-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Nie był zaskoczony reakcją de la Serny na serwetkę i swoje słowa - prawdę powiedziawszy właśnie tego się spodziewał; że jeśli Tiago nie będzie starał się usilnie ukrywać swoich prawdziwych emocji, a tego się nie spodziewał przez wzgląd na ich rozmowę, którą dopiero co odbyli, to zobaczy to, co właśnie widział. Patrzył na niego z troską, milcząc przez chwilę i pozwalając mu na to, żeby się wypłakał; nie chciał go teraz uspokajać, bo byłoby to jednoznaczne z tym, że nie życzy sobie płaczu albo że chce, żeby ten się uspokoił. I tak, owszem, chciał, żeby Tiago się uspokoił, ale chciał też, żeby przeżywał emocje, do których miał prawo. A jeśli robił to przy nim, to było to dla Palermo znakiem, że faktycznie chciał się otworzyć i pozwolić sobie po prostu czuć, nawet jeśli nie zawsze było to łatwe.
- Recuerdo cómo te brillaban los ojos al estudiar los mapas. Recuerdo la fascinación con la que me mirabas mientras te explicaba cómo hacer algo teóricamente imposible. - odezwał się po chwili, kładąc dłoń na jego plecach, pomiędzy łopatkami. Przybliżył się nieco do niego, sięgając też po kieliszek wina, który opróżnił z tych pozostałych kilku łyków jednym, sporym haustem. - Recuerdo nuestra alegría cuando encontramos la solución a un problema que nos había costado mucho tiempo resolver. No nos rendimos, seguimos buscando hasta encontrarla, aunque hiciéramos cálculos y rediseños para obtener el resultado deseado. - oparł podbródek o jego ramię, ściszając głos niemal do szeptu, ale był teraz na tyle blisko mężczyzny, że nie musiał mówić przesadnie głośno. - Quiero volver a ver ese brillo en tus ojos. Quiero ser la razón por la que sonrías la próxima vez que se te ocurra algo tan loco que necesites un ingeniero brillante para llevarlo a cabo. - uśmiechnął się, przymykając oczy i opierając czoło o policzek Santiago. Objął go jedną ręką w pasie, wtulając się w jego bok. Przy kolejnych słowach głos znów zaczął mu drżeć, ale nie zwrócił na to większej uwagi. - Vamos a planear algo increíble. Finalizaremos el plan, formaremos un equipo, ¡y allá vamos! Tendrás un arma en tus manos, un genio a tu lado, y... ya veremos qué pasa. Pero pase lo que pase, te doy mi palabra de que haré todo lo posible para que este plan se haga realidad. - nawet, jeśli miałbym go skończyć bez ciebie; tych ostatnich słów jednak nie był w stanie wypowiedzieć, bo to akurat było dla niego za dużo emocji. Musiał urwać i przestać mówić, bo inaczej też by się rozpłakał na dobre i tyle by z tego było.
Santi
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Tengo miedo, Alvaro - wykrztusił w końcu między atakami szlochu, wciąż z twarzą w dłoniach - No quiero morir y tengo maldito mucho miedo de ello.
Po raz pierwszy w życiu powiedział to na głos i przez to puściły mu kolejne hamulce - rozpłakał się jeszcze mocniej, chyba wylewając z siebie wszystkie te tłumione latami emocje związane z chorobą: wszystko, co skumulowało się w jego sercu od momentu, gdy usłyszał diagnozę. Poczuł się teraz mały i kruchy, straszliwie słaby i bezbronny.
Odetchnął kilka razy, próbując się uspokoić i znów stłumić te emocje, ale nie bardzo mu to wychodziło.
- Termine esto. Hagamos un plan y tu encontre alguien de confianza, alguien bueno, alguien que te saque de ahí sano y salvo.
Wtedy, w restauracji ta lista była prawdziwa: rzeczywiście spisał rzeczy, które chciałby zrobić przed śmiercią razem z Palermo; ale był to też rodzaj maski - chciał za tą serwetką, za tą listą schować swój strach, pokazać, że nic sobie z tego nie robi i traktuje zbliżający się koniec jak coś, co po prostu się zdarzy i nie należy do tego przywiązywać wielkiej wagi. Teraz, kiedy zobaczył tę listę, było to dla niego jak uderzenie młotkiem w głowę, bo stało się realnym dowodem na to, że się żegna. Być może powoli, być może nie odejdzie już jutro, ale było to pożegnanie. A on się nie chciał żegnać.
- Quiero quedarme aquí, Alvaro - wykrztusił, znów mocniej łamiącym się głosem - Quiero quedarme en esta fiesta y seguir bailando y divirtiéndome...
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Lo sé, cariño. Yo también tengo miedo. - odpowiedział cicho, choć niełatwo było mu to przyznać na głos; może nie sprawiało mu to aż tak wielkiej trudności, jak Santiago, ale również nie przechodziło mu to przez gardło z łatwością. - Prefiero no pensar en ello, pero cuando lo hago... bueno, tengo miedo. No quiero perderte.
Milczał przez chwilę, wciąż wtulony w jego bok, z głową na jego ramieniu; obejmował go, wtulając się w niego, ale nie przytulał go do siebie na siłę, bo nie chciał, żeby Santiago uznał, że próbuje go uspokajać. Chciał mu pozwolić się wypłakać, bo wiedział, że ten wybuch emocji był wynikiem tego, że kumulował to w sobie przez dłuższy czas, być może od czasu diagnozy i że najzwyczajniej w świecie potrzebował tego, żeby wreszcie to wszystko z siebie wyrzucić. Nie tyle więc chciał go uspokajać, co po prostu pozwolić mu się wypłakać i być przy nim, póki Santiago mu na to pozwalał.
- Quiero que te quedes también. - uniósł nieco głowę i musnął nosem jego policzek, starając się pozbyć drżenia w głosie; odchrząknął w tym celu kilka razy, ale nie przyniosło to większego efektu. - No me dejes en esta fiesta mientras suena nuestro tango amado. - wyszeptał, po czym przełknął ślinę i dodał, nieco ciszej, wciąż z drżeniem. - ¿Qué pasaría si te dijera que he encontrado un tratamiento experimental que, si tiene éxito, podría ayudarte? ¿Aceptarías?
Santi
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- ¿Y qué? ¿Encontraste algo? - zapytał w końcu, kiedy już się trochę uspokoił. Minęło dużo czasu: może kilkanaście minut, zanim ogarnął się na tyle, że wreszcie przestał szlochać i teraz tylko siedział zwinięty w kłębek, z twarzą wciąż w swoich dłoniach, próbując doprowadzić się do jako takiego porządku, to znaczy: przynajmniej przestać płakać. Wiedział, że jeszcze przez jakiś czas będzie miał zapuchnięte oczy, ale chciał przynajmniej przestać ryczeć, co już prawie mu się wreszcie udało. W końcu wyprostował się, odetchnął kilka razy, przetarł twarz dłońmi, pozbywając się łez, pociągnął nosem i zerwał się, rzucając krótkie "perdoname", żeby zniknąć w łazience. Oblał kilka razy twarz zimną wodą, wytarł nos i wrócił do Alvaro już w nieco lepszym stanie, niż przed chwilą. Wciąż jednak na jego twarzy malował się ból, którego postanowił teraz nie próbować ukrywać. Chwila szczerości i otwartości. Kusiło go, żeby próbować udawać, że teraz już wszystko jest magicznie w porządku, że to, co działo się przed chwila, to był chwilowy wybuch i już całkowicie minął, a on może dowcipkować, ale wcale tak nie było, a on naprawdę chciał być teraz szczery wobec przyjaciela.
- ¿Qué es esta terapia experimental? ¿En qué consiste? - zapytał, siadając znów obok Alvaro, mimo wszystko bojąc się spojrzeć na niego, żeby nie zobaczyć niechęci i zawodu spowodowanych tym wybuchem emocji sprzed chwili. Jego rozum wiedział, że wcale tego nie zobaczy, ale lęki i traumy z przeszłości podszeptywały coś innego. Przełknął nerwowo ślinę i napił się wina.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Pokiwał głową w odpowiedzi na pytanie czy znalazł terapię, a potem odprowadził go wzrokiem do łazienki. Nie szedł za nim, nie widział w tym sensu, bo też rozumiał, że Santiago musi przez chwilę pobyć sam.
W międzyczasie nalał im wina do kieliszków, uzupełniając braki i zjadł jeszcze trochę ze swojego talerza. Tylko trochę, bo miał ściśnięty żołądek, ale mimo wszystko bardzo mu smakowało i chciał zjeść wszystko i najlepiej wziąć jeszcze dokładkę. Może później.
Popatrzył na mężczyznę, gdy ten wrócił i usiadł przy nim. Po chwili wahania położył dłoń na jego dłoni, splatając ich palce ze sobą.
- Sé que es algún tipo de terapia genética innovadora. Están probando nuevos medicamentos, pastillas e inyecciones. - odpowiedział cicho, nieco niepewnie, po czym znów położył głowę na jego ramieniu. - No quiero obligarte a nada, pero... Si pudiera ayudarte, si no doliera tanto, si vivieras más tiempo...
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Westchnął wreszcie ciężko i po chwili wahania wtulił się w Palermo, chowając twarz w jego szyi i zaciskając palce na jego koszuli. Skoro już pozwalał sobie na dawanie wyrazu swoim emocjom, to ta dalsza chwila słabości raczej nic nie zniszczy.
- Si se trata de ensayos clínicos, significa que habrá un grupo objetivo que recibirá el fármaco y un grupo que recibirá un placebo - powiedział niepewnie, jeszcze mocniej zaciskając palce na jego koszuli - Podría estar en este último...
Tak. Ale może też być w tej pierwszej. Może faktycznie dostawać lek, a ten lek może zadziałać. Nie musi, ale może - skoro wprowadzali testy na ludziach, to znaczy, że robili je już na zwierzętach, z dobrym skutkiem, inaczej nie doszłoby do badań na ludziach. A on nie miał innych perspektyw: przerobił już istniejące leczenie i obecnie leki pomagały jedynie na tyle, że trochę hamowały rozwój choroby. Szansą byłoby choćby mocniejsze zahamowanie, jeśli nawet nie całkowite - bo na wyleczenie w ogóle nie liczył.
- Bien. Pero no puedo ofrecerme como voluntario. Lo siento, Álvaro, pero ya que me pediste que fuera honesto y mostrara mis debilidades... esta es una de ellas. No puedo hacerlo solo - powiedział w końcu, po kolejnym dłuższym milczeniu. Trudno mu się mówiło o tym, że czegoś nie da rady zrobić i w normalnych okolicznościach by tego nie przyznał - prawdopodobnie kręciłby i robił wszystko, żeby jednak się do tego zmusić, bo przecież dla niego nie istniały rzeczy niemożliwe. Ale teraz, po tym płaczu, nie miał również siły się maskować, a jednocześnie chciał być szczery wobec Palermo.
Westchnął znowu ciężko i w końcu odsłonił twarz, opierając brodę o ramię partnera, zaciskając szczęki i próbując się uspokoić. Objęcia Salvatierry działały na niego kojąco i teraz miał ochotę zostać w nich na wieczność.
- Lo siento por el arrebato, no fue mi intención. No debí haberlo hecho - wymamrotał i oparł czoło o jego ramię, przytulając jednocześnie policzek do jego szyi - No debería sentir lástima por mí mismo.
Było mu coraz bardziej wstyd, że tak się zachowywał mimo, że miał świadomość, że przecież Alvaro mu pozwolił okazać sobie emocje - ale być może nie spodziewał się ich aż tylu, może nie chciał jednak widzieć Santiago ryczącego jak dziecko i łkającego, że się boi. To nie był ten Santiago, którego Alvaro znał i takiego Kocura nie powinien poznać nikt nigdy.
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Sí, lo sé. Pero no voy a dejar que estés en el grupo que recibe el placebo. - odpowiedział po chwili, bez żadnej wątpliwości, a raczej z dziką pewnością w głosie, z tą pewnością, którą miał przy sobie, gdy prezentował obliczenia dotyczące kolejnych szczegółów napadów rozpisując je kredą na tablicy i z tą samą, z którą za każdym razem wyznawał mu miłość. Nie rozwijał bardziej tego, co powiedział, bo nie uważał, że to konieczne: miał pieniądze, obaj je zresztą mieli, a naukowcom na pewno przyda się mały zastrzyk gotówki nazywany potocznie "anonimowym darczyńcą". Nie miał wyrzutów sumienia, że mówił o czymś takim, o łapówce właściwie, bo po pierwszy był złodziejem i oszustem, a po drugie - chodziło o zdrowie i życie osoby, która była najważniejsza w jego życiu i bez której nie był w stanie żyć pełną piersią i cieszyć się tym życiem; potrafił bez niego egzystować, w czym upewnił się podczas tych osiemnastu miesięcy, w czasie których myślach, że mężczyzna nie żył. Nie chciał znów tego przeżywać. Nie liczył na to, że go wyleczą, ale być może spowolnią chorobę na tyle, żeby Santiago mógł przeżyć jeszcze wiele pięknych lat u jego boku albo ją zatrzymają, a wiedział, że do tego właśnie dążyli, bo trochę o nich poczytał ostatnimi czasy.
- No tienes que hacer esto solo, porque no estás solo, ¿recuerdas? - uśmiechnął się łagodnie, przytulając policzek do jego głowy, podczas gdy ten był jeszcze wtulony w jego szyję. Przesunął czule otwartą dłonią po dole jego pleców, przy okazji zgarniając go jeszcze bliżej siebie. Chwilę później poczuł, że Kocur odsuwa się nieco, a w każdym razie na tyle, żeby nie wtulać się już w jego szyję; po prostu oparł mu podbródek o ramię, co również wydało mu się rozczulające i na tyle intymne i pełne ufności, że znów ścisnęło mu się serduszko.
- No tienes que disculparte conmigo porque no hiciste nada malo. Y no fue autocompasión. - wyprostował się nieco, odsuwając się minimalnie, ale tylko na tyle, żeby na niego spojrzeć. Położył mu dłoń na policzku i pogładził go po nim czule, po czym musnął ostrożnie jego wargi własnymi, przymykając oczy.
- Así que, como ésta es una noche de honestidad y confesiones, supongo que debería decirte algo también. - ściszył głos, nieświadomie, niemal do szeptu. Nie udało mu się też zamaskować lekkiego drżenia. - Últimamente tengo cada vez más dolor aquí. - położył dłoń na swojej klatce piersiowej w miejscu serca. - Pensé que era estrés, pero no estoy segura de si realmente es eso. Quizás el estrés empeore el dolor, pero a veces ocurre incluso cuando estoy tranquila y todo está bien. - przełknął ślinę. - No te lo dije antes porque pensé que se me pasaría, que quizás estaba demasiado estresada, que no dormía lo suficiente porque viajaba constantemente entre casa y el trabajo... pero ahora creo que no es eso. Duermo más y mejor, vivo aquí, solo voy a casa de Tiago y a trabajar. Así que supongo... debe haber otra razón. - teraz to on na chwilę ukrył twarz w zgięciu jego szyi, zaciskając mocniej powieki i drżąc lekko, mimo że starał się zapanować nad swoim ciałem. - No te enojes conmigo...
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Popatrzył Alvaro w oczy, gdy ten się odsunął, żeby na niego spojrzeć, ale zaraz opuścił wzrok, zawstydzony tym, jak słaby się w tym momencie czuł - nawet teraz mniej doskwierała mu słabość fizyczna, a bardziej ta psychiczna: dzisiejszy dzień przeorał go kompletnie i Tiago miał wrażenie, że jest zupełnie bezsilny.
- Gracias - wymamrotał, skubiąc jego koszulę i uznając, że słowa Palermo oznaczały, że to on wyśle dokumentację i zgłosi go do badania - ¿Crees que siquiera calificaré? Porque no es tan obvio... Podrían decir que mi caso simplemente no es apto para la prueba, que no le harán pruebas a alguien como yo porque... Por algo. Porque, por ejemplo, estoy en una etapa demasiado avanzada. O no lo suficiente, aunque lo dudo; ya estaba al borde.
Przymknął oczy, kiedy Alvaro go pocałował, ale w tym momencie nie umiał oddać tego pocałunku - nie dlatego, że nie kochał tego człowieka, tylko po prostu nie był w stanie, choć sam nie umiał w takich przypadkach powiedzieć, dlaczego. Przeczesał jednak jego włosy palcami, znów zbierając się na odwagę, żeby na niego spojrzeć, a w jego oczach był ból i strach.
- Tengo miedo de hacerme ilusiones - powiedział cicho, prawie bezgłośnie. Chwilę później jednak odetchnął ciężko, starając się odpędzić od siebie złe myśli i całą tę rozmowę o swojej chorobie i śmierci, skoro Alvaro też miał mu coś do powiedzenia. Kocur patrzył na niego w napięciu, nie mając pojęcia, co by to mogło byś - ale zapowiedź brzmiała poważnie, więc Tiago trochę się teraz obawiał, co może usłyszeć. I nie mylił się - z każdym kolejnym słowem mężczyzny de la Serna czuł, jak serce bije mu coraz szybciej i mocniej, nie w ten przyjemny sposób; Alvaro zaś mógł obserwować, jak oczy jego towarzysza rozszerzają się, twarz mu się wydłuża, a ciało prostuje i znów napina - Kocurowi wróciły siły, kiedy usłyszał o bólu w klatce piersiowej Salvatierry, w dodatku ewidentnie nie był on spowodowany stresem, skoro teraz nie był zestresowany, a i tak go odczuwał. Zresztą - może to i przez stres, ale ten też potrafił wyrządzić porządne szkody w organizmie.
- ¿Has ido al médico? - zapytał znacznie żywszym i pewniejszym tonem, niż przed chwilą. W jednym momencie przestał myśleć o sobie i skupił się całkowicie na zdrowiu Palermo - ¿Cuándo fue la última vez que te revisaron el corazón? ¿Te hicieron un ecocardiograma o un electrocardiograma?
Alvaro Salvatierra
-
“W ciągu jednego życia będziesz kochać wiele razy, ale jedna miłość spali twoją duszę na zawsze.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- No sé exactamente a quién considerarán y a quién no, pero no des por sentado que te rechazarán. No des por sentado que solo te ilusionarás. Piensa un poco más positivo. - odezwał się jeszcze, ze słyszalnym w głosie uśmiechem, chwilę przed tym, jak wreszcie przyznał się do swoich małych problemów zdrowotnych.
Tak, przez większość czasu zakładał, że to jakaś drobnostka, że nie ma potrzeby w to jakoś bardziej ingerować, że to pewnie wynik stresu, że samo przejdzie, że nie musi iść z tym do lekarza. Problem w tym, że nie przechodziło samo, a tak jak powiedział przyjacielowi - chyba jednak nie chodziło o stres, bo ostatnio ból pojawiał się w różnych momentach, nie tylko w sytuacjach, w których był zestresowany. Mógł być po prostu szczęśliwy, siedzieć u boku ukochanego, wtulać się w jego ramię i oglądać film, a i tak potrafiło mu się niebezpiecznie ścisnąć z lewej strony piersi; nie metaforycznie, tylko dosłownie tak, jakby ktoś łapał go mocno za serce i wbijał w nie swoje szpony. Póki co udawało mu się ten ból w miarę ukrywać: znikał czasem na chwilę w łazience, jeśli się pojawiał, ale znikał dość szybko i potem mógł wrócić do Santiago i mieć nadzieję, że to po prostu wynik stresu lub czegokolwiek, zależy co akurat mu pasowało do narracji.
Czy powiedziałby mu, gdyby nie ten dzień szczerości, nieco wymuszony okolicznościami. Tak, prawdopodobnie w końcu by to zrobił, ale na tyle lekceważył objawy, że uważał, że to nic takiego i że niepotrzebne straszenie ukochanego nie miało sensu. Teraz jednak czuł, że musi mu o tym powiedzieć, bo jeśli nie zrobiłby tego dzisiaj, to potem mogłoby się to obrócić przeciwko niemu - bo jak tak można, że sam wymagał pokazywania uczuć i szczerości, skoro sam nie mógł się odwdzięczyć tym samym? I w pełni zrozumiałby pretensje Santiago, jeśli te by się pojawiły, a że naprawdę chciał im oszczędzić ewentualnych sprzeczek w przyszłości, to wolał to mieć już za sobą. Prawdopodobnie i tak by się w końcu dowiedział, a lepiej, żeby dowiedział się od Alvaro, a nie np. w momencie, kiedy wydarzy się coś złego i że ta jego... drobna dysfunkcja serca sama wyjdzie na jaw.
- No, no fui al médico porque pensé que... que se me pasaría. No lo consideré nada grave. - wzruszył lekko ramionami, opuszczając głowę i unikając teraz wzroku Kocura. Tak, zauważył zmianę w jego postawie, w spojrzeniu, w wyrazie twarzy; zauważył, że ten jakby przestawił się na inny tor, bo nawet brzmiał teraz inaczej, niż jeszcze przed chwilą. Jakby na chwilę zapomniał o własnej chorobie i o tym, jak się czuł jeszcze chwilę temu, bo teraz Palermo czuł się źle i Kocur uznał, że musi natychmiast wyzdrowieć i zająć się swoim przyjacielem. I właściwie Alvaro w pełni to rozumiał, bo on do tej pory robił dokładnie to samo.
- No tengo idea de cuándo fue la última vez que me hicieron un chequeo cardíaco, si es que alguna vez lo hice. - przyznał niechętnie, unosząc niepewnie wzrok na twarz ukochanego, bojąc się co zobaczy zaraz w jego oczach. Sięgnął po kieliszek wina stojący na stole i napił się, korzystając z okazji, żeby znów nie musieć na niego patrzeć, tylko błądzić wzrokiem po stoliku, po stojących na nim talerzach z niedojedzonym obiadek, po świeczniku, po kieliszkach i butelce wina...
- ¿Crees que tengo un problema cardíaco? - zapytał jeszcze po chwili, nieco ciszej, ale znów powracając spojrzeniem do Santiago. On sam wypierał to, że ten ból może dotyczyć serca, zakładał, że to raczej jakiś mięsień po tamtej stronie klatki piersiowej, po prostu. Tak było łatwiej, to była lepsza opcja. Oparł się ramieniem o oparcie kanapy, próbując odetchnąć nieco głębiej, ale czuł, że oddech ma problem z płynnym przepłynięciem przez jego układ oddechowy; myśl o tym, że to kwestia serca, że to z nim jest coś nie tak, nie była wcale wesoła i sprawiła, że teraz on poczuł niemal paraliżujący lęk, odbijający się w jego oczach, w palcach zaciśniętych mocno na nóżce kieliszka i w drżącym oddechu, który próbował opanować.
Santiago de la Serna
-
Sk*wiel, jakich mało
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Podniósł się szybko - trochę za szybko, bo zakręciło mu się w głowie, wyminął stolik, odrobinę niezgrabnie, bo wpadł na niego jedną nogą, co ostatnio zdarzało mu się coraz częściej, a kiedyś praktycznie nigdy. Zniknął w pokoju, by za chwilę pojawić się z komputerem, który postawił na stoliku, rozsunąwszy ostrożnie talerze.
Zastanowił się chwilę z rękami zawieszonymi nad klawiaturą, bo nie był pewien, co wpisać: czy od razu szukać wizyty u kardiologa, czy lepiej najpierw pójść do internisty, który być może faktycznie zobaczyłby w przypadłości Salvatierry coś innego, niż serce. Może to rzeczywiście była jakaś niestrawność? Przy odpowiednich pytaniach, zadanych przez profesjonalistę, mogło się okazać wiele rzeczy. Ostatecznie więc wybrał drugą opcję i wyszukał wizyty na kolejny dzień.
- ¿Cuál se ve bien? Leeremos sus reseñas y mañana elegiremos el mejor disponible - zapytał, pokazując Palermo zdjęcia lekarzy, którzy mu się wyświetlili.
Wystraszył się o przyjaciela, i to poważnie, ale starał się nie dać tego po sobie poznać; jego początkowy szok powinien być jedynym zaniepokojeniem, jakie Alvaro zobaczy - i tak zresztą widział za dużo, dlatego w tym momencie Kocur zachowywał się najspokojniej, jak tylko mógł, starając się panować nad mimiką, mieć łagodny i dość obojętny wyraz twarzy - jedynie napięte mięśnie szyi i ramion mogły dawać znać o tym, co naprawdę się w nim teraz kotłowało.
- Iremos juntos, te tomaré la mano y el médico te examinará y te dirá que tienes flatulencia - oświadczył z uśmiechem, patrząc na Alvaro i kładąc dłoń na jego kolanie, żeby jakoś go pocieszyć.
Alvaro Salvatierra