ODPOWIEDZ
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Piątki wieczór na kolacje z inwestorami wydawały się tradycją, przed którą pod żadnym pozorem nie była w stanie uciec. Niestety, George chciał poznać bliżej plany finansowe i poprosił, by na kolacji towarzyszył im dyrektor finansowy. Wcześniej nie miałaby z tym żadnego problemu, ale teraz? Próbowała unikać kontaktu z nim na tyle, ile było to możliwe. Z trudem ludzie zdobywali u niej zaufanie, zwłaszcza patrząc na to, co działo się dookoła niej.
Wcześniej była u ojca i to wcale nie poprawiło jej humoru. Stary Marshall wydawał się być jeszcze większym palantem niż wcześniej. Kiedy zaczęły wracać do niego siły, zrobił się jeszcze bardziej kontrolujący. Choć największym szczęściem dla niego było jedno, zgodność tkankowa z jego ukochaną córką. Podobno w pozostałych przypadkach coś się nie zgadzało, tylko potrzebowali do tego dłuższej analizy. O tej informacji całe rodzeństwo miało dowiedzieć się razem. Te dwie informacje krążyły bez zatrzymywania się po jej głowie. Standardowo przyszła wcześniej, ubrana w białą, przylegającą do ciała sukienkę i marynarkę. Krótkie włosy zaczynały zahaczać jej o ramiona, a ona siedziała pogrążona we własnych myślach z pierwszym kieliszkiem wina.
Dobry wieczór, panie Hartley — skinęła delikatnie głową, mierząc mężczyznę od stóp do głów. Na oficjalną kolację nie przyszedł w dresie, to już jakiś plus. Tylko niezbyt ją interesował, nawet wzroku nie uniosła — pan LeClerc jeszcze się... — i wtedy rozbrzmiał jej dzwonek do telefonu. Niewiele myśląc, sięgnęła po telefon. Na ekranie wyświetliło się imię inwestora. Spojrzała jedynie krótko na Ethana, wzdychając krótko.
Halo, dobry wieczór panie LeClerc, my już na pana czekamy — zaraz przerwała, a z głośnika telefonu dało się usłyszeć ucieszonego George'a — słucham? Rodzi się Panu właśnie dziecko? — powtórzyła razem za nim. Pierwszy raz od dawna kącik ust jej drgnął, przez co nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Żadne słowa tego nie oddawały, a ją to zabolało. Jak sól wrzucona na starą ranę — To ma być znak naszej współpracy? — dopytała, kiedy ogłaszał głośno, że podpisze kontrakt w poniedziałek — naprawdę? Nie, nie musimy świętować bez Pana dwóch okazji — przymknęła na moment oczy, poszukując odpowiednich słów — dobrze, trzymam kciuki za pana żonę... — stwierdziła finalnie, wzdychając krótko. Odłożyła telefon do torebki. Potrzebowała wina, a najlepiej sporej ilości alkoholu. Chwyciła za szkło i wypiła połowę jego zawartości na raz.
Mamy zjeść razem kolację i świętować — stwierdziła beznamiętnie Cherry — syn mu się rodzi — dodała, chwytając się ponownie za brzuch. Nie spodziewała się, że wrócą do niej z powrotem nieprzepracowane traumy. Zwłaszcza przy nim. W głowie przelatywały myśli oraz obrazy, do których nie chciała wracać.
Możemy się do siebie nie odzywać? — pierwszy raz uniosła na niego wzrok, spoglądając na jego zielone oczy. Było w nich coś interesującego, czemu nie była zaprzeczyć. Tyle że po całym tygodniu nie miała siły na przepychanie. Szpitale uwzięły się za jej rodziną jak rzep do psiego ogona i nie chciały odpuścić.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Między milionem tabelek, stale rosnącymi cyframi i stertami dokumentów, które musiał poddać analizie, by przyjąć odpowiednią strategię i poprawić rentowność firmy tak, jak obiecał to na pierwszym spotkaniu zarządu, jego myśli błądziły w kierunku drobnej, ciemnowłosej dziewczyny o wyjątkowo ciętym języku i nienagannym ubiorze, codziennie innym, który idealnie podkreślał jej figurę. Sprawiała, że odwracał wzrok na każdy stukot obcasów w jej poszukiwaniu, licząc na to, że znajdzie okazję do zwrócenia na siebie jej uwagi. Unikała go, jak tylko to możliwe, tylko podsycając jego pragnienie poznania jej bliżej. Wmawiał sobie, że chodziło mu tylko o zadowolenie jego rodziców, ale wystarczyło, że wracał pamięcią do momentów, kiedy znajdowała się blisko - jej delikatne rysy twarzy, błysk w oczach, intensywność brązowych tęczówek, obezwładniający zapach jej perfum i bijące od niej ciepło - rozbudzały w nim pragnienia, które starał się za wszelką cenę ignorować.
Kiedy pracownik witający gości wskazał mu odpowiedni stolik, na kilka sekund zatrzymał się, spoglądając w tamtym kierunku, by dokonać szybkiej analizy sytuacji. Przygotował się na jej typowo bojownicze zachowanie, ale widok zamyślonej Charity, sączącej wino wprawił go w zaskoczenie. Zaraz przez jego głowę przeszła myśl: czy coś się stało?
Dobry wieczór, pani Prezes - odparł łagodnym tonem na jej chłodne powitanie i zajął miejsce obok. Musiał przyznać, że w tej bieli i bez gniewnego wyrazu twarzy, który zwykle gościł na jej twarzy, wyglądała niezwykle niewinnie. Nawet rysy jej twarzy stały się łagodniejsze, sprawiając, że zdawała się znacznie bardziej… przystępna, przez co jego zaintrygowanie nią momentalnie wzrosło.
Miał dziwne wrażenie, że nagle rozbrzmiały telefon zwiastował kłopoty. Oparł się wygodniej o krzesło i z uwagą słuchał rozmowy Charity z inwestorem, starając się zarejestrować padające w niej słowa, ale nie mógł oprzeć się przed ukradkowym spoglądaniem na ciemnowłosą. Jej zakłopotanie i problem ze znalezieniem odpowiednich słów, a także brak jej dotychczasowej werwy był co najmniej zastanawiający. Mimowolnie czuł coraz większy niepokój. Tym bardziej, gdy po zakończeniu rozmowy za jednym zamachem upiła kilka większych łyków wina. Na informację o świętowaniu pomyślał tylko, że przynajmniej jej entuzjazm był jak zwykle godny podziwu.
Jak on śmiał wymigać się od tak ważnego spotkania. Przecież Cherry Marshall nie wystawia się do wiatru - stwierdził z udawanym oburzeniem, choć kąciki jego ust drgnęły w nieznacznym rozbawieniu. Tą drobną uwagą chciał rozluźnić atmosferę.
Prośba o nie rozmawianiu ze sobą była jeszcze dziwniejsza, bo zwykle to ona nadrabiała za ich dwoje swoich ciętym językiem. Tym razem jednak wyglądało to zupełnie inaczej - ona wyglądała i zachowywała się całkowicie nie tak, jak go do tego przyzwyczaiła. W jej spojrzeniu brązowych oczu było coś, co skłaniało go do próby poprawienia jej samopoczucia.
Moglibyśmy, ale wtedy wyglądałoby to na posiłek spędzony w samotności, a taki nie jest - odparł zdecydowanym tonem. Fakt był taki, że cokolwiek działo się w tej jej pięknej główce, miał zamiar ją od tego oderwać na tyle, na ile potrafił. Bez namysłu pochylił się nieco w jej stronę, by dodać konspiracyjnie: - Poza tym, co pomyśleliby sobie ludzie dookoła, gdybyśmy przez cały ten czas nie zamienili ze sobą ani słowa? - Brodą wskazał na siedzącą obok przy stoliku parę: - Ten facet z łysiną pewnie przewróciłby oczami i powiedział do swojej żony: co za typ, facet nawet nie potrafi zagadać do tak pięknej dziewczyny. Języka w gębie nie ma czy jest idiotą? Za naszych czasów każdy mężczyzna wiedział, co robić, a teraz? Tylko telefony i internet im w głowie - zaintonował niezadowolenie starszego pana, nieco ściągając przy tym brwi, na koniec nie potrafiąc już powstrzymać rozbawionego uśmiechu. - Sama widzisz. Chyba powinienem bardziej zadbać o swoją reputację - przyznał ostatecznie, po czym spojrzał w jej brązowe oczy, by wyczytać z nich reakcję i po raz kolejny przyznać w duchu, że naprawdę była bardzo piękna. I zamierzał zrobić wszystko, żeby na jej twarzy pojawił się uśmiech.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Gdyby nie prywatna sfera życia Charity byłaby najbardziej szczęśliwą osobą na całej kuli ziemskiej. Wszelkie traumy by zniknęły, które siedziały wewnątrz niej. Była niczym nadmuchany balonik, czekający na pęknięcie. Choroba jej ojca dawała jej o sobie. Każdy w firmie posyłał jej troszczące się spojrzenia, dopytywał o stan ojca. Chciałaby móc być idealną córką, ale czasami zastanawiała się, czy nie odżyłaby, jeśli on by umarł. Okropne to były myśli, a powiększały się jeszcze mocniej w sprawie przeszczepu. Może odzyskałaby dawny rezon przy inwestorze, ale on wbił tę najgłębszą szpilę. Nabrała głębokiego oddechu, rzadko wracała do tego tematu, a przy Ethanie nie mogła pozwolić sobie na chwilę słabości.
Tylko że znów nie miała siły walczyć.
To nasz nowy inwestor — stwierdziła suchym tonem — niektórzy mają do tego prawo, zwłaszcza kiedy kontrakt opiewa na grube miliony — westchnęła cicho. Poza tym jak miała się złościć, gdy właśnie rodził mu się syn? Ona właśnie szykowałaby się na pojawienie się wielkiego dziedzica, jeśli tylko trafiłby do dobrego miejsca. Nie byłaby w stanie ot tak wyrzucić tej myśli z własnej głowy. Może znowu powinna pójść do psychoterapeuty? — powinien Pan być zadowolony. Rentowność wzrośnie — wzruszyła delikatnie ramionami, wbijając spojrzenie w losowych ludzi w restauracji. Każdy uśmiechnięty, radosny, tylko ona została sztucznie wklejona do pięknego obrazka. Irytował ją fakt, że musiała zgodzić się ze zdaniem inwestora. Zjeść kolację z mężczyzną, którego uważała za nowego nemesis.
Błagam, nie udawaj, że chcesz spędzać ze mną czas — mruknęła pod nosem, ale wojowniczy ton nie wybrzmiewał z jej ust, coś na wzór bezsilności. Westchnęła cicho, przypatrując mu się długo. Próbowała wyczytać z jego twarzy, co dokładnie kryło się w jego mózgu, co tak właściwie myślał oraz po co to udawanie? Nie potrafiła zobaczyć w nim autentyczności — że się nie lubimy? Albo że się pokłóciliśmy? — nie raz widziała wielkie dramy przy stolikach restauracyjnych. Miejsca takie jak to były wręcz idealne na zerwania, lub zaręczyny. Najgorszym połączeniem był koniec związku przez odrzucenie zaręczyn. Choć musiała przyznać, że odrobinę ją to bawiło. Ludzie byli niesamowici.
Wzrokiem zlustrowała parę, którą jej pokazał. Rozbawił ją. Nie spodziewała się tak prostego rozbrojenia. Parsknęła cicho pod nosem. Tu pojawiła się pierwsza ambiwalencja, a przynajmniej pierwsza świadoma. Mogła się nim brzydzić, budził w niej samej strach, podważał kontrolowany tryb, w którym trwała, a teraz? Uniosła kąciki ust, czując się rozbrojona. Miał coś w sobie, czemu chciała ulegnąć.
Punkt dla Ciebie — stwierdziła finalnie, wpatrując mu się w oczy. Nie były brązowe, tylko... zielone? Czemu wcześniej nie zwróciła na to uwagi? W tym świetle wyglądały hipnotyzująco — a co z moją reputacją? — zagadnęła, odkładając kieliszek na stół. Rozejrzała się, widząc gdzieś w oddali zgrabną, piękną blondynkę, patrzącą w ich stronę — może tamta dziewczyna spędziła z Tobą noc? — zagadnęła, wskazując w jej stronę głową. Od razu odwróciła się w przeciwnym kierunku dla Cherry już wiedziała, że coś ich kiedyś łączyło — nie może przestać na Ciebie patrzeć, Hartley — rzuciła mu właśnie rękawicę. Równie dobrze mogła to być nieznajoma, której się spodobał. Nie miałaby tego za złe tej dziewczynie. Zrozumiałaby to. Oddzielał ich stolik, ale obecność Ethana była przytłaczająca dla niej samej. Nie wprowadzał jej w atmosferę jeszcze większej walki, a to z kolei drażniło ją.
Bo naprawdę mógł nie być taki zły jak założyła.
Nie mam humoru, by z Tobą walczyć — stwierdziła finalnie, wbijając w niego spojrzenie. Sprawdzała jego reakcję. Kłótnia bywała wymagająca. Trzeba było ścierać się, wiecznie musiała być na ciągłych obrotach, a potrzebowała odpoczynku. Krótkiej chwili wytchnienia w trakcie, której mogłaby wziąć oddech pełną piersią.
Dobry wieczór, czy mógłbym przyjąć od Państwa zamówienie? Czekają Państwo jeszcze na trzecią osobę? — zagadnął do nich kelner, uśmiechając się do obojga szeroko — daj nam jeszcze chwilę. Mój towarzysz dopiero dołączył i będziemy we dwoje — Math, bo tak nazywał się kelner, skinął głową, a jego wzrok powędrował na Ethana — przynieść coś do picia?
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po tym wieczorze nie spodziewał się niczego więcej, jak kolejnej dawki groźnych spojrzeń i kąśliwych uwag, raz po raz rzucanych w jego stronę, które mogła tonować tylko obecność nowego inwestora. Tymczasem jej suchy ton i dziwne zachowanie nie było tym, do czego go przyzwyczaiła, przez co nie do końca był pewien, jak powinien zareagować. Mimowolnie pomyślał o chwili, gdy podczas spotkania zarządu mówiła o ojcu, jak również przypomniał sobie słowa Charliego: Przeszła w ostatnich latach więcej, niż ktokolwiek z zewnątrz mógłby przypuszczać. Teraz nieświadomie pokazywała, że było w niej coś więcej, niż przeklęta ambicja i pragnienie stałego poczucia kontroli nad wszystkim. Nie dało się przewidzieć jej kolejnego ruchu, przez co stawała się znacznie ciekawsza, niż początkowo przypuszczał.
Uwagi o specjalnych prawach inwestora nie skomentował, choć i tak wydało mu się dziwnym, że w jej oczach nie rozpaliły się bojowe iskry, gdyż wcale już nie musiała ukrywać swoich emocji. - Proszę, Charity, nie mów mi na Pan. Pozory możemy zachować w firmie, ale teraz to niczemu nie służy - stwierdził, uśmiechając się pod nosem. Oficjalnie mogli pozostać w sferze tytułów, jeśli tego chciała, ale poza pracą? Wolał swobodniejsze podejście. Poza tym, najpierw poznali się prywatnie, czego nie dało się ukryć.
Czemu miałbym udawać? - ściągnął brwi, ciekaw jej odpowiedzi. Nie była tak zła w jego mniemaniu, jak zapewne sądziła. Właściwie uważał ją trochę za wariatkę, ale był w tym jakiś urok. Nie mógł też osądzać jej, nie wiedząc o niej zbyt wiele, a przy tym oprzeć się rozmyślaniu o tym, co też wpływało na jej zachowanie. - Po co więc marnować swój cenny czas? - Nie przekonała go. - Lepiej milczeniem nie wzbudzajmy niepotrzebnego zainteresowania - uznał, zanim dodała coś więcej. Raczej oboje nie przepadali za byciem w centrum zainteresowania, jeśli chodziło o wzbudzanie jakichś niezdrowych sensacji. W drugą stronę zaś zupełnie nie przeszkadzało mu obgadywanie innych.
Jest i on. Subtelne drgnięcie kącików ust poprzedzone parsknięciem sprawiło, że on również uśmiechnął się odrobinę szerzej zadowolony z efektów. Jej brązowe spojrzenie stało się łagodniejsze i może nawet odrobinę pojaśniało. Aż nie mógł oprzeć się przed iskrą nadziei, która wzbudzała w myślach pytanie - czyżby następował jakiś przełom?
Na jej wyzwanie powiódł wzrokiem w kierunku wskazanej dziewczyny, na kilka sekund zawieszając na niej oko, by zaraz pokręcić głową. - Hmm, nie przypominam sobie - odparł, zgodnie z prawdą, nadając wypowiedzi lekki ton, jakby piękna blondynka zupełnie go nie wzruszyła. Dopiero niedawno wrócił do miasta, nie miał czasu na zbyt wiele przelotnych znajomości. A obecnie miał przecież znacznie ciekawsze towarzystwo. Na jej spostrzeżenie zamiast ponownie uciec wzrokiem na nieznajomą, do czego zapewne prowadził ten test, podniósł go na magnetyczne tęczówki Charity. - Piekielnie Ci zazdrości. Pewnie dlatego uważa, że nie jesteś warta mojej uwagi, bo nie wiesz, co ze mną zrobić - przyznał niskim tembrem głosu. Jego pewności siebie towarzyszył tajemniczy błysk. Nie miał okazji ani nie czuł potrzeby, by sprawdzać, czy tamta dziewczyna rzeczywiście się nim interesowała, ale osobiście intrygowała go reakcja Cherry. Nie miał wątpliwości, że sformułowana przez niego teza była fałszywa. Gdyby tylko chciała, mogłaby zrobić z nim wszystko. Czy naprawdę dalej będzie sobie wmawiać, że wcale jej nie ruszał?
I dobrze. Bo i tak nie dorasta Ci do pięt - skwitował z nieznacznym uśmiechem, nie przerywając z nią kontaktu wzrokowego. Blondynki zdecydowanie nie były w jego typie, a jej brązowe spojrzenie, w których odbijało się światło świeczek stojących na ich stoliku, utwierdzało go w przekonaniu, że na swój typ własnie patrzył. Bynajmniej nie czuł potrzeby się z nią kłócić. Swoją energię wolał spożytkować w zupełnie inny sposób. Choćby taki, by poprawić jej humor.
Gdy niespodziewanie przerwał im kelner, odsunął się z powrotem na swoje miejsce.
To samo, co Pani, poproszę. A najlepiej od razu całą butelkę - uśmiechnął się kurtuazyjnie do gościa z obsługi, i odprowadził go wzrokiem, po czym sięgnął po menu. - Jest do jedzenia coś, czego byś bezwzględnie nie wzięła do ust? - zagadnął z zainteresowaniem znad karty, nieświadomie spod rękawa marynarki odsłaniając nadgarstek, który zdobił fragment wytatuowanej róży.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Westchnęła ciężko. Dla niej nie istniały żadne pozory. Nie chciała wchodzić z Ethanem w żadne relacje, zwłaszcza te niezwiązane bezpośrednio z pracą. Przejście na ty byłoby dla niej sporym wyzwaniem. Nawet kiedy nie była w bezpośrednim trybie walki, nie chciała sobie na to pozwolić. Wymagałoby to wpuszczenia na nowy etap znajomości.
To złodziej, czy Hartley? — zagadnęła finalnie, przekręcając głowę. Chwile stukała w blat stolika paznokciem, by finalnie stwierdzić — wolę Marshall, lub Cherry. Szczerze, nie przepadam za moim imieniem. Brzmi jak fundacja dobroczynna — mruknęła pod nosem, odwracając głowę, wzdychając ciężko. Kilka sekund temu zarzekała się, że nie przejdą na ty, ale poddała się. Wolała, kiedy ktoś zwracał się do niej w sposób, który jej odpowiadał. To nic nie znaczyło. Wróciła do niego spojrzeniem i znów ten uśmiech. Tylko tym razem działał, rozbrajał ją. Podobno jak jeden człowiek się uśmiecha, to drugi wcześniej, czy później to odwzajemni. Gdzieś słyszała taką teorię. Widocznie mógł być dla niej wrzodem na tyłku, ale dalej wymiana endorfin działa korzystnie.
Żeby ułatwić sobie pracę w firmie i zdobyć u mnie ziarno sympatii? — nie było w niej większego entuzjazmu, ani wściekłości. Stwierdziła to, jakby właśnie mówiła: niebo jest niebieskie. Oczywistość. Nie uwierzyłaby, jeśli sam z siebie chciałby spędzać z nią czas poza biurem. Przecież była wariatką, która chciała zabrać własnego psa — niech będzie — westchnęła ciężko. Skoro mieli tu spędzić czas, mogła dowiedzieć się o nim czegoś nowego. Choć specjalnie jej to nie obchodziło. Chociaż musiała przyznać, że łechtał jej ego. Czuła na sobie jego spojrzenie, a opowieść o facecie z łysiną wzbudziła w niej prawdziwe emocje.
Naprawdę? — spytała, powracając spojrzeniem do kobiety. Blondynka w końcu speszyła się i odwróciła wzrok gdzieś w bok. Coś ta kobieta musiała widzieć w Ethanie. Wróciła spojrzeniem znowu na Hartleya. Powoli zaczynała mu się przypatrywać. Bujna grzywa, pewne spojrzenie i rozbrajający uśmiech. Może nawet sama mogłaby też w nim coś zobaczyć. Cholera, miał w sobie coś przyciągającego, na co wcześniej nie zwróciła uwagi — bo rozbiera Cię właśnie wzrokiem — uniosła delikatnie oba kąciki ust. Teraz po głowie przeszła jej jedna niesforna myśl. Czy Ethan był niezobowiązującym kutasem? Czy też nie? Kiedy tak na niego patrzyła i wspominała jego niewyparzoną gębę, jasno stwierdziła, że musiał takim być. Najgorsze było jedno. Przeszkadzało jej to — a co oznacza: nie wiesz, co ze mną zrobić? — dopytała, unosząc jedną brew do góry. Wbiła w niego obojętne spojrzenie, zaczynając baczniej go obserwować. Poznała problem. Ethan był zbyt idealny. Śnieżnobiałe zęby, bujne włosy, idealny zarost... jedyne, czego mu brakowało to tatuaży, by zostać jej typem.
Pamiętasz, jak mówiłam, żebyś mnie nie podrywał? — spytała, a jednak uśmiechnęła się szerzej. Na Charity nic tak bardzo nie działało jak łechtanie jej ego. Zdecydowanie uwielbiała to, zwłaszcza kiedy ktoś chwalił jej pracę. — skoro mamy nie siedzieć w ciszy, to powiedz o sobie coś interesującego — stwierdziła, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Wiedziała o nim tyle, ile pozwoliły na to social media. Pan z bogatego domu, miał całkiem dobry start-up, pies. No i, biegał z jej bratem.
Myślisz, że tyle razem wypijemy? — butelka. Liczyła na dwa kieliszki i do domu. Chociaż zaczynała się coraz lepiej bawić. Bingo! Tatuaż róży. Przez moment wpatrywała się w niego ciszy, która zrobiła się niezręczna — psa. Jeden dupek wciskał mi kiedyś, że hot-dogi są z psów... I jadł tak przy mnie z trzy hot-dogi — westchnęła ciężko. Kochała tego dupka, ale łatwiej było ominąć jego temat— to było nieludzkie — dla niej, bo ona łatwowierna w to uwierzyła — a ty czego chciałbyś spróbować ustami? — nie wyczuła żadnej dwuznaczności, zastanawiało ją, którą pozycję z menu Hartley chciał zjeść.
30 y/o
For good luck!
186 cm
Dyrektor finansowy w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Co ciekawe, ich znajomość zaczęli od przejścia na ty, nie rozumiał więc, przed czym się wzbraniała? Według niego to nadal wyglądało całkiem niewinnie, choć znacznie ułatwiało rozmowę. Oboje najwyraźniej nie potrafili wymazać z umysłu ich pierwszego spotkania, więc czy faktycznie był sens upierać się przy oficjalnych zwrotach? Szanował ją bez względu na to, czy rzucała w niego groźbami i groźnymi spojrzeniami, czy podrzucała mu stertę dokumentów do podpisania. Wiele był w stanie znieść. Nawet tę abstrakcyjną obelgę.
Nie zapomnisz mi tego? - skrzywił się nieco z rozbawieniem. Czy żałował, że wtedy się tak zachował? Absolutnie. - Wystarczy Ethan. - O ile nie sprawi jej to zbyt wielkich trudności. Na następne jej wyznanie jego brew nieznacznie drgnęła. Postanowił to sobie zanotować w myślach. - Cherry. Brzmi znacznie bardziej - słodko - przystępnie - stwierdził w zamian i przygryzł wargę, żeby stłumić wstępujący na jego twarz łobuzerski uśmiech. I musiał w myślach przyznać, że gdy bez jej bojowego nastroju w jego oczach stawała się naprawdę całkiem intrygującą postacią. Taką, którą rzeczywiście chciałby poznać lepiej.
Nie bądź dla siebie taka surowa. Znalazłoby się jeszcze kilka całkiem osobliwych powodów - rzucił nonszalancko, zerkając na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy, jednocześnie zastanawiając się, czy ten nieoczywisty komplement, jeden z wielu tego wieczoru, ciemnowłosa zdoła rozszyfrować. Oczywiście, że okoliczności tego spotkania pozostawiały wiele do życzenia, ale zamierzał wykorzystać tę okazję, żeby spędzić z nią wieczór sam na sam.
Przyglądał się jej, kiedy ponownie odwróciła się w kierunku tamtej nieszczęsnej blondynki, tym samym pozwalając, by kosmyki jej włosów opadły nieco na jej policzek. Z trudem oparł się pokusie, by poprawić je za ucho, a przy okazji musnąć kciukiem jej skórę, by przekonać się, czy była tak delikatna, na jaką wyglądała. Podjął jej spojrzenie, gdy powróciła do niego z błyskiem w oczach, ale jej finezyjny uśmiech sprawił, że na moment przeniósł je na jej pełne karminowe wargi. Dostrzegł ruch jej ust, za którym dotarły do niego słowa, aż przez ułamek sekundy +zastanowił się, czy przypadkiem nie mówiła o nim? - Jakoś nie zauważyłem - przyznał z wolna, ponownie zwracając uwagę na jej brązowe oczy. Nawet już nie korciło go, by to sprawdzić, bo to w niej utkwił swoje spojrzenie. Nie dało się tego nie zauważyć.
Jej pytanie wywołało znacznie szerszy, niemal nieprzyzwoity uśmiech, którego wprost nie potrafił powstrzymać. - Naprawdę nie wiesz, czy wolałabyś się o tym przekonać? - odbił piłeczkę, niejako rzucając jej wyzwanie. Pociągała go nie tylko głębią swoich oczu i zgrabnym, filigranowym ciałem, ale oddziaływała na niego również jej pewność siebie i zadziorność, która teraz, pozbawiona złowrogich nut, niezmiernie przyciągała go do siebie.
Podrywam Cię? Ja tylko stwierdzam fakty - wzruszył ramieniem w niewinnym geście, ale kącik jego ust powędrował do góry, całkowicie go zdradzając. Jej uśmiech za to mówił mu, że to, co robił, najwyraźniej zaczęło działać. I dobrze było go w końcu zobaczyć na jej pięknej twarzy. Na jej pytanie na moment się zamyślił. - Hm… uwielbiam podróże. Ale zanim przewrócisz oczami, wiedz, że nie chodzi mi o zwykłe wylegiwanie się przy basenowym leżaku, tylko rzeczywiście o zwiedzanie. Podziwianie krajobrazów, poznawanie kultury, ludzi i świetnego jedzenia to fantastyczna przygoda. - Zerknął na nią, ciekaw, czy z tym rezonowała. Żałował tylko, że nie mógł sobie na to pozwolić tak, jak zawsze o tym marzył. - Wiesz, co w tym jest najlepsze? Gdziekolwiek się wybierzesz, nikt Cię tam nie zna i nie osądza, więc możesz być sobą i żyć chwilą. Tu i teraz. Po prostu - stwierdził ostatecznie. W podróżach szukał swobody, której brakowało mu pod pieczą rodziców, wymagającej pracy oraz pod bacznym spojrzeniem elity, ale kiedy udawało mu się wymknąć, czerpał z życia garściami.
Mamy na to cały wieczór. - Miał przeczucie, że oboje potrzebowali rozluźnienia. Butelka wydawała się więc rozsądnym wyborem, żeby kelner nie musiał do nich co chwila podchodzić. - A wiesz, że kiedyś rzeczywiście tak było? Stąd ta nazwa. Teraz pewnie zdarza się to raczej głównie w jakichś naprawdę podejrzanych miejscach, ale w Toronto? - skrzywił się z powątpiewaniem i rozbawieniem, nie dowierzając w to, co słyszał. - Najprędzej obstawiłbym jakąś Azję. - Tamten dupek istotnie był też debilem, by aż tak ją wkręcić. Na jej pytanie aż obdarzył ją nieco dłuższym spojrzeniem, czy rzeczywiście mówiła poważnie, tak niefortunnie formułując zdanie. - Mam na oku kilka pozycji - przyznał w końcu z rozbawieniem i wrócił spojrzeniem do karty. Nie, nie miał na myśli niczego, co widniało w menu.

Cherry Marshall
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ethan Hartley

Naprawdę sądził, że zapomni przepychanie się w sprawie jej psa? Taka opcja nie istniała, Koko była dla niej psim dzieckiem, jedną z niewielu istot, na których Cherry tak bardzo zależało, że byłaby w stanie oddać własne życie. Momentami bywała tak pamiętliwa jak słonie. Tu trzeba przytoczyć anegdotkę. Słoń zaatakowany przez człowieka za dzieciaka pamięta go przez całe życie, ona miała podobnie, zwłaszcza kiedy ktoś próbował ją zranić.
Nie — stwierdziła krótko, unosząc oba kąciki ust z delikatną nutą złośliwości. To była jedna z tych sytuacji, których mu nie zapomni i przy każdej możliwej okazji będzie ją wypominała. Znała własne możliwości. Kwestią czasu było chwytanie go za słówka — to Hartley — wzruszyła ramionami. Nazywanie wroga po imieniu było zbyt... intymne? Wolała tworzyć między nimi niewidzialną granicę, która pozwalała jej na jeszcze większy dystans niż wcześniej — tylko nie mów tak do mnie w pracy — dodała po kilku chwilach. Była zrezygnowana, a jednak butność musiała z niej wyjść. Nie chciała z nim przechodzić na stopień koleżeński. Ten zawadiacki uśmiech miał w sobie coś, czemu mogłaby się poddać.
Jakich powodów? — dopytała, unosząc do góry jedną z brwi. Wiele byłaby w stanie mu zarzucić, wiele stwierdzeń wypowiedzieć. Tylko poza ułatwieniem kontakt nie widziała nic poza. Dla niej Ethan był jak rzeżączka. Chwilowy problem na który trzeba było wziąć tabletki. Prosta sprawa, wypadek przy pracy. Tylko trzeba było go zdiagnozować. O ironio, ona nawet teraz poszukiwała jego słabości, pewnej rysy w tym nienagannym wizerunku, który próbował jej przedstawić.
To powinieneś być uważniejszy — mruknęła Charity, wyczuwając jego wzrok. Miała wrażenie, że cały czas jest obserwowana. Powoli ją to gubiło. Nie zwracał uwagi na blondynkę, choć była atrakcyjna i pewnie sama Cherry mogłaby spędzić z nią noc. Schlebiało jej to. Lubiła być widziana, kiedy dla kogoś stawała się swego rodzaju centrum wszechświata. Tylko ona jedna. Może gdyby nie spotkali się wcześniej w parku, byłaby skłonna podjąć jego rękawicę.
Hartley, masz nieprzyzwoite myśli? — dopytała ironicznie. Na jej ustach zawitał lekko zadziorny uśmiech. Powoli rozmowa z Ethanem zaczynała ją bawić. Ciekawiło ją, co dokładnie kłębiło mu się po głowie — czy powinnam kazać Ci wrócić do pracy? — dodała półserio, półżartem. Cokolwiek by jej teraz powiedział, chciała móc podjąć jego rękawicę. Zmierzyć się z nim, bo... byłaby w stanie mu się oprzeć. Intensywne perfumy, dobrze zbudowane ciało i te tatuaże, które chciała odkryć, w ogóle nie robiły na niej jakiegokolwiek wrażenia.
Nie musisz, znam własną wartość — ale teraz Charity skłamała. Uwielbiała, kiedy ktoś ją chwalił, dawał jej chwilę atencji. Brakowało jej bliskości oraz czułości. Na co dzień była prezeską, ludzie wykorzystywali ją na wiele sposobów. Musiała każdego brać na poprawkę.
To jak ja — stwierdziła, kiedy tak go słuchała. Uwielbiała działać, nawet w trakcie podróży. Poznawać nową kulturę, patrzeć na zabytki, sztukę, czy zdobywać szczyty. Może mogliby szczytować (hehe) razem? Pokręciła głową, nie powinna mieć takich myśli — uwielbiam podróżować do miejsc, w których coś się dzieje. W niektóre miejsca na świecie jechałam z rodziną w ramach festiwalów, które się tam odbywały — tak co roku jeździła na Lanzarote na festiwal wina. Ze względu na specyficzne gatunki wina tamtejsze wino smakowało wybornie — chociaż nigdy nie znalazłam się na sawannie... — mruknęła pod nosem. Jako mała dziewczynka uwielbiała gepardy. Najszybsze ssaki na kuli ziemskiej i zawsze chciała móc je zobaczyć, dotknąć, obserwować — to prawda... — mruknęła pod nosem. Uwielbiała to uczucie, kiedy ludzie nie widzieli w niej kogoś ważnego. Wtedy nie musiała trzymać kontroli, niczego nie byłaby w stanie stracić — chciałabym móc wybrać się gdzieś, gdzie jest wiecznie zimno i nikt nie byłby w stanie się do mnie dodzwonić — rozmarzyła się przez moment, myśląc o światłach tańczących na niebie. Zorza polarna była jednym z jej marzeń — telefonowy odwyk — westchnęła ciężko. Ostatnie sprawy zaczynały ją przytłaczać, potrzebowała móc spędzić czas sama ze sobą. Może powinna zabrać gdzieś Charliego? Może na Teneryfę?
Cały wieczór? — dopytała, unosząc wysoko brew — w Stanach wtedy byliśmy. Zresztą jak komuś ufam, to bezgranicznie — rozłożyła dłonie i wzruszyła delikatnie ramionami. Nie sądziłaby, że ktoś próbowałby jej zrobić krzywdę świadomie. W końcu nie jesteśmy odpowiedzialni za emocje innych, on też za jej nie był. Chociaż może sądził, że wiedza o życiu codziennym Cherry, jest na wyższym poziomie.
A które pozycje najbardziej Cię interesują? — dopytała, przechylając głowę. Wyczuwała tu delikatną dwuznaczność. Wbiła w niego spojrzenie, ani razu nie uciekając spojrzeniem — ja mam ochotę na — parówkę, kiełbasę — może coś z bakłażanem — stwierdziła, zjeżdżając wprost na jego oczy. Chwyciła kieliszek wina, by wypić pozostałą zawartość na raz. Procenty zdążyły uderzyć jej do głowy, skoro Ethan zaczął ją... kręcić?
ODPOWIEDZ

Wróć do „George Restaurant”