Ethan całkowicie zdawał sobie sprawę, że nie pozostawał bez winy. Praktycznie wymógł na niej podejście do niego, ale nie przypuszczał, że kobieta zacznie się z nim szarpać, kilkakrotnie próbując go przy tym uszkodzić. W jego oczach była
wariatką.
—
Czasem staje się to zaletą - wzruszył beztrosko ramionami.
Odbiło ci, zbzikowałaś, dostałaś fioła. Ale coś ci powiem w sekrecie. Tylko wariaci są coś warci - zabrzmiało w jego głowie, powodując na jego ustach szerszy uśmiech. Całkowicie się z tym zgadzał. Wbrew pozorom wcale nie używał tego określenia z negatywnym wydźwiękiem. Biorąc pod uwagę jej temperament, doszedł do wniosku, że po prostu życie z nią mogło wyglądać znacznie bardziej kolorowo. A w łóżku rządziłby ogień.
—
Zawstydzam Cię? - zmarszczył brwi, widząc, jak na moment odwróciła wzrok. Próbował przy tym bezskutecznie udać powagę, ale niezmiernie satysfakcjonował go fakt, że raz po raz trafiał w punkt. Każda kobieta łaknęła komplementów, ale to te najmniej oczywiste uderzały najmocniej. A wobec Cherry nie musiał specjalnie się wysilać, mimo iż odgórnie mu to nakazano - miał oczy i własny rozum, schlebiał jej dlatego, że chciał. I stopniowo zaczynał ją
dostrzegać, wzbudzając w nim coraz większe zainteresowanie.
Gdy spojrzała na niego ponownie spod ściągniętych brwi, mimowolnie zaczęło go zastanawiać, co też chodziło po jej pięknej głowie. Co też właśnie tak ambitnie analizowała i do jakich wniosków dochodziła
hyhy? Jego uwadze nie umknęło, że w pewnym momencie przemknęła spojrzeniem na jego usta.
—
Pozostaje więc tylko przekonać się jakie, najlepiej na własnej skórze - mruknął w odpowiedzi. Jego oczy zdradzały, że wiedziałby, co z nią zrobić. Gdyby nie to, że znajdowali się w bardzo eleganckiej restauracji, którą odwiedzała cała elita Toronto, zaciągnąłby Cherry do toalety, żeby móc w końcu zasmakować jej ust, poczuć na sobie jej gorący oddech i zbadać dłońmi jej ciało. Aż westchnął, świadom, że to musiało zaczekać. -
To znaczy, że oboje powinniśmy się zachowywać, hm? - Zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie, niż pytanie. On jako jedyny jeszcze nic nie wypił, a już powoli przejmowała władzę nad jego umysłem i ciałem. Upomniał się w myślach, że rzeczywiście powinien bardziej nad sobą panować, ale z każdą minutą jego silna wola topniała pod wpływem jej piękna, inteligencji i… uroku. Tak, obecnie widział jej łagodniejszą wersję siebie, która go pociągała równie mocno.
—
Absolutnie - pokręcił głową w rozbawieniu. Wyglądała na taką, co zawsze sztywno trzymała się planu i ciekawiło go, czy była w stanie iść na kompromisy. -
Ale można w tym znaleźć równowagę. Choć najbardziej ekscytująco się robi, kiedy rzeczywiście daje się ponieść chwili. - Uwielbiał tę adrenalinę, kiedy całkowicie otwierał się na to, co mógł przynieść mu dzień albo jedna nieszablonowa decyzja. To wtedy tworzyły się najfajniejsze wspomnienia. -
A Charlie? Nie udźwignąłby tego przez tydzień czy dwa? - zapytał zaciekawiony. Czy siostra nie ufała mu na tyle, by pozwolić mu na chwilę zająć się firmą na czas jej nieobecności? Z pewnością firma była dla niej priorytetem i stanowiła sporą część życia, ale czy to nie smutne oddać się pracy w całości i nie
przeżyć życia na własnych warunkach? Dlatego nigdy nie chciał pracować w korporacji. A teraz niestety nie miał wyjścia.
—
Jestem pewien że Koko mi wybaczy, że Cię zatrzymałem - stwierdził, mrużąc zadziornie oczy. Polubiła go. I jej Pańcia najwyraźniej też ku temu zmierza. -
Chociaż mój Arnie jeszcze Cię nie zna. Ciekawe, co by powiedział, gdybym przyprowadził Cię do mieszkania - zastanowił się na głos. Amstaff również miewał swoje humorki. A po spotkaniu w parku strasznie zainteresował się zapachem pozostawionym na ubraniach Ethana. Czyżby wyczuwał, że coś było na rzeczy?
Nie chciał przysporzyć jej smutków na nowo, więc nie zamierzał dalej grzebać w jej przeszłości. -
W takim razie przykro mi to powiedzieć, ale… prawdopodobnie świadomie wprowadził Cię w błąd - oświadczył, mając na myśli te nieszczęsne
parówki z psów. Wolał użyć nieco delikatniejszych słów, niż
okłamał cię, bo nie chciał pogarszać sprawy. Jednak wykorzystywanie jej łatwowierności wydało mu się okrutne. Czy sam nie był przy tym hipokrytą? Jeszcze się za takiego nie uważał, bo przecież nie zdobył jej zaufania. Jeszcze.
Na razie wzbudzał w niej zaintrygowanie. Widział to w jej spojrzeniu i lekko rozchylonych wargach, gdy rzucił uwagę o arbuzie.
Mam cię, pomyślał z zadowoleniem.
—
Myślałem, że wisienka będzie w daniu głównym - ściągnął brwi, wyraźnie bawiąc się coraz lepiej tą grą słów. A najlepiej, jeśli znajdzie się na górze. Nie miał nic przeciwko temu. -
Zostańmy przy tym bakłażanie - przekrzywił nieco głowę i obserwował w zastanowieniu, co tak analizowała wzrokiem. Jeśli naprawdę chciała zaspokoić swoją ciekawość, nie musieli nic zamawiać. Na jej prośbę skinął głową z uznaniem.
—
Jasne, w takim razie Ty zdecyduj za mnie. - Nigdy by nie pomyślał, że wybieranie posiłku może być aż tak ekscytujące. -
Na przystawkę dla Pani poproszę Gamberi Tigre. Na danie główne będzie Melanzane al Forno. A na deser… panna cotta. - Zamknął menu z uśmiechem i zaczął przyglądać się z zaintrygowaniem kobiecie wybierającej danie dla niego. Kiedy kelner wszystko zanotował i zniknął im z oczu, Ethan sięgnął po swoje szkło. -
Myślę, że tak wyjątkowe spotkanie wymaga toastu. Za kontrakt. Za Panią Prezes. I za to, co jeszcze może przynieść wieczór - uśmiechnął się nieco zawadiacko, po czym uniósł kieliszek z czerwoną zawartością, by w końcu skosztować wina, które kobieta tak chętnie piła.
Cherry Marshall