-
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Mam nadzieję, że uda się zrobić taką imprezę. Wtedy na pewno przyjdę. I nie będzie problemu, jeśli ktoś mnie obleje albo sam się obleję. - odparł z lekkim uśmiechem, naprawdę mając nadzieję, że Ophelia da radę wszystko dogadać i jej klub zorganizuje imprezę na plaży.
- Aż żałuję, że pracuję w całkowicie innej branży, bo chętnie bym pomógł. - przyznał po chwili, bo jako człowiek siedzący w IT raczej niewiele mógł zdziałać, chyba, że charytatywnie pomógłby np. przy zamówieniu rekwizytów i zrobieniu rozeznania z której strony zamówienie wyszłoby najtaniej, by nie narażać klubu na zbyt spore koszty No chyba, że mieli jakieś rekwizyty z ostatniej imprezy. było to możliwe, choć Eric nie miał pojęcia, czy takowe się ostały. Istniało też prawdopodobieństwo, że postanowiono się ich pozbyć. W dodatku pytanie też, ile rekwizytów się ostało w nienaruszonym stanie.
- Elegancko. - powiedział z uśmiechem, co w jego słowniku było równoznaczne z super.
Złapał t-shirt, obejrzał go by zobaczyć, czy jest na nim jakiś wzór lub napis, a następnie po oględzinach, założył go na siebie.
- Prawie jak ochroniarz, co nie? Mógłbym teraz wyjść i decydować kto wejdzie, a kto nie. - stwierdził z rozbawieniem. Na moment wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i przybrał poważny wyraz twarzy.
- Dowód albo nie wpuszczę. - powiedział surowym tonem, wyciągając rękę w stronę Ophelii, jakby naprawdę domagał się od niej okazania dokumentu potwierdzającego pełnoletność. Przez chwilę utrzymywał tę pozę, po czym kącik jego ust drgnął i trudno było już powstrzymać rozbawienie.
- Wracamy na parkiet? - spytał, wskazując kciukiem za siebie - no, chyba, że Ophelia miała jeszcze jakiś interes w toalecie, to Eric na nią zaczeka.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W takim wypadku Eric zostałby z permanentnie brudną koszulą, a wiele osób w takim położeniu po prostu by ją wyrzuciło, uznawszy, że nie nadaje się już do niczego. A czemu Ziemia miałaby ucierpieć dodatkowym zaśmieceniem? Ostatnio chyba za dużo materiałów o ekologii rzuciło jej się w oczy, że zaczęła myśleć intensywnie o takich rzeczach.
- Dam znać jeśli zdecydujemy się na coś takiego - obiecała, ale nie było powiedziane, że za parę miesięcy będzie w ogóle pamiętać o podobnej obietnicy.
Zakładała, że raczej za jakiś czas obydwoje zapomną o tej znajomości lub przypomni im się ona, gdy pojawi się jakiś zapalnik przywołujący w pamięci ten konkretny wieczór. W końcu taka była naturalna kolej rzeczy. Ich drogi się rozejdą i w sumie tyle będzie z tej wielkiej przyjaźni.
- Jak chcesz może będzie można cię jakoś w to zaangażować - stwierdziła luźno, ale nie była to żadna obietnica.
Jeśli tylko był w stanie zapewnić im jakiś dobry marketing to z pewnością mogła skorzystać z jego pomocy. Nie miała jeszcze w zasadzie nawet pojęcia o tym jakie umiejętności oraz możliwości posiadał chłopak. Zresztą wszystko w tym stanie było dla niej po prostu niezobowiązującą rozmową oraz rzucaniem haseł bez pokrycia. Po prostu dobrze się bawili.
Gładki czarny t-shirt na oko wydawał się być w rozmiarze Erica, ale po chwili okazało się ewidentne, że w niektórych rejonach był dosyć luźny. Wciąż jednak leżał na nim dosyć dobrze. W końcu był to jeden z dosyć uniwersalnych ciuchów.
- Trochę do ochroniarza ci brakuje - odparła z pobłażliwym uśmieszkiem chociaż na pewno nie było w tym dawki złośliwości. - Chcesz wracać na parkiet to możemy.
Nie miała żadnych interesów do załatwienia. Liczyła też na to, że szczęśliwie nikt nie zaczepi jej po wyjściu z łazienki i nie oświadczy, że nagle pojawił się jakiś problem, którym powinna się zająć samodzielnie.
Eric Stones
-
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Jak nie zejdzie, to trudno. - wzruszył ramionami, bo niejedną koszulkę wybrudził. I spodnie też.
- Będę miał pamiątkę i za każdym razem, gdy na nią spojrzę, przypomni mi się to pamiętne wydarzenie w klubie Tranzac, kiedy zostałem oblany drinkami, próbując uchronić przed tym Ciebie. - odpowiedział w taki sposób, jakby właśnie opowiadał o jakimś bohaterskim czynie godnym zapisania w kronikach, a zaraz potem parsknął krótkim śmiechem.
- Trzymam cię za słowo. - dodał, mając nadzieję, że Ophelia o nim nie zapomni, gdy zostanie podjęta decyzja o organizacji imprezy na plaży lub po prostu plażowej tematyce. Niby do lata było jeszcze trochę czasu i Eric doskonale zdawał sobie sprawę, że pewnie w międzyczasie mógł zgłosić się ktoś jeszcze. No ale nic, Czas pokaże. pomyślał, nie chcąc się tym przejmować ani zbyt długo myśleć.
Skinął głową, przyjmując słowa właścicielki lokalu do wiadomości ale już nic więcej od siebie nie dodał. Uda się, to się uda, a jak nie… mówi się trudno i płynie dalej.
Na jej komentarz o ochroniarzu zmrużył oczy w teatralnym oburzeniu.
- No wiesz co?! A ja tu właśnie zacząłem rozważać karierę w branży ochroniarskiej. - powiedział z powagą, wzdychając po chwili tak, jakby właśnie Ophelia zniszczyła jego marzenia. - Niby czego mi brakuje? Wzrostu? - bo no dobra, nie miał dwóch metrów ale mimo wszystko ćwiczył i wydawało mu się, że umiał się bić, a to - jego zdaniem - była dość przydatna cecha w ochronie.
Poprawił koszulkę, która była minimalnie luźniejsza, niż się spodziewał, ale wcale mu to nie przeszkadzało.
- To wracajmy. - bo nie miał potrzeby tu zostawać dłużej. Swoją koszulę przewiązał sobie na ramionach, by przypadkiem o niej nie zapomnieć. Podszedł do drzwi i otworzył je, puszczając Ophelię przodem i mając nadzieję, że tym razem uda im się przetańczyć cały kawałek.
Ophelia Attwood