalnym doświadczeniu i podejściu.
Słuchała wnikliwie wniosków Zaylee, notując je w swojej głowie w razie czego. Akurat ona śledczą nie była, jedynie technikiem, natomiast szersze zrozumienie całego zajścia było tak czy siak wymagane nawet w jej profesji. Co prawda zabezpieczała ślady i potem zajmowała się ich analizą, natomiast wielokrotnie to właśnie dowody bywały decydujące w dość pogmatwanych przypadkach. Takich jak ten – niby upadek, ale jednak nie do końca.
Jeśli ktoś był niechlujny, z pewnością to wyjdzie na jaw nie tylko w sekcji, ale i w dowodach. A mamy już kilka punktów zaczepienia. — odpowiedziała, przyglądając się pracy Miller. Oprócz włókien z nadgarstków zgarnęła jeszcze grudki ziemi z butów denata, co z kolei mogło ułatwić dojście do właściwego sprawcy. Może podłoże z miejsca, gdzie denat faktycznie zginął?
Kilka mies… A nie, przepraszam. Będzie już ponad pół roku. Ale ten czas zleciał. — dopowiedziała aż pod nosem, unosząc brwi przy okazji po uświadomieniu sobie tej rewelacji. Nie przerywała natomiast swoich czynności, dobrze radząc sobie w tym multitaskingu. Na samym początku miewała problemy przez nieco inny język i przyzwyczajenie, ale po takim czasie radziła sobie całkiem nieźle. — Stawiam, że to ledwie niewielki ułamek w porównaniu do twojego doświadczenia. — przez chwilę się wahała czy zwrócić się do niej per „pani”, ale nie chciała też brzmieć za sztywno. Dla pewności zerknęła w kierunku pani koroner, odrywając się chwilowo od swojej pracy.

zaylee miller
Lin (shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody
34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uważnie obserwowała każdy ruch van Laar, świadomie nie ingerując w jej działania. Wiedziała, że najlepiej pozwolić technikom pracować we własnym rytmie, bez niepotrzebnych komentarzy czy wskazówek. Jako koronerka miała z nimi do czynienia częściej niż z kimkolwiek innym. To oni jako pierwsi przyjeżdżali na miejsce zdarzenia, jeszcze zanim ona zdążyła dokonać wstępnych oględzin i to oni często nadawali ton całej procedurze. Z nieukrywanym zainteresowaniem przyglądała się detalom. Nawet sposób, w jaki Daphne układała narzędzia, wydawał się starannie przemyślany. Miller automatycznie porównywała jej metody z tymi, które znała od innych specjalistów, zastanawiając się, ile z tego wynika z naturalnej intuicji, a ile jest efektem starannie wypracowanych nawyków, zdobytych w ciągu kilku miesięcy doświadczenia w zawodzie.
Oczywiście, że tak — odparła, kiedy sama skończyła pobierać do fiolki próbki krwi. Odłożyła ją do specjalnej przegródki w neseserze i zaczęła sporządzać raport. Udokumentowała odległość od pomostu i wysokość, z której rzekomo miał spaść denat oraz inne, potencjalne ślady widoczne na miejscu zdarzenia. — Jeszcze nie wiemy, kim jest ofiara? — zerknęła na dziewczynę, chcąc się upewnić, czy przy mężczyźnie nie znaleziono żadnego dokumentu potwierdzającego tożsamość. Sięgnęła do kieszeni w ubraniach, ale niczego w nich nie znalazła, poza pękiem kluczy, które podała van Laar, aby mogła zdjąć z nich odciski palców.
Zaczęłam pracować dla policji właściwie od razu po skończonych studiach medycznych — zaczęła, przypominając sobie swoje początki w TPS. Koledzy po fachu zwracali się do niej nowa i na tamten moment powoli godziła się z faktem, że już zawsze będzie mieć taką ksywkę. W dodatku nie potrafiła wyważyć swojego podejścia. Albo za bardzo angażowała się w pracę, albo autopsje ją przerastały i nie potrafiła się odnaleźć. Ale każdego kolejnego dnia nabierała coraz większego przekonania, że chce być najlepszą koronerką w prowincji, tak bardzo lubiła grzebać w ludzkich zwłokach i babrać się w śmierci. — W tym roku będzie już dziewięć lat. Ale to wcale nie jest taki imponujący wynik — dodała, żeby Daphne absolutnie nie sugerowała się jej stażem pracy, przy którym jej własny wypadał dość blado. Każdy od czegoś zaczynał i każdy był kiedyś nowy.
Warto wspomnieć, że Miller spotykała na swej drodze o wiele bardziej doświadczonych lekarzy medycyny sądowej, czy chociażby śledczych. Jej narzeczona pracowała w policji niemal przez ćwierć wieku, co w porównaniu z doświadczeniem Zaylee wydawało się całą wiecznością.
Od zawsze wiedziałaś, że chcesz się tym zajmować? — wskazała wymownie podbródkiem na miejsce, w którym van Laar właśnie zabezpieczała kolejne ślady. Dobrze, że dziewczyna nie zwracała się do niej per pani, wtedy na pewno poczułaby się jak staruszka, a przecież wcale nie była od niej wiele starsza. Daphne mogła być co najwyżej w wieku jej młodszego brata, więc dziesięć lat różnicy faktycznie mogło stanowić przepaść, ale dekadę temu.

Daphne van Laar
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port of Scarborough”