-
We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Próbujemy to ustalić. Na pewno znaleziono ją nieprzytomną w opuszczonej ruderze. - tyle mógł powiedzieć. Miejsce zostało przeszukane i znaleziono w nim odciski poszukiwanego. Niestety w okolicy nie było kamer, więc ciężko było ustalić gdzie sprawca uciekł Oby tylko nie był już w drodze za granicę... Niby w świat poszedł list gończy ale jak ktoś ma układy, znajomości i pieniądze to cóż...
- To dobrze. - rzucił krótko, bo naprawdę nie chciał, by młodszej Bennett stało się coś złego. Może jego relacja z Cath aktualnie była dość... burzliwa i stojąca pod ogromnym wykrzyknikiem ze znakiem zapytania, ale to nie znaczyło, że miał życzyć źle jej rodzeństwu, czy być na nich zły - bo bądź co bądź, nic złego mu nie zrobiło.
David zmarszczył brwi, bo co miało znaczyć jakimś chłopakiem?
- Rozumiem. Pewnie nie jest łatwo, ale wiesz może chociaż co to za chłopak? Gdzie mieszka? Czy ma jakieś hobby? - pytania padały jedno po drugim, jak serie z karabinu. Dla Harrisona były to absolutne podstawy. Kilka kolejnych cisnęło mu się jeszcze na usta, jednak ostatecznie uznał, że na razie poprzestanie na tych trzech. Jeżeli chodziło o pytanie związane z zamieszkaniem, to David uważał je za dość ważne by w razie co wiedzieć, gdzie należałoby się udać, gdyby Cama nie wróciła do domu i nie odbierałaby telefonu. Jasne, jego mieszkanie nie musiało być pewniakiem w kwestii pobytu ale zawsze stanowiło jakiś procent szans. Natomiast jeśli chodziło o hobby, to Harrison uważał, że pasje w pewnym sensie kształtują człowieka tj. mówią coś o jego charakterze oraz sposobie myślenia.
Czekał aż Mary się wybudzi, jednocześnie podziwiając Cath w akcji i nie komentując słów skierowanych do Nancy o tym, żeby nie zwracała na niego uwagi. W sumie gdyby nie ta akcja, to pewnie zaraz kończyłby jeść. Wzrok swój przeniósł na musakę, która leżała tam, gdzie została zaserwowana i położona przez kelnerkę.
- Dobrze, dobrze. Skoro tak mówisz... gdyby jednak nagle zaczęło Cię boleć to nie bagatelizuj tego i pojedź do szpitala. - odparł, choć zdawał sobie sprawę z tego, że powiedział coś oczywistego - ale po prostu nie chciał, by Cath olała ból, bo mogło się okazać, że coś jednak było na rzeczy i nie zostanie wyleczone jedynie lekami przeciwbólowymi.
Skinął głową w odpowiedzi i już otwierał buzię by coś powiedzieć ale ostatecznie tylko wypuścił powietrze z ust co wyglądało tak, jakby poczuł ulgę, ponieważ Mary zaczęła się wybudzać. Dobra robota Cath. pochwalił Bennett w myślach.
David również zaczął szukać telefonu wzrokiem i gdy go dostrzegł, wstał czym prędzej i podszedł do niego, by następnie wręczyć go Mary.
- Odwiozę Panią do domu. Pamięta Pani swój adres? - zapytał, ponieważ nie wiedział, czy po takim szoku, kobieta nie miała problemów z pamięcią.
- Także zapraszam do auta. - dodał, pomagając kobiecie wstać i mając cichą nadzieję - nieważne, że nadzieja matką głupich - że Cath pojedzie z nimi.
Catherine Bennett
-
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiCzas przeszłypostaćautor
Powiedzenie, że ich relacja była burzliwa to delikatne niedopowiedzenie. W środku Cath aż gotowała się od sprzecznych emocji. Z jednej strony miała ochotę uderzyć go w twarz i wykrzyczeć, że jest dupkiem. Z drugiej strony ta mała część niej sprzed kilku lat cieszyła się na jego widok i po prostu miała chęć się do niego przytulić i nigdy nie puszczać. I Cathy zdecydowanie zamierzała słuchać tej pierwszej ewentualnie: druga była zbyt romantyczna i wyidealizowana. Być może kilka lat temu by na to poszła, ale na pewno nie teraz. Kiedy to wszystko się zaczynało byli ledwo dzieciakami wkraczającymi w dorosłość. Pełni buntu, marzeń i nadziei na dobrą przyszłość. Catherine mogła powiedzieć, że ruszyła z tego etapu i nie widziała za bardzo do niego powrotu.
Z drugiej strony: była najzwyczajniej w świecie ciekawa co się u niego działo i jak znalazł się w Toronto. Zdawała sobie sprawę z tego, że w czasie gdy kontakt się urwał u niego zapewne także się pozmieniało. I zapewne gdyby to był ktokolwiek inny zapytałaby o to. Tylko, że w tym przypadku nie wiedziała czy chce znać odpowiedzi. Łatwiej było nie wiedzieć dlaczego wtedy przestał pisać i założyć, że po prostu mu się znudziła albo kogoś poznał i nie wiedział jak to zakończyć. Byli młodzi, nawet byłaby skłonna to zrozumieć.
- Ze zdjęcia i wiem piąte przez dziesiąte - zmarszczyła brwi Catherine. O ile interesowały ją znajomości jej rodzeństwa o tyle w głębokim poważaniu miała miłostki szkolne nastolatek. Te zmieniały się bardzo szybko i ona czasami nie nadążała. Sama Cam randkowała często i zawzięcie. I równie szybko traciła zainteresowanie. - Cam pewnie jest bardziej na czasie i wie więcej, mogę spróbować ją wypytać - wzruszyła ramionami. To raczej nie powinno być trudne. Co prawda nie wiedziała o co pytać, ale czuła że to ważne. Zresztą, gdyby była to sprawa życia i śmierci to nawet przełknęłaby dumę i wysłała samego Davida do rozmowy z nastolatką.
- Oczywiście - że nie. Nie zamierzała jeździć po lekarzach w takich błahych sprawach. Już pomijając fakt, że musiałaby kogoś zaangażować w ewentualną podwózkę i pomoc - nienawidziła szpitali. Spędzała u lekarzy i na salach zbyt dużo czasu. Nie przepadała za zapachem, klimatem i całą resztą. Jeśli zamierzało boleć mocniej planowała wziąć tabletki przeciwbólowe i udawać, że jest okej. W końcu samo kiedyś musiało przejść, prawda?
- Może i jestem stara, ale pamięć mam dobrą - odpowiedziała Mary, pocierając czoło i siadając samodzielnie. Wciąż była nieco blada, ale Catherine odetchnęła z ulgą. Jeśli narzekała to nie było z nią aż tak źle. - Cath? Pokierujesz Pana? Wciąż kręci mi się w głowie - pożaliła się kobieta. Catherine wiedziała, że kelnerka po prostu nie chce wsiadać sama do samochodu kogoś obcego. Cath za to nie chciała mieć do czynienia z Davidem więcej niż to było konieczne. I przegrała to starcie: nie mogła odmówić Mary, nawet gdyby chciała.
- Tylko jeśli to będzie w porządku - spięła się, zwracając do mężczyzny. Nie lubiła prosić o pomoc i mieć przysług i kogokolwiek. Zwłaszcza byłych (?) chłopaków, którzy wracali nagle do jej życia z buciorami. Z drugiej strony: Mary była dla niej jak druga matka. Czekała, aż kobieta połączy kropki i zorientuje się, że ma do czynienia z akurat tym Harrisonem. Na jej korzyść przemawiało omdlenie i chwilowa słabość umysłu.
- Wezmę twoją kurtkę Mary, ty tu zostań - poprosiła.
David Harrison