-
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracjitrzeciczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kira za to wydawała się być osobą, która lubiła przygazować. Cóż, sam wybór samochodu, jakim się woziła świadczył o jej zamiłowaniu do prędkości, ale nawet sposób, w jaki się nosiła, jej ciuchy i styl bycia przemawiał za sympatią do spontaniczności, szaleństwa i dobrej zabawy. A przynajmniej tak czytała ją Daisy. Może mylnie.
Zacisnęła palce na kierownicy, kiedy ponownie znalazła się w samochodzie po załatwieniu wszystkich formalności. Poprawiła jeszcze tylne lusterko, dostosowałą fotel, żeby nie tylko było wygodnie, ale i praktycznie, po czym wsadziła kluczyki do stacyjki i odpaliła furkę. Samochód zabuczał cicho, przyjemnie dla ucha, a wielki, dotykowy ekran podświetlił się, witając je energiczną melodią.
Nie miała zamiar nic na nim klikać, w końcu to miała być tylko jazda testowa. Dopiero jutro w swojej oficjalnej furze będzie mogła sobie poustawiać wszelkie bajery, których nigdy wcześniej nie przyszło jej mieć, a na które była wyjątkowo podekscytowana. Skinęła głową na propozycję Finch, żeby pierwsze pojeździć po mieście.
— Tak jest! — zasalutowała jej wolną ręką, po czym wyjechała z parkingu i dołączyła do ruchu drogowego. Auto prowadziło się dobrze, przyjemnie. Chodziło lekko, a przynajmniej jak narazie. — Ale potem koniecznie do Wendy’s, bo umieram z głodu — miała zamiar tam pojechać, czy Kira tego chciała, czy nie, ale jednak miała nadzieję, że blondynka zabierze się z nią, bo chciała chociaż w ramach podziękowania za dzisiaj kupić jej jakiś dobry zestaw.
Uśmiechnęła się pod nosem na uwagę, że nie musiała się pilnować. Szczerze mówiąc nawet nie próbowała, po prostu jechała przepisowo.
— Często łamiesz prawo swoim Ferrari? — spytała zaczepnie, ale wcale nie złośliwie. Nie miała zamiaru jej oceniać, bardziej niż cokolwiek innego po prostu ją to ciekawiło. Kira Finch cała ją ciekawiła. Wydawała się wyjątkowo ciekawą osobą z interesującymi zainteresowaniami.
Przejechała kilka głównych uliczek Toronto, po czym zgodnie z zaleceniem Finch, skierowała się na zjazd na autostradę. Tam przycisnęła na gazie, jednak wciąż w zakresie limitu, jaki panował na drodze!
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przylgnęła wygodnie plecami do oparcia fotela, kątem oka obserwując poczynania Whitmore. Oczywiście, że ją oceniała. Patrzyła, w jaki sposób zaciska palce na kierownicy i czy w odpowiednim momencie włącza kierunkowskaz. I czy patrzy w lusterka, kiedy wykonuje jakiś manewr. Tak właśnie rozpoznawała, że ktoś był dobrym kierowcą. Daisy radziła sobie za kółkiem całkiem nieźle. Była trochę aż nazbyt ostrożna, brakowało jej pewnej dozy szaleństwa, ale nie można było odmówić jej poprawności.
— Łamać przepisy? Ja? — teatralnie przycisnęła sobie rękę do piersi. — W życiu. Skąd ta sugestia? Bo mam szybki, sportowy samochód? — zaśmiała się, ale bez złośliwości. Szczerze rozbawiło ją, że Whitmore wysunęła takie wnioski. Zresztą całkiem słuszne. Była jednak na tyle rozsądna, żeby nie sprzedawać jej zbyt wiele szczegółów.
Daisy była menadżerką projektu i synową redaktora naczelnego. I chociaż czuła się przy niej zadziwiająco swobodnie, musiała się pilnować, żeby nie palnąć czegoś głupiego, czym mogłaby sobie zaszkodzić. Nie podejrzewała, żeby kobieta miała złe intencje i chciała podkopać pod nią dołek, ale nie mogła obdarzyć jej pełnym zaufanie, bo w ogóle się nie znały.
— Nie tak często, jak ci się wydaje — odparła, co było neutralne i brzmiało dokładnie tak, jak Kira chciała, żeby zabrzmiało. — A ty? Często jeździsz jak nudziara? — zrzuciła zaczepnie, posyłając Daisy rozbawione spojrzenie. — Za pięć kilometrów, zaraz za wiaduktem, masz zjazd z autostrady na jedną z polnych dróg. No co? Musimy sprawdzić, ile wyciąga to cacko — zabębniła palcami o deskę rozdzielczą i znów popatrzyła na Whitmore. — Bez obaw, to prawie puste pole bez przydrożnych drzew. Nie musisz się martwić, że w coś wjedziesz. Poza tym chyba umiesz jeździć, prawda? — trochę ją podpuszczała. Ale tylko odrobinkę! Chciała sprawdzić, czy Daisy faktycznie miała jaja czy było tylko ładną panią menadżerką. Jak okaże się, że jednak to drugie, to będzie nieco zawiedziona.
Daisy Whitmore
-
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracjitrzeciczas narracjiprzeszłypostaćautor
Daisy była dobrym kierowcą, przepisowym, ufała samej sobie za kółkiem, ale przecież na drodze nie tylko ona odpowiadałą ze swoje bezpieczeństwo. Ile to przypadków słyszało się na porządku dziennym, jak pijany kierowca w kogoś wjechał. Ludzie ginęli z cudzej winy, a ona… Swoim zachowaniem próbowała minimalizować szanse wypadku. Temu jeździła zgodnie z limitami.
Zdawała sobie sprawę, że Kira kategoryzowała to jako nudę, jednak jakoś bardzo nie wzięła sobie do serca jej słów.
— Zawsze jeżdżę jak nudziara — wzruszyła ramionami na słowa Finch. — Nuży cię przepisowa jazda i bezpieczeństwo? — zagadała, autentycznie ciekawa odpowiedzi. Nie znała dobrze Kiry, jasne, wydawała się chwilami beztroska, ale jednak Daisy miała na jej temat zdecydowanie za mało informacji, by snuć wnioski. — Jesteś tym typem, który jest uzależniony od adrenaliny? — spojrzała na nią przelotnie, chociaż zaraz jej wzrok ponownie osadził się na drodze. Miała zamiar przejechać autostradą do Richmond Hill i dopiero tam nawrócić, jednak finalnie posłuchała słów blondynki i zjechała w wyznaczonym miejscu.
Tak jak mówiła — przed nimi faktycznie pojawiło się szczere pole i jedna, prosta droga, ciągnąca się przed kilka dobrych kilometrów. Daisy westchnęła głośno, czując jak serce jej przyśpiesza. Czy naprawdę miała zamiar sprawdzić, do jakiej prędkości rozpędzało się to Audii?
— Ale przecież to pewnie będzie jakieś dwieście… — dwieście pięćdziesiąt dokładnie. Taki miało limit. Dreszcz przeszedł wzdłuż jej pleców, a palce mimowolnie zacisnęły się na kierownicy. Bała się. A jednak w tym samym czasie czuła gdzieś w środku… ekscytacje. Ciężkie do nazwania uczucie, które ożywiało jej umysł i podnosiło ciśnienie.
— Dobra — odezwała się w końcu. — Spróbuje — poprawiła się na siedzeniu, złapała w płuca więcej powietrza, wrzuciła wyższy bieg i nacisnęła pedał gazu.
Samochód zawył charakterystycznie i lekko nim szarpnęło. To natomiast wcale nie przeszkodziło, by zaraz rozpędził się ponad setkę. Whitmore nie odpuszczała. Dociskała bardziej.
Sto dwadzieścia.
Sto czterdzieści.
Kiedy licznik pokazał sto sześćdziesiąt, Daisy miała wrażenie, że serce wyskoczy jej z piersi. Waliło jak szalone. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz tak szybko biło. Była przerażona, ale w tym samym czasie również uśmiechnęła się pod nosem, a przy stu siedemdziesięciu zaśmiała głośno.
Rozum wrócił jej dopiero, gdy wskaźnik pokazał sto osiemdziesiąt. To własnie wtedy zdjęła nogę z gazu i pozwoliła, żeby auto wytraciło na prędkości.
— Ja pierdole — wyrwało się jej zupełnie niekontrolowanie. Niby była to taka zwykła rzecz, a jednak jakaś taka… super?
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Po prostu nie przywykłam do takiej jazdy — odparła zgodnie z prawdą, bo rzadko kiedy robiła za pasażera. Ale jeżdżąc z własnymi siostrami dostawała szału, że te starały się jeździć aż do przesady przepisowo. Wtedy naprawdę szło umrzeć z nudów. — Adrenalina to zdecydowanie moje jedyne uzależnione. I papierosy, chociaż to już trochę inna kategoria — i seks, dodała, ale tylko w myślach. Nie będzie przecież gadać o takich rzeczach przy menadżerce projektu!
Finch uśmiechnęła się pod nosem, kiedy Whitmore podłapała jej pomysł i zdecydowała się zjechać z wiaduktu. Nawet nie musiała jej namawiać! Może Daisy wcale nie była aż taką nudziarą? Obserwowała, jak poprawia pozycje i przygotowuje się do startu.
— Spokojnie, nie spinaj się tak. To naprawdę nic takiego — zapewniła natychmiast, bo naprawdę nie było powodów do stresu.
Kiedy samochód nabierał prędkości, Kira z niewzruszonym skupieniem nasłuchiwała pracy silnika. Wskazówka prędkościomierza sunęła coraz dalej, ale nie robiło to na niej efektu wow. Takie wartości były dla niej codziennością. Znacznie bardziej interesowało ją to, jak maszyna dochodzi do tej szybkości. Wyłapywała subtelne zmiany w tonie dźwięku, momenty, w których obroty rosły płynnie, a kiedy pojawiała się krótka, niemal niezauważalna pauza przed kolejnym skokiem mocy. Każdy wibracyjny niuans zdradzał jej stan auta, jego potencjał.
— Nieźle, co? — uśmiechnęła się pod nosem, widząc minę Whitmore. — To są momenty, w których czuję się naprawdę wolna. Najbardziej sobą. I najbardziej na miejscu — rozmarzyła się na moment, ale słysząc, jak absurdalnie to brzmi, aż pokręciła głową. Wcale nie chciała mówić tego wszystkiego przy Daisy. A może właśnie chciała, skoro to zrobiła? Sama już nie wiedziała.
Odchrząknęła i poprawiła na piersi pas bezpieczeństwa.
— Silnik brzmi znakomicie. Jest cichy nawet przy wysokich obrotach. Tak właśnie powinno być. A teraz wykręć i przygazuj go w drugą stronę. A potem z powrotem na autostradę i prosto do Wendy's? — zaproponowała, bo taki był początkowy plan, ale w zasadzie nie wiedziała, czy Whitmore w międzyczasie nie zmieniła zdania. Bo tylko krowy go nie zmieniają, prawda? Może wolała zjeść jednak coś innego? Albo jechać prosto do salonu, żeby dokonać zakupu lub przetestować jeszcze inne samochody?
Daisy Whitmore
-
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracjitrzeciczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dla Daisy to, co właśnie się stało było zdecydowanym wyjściem poza strefę komfortu. Zrobieniem czegoś nie-bez-pie-czne-go, jak przekroczenie prędkości. Może dla Kiry to było nic — zwykłe przygazowanie, pewnie nawet mało zachwycające, blondynka z pewnością osiągała o wiele większe liczby, jednak dla Whitmore to wystarczyło, żeby podnieść jej ciśnienie i przyspieszyć bicie serca.
Dawno się tak nie czuła.
Trochę nawet jakby zapomniała, jak świetną zabawą było robić coś, co ekscytowało lub straszyło, żeby potem móc pławić się w tym przyjemnym uczuciu w ciele realizacji zadania. A ta prędkość… była niesamowita. Niby tak zwykła, a jednak ją poruszyła.
Spojrzała przelotnie na Kirę, gdy podzieliła się nagle swoimi przemyśleniami. Nie spodziewała się tego typu wyznania ze strony blondynki, a jednak było w tym coś urzekającego. Sposób, w jaki mówiła o prędkości, jak o swojej pasji. Było słychać w głosie Finch, że naprawdę kochała samochody. Daisy uśmiechnęła się pod nosem.
— Całkiem… zajebiste uczucie — musiała przyznać. Faktycznie było coś wyzwalającego w mknięciu z wysoką prędkością przed siebie. Tym jak ciało wciskało się w siedzenie, a palce mocniej zaciskały na kierownicy. — Chociaż sto osiemdziesiąt pewnie dla ciebie trochę nudne? — dopytała, spoglądając na nią przelotnie. Nie była to w żadnym stopniu złośliwość, bardziej przyjemna zaczepka, która następnie miała poprowadzić do tego, co Whitmore zrobiła potem. Zatrzymała furę do zera, po czym zabrała się za odpinanie pasa, przy okazji łapiąc zaskoczone spojrzenie Finch.
— Może ty go przygazujesz — uśmiechnęła się szczerze, osadzając dłoń na drzwiczkach. — Sprawdzimy ile Kira Finch jest w stanie wyciągnąć z tej Audiicy — wolną ręką poklepała kieronicę, a potem zabrała się do wyjścia z pojazdu. Czy Kira tego chciała, czy nie, nagle została tymczasowym kierowcą. — Obiecuję, że potem się zamienimy — rzuciła, kiedy mijały się przed maską. Nie miała zamiaru oddawać jej prowadzenia już do końca jazd próbnych, ale… no byłą ciekawa. Finch tak wiele mówiła o samochodach i szybkiej jeździe, a Daisy jakoś nie potrafiła przestać o tym myśleć. O tym i przyjemnym uniesieniu, jakie jeszcze chwile czuła. Było ono wyjątkowo uzależniające.
— A potem już jedziemy na kurczaki do Wendy’s — zaśmiała się, zajmując miejsce pasażera. Od razu zapięła pas i poprawiła się na miejscu. Ten fotel również był wygodny, lekko wygrzany przez tyłek Finch
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nudne? — powtórzyła po niej, nie do końca wiedząc, do czego zmierzała. Szybko zorientowała się jednak, że Daisy miała w sobie ukrytą nutę zadziorności, na co Finch odpowiedziała zawadiackim uśmiechem. — Nie ujęłabym tego w taki sposób. Ale to na pewno wystarczy, żeby zweryfikować moc silnika. Nie da się tego sprawdzić, jeżdżąc przepisowo bocznymi uliczkami Toronto — wyjaśniła, bo przecież nie mogły szaleć po ruchliwych drogach. Nie w biały dzień. Nocne jazdy rządziły się własnymi prawami. Ale o tym nie zamierzała wspominać.
Swoją drogą ciekawe, co by było, gdyby choć mimochodem wspomniała Whitmore, czym zajmuje się hobbystycznie po godzinach. Czy spojrzałaby na nią z niedowierzaniem? Zapewne. Może nawet z pobłażliwym uśmiechem, tym samym, którym obdarza się ludzi uznanych za nie do końca poważnych. A może nie poprzestałaby na samych spojrzeniach? Najprawdopodobniej uznałaby Kirę za wariatkę albo, co gorsza, za osobę potencjalnie niebezpieczną dla wizerunku redakcji. I wtedy zrobiłaby wszystko, żeby ktoś z takimi zainteresowaniami nie pracował dłużej w Toronto Sun. Finch mogła sobie tylko wyobrazić, jak szybko jej pasja zostałaby przedstawiona jako skandaliczny dowód braku rozsądku, profesjonalizmu, a może nawet moralności.
Parsknęła pod nosem, słysząc jej propozycję. Miała wyciągnąć w Audi więcej niż sto osiemdziesiąt? Da się zrobić. Nacisnęła na klamkę i pchnęła drzwi, a potem wyminęła Daisy z naturalną nonszalancją.
— Bardzo chcesz zobaczyć, jak to się robi, co? — zerknęła na nią z rozbawieniem, kiedy już usiadła za kierownicą. Poprawiła foteli i lusterko wsteczne. Zapięła pas, odpaliła silnik i wykręciła, żeby po chwili wrzucić pierwszy bieg. — No to patrz — zacisnęła palce na kierownicy i wdepnęła pedał gazu.
Wraz z nabieraniem prędkości, zmieniała biegi na wyższe. Przy końcu odcinka licznik dobił do dwustu trzydziestu. Wtedy właśnie Finch wykonała manewr skrętu, zarzucając tyłem samochodu. Silnik zawarczał, a kurz jeszcze długo unosił się w powietrzu nad polną drogą.
— Na upartego dałoby radę wycisnąć maksa, ale skończyło mi się miejsce — oznajmiła beztrosko i spojrzała na Whitmore, chcąc sprawdzić jej reakcję. Była pod wrażeniem? Prawdopodobnie tak. Wyglądała też na trochę przestraszoną, ale nie na tyle, żeby totalnie spanikować, a to już dobrze o niej świadczyło. — Nadal masz ochotę na burgera? — upewniła się, tak na wszelki wypadek, gdyby znienacka odjęło jej apetyt. Ludzkie żołądki różnie reagowały na nadmiar adrenaliny.
Daisy Whitmore
-
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracjitrzeciczas narracjiprzeszłypostaćautor
Całe szczęście nie musiała się o to martwić, bo miała u swojego boku prawdziwą ekspertkę w temacie. Kurcze, nawet do głowy by jej nie przyszło jeszcze tydzień temu, żeby kogokolwiek prosić o pomoc oprócz swojego męża, a tu proszę. Wychodziło na to, że to przypadkowe spotkanie przy kawie, jednak miało w sobie coś więcej niż tylko dwa zjedzone batony i wypite americano.
— Chce zobaczyć, jak to się robi — skinęła głową, przyglądając się z jaką pewnością Finch ładuje się za kierownicę. Widziała w swoim życiu wielu pewnych kierowców, jednak ona robiła wszystko z wyjątkową gracją. Jakby co najmniej urodziła się za kółkiem. Daisy skłamałaby, gdybym powiedziała, że to wcale nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia. Bo zrobiło. Nawet całkiem spore.
— Będziesz szarpać? — tylko tyle zdążyła spytać, nim auto ruszyło w przód. Nie szarpnęło. Kira nabierała prędkości stopniowo, jednak o wiele szybciej i efektywniej niż robiła to Whitmore. — O kurde — Daisy złapała więcej powietrza, kiedy przekroczyły prędkość dwustu na godzinę. Chyba nigdy nie poruszała się tak szybko. Serce podeszło jej do gardła i ciało zalała fala ciepła. Jednak nie takiego, które zwiastowała przerażenie. To jej było raczej pełne ekscytacji. Sama była zdziwiona tym, jak bardzo się jej to podobało.
Chociaż kiedy licznik pokazał dwieście dwadzieścia, a autostrada wydawała się być już blisko, Whitmore złapał niewielki stres, co by to było, gdyby Finch nie dała rady wyhamować. Tylko zaraz się okazało, że nic takiego nie miałoby miejsca, bo Kira zaraz wykręciła samochodem tak, że odwróciło mu tyłek. Dym uniósł się w powietrza a Audii w końcu się zatrzymało.
Daisy siedziała nieruchomo, spoglądając przed siebie i oddychając głośno. Zamrugała kilka razy i dopiero po chwili odwróciła głowę, wbijając spojrzenie w Finch.
— Ale super — zaśmiała się głośno, wciąż mając problemy ze złapaniem powietrza. Sama pewnie nigdy by tego nie powtórzyła, ale jako pasażer? Musiała przyznać przed samą sobą, że bawiła się naprawdę przednio. Aż w pewnym momencie złapała się za klatkę piersiową, żeby sprawdzić, jak waliło jej serce. — Muszę się chyba przejść do wesołego miasteczka w najbliższym czasie. Zapomniałam już jak szybka prędkość jest zajebista — rzuciła bardziej do siebie niż swojej towarzyszki i poprawiła się na fotelu, czekając aż ruszą. Tylko wtedy przypomniała sobie, że to przecież ona miała testować auto, a nie znajdować sobie szofera. Dlatego już w następnej sekundzie odpięła pas i wyszła z pojazdu, żeby ponownie tego dnia zamienić się z Finch miejscami.
— Oczywiście, że mam wciąż ochotę na burgera, a ty nie? — uniosła wysoko brew i przyjrzała się jej uważnie. Dopiero potem odpaliła auto i dolączyła się do ruchu drogowego. — Ale ja akurat jestem wiecznie głodna. Mogłabym jeść i jeść. Często dojadam po mężu — spojrzała przelotnie na Finch, nim zmieniła bieg. — Trochę mało stereotypowo, ale co się dziwić, jak oni jedzą tylko sałatę i białko. A twoje ulubione jedzenie?
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Czy właśnie obudziłam w tobie uśpione pragnienia i miłość do adrenaliny? — zapytała z rozbawieniem w oczach. Zawsze uważała, że większość ludzi podnieca przypływ ekscytacji. Ten dreszczyk, który pojawia się wraz z wciśnięciem w fotel. Szybką jazdę z całą pewnością można było porównać z wizytą w wesołym miasteczku i zjazdem jakimś szalony rollercoasterem.
Próbowała zapamiętać wszystkie reakcje Whitmore. Łącznie z jej śmiechem i błyszczącymi, rozemocjonowanymi oczami. Przez moment nawet pomyślała, jaka szkoda, że miała męża. Ale tylko przez krótką chwilę! Wprawdzie Finch nigdy nie dbała o to, czy jakaś laska była wolna, ale nigdy nie była na tyle zdesperowana, żeby wyrywać heteroseksualne kobiety. Stać ją było na więcej.
Wysiadła z Audi z zamiarem zamienienia się na miejsca, po czym władowała się na fotel pasażera, nie zapominając o zapięciu pasów.
— Chcesz mi powiedzieć, że taki z ciebie żarłok? — zlustrowała wzrokiem filigranową figurę Daisy. — Gdzie ty to wszędzie mieścisz? — parsknęła pod nosem. Kira za to miała podniebienie francuskiego pieska. To po ojcu. Nigdy niczego sobie nie żałowała, ale były potrawy, za którymi po prostu nie przepadała, więc ich nie jadła.
Zastanawiała się przez chwilę nad swoim ulubionym daniem. Czy było coś, co jadała najczęściej i najchętniej?
— Lubię makarony — stwierdziła po chwili. — W szczególności carbonarę. Ale generalnie wszystkie makarony — kiwnęła głową, chcąc potwierdzić wypowiedziane słowa. Pamiętała, że w dzieciństwie, kiedy wraz z siostrami zostawały pod opieką niańki, bo rodzice byli wiecznie zapracowani, makaron jadła najchętniej. I tak już zostało. — Ale nie mam żołądka bez dna — uśmiechnęła się, nawiązując do apetytu Daisy, która dojadała po własnym mężu. Niby mówiła o zieleninie i białku, jak to bywało w przypadku diety sportowców, jednak potrafiła wyobrazić sobie, jak dokończa po nim krwistego steka. — I oczywiście, że dalej mam ochotę na burgera — zaznaczyła jeszcze, aby nie było co do tego żadnych wątpliwości. — Bardziej chodziło mi o ciebie. U wielu ludzi gwałtowne szarpanie powoduje mdłości, więc chciałam się upewnić, czy nie zmieniłaś zdania i nie wolisz zjeść czegoś lżejszego — dodała, ale nic nie wskazywało na to, żeby to jakkolwiek zniechęciło Whitmore od podjechania do Wendy's.
Poprawiła się w fotelu, cały czas patrząc na drogę. Nawet na miejscu pasażera miała oczy dookoła głowy. Kiedy zatrzymały się przy ruchliwej drodze i Daisy próbowała włączyć się do ruchu, obserwowała nadjeżdżającej z lewej strony samochody.
— Teraz — poleciła, chociaż auto wcale nie było aż daleko. — Śmiało, jedź. Inaczej będziemy stały tutaj do usranej śmierci. Zdążysz — zachęciła ją skinieniem głowy. Za kółkiem nie można było za dużo myśleć. Inni kierowcy też mieli oczy. No i niewątpliwie nie byli szczególnie skorzy do wpuszczania kogoś do ruchu.
Daisy Whitmore