Nabrał ciężko powietrze w płuca i przez chwilę chciał jej powiedzieć, że kurwa go nie zapytał,
co on tutaj robił, no bo przecież był z Pablo, wydzierali się na siebie byli pewni, że on ich nie widział. A Madox po prostu jak zwykle znalazł się w odpowiednim miejscu, o odpowiedniej porze... no i jednak wszystko widział. Szkoda tylko, że zupełnie nie słyszał o czym rozmawiali. Ale to była szybka akcja, zanim on się ruszył, to już było po. Przez myśl mu przeszło, że może mu się to przywidziało? Ale nie, na pewno nie. Wiedział co, i przede wszystkim kogo, widział. I zaraz wyjaśnił to Pilar. A już po chwili to dzielił się z nią swoimi obawami. I przecież on normalnie takich rzeczy nie robił, nie panikował, nigdy, bo z każdej sytuacji znajdował jakieś wyjście, to po koksie, na zjeździe, czasem
zawsze miał takie odpały, jak dzisiaj.
-
A skąd ty to możesz wiedzieć Pilar? - wypalił od razu, bo jak on wcześniej już trochę się przekonał do matki, po tym ich znalezisku w dziurze pod podłogą, tak teraz znowu zaczynał wątpić. Odzywały się paranoje. Paranoiczne.
-
No i co? Powiedzieli ci, cześć Pilar, my naprawdę się kochamy? - aż strzelił oczami na te jej słowa. I może nawet zrzędził by dalej, bo Noriega na zjeździe naprawdę zamieniał się w jakiegoś Zrzędka, ale wtedy napisał mu Pablo.
I Madox znowu zaczął, snuć jakieś teorie o tym, jak Pablo już wie i chce ich zabić. A Pilar zaczęła na niego krzyczeć.
-
No gdzie kurwa? - rzucił tylko, bo gdzie miał się zatrzymać? Na środku niczego? Kiedy ryknęła na niego znowu, to skręcił gwałtownie i stanął na jakiejś zatoczce, właśnie po środku niczego. Strąbił ich jakiś inny samochód, ale Madox wystawił się przez okno i pokazał gościowi dwa faki, a tamten chyba trochę się przestraszył tych wytatuowanych łap za złotym zegarkiem wystających z czarnego Bentleya i wyminął ich dużym łukiem.
-
Pilar... - zaczął, kiedy kazała mu wysiadać, ale przecież ona nawet nie zaczekała na to co on powie i już leciała dookoła samochodu. Zaraz mu się pewnie oberwie, czuł to w kościach, nawet przez chwilę myślał o tym, żeby zablokować drzwi i trochę się z nią podrażnić, ale finalnie... wysiadł. Zanim w ogóle zdążył dobrze za sobą zamknąć drzwi, to ona już go szarpała na te tylne, już przypierała go do gorącej karoserii, czuł ją nawet przez koszulkę, ten pierdolony czarny samochód, rzeczywiście nagrzewał się jak nie wiadomo co. Nawet miał jej to powiedzieć, ale ona już układała ręce na jego policzkach i kazała mu słuchać i patrzeć. Utkwił ciemne tęczówki w jej pięknych, brązowych oczach. A ręce ułożył na jej biodrach oplatając ją w talii.
-
Ale... - i znowu chciał jej mówić, że skąd ona może to wiedzieć, że jego matka mogła ich cały czas oszukiwać, nadal może. Może robią to wszystko, żeby ich zabić? Dużo jeszcze miał innych takich myśli, co jedne to gorsze. Ale ona wciąż mówiła, a on wciąż patrzył w te jej ogniste, piękne oczy.
-
Czerwony konik, co to kurwa za pomysł? - chociaż to musiał zanegować. Czerwonego konika. Ale w zasadzie... to był dobry pomysł, skoro mała lubiła konie i kolor czerwony. Nabrał mocno powietrze w płuca, a później wypuścił je w jej szyję, w odkryty dekolt.
-
Dobra... Calma... - mruknął w końcu, chociaż nie był do końca przekonany. Madox na zjeździe był po prostu nieznośny, w klubie często go wtedy wysyłali do domu, albo do biura, żeby nie chodził i nie wkurwiał wszystkich dookoła swoimi paranojami. A w Emptiness miał ich też wiele. Ostatnio na przykład wszyscy ludzie, którzy siedzieli przy barze według niego byli z policji i przyszli go zgarnąć. Nikt jednak tego nie zrobił. Ale Maddie musiała troje wyprosić, bo bardzo źle patrzyło im z oczu.
Pilar też trochę źle patrzyło... Ale bardziej tak jakby była na niego wkurwiona. Bo pewnie była. Pewnie się bardzo na niego o to wszystko zdenerwowała. Oczywiście, że już sobie dopowiadał i tworzył niestworzone historie, chociaż kiedy oparła swoje czoło o jego skroń, kiedy schowała te piękne, błyszczące oczęta pod powiekami, to on też na moment przymknął oczy. Wsłuchiwał się w jej oddech i starał się ten swój wyrównać z jej, dopiero teraz dotarło do niego, jak on szybko oddycha, jak wali mu serce. Zdecydowanie za szybko.
Chociaż kiedy go pocałowała, kiedy poczuł na swoich wargach jej ciepłe, pełne usta, to trochę się uspokoił. Oddech zwolnił, a serce szarpnęło, ale bardziej do niej, niż z tych złych myśli kłębiących się pod czaszką.
-
Co? - zapytał od razu, kiedy powiedziała o tych lodach, otworzył oczy i od razu odszukał jej ciemne, przenikliwe spojrzenie -
na lody? - powtórzył. I znowu chciał się odpalić, znowu chciał się nakręcać, że jak ona w takiej sytuacji może myśleć o lodach, kiedy może oni
już są martwi, ale nabrał powietrze w płuca.
Calma.
-
Dobra, niech będą lody - rzucił w końcu i jeszcze spuścił głowę żeby musnąć szorstkim policzkiem jej gładką skórę na szyi, żeby musnąć wargami jej kark, chociaż na moment się w nią wtulając. Nikt go tak nie potrafił uspokoić, jak
jego kobieta. Wyprostował się i oparł znowu plecami o gorącą blachę, uniósł spojrzenie na jej oczy.
-
Niedaleko tego naszego domku było jakieś wejścia na plaże, deptak i coś tam, na pewno będą tam lody, co myślisz? Może chociaż zobaczymy kawałek plaży? - zaproponował. Bo to właśnie mieli robić, siedzieć na plaży a nie zastanawiać się, czy mafia chce ich odstrzelić...
Nie, nie powinien się nad tym zastanawiać, bo znowu się nakręcał.
-
Może nawet jak będziemy mieć farta, to kupimy tam też czerwonego konika? - przechylił na bok głowę. Chociaż to akurat był dość specyficzny pomysł.
Wrócili do auta, deptak znajdował się dosłownie kilkaset metrów dalej i już po chwili Madox przy nim parkował, już o wiele spokojniej. Założył na nos te lustrzane okulary, które znalazł wcześniej u Esme i Lopeza, a potem poczekał na Pilar opierając się o auto, tylko tym razem kiedy dotknął go nagim ramieniem, tej rozgrzanej blachy, to aż odskoczył.
-
Kurwa... Miałaś rację, czarny bardzo się nagrzewa - tym razem już się z nią podzielił tym spostrzeżeniem, a potem złapał ją za rękę i splótł jej palce ze swoimi.
tranquila, cariño 