Rozpamiętywanie i analiza były domeną kobiet. Dominic nie przykuwał aż takiej uwagi do wypowiadanych słów, nie wiedział więc, jak mocno Skye wzięła je sobie do serca i jakie myśli kłębiły się w jej głowie przez całą drogę na miejsce. Mimo wszystko jemu też trochę brakowało kontaktu fizycznego, którym zdecydowanie bardziej wolał wyrażać swoje uczucia i wsparcie. Mowa ciała przychodziła mu znacznie naturalniej, niż rzeczywiste słowa. Poza tym, według niego znacznie bardziej liczyły się czyny, dzięki którym łatwiej było wyrazić mu swoje emocje.
Dlatego przy pierwszej możliwej okazji chwycił ją za rękę. Zaskakiwało go, jak takie drobne gesty wobec siebie wiele dla niego znaczyły i ile satysfakcji mu dostarczały. Wreszcie mógł robić to bez przeszkód. Przez chwilę delikatnie gładził kciukiem wierzch jej dłoni, by odetchnęła, i słuchał jej z uwagą, aż słysząc to jedno konkretne słowo, ściągnął brwi. -
Osaczony? - powtórzył za nią, zastanawiając się, co miała na myśli. Natychmiast zauważył oblewający ją rumieniec i kolejne spięcie ciała, dlatego zacisnął palce mocniej w uścisku, gdy spróbowała to wytłumaczyć. Uważał to za absolutnie urocze. -
Wierzę Ci, Słońce. Osaczaj mnie do woli, bo nie zamierzam nigdzie uciec - zapewnił z rozbawionym uśmiechem. I rzeczywiście mówił poważnie. Domyślał się, że miała na myśli jego dotychczasowy schemat działania względem bliższych znajomości z kobietami. Przezornie starał się zachowywać wokół siebie przestrzeń, która pozwalała na ewentualną ucieczkę. Tymczasem Skye wkradała się w nią niepostrzeżenie przez cały rok, ostatecznie całkowicie wypełniając jego serce i myśli. I wcale nie miał jej dość. Wręcz przeciwnie, łaknął jej towarzystwa i czułości, które niesamowicie go regenerowały nawet po tak ciężkim dniu, jak ten. Tęsknił za nią, gdy jej nie widział. Tylko przy niej oddychał w pełni.
Dlatego nawet, jeśli zetknęli się wargami na zaledwie kilka sekund, gdy tylko poczuł jej wargi i ciepłą dłoń na swoim policzku, zapragnął więcej. I aż westchnął w duchu, nie mogąc zostać dłużej w aucie, bo przecież czekała na nich atrakcja. Jej figlarny uśmieszek, którym obdarzyła go zaraz potem, po raz kolejny uświadomił mu, że kompletnie stracił dla niej głowę.
—
Yhm, żebyś za to Ty mogła perfidnie podkradać moje? - Uniósł wyżej brew w zadziornym geście. Brakowało mu chwili beztroski i swobody w żartach. Miał co do tego wyjścia coraz lepsze nastawienie. -
Mam. Tylko jak Ci się później odwdzięczę? - udał zastanowienie, choć jedna myśl krążyła mu po głowie wyjątkowo intensywnie. -
Musimy się przekonać - powiedział tylko, tuż zanim ciemnowłosa pocałowała go ponownie, przez co momentalnie wyrzucił z głowy myśl o przyjęciu zakładu i skupił się na tym, żeby na krótką chwilę oddać się pieszczotom. Czemu musieli zaraz wychodzić? Gdy się od niego nieznacznie odsunęła, w jego uszach zadzwoniły jej kolejne słowa - czy ona właśnie powiedziała
randka?
Po raz kolejny nie mógł oprzeć się przed uniesieniem brwi, obserwując jej nagłe speszenie się i wyprostowanie się na miejscu. Próbowała z tego wybrnąć, ale jemu w głowie wciąż huczało to, co powiedziała na początku. A więc to była randka? RANDKA? W sumie nie powinien się temu dziwić, bo rzeczywiście na to właśnie mu wyglądało, jednak odrobinę ugodziło to w jego dumę, bo on jako pierwszy powinien ją gdzieś zaprosić. Tymczasem to ona chciała o niego zadbać, żeby się nie przepracowywał, że zaaranżowała ten wieczór, by mogli się rozerwać i spędzić czas razem. Całkowicie go tym rozbroiła. Uśmiechnął się ciepło i położył jej dłoń na udzie, gładząc je czule.
—
Tobie też przyda się trochę relaksu. To był naprawdę intensywny miesiąc - przyznał, nie potrafiąc myśleć tylko o sobie. Nie tylko w jego życiu wydarzyło się sporo. Oboje potrzebowali się trochę oderwać od minionych wydarzeń, a Skye znalazła na to całkiem przyjemny sposób. -
Lepiej chodźmy, nim oddadzą nasz tor komuś innemu - dodał żartobliwie, na moment mocniej zaciskając palce na jej dżinsach.
Po wyjściu z auta podszedł do niej, na chwilę obejmując ją w talii. Gdy na nią spojrzał, jego oczy błyszczały pod wpływem rozchodzącego się po nim ciepła i rosnącej ekscytacji, po czym obdarzył ją pełnym uczuć pocałunkiem. Naprawdę cudowna była możliwość pozwolenia sobie na okazywanie takich czułości. Jak bez tego mógł tyle przetrwać?
—
Czuję, że to będzie wyjątkowa randka - stwierdził z błyskiem w oku, nie przestając się do niej uśmiechać. Cokolwiek miało się wydarzyć, będzie to wyjątkowe, bo po raz pierwszy wychodzili gdzieś razem, w końcu mogąc nacieszyć się tym w pełni. Chyba podobało mu się to bardziej, niż jej niespodzianka. Ostatecznie odsunął się od niej tylko po to, żeby podać jej dłoń i razem ruszyć na tor. On i ona przeciwko światu.
Skye Murray