-
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracjitrzeciczas narracjiprzeszłypostaćautor
Prowadziła samochód spokojnie, zaciskając palce na kierownicy i spoglądając uważnie przed siebie. Nawet kiedy Finch opowiadała jej o swoich zainteresowaniach oraz tym, co robiła w wolnym czasie, Daisy w dużej mierze skupiała się na drodze. Miała dobrą podzielność uwagi, jednak akurat na autostradzie nie chciała ryzykować odwracania wzroku. Samej sobie ufała, ale przecież nigdy nie było wiadomo, kto jeździł obok. Dopiero kiedy zjechały w boczną ulicą, bardziej w centrum miasta, spojrzała przelotnie na Finch.
— Robisz przy samochodach? — wyłapała gdzieś pomiędzy jej słowami. — Czyli jak to cacko kiedyś mi się zepsuje, mogę śmiało uderzać? — zagadała bardziej luźno niżeliby faktycznie planowała prosić Kirę o naprawę samochodu. Miała to być bardziej forma zwykłej zaczepki. O imprezy też chciała ją zapytać, ale z drugiej strony do jej głowy napłynęła taka samotna myśl… że Kira mogła ją odebrać za zbyt wścibską. A tego przecież nie chciała. Była to raczej jej natura, nadmierna ciekawość, ale przecież nie każdemu musiało się to podobać. Miała tego świadomość.
— Daisy Whitmore lubi… — zamyśliła się na moment, przy okazji włączając kierunkowskaz. — Dobre kino, to na pewno. Uwielbiam filmy kryminalne, dramaty, przy których trzeba nieco więcej pomyśleć albo takie, które skłaniają do refleksji. Lubię poznawać ludzi, wyciągać z nich jakieś ciekawe rzeczy, a nie to, co wie każdy… — spojrzała przelotnie na profil Finch. — Dlatego czasami wychodzę na wścibską — zaśmiała się. — Do tego lubię wszelkie zagadkowe pierdoły jak krzyżówki czy escape roomy — dodała jeszcze do swojej wypowiedzi, tak dla pozostawienie małego smaczku. Chociaż na dobra sprawę nie pamiętała, kiedy ostatni raz odwiedzała pokój zagadek. Kiedyś chodzili często, nawet z Rowanem, jednak kiedy tylko zaczynał się sezon, kompletnie nie miał dla niej czasu. Jej koleżanki zaś średnio interesowały tego typu aktywności i… jakoś tak wyszło, że po prostu przestała, jednak wcale nie zmieniało faktu, że lubiła takie zabawy.
W oddali było już widać czerwone logo z uśmiechniętą dziewczynką tuż obok nazwy. Daisy pokonała kolejny odcinek drogi, a już po chwili skręcała na parking. Dookoła była pokaźna ilość aut, jednak Whitmore bez problemu była w stanie znaleźć odpowiednie miejsce parkingowe.
— Tu powinno być git — oznajmiła, rozglądając się na boki. — Dużo tam jest do tego drugiego auta? — spytała Kirę i machnęła ręką w stronę okna, żeby sprawdziła. Fura była z salonu i Whitmore nie mogła ryzykować, że ktokolwiek porysuje tą tymczasową furę. Kiedy Finch potwierdziła, że wszystko jest git, Daisy odpięła pas i wygramoliła się z samochodu.
— Bierz co chcesz, ja stawiam — uśmiechnęła się do blondynki, kiedy już weszły do środka.
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nawet nie kupiłaś samochodu, a już zakładasz, że coś się zepsuje? No nieźle — pokręciła z rozbawieniem głową. — Ale jasne, jeśli coś faktycznie nawala, to wal jak w dym — przytaknęła, bo jeśli to będzie coś, z czym Finch była w stanie poradzić sobie sama, to przecież nawet nie warto zawracać głowy mechanikowi, który przytrzyma auto dłużej, niż będzie trwała sama naprawa.
Okazało się, że Daisy Whotmore była całkiem zwyczajną, młodą kobietą. Nawet miały ze sobą coś wspólnego, bo Kira również lubiła filmy, chociaż bardziej preferowała seriale i pochłaniała całe sezony w jeden wieczór. Ale kto nie lubił filmów? Chyba tylko jacyś nienormalni ludzie, którzy nie lubili też psów. Dla takich było specjalne miejsce w piekle.
— Nigdy nie byłam w escape roomie — wyznała, kiedy zbliżały się do Wendy's. Wychodziła z założenia, że taka rozrywka nie była dla niej. Może dlatego, że nie dawała wystarczającej dawki adrenaliny? Właściwie nawet nie mogła stwierdzić, czy byłaby dobra w rozwiązywaniu zagadek, skoro nigdy nie odwiedziła żadnego pokoju. Równie dobrze mogła okazać się mistrzynią łamigłówek, w końcu z krzyżówkami radziła sobie całkiem nieźle. — Rzeczywiście czasami wychodzisz na wścibską — dodała, ale nie mówiła poważnie, o czym świadczył zawadiacki uśmiech. Chciała sprzedać jej tylko małego pstryczka w nos i miała nadzieję, że Daisy wyłapie ten żart.
Na parkingu rozglądała się dookoła w poszukiwaniu wolnego miejsca, ale Whitmore poradziła sobie bez niczyjej pomocy. Kira jeszcze zerknęła przez ramię, upewniając się, czy nie zablokuje innych kierowców. Kiwnęła głową, dając jej do zrozumienia, że odległość była wystarczająca i żaden samochód nie powinien ucierpieć.
— Uważaj, na co się piszesz — zastrzegła, słysząc, że ma wolną rękę. — Jeszcze chwila i się nie wypłacisz. A tak serio, to chyba wezmę zestaw z Baconatorem Combo z frytkami i colą zero. Ta cola zero, to tak dla niepoznaki, żeby mieć złudzenie, że to samo zdrowie — parsknęła pod nosem, zdając sobie sprawę z tego, że na niewiele to się zda. — Na pewno to nie problem? Wiesz, że mogę zapłacić za siebie? — przystanęła przy elektronicznej tablicy, żeby wklikać swoje zamówienie i spojrzała na Daisy w oczekiwaniu, aż ta podejmie decyzję w kwestii zamówienia. I płatności. Finch miała hajsu jak lodu i naprawdę było stać ją na burgera. Podejrzewała, że Whitmore też, więc chyba nie było sensu się licytować.
Daisy Whitmore
-
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracjitrzeciczas narracjiprzeszłypostaćautor
W lokalu nie było nic wyjątkowego — beżowe ściany, czerwone kanapy i podobizna rudej dziewczynki na każdym, wiszącym plakacie oraz koszulkach personelu. Wendy’s może i nie było szałową restauracją, nie urywało przysłowiowej dupy, ale było smaczne. A przede wszystkim, to zamówienia były realizowane dość sprawnie i szybko. Daisy zdawała sobie sprawę, że zaraz wybijała piąta, czyli godzina, kiedy Finch powinna kończyć pracę, dlatego nie chciała jej przetrzymywać dłużej niż to naprawdę koniecznie. Szczególnie, że już i tak ogromnie jej pomogła. Dlatego właśnie Witmore chciała chociaż w drobnym stopniu odwdzięczyć się jej jakoś za tą przysługę.
— Brzmi jak świetny wybór — skinęła głową, zaglądając na tablicę z pozycjami i odszukując rzeczy, które wspomniała Finch. — Ja ide w zestaw klasyczny, powiększony z dodatkowymi kurczaczkami — mruknęła bardziej pod nosem niż do Kiry, bo przecież nie oczekiwała, że nagle zmieni zdanie, bo chciała mieć to samo (nie była mną xd). W następnej chwili podeszła do kasy i zaprezentowała kobiecie całe zamówienie. Pracownica wbiła pozycje na dotykowym ekranie, a w tym czasie Daisy odwróciła się do Kiry. — Wiem, że możesz za siebie zapłacić, ale chciałam się jakoś odwdzięczyć. Sero, twoja pomoc dzisiaj była nieoceniona — pozwoliła sobie na chwile szczerości. Nie miała zamiaru udawać, że Finch była jedynie małym dodatkiem do tej przygody — była głównym, kluczowym elementem i tak naprawdę bez niej Whitmore w ogóle skończyła by w jakimś familijnym wozie, kompletnie niezadowolona ze swojego wyboru, a tak? A tak jutro będzie czekać na nią piękne Audi w kolorze baby blue.
Zapłaciła za zamówienie i zrobiła kilka kroków z tył, by spojrzeć na ekran. Niby dopiero co zamówiły, ale dookoła nie było dużo klientów, dlatego dostały swoje zestawy już po niecałych dwóch minutach. Odebrały swoje tacki i zajęły miejsce gdzieś przy wielkim oknie, gdzie ciepłe promienie słoneczne przyjemnie skubały skórę, ale już nie raziło.
— Serio nigdy nie byłaś w żadnym escape roomie? — wróciła do rozmowy jeszcze z samochodu, ładując sobie do ust jeden z kurczaczków. Oczywiście nie omieszkała sobie przy tym mruknąć pod nosem. Były prze-py-szne. — A ogólnie lubisz kryminały? Wiesz, jakieś takie rozwiązywanie zagadek, łączenie faktów i rozwijanie historii? — dopytała, co w sumie na tym etapie już nie powinno dziwić Kiry, biorąc pod uwagę, że już wiedziała, jak ciekawska była Whitmore. — Jak tak, to chętnie cię kiedyś zabiorę — dała luźno i dopiero po chwili, kiedy do ust władowała kilka frytek, uświadomiła sobie, że może to było nie na miejscu? Czy nie było? Może nie powinna zadawać tego typu pytań swoim po części podwładnym? Poza tym, jeszcze kilka dni temu ona i Finch praktycznie się nie znały, a teraz Daisy proponowała jej wspólne wypady? Może faktycznie nie powinna... no tylko pytanie już padło, a ona nie miała zamiaru go nagle cofać.
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pokiwała głową, nie tylko na wybór Whitmore, ale również zgadzając się, żeby ta zapłaciła za nie obie. Nie widziała w tym problemu. Może kiedyś nadarzy się jeszcze jakaś okazja i Finch się odstawi, bo pomoc z wyborem samochodu traktowała jako drobną przysługę. A w sumie obie miały z tego korzyści, skoro Kira dzięki temu mogła wyjść wcześniej z biura.
— Słuchaj, nie będę się sprzeczać, kiedy ktoś chce mi zafundować jedzenie — zaśmiała się krótko, nie owijając w bawełnę. Czy w ogóle kiedykolwiek ktoś narzekał na darmowe żarcie? Chyba tylko ci niespełna rozumu.
Sięgnęła po swoją tackę i ruszyła w kierunku wolnego stolika przy oknie. Kira natychmiast odwinęła swojego burgera i wgryzła się w bułkę. Mięso i dodatki były nieziemskie, ale boczek robił dodatkową robotę. Na pytanie o pokoje zagadek, uniosła wysoko brwi, spoglądając z Daisy chyba z niemniejszym zaskoczeniem, co ona na nią.
— Nie byłam. Jakoś nigdy się nie złożyło — odparła zgodnie z prawdą, bo jednak obracała się w trochę innym towarzystwie i zajmowała się innymi rzeczami. — Niewiele czytam, poza książkami motoryzacyjnymi, ale oglądam thrillery. To się liczy? Bo brzmisz trochę tak, jakby escape roomy były niezwykle skomplikowane, a chyba wystarczy podążać za wskazówkami? — wzruszyła lekko ramionami, a potem znów zerknęła na znad swojego burgera, nie kryjąc zdziwienia. — Serio? Nie boisz się, że będę kulą u nogi? Nie mam żadnego doświadczenia, więc głupio byłoby, gdybyśmy utkwiły w martwym punkcie — powiedziała, dokładnie tak uważając.
Whitmore na pewno miała znajomych, którzy wymiatali w zagadkach i rozwiązywali je z zamkniętymi oczami. A Finch? Nie miała o tym bladego pojęcia. No i nie była pewna, czy znajdzie się jakaś tematyka pokoju, która przypadnie jej do gustu.
— Zawsze proponujesz podwładnym takie nietypowe atrakcje? Coś mi się wydaje, że gdybyś nie miała męża, to zapraszałabyś ich na randki — parsknęła od nosem śmiechem, ale nie było w tym złośliwości. — Ale pewnie, możemy się wybrać. Tylko ja stawiam. Wtedy będziemy kwita. Umowa? — wyciągnęła do Daisy rękę, aby przypieczętować ich pakt.
W teorii Kira szybko się nudziła i ciężko było zainteresować ją czymś na dłużej. Wyjątkiem były samochody. Ale kto wie, może odkryje w sobie jakiegoś uśpionego detektywa i okaże się, że jest mistrzynią w łączeniu faktów? Nie będzie wiedziała, jeśli nie spróbuje.
Daisy Whitmore
-
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracjitrzeciczas narracjiprzeszłypostaćautor
Daisy miała nadzieje, że Kirze zasmakuje jej zestaw równie mocno, ale też z drugiej strony, sama go sobie wybrała, więc akurat w tej kwestii nie było się co martwić. Ładowała sobie do ust już kolejną porcję kurczaków, słuchając uważnie słów Finch, więc po części żalując gdzieś w środku, że w ogóle zadała jej to pytanie. Nie powinna. Wiedziała, że nie powinna, a jednak nie mogła nic poradzić na naturalną ciekawość, jaka z niej wypływała. No ale skoro już powiedziała A…
— Wszystko zależy od poziomu trudności — wcisnęła kilka frytek w pojemnik z sosem serowym, a potem władowała je do ust. — Są takie dla początkujących, gdzie wszystkie zagadki są liniowe. Czyli robisz jedną po drugiej i tak udaje ci się wyjść z pokoju, a są też takie bardziej zaawansowane, gdzie różne rzeczy mogą ci się przydać wiele razy i ciężko je na początku ze sobą połączyć — wzruszyła ramionami, bo jednak w jej głowie brzmiało to wszystko jakoś… ciekawiej. A może to ona po prostu była nerdem? — Ale jest też dużo z prawdziwymi aktorami, a tematyka jest przeróżna, serio. Może nawet znalazłoby się coś związanego z samochodami? — nie miała pojęcia, bo aż tak się tym w ostatnim czasie nie interesowała, ale na dobrą sprawę, klimaty pokoi były przeróżne, więc może i coś takiego by się znalazło. Z drugiej strony przecież nawet nie było powiedziane, że Kira chciałaby się do takowego pokoju zagadek w ogóle wybrać. A tym bardziej z nią. Szczególnie, że jej kolejne pytania nieco zbiły Daisy z tropu. Całe szczęście nie dała nic po sobie poznać.
— Nie, tylko tych, którzy pomagają mi wybrać nową furkę — rzuciła luźno, sugerując tym samym blondynce, że zdecydowanie mogła czuć się wyjątkowa i jedyna, która dostała taką propozycję. — A randki? — prychnęła, kręcąc głową z rozbawieniem. — Nie wiem, może. Nigdy nie byłam na żadnej oprócz tych z Rowanem — oznajmiła i na początku nawet nie zorientowała się, jak dziwnie musiało to zabrzmieć. Dopiero uniesione wysoko brwi Kiry sprawiły, że Daisy zastanowiła się nad tym, co powiedziała i że dla normalnych ludzi mogło się to wydać podejrzane. Dlatego poprawiła się na krześle i kiedy w końcu przełknęła kawałek burgera, kontynuuowała. — Bo my jesteśmy razem od szkoły średniej — wyjaśniła, mając nadzieje, że to nieco wyklaruje jej słowa. Nigdy nie była z nikim innym na randce, bo w sumie… tylko z Rowanem się umawiała. Zaczeli, kiedy miałą ledwo skończone szesnaście lat, a wcześniej mała Daisy wcale nie myślała o miłostkach. Poza tym, była okularnicą i kujonem, kto tam myślał, żeby zabierać ją na randki?
Przepiła te myśli kilkoma łykami coli i już otwierała usta, żeby zapytać Kiry, czy ona się z kimś spotykała, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. To już zdecydowanie wykraczałoby poza rozmowy pracownicze i byłoby po prostu nie na miejscu. Niezależnie od tego, jak ciekawska nie była, nie powinna aż tak wchodzić z butami w cudze życie. Chociaż prawda była taka, że trochę ją to ciekawiło. Tak po prostu, po ludzku.
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Myślisz, że robią escape roomy związane z samochodami? — ożywiła się, chociaż na razie nie mogła sobie tego wyobrazić. Niby jak miałoby to wyglądać? Wystrój miałby motoryzacyjne elementy dekoracyjne, a fabuła opierałaby się na uprowadzeniu znanego rajdowca? Swoją drogą, jeśli nie było jeszcze nigdzie takiego pokoju, to ktoś powinien wprowadzić coś podobnego w życie. — Na pierwszy raz, to może być naprawdę cokolwiek. Najpierw sprawdźmy, czy w ogóle się do tego nadaję — oznajmiła, bo na razie nie miała pomysłu, co o tym sądzić. Nie była Zaylee Miller, która czuła się w escape roomach, jak ryba w wodzie. — Ale dobra, powiedziałam przecież, że możemy tak zrobić. Tylko musisz nam coś wybrać — pokiwała głową znad swojego burgera. Tak było bezpieczniej, bo pewnie Finch znalazłaby jakieś gówno, przy którym tylko by się nabluzgała.
Powinna czuć dumę, że dostała wyróżnienie, ale z drugiej strony, czy to nie lekka przesada? Spoufalała się z przełożoną. Koledzy z pracy jej tego nie wybaczą. Musiała utrzymać ich znajomość w tajemnicy, inaczej zaraz ktoś zacznie nazywać ją pupilką menadżerki projektów, a Kira naprawdę nie chciała być spostrzegana w taki sposób.
— Co? — wypaliła, zanim zdążyła ugryźć się w język. Fakt, że Whitmore spotykała się z jednym chłopakiem od liceum, wprawił ją autentyczne zdumienie. — Och, wow. Wow —
Może powinny wrócić do pogawędki o samochodach albo o tym, co działo się obecnie w redakcji? Bo teraz wypadałoby się odwdzięczyć czymś podobny, tylko co właściwie Kira miała jej powiedzieć? Że w sumie to randkuje dużo i sypia z kim popadnie? No dobra, może nie z kim popadnie, facetami w ogóle nie zawracała sobie głowy, ale wciąż była dość... Rozwiązła. To chyba rodzinne. Chociaż po tym, jak jej najstarsza siostra nagle postanowiła się ustatkować i związała się ze swoją najlepszą przyjaciółką, to ona przejęła po niej
Daisy Whitmore
-
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracjitrzeciczas narracjiprzeszłypostaćautor
Relacje pracownicze, szczególnie z ludźmi na niższych poziomach nigdy nie kończyły się dobrze. Bardzo często różnica poziomów chcąc nie chcąc finalnie wpływała na znajomość. Nie wspominając już nawet o tym, że w przeciągu tych dwóch ostatnich spotkań, Daisy powiedziała Kirze zdecydowanie za dużo rzeczy o sobie. Rzeczy, z którymi powinna przecież rozmawiać ze swoimi koleżankami, przy lampce wina, a nie z dziewczyną z motoryzacyjnego przy kurczaczkach. Nie znała Finch, nie miała pewności, że zaraz nie poleci o tym wszystkim wygadać.
A jednak — mówiła dalej. Z jakiegoś dziwnego powodu po prostu jej ufała. Może to przez te przenikliwe, szare oczy, które uważnie jej słuchały, gdy opowiadała? A może zwykłe przeczucie. Czuła się przy niej nawet komfortowo i chyba stąd brała się ta otwartość.
Szok Kiry ani trochę ją na zdziwił. Często ludzie reagowali w ten sposób, kiedy opowiadała im o swojej szkolnej miłości, która potem stała się jej mężem i miłością życia. Każdy też zawsze pytał o to samo, a potem też przepraszał za ciekawość.
— Jest git — zaśmiała się szczerze, ładując kilka frytek do ust i wycierając rękę o… rękawek koszulki. Jeden zły habit, którego wciąż nie umiała się wyzbyć — wycieranie żarcia o ciuchy. Ale przecież teraz nie o tym, więc zaraz podniosła spojrzenie na Kirę. — Jakbym miała dostać dziesięć dolców za każdą zaskoczoną reakcje ludzi na ten temat, to zostałabym milionerką — pokręciła głową. Niby żarcik, a jednak była w tym prawda. Miała chyba tylko jedną koleżankę, która uważała to za normalna historię dwojga ludzi. A cała reszta? Przez długi czas miała Whitmore za wariatkę. Poprawiła się na krześle, a dłonią zaczęła bawić się skrawkiem serwetki.
— Tak, tak, przez całe życie umawiałam się z jednym facetem — zaczęła spokojnie, jeszcze lekko mlaskając ustami, kończąc jeść frytki. — Zakochaliśmy się w sobie już w szkole i… no nie wiem, tak jakoś wyszło. Po studiach wleciał pierścionek i jesteśmy razem do teraz — jej głos był luźny, nonszalancki wręcz, bo przecież sama Daisy nie widziała w tym nic dziwnego. Dzień jak codzień, taka była jej rzeczywistość. — Wiesz, z jednej strony skąd wiedzieć, że był tym jedynym, jasne można by polemizować, ale z drugiej jeśli byłam szczęśliwa i zakochana no to co? Miałam zerwać z nim tylko dlatego, żeby umawiać się z innymi ludźmi i sobie potestować? — spojrzała w oczy Kiry. Była ciekawa jej zdania, bo to akurat była sytuacja na pozór prosta ale w gruncie rzeczy o wiele bardziej skomplikowana. Bo jaki zakochany człowiek zastanawia się, czy za rogiem nie czeka ktoś lepszy? Mógł on tam być a mogło też go nie być i wtedy Daisy została by z niczym tak na dobrą sprawę. — Nigdy nie masz gwarancji, że związek, w którym jesteś to jest TEN, no ale chyba nie wchodzisz w niego z myślą, że może następny będzie lepszy, nie? — uśmiechneła się ciepło. W jej głosie nie było ani krzty pretensji czy próby narzucania swoich racji, po prostu rozmowa dwójki osób, które pewnie miały inne poglądy i that’s okay. Szczerze mówiąc Daisy wiążąc się z Rowanem w szkole średniej wcale nie myślała, że będzie jej mężem. Ba, ona wtedy była święcie przekonana, że pochodzą może z jakieś marne dwa tygodnie.
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie umknęło jej uwadze, że Whitmore wycier dłoń o rękaw koszulki. Nigdy wcześniej widziała, żeby ktoś tak robił. To było ciekawe, chociaż niewątpliwie cierpiały też ubrania, które nosiła Daisy. Ciekawa okazała się również historia jej związku. Finch była już nie tylko zaskoczona, ale również pod wrażeniem, że tak w ogóle można funkcjonować. Być z jedną osobą przez tyle lat i spędzić z nią resztę życia? Nie potrafiła sobie tego wyobrazić.
— Nie no, chyba nie — odparła, bo skoro było im tak dobrze, to dlaczego mieliby zrywać? W końcu ludzie łączą się w pary i decydują na małżeństwa z różnych powodów. Kira pochodziła z pełnej rodziny, więc miała namacalny przykład tego, że da się. — Ale ja bym tak nie mogła — dodała po chwili namysłu. Miałaby zrezygnować z sypiania z wieloma kobietami na poczet tej jedynej? Nie, nie była skrajną romantyczką, a sama zakochiwała na chwilę. Za to intensywnie!
— Trudno odnieść mi się do związków, bo nie jestem z tych angażujących się, ale masz rację. Jeśli już się z kimś spotykasz, to nie zakładasz odgórnie, że zaraz wszystko się rozpadnie, albo że to będzie wasze ostatnie spotkanie — pokiwała głową, bo przecież to działało też w przelotnych znajomościach. Kiedy szła do łóżka z jakąś laską, to potem zastanawiała się, czy jeszcze kiedyś się zobaczą. To miało sens.
Wgryzła się w swojego burgera, którego zapiła colą zero. Dlaczego zawsze tak było, że to, co dobre, zwykle uznawano za niezdrowe? Albo nielegalne, jak w przypadku narkotyków.
— I co dalej? — złapała za kilka frytek, trochę żałując, że nie zamówiła jeszcze jakiegoś szejka, bo może to dziwaczne, ale frytki maczane w waniliowym szejkiem były naprawdę smaczne. — Skupiacie się z Rowanem się na swoich karierach, czy bardziej na rodzinie? — zapytała luźno, wychodząc z założenia, że skoro już poruszały takie tematy, to Whitmore nie poczuje się w żaden sposób przesłuchiwana. Kira nie była policjantką. Rozmowa kleiła się sama, od słowa do słowa. Zresztą zauważyła, że jeśli następowała zmiana tematu, to wychodziło to naturalnie i płynnie, a to nieczęste w konwersacji z ludźmi, których dopiero się poznało. A prawda była taka, że do tej pory znały się właściwie tylko z widzenia.
Daisy Whitmore
-
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracjitrzeciczas narracjiprzeszłypostaćautor
Po prostu żyła.
Żyła chwilą, łapała momenty i po prostu beztrosko poddawała się tej nastoletniej miłości, która tworzyła się między nim a Rowanem. Jako nastolatka, chodząc na jego pierwsze mecze, a potem zaciskając jego rękę na imprezie zaraz po, ostatnie o czym myślała, to czy ten facet zostanie jej mężem. Chyba ani razu tego typu myśl nie przemknęła przez jej głowę. Oni po prostu byli — młodzi, naiwni i spragnieni życia. Kochali się. Ona go kochała. Najmocniej jak tylko mogła kochać szesnastolatka.
A potem lata przeminęły w zastraszającym tempie i kiedy kolejnym razem zrobiła tak zwany reality check była już z pierścionkiem na palcu w wykupionym przez nich na własność mieszkaniu w samym centrum Toronto. Nie wiedziała, kiedy to się stało. Kiedy życie uciekło jej między palcami. Po prostu nie zwróciła na to uwagi, a potem było już po fakcie. Więc trwała w tym dalej, bo przecież było dobrze, stabilnie. Jej koleżanki rozwodziły się i brały trzecie śluby, a ona wciąż była z jednym facetem. Powinna to chyba rozpatrywać jako szczęście, prawda? Cóż, sama Daisy nie zawsze była tego taka pewna.
— Nie mogłabyś być w związku? — podłapała temat praktycznie od razu, przyglądając się uważnie Kirze. — W sensie uważasz, że to nie jest dla ciebie, czy po prostu to bardziej kwestia, że nie poznałaś jeszcze kogoś, kto zwróciłby ci w głowie do tego stopnia, żeby być? — dopytała, bo to akurat było bardzo ciekawe. Przynajmniej dla Whitmore. W jej głowie człowiek przecież chyba powinien dążyć do tej stabilności, do jakiegoś poczucia bezpieczeństwa, ustawienia się na starość, żeby potem nie zostać sam jak palec, kiedy ciało przestanie wyglądać obłędnie bosko, a włosy się zesiwieją. Była ciekawa perspektywy Kiry do tego wszystkiego.
Mniej ciekawe już było pytanie, które zadała w następnej kolejności. I to wcale nie dlatego, że było ono złe i mało interesujące, ale po prostu sama Daisy nie znała na nie odpowiedzi. Bo prawda była taka… że ona w ostatnim czasie sama się wahała, czego tak naprawdę chciała.
— Raczej po prostu jesteśmy i skupiamy się na karierach — wzruszyła ramionami, ładując sobie do ust solidną porcję burgera. Raz bo wciąż była głodna, a po drugie, żeby dać sobie kilka dodatkowych sekund na zebranie myśli. — Rowen chciałby już dziecko — odezwała się po chwili, kiedy już przełknęła jedzenie. — Ale ja nie mam w sobie za grosz instynktu macierzyńskiego ani takiej potrzeby — starała się zabrzmieć, jakby właśnie rozmawiały o pogodzie, chociaż jej serce nieco przyspieszyło. Był to dość drażliwy temat i powód wielu kłótni w ich domu. On chciał zostać ojcem, a Daisy nie była gotowa by być matką. Po prostu tego nie czuła. Nie rozumiała czemu każda kobieta miała rodzić dzieci? Czemu nie można było być sobie po prostu w dwójkę? Sami? Cieszyć się sobą? Dlaczego ktoś chciał dzielić to na trzy? Tego jednak nie powiedziała Finch. Już i tak podzieliła się z nią zdecydowanie zbyt dużą ilością informacji i im dłużej o tym myślała, tym coraz bardziej stresowała się, czy to na pewno nie był błąd. Bo co jak to zaraz rozniesie się po całej redakcji i dojdzie do ojca Rowana? Nawet nie chciała o tym myśleć. Złapała więcej powietrza w płuca i się wyprostowała.
— Dobra, wracamy? — spytała, rzucając wzrokiem na stół. Wyglądało na to, że i tak już prawie wszystko zjadły, a czas też je gonił.
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale może Whitmorowie byli sobie przeznaczeni? Można tak pomyśleć, o ile ktoś wierzył w takie bajki. High school sweethearts i wielka miłość. Nie jej to akurat oceniać. Chyba najważniejsze, że Daisy była szczęśliwa.
— Bywałam w związkach — zaznaczyła, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości. — Ale nie czuję się najlepiej w stałych relacjach. Chyba jestem bardziej z tych poligamicznych niż monogamicznych. Może dopiero przyjdzie na to czas na coś znacznie poważniejszych — wzruszyła lekko ramionami, bo przecież miała dopiero dwadzieścia pięć lat. Kto wie, co będzie za kolejne dziesięć? Trudno wybiegać myślami w tak daleką przyszłość, skoro Kira nawet nie wiedziała, co zje jutro na obiad.
Nie była pewna, czy Daisy to zrozumie. Od lat tkwiła w jednej relacji, więc na pewno w jej oczach takie podejście wyda jej się skrajnie niedorzeczne. No bo jak to? Sypiać z kimś bez żadnych zobowiązań? Ktoś, kto w całym swoim życiu spał tylko z jedną osobą z pewnością tego nie pojmie.
Dokończyła swoje burgera, zwinęła papierek w kulkę i odrzuciła go na tackę.
— Nie każda kobieta musi być matką — stwierdziła, bo przecież nikt nie zmusi Whitmore do rodzenia dzieci. — A połączenie kariery z rodziną bywa trudne. Moi rodzice są prawnikami i chociaż mam jeszcze dwie siostry, to jednak zawsze byli bardziej skupieni na pracy. Często zostawałyśmy pod opieką nianiek. Niczego nam nigdy nie brakowało, ale nie było to nadzwyczaj radosne dzieciństwo, więc po unieszczęśliwiać siebie i innych? — uśmiechnęła się do Daisy z pełnym zrozumieniem. Ona sama nigdy, ale to nigdy nie zastanawiała się nad powiększeniem rodziny, odgórnie zakładając, że nigdy takiej nie będzie mieć. Lubiła dzieci, ale na chwilę. Na pewno byłaby świetną ciotką, która rozpieszcza siostrzeńców i pozwala wchodzić sobie na głowę, żeby po godzinnej opiece odstawić ją z powrotem do rodziców.
Wyłapała nerwowość w ruchach Whitmore, ale nie zamierzała więcej drążyć tematu. Dopiła colę i pokiwała jedynie głową, dając jej do zrozumienia, że jest gotowa do dalszej podróży. A właściwie do ostawienia samochodu do salonu.
— Jesteś zdecydowana na to Audi? — zainteresowała się, gdy już wyjeżdżały z parkingu. Obyło się bez żadnych wpadek, samochód nie został zarysowany, nikt nie przypierdolił im w tył, próbując wykręcić, a za wycieraczką nie znalazły żadnych kwitów mandatowych. — W kolorze baby blue, oczywiście — dodała jeszcze, bo te inne kolory, chociaż całkiem spoko, nie robiły wizualnie większego wrażenia. Były po prostu poprawne.
Daisy Whitmore