Oczywiście, że to ona w tej relacji miała jaja. Flagowa les, mogła mieć długie włosy, ale i tak nazwałby ją
masc, zwłaszcza w zestawieniu ze swoim
femme. Nie był męski. Nie chciał być męski, faceci w większości wydawali się nie mieć gustu, śmierdzieć i generalnie wcale jej się nie dziwił, że wolała laski.. Fizycznie też jej się nie dziwił, bo estetycznie kobiece ciało było znacznie ładniejsze. Niektórzy panowie byli fajni, ale znaczna większość to śmierdzące kutasy i nic nie było w stanie zmienić jego zdania. Nic, a nic.
Słysząc, że kazała mu się
"nie zesrać" podniósł rękę do góry, pokazując jej środkowy palec, ale nie komentując. Obawiał się, że jeśli otworzy usta, z jakiegoś powodu wyleci z koszyka. Nie, nie wiedział dlaczego, ale przyjął to uczucie za najwyższą prawdę, bo przecież był nawalony. Musiał się słuchać własnego ciała, nie ważne, co za głupoty by mu nie gadało, bo.. Jeśli nie ciała, to czego? Był głodny, więc jechali do maka. Mózg poszedł spać gdzieś między drugim jointem zapijanym wódą, a kwasem. Ciało miało caaaałe pole do popisu, albo przynajmniej do przeżycia, zwlaszcza kiedy zmysły zaczęły robić sobie z niego śmieszki. Serce waliło głośno w uszach, oczy nie były w stanie się skupić, a mięśnie drżały. Może było mu zimno..? Zaciągnął na łeb kaptur, obejmując się ramionami, licząc na to, że zaraz mu przejdzie, a burgerki mogły tylko pomóc. I fryteczki. Dobrze, że Kira pamiętała o fryteczkach. -
Tak. Ale nie wiemy jakie są zabawki... - pewnie mogliby sprawdzić na telefonach, ale to by wymagało szarych komórek, których w tamtym momencie między sobą mieli ujemną wartość.
Załapał, że człowiek, który przed momentem był w okienku, poszedł gdzieś w cholerę i.. Zebrał całą moc, którą w sobie miał, żeby pozbierać się bardziej do pionu (łatwiej, bo stali w miejscu), a potem przysiąść na swoich piętach. Metalowa siatka wózka nieprzyjemnie wżynała mu się w kolana i piszczele, ale to był tylko mały szczegół.
-
Ey, ziomeczku.. Ziomuś.. Gdzie ty poszedłeś... - brzmiał najprawdopodobniej niespotykanie żałośnie. Stukał w zamknięte okienko, odwrócona podkówka wykrzywiająca jego usta i generalna niemoc, która zaczęła go okalać, wywołując nagłą bladość. Musiał coś zjeść. I jeszcze nie wytrzeźwieć. Gdzieś powinien mieć jeszcze jednego jointa i na pewno gdzieś w okolicy była jakaś stacja czy inne miejsce z alkoholem, nie? Coś wymyślą.
-
Szybko, co chcecie? I musicie poczekać na boku, bo inne zamówienia jeszcze robimy. - nawet kiedy pracownik otworzył okienko, Lexie nie załapał i dalej wykonywał pukający ruch ręką. Uśmiechnął się do chłopaka przed ladą słodko, budyniowo, jak na debila przystało.
-
Ja nie wiem, ona jest mózgiem.. - wskazał na Kirę, znów przysiadając na dupie, żeby blondynka mogła się dogadać z miłym panem kasjerem. Miało to jakiś sens. Ich pojazd nie był pojazdem, więc pewnie ich maczkowa maszyna nawet ich nie widziała. A skoro składali zamówienie przy okienku.. To wylądują na końcu kolejki. No życie? Nie wiedział. Lexie gapił się na kasjera, jakby był najpiękniejszą istotą na świecie w tamtym momencie;
the keeper of burgies.
kira finch