-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Nie był zaskoczony reakcją de la Serny na serwetkę i swoje słowa - prawdę powiedziawszy właśnie tego się spodziewał; że jeśli Tiago nie będzie starał się usilnie ukrywać swoich prawdziwych emocji, a tego się nie spodziewał przez wzgląd na ich rozmowę, którą dopiero co odbyli, to zobaczy to, co właśnie widział. Patrzył na niego z troską, milcząc przez chwilę i pozwalając mu na to, żeby się wypłakał; nie chciał go teraz uspokajać, bo byłoby to jednoznaczne z tym, że nie życzy sobie płaczu albo że chce, żeby ten się uspokoił. I tak, owszem, chciał, żeby Tiago się uspokoił, ale chciał też, żeby przeżywał emocje, do których miał prawo. A jeśli robił to przy nim, to było to dla Palermo znakiem, że faktycznie chciał się otworzyć i pozwolić sobie po prostu czuć, nawet jeśli nie zawsze było to łatwe.
- Recuerdo cómo te brillaban los ojos al estudiar los mapas. Recuerdo la fascinación con la que me mirabas mientras te explicaba cómo hacer algo teóricamente imposible. - odezwał się po chwili, kładąc dłoń na jego plecach, pomiędzy łopatkami. Przybliżył się nieco do niego, sięgając też po kieliszek wina, który opróżnił z tych pozostałych kilku łyków jednym, sporym haustem. - Recuerdo nuestra alegría cuando encontramos la solución a un problema que nos había costado mucho tiempo resolver. No nos rendimos, seguimos buscando hasta encontrarla, aunque hiciéramos cálculos y rediseños para obtener el resultado deseado. - oparł podbródek o jego ramię, ściszając głos niemal do szeptu, ale był teraz na tyle blisko mężczyzny, że nie musiał mówić przesadnie głośno. - Quiero volver a ver ese brillo en tus ojos. Quiero ser la razón por la que sonrías la próxima vez que se te ocurra algo tan loco que necesites un ingeniero brillante para llevarlo a cabo. - uśmiechnął się, przymykając oczy i opierając czoło o policzek Santiago. Objął go jedną ręką w pasie, wtulając się w jego bok. Przy kolejnych słowach głos znów zaczął mu drżeć, ale nie zwrócił na to większej uwagi. - Vamos a planear algo increíble. Finalizaremos el plan, formaremos un equipo, ¡y allá vamos! Tendrás un arma en tus manos, un genio a tu lado, y... ya veremos qué pasa. Pero pase lo que pase, te doy mi palabra de que haré todo lo posible para que este plan se haga realidad. - nawet, jeśli miałbym go skończyć bez ciebie; tych ostatnich słów jednak nie był w stanie wypowiedzieć, bo to akurat było dla niego za dużo emocji. Musiał urwać i przestać mówić, bo inaczej też by się rozpłakał na dobre i tyle by z tego było.
Santi
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Tengo miedo, Alvaro - wykrztusił w końcu między atakami szlochu, wciąż z twarzą w dłoniach - No quiero morir y tengo maldito mucho miedo de ello.
Po raz pierwszy w życiu powiedział to na głos i przez to puściły mu kolejne hamulce - rozpłakał się jeszcze mocniej, chyba wylewając z siebie wszystkie te tłumione latami emocje związane z chorobą: wszystko, co skumulowało się w jego sercu od momentu, gdy usłyszał diagnozę. Poczuł się teraz mały i kruchy, straszliwie słaby i bezbronny.
Odetchnął kilka razy, próbując się uspokoić i znów stłumić te emocje, ale nie bardzo mu to wychodziło.
- Termine esto. Hagamos un plan y tu encontre alguien de confianza, alguien bueno, alguien que te saque de ahí sano y salvo.
Wtedy, w restauracji ta lista była prawdziwa: rzeczywiście spisał rzeczy, które chciałby zrobić przed śmiercią razem z Palermo; ale był to też rodzaj maski - chciał za tą serwetką, za tą listą schować swój strach, pokazać, że nic sobie z tego nie robi i traktuje zbliżający się koniec jak coś, co po prostu się zdarzy i nie należy do tego przywiązywać wielkiej wagi. Teraz, kiedy zobaczył tę listę, było to dla niego jak uderzenie młotkiem w głowę, bo stało się realnym dowodem na to, że się żegna. Być może powoli, być może nie odejdzie już jutro, ale było to pożegnanie. A on się nie chciał żegnać.
- Quiero quedarme aquí, Alvaro - wykrztusił, znów mocniej łamiącym się głosem - Quiero quedarme en esta fiesta y seguir bailando y divirtiéndome...
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Lo sé, cariño. Yo también tengo miedo. - odpowiedział cicho, choć niełatwo było mu to przyznać na głos; może nie sprawiało mu to aż tak wielkiej trudności, jak Santiago, ale również nie przechodziło mu to przez gardło z łatwością. - Prefiero no pensar en ello, pero cuando lo hago... bueno, tengo miedo. No quiero perderte.
Milczał przez chwilę, wciąż wtulony w jego bok, z głową na jego ramieniu; obejmował go, wtulając się w niego, ale nie przytulał go do siebie na siłę, bo nie chciał, żeby Santiago uznał, że próbuje go uspokajać. Chciał mu pozwolić się wypłakać, bo wiedział, że ten wybuch emocji był wynikiem tego, że kumulował to w sobie przez dłuższy czas, być może od czasu diagnozy i że najzwyczajniej w świecie potrzebował tego, żeby wreszcie to wszystko z siebie wyrzucić. Nie tyle więc chciał go uspokajać, co po prostu pozwolić mu się wypłakać i być przy nim, póki Santiago mu na to pozwalał.
- Quiero que te quedes también. - uniósł nieco głowę i musnął nosem jego policzek, starając się pozbyć drżenia w głosie; odchrząknął w tym celu kilka razy, ale nie przyniosło to większego efektu. - No me dejes en esta fiesta mientras suena nuestro tango amado. - wyszeptał, po czym przełknął ślinę i dodał, nieco ciszej, wciąż z drżeniem. - ¿Qué pasaría si te dijera que he encontrado un tratamiento experimental que, si tiene éxito, podría ayudarte? ¿Aceptarías?
Santi
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- ¿Y qué? ¿Encontraste algo? - zapytał w końcu, kiedy już się trochę uspokoił. Minęło dużo czasu: może kilkanaście minut, zanim ogarnął się na tyle, że wreszcie przestał szlochać i teraz tylko siedział zwinięty w kłębek, z twarzą wciąż w swoich dłoniach, próbując doprowadzić się do jako takiego porządku, to znaczy: przynajmniej przestać płakać. Wiedział, że jeszcze przez jakiś czas będzie miał zapuchnięte oczy, ale chciał przynajmniej przestać ryczeć, co już prawie mu się wreszcie udało. W końcu wyprostował się, odetchnął kilka razy, przetarł twarz dłońmi, pozbywając się łez, pociągnął nosem i zerwał się, rzucając krótkie "perdoname", żeby zniknąć w łazience. Oblał kilka razy twarz zimną wodą, wytarł nos i wrócił do Alvaro już w nieco lepszym stanie, niż przed chwilą. Wciąż jednak na jego twarzy malował się ból, którego postanowił teraz nie próbować ukrywać. Chwila szczerości i otwartości. Kusiło go, żeby próbować udawać, że teraz już wszystko jest magicznie w porządku, że to, co działo się przed chwila, to był chwilowy wybuch i już całkowicie minął, a on może dowcipkować, ale wcale tak nie było, a on naprawdę chciał być teraz szczery wobec przyjaciela.
- ¿Qué es esta terapia experimental? ¿En qué consiste? - zapytał, siadając znów obok Alvaro, mimo wszystko bojąc się spojrzeć na niego, żeby nie zobaczyć niechęci i zawodu spowodowanych tym wybuchem emocji sprzed chwili. Jego rozum wiedział, że wcale tego nie zobaczy, ale lęki i traumy z przeszłości podszeptywały coś innego. Przełknął nerwowo ślinę i napił się wina.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Pokiwał głową w odpowiedzi na pytanie czy znalazł terapię, a potem odprowadził go wzrokiem do łazienki. Nie szedł za nim, nie widział w tym sensu, bo też rozumiał, że Santiago musi przez chwilę pobyć sam.
W międzyczasie nalał im wina do kieliszków, uzupełniając braki i zjadł jeszcze trochę ze swojego talerza. Tylko trochę, bo miał ściśnięty żołądek, ale mimo wszystko bardzo mu smakowało i chciał zjeść wszystko i najlepiej wziąć jeszcze dokładkę. Może później.
Popatrzył na mężczyznę, gdy ten wrócił i usiadł przy nim. Po chwili wahania położył dłoń na jego dłoni, splatając ich palce ze sobą.
- Sé que es algún tipo de terapia genética innovadora. Están probando nuevos medicamentos, pastillas e inyecciones. - odpowiedział cicho, nieco niepewnie, po czym znów położył głowę na jego ramieniu. - No quiero obligarte a nada, pero... Si pudiera ayudarte, si no doliera tanto, si vivieras más tiempo...
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Westchnął wreszcie ciężko i po chwili wahania wtulił się w Palermo, chowając twarz w jego szyi i zaciskając palce na jego koszuli. Skoro już pozwalał sobie na dawanie wyrazu swoim emocjom, to ta dalsza chwila słabości raczej nic nie zniszczy.
- Si se trata de ensayos clínicos, significa que habrá un grupo objetivo que recibirá el fármaco y un grupo que recibirá un placebo - powiedział niepewnie, jeszcze mocniej zaciskając palce na jego koszuli - Podría estar en este último...
Tak. Ale może też być w tej pierwszej. Może faktycznie dostawać lek, a ten lek może zadziałać. Nie musi, ale może - skoro wprowadzali testy na ludziach, to znaczy, że robili je już na zwierzętach, z dobrym skutkiem, inaczej nie doszłoby do badań na ludziach. A on nie miał innych perspektyw: przerobił już istniejące leczenie i obecnie leki pomagały jedynie na tyle, że trochę hamowały rozwój choroby. Szansą byłoby choćby mocniejsze zahamowanie, jeśli nawet nie całkowite - bo na wyleczenie w ogóle nie liczył.
- Bien. Pero no puedo ofrecerme como voluntario. Lo siento, Álvaro, pero ya que me pediste que fuera honesto y mostrara mis debilidades... esta es una de ellas. No puedo hacerlo solo - powiedział w końcu, po kolejnym dłuższym milczeniu. Trudno mu się mówiło o tym, że czegoś nie da rady zrobić i w normalnych okolicznościach by tego nie przyznał - prawdopodobnie kręciłby i robił wszystko, żeby jednak się do tego zmusić, bo przecież dla niego nie istniały rzeczy niemożliwe. Ale teraz, po tym płaczu, nie miał również siły się maskować, a jednocześnie chciał być szczery wobec Palermo.
Westchnął znowu ciężko i w końcu odsłonił twarz, opierając brodę o ramię partnera, zaciskając szczęki i próbując się uspokoić. Objęcia Salvatierry działały na niego kojąco i teraz miał ochotę zostać w nich na wieczność.
- Lo siento por el arrebato, no fue mi intención. No debí haberlo hecho - wymamrotał i oparł czoło o jego ramię, przytulając jednocześnie policzek do jego szyi - No debería sentir lástima por mí mismo.
Było mu coraz bardziej wstyd, że tak się zachowywał mimo, że miał świadomość, że przecież Alvaro mu pozwolił okazać sobie emocje - ale być może nie spodziewał się ich aż tylu, może nie chciał jednak widzieć Santiago ryczącego jak dziecko i łkającego, że się boi. To nie był ten Santiago, którego Alvaro znał i takiego Kocura nie powinien poznać nikt nigdy.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Sí, lo sé. Pero no voy a dejar que estés en el grupo que recibe el placebo. - odpowiedział po chwili, bez żadnej wątpliwości, a raczej z dziką pewnością w głosie, z tą pewnością, którą miał przy sobie, gdy prezentował obliczenia dotyczące kolejnych szczegółów napadów rozpisując je kredą na tablicy i z tą samą, z którą za każdym razem wyznawał mu miłość. Nie rozwijał bardziej tego, co powiedział, bo nie uważał, że to konieczne: miał pieniądze, obaj je zresztą mieli, a naukowcom na pewno przyda się mały zastrzyk gotówki nazywany potocznie "anonimowym darczyńcą". Nie miał wyrzutów sumienia, że mówił o czymś takim, o łapówce właściwie, bo po pierwszy był złodziejem i oszustem, a po drugie - chodziło o zdrowie i życie osoby, która była najważniejsza w jego życiu i bez której nie był w stanie żyć pełną piersią i cieszyć się tym życiem; potrafił bez niego egzystować, w czym upewnił się podczas tych osiemnastu miesięcy, w czasie których myślach, że mężczyzna nie żył. Nie chciał znów tego przeżywać. Nie liczył na to, że go wyleczą, ale być może spowolnią chorobę na tyle, żeby Santiago mógł przeżyć jeszcze wiele pięknych lat u jego boku albo ją zatrzymają, a wiedział, że do tego właśnie dążyli, bo trochę o nich poczytał ostatnimi czasy.
- No tienes que hacer esto solo, porque no estás solo, ¿recuerdas? - uśmiechnął się łagodnie, przytulając policzek do jego głowy, podczas gdy ten był jeszcze wtulony w jego szyję. Przesunął czule otwartą dłonią po dole jego pleców, przy okazji zgarniając go jeszcze bliżej siebie. Chwilę później poczuł, że Kocur odsuwa się nieco, a w każdym razie na tyle, żeby nie wtulać się już w jego szyję; po prostu oparł mu podbródek o ramię, co również wydało mu się rozczulające i na tyle intymne i pełne ufności, że znów ścisnęło mu się serduszko.
- No tienes que disculparte conmigo porque no hiciste nada malo. Y no fue autocompasión. - wyprostował się nieco, odsuwając się minimalnie, ale tylko na tyle, żeby na niego spojrzeć. Położył mu dłoń na policzku i pogładził go po nim czule, po czym musnął ostrożnie jego wargi własnymi, przymykając oczy.
- Así que, como ésta es una noche de honestidad y confesiones, supongo que debería decirte algo también. - ściszył głos, nieświadomie, niemal do szeptu. Nie udało mu się też zamaskować lekkiego drżenia. - Últimamente tengo cada vez más dolor aquí. - położył dłoń na swojej klatce piersiowej w miejscu serca. - Pensé que era estrés, pero no estoy segura de si realmente es eso. Quizás el estrés empeore el dolor, pero a veces ocurre incluso cuando estoy tranquila y todo está bien. - przełknął ślinę. - No te lo dije antes porque pensé que se me pasaría, que quizás estaba demasiado estresada, que no dormía lo suficiente porque viajaba constantemente entre casa y el trabajo... pero ahora creo que no es eso. Duermo más y mejor, vivo aquí, solo voy a casa de Tiago y a trabajar. Así que supongo... debe haber otra razón. - teraz to on na chwilę ukrył twarz w zgięciu jego szyi, zaciskając mocniej powieki i drżąc lekko, mimo że starał się zapanować nad swoim ciałem. - No te enojes conmigo...
Santiago de la Serna