Powiódł spojrzeniem za farszem z empanady, który skapnął na jej nagą pierś i nawet przez moment miał go ściągnąć językiem, ale jakby to zrobił, to pewnie by stąd tak szybko nie wyszli, biorąc pod uwagę to, jak znowu się nawzajem nakręcali. Więc zrobił to palcem, który zaraz oblizał, patrząc prosto w jej piękne, brązowe oczy.
-
Zastanowię się - rzucił, ale prawda jest taka, że on też zrobiłby dla niej
wszystko i
wszystko jej chciał zawsze dać. Łącznie ze
specjalnymi sztuczkami i
zajebistym orgazmem. Chociaż na jej słowa wywrócił oczami, zanim znowu je na niej zawiesił.
-
Ale dzisiaj miał przecież być dzień wszystkiego dla Madoxa, a nie dla Pilar... - przypomniał jej, chociaż prawda jest taka, że on i tak się dzielił z nią po równo, tymi wszystkimi doznaniami. Chociaż przemknęło mu przez myśl, żeby kazać jej klęknąć przed nim na tych ładnych płytkach, w przytulnej
czyjejś tam kuchni.
Dopiero kiedy powiedziała, że
wszystko zje teraz znowu podniósł na nią wzrok, z tych płytek. Jakoś go to nie dziwiło, dlatego sięgnął do niej jeszcze po te dwie empanady, tylko zanim je zjadł to oznajmił, że jadą do Esme.
I tak musieli po samochód, w zasadzie tak, ale mogli to załatwić rano, a nie teraz, kiedy był praktycznie środek nocy, ale z drugiej strony, Madox prowadził nocny tryb życia, więc takie nocne rozrywki nie były nigdy dla niego jakimś wyzwaniem, czy problemem. Podejrzewał, że Esme z Lopezem też raczej nie śpią. Może nie bawią się tak dobrze jak oni, ale też pewnie mają sporo rzeczy do... przegadania.
Pilar z Madoxem już trochę zdążyli przegadać, a on przy okazji zdążył wywalić z szafy pełno ciuchów zanim do niego dołączyła. Bo większość była dziecięcych, albo jakieś swetry. Kto w Meksyku chodzi w swetrach? Dopiero potem znalazł koszulki.
Obejrzał się na nią, kiedy powiedziała o tym monitoringu, a potem nawet omiótł spojrzeniem salon.
-
Skoro nie mieli alarmu, to może nie mają? - zastanowił się, oprócz tego, że dom był zadbany i na sprzedaż, to też nie była to nie wiadomo jaka willa, raczej taka normalna, duża i ładna chata, dla pięcioosobowej rodzinki. Dopiero kiedy powiedziała o tym
nagraniu z salonu, to odwrócił się do niej, to spojrzał znowu w jej piękne, duże oczy.
-
To następnym razem to nagramy... chociaż mam już takie jedno nagranie... - mruknął trochę tajemniczo, znowu się do niej pochylając, ale tym razem on się odsunął zanim jego wargi dotknęły jej gorących, pełnych ust. Odsunął się, bo już przekładał kolejne ubrania, bokserki też znalazł w jakiś Spidermanów, chyba ktoś tu był fanem Marvela, ale Madox też trochę był, więc zaraz je na siebie wciągnął, leżały dobrze, nawet obrócił się dookoła prezentując je Pilar.
-
I jak? - nie to, żeby go to tak bardzo obchodziło czy dobrze wygląda, chociaż... chciał wiedzieć czy jego tyłek wciąż wygląda tak
caliente w majtkach z superbohaterami. Słuchał jej, ale w pierwszej chwili nie załapał o co jej chodzi, wiec uniósł jedną brew, ale zaraz mu to wyjaśniła.
-
I Megan, czy jakaś tam... Ona wiedziała, że blefujemy, jak... wszystko wiedziała - chciał powiedzieć, że nawet o Daltonie, ale po co to wyciągać? Zamiast tego już wciągał na siebie tę koszulkę z Hulkiem, przez głowę. Napiął nawet mięśnie, żeby jej pokazać, że trochę wygląda jak ten Hulk, zaraz jednak pokręcił głową.
-
Już dawno cię przedstawiałem jako moją narzeczoną, żonę, albo matkę moich dzieci... - zaczął jej wymieniać, nawet wyliczając na palcach, ale zaraz się pochylił do niej bliżej, tak, że jego ciepły oddech spoczął na jej policzkach, na jej pełnych, gorących wargach, na które spuścił wzrok -
więc dużo ludzi wiedziało przed nami - nie musnął jej warg, chociaż czuł prawie... ich smak. Tej empanady.
Nawet nie zwrócił uwagi na to, że nie było tam ani jednej sukienki, bo on już wciągał na tyłek jakieś jeansowe, krótkie spodenki, które leżały na nim... dobrze. Chyba fan Marvela był podobnej budowy.
-
Mnie się podoba... - rzucił i wsunął rękę pod tą bluzę, żeby uszczypnąć ją w pośladek. Jeszcze pochylił się do jej szyi, ale już znowu mu umknęła. Madox zawiesił sobie tylko swój nowy, zajebisty kapelusz na sznurku, na szyi i ruszył za nią. Chwycił jej rękę, a kiedy powiedziała o tych
majtkach, to przyciągnął ją do siebie.
-
No jak to? Przecież twoje majtki dzisiaj nie mogą być suche... - chciał się do niej pochylić, ale Pilar tym razem była pierwsza i już wspinała się na palcach łącząc ich usta w pocałunku. Delikatnym...
Przez dwie pierdolone sekundy, bo zaraz pchnęła go na ścianę, mocno, wcale nie delikatnie, aż stęknął, co mogła poczuć w swoich gorących, pełnych wargach, które zaraz całował zachłannie, wsuwając ręce pod tą dużą bluzę, zaciskając je na jej pośladkach.
Dobrze, że się od niego oderwała... Bo on by już nie umiał, bo szarpnął się za nią, kiedy się odsuwała.
-
Może byśmy tutaj zamieszkali... - jęknął za nią, co prawda żartował, chociaż z nim to tak do końca nie wiadomo. Pozbierał znad basenu swoje rzeczy, przede wszystkim telefon i pasek z tą ładną klamrą, który zaraz wkładał sobie we szlufki. Zapiął go i założył buty. Właściwie to Madox wyglądał trochę jak turysta, z tym kapeluszem, ale nie najgorzej...
Gorzej miała Pilar, bo ona nawet nie miała butów, i kiedy już skoczył obok niej na ziemie, po drugiej stroni płotu. Tym razem uważając na gacie. To zaraz zmierzył ją spojrzeniem. Od góry, do dołu, po te bose stopy. Nie odezwał się ani słowem, kiedy już wsuwał jej rękę pod kolana i obejmował w pasie, żeby ją wziąć na ręce. Podrzucił ją poprawiając w swoich ramionach.
-
Mogłaś zjeść... jedną empanadę mniej - mruknął gdzieś w jej szyję, a zaraz spojrzał jej w oczy -
wygrzeb telefon i zamów nam podwózkę, albo niosę cię do samego domu... cariño - mógłby ją nieść. Zaciągać się jej znajomym zapachem i poprawiać ją sobie co rusz w ramionach, tylko po to, żeby wbić palce w jej gorącą, gładką skórę.
Zanim Pilar się z nim trochę podroczyła i w końcu zamówiła im podwózkę, to przeszli tak może dwie ulice. A kiedy już się zatrzymali, żeby poczekać na taksówkę, to Madox postawił ją na jakimś niskim murku, nie to, że wcześniej już biegała boso po bruku, ale przecież od tej pory, to już sobie umyła stópki, w basenie, a jedną to on nawet jej... wylizał. Czekali chwilę, zanim pojawił się transport. Właściwie to nie było daleko, więc droga zajęła im może pięć minut. Pięć minut przez które kierowca ich pytał czy wracają z imprezy z plaży, a Madox dopytywał czy jutro też będzie tak impreza. Dowiedzieli się, że tak. Świetnie, bo Noriega to brał pod uwagę, imprezę na plaży, przecież.
Wysiedli przed domem Esme, przed którym wciąż stał zaparkowany ich samochód, tylko ich, więc Madox w pierwszej chwili złapał Pilar za rękę gdzieś w pół drogi do drzwi wejściowych.
-
Chyba ich już nie ma... - rzucił, ale jak na zawołanie w jednym z okien zapaliło się światło. A Noriega znowu się zawahał. Z jednej strony chciał tam wejść, pożegnać się z matką, z drugiej to było jakieś takie ciężkie. Jakby jeszcze do niego nie dotarło, że on po dziesięciu latach mógłby... odzyskać swoją matkę. A może znowu stracić?
𝓶𝔂 𝓵𝓸𝓿𝓮 𐙚⋆°。⋆♡