Madox też w zasadzie miał od tego ludzi...
Dwóch stojących przy drzwiach wielkich rusków, jeszcze kilku na sali. Nie musiał sobie brudzić rąk, a jednak zawsze to robił. Lubił to. Wejść w sam środek
piekła i dostać po mordzie. Nawet by się nie zawahał, nie zastanowił, bo w nim chyba rzeczywiście siedziało
za dużo emocji. Za dużo tej gorącej krwi, która kipiała, która nie pozwalała mu usiedzieć na miejscu tak jak Grubas. Bo on nawet kiedy stał przed Tony'm, to robił te kilka kroków po pokoju, raz za jej plecami, raz przed nią. Krążył po pomieszczeniu jak
dziki kot.
Bo
dziki to było jakieś słowo klucz w jego charakterze. Coś co go określało.
I to jego kierowanie się
instynktem, na wyczucie. Tak jak dzisiaj czuł to, że musi do niej wyciągnąć rękę. Nie kalkulował, nie zastanawiał się, zrobił to.
I to może uratowało jej życie?
Chociaż... nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca.
A to chociaż już dawno zniknęło z torontońskiego nieba, to przecież w tym klubie dzień się kończył o czwartej nad ranem. Mieli jeszcze czas.
A może go już nie mieli? Bo potem już Madox wywalił stolik, za tą
zniewagę ze strony Grubasa, a ten się zatoczył, poleciał na ziemię, gdzieś pod nogi Noriegi. Mógł się zamachnąć i go kopnąć, nawet przez moment miał ochotę to zrobić, pokazać mu gdzie tutaj jest jego miejsce. Razem z tym szczurem, którego wysłał na przeszpiegi. Ale Vito i jego
kolega zaciskali paluchy na pistoletach, wciąż ukrytych pod marynarkami, ale przecież wystarczył jeden ruch.
Albo kilka słów, które padły za jego plecami.
Przeprosisz...
Czuł, że Tony nie będzie chciał tego zrobić, czuł to we wszystkich mięśniach, które napięły się niespokojnie. Drgnął minimalnie, i w pierwszym odruchu tej swojej
dzikiej natury pewnie by się odwrócił i warknął na nią, żeby się zamknęła. Powinna.
Ale zapanował nad tym. Bo Madox był dobrym aktorem, w końcu skończył w Kolumbii szkołę aktorską. Z pierdolonym wyróżnieniem. Gdyby nie przyleciał do Kanady, to może teraz grałby jakiegoś latynoskiego Don Juana? A tak
Don Juana nosił tylko wytatuowanego na plecach.
Plecach, po których przeszedł jakiś dziwny dreszcz. Słuchał
Guili, a oczy z tego czekoladowego brązu przybrały mu już czarną barwę.
Wszedł w to, to teraz musiał w to iść dalej. No przecież nie mógł się zawahać, cofnąć. Podniósł do góry głowę, podbródek wysoko, a czarne spojrzenie zawieszone gdzieś na Grubym.
-
Słyszałeś... - wycedził przez zęby -
przeprosisz i... - zaczął, ale nie skończył, bo Tony już wypowiadał te słowa
dobrze trenujesz swoje suki Noriega, a Madox tylko spojrzał na
swoją... tłumaczkę, grali na ostro?
Czarne tęczówki odszukały na moment jej ciemne, przenikliwe spojrzenie. Na jedno
dzikie uderzenie w piersi serca. Bo zaraz Madox się szarpnął, wyrwał do Tony'ego. Chwycił Grubasa za włosy, szarpnął za łeb, a już po chwili jego przedramię pokryte tatuażami, oplotło się wokół jego krępej, krótkiej szyi. Tony zrobił się jeszcze bardziej czerwony na gębie. Makaroniarze wyciągnęli broń, spluwy wycelowany prosto w Madoxa. Szybciej by mu skręcił kark, czy szybciej oni by strzelili?
Na pewno tak. Rozwaliliby mu łeb zanim zdążyłby mrugnąć. Ruscy jednak też wyciągnęli spluwy, a mieli je trochę fajniejsze od tych włoskich, klasycznych. Bo Noriega miał
kolegów, którzy handlowali bronią. Tu zaczynały się schody... Kto strzeli pierwszy. Kto będzie szybszy?
Madox liczył, że się nie dowiedzą.
-
Najpierw przeprosisz panią, że nazwałeś ją suką... - warknął mocniej zaciskając przedramię na szyi grubego, a wytatuowane palce opierając gdzieś na jego potylicy. Czarne oczy Madoxa wpatrzone były w brunetkę, prosto w jej ciemne tęczówki. Mrugnął do niej jednym okiem. Trochę zaczepnie. Kto tak w ogóle robi?
Madox.
Grubas próbował złapać powietrze.
-
Ma-dox daj... - wydyszał. Ale Noriega pokręcił głową, zacmokał.
-
Nie tak Tony... Prze... przepra... - mówił mu do ucha. Grubas się szarpnął, ale Madox złapał go mocniej. Bo dlatego, że on się bił, że trenował boks ze swoimi ruskimi ochroniarzami, to wiedział jakiego chwytu użyć. Wiedział jak naprawdę zrobić Grubemu krzywdę. To nie była tajemnica. Każdy, kto chociaż odrobinę znał Madoxa wiedział, że w walce wręcz ciężko jest go rozłożyć.
-
Słucham Tony - rzucił ostatni raz. A przynajmniej chciał, żeby tak sobie pomyślał gruby, bo Madox poprawił chwyt. Tony się autentycznie dusił, a jego ochroniarze bali się reagować, bo byli na celowniku ochroniarzy Madoxa. Piękny obrazek.
A w tym wszystkim ona w tej swojej kusej sukience. I Gruby Tony przed nią na kolanach.
-
Prze-pr... aszam - wydusił w końcu gruby.
-
Co powiedziałeś? Niedosłyszałem - oczywiście, że Noriega musiał go pociągnąć za język. Tony już robił się na twarzy si-ny,
piękny.
-
Przepraszam... - wydusił znowu zadzierając głowę, żeby spojrzeć na brunetkę. Madox go puścił, pchnął na ziemię. Tony z trudem łapał powietrze, uszkodził mu gardło? Mógł. Nie hamował się.
-
A teraz mnie masz przeprosić! - ryknął Noriega -
przepraszaj kurwa! - i kolejny krzyk, który wybrzmiał w całej loży.
Tony musiał tylko przeprosić. Tak, jak chciała.
Lo siento ⋆
·˚ ༘ *