Tutaj jednak od samego początku było wiadomo, że on nie podejdzie do tego na spokojnie, adrenalina krążyła w żyłach, a facet sobie nagrabił tym, że szarpnął Pilar. A potem jeszcze tym jak się do niej odezwał. I tak Noriega czuł, że powinien mu za to spuścić większy łomot, i pewnie w klubie by to zrobił, ale może nie na autostradzie, gdzie mijały ich te wszystkie samochody?
Ale przeprosić musiał.
Tego nie zamierzał odpuścić.
Jeszcze mocniej przyciskając gościa do ziemi i warcząc, że ma przepraszać. I już nawet zamierzał go złapać i docisnąć mu do gleby ten łysy łeb, żeby go troszeczkę pospieszyć, nie za włosy... ale może za ucho? Ale wtedy z auta wysiadła ta dziewczynka.
I już Madox się wcale nie chciał bić, bo może on był popierdolony, agresywny i narwany, ale jednak biorąc pod uwagę fakt, że on spędzał czas z podopiecznymi pewnego domu dziecka, gdzie Ginny mu powtarzała, że nie wolno uczyć dzieci przemocy, no to... nie zamierzał tego robić.
Tylko zaraz się okazało, że łysol miał co do tego zupełnie odmienne zdanie. A do tego wykorzystał nieuwagę Noriegi i teraz on go miał na glebie. Nie chciał mu oddawać więc się tylko zasłonił, chociaż... może powinien?
Ale zanim zdążył to przemyśleć, to już reagowała Pilar. Przecież mógł się tego spodziewać. I chociaż w Madox w pierwszym odruchu, to wbił te ciemne tęczówki w Stewart oczarowany, to zaraz jednak zebrał się z ziemi, szybciutko wstał.
- Tylko go nie zabij Pilar - rzucił Madox, ale sobie żartował, nawet się spiął gotowy znowu rzucić się na gościa, który chyba wciąż chciał walczyć. Tylko, że ta jego mała chyba wcale nie odebrała tego jako żartu, bo pisnęła coś, że nie tatusiu. I Madox też się na nią obejrzał, razem z łysolem.
A zaraz potem obaj odwrócili się do Stewart, kiedy się odezwała.
Madox uwielbiał to kiedy się o niego biła, łamała nosy jednym wprawnym ciosem. Ale to jak improwizowała też, aż te jego ciemne oczy błysnęły jakoś drapieżnie. Bo przecież on to też często robił, improwizował. Gadał. Dużo. Żeby tylko odwrócić czyjąś uwagę.
Mógł to teraz wykorzystać, wiedział to. Tylko zaraz te jego ciemne oczy spoczęły na dziewczynce, która już prawie płakała, chciała być twardzielką, ale małe usteczka drżały niebezpiecznie.
Dobra chuj.
Włożył ręce do kieszeni, w ten sposób prezentując swoją kapitulację, chociaż kiedy łysol rzucił to zachciało wam się rżną..., to zrobił krok w jego kierunku.
- Może trochę grzeczniej? - syknął i spojrzał na dziewczynkę. Nawet on się tak nie odzywał przy dzieciach, bo Ginny go nauczyła, że nie wolno. A ten facet miał dziecko...
Może jednak jemu trzeba było coś wbić do tej łysej, pustej głowy?
Madox już trochę przesunął się do Pilar, kręciło go to... To jej gadanie, to, że tak pięknie gasiła łysola, nie mógł oderwać od niej spojrzenia. Od tej pięknej walecznej twarzy, chociaż teraz kiedy przybrała ten matczyny wyraz, to... też mu się podobało.
- No właśnie, to jest moja narzeczona, a ty nazwałeś ją... A ty tak ją nazywasz, wstyd kur... de - musiał się wtrącić, dodać swoje trzy grosze. Chociaż kiedy Pilar ruszyła do gościa, żeby przed nim stanąć, to przesunął się między nich, żeby w razie czego reagować. Ale facet już chyba się poddał, położył uszy po sobie. Miał teraz taką minę jak pies Madoxa, kiedy coś odwalił i dostawał reprymendę. Bardzo podobną. Tylko, że u Sombry to zazwyczaj oznaczało klocka w bucie Noriegi.
- Muéstrale tu dedo, cariño - palcem mu pogroź, skarbie, rzucił, bo może i łysy się przyznawał właśnie do błędu i... płakał?
To okropnego Madoxa to bawiło.
- Tato a jak ty nazwałeś tą panią? - zapytała pszczółka i zaraz stała obok nich i tak samo jak Pilar zakładała ręce pod boki. Noriega od razu sobie pomyślał, że kiedyś będzie z niej prawdziwa loca chica, zwłaszcza jak mała szarpnęła ojca za nogawkę.
- Papi przeproś tą panią! Nie można się wyzywać! - krzyknęła i tupnęła nóżką, a Madox spojrzał na dziewczynkę, a później na Pilar unosząc jedną brew pytająco, bo czy ona też tupnie?
Łysy westchnął ciężko, Noriega doskonale znał to westchnienie, jeszcze powinien oczami strzelić do kompletu. Chociaż... to akurat był chyba taki specjalny tik Madoxa.
- No tak, przepraszam pszczółko - pociągnął nosem i pogładził dziewczynkę po włosach tym swoim wielkim łapskiem, a potem wyciągnął tę rękę do Pilar - przepraszam że Panią tak nazwałem - Madox to na to patrzył z otwartą buzią. Jak to jest możliwe, że dwie... właściwie jedna i pół, jedna trzecia? Kobiety, robiły z takiego agresora potulnego misiaczka? Niewiarygodne.
Kiedy Stewart przyjęła przeprosiny, to facet już zamierzał iść, ale jeszcze sięgnął do Madoxa i zacisnął palce na jego koszulce.
- A ty kurwa łbem myśl, a nie chujem, bo mogłeś nam zrobić krzywdę - warknął i Noriega czy chciał, czy nie, to jednak musiał mu przyznać rację. Zgodzić się z nim, skinął głową.
- Tato, a co to jest chuj? - zapytała dziewczynka, ale łysy wyciągnął do niej rękę i złapał jej malutką rączkę - nieważne Marie, słowo, którego nie wolno używać przy mamusi, bo byłaby na nas zła... i bardzo smutna. Wiesz... jak dupa - tłumaczył jej po drodze do auta. A Madox już stał za Pilar, żeby oprzeć jej na ramieniu głowę, wbić w nie brodę i odezwać się do jej ucha, kiedy jeszcze odprowadzali ich spojrzeniem.
- Mami, a ja mogę przy tobie używać słowa... dupa? - mruknął, a zaraz parsknął śmiechem prosto w jej kark, który musnął też wargami.
Muéstrale tu dedo, cariño