Tak, było popołudnie.
Tak, wyspowiadał się ze swoich grzechów kanalizacyjnemu bogu, obejmując porcelanowy tron.
Życie bolało. Zeszłej nocy bawił się świetnie, części z tej zabawny nawet nie pamiętał, tak się dobrze bawił, ale tego dnia przyszło mu za to płacić. Cóż poradzić mogę na to~?.
Catherine była wciąż w pracy, więc nikt nie mógł go poratować domowym posiłkiem czy chociażby zaserwowaną herbatką i jedyne co mógł zrobić, to zamówić pizzę. Dobra, dwie picki, bo wychodziło w sumie taniej, a jeśli się przyjmie, to i tak zje obie w jednym posiedzeniu. Zamawiając, odkrył, że w głowie nadal kręci mu się niemiłosiernie, a literki na ekranie w ogóle nie chciały zostać na swoim miejscu. Może dalej był napruty? Co by znaczyło, że to jeszcze nie była ostateczna forma jego kaca..? Z jednej strony, było to pocieszające, bo może znaczyło, że tłusta pizza wchłonie cokolwiek jeszcze było w jego żołądku i uratuje mu tyłek na później. Z drugiej strony, mogło to też znaczyć, że ten prawdziwy kac miał pokazać nawet jeszcze brzydszą mordę i cokolwiek by nie zjadł, i tak to później straci. 50 - 50. Gdyby był hazardzistą to-.. Dobra, śmieszki, był hazardzistą i jak najbardziej podobało mu się to ryzyko. Zdychał na kanapie, fluffy skarpetki, stare dresowe spodnie i naga klatka, opatulony w koc, który zwykle był gdzieś pod ręką. Mały salon wydawał mu się zbyt kolorowy i za bardzo radosny w tej całej torturze, nawet jeśli normalnie uważał, że kolory były najlepsze. Ugh.
Ruch przy drzwiach. To chyba pizza.
Zebrał całą swoją siłę, żeby, nadal w trybie kocowego burrita, przetuptać do drzwi wejściowych, walcząc po drodze z grawitacją.
- ...nie jesteś moją pizzą. - zwód, który poczuł, naprawdę bolał. Bolał go w głowę, w serce nawet bardziej i definitywnie w zmęczony żołądek. Tak czy siak, postąpił krok w bok, pozwalając psiapsi wtoczyć się do środka. Może przyniosła coś dobrego? Jakąś darowiznę, jak na gościa przystało? Meh, kogo on chciał oszukać.
Erika Lindberg