ODPOWIEDZ
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001
Can you feel it coming in the air tonight, Oh Lord…
o u t f i t
Obrazek

Nie pasowała tutaj. Czuła, że nie pasuje do otoczenia i gwaru, jaki zapanował wokół niej. Zbyt długi czas jej hałasem były kłótnie z mężem oraz piski i wrzaski kłócących się dzieci lub co gorsza ich płacz. Zamykając tego wieczoru drzwi do domu, pozostawiając tym samym męża z najmłodszym synem za sobą, nie planowała tak wielkiego przedsięwzięcia. To miał być krótki wieczór, pośród ludzi, z którymi już zdążyła poczuć się bezpiecznie i komfortowo. Kiedy towarzysze zdecydowali, że pora wyjść z ich bezpiecznej przestrzeni do ludzi, poczuła ucisk w żołądku. Ostatni raz na takie imprezy wychodziła jeszcze w Barcelonie i znacznie się różniły od tego, co zobaczyła, gdy przekroczyła próg Emptiness. Noce w Barcelonie były duszne i wilgotne, przesiąknięte zapachem dymu tytoniowego, potu i kawy, którą popijało się o trzeciej nad ranem, byleby dotrwać do świtu. Nikt nie nagrywał towarzyszy smartfonem, nie robił zdjęć w lustrze, a jeśli chciało się zapamiętać daną chwilę to trzeba było ją przeżyć, a nie nakręcić. Taniec bywał niegrzeczny, wręcz dziki, ale przy tym szczery i to co działo się w nocy pozostawało za drzwiami klubu, gdy się go opuszczało o wschodzie słońca. Loże VIP to były miejsca na schodkach przed wejściem do piwnicy, gdzie mieścił się klub. Piło się z plastikowych kubków, ale za to w doborowym towarzystwie. Stojąc tak w przejściu czuła jakieś ukłucie w klatce, a jej oczy natychmiast stały się wilgotne. Uderzyła ją tęsknota za tym, co minęło bezpowrotnie i gdyby nie głośne nawoływanie znajomych, by dołączyła w końcu do ich stolika, stałaby tak oszołomiona jeszcze dłuższą chwilę, rozpamiętując to co utracone. Podbiegając trzy kroki w ich stronę, jakby chciała nadrobić ten stracony w zamyśleniu czas, obdarzyła ich szerokim uśmiechem i szybko dołączyła do głośnej dyskusji zrzucając z siebie zimowy płaszcz, zupełnie nie przejmując się tym, że jej czarna satynowa sukienka trąci elegancją i odbiega od ubioru pozostałych ludzi. Pogodziła się z tym, że tutaj nie pasuje, ale nie zamierzała zrezygnować z dobrej zabawy. Chwile mijały, a ona delektowała się nimi, na moment porzucając rolę matki. Ilość wypitych drinków: 2 — sączone powoli. Liczba wypalonych papierosów: 1 (i pół) — dla towarzystwa. Kiedy grupa zaczęła się rozkręcać Maria została w tyle, przy stoliku wśród porzuconych płaszczy i z pustą szklanką w dłoni; nie wybiegła z nimi na parkiet. Nie poczuła tego jeszcze. Wstała i skierowała się w stronę baru.
Tinto de verano — powiedziała zadziwiająco pewnie; tkwiąc w tym wyobcowaniu postanowiła zamówić bilet powrotny do domu: czerwone wino z cytrynową sodą i górą lodu; smak młodości. Upijając swojego drinka zamknęła na moment oczy i w wyobraźni dostrzegła tamtą 18-letnią wersję siebie - z burzą loków i roześmianą do utraty tchu, nieświadomą tego jak jej życie będzie wyglądać dwadzieścia pięć lat później. Otwarła oczy czując nieprzyjemne ukłucie w obrębie klatki. Opierając się o bar obserwowała tłum bawiących się ludzi stojąc tam niczym jakiś antyk zagubiony pośród współczesnego zgiełku. Milcząca, zastygła i zbyt skomplikowana, by ktokolwiek wiedział jak się z nią obchodzić.

<3 Donnie A. Bowen
Ostatnio zmieniony pt lut 20, 2026 5:39 pm przez Maria A. Perez, łącznie zmieniany 1 raz.
Latina, Ave Maria
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

006.
She’s trouble. I can feel it. I’m still walking toward her.


Pasował do Emptiness, w tej swojej ciemnej koszuli w krwisto czerwone kwiaty, rozpiętej do połowy, ze złotymi łańcuszkami spływającymi po opalonym karku i zmierzwionymi czarnymi słowami, wyglądał jakby salsę tańczył na co dzień. A prawda jest taka, że się jej dopiero uczył, ale wcale nie przyszedł tutaj potańczyć. Na szyi zawieszony miał aparat i to z nim bujał się w rytm muzyki cykając kolejne zdjęcia. Miał po prostu zrobić kilka zdjęć z wieczorka salsy, które później właściciel mógłby sobie wrzucić na stronę. Kilka.
Ale Donnie zawsze przykładał się do swojej pracy i tych zdjęć miał już dużo... Bardzo dużo. Ale co zrobić, kiedy wijące się na parkiecie ciała, kiedy pierzaste sukienki do salsy i kolorowe koszule, podobne do tej, którą miał na sobie, po prostu przyciągały obiektyw? Bowen nie był zapalonym tancerzem, z nosem utkwionym w aparacie on wielu rzeczy nie zauważał, ten ogień, na parkiecie dotarł do niego dopiero przez pryzmat zdjęć. Ruch, kolory, wszystko dzisiaj do niego przemawiało, może dlatego zamiast zrobić to, co miał i po prostu się zawijać, to on wciąż siedział przy ladzie, drinki miał za darmo, więc pił już chyba trzeciego, każdy inny, żeby spróbować różnych, teraz mohito. Nie liczył się wcale z tym, że jutro po tej mieszance będzie miał pewnie potwornego kaca, ale młodość przecież rządziła się swoimi prawami. A Donnie był młody, wciąż jeszcze przez życie nie do końca doświadczony, chociaż... dużo w tym krótkim życiu widział. Dużo ludzi poznał.
Ale on kochał ludzi, kolorowych, zdradzających jakieś emocje, uczucia...
Przyłożył aparat do policzka i powiódł nim dookoła, właściwie nie szukał niczego konkretnego. Może jeszcze odrobina jakiejś dzikiej energii bijącej z samego środka tej latynoskiej, gorącej nocy.
Znalazł coś zgoła innego, nostalgię zamkniętą w ciemnych, pięknych oczach. Melancholię odzianą w czarną, satynową sukienkę. Zawahanie ukryte w tym delikatnym drżeniu pełnych, gorących warg. Tęsknotę za czymś, co odeszła bezpowrotnie w drinku, który sączyła powoli, z pełnym poszanowaniem, jakby smakiem miał przypominać jakieś ciepłe lato, jedną z dzikich plaż, dzikich nocy... Daleko stąd.
Nawet nie wiedział kim jest, a jednak nie przeszkadzało mu to, żeby w jego głowie ułożyła się cała jej historia, zamknięta na fotografiach, które zrobił. Jedna po drugiej.
Trzynaście. I kiedy miał znowu nacisnąć na spust migawki ona się ruszyła, zamierzała odejść?
Ale byłby głupi, gdyby jej pozwolił.
Zanim zdążyła znowu zwrócić twarz w kierunku ognistego parkietu, on już stał za nią, a gdy odwróciła się, nazbyt gwałtownie, i wpadła na niego... Co właściwie zrobił odrobinę specjalnie, zajmując taką pozycję, a nie inną, to od razu zareagował, wystawił rękę zaciskając palce na jej przedramieniu, żeby ją przytrzymać, kiedy się zachwiała. Bo takie szpilki prezentowały się pięknie, dodawały jej niesamowitego seksapilu, ale w starciu z młodością, która wyrasta przed nią niespodziewanie, w postaci jakiegoś młodego chłopaka o intensywnie zielonych oczach, wpatrzonych w nią, jakby była jakimś najpiękniejszym obrazkiem, mogły przegrać walkę.
Dla niego była najpiękniejszym obrazkiem, który on już miał zamknięty, tam, na szyi, w swoim aparacie.
- Och, uwaga... - rzucił - przepraszam, wlazłem w ciebie... - dodał nieco speszony, ale jeszcze wcale nie zabrał palców z jej przedramienia, bo zrobił to specjalnie, bo tylko udawał zakłopotanego. Tak bardzo specjalnie, że może nawet... mogła to dostrzec w tych jego oczach, które teraz zatrzymały się na tych jej ciemnych, błyszczących od tych wszystkich klubowych świateł. Przesunął palcami po jej skórze i zabrał rękę, cofnął ją układając na swoim aparacie, ale nawet na moment nie spuścił spojrzenia. Czarowała go. Z bliska jeszcze bardziej.
- Przyszłaś potańczyć? - zapytał od razu, bo przecież Donnie taki był. Gadał. Dużo. Z każdym, bez żadnego skrepowania. Z nią też, zamierzał...

oh mami <3
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stojąc przy barze jako obserwator czuła się jak w bezpiecznej bańce, nie przypuszczając nawet, że ktokolwiek mógłby próbować się przez nią przebić. Zbyt długi czas tkwiła w uczuciowym odrętwieniu, wypracowywanym starannie latami, by zachować w sobie pewność na miarę nastoletniej Maryi. Tamtej dziewczyny już nie było, tej co wchodziła do barcelońskich klubów doskonale zdając sobie sprawę z tego, że przykuwa niejedno spojrzenie i dobrze wiedząc jak utrzymać ten stan. Niegdyś niezniszczalna i skąpana w podziwie innych czuła się pewnie, napawała się tym, upajała wręcz. Teraz nawet nie pomyślała, że z tego cienia, w którym przystanęła na zbyt długo, może wyjść tak po prostu… a może za czyjąś sprawą? Może za sprawą przypadku, a może za pomocą dotyku?
Dotyk — nagły, nieprzewidywalny, nie mający w sobie niż z rutyny, która wkradła się do jej życia i zagościła na dobre. W pierwszym odruchu wywołał spięcie w całym ciele, co było zupełnie naturalne, biorąc pod uwagę fakt, że chłopak wyrósł przed nią spod ziemi zaledwie w ułamku sekundy. Ledwo odwróciła się, by zamówić kawę — nie po to, żeby ją wypić, tylko po to, by upajać się kilka chwil dłużej wspomnieniem barcelońskich nocy — a on nagle tu był. Stał z taką pewnością siebie, że przez jej ciało przelała się fala irytacji zmieszana z lekkim podziwem co do jego bezczelności. To były ułamki sekund, które szybko utonęły przed lawiną kolejnych uczuć nacierających na nią po tym jak jej bezpieczna bańka pękła. Uczucie szoku i pewnego rodzaju zagrożenia ustąpiło fascynacji. Jego dłoń na jej skórze doprowadziła do dziwnego uczucia gorąca, a sala w jednej chwili wydawała się jakaś chłodna pomimo tłumu rozgrzanego na parkiecie. Nagle poczuła pulsowanie w skroniach i ciężar sukienki, która wcześniej była niczym druga skóra. Poczuła się widzialna za sprawą tych młodzieńczych oczu wpatrzonych w nią jak w obrazek.
— Wlazłeś? — powtórzyła, a kącik jej ust uniósł się lekko ku górze; uśmiechnęła się powoli odzyskując kontrolę nad oddechem. — Moim zdaniem było to bardzo precyzyjne lądowanie — dodała czując jak pewność siebie do niej powraca, pomimo serca, które wystukiwało szalony rytm. Oszołomiona powracającymi falami wspomnień z Barcelony i nagłym dotykiem chłopaka miała w głowie mętlik. Z jednej strony czuła się jak intruz w młodym świecie, a cichy głos w jej głowie podpowiadał jej, że powinna stąd wychodzić. Z drugiej strony czuła się zauważona, chłopak uderzył w czuły punkt nie zdając sobie sprawy z tego, jak prosty gest mógł potrząsnąć światem Marii, która przez lata tkwienia w cieniu nie szacowała zbyt wysoko swojej wartości rynkowej. Czuła się użyteczna, ale nie piękna.
— Jeszcze nie zdecydowałam — wyznała, wzrokiem podążając za jego dłonią, która teraz spoczęła na aparacie. — Ty zdaje się masz zajęcie na ten wieczór — nie trudno było się domyślić o czym mowa, aparat rzucał się w oczy, choć nie skupił on całej uwagi Marii. Nie, kiedy w tle na opalonej szyi połyskiwał złoty łańcuszek, a krwisto czerwone kwiaty na koszuli były niczym wabik, by uciec spojrzeniem jeszcze niżej. Było w tym coś ekscytującego, ale nieodpowiedniego, walczyła więc z wewnętrznymi słabościami, by spojrzeć na niego jednocześnie nie dając po sobie poznać, że chwila zauważenia upajała ją bardziej niż trzy drinki razem wzięte.

twenty five trouble Donnie
Latina, Ave Maria
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dotyk dla Donniego zawsze był czymś naturalnym. On z taką łatwością przekraczał granice, nie peszył się, nie krępował. Zagadywał ludzi na ulicach, przystankach i w sklepach, a co dopiero w klubie... Miejscu gdzie człowiek wychodzi, no właśnie - porozmawiać. Potańczyć. A przecież taniec zawsze niósł ze sobą dotyk, zwłaszcza tu, gdy te ciała wiły się w jednym ognistym rytmie, skóra przy skórze. Ta jej była gładka, delikatna, i kiedy jego palce sunęły po jej ręce, te marne ułamki sekund, było to elektryzujące, sprawiło, że usta chłopaka wygięły się w delikatnym uśmiechu. A oczy? Niezmienne zawieszone na tych jej ciemnych, przenikliwych.
- Chyba mnie przejrzałaś... - wywrócił powoli tymi zielonymi ślepiami, ale zaraz znowu się uśmiechnął, zaraz znowu utkwił je w jej pełnych ustach, tym razem - wypatrzył cię mój aparat, a ja nie za bardzo wiedziałem, jak zaproponować takiej... pięknej kobiecie drinka - nie wiedział? A może dokładnie tak to zaplanował... Precyzyjne lądowanie, jego palców na jej ramieniu. A później to już jakoś pójdzie. I chyba jakoś mu szło? Bo wciąż tu przy nim stała. Nie wyminęła go.
Nabrał mocniej w płuca powietrze, kiedy jego spojrzenie prześlizgnęło się po całej jej sylwetce. Dla niego była piękna. Chociaż dzieliło ich zdecydowanie sporo lat. Chociaż Donnie mógłby się pewnie... prowadzać z jej córką.
Ale co z tego? Kiedy on miał słabość do kobiet starszych, takich, które w życiu przeszły więcej niż on. Takich które w jego obiektywie wyglądały, jakby nosiły w sercu jakąś historię. Ona tak wyglądała. A przede wszystkim przyciągały go zawsze takie oczy, ciemne, w których ta nostalgia mieszała się z pewnością siebie, i jakąś taką dziką iskrą, jakby czuł, że kiedyś była... ragazza pazza, albo loca chica - szaloną dziewczyną.
- A może... jakoś ci pomogę podjąć tą decyzję? - przechylił na bok głową, palcami przesunął po aparacie, a kiedy zwróciła na niego uwagę, to tylko zerknął w dół, na aparat, a może na złoty łańcuszek, który niknął gdzieś pod materiałem koszuli? Przesunął się pół kroku w jej kierunku, żeby lepiej go słyszała, bo przecież w klubie było głośno...
A tak naprawdę to po to, żeby mogła poczuć to bijące od niego ciepło i jeszcze lepiej zajrzeć w te zielone oczy, które znowu zawisły na jej twarzy.
- Już nie, właściwie już skończyłem i jestem wolny - był już dawno, chociaż mógł jeszcze zrobić jakieś zdjęcia, może by je potem wykorzystał na swoich socialach? Może nawet gdzieś sprzedał?
- A ty? Jesteś wolna? - zapytał, ale czy naprawdę go to obchodziło? Czy jakby powiedziała, że nie, że jest tutaj z facetem, to by sobie poszedł? Ciekawe.
Chociaż zaraz pochylił się delikatnie w jej kierunku, tak, że jego ciepły oddech już dosadnie sięgnął jej twarzy, policzków zaróżowionych... od drinka?
- Ale jeśli zaraz powiesz, że jesteś tutaj z jakimś zazdrosnym facetem, to będę musiał zaproponować ewakuację, i ewentualnego drinka w barze obok - znowu się do niej uśmiechnął. Czyli jednak by sobie nie poszedł, bo Donnie to jednak zawsze był uparty. A zwłaszcza jeśli coś sobie postanowił. A dzisiaj chyba za taki punkt honoru jednak postawił sobie wypicie z nią tego drinka, a może też jakiś taniec? Liczył na oba. Bo przecież to się tak ładnie łączyło, drink, a później parkiet, w końcu byli w klubie. Po to ludzie tutaj przychodzą, prawda?
Chociaż on przyszedł robić zdjęcia. A jednak teraz priorytety trochę się zmieniły. Bo teraz na pierwszym planie były te jej piękne, ciemne oczy.

ragazza pazza? :zamyslon:
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Aparat… — powtórzyła unosząc brew ku górze lekko zaintrygowana, że to przez obiektyw dostrzegł w niej coś, co przykuło jego uwagę na tyle, by nie ociągać się w staraniach i wyrosnąć tuż przed nią bez namysłu i ostrzeżenia. Przez krótką chwilę zastanawiała się, czy sprzęt nie jest bezpieczną zasłoną i czy nie zabraknie mu odwagi w dalszej konfrontacji po wylądowaniu, ale… Ay, Dios mío! nie zabrakło. Wiedział jak na nią spojrzeć i na ile się zbliżyć, a nawet jeśli działał po omacku to i tak robił to dobrze. Patrzył na nią, jakby nie widział zmarszczek w kącikach oczu, o których ona myślała każdego ranka… A może dostrzegał w nich coś godnego uwagi?
— A może... jakoś ci pomogę podjąć tą decyzję?
Spróbuj…

Spojrzała na niego, jakby rzucała mu wyzwanie. Prawda była taka, że wcale nie musiał się nazbyt trudzić, bo kurz opadający ze skrywanych od lat potrzeb zauważenia i docenienia sprawiał, że nie bawiła się w gry z motywem niedostępności. Chciała się dobrze bawić, a nie pogrywać.
Nie dziś.
— To dobrze — powiedziała ze spokojem i pewnością, która zaskoczyła nawet ją samą. Nie dlatego, że zwykle tak się nie zachowywała - bo to nieprawda. Zdziwiona była, ponieważ nie sądziła, że jeszcze ma w sobie coś z tej dawnej dziewczyny, która pewnością siebie niegdyś rozbrajała startujących do niej mężczyzn. Nie bawiła się w słodką niewinność, bo taka nigdy nie była. Nie zamierzała też udawać głupiutkiej, co to nie wie niby, co się przed nią święci. Dobrze odnalazła się w jego podchodach i bez namysłu weszła w tę grę, ale nie jako ofiara, ale współsprawczyni. Czuła jak napięcie między nimi gęstnieje, ale zamiast wzbraniać się przed tym wbijając plecy w bar, wyprostowała się zmniejszając dystans, który on i tak skrupulatnie skracał. Od niechcenia poprawiła opadające ramiączko swojej sukienki, kontynuując pałacem wędrówkę po obojczyku w kierunku szyi, by tam w końcu odnaleźć swój złoty łańcuszek, bawiąc się nim w sposób, jakby dobrze wiedziała, że nie będzie potrafił patrzeć teraz na nic innego.
Ona z kolei spojrzeniem uciekła na moment do grupy ludzi z którymi tutaj przyszła. Tymi samymi, którzy wpadli w wir muzyki i zapomnieli o bożym świecie, a tym bardziej o niej, chociaż sama postanowiła trzymać się na uboczu. Nie żałowała swojej decyzji, tym bardziej teraz, kiedy te porywające zielone oczy nie potrafiły się od niej oderwać. Ona również miała z tym problem, dlatego z bezczelną pewnością siebie do nich powróciła. Dawało jej to uczucie satysfakcji, którego nie czuła już zbyt długo. Skłamałaby mówiąc, że sobie tego nie życzy, czy też, że stopniowe zmniejszanie dystansu między nimi ją niepokoi.
— Ja też jestem… — wolna tutaj. Wolna? Wolna od towarzystwa z którym przyszła, choć na papierze zajęta nazbyt wiążąco, by tak się z kimś spoufalać, a jednak miło było znów poczuć ciepły oddech na swojej twarzy. — …ale drobne kłamstwo nie wyrządziłoby wielkiej szkody — stwierdziła słysząc o jednej z opcji obejmującej ucieczkę z lokalu, gdyby miała nazbyt uwierające towarzystwo. Nie miała, a nawet gdyby przyszła tutaj że swoim mężem to obecnie nie była pewna, czy zrobiłoby to na nim jakiekolwiek wrażenie. Teraz jednak nie o nim myślała, a o sobie. I o zielonookim kłopocie, który celowo przerwał jej zadumę.
— Wolę jednak zostać tutaj… muzyka mi odpowiada — wyjaśniła nie decydując się na ucieczkę — i drinki — w zasadzie jeden, którego mocno się trzymała tego wieczoru za sprawą nostalgii, ale teraz już nie rozpamiętywała dawnych lat w samotności tylko pakowała się w kłopoty i wciąż pamiętała bardzo dobrze, jak się to robi.
Odwracając się tyłem wciąż czuła żar bijący od niego, a kiedy oparła dłonie o blat, by przywołać barmana, jej biodro niemal otarło się o jego pasek. Zamawiając dwa słodkie, chłodne i niebezpieczne Rebujito, nie spoglądała na barmana, a w lustro za regałem z alkoholami, w którym między odbiciem butelek widziała odbicie jego oczu skupionych wyłącznie na niej, a świadomość tego sprawiała, że krew zaczęła mocniej pulsować w jej skroniach. Muzyka nagle przestała być już tylko tłem, a zaczynała wibrować w jej klatce, wypełniać ją rytmem. Trafiała do jej ciała tak jak kiedyś, budząc ten uśpiony hiszpański głód życia.
Zdecydowała.
Mogłaby dziś zatańczyć.
Z nim.
Kiedy barman postawił przed nią drinki odwróciła się ponownie w jego stronę, wysuwając jedną ze szklanek w jego stronę. — Proszę, jest słodki… ale potrafi zawrócić w głowie — zupełnie jak ty, pomyślała zadzierając delikatnie brodę do góry, by z pełną świadomością zatracić się w spojrzeniu zielonookiego młodzieńca, raz jeszcze.


just like rebujito :podrywacz:
Latina, Ave Maria
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bardzo często Donnie dostrzegał świat, albo... to coś w tym świecie, właśnie poprzez obiektyw aparatu, i w niej też to zobaczył. Chociaż teraz kiedy stanął bliżej, kiedy zielone tęczówki błądziły po jej pięknej twarzy, to widział te delikatne zmarszczki w kącikach oczu. Czy one mu przeszkadzały? Zupełnie nie. Wręcz przeciwnie, podobały mu się. Dodawały jej tego, czego dziewczynom w jego wieku brakowało. To coś, co widział jego aparat.
Chociaż teraz nie miał wycelowanego w nią obiektywu, to już bez problemu zauważył to nieme wyzwanie w jej pięknych, ciemnych oczach. A on uwielbiał wyzwania. Nie umiał się im oprzeć, może jej też już nie umiał?
Kupowała go w całości, takimi zaczepkami?
Uśmiechnął się na to to dobrze, które opuściło jej pełne wargi, tak śmiało, tak pewnie, jakby to rzeczywiście było dobre, dla ich obojga. Im obojgu potrzebne?
To się pewnie jeszcze okaże, na razie szli w to w zaparte, ramię w ramię. On trochę nalegał, a ona trochę przytakiwała, jakby rzeczywiście oboje wiedząc, co się miedzy nimi kroi, postanowili brnąć w to dalej. Dobrze.
Bardzo dobrze, bo Donnie też nigdy nie lubił podchodów, chociaż czasem odrobinę podkoloryzował udając zakłopotanie. Ale chyba przy niej nawet nie musiał. Bo kiedy stał przed nią z tą typową dla siebie pewnością siebie, to czy bardziej nie przyciągał jej czarującego spojrzenia?
Ona jego przyciągała, kiedy palce przesunęły się po nagim ramieniu, sięgnęły ramiączka, a swoją wędrówkę skończyły zaciskając się dopiero na złotym medaliku. Nie umiał oderwać od niego spojrzenia. Od łańcuszka? A może nagiej, gładkiej skóry, której ciepło czuł już prawie... prawie.
Cień uśmiechu znowu przemknął przez jego twarz - ja też jestem, świetnie. Doskonale. Chociaż jej kolejne słowa sprawiły, że Donnie uniósł jedną brew.
- Drobne kłamstwo i ucieczka brzmią nawet romantycznie... Albo porwanie, wolałbyś być porwana, czy uciekać? - przesunął oczami po jej dekolcie, żeby zatrzymać je na jej twarzy, na oczach, które z każdą chwilą podobały mu się coraz bardziej. Zaraz się jednak okazało, że brunetka wolałaby jednak zostać tutaj, ale Donnie nie miał nic przeciwko temu, bo on też tutaj czuł się dobrze, jemu też muzyka odpowiadała, i drinki, a przede wszystkim towarzystwo.
- To może innym razem, gdy będziesz mniej wolna, albo muzyka będzie słabsza - znowu kącik jego ust drgnął ku górze - to... co pijemy? - zapytał i chociaż pewnie sam by coś zasugerował, a tak na dobrą sprawę, to jemu było to obojętne, to postanowił zdać się na nią. A kiedy się odwróciła, to nawet się jeszcze przysunął, tak, że satynowy materiał musnął jeans, delikatnie, ale chyba ono poczuła to bardziej. A Donnie tylko omiótł jej sylwetkę spojrzeniem, na odrobine dłużej zatrzymując je na jej krągłościach, bo to było silniejsze od niego. A on zresztą z tym swoim dwudziestopięcioleciem na karku, nie umiał z takimi rzeczami walczyć. A może dzisiaj nawet nie chciał?
Zanim jeszcze odwróciła się w jego kierunku z drinkami, to Donnie znalazła się za jej plecami, teraz to już mogła poczuć na nagiej skórze na plecach, miękki materiał jego koszuli, kiedy sięgnął ponad jej ramieniem do baru, znowu prowokując ten dotyk. Ale to przecież tylko koszula... na nagiej skórze, pasek aparatu też musnął jej odkryte ramie, kiedy dawał go dziewczynie za barem.
- Maddie odłożysz go? Wezmę później - puścił oczko, do blondynki, która stała za ladą. Czy brunetka widziała to w odbiciu? Zapewne. A potem na dokładkę, mogła jeszcze poczuć jego ciepły oddech gdzieś na karku, kiedy znowu zwrócił się do barmanki - i dopisz mi do rachunku, okej? - no bo to on miał ją zaprosić na drinka, prawda? Prawda.
Odsuwając się jeszcze musnął gdzieś po drodze jej łokieć, rozgrzana skóra o rozgrzaną skórę. Zdystansował się tylko na tyle, żeby odwracając się z drinkami na niego nie wpadła, ale nie na tyle, żeby jej perfumy, wciąż nie łaskotały w nosie. Wziął szklankę opierając palce na jej dłoni, na moment, trochę dłuższy niż powinien. Znowu prowokują dotyk, jakby dając jej do zrozumienia, że on przecież... będzie im dzisiaj towarzyszył.
Zamoczył usta w słodkim drinku, a później przesunął po nich językiem.
- Dobry, co to? - Donnie nie znał się za dobrze na drinkach, zresztą on uwielbiał pytać. Czasami usta mu się nie zamykały. Chociaż teraz zamknął je przygryzając dolną wargę - chociaż obstawiałem, że... bardziej w głowie zawrócimy sobie na parkiecie - powiedział bez ogródek - ale na początek drink też jest okej - mrugnął do niej jednym okiem i znowu napił się ze szklanki. Zimne szkło kontrastowało z ciepłą skóra sprawiając, że pojawiały się na nim krople wody, które już spłynęły mu gdzieś po ręce.
- Mam na imię Donnie - przedstawił się jej w końcu i chciał nawet wyciągnąć rękę, ale najpierw wytarł ją przesuwając po materiale koszuli, zostawiając na niej jakąś mokrą plamę, na klatce piersiowej.

donna calda 🔥
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

(...) brzmią nawet romantycznie…
Romantyczność odparowywała z jej życia stopniowo gdzieś pomiędzy pierwszym, a drugim dzieckiem, a po trzecim nie powróciła. Dla kogoś tak spragnionego ciepłych uczuć jak Maria, to nawet w porwaniu byłaby w stanie doszukać się czegoś romantycznego.
— Byłabym bardzo wymagającym zakładnikiem, nie wiem dla kogo porwanie byłoby utrapieniem — odparła zadziornie — a ucieczka sama w sobie nie jest ekscytująca na dłuższą metę, chyba, że ma się ciekawy cel — dodała rozważając całkiem poważnie obie opcje. — Myślę, że mogłabym być porwana przez kogoś, kto odważyłby się zaryzykować, ale nie dałabym się od razu złapać — spojrzała mu prosto w oczy, nie odwracając wzroku. Dwa w jednym? Być może… Ktoś mógłby stwierdzić, że ma problem w podjęciu decyzji albo jest nieco zachłanna, ale ona zwyczajnie zachłysnęła się uwagą. Ten jeden raz dała sobie ciche pozwolenie i tłumaczyła, że przecież nie robi nic złego.
Może innym razem.
Nie wiedziała, czy kiedykolwiek będzie inny raz. Ona nie przypuszczała, że ten raz się wydarzy. Ktoś powinien uszczypnąć ją, by zrozumiała, że wykroczyła poza granice niewinnej fantazji, że to już się dzieje. Ten celowo zmniejszany dystans, kuszące ruchy, pewność w słowach — jak łatwo weszła w ten flirt za sprawą jednego spojrzenia, które skrywało coś, czego od wielu lat jej brakowało. Upajała się jego zachwytem skrytym w zielonych oczach, pełnych młodzieńczego zapału, z którym nie dało się walczyć. Nie tylko on sam nad tym nie panował, ona również. A może podobnie jak on… też nie chciała się temu przeciwstawiać?
Nie dzisiaj.
Być może działał po omacku, możliwe, że instynktownie prowadziła go młodzieńcza fascynacja, a jednak nawet jeśli działał w nieprzemyślany sposób, dla Marii zdawał się on misternie ułożonym planem. Jakby dokładnie wiedział co zrobić, by nie stracić jej uwagi, a wręcz wzmagać jej zainteresowanie. Miękki materiał jego koszuli na jej nagiej skórze pleców, był jak chłodny powiew wiatru, na rozgrzanej słońcem skórze. Na krótką chwilę wstrzymała oddech, czując przyjemny dreszcz, który w pierwszym odruchu chciała stłumić, jakby było w tym coś niewłaściwego… bo wprawdzie było, ale zamiast to przyznać, zwiększyć dystans, wycofać się, opamiętać jak na matkę i żonę przystało, ona pozwoliła na to, by dreszcz rozlał się po całym jej ciele, przyprawiając ją o gęsią skórkę. I kiedy powoli odzyskiwała kontrolę, pasek jego aparatu musnął jej ramię, a ona w odbiciu dostrzegła jego mały gest w stronę barmanki. Było w nim coś, co ją rozbroiło, dlatego uśmiechnęła się beztrosko zerkając na niego przez ramię, zastanawiając się jednocześnie, czy on zdaje sobie sprawę w co się pakuje? Wiek nie miał tutaj nic do rzeczy, jej detoks od bliskości również, Maria od zawsze nie akceptowała tej podzielności uwagi, z której słynęli młodzi zalotnicy. Lubiła skupiać sto procent uwagi na sobie, a to z wiekiem się nie zmieniło. Szybko jednak potrafił się zreflektować, jakby zdawał sobie sprawę z tego, że każdy drobny gest nie był tylko zwykłym dotykiem jej ciała, tylko zaspokojeniem pielęgnowanej zbyt długo tęsknoty.
— To Rebujito — zaczęła, wciąż czując jego palce na swojej dłoni, choć już dawno je zabrał. — Mieszanka wytrawnej sherry i lemoniady — wyjaśniła, ale to nie skład miał tutaj znaczenie, a jego działanie: szybkie i zwodnicze. — W Hiszpanii mówimy na niego una noche sin consecuencias oni sami chyba właśnie do tego zmierzali małymi krokami. Maria na pewno, bo pozwalając sobie na taką bliskość na pewno zapomniała o konsekwencjach.
Upiła niewielkiego łyka swojego drinka, jednocześnie utrzymując wzrok utkwiony w nim. Kiedy mrugnął uśmiechnęła się beztrosko, jakby wcale nie miała czterdziestki na karku; jakby była znów młoda i mogła wszystko. — Donnie — powtórzyła przeciągając nieco ze swoim hiszpańskim akcentem, jednocześnie spoglądając na mokrą plamę na jego koszuli lekko rozbawiona. Zamiast podać mu dłoń, oparła swoją na jego przedramieniu, uciekając od oficjalnych form przedstawiania się. — Jestem Maria — powiedziała, dodając natychmiast — Ana Maria — powtórzyła jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. I tak wszyscy mówili do niej Maria. Miała wrażenie, że to jedno rebujito może być bardziej zdradliwe niż sądziła. Czuła, że robi się jej gorąco, w głowie zaczyna jej szumieć, a muzyka zaczyna trafiać w odpowiednie punkty, więc nie warto było dłużej czekać. — Skoro mamy już formalności za sobą — zaczęła zsuwając dłoń z jego przedramienia, by złapać go za nadgarstek jednocześnie zbliżając swoją twarz do jego szyi — nie każ mi czekać, prowadź — powiedziała ciszej, ale na tyle głośno by w klubowych dźwiękach mu nie umknęło i odsunęła się lekko, by dostrzegł jak uśmiechała się przy tym tak, jakby rzucała mu wyzwanie.
Czy przejęła się niedopitym rebujito?
No chyba nie…

Let’s dance, Trouble Donnie :brewka:
Latina, Ave Maria
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Donnie był trochę romantyczny, czasem bardziej tragiczno-romantyczny niż słodko-romantyczny, dlatego pewnie wyskoczył z tym porwaniem. Z ucieczką, która przecież mogła nieść w sobie ten tragiczny romantyzm.
Uśmiechnął się na jej słowa, a zielone oczy błysnęły jakoś tajemniczo.
- A ja lubię jak jest wymagająco, nie za łatwo... - patrzył prosto w jej piękne, ciemne oczy - i wiesz... księżniczki też były wymagającymi zakładnikami, chyba... a przynajmniej ta ze Shreka, bo mnie wychowywali na takich bajkach - Donnie czasem za dużo gadał, ale taki był. Młody, wygadany, a teraz jeszcze tak bardzo nią... oczarowany. Zafascynowany.
Pochylił się delikatnie w jej kierunku, tak, żeby w te ciemne, piękne oczy zajrzeć z bardzo bliska, tak, żeby jego słowa łaskotały jej nagą skórę, kiedy znowu się odezwał.
- A gdybym tak teraz... Zacisnął palce na twojej dłoni i pociągnął cię do wyjścia, rzucił, że uciekamy i nie dał ci się zatrzymać, póki zimne powietrze na ulicach nie paliłoby w płuca, a serce nie obijałoby się o... - spuścił spojrzenie na jej dekolt - piersi, jak szalone. Moim zdaniem byłoby to... ciekawe - znowu się uśmiechnął, jemu podobała się ta wizja. Ale Donnie lubił szalone akcje, lubił ten pierwiastek pasji, jakiegoś takiego delikatnego obłędu.
Chociaż jej ryzyko i ta pogoń, bo nie od razu dałaby się złapać. To też brzmiało mu ciekawie. Ekscytująco.
I może innym razem się odważy. Zacisnąć palce na jej dłoni i wyciągnąć ją w to zimne Toronto.
Ale dzisiaj mieli tańczyć, tutaj, wypić drinka. Sprawiać, że oddechy i serca przyspieszą, ale w trochę inny sposób.
Może i Donnie nie do końca wiedział w co się pakuje, ale przecież... nigdy mu to nie przeszkadzało. On nie miał takich chwil, kiedy się zatrzymywał, żeby coś przemyśleć, bo on szedł na przód. Łapał okazje. I łapał odrobinę to, jak na nią działał, a to podobało mu się niesamowicie. Zresztą... ona też na niego działała, zapach jej perfum, który miał w sobie coś intensywnego, dojrzałego. I to spojrzenie, kiedy znowu się do niego odwróciła. Skupiała sto procent jego uwagi, a Donnie łatwo się rozpraszał, więc to wyczyn.
To Rebujito.
Przechylił na bok głowę słuchając jej, a zielone tęczówki na moment opadły na tego drinka, był dobry, smaczny, a Donnie chyba próbował go po raz pierwszy w życiu. Dopiero kiedy powiedziała to, jak w Hipsznaii go nazywają, to podniósł na nią wzrok. Bowen rozumiał trochę hiszpański, nie był to jego pierwszy język, ani drugi, ale podczas swoich podróży odrobinę go... liznął, był zresztą podobny do włoskiego.
- Una notte senza conseguenze - on to powiedział po włosku, brzmiało podobnie. Ale przede wszystkim w każdej wersji bardzo pociągająco.
Kiedy się uśmiechnęła, tak beztrosko, a potem powtórzyła jego imię to kąciki jego ust też drgnęły ku górze. Bowen w ogóle nie przejmował się różnicą wieku miedzy nimi. Wcale.
Pochylił się delikatnie w jej kierunku, gdy wypowiadała swoje imię, powodując tym samym, że ta jej dłoń na jego ramieniu wylądowała między ich rozgranymi ciałami. Chciał lepiej słyszeć?
Nie, chciał być bliżej. Znowu z pełną premedytacją.
- Maria - też po niej powtórzył - Ana Maria - skinął głową tak, że kilka ciemnych kosmyków opadło mu na twarz, odgarnął je do tyłu. Znowu zawiesił na niej spojrzenie, a kiedy powiedziała to, żeby nie kazał jej już czekać, to przechylił tylko szklankę, żeby wypić z niej spory łyk, a potem odstawić ją na ladę.
- Ano Mario, tylko muszę cię uprzedzić, że dopiero... uczę się salsy - zdradził jej, mocniej zaciskając palce na jej dłoni - ale to nic, bo... to się po prostu czuje, nie? - rzucił ostatnie spojrzenie w jej piękne brązowe oczy, idąc tyłem i ciągnąc ją lekko w kierunku parkietu. Ale zaraz musiał się odwrócić, bo robiło się już gęsto od ludzi, nie puścił jednak jej dłoni, oparł ją sobie na ramieniu, ułożył na niej palce. A kiedy znalazł trochę miejsca miedzy parami, które poddawały się w pełni temu sensualnemu rytmowi, to dopiero odwrócił się do niej. Zostawiając jej dłoń na swoim karku, on te swoje przesunął po jej odkrytych plecach, delikatnie je muskając, oparł na talii przyciągając ją do siebie, blisko, tak, że jej biodra zderzyły się z tymi jego. Donnie czuł rytm, a przede wszystkim nie miał jakiejś blokady przed tańcem, więc zaraz zaczął się z nią poruszać do rytmu, do tej ognistej, latynoskiej muzyki. Chociaż może jeszcze nie wiedział dokładnie jak tańczy się salsę, jakie ruchy są jej typowe, a jednak pochylił się nad jej uchem.
- Moja instruktorka twierdzi, że ważna jest bliskość... i pewność siebie - a tego to mu na pewno nie brakowało, kiedy przesunął dłońmi na jej biodra, żeby narzucić im ten wspólny rytm. Kiedy trochę bezczelnie wdarł się kolanem między jej nogi. Ale przecież nie byli jedyną para, która tutaj tak tańczyła... Niektórzy wykorzystywali wszystkie typowe dla salsy figury, a Donnie po swojej jednej lekcji znał może właśnie... z jedną. Ale to co?
On się nigdy takimi rzeczami nie przejmował.

𝓱𝓮𝔂 𝓶𝓸𝓶𝓶𝔂🥵
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
42 y/o
For good luck!
168 cm
naprawia starocie w zaciszu swojego domu
Awatar użytkownika
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Romantyzm w przypadku Marii nigdy nie był pastelowy czy też słodki, prędzej pasowałby jej kolor głębokiej czerwieni. Jak kochała to intensywnie, całą sobą, co często kończyło się balansowaniem na granicy szczęścia i destrukcji, szczególnie kiedy mężczyźni trafiali się nieodpowiedni. Takie relacje choć były krótkie, potrafiły wykończyć. Nigdy jednak nie przestała wierzyć w miłość, bo dla niej to zawsze była najwyższa stawka w życiu.
Wierzyła w wielką miłość, głośną, wartą każdej walki, nie znającą nudy i… przeżyła ją. Znalazła męża nie wiedząc, że ta wielka miłość z czasem stanie się powolnym wygaszeniem jej barcelońskiego żaru.
Żaru, który najwyraźniej wciąż się w niej tlił.
Czuła jakby coś się w niej budziło, uczucia tak długo uśpione teraz zaczęły wprawiać ją samą w zakłopotanie, kiedy uświadomiła sobie czyja to sprawka. Był zbyt młody, a jednak jego zafascynowanie nią, którego nie sposób nie zauważyć, było kuszącą przynętą na którą dawała się złapać. — Wiem, wychowałam się w czasach, kiedy księżniczką była Leia Organa — wyznała nie kryjąc lekkiego rozbawienia — nie bała się pyskować złoczyńcom i brała sprawy w swoje ręce nie czekając na ratunek — dodała, sugerując jednocześnie, że się z nią w pewnym sensie utożsamia.
Właściwie Maria w tej chwili wcale nie chciała ratunku.
Pozwoliła sobie na chwilę fantazji i przez moment nie była już w klubie pełnym ludzi. Teraz biegła z nim, oddech przyspieszał, a ona mocniej zaciskała swoją dłoń na jego dłoni. Chłodne powietrze szczypało w policzki, oczy delikatnie łzawiły, serce biło coraz szybciej. Uczucie wolności i beztroski wydawało się niestosowne, a przy tym szaleńczo pociągające. — Ciekawe… niewątpliwie takie by było — przyznała szybko otrząsając się ze swoich wyobrażeń, łapczywie nabierając powietrza, nie przyznając się do tego, jak daleko uciekła myślami w swoich fantazjach. Zbyt daleko, ale… czy można się jej dziwić? Zielone oczy hipnotyzowały, jego bezczelna pewność siebie zaskakiwała, młodość kusiła, a jego bliskość i oddech muskający jej skórę sprawiał, że wierzyła iż ma fantazję na wyciągnięcie ręki.
Musiał to dostrzec, ta słabość wypisana była w każdym jej geście, drżeniu, płytszym oddechu, spojrzeniu. Niby taka pewna siebie, jednocześnie tracąc grunt pod nogami i zdrowy rozsądek.
Una notte senza conseguenze.
W jego ustach brzmiało to jeszcze lepiej. Nie była pewna, czy to wciąż określenie drinka, czy może tego spotkania, ale z całą pewnością nie myślała już o konsekwencji swoich działań.
Maria.
Nie pamiętała kiedy ktoś z takim skupieniem i zafascynowaniem wymówił jej imię. Czuła jak dreszcz przemyka po jej karku, kiedy granice bliskości zostały przekroczone… ale w salsie nie ma przecież granic, prawda? W tańcu mogła być wolna i nieprzewidywalna, znów być dziewczyną z Barcelony.
Dokładnie — przytaknęła, nie niepokojąc się tym, że dopiero uczy się salsy. Zamiast tego dała się poprowadzić w stronę parkietu z pełną świadomością własnych umiejętności. — Siente el ritmo, Donnie — to wystarczy, a reszta sama się potoczy.
Czuła jak krew pulsuje jej w skroniach, kiedy stała w samym centrum klubu, pozwalając chłopakowi zawładnąć swoją przestrzenią. Temu, który raptem kilka chwil wcześniej był tylko ciekawostką przy barze. Pod dłonią, która spoczywała na jego szyi wyczuwała przyspieszony puls. Może jeszcze chwilę wcześniej analizowała różnicę pokoleń, ale teraz całkowicie wyłączyła myślenie, a jej ciało reagowało na każdy ruch Donniego. Kiedy przyciągnął ją do siebie odchyliła głowę do tyłu, klubowe światła rozmywały się, a ona czuła jak jej wewnętrzne bariery łamią się jedna po drugiej. Każde jego drgnięcie, zmiana tempa, przeciągnięcie dłonią po jej skórze było dla niej elektryzujące i nie chciała, by to ustało. Wręcz przeciwnie, pragnęła więcej. W tej chwilowej utracie samokontroli było coś przerażającego i wyzwalającego zarazem. Zwykle to ona trzymała w ryzach dom, relacje, pracę. Teraz oddała się w jego jakże głodne dłonie. Jutra nie było, konsekwencji również, był tylko rytm, który sprawiał, że ani czas, ani spojrzenia ludzi wokół, nie mały żadnego znaczenia. Jego bezczelna pewność siebie sprawiła, że pielęgnowane latami zahamowania rozsypały się jak domek z kart.
Kiedy jego dłoń zsunęła się niżej wygięła się w tył odsłaniając swoją szyję, a w momencie, gdy jego kolano wtargnęło w jej przestrzeń, pozwoliła sobie na chwilę bezwładności w jego ramionach.
Dios mio…
Jej ciało zafalowało w rytm muzyki, instynktownie, grzesznie wręcz zaczęła przejmować kontrolę nad rytmem. — Pewność siebie to jedno ​— przyznała ​— ale czy wystarczy, by zapomnieć o całym świecie? ​— zapytała rzucając mu tym samym wyzwanie na ten wieczór. Dłonie, które dotąd spoczywały na jego karku zaczęły zsuwać się w dół na jego klatkę, by uciec na plecy. Wpiła się w jego ramiona, a przyciągając go do siebie, czując zapach jego skóry zmieszanej z alkoholem, który niedawno pili i twardość jego kolana między nogami - skapitulowała. Jej biodra dopasowały się do jego ruchu, kiedy w jednym rytmie oddali się gorącemu tańcu.
Nagle muzyka zaczęła łągodnieć, a ruchy stały się wolniejsze. Szybki, urywany oddech miał swój moment wytchnienia, a jej roztrzęsione ciało znalazło oparcie w jego ramionach. Podczas tego chwilowego zwolnienia czuła się jak w bańce. Położyła dłoń na jego piersi czując, że i jego serce wali w podobnym tempie. Podniosła wzrok dostrzegając w jego oczach coś, co wciąż wydawało się jej nierealne. Był tutaj… wpatrzony w nią tak, jakby resztą klubu nie istniała. Zadzierając głowę ku górze, dłonią przesunęła się wyżej, po jego szyi w górę, palcem zahaczając od kącika jego ust i przesuwając nim w górę, by po chwili pozwolić dłoni wplątać się w jego włosy. Muzyka powoli znów rozpędzała się, ale póki trzymał ją mocno w talii nie liczyło się to, że lada moment będzie musiała opuścić ten klub. Kącik ust drgnął ku górze w nieco zawadiacki sposób, gdy nie mogła oderwać od niego oczu.
Chyba za dużo wypiła, bo to nie działo się naprawdę.
Nie postępowała w ten sposób od lat.
To nie powinno się dziać.
Wyglądasz jak dwadzieścia kilka lat kłopotów, w które nie powinnam się pakować —przyznała się.
Winna ona. Winny on.
Och, kłopoty.


I knew you were trouble when you walked in, so shame on me now… Oh, trouble, trouble, trouble… <3 :brewka:
Latina, Ave Maria
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Donnie zmrużył te swoje zielone ślepia myśląc nad tym chwilę. Nad jej słowami.
- Gwiezdne Wojny - wypalił w końcu, bo skojarzył to nazwisko, a może bardziej imię, no i to, że była księżniczką - i przy tym była bardzo hot - musiał dodać, a kąciki jego ust uniosły się ku górze. Bo chyba podobało mu się to, że Maria porównała się do Lei. Ciekawa postać. Dziewczyny w jego wieku najczęściej porównywały się do słodkiej Roszpunki, którejś z księżniczek Disneya, ale jeszcze nie słyszał porównania do Lei.
Zaintrygowała go.
Tak samo jak wizja ucieczki, którą zaraz jej nakreślił.
Przyglądał jej się, jej twarzy, kiedy trawiła jego słowa. Nie wyczytał z niej chyba jak daleko uciekła myślami, a jednak kiedy się zgodziła, że to ciekawe, to skinął głową.
- W takim razie musimy kiedyś spróbować... Ale teraz muszę poczekać, żeby wrócił element zaskoczenia, żebyś się nie spodziewała - wzruszył delikatnie ramionami.
Nie mógł jej obiecać, że zrobi to następnym razem. On jej nawet nie mógł obiecać, że będzie następny raz. Bo właściwie Donnie szybko zjednywał sobie ludzi, ale w ogóle nie umiał pielęgnować znajomości, dbać o kontakty.
Ale może dla niej zrobiłby wyjątek?
Zielone oczy były w nią tak zapatrzone.
Że chciałby. Zrobić dla niej wyjątek.
Tak jak chciał z nią zatańczyć salsę, mimo, że dopiero się jej uczył. Donnie uwielbiał próbować nowych rzeczy, doświadczać ich, uczyć się ich, a najbardziej lubił to robić wśród ludzi. Nie na kursach, a po prostu wśród tańczących, których mógł obserwować, z doświadczoną partnerką.
- Ritmo caliente - rzucił po drodze, bo rzeczywiście na parkiecie czuć było ten gorący rytm, ogień. Było mało powietrza, albo było tak ciężkie, że osiadało na odkrytych ramionach, dekoltach i nagich karkach. Nikomu to jednak nie przeszkadzało.
Donniemu też nie, kiedy znowu wbijał intensywnie zielone tęczówki w jej piękne, brązowe oczy. Nie był mistrzem salsy, ale chyba czuł ten rytm. Kiedy palce sunęły po jej biodrach, kiedy muskały nagą, rozgrzaną skórę na jej plecach. Odchylił ją nawet ładnie do tyłu pozwalając, żeby ciemne kosmyki zawisły kilka centymetrów nad podłogą, pozwalając sobie pochylić się nad nią, nad dekoltem, w którym krył się złoty łańcuszek, który błysnął w klubowych światłach, który zwrócił na moment jego uwagę. Pozwolił sobie zaciągnąć się zapachem jej perfum, nabrać go w płuca wraz z większym haustem powietrza. Ciężkiego, gorącego.
Ognistego.
- A jeszcze nie zapomniałaś? - zapytał i bezczelnie oblizał spierzchnięte wargi, to powietrze...
Zielone tęczówki równie nieprzyzwoicie sunęły po jej ciele, po dekolcie, gdzie co rusz puszczał do niego oczko ten złoty medalik, zwracając jego uwagę.
Kiedy przyciągnęła go do siebie jeszcze bliżej, ginąc w jego ramionach, kiedy klatki piersiowe obijały się o siebie z mocniejszymi oddechami, które wyrywały się z płuc, nie spowodowane wcale tak do końca tańcem, a raczej tą bliskością, to Donnie uśmiechnął się do niej zaczepnie.
- Jeszcze jeden drink, dwa tańce, a cały świat będziesz miała tutaj... - oczywiście, że mówił o sobie, ale zaraz dodał - albo odwrotnie, jeden taniec, dwa drinki... okaże się - mrugnął do niej jednym okiem, zadziornie. Tak samo jak zaraz przesunął palcami po jej odkrytych plecach, kiedy muzyka zwolniła. Kiedy oddechy mogły odzyskać tempo.
Serce biło mu w piersi mocniej, mogła to czuć pod opuszkami palców. To jak mu się podobała. Temu młodemu chłopakowi wpatrzonemu w nią, jak w najpiękniejszy na świecie obrazek.
Kiedy jej dłoń sunęła po jego rozgrzanej skórze, po plecach przeszedł mu przyjemny dreszcz, a gdy sięgnęła do jego ust. Prawie. To odwrócił się delikatnie w jej kierunku, ciepłe, miękkie wargi zaczepiły o opuszek jej palca, na moment, krótki, a jednak wyczuwalny.
Na jej słowa intensywnie zielone oczy zatoczyły koło, ale zaczepnie, kącik ust tak samo drgnął do góry.
- Kiedy idziesz do klubu, to musisz liczyć się z tym... że może się do ciebie przyplątać trochę kłopotów Mario - powiedział powoli. Ale nie pozwolił jej nawet odpowiedzieć, bo zaraz muzyka nabrała tempa, a Donnie sięgnął do jej dłoni, żeby zacisnąć na niej palce, żeby obrócić ją dwa razy dookoła, a później złapać w talii i odchylić do tyłu. Nie umiał tańczyć salsy, ale gdzieś miedzy tymi spojrzeniami w jej piękne oczy już odrobinę podejrzał. Muzyka stawała się coraz bardziej dzika i oni też odrobinę bardziej się ośmieli. Trochę nawet wygłupiali, kiedy Donnie złapał ją... niże niż powinien, a ona podsunęła do góry jego dłoń.
Śmiali się, bawili, w tym tańcu, w swoim towarzystwie.
A w końcu obrócił ją do siebie tyłem, przyciągnął tak blisko, że nagie plecy oparły się o jego tors, a jej głowa spoczęła na jego ramieniu. Palce oparł na jej brzuchu, chociaż próbował podsunąć je wyżej.
- Te mueves increíblemente - niesamowicie się ruszasz, wyszeptał jej do ucha, z tym swoim akcentem, który może trochę studził te gorące hiszpańskie słowa?
A może wcale nie?

Te mueves increíblemente 🔥✨❤️‍🔥
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”