Wszystko przekręcił.
Dosłownie.
Przekręcił
w s z y s t k o, co tylko się dało. Jak pięcioletnie, urażone dziecko — wziął sobie pół zdania wyjęte z kontekstu i to na jego punkcie się zafiksował. Dopowiedział własną narrację, która pod żadnym pozorem nie była nawet
blisko tej, którą próbowała przekazać Pilar.
Wątpliwości Stewart
nigdy nie dotyczyły bezpośrednio jego i uczuć, które dzielili. Nigdy w niego nie zwątpiła, chociaż on ciągle sobie wmawiał, że tak właśnie było. A bezpieczeństwo, które było
częścią jej całej wypowiedzi? Użyła, bo przecież był to jeden z niewielu argumentów, który do niego trafiał. Właśnie dlatego, że na wszystko inne zawsze odpowiadał, że miał to
w dupie. Ona nie miała. A przede wszystkim to
j e g o bezpieczeństwa nie miała.
Nie chciała, żeby po raz kolejny się pod nią podkładał. Już i tak wystarczyły jej wyrzuty sumienia za wszystkie poprzednie razy. Katowała się z nimi każdego dnia, zadręczała i desperacko próbowała dążyć do tego, żeby już więcej do nich nie dopuścić. Może Madox i zapomniał gdzie pracował — i przede wszystkim dla kogo — ale ona nie. Balansując pomiędzy półświatkiem, a byciem informatorem policji, wiązanie się z psem było wręcz wystawieniem się na ostrzał, nie wspominając już o ślubie. Przecież na logikę — kto kurwa rozumny robiłby z nim interesy, jeśli jego żoną byłaby policjantka? Jaki mafiozo z Toronto miałby do niego jakikolwiek szacunek? Kto powiedziałby mu jakiekolwiek informacje, które on potem mógłby przekazać policji? Co stałoby na przeszkodzie, żeby go po prostu
odstrzelić za to, co już widział? Pilar myślała o takich rzeczach i to właśnie to stało na przeszkodzie, żeby powiedziała
tak. Nie uczucia, bo tych akurat była pewna, a już na pewno nie to, że w niego nie
wierzyła.
Wcale nie chciała, żeby ją
błagał, prosił i przyznawał rację, zawsze szanowała jego opinie. Nigdy nie oczekiwała, że zmieni dla niej swój punkt widzenia, ale była w tym samym czasie przekonana, że oni jak
d o r o ś l i potrafiliby to przegadać. Madox nie potrafił. Madox potrafił jedynie pierdolnąć pierścionkiem w piach, obrazić się i po prostu
opuścić. Dokładnie tak, jak odpuścił w tamtej chwili, kiedy postanowił nie zabrać jej do Pablo. A zmysły postradał, kiedy zaś oznajmił, że to
ona nie wiedziała, czego chce.
—
Ja nie wiem?! — krzyknęła głośno, aż kilka osób dookoła się za nimi przejrzało. —
Ja chcę być z tobą, Noriega. Tylko tyle i aż tyle. Chce, żebyśmy działali jako zespół. A ty odpychasz mnie przy pierwszej, lepszej okazji. Nie może być po twojemu, to tupiesz nogą i chcesz mnie wysyłać do domu?! — spojrzała na niego z niedowierzaniem, jakby dalej nie dochodziły do niej jego słowa. Jakby to, co mówił, było dla niej tak wielką abstrakcją, że gdyby nie słońce, które paliło jej odsłonięte plecy, śmiałaby myśleć, że właśnie śniła. Że to nie działo się naprawdę. Że on nie stał właśnie przed nią i nie wytykał jej tych wszystkich rzeczy, mówiąc znowu, że w niego zwątpiła, robiąc z niej tą
złą, jakby kurwa nie mogli rozdzielić winy i racji na pół. Tak jak robili to przez cały czas. Nie. Tutaj ona była katem i teraz on postanowił ją ukarać.
—
Nigdy w ciebie nie zwątpiłam — miała odejść. Przetrawić to jakoś, ale przecież nie mogła słuchać tych bredni, które opuszczały jego usta. —
I jak w ogóle możesz mówić, że mam w dupie to, co dla mnie robisz? — spytała z zawodem i aż wykonała krok w tył, jakby teraz to on sprzedał jej policzek prosto w twarz. —
Madox, kurwa, ja się codziennie zadręczam tym, że mogłeś przeze mnie zginąć! Rozpierdala mnie to od środka, a ty mówisz, że mam to gdzieś? — nie wiedziała nawet kiedy, jej ciemne oczy całe się zaszkliły. A przecież Pilar nie płakała. Nigdy. I teraz też nie miała zamiaru, chociaż ilość skrajnych emocji, jakie właśnie czuła, sprawiały, że kurewsko ciężko jej było się powstrzymać. Wszystko ją bolało, ale chyba najbardziej jednak serce. Dokładnie to serce, o które on zapewniał, że będzie przecież dbał. Wiedział, przecież dobrze, jak bardzo Pilar się tego wszystkiego bała, jak ostatnie wydarzenia nadszarpnęły jej psychikę. Nie spodziewała się po nim takiej reakcji. Była święcie przekonana, że po prostu to przegadają, spróbują się dojść, będą się na siebie wydzierać, cokolwiek, ale nie, że on odpuści tak po prostu. A już tym bardziej, że faktycznie sobie pójdzie i odjedzie.
Ona w przeciwieństwie do niego nie miała zamiaru. Był dla niej zbyt ważny, żeby po prostu to sobie odpuścić, dlatego ruszyła wzdłuż licznych stoisk z pamiątkami i zaczęła szukać czegoś
czerwonego dla Aury. Z nerwowo unoszącą się klatką piersiową i raz po raz pociągając nosem, chodziła i szukała. Powiedzieć, że ciężko było cokolwiek znaleźć, to jak nic nie powiedzieć — wszędzie były tylko magnesy albo plastikowy chłam, który pewnie rozleciałby się w kilka minut. A przecież
Matteo był przy kasie. Nie mógł sobie pozwolić na pierwszą lepszą zabawkę, którą córka Pablo mogła mieć na jedno skinienie głowy. Problem w tym, że tutaj było tylko to.
Już miała się poddać. Wrócić do domu i liczyć na to, że jednak na imprezie nikt nie będzie oczekiwał od nich prezentu. Przysiadła na drewnianych schodkach tuż przy plaży, chowając twarz w dłoniach, przy okazji zastanawiając się, co ona miała z tym wszystkim zrobić. Jej myśli ciągle wirowały wokół Noriegi i tego, co jej powiedział, jak złośliwie karał ją za to, że odważyła się mieć inne podejście od niego. Pociągnęła nosem i wtedy przypomniała sobie, że przecież miała w torebce jeszcze kilka skrętów. Mieli palić je razem, ale po tym, co odjebał Madox, to nawet nie było wiadomo, czy jeszcze było jakiekolwiek
razem. Chciał załatwiać sprawy z Pablo sam, to i ona mogła w samotności spalić blanta. Nie miała jednak zapalniczki, dlatego zaraz zaczęła rozglądać się za kimś, kto mógłby ją uraczyć ogniem.
Długo nie trzeba było szukać. Zaraz przy wejściu na plażę pod kolorowym parasolem rozłożony był mężczyzna w podeszłym wieku, palący papierosa. Na pierwszy rzut oka Pilar nie miała pojęcia, co właściwie robił pod tym parasolem, dopiero kiedy podeszła bliżej, zobaczyła liczne płótna pięknie zamalowane obrazami, a dookoła różnego rodzaju spraye.
W pierwszej kolejności spytała faceta o ogień, ale wtedy w jej głowie pojawiła się myśl, że może właśnie
on mógłby pomóc jej w
stworzeniu prezentu dla Aury.
Madox A. Noriega