
002
Plan był prosty: kupić samochód. Jej bordowy Ford, którym jeździła przez niespełna osiem lat miał za sobą już zdecydowanie za dużo przygód, żeby męczyć go w nieskończoność. Nie wspominając nawet nagminnego psucia się w ostatnim czasie, gdzie Daisy więcej czasu spędzała na dojazdach do mechanika, niż jeżdżąc faktycznie samochodem. A przecież nie była biedna — było ją stać na porządne, nowe, lepsze auto.
Może nawet bardzo lepsze? Szczególnie po rozmowie, którą odbyła z Kirą Finch całe dwa dni temu w kuchni przy kawie i pysznych batonach czekoladowych. Chcąc nie chcąc blondynka uświadomiła Whitmore, że samochód powinien oddawać charakter kierowcy, a nie być sugestią daną przez chociażby męża. W końcu to miało być coś tylko jej. Coś czym będzie dumnie parkować przed budynkiem Toronto Sun i jeździć przez miasto, wsłuchując się w głośne basy, lecące z głośników.
I właśnie z takim zamiarem pojawiła się przed salonem samochodowym w piątek o piętnastej. Nie weszła jednak do środka, ponieważ umówiła się z Kirą, że ta pomoże jej w dokonaniu ostatecznej decyzji. Opcji było kilka, chociaż Daisy składania się w stronę błękitnego audii. Nie miała jednak zamiaru zamykać się tylko i wyłącznie na tą opcję. Lubiła mieć wybór. Może będą chciały pierwsze usiąść sobie w kilku jeden po drugim, zobaczyć siedzenia i wnętrze nim udadzą się na jazdę próbną? Szczerze mówiąc, nie miała pojęcia, jak taki proces kupowania samochodu miał wyglądać i to z bardzo prostej przyczyny: nigdy wcześniej przez niego nie przechodziła. Poprzednie samochody dostała po mężu, a jeszcze wcześniej po własnym ojcu. Nigdy nie miała za wiele do powiedzenia w tej sprawie — one po prostu były jej dane. I to też było okej. Dzisiaj jednak miała w końcu prawo zadecydować.
Krążyła przed wejściem, stukając nogą w pojedynczego kamienia, kiedy w końcu w oddali rzuciła się jej znajoma sylwetka i blond czupryna, ukryta pod czapką. Daisy uśmiechnęła się serdecznie i pomachała w stronę Finch.
— Hej — przywitała się grzecznie. Od środy jakoś tak wyszło, że wcale się nie widziały. Jakoś nie było okazji i nawet dzisiaj w budynku nie miały nawet okazji się minąć na korytarzu. — Dzięki, że przyszłaś — skinęła głową, zawieszając spojrzenie na jej szarych oczach. — To co, wchodzimy?
kira finch