To prawda, dzisiejszy dzień nie należał do najłatwiejszych, zwłaszcza pod względem emocjonalnym - Palermo również czuł tego efekty, bo nie był aż tak silny i wytrzymały, jak często próbował pozować. Czuł się wypompowany z sił przez cały ten dzień wyznań, szczerości i łez, ale z drugiej strony, paradoksalnie, czuł się tez spokojniejszy.
-
No sé exactamente a quién considerarán y a quién no, pero no des por sentado que te rechazarán. No des por sentado que solo te ilusionarás. Piensa un poco más positivo. - odezwał się jeszcze, ze słyszalnym w głosie uśmiechem, chwilę przed tym, jak wreszcie przyznał się do swoich małych problemów zdrowotnych.
Tak, przez większość czasu zakładał, że to jakaś drobnostka, że nie ma potrzeby w to jakoś bardziej ingerować, że to pewnie wynik stresu, że samo przejdzie, że nie musi iść z tym do lekarza. Problem w tym, że nie przechodziło samo, a tak jak powiedział przyjacielowi - chyba jednak nie chodziło o stres, bo ostatnio ból pojawiał się w różnych momentach, nie tylko w sytuacjach, w których był zestresowany. Mógł być po prostu szczęśliwy, siedzieć u boku ukochanego, wtulać się w jego ramię i oglądać film, a i tak potrafiło mu się niebezpiecznie ścisnąć z lewej strony piersi; nie metaforycznie, tylko dosłownie tak, jakby ktoś łapał go mocno za serce i wbijał w nie swoje szpony. Póki co udawało mu się ten ból w miarę ukrywać: znikał czasem na chwilę w łazience, jeśli się pojawiał, ale znikał dość szybko i potem mógł wrócić do Santiago i mieć nadzieję, że to po prostu wynik stresu lub czegokolwiek, zależy co akurat mu pasowało do narracji.
Czy powiedziałby mu, gdyby nie ten dzień szczerości, nieco wymuszony okolicznościami. Tak, prawdopodobnie w końcu by to zrobił, ale na tyle lekceważył objawy, że uważał, że to nic takiego i że niepotrzebne straszenie ukochanego nie miało sensu. Teraz jednak czuł, że musi mu o tym powiedzieć, bo jeśli nie zrobiłby tego dzisiaj, to potem mogłoby się to obrócić przeciwko niemu - bo jak tak można, że sam wymagał pokazywania uczuć i szczerości, skoro sam nie mógł się odwdzięczyć tym samym? I w pełni zrozumiałby pretensje Santiago, jeśli te by się pojawiły, a że naprawdę chciał im oszczędzić ewentualnych sprzeczek w przyszłości, to wolał to mieć już za sobą. Prawdopodobnie i tak by się w końcu dowiedział, a lepiej, żeby dowiedział się od Alvaro, a nie np. w momencie, kiedy wydarzy się coś złego i że ta jego... drobna dysfunkcja serca sama wyjdzie na jaw.
-
No, no fui al médico porque pensé que... que se me pasaría. No lo consideré nada grave. - wzruszył lekko ramionami, opuszczając głowę i unikając teraz wzroku Kocura. Tak, zauważył zmianę w jego postawie, w spojrzeniu, w wyrazie twarzy; zauważył, że ten jakby przestawił się na inny tor, bo nawet brzmiał teraz inaczej, niż jeszcze przed chwilą. Jakby na chwilę zapomniał o własnej chorobie i o tym, jak się czuł jeszcze chwilę temu, bo teraz Palermo czuł się źle i Kocur uznał, że musi natychmiast wyzdrowieć i zająć się swoim przyjacielem. I właściwie Alvaro w pełni to rozumiał, bo on do tej pory robił dokładnie to samo.
-
No tengo idea de cuándo fue la última vez que me hicieron un chequeo cardíaco, si es que alguna vez lo hice. - przyznał niechętnie, unosząc niepewnie wzrok na twarz ukochanego, bojąc się co zobaczy zaraz w jego oczach. Sięgnął po kieliszek wina stojący na stole i napił się, korzystając z okazji, żeby znów nie musieć na niego patrzeć, tylko błądzić wzrokiem po stoliku, po stojących na nim talerzach z niedojedzonym obiadek, po świeczniku, po kieliszkach i butelce wina...
-
¿Crees que tengo un problema cardíaco? - zapytał jeszcze po chwili, nieco ciszej, ale znów powracając spojrzeniem do Santiago. On sam wypierał to, że ten ból może dotyczyć serca, zakładał, że to raczej jakiś mięsień po tamtej stronie klatki piersiowej, po prostu. Tak było łatwiej, to była lepsza opcja. Oparł się ramieniem o oparcie kanapy, próbując odetchnąć nieco głębiej, ale czuł, że oddech ma problem z płynnym przepłynięciem przez jego układ oddechowy; myśl o tym, że to kwestia serca, że to z nim jest coś nie tak, nie była wcale wesoła i sprawiła, że teraz on poczuł niemal paraliżujący lęk, odbijający się w jego oczach, w palcach zaciśniętych mocno na nóżce kieliszka i w drżącym oddechu, który próbował opanować.
Santiago de la Serna