Donnie zmrużył te swoje zielone ślepia myśląc nad tym chwilę. Nad jej słowami.
-
Gwiezdne Wojny - wypalił w końcu, bo skojarzył to nazwisko, a może bardziej imię, no i to, że była księżniczką -
i przy tym była bardzo hot - musiał dodać, a kąciki jego ust uniosły się ku górze. Bo chyba podobało mu się to, że Maria porównała się do Lei. Ciekawa postać. Dziewczyny w jego wieku najczęściej porównywały się do słodkiej Roszpunki, którejś z księżniczek Disneya, ale jeszcze nie słyszał porównania do Lei.
Zaintrygowała go.
Tak samo jak wizja ucieczki, którą zaraz jej nakreślił.
Przyglądał jej się, jej twarzy, kiedy trawiła jego słowa. Nie wyczytał z niej chyba jak daleko uciekła myślami, a jednak kiedy się zgodziła, że to
ciekawe, to skinął głową.
-
W takim razie musimy kiedyś spróbować... Ale teraz muszę poczekać, żeby wrócił element zaskoczenia, żebyś się nie spodziewała - wzruszył delikatnie ramionami.
Nie mógł jej obiecać, że zrobi to następnym razem. On jej nawet nie mógł obiecać, że będzie następny raz. Bo właściwie Donnie szybko zjednywał sobie ludzi, ale w ogóle nie umiał pielęgnować znajomości, dbać o kontakty.
Ale może dla niej zrobiłby wyjątek?
Zielone oczy były w nią tak zapatrzone.
Że chciałby. Zrobić dla niej wyjątek.
Tak jak chciał z nią zatańczyć salsę, mimo, że dopiero się jej uczył. Donnie uwielbiał próbować nowych rzeczy, doświadczać ich, uczyć się ich, a najbardziej lubił to robić wśród ludzi. Nie na kursach, a po prostu wśród tańczących, których mógł obserwować, z
doświadczoną partnerką.
-
Ritmo caliente - rzucił po drodze, bo rzeczywiście na parkiecie czuć było ten
gorący rytm, ogień. Było mało powietrza, albo było tak ciężkie, że osiadało na odkrytych ramionach, dekoltach i nagich karkach. Nikomu to jednak nie przeszkadzało.
Donniemu też nie, kiedy znowu wbijał intensywnie zielone tęczówki w jej piękne, brązowe oczy. Nie był mistrzem salsy, ale chyba czuł ten rytm. Kiedy palce sunęły po jej biodrach, kiedy muskały nagą, rozgrzaną skórę na jej plecach. Odchylił ją nawet ładnie do tyłu pozwalając, żeby ciemne kosmyki zawisły kilka centymetrów nad podłogą, pozwalając sobie pochylić się nad nią, nad dekoltem, w którym krył się złoty łańcuszek, który błysnął w klubowych światłach, który zwrócił na moment jego uwagę. Pozwolił sobie zaciągnąć się zapachem jej perfum, nabrać go w płuca wraz z większym haustem powietrza. Ciężkiego, gorącego.
Ognistego.
-
A jeszcze nie zapomniałaś? - zapytał i bezczelnie oblizał spierzchnięte wargi, to powietrze...
Zielone tęczówki równie nieprzyzwoicie sunęły po jej ciele, po dekolcie, gdzie co rusz
puszczał do niego oczko ten złoty medalik, zwracając jego uwagę.
Kiedy przyciągnęła go do siebie jeszcze bliżej, ginąc w jego ramionach, kiedy klatki piersiowe obijały się o siebie z mocniejszymi oddechami, które wyrywały się z płuc, nie spowodowane wcale tak do końca tańcem, a raczej tą
bliskością, to Donnie uśmiechnął się do niej zaczepnie.
-
Jeszcze jeden drink, dwa tańce, a cały świat będziesz miała tutaj... - oczywiście, że mówił o sobie, ale zaraz dodał -
albo odwrotnie, jeden taniec, dwa drinki... okaże się - mrugnął do niej jednym okiem, zadziornie. Tak samo jak zaraz przesunął palcami po jej odkrytych plecach, kiedy muzyka zwolniła. Kiedy oddechy mogły odzyskać tempo.
Serce biło mu w piersi mocniej, mogła to czuć pod opuszkami palców. To jak mu się podobała. Temu młodemu chłopakowi wpatrzonemu w nią, jak w najpiękniejszy na świecie obrazek.
Kiedy jej dłoń sunęła po jego rozgrzanej skórze, po plecach przeszedł mu przyjemny dreszcz, a gdy sięgnęła do jego ust. Prawie. To odwrócił się delikatnie w jej kierunku, ciepłe, miękkie wargi zaczepiły o opuszek jej palca, na moment, krótki, a jednak wyczuwalny.
Na jej słowa intensywnie zielone oczy zatoczyły koło, ale zaczepnie, kącik ust tak samo drgnął do góry.
-
Kiedy idziesz do klubu, to musisz liczyć się z tym... że może się do ciebie przyplątać trochę kłopotów Mario - powiedział powoli. Ale nie pozwolił jej nawet odpowiedzieć, bo zaraz muzyka nabrała tempa, a Donnie sięgnął do jej dłoni, żeby zacisnąć na niej palce, żeby obrócić ją dwa razy dookoła, a później złapać w talii i odchylić do tyłu. Nie umiał tańczyć salsy, ale gdzieś miedzy tymi spojrzeniami w jej piękne oczy już odrobinę
podejrzał. Muzyka stawała się coraz bardziej
dzika i oni też odrobinę bardziej się ośmieli. Trochę nawet wygłupiali, kiedy Donnie złapał ją... niże niż powinien, a ona podsunęła do góry jego dłoń.
Śmiali się, bawili, w tym tańcu, w swoim towarzystwie.
A w końcu obrócił ją do siebie tyłem, przyciągnął tak blisko, że nagie plecy oparły się o jego tors, a jej głowa spoczęła na jego ramieniu. Palce oparł na jej brzuchu, chociaż próbował podsunąć je wyżej.
-
Te mueves increíblemente -
niesamowicie się ruszasz, wyszeptał jej do ucha, z tym swoim akcentem, który może trochę studził te gorące hiszpańskie słowa?
A może wcale nie?
Te mueves increíblemente 

