-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Dobra, zmiana pojazdu. - zarządził, bo jego nóżki miały już dość. Jak to się stało, że z grupy, którą bawili się w barze, nagle została tylko ich dwójka? Może kwas wjechał mu zbyt mocno i nie biegł po ulicy, a zamiast tego sunął w czasoprzestrzeni między różnymi realiami? Może! Wszystko było możliwe, nawet całkiem prawdopodobne, a na wyrzuty sumienia będzie czas następnego popołudnia. Dzięki Bogu był barmanem i dzieciakiem właścicieli, żadnych zmian przed południem. Rozpieszczony, egoistyczny gnojek, sto procent.
Głodny.
Przeszło mu to przez myśl, kiedy pomagał Kirze wskoczyć do supermarketowego zakupowego wózka. - Ey, Maczek? Mamy pojazd. - drive through otwarte całą dobę, jak im się poszczęści to może nawet dostaną gorące i posolone frytki? Fryteczki brzmiały jak najlepsza opcja na świecie. Kubeł fryteczek i drugi kubeł burgerków. Szczerze? Nawet nie czekał na odpowiedź. Tak szybko, jak usiadła na tyłku w tym wózku, ruszył z kopyta w stronę maka. Chyba maka? Tak mu się przynajmniej wydawało? - KAPITANIE, NAWIGACJA?! - dlaczego kapitan miał być też majtkiem czy innym sternikiem? Eh, szczegóły, szczegóły, on się bardziej skupiał na byciu silnikiem tej operacji. Kira mogła być mózgiem. On się na mózg nie nadawał
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie wiedziała, czy była bardziej porobiona, czy jednak pijana. Pewnie wszystko na raz. Potrzebowała takiej odskoczni od pracy w redakcji i wczorajszym, totalnie nieudanym wyścigu, w trakcie którego zajechała na metę chyba dopiero siódma. Albo nawet ósma? Teraz to nie miało większego znaczenia. Teraz jechała na plecach Alexisa, jak na jakimś rumaku, łapiąc wiatr we włosy i wystawiając na boki ręce, jakby była samolotem. Samolotem na koniu. Pojebane, ale działało. A jeśli coś działa, to wcale nie jest pojebane, prawda? Prawda.crazy /ˈkreɪzi/
informal
adjective
very foolish, senseless, or strange.
"it was crazy to hope that good might come out of this mess"
— Czekaj, ale to już? — mruknęła zawiedziona, że musiała stanąć parkingu. Beton był miękki i przypominał piankę marshmallow. Mogłaby się w niej zatopić i umrzeć. Dobrze, że był weekend i nie musiała ani dziś, ani jutro stawiać się w Toronto Sun. Wtedy na pewno by umarła.
Pod względem rozpieszczenia nie różniła się dużo od przyjaciela. Pochodziła z bogatego, prawniczego domu i chociaż jej rodzice nie zawsze cieszyli się dobrą opinią publiczną, hajsu miała jak lodu. Właściwie to mogłaby już nigdy nie pracować. Mogłaby wtedy wpisać sobie w rubryczce zawód:
Podskoczyła z entuzjazmem, zanim Lexie pomógł jej wsiąść do wózka sklepowego. Czyli nie będzie musiała jednak używać własnych nóg. Wspaniale, bo czuła się tak, jakby ich nie miała.
— Obowiązkowo maczek — zgodziła się od razu, bo na ten moment zjadłaby dosłownie wszystko. Dziwne, przecież w takim stanie rzadko bywała głodna. To pewnie wina tych szotów. — Jedź prosto, a potem w lewo — zarządziła, jak już rozsiadła się wygodnie w wózku, wywalając nogi, których nie miała, poza kosz. — Nie, kurwa, w to drugie lewo. Lexie, do cholery, kto ci dał prawo jazdy? Znalazłeś je w chipsach? — była mocno przewrażliwiona na punkcie tego, jak ktoś prowadził. Nawet, jeśli to był tylko wózek sklepowy. Sama jeździła sportowym samochodem i brała udział w wyścigach undergroundowych, więc miała absolutne prawo, żeby go oceniać. — O, bardzo ładnie i teraz na drugą stronę. Tylko poczekaj, widzisz przecież, że coś jedzie! Głuchy jesteś, czy tylko głupi? — pokręciła z politowaniem głową. — No. I musimy podjechać teraz z drugiej strony, na drive'a. Z drugiej, czyli od dupy strony. Rozumiesz w ogóle, co do ciebie mówię? Skup się — poleciła, bo nie tylko on był wystrzelony w kosmos, ale przecież bez Finch, to zginąłby z kretesem. Ach, ci faceci!
Alexis Bennett
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ciężka jesteś, żyrafo. - dobra, nie była aż tak wysoka, ale tylko odrobina niższa od niego! Nie przekroczył magicznego wzrostu 180, który pozwalał mu wyrywać cziki na prawo i lewo jednym spojrzeniem, winił greckie korzenie. I to, że zaczął palić w młodym wieku, nie żałował, przynajmniej wyglądał przy tym dobrze. Nadrabiał... osobistym czarem...? Charakterem!... Nie, to też nie było to.. Na pewno nie inteligencją, specjalnych umiejętności tez nie miał... Ładną mordą. Tak! To było to. Nie był wysoki, mądry, zdolny czy nawet bogaty, ale miał ładny pysk. Wszystko, kurtyna.
Stało przed nią ciężkie zadanie. Bycie jego nawigacją, zmuszenie go do obrania poprawnego kursu czy nawet podążania za komendami, które szczekała raz po raz? Zadanie niemożliwe.
- NIE MAM PRAWA JAZDY. - pewnie nie powinien się tym chwalić tak głośno, w środku nocy, na ulicy, biegnąc tak szybko, jak się dało, popychając skradziony wózek w którym siedziała jego psiapsia. To pewnie podlegało pod jakieś wykroczenie, nie..? Zakłócanie porządku? Operowanie pojazdem bez prawa..? Czy pojazd to był tylko taki z silnikiem...?
- Głupi. - przyznał, ogromnie rozbawiony, bo pasowało to idealnie do kierunku w którym biegł jego mózg. Gdzieś slalomem, pomiędzy potencjalnymi prawnymi zarzutami, wyimaginowanymi burgerami, a fryteczkami i tańczącymi solniczkami. Bez pytań proszę. - Zaraz ty będziesz prowadzić. - bo właściwie to nie wiedział, dlaczego to on ją woził, a nie w drugą stronę? Co, on nie mógł być księżniczką, bo miał wąsa? Bez sensu. Wyglądałby super w sukience!
Serce chciało wyskoczyć mu z klatki piersiowej, mięśnie ud płonęły i miał wrażenie, że łydki zamieniły się w kamień. "Pit stop." przynajmniej "zaparkował" nie na środku ulicy, a bliżej krawężnika. McDrive był w odległości kilku metrów, ale miał wrażenie, że jeśli nie złapie oddechu, to umrze, a nie mógł umrzeć na pusty żołądek, to byłby grzech. Zgiął się w pół, oparł łokciami o uchwyt wózka, by zaraz złapać ten sam uchwyt dłońmi, przenosząc ciężar ciała gdzieś za swoje pięty. Rozciągnął plecy, nogi, nawet trochę klatkę, pochylając się mocniej, łapiąc głębszy oddech. Zmęczenie napadło go znikąd, jak złodziej z nożem i teraz musiał wziąć chwilę.
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
No właśnie, a jeśli chodzi o inteligencję, to chyba nie trzeba wspominać, że z ich dwojga, to właśnie Finch była tą mądrą? Nawet naćpana ogarniała więcej, niż Alexis na trzeźwo. To dosyć niepokojące. Jakim cudem ten gość jeszcze nie zginął? To chyba była zagadka, na którą nikt nie znał poprawnej odpowiedzi.
— Widać! — krzyknęła przez ramię, kiedy kumpel przypomniał jej, że nie miał prawka. Kurwa, no ciekawe dlaczego? Może dlatego, że pchał sklepowy wózek, jakby miał niedojebanie mózgowe? Tak, to by wiele wyjaśniało. Właściwie to nawet wszystko.
Prychnęła pod nosem, gotowa wyskoczyć na asfalt, ale w ostatniej chwili o coś zahaczyli i Kira ponownie wylądowała na dupie. Och, już ona by go przewiozła! Nigdy więcej nie wymądrzałby się i może w końcu przestałby pyskować. I to wcale nie dlatego, że wypchnęłaby go w tym wózku prosto pod koła rozpędzonej ciężarówki. Chociaż, jakby się nad tym lepiej zastanowić...
— Ja pierdolę, Bennett — warknęła, kiedy ten tak wzdychał i stękał żałośnie. — Zatrzymaj się, ale to już. Natenkurwatychmiast — nakazała, po czym teraz naprawdę wyskoczyła z wózka. Niewiele brakowało, a zaryłaby zębami o krawężnik. W porę jednak zdołała utrzymać równowagę i zachować godność. I górne jedynki. — Zamiana — zadecydowała, zanim Lexie ogarnął, co się wydarzyło. — Mówię serio, wskakuj — zachęciła go skinieniem głowy. Nawet łaskawie przytrzymała wózek, żeby mógł się do niego wgramolić.
Jednak zamiast poczekać, aż kumpel faktycznie usadowi się w środku, ruszyła z całym impetem przed siebie, nie zważając uwagi na to, że Bennett wylądował w wózku ryjcem do siatki i z nogami wyrzuconymi do góry. Kto by przejmował się takim detalem? Na pewno nie Kira.
— Trzymaj się mocno! — zawołała, kierując się w stronę otwartego okienka, do którego przymierzało się gęsiego kilka samochodów. Musieli być pierwsi! Przecież Finch (w wolnym tłumaczeniu Zięba) była szybka jak ołomp, drapieżna jak jaszczomp i waleczny jak orł! Na co dzień ścigała się sportowym Ferrari, ze skradzionym, sklepowym wózkiem nie mogło pójść jej gorzej!
Alexis Bennett
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przestał pyskować dopiero wtedy, kiedy zabrakło mu tchu, okay? Fizycznie nie był w stanie się z nią przepychać na łokcie, nie ważne jak bardzo to lubił. Nie miał kondycji, okay? Jego mięśnie były na pokaz i istniały tylko dlatego, że miał idiotycznie szybki metabolizm, łatwo mu było utrzymać niski poziom tłuszczu na ciele. To naprawdę nie było takie imponujące i zdecydowanie nie dawało mu żadnej siły. Roześmiał się tak czy siak, kiedy prawie wywinęła orła na asfalt, ale nie skomentował, nie protestował też, kiedy kazała mu władować się do wózka. Wspomnieliśmy już, że Lexie był naprawdę bardzo uległy w gruncie rzeczy? Buntowniczy, pewnie, dopóki ktoś, kto nie znosił sprzeciwu, nie rzucił w niego komendą. - Dobrze proszę pani. - rzucił tylko w odpowiedzi, nie wiedząc za bardzo jak się zabrać za wskakiwanie do tego koszyka. Koniec końców wylądował mordą na metalu, a kiedy ruszyła z kopyta, zaskomlał w legitnym przestrachu, kuląc odnóża, by niczego mu nie urwała w pędzie. Nogi mu się jeszcze przydadzą. Wylądował na boku, po chwili podnosząc się względnie do siadu, trzymając kolana przy własnej klatce. Gdyby się wyrąbali, to byłoby zdecydowanie mniej katastroficzne, niż gdyby dalej dyndał za krawędź..
Usłyszał klakson samochodu, który ominęli, ktoś zaklął, ktoś parsknął śmiechem i zajęło mu chwilę, zanim zdał sobie sprawę z tego, że to do niego ten śmiech należał. Chciała go zabić przed momentem? Może. Ale teraz ścigała się bóg wie z kim do okienka maka, więc była jego osobistym bohaterem.
- Ja chcę 5 cheesów. Double. I 20 nuggetsów. I fryteczki. Dużo fryteczków. - recytował, chociaż był prawie pewny, że w ferworze ścigania się z duchami, Kira nawet nie była go w stanie usłyszeć. A on też zaraz zapomni co chciał.
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie zesraj się — skomentowała zachcianki kumpla, chociaż niewiele z nich usłyszała, bo przejeżdżające obok Subaru zatrąbiło na nich, na co zareagowała wskazującym palcem. Nie widział, że mieli pierwszeństwo, a on dopiero włączał się do ruchu? Frajer.
Nikt nikogo nie próbował zabijać. Właściwie to Finch uratowała im życie, bo gdyby to Bennett prowadził wózek, pewnie rozjebaliby się na pierwszej lepszej masce. A jeśli już miałaby ginąc pod kołami samochodu, to niech to będzie coś porządnego, a nie jakieś żałosne Subaru sprzed piętnastu lat. Szanujmy się.
Musieli odstać swoje. Kira przestępowała ze zniecierpliwieniem z nogi na nogę, ale w rzeczywistości nosiło ją tak po tym kwasie. Musiała to rozchodzić. Najlepiej wybiegać, ale nie zostawi Alexisa w wózku. Jeszcze ktoś go uprowadzi i zażąda okupu. Może i Finch miała pieniądze, ale bez przesady, przecież ziomek nie był wart złamanego centa.
— Co ty chciałeś? — dopytała, popychając wózek. Jeszcze jedno auto i zaraz będzie ich kolej. — Dużo frytek? I cheesa? Wezmę ich ze dwadzieścia. Jak zostaną, to będą na jutro. Nie zepsują się — to akurat prawda, przecież każdy widział filmik z kanapką z maka, która rozkładała się latami. Obrzydliwe. Obrzydliwe, ale jednocześnie fascynujące. — Chcesz colę? Nieważne i tak wezmę. I dwa happy meale — ponownie pchnęła wózek i stanęła przy okienku akurat w momencie, kiedy sprzedawca zniknął na zapleczu.
Czy oni nie powinni najpierw złożyć zamówienia tam, przy tamtym głośniku przy zakręcie? Na pewno powinni. No nic, trzeba będzie podziałać na ładne oczy. I duże cycki, więc to akurat robota dla Kiry. Z tymi oczami to niewypał, bo oboje byli wystrzeleni na orbitę, lepiej nie zaglądać im w źrenice, bo jeszcze ktoś dostrzeże ich naćpane dusze.
Alexis Bennett
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słysząc, że kazała mu się "nie zesrać" podniósł rękę do góry, pokazując jej środkowy palec, ale nie komentując. Obawiał się, że jeśli otworzy usta, z jakiegoś powodu wyleci z koszyka. Nie, nie wiedział dlaczego, ale przyjął to uczucie za najwyższą prawdę, bo przecież był nawalony. Musiał się słuchać własnego ciała, nie ważne, co za głupoty by mu nie gadało, bo.. Jeśli nie ciała, to czego? Był głodny, więc jechali do maka. Mózg poszedł spać gdzieś między drugim jointem zapijanym wódą, a kwasem. Ciało miało caaaałe pole do popisu, albo przynajmniej do przeżycia, zwlaszcza kiedy zmysły zaczęły robić sobie z niego śmieszki. Serce waliło głośno w uszach, oczy nie były w stanie się skupić, a mięśnie drżały. Może było mu zimno..? Zaciągnął na łeb kaptur, obejmując się ramionami, licząc na to, że zaraz mu przejdzie, a burgerki mogły tylko pomóc. I fryteczki. Dobrze, że Kira pamiętała o fryteczkach. - Tak. Ale nie wiemy jakie są zabawki... - pewnie mogliby sprawdzić na telefonach, ale to by wymagało szarych komórek, których w tamtym momencie między sobą mieli ujemną wartość.
Załapał, że człowiek, który przed momentem był w okienku, poszedł gdzieś w cholerę i.. Zebrał całą moc, którą w sobie miał, żeby pozbierać się bardziej do pionu (łatwiej, bo stali w miejscu), a potem przysiąść na swoich piętach. Metalowa siatka wózka nieprzyjemnie wżynała mu się w kolana i piszczele, ale to był tylko mały szczegół.
- Ey, ziomeczku.. Ziomuś.. Gdzie ty poszedłeś... - brzmiał najprawdopodobniej niespotykanie żałośnie. Stukał w zamknięte okienko, odwrócona podkówka wykrzywiająca jego usta i generalna niemoc, która zaczęła go okalać, wywołując nagłą bladość. Musiał coś zjeść. I jeszcze nie wytrzeźwieć. Gdzieś powinien mieć jeszcze jednego jointa i na pewno gdzieś w okolicy była jakaś stacja czy inne miejsce z alkoholem, nie? Coś wymyślą.
- Szybko, co chcecie? I musicie poczekać na boku, bo inne zamówienia jeszcze robimy. - nawet kiedy pracownik otworzył okienko, Lexie nie załapał i dalej wykonywał pukający ruch ręką. Uśmiechnął się do chłopaka przed ladą słodko, budyniowo, jak na debila przystało.
- Ja nie wiem, ona jest mózgiem.. - wskazał na Kirę, znów przysiadając na dupie, żeby blondynka mogła się dogadać z miłym panem kasjerem. Miało to jakiś sens. Ich pojazd nie był pojazdem, więc pewnie ich maczkowa maszyna nawet ich nie widziała. A skoro składali zamówienie przy okienku.. To wylądują na końcu kolejki. No życie? Nie wiedział. Lexie gapił się na kasjera, jakby był najpiękniejszą istotą na świecie w tamtym momencie; the keeper of burgies.
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Teraz są figurki z Friendsów — oznajmiła, bo widziała reklamę. Nigdy nie była jakąś wielką fanką tego serialu i nie rozumiała, skąd ten cały hype, ale kojarzyła bohaterów. Na pewno bardziej niż samą fabułę. Zresztą, jakie to miało znaczenie? Happy Meala kupuje się po prostu dla samej frajdy, że ta zabawka w ogóle tam jest, a nie dla samej zabawki!
Powoli traciła cierpliwość, kiedy sprzedawca zniknął i nie wracał. To trwało zdecydowanie zbyt długo. Kira zacisnęła usta w wąską linię, gotowa do interwencji, ale Bennett ją wyprzedził. Ukląkł żałośnie w wózku, skamląc jeszcze żałośniej. Najważniejsze, że działało. Przez chwilę obserwowała jeszcze poczynania kumpla. No chorutki. Wyglądał, jakby właśnie doznał jakiegoś porażenia mózgowego. Dobrze, że była zbyt porobiona, aby odczuwać jakikolwiek wstyd i nie czuła się zobowiązana, żeby za niego przepraszać.
— Dwadzieścia cheesburgerów, pięć razy McDouble, czterdzieści nuggetsów, pięć razy duże frytki, dwa razy duża cola i dwa Happy Meale — wystrzeliła jak z karabinu maszynowego, Zapamiętał? Oby, bo Finch nie była w stanie tego powtórzyć. Na szczęście chłopaczyna zdążyć wklikać wszystko na ekranie i podstawił terminal, żeby mogła dokonać płatności. Niezgrabnie wyciągnęła swój telefon i przyłożyła go w oczekiwaniu na charakterystyczne piknięcie.
A potem posłusznie odjechała z wózkiem na bok, żeby nie blokować innych pojazdów. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że trochę poniosło ją z tym zamówieniem. Wprawdzie teraz odczuwała ogromny głód, ale coś podejrzewała, że po dwóch cheesach, paczce frytek i kilku łykach napoju po prostu pęknie i tyle będzie z tych jej przechwałek. Cała nadzieja w Alexisie. Spojrzała na niego i od razu pożałowała, że pokładała w niego cokolwiek.
— Jak nie zjemy wszystkiego, to będziemy mieć drugie śniadanie do pracy — pokiwała głową. Co z tego, że zabrzmiało to tak, jakby razem pracowali, mimo że wcale tak nie było. Ich profesje znacznie się od siebie różniły, chociaż Kira potrafiła zrobić świetnego drinka. Pytanie, czy Bennett potrafiłby napisać artykuł o najtańszej Toyotcie z napędem na wszystkie koła. Wątpliwa sprawa. — Wyłaź już z tego wózka, bo nie będzie gdzie wsadzić żarcia — zadecydowała i podała mu rękę, aby pomóc wydostać się na zewnątrz. Tylko wózek przechylił się niebezpiecznie i Bennett runął z impetem na Finch, która aż się zapowietrzyła, kiedy tak gruchnęli na ziemię. Bolało w opór, a i tak to mały pikuś przy tym, co poczułaby na trzeźwo. Była namiastka prawdy w tym, że w takim stanie człowiek był praktycznie nieśmiertelny.
Alexis Bennett
-
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress menieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czasem opłacało się być żałosnym najwyraźniej. Normalnie pewnie stwierdziłby, że kasjer się nad nim zlitował, bo chciał jego insta, numer czy innego whatsappa, ale nawet Lexie nie był tak zadufany w sobie, by w to wierzyć. Jasne, był ładnym człowiekiem, wiedział to. Uchodził za przystojnego dla niektórych kobiet, a część panów widziała go jako urzekającego i ładniutkiego. No i dobra. Tyle że tej konkretnej nocy, był porobiony, a na dodatek zaczął się czuć wyjątkowo nie-dobrze. Nie było opcji, że zlitował się, bo chciał zaliczyć. Ważne, że zadziałało.
Jej zamówienie było cholernie imponujące. Aż się odwrócił, żeby zerknąć na nią, unosząc brwi, ale kimże był, żeby się z nią kłócić. Zwykle miał ogromy apetyt, więc może nawet nie zostanie tak dużo...? Kasjer nawet nie mrugnął, wstukując wszystko i Lexie stwierdził, że to pewnie nie była jego pierwsza nocna zmiana. Dobry człowiek. Szanował ludzi pracujących po nocach, cholera by go strzeliła ze wszystkimi najebanymi Kirami i Alexisami, zupełnie szczerze mówiąc, a gdyby musiał się z nimi użerać na trzeźwo? Na-ah, zapomnij, nie było nawet takiej opcji.
- Dadzą nam torbę przecież... - burknął, ale po raz kolejny, zwłaszcza napruty, był bardzo uległy i nie zwykł odmawiać rzuconym w jego stronę komendom. Trochę problematyczne, bo jeśli ktoś by się zatrzymał przy nim jakimś czarnym vanem i kazał władować się do środka, to pewnie też by się nie zastanawiał. Z drugiej strony, zwłaszcza nawalony, miał tendencję do słuchania się tego, co mówił mu jego własny żołądek... Szósty zmysł? Jaki ktoś albo coś dawał mu vibe. Niektórych ludzi się bał. Niektóre uliczki stawiały włoski na jego karku. Unikał takich zakrętów.
Normalnie pewnie miałby trochę więcej gracji, serio, był całkiem zgrabnym człowiekiem, ale niestety w tamtym stanie mięśnie nie działały tak sprawnie, jakby tego chciał. Zanim zdążył przemyśleć co właściwie się działo, leciał na Kirę. Serio? Leciał na Kirę ze wszystkich osób? Nah, ew. Podświadomie wyciągnął ramiona po obu jej bokach, żeby nie runąć na nią całym ciężarem ciała; nie ważne że w gruncie rzeczy nie ważył jakoś specjalnie dużo. - Bro... - zdecydowanie będzie siniak. Miał tylko nadzieję, że nie wyjebali się na coś obrzydliwego. Przechylił się na bok, by zleźć z Finch, ale nie podniósł się od razu. W ogóle nie zamierzał wstawać w najbliższym czasie. - Żyjesz, czy umarłaś? Nie możesz umrzeć. - leżąc obok, wymacał jej dłoń i uścisnął ją lekko, potrząsając na boki. Szkoda, że byli w mieście i nie było widać gwiazd, ale czarne niebo na swój sposób było też całkiem ładne.
kira finch
-
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bennett miał rację z tą torbą, ale jak oni mieliby się z tym wszystkim zabrać? Wózek na pewno wiele ułatwi! Albo ułatwiłby, gdyby nie runął na ziemię razem z nimi, wyginając niektóre, metalowe elementy. Kółko smutno potoczyło się po parkingu. Finch stęknęła żałośnie. Chciała zepchnąć z siebie Alexisa, ale ten sam się zreflektował. Poza tym i tak nie miała siły, bo wraz z upadkiem mięśnie stały się strasznie wiotkie. Przestało ją dziwić, że najbardziej najebani i naćpani ludzie przeżywali wypadki samochodowe, skoro stanie nietrzeźwości ciało ludzkie przypominało wtedy galaretę.
— Żyję, żyję — wymamrotała od razu. Nie, nie od razu, dopiero po dłuższej chwili. Oczy również otworzyła później. Podparła się na łokciach i zerknęła na siebie. Dalej miała dwie ręce oraz dwie nogi. Głowa też dawała się być na swoim miejscu. Dobrze jest, nie ma co się mazać! — Jak to nie mogę umrzeć? Co to w ogóle znaczy? Nie będziesz decydował, kiedy mogę sobie umierać, a kiedy nie — wymierzyła w kumpla palcem i podniosła się z ziemi, strzepując z jeansów kurz i piach. Porobiona, ale wciąż dama!
— Hej, gołąbeczki! — zawołał chłopaczyna, wystawiając łepetynę z okienka. — Mam wasze zamówienie! — przywołał ich do siebie, więc Finch wyciągnęła rękę i pomogła Bennettowi podnieść się z ziemi. Obejrzała go z każdej strony, upewniając się, czy również był cały, po czym ruszyli odebrać zamówienie. A potem udali się w ustronne miejsce, na drugą stronę parkingu, pozostawiając za sobą ten zdezelowany wózek, który i tak już im się do niczego przyda.
— Co to, kurwa, jest?! — nawet nie starała się ukryć swojego oburzenia, kiedy otworzyła zestaw dziecięcy. Nie było tam żadnych zabawek ani figurek. Zamiast tego wyciągnęła z pudełka papierową koronę, którą dodatkowo trzeba było sobie samemu złożyć. — Ale gówno — prychnęła pod nosem, ale mimo to szybko pourywała niepotrzebne elementy, zgięła karton w odpowiednich miejscach i umieściła sobie koronę na głowie. Chuj z tym, ważniejsze było żarcie. Zresztą i tak wyglądała w tej koronie jak
Alexis Bennett