26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Całe szczęście, że Dominic jej ufał w kwestii samochodu i nie robił większego problemu, aby je prowadziła w drodze do miejsca, które dzisiaj dla nich zaplanowała. Kiedy rzucił tekstem, żeby sprawiła, aby tego nie żałował, to zaczęła się stresować. Czy w ogóle dobrze robiła? Czy nie potraktuje tego jako randki? A jeżeli tak, to czy to byłoby coś złego? Mógłby to potraktować jako próbę naciskania na niego. Może poczuje się osaczony? Prowadząc starała się skupić na drodze, ale te wszystkie pytania kotłowały się w jej w głowie powodując, że jechała w pełni zamyślona i nie była zbytnio rozmowna. Nie była na niego zła, lecz po prostu zestresowana całą sytuacją.
To jednak nie zmieniało faktu, że cholernie jej na nim zależało. Pragnęła dla niego wszystkiego co najlepsze. Pragnęła, żeby był szczęśliwy. Starała się o niego dbać, nie tylko ze względu na obietnicę złożoną Helene, bo to wszystko robiłaby i tak, nawet jeśli kobieta nigdy by jej o to nie poprosiła. Jednak jej życzenie było dla niej dodatkową motywacją, aby to robiła, nawet jeśli Reyes będzie kręcił nosem i się upierał. W dodatku ona jest bardziej uparta, więc z nią nie wygra.
Dlatego chciała go w końcu wyrwać z biura nie tylko dla samej zasady, a w konkretnym celu. Przez chwilę trochę żałowała, że jednak była aż tak uparta, bo może mogli się oboje rozluźnić na tym biurku, zanim tutaj przyjadą. Całkiem możliwe, że wtedy jechałaby bardziej odprężona i nie martwiła się aż tak jego reakcją. A jeszcze musiała się martwić, żeby nie zarysować tego jego Mustanga! Całe szczęście udało im się dotrzeć w jednym kawałku bez żadnych wpadek po drodze. Zaparkowała na parkingu podziemnym i kiedy wyłączyła silnik, to dopiero odwróciła się i spojrzała na niego. Mógł dostrzec jej spojrzenie pełne troski i czułości, ale zarówno wzrok jak i głos były wyraźnie zestresowane.
- Chciałam żebyś miał możliwość odprężenia się i mógł trochę wyrzucić z siebie ten natłok wszystkiego z ostatnich tygodni- zaczęła mu tłumaczyć, aby wiedział, czym się kierowała- - Nie wiem czy miałeś już kiedyś możliwość ścigać się na gokartach, ale uznałam, że to może być dobry sposób na rozładowanie emocji i wyłączenie się skupiając tylko na jednym celu- nie wiedziała czy taka rozrywka mu się spodoba. Facetom zazwyczaj się podobała szybka jazda, a jej zależało przede wszystkim, żeby to on był zadowolony. Mogła, ale nie musiała się ścigać razem z nim. Wszystko zależało od niego. - A poza tym będziesz mógł się pościgać bez ryzykowania, że ten Twój cudowny Mustang zgarnie jakąś ryskę- uśmiechnęła się nieco szerzej gładząc deskę rozdzielczą między nimi.
- Jeżeli to Ci nie pasuje, możemy pójść gdziekolwiek indziej. Są też podobno tutaj dobre burgery, które wiem, że nigdy nie odmawiasz- ona była otwarta na wszystko. Najważniejsze było dla niej, żeby już odpuścił pracę na dzisiaj. Jak będzie mieć ochotę na coś innego, co zaplanowała, to też na to przystoi. Byleby nie żałował!



Dominic Reyes
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jedno krótkie ostrzeżenie, wypowiedziane żartobliwym tonem, skrywało większą wartość. Przede wszystkim Dominic kierował się nie obawą o własne auto, a o to, czy wyciągnięcie go poza biuro będzie równie satysfakcjonujące, co pozostanie w biurze i dokończenie tego, co zaczęli. Pragnął jej i nie potrzebował do szczęścia niespodzianek, bo to ona w zupełności mu wystarczała. Ale kiedy uśmiechała się do niego w ten magiczny sposób, nie sposób było jej odmówić.
Z każdą minutą w aucie mimowolnie coraz bardziej intrygowało go, co też takiego wymyśliła, by poprawić mu humor. Cokolwiek to było, nie mógł się na nią gniewać. Widział, jak bardzo się starała i doceniał to, jeszcze zanim dotarli na miejsce. Nadal z trudem oswajał się z myślą, że ostatnio to ona przejęła rolę wspaniałej przyjaciółki i bardzo się o niego troszczyła, więc czuł się z tym trochę nieswój.
Po jej zamyśleniu i małomówności wywnioskował, że się stresowała, przez co jeszcze mocniej wzbudzała jego ciekawość. Oczywiście niemały wpływ na to miała pewnie jej rola kierowcy, co akurat było dla niej typowe. Zawsze obawiała się o jego auto, choć już nie raz jej mówił, że to tylko rzecz nabyta i ważne, żeby jej się nic nie stało. Dlatego mimo przemożnej chęci złapania jej za udo, by dodać jej otuchy, postanowił nie wpływać na jej skupienie na drodze.
Gdy dojechali na miejsce i odwrócił się w jej stronę, by spojrzeć w jej oczy, aż ściągnął nieco brwi w zatroskaniu. Niepotrzebnie tak się przejmowała. Słuchał jej z uwagą, na początku kiwając głową, ale gdy wspomniała o gokartach, jego usta mimowolnie zaczęły się rozszerzać pod wpływem coraz większego uśmiechu, aż w końcu zaśmiał się krótko na wzmiankę o zgarnięciu rysek na Mustangu. Następnie pokręcił głową, zupełnie rozbrojony jej postawą i wziął ją za rękę, chcąc dać jej poczucie, że nie miała zupełnie czym się stresować.
Słońce, to jest świetny pomysł. Naprawdę - zapewnił ją, skupiając na niej pełne ciepła błękitne tęczówki. - Minęły wieki, odkąd byłem na gokartach. Pamiętam, jak szaleliśmy z chłopakami na torze, może jakoś pod koniec studiów, kiedy Dean miał urodziny? Genialnie będzie to powtórzyć. Z Tobą - przyznał z łobuzerskim błyskiem w oku. Nie wyobrażał sobie, żeby nie miała w tym uczestniczyć i siedzieć sama na trybunach. Co to byłaby za zabawa bez niej? - A potem sprawdzić, czy te burgery rzeczywiście są takie dobre. W końcu trzeba podbić sobie statystyki jako przewodnik na Googlu - dodał ze śmiechem. Nie dość, że uwielbiał jedzenie to był smakoszem i lubił wystawiać opinie tam, gdzie zdobyto jego uznanie.
To on nie chciał jej zawieść, skoro tak przemyślanie zaaranżowała ten wieczór. Dla niej zgodziłby się na wszystko. Musiał też przyznać przed sobą, że te wyścigi coraz bardziej do niego przemawiały. Brakowało mu trochę adrenaliny, którą wejście na tor z pewnością da mu stosowny zastrzyk.
Dziękuję, Skye - przyznał miękko i pochylił się w jej stronę. - Jesteś cudowna - dodał, zanim musnął jej wargi w krótkim pocałunku, a gdy się odchylił, na jego twarzy znów zawitał zawadiacki uśmiech. - W takim razie czas teraz trochę zaszaleć. Zakładamy się, ile razy wpadniesz na bandę? - zmrużył oczy, rzucając jej wyzwanie. Znając jej doświadczenie na drodze, na torze też mogło być różnie.

Skye Murray
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niestety nie była to pierwsza i pewnie nie ostatnia sytuacja, kiedy źle zinterpretowali własne słowa. Może Skye powinna dopytać, czego dokładnie nie chce żałować? Wolała jednak skupić się na jeździe i oczywiście jak zwykle - rozpamiętywaniu i analizowaniu wszystkiego tylko w swojej głowie. Doceniała jednak i była wdzięczna , że nie rozpraszał jej podczas jazdy i uszanował jej potrzebę milczenia. Chociaż czuła się już trochę niekomfortowo, gdy byli całkowicie sami i ani nie rozmawiali ani nawet się nie dotykali. Wydawało jej się to już wręcz nienaturalne. Tęskniła za drobnym gestem, nawet jeśli był tuż obok. Całe szczęście mieli same zielone światła, więc trafili na miejsce dosyć szybko.
Widząc jego reakcję wyraźnie się odprężała. Troska bijąca z jego oczu dawała jej ogromną siłę i poczucie, że dobrze robi. Momentalnie mocno uścisnęła jego dłoń szukając w niej oparcia i dostała to - nawet drobne gesty były dla niej pokrzepiające.- Oh to dobrze. Stresowałam się czy ten pomysł Ci się spodoba. Nie chciałam też, żebyś się poczuł osaczony przeze mnie czy coś innego- zaczęła mówić wyraźnie bardziej odprężona i na pozór zastanawiała się , co mówi, ale chyba nie tym razem. Dopiero, gdy usłyszała własne słowa, zdała sobie sprawę jak to brzmi. Walczyła , aby ze speszenia nie zabrać dłoni i zacząć uciekać. Jednak jej twarz przybrała tak różowy kolor, że bez wątpienia miała obawy jak zareaguje na jej słowa.- Po prostu chciałam zrobić coś miłego dla Ciebie- dodała niepewnie chcąc jakoś to wszystko… złagodzić? Spłaszczyć? Chciała żeby wiedział, że zależy jej na nim, ale też nie płosząc go swoimi uczuciami. Za dużo miała pytań w swojej głowie w związku z tą relacją. Jednego lecz była pewna - był jej cholernie bliski i zrobiłaby dla niego wszystko. Jak więc miała teraz z niego zrezygnować? Odsunąć się w kąt? Ich obecna relacja zmierzała w bliżej nieokreślonym kierunku, a ona jeszcze nawet nie była pewna swoich uczuć względem niego.
On z kolei również najwyraźniej nie spieszył się do jakiekolwiek rozmowy z nią. Najwyraźniej odpowiadał mu taki stan rzeczy. Czyżby przywyczaił się przez lata do luźnych, niezobowiązujących związków? A co ona na to? Dzisiaj jednak na pewno to nie będzie dzień do poruszania tak ważnych tematów. Dzisiaj pragnęła, żeby się odprężył. Pod wpływem jego pochwał uśmiechnęła się szeroko i cicho westchnęła czując na sobie jego usta. Serce momentalnie zaczęło szybciej pompować krew, a drugą dłonią ujęła jego policzek. Był tak cholernie przystojny i pociągający, że instynktownie przedłużyła nieco pocałunek, który dodawał jej siłę i energię. Jak to możliwe, że uzależniła się od niego tak szybko?
- Pamiętaj tylko, żeby brać podwójną porcję frytek, bo nie podzielę się z Tobą swoimi- uśmiechnęła się puszczając mu oczko i gładząc czule jego kilkudniowy zarost. Brakowało jej go. Dni i noce spędzone bez niego były niczym. - Nie masz za co. To nic takiego- dodała w odpowiedzi na jego podziękowania. - Może Cię zaskoczę i tylko raz wpadnę?- uśmiechnęła się zadziornie i pocałowała go ponownie . Tym razem namiętniej, chłonąc ponownie kolejną chwilę we dwoje, a w pocałunku wyrażając swoją tęsknotę i tłumione w sobie pragnienie. Dobrze, że na codzień nie pracowali ramię w ramię, bo to byłaby męczarnia nie mogąc go dotknąć przez co najmniej kilka godzin dziennie.- Cieszę się, że spodobał Ci się ten pomysł. W sumie to jeszcze nigdy nie brałam żadnego faceta na randkę- gdy w końcu odsunęła się raptem na parę centymetrów, aby móc mu spojrzeć w oczy, wypaliła słowa, które czuła, ale miała obawę do przyznania się do nich głośno. Gdy tylko je wypowiedziała zabrała swoje dłonie wyraźnie zmieszana i speszona. - Znaczy jeszcze nigdy…- zaczęła się plątać odsuwając się jeszcze trochę od niego. - To nie randka… to nie tak, że….- starała się wyjść jakoś z twarzą z tej sytuacji, ale a końcu aż głośno westchnęła. - Po prostu chcę żebyś się odprężył po tym wszystkim, co przeszedłeś przez ostatni miesiąc- może to wyglądało jak randka, ale miało być zwykłym wyjściem zorganizowanym na poprawę humoru przyjaciela. Chociaż czy , aby napewno tylko tym się kierowała?




Dominic Reyes
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Rozpamiętywanie i analiza były domeną kobiet. Dominic nie przykuwał aż takiej uwagi do wypowiadanych słów, nie wiedział więc, jak mocno Skye wzięła je sobie do serca i jakie myśli kłębiły się w jej głowie przez całą drogę na miejsce. Mimo wszystko jemu też trochę brakowało kontaktu fizycznego, którym zdecydowanie bardziej wolał wyrażać swoje uczucia i wsparcie. Mowa ciała przychodziła mu znacznie naturalniej, niż rzeczywiste słowa. Poza tym, według niego znacznie bardziej liczyły się czyny, dzięki którym łatwiej było wyrazić mu swoje emocje.
Dlatego przy pierwszej możliwej okazji chwycił ją za rękę. Zaskakiwało go, jak takie drobne gesty wobec siebie wiele dla niego znaczyły i ile satysfakcji mu dostarczały. Wreszcie mógł robić to bez przeszkód. Przez chwilę delikatnie gładził kciukiem wierzch jej dłoni, by odetchnęła, i słuchał jej z uwagą, aż słysząc to jedno konkretne słowo, ściągnął brwi. - Osaczony? - powtórzył za nią, zastanawiając się, co miała na myśli. Natychmiast zauważył oblewający ją rumieniec i kolejne spięcie ciała, dlatego zacisnął palce mocniej w uścisku, gdy spróbowała to wytłumaczyć. Uważał to za absolutnie urocze. - Wierzę Ci, Słońce. Osaczaj mnie do woli, bo nie zamierzam nigdzie uciec - zapewnił z rozbawionym uśmiechem. I rzeczywiście mówił poważnie. Domyślał się, że miała na myśli jego dotychczasowy schemat działania względem bliższych znajomości z kobietami. Przezornie starał się zachowywać wokół siebie przestrzeń, która pozwalała na ewentualną ucieczkę. Tymczasem Skye wkradała się w nią niepostrzeżenie przez cały rok, ostatecznie całkowicie wypełniając jego serce i myśli. I wcale nie miał jej dość. Wręcz przeciwnie, łaknął jej towarzystwa i czułości, które niesamowicie go regenerowały nawet po tak ciężkim dniu, jak ten. Tęsknił za nią, gdy jej nie widział. Tylko przy niej oddychał w pełni.
Dlatego nawet, jeśli zetknęli się wargami na zaledwie kilka sekund, gdy tylko poczuł jej wargi i ciepłą dłoń na swoim policzku, zapragnął więcej. I aż westchnął w duchu, nie mogąc zostać dłużej w aucie, bo przecież czekała na nich atrakcja. Jej figlarny uśmieszek, którym obdarzyła go zaraz potem, po raz kolejny uświadomił mu, że kompletnie stracił dla niej głowę.
Yhm, żebyś za to Ty mogła perfidnie podkradać moje? - Uniósł wyżej brew w zadziornym geście. Brakowało mu chwili beztroski i swobody w żartach. Miał co do tego wyjścia coraz lepsze nastawienie. - Mam. Tylko jak Ci się później odwdzięczę? - udał zastanowienie, choć jedna myśl krążyła mu po głowie wyjątkowo intensywnie. - Musimy się przekonać - powiedział tylko, tuż zanim ciemnowłosa pocałowała go ponownie, przez co momentalnie wyrzucił z głowy myśl o przyjęciu zakładu i skupił się na tym, żeby na krótką chwilę oddać się pieszczotom. Czemu musieli zaraz wychodzić? Gdy się od niego nieznacznie odsunęła, w jego uszach zadzwoniły jej kolejne słowa - czy ona właśnie powiedziała randka?
Po raz kolejny nie mógł oprzeć się przed uniesieniem brwi, obserwując jej nagłe speszenie się i wyprostowanie się na miejscu. Próbowała z tego wybrnąć, ale jemu w głowie wciąż huczało to, co powiedziała na początku. A więc to była randka? RANDKA? W sumie nie powinien się temu dziwić, bo rzeczywiście na to właśnie mu wyglądało, jednak odrobinę ugodziło to w jego dumę, bo on jako pierwszy powinien ją gdzieś zaprosić. Tymczasem to ona chciała o niego zadbać, żeby się nie przepracowywał, że zaaranżowała ten wieczór, by mogli się rozerwać i spędzić czas razem. Całkowicie go tym rozbroiła. Uśmiechnął się ciepło i położył jej dłoń na udzie, gładząc je czule.
Tobie też przyda się trochę relaksu. To był naprawdę intensywny miesiąc - przyznał, nie potrafiąc myśleć tylko o sobie. Nie tylko w jego życiu wydarzyło się sporo. Oboje potrzebowali się trochę oderwać od minionych wydarzeń, a Skye znalazła na to całkiem przyjemny sposób. - Lepiej chodźmy, nim oddadzą nasz tor komuś innemu - dodał żartobliwie, na moment mocniej zaciskając palce na jej dżinsach.
Po wyjściu z auta podszedł do niej, na chwilę obejmując ją w talii. Gdy na nią spojrzał, jego oczy błyszczały pod wpływem rozchodzącego się po nim ciepła i rosnącej ekscytacji, po czym obdarzył ją pełnym uczuć pocałunkiem. Naprawdę cudowna była możliwość pozwolenia sobie na okazywanie takich czułości. Jak bez tego mógł tyle przetrwać?
Czuję, że to będzie wyjątkowa randka - stwierdził z błyskiem w oku, nie przestając się do niej uśmiechać. Cokolwiek miało się wydarzyć, będzie to wyjątkowe, bo po raz pierwszy wychodzili gdzieś razem, w końcu mogąc nacieszyć się tym w pełni. Chyba podobało mu się to bardziej, niż jej niespodzianka. Ostatecznie odsunął się od niej tylko po to, żeby podać jej dłoń i razem ruszyć na tor. On i ona przeciwko światu.

Skye Murray
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skye miała wyjątkową tendencję do rozpamiętywania, analizowania i nadinterpretacji. To był jeden z powodów, dlaczego im nie wyszło z Loganem. Każde jego słowa i czyny rozkładała na czynniki pierwsze i łapała się pojedynczych słów, czym denerwowała partnera. Zamiast od razu szczerze rozmawiać ze sobą i wyjaśniać wszystko na bieżąco, to problemy się piętrzyły. Heynes uciekał od konfrontacji, woląc wtedy spotkać się z kumplami i odprężyć , aniżeli rozwiązać problem.
W Dominicu z kolei odnajdowała wtedy oparcie, mogąc z nim o wszystkim porozmawiać i się wyżalić, a także niekiedy doradzić i poznać męski punkt widzenia. Sądziła, że problemem są po prostu różnice między płciami, ale może tak to wyglądała w związkach? Czy czymkolwiek teraz byli, bo na pewno nie byli tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Dawniej otwierali się przed sobą, a teraz czuła, że coraz więcej swoich uczuć ukrywa przed Reyesem z obawy przed jego reakcją.
Co najwyraźniej było bez sensu, skoro tak właśnie zareagował na jej słowa. Uśmiechnęła się szeroko będąc w pełni usatysfakcjonowana jego odpowiedzią. Widziała w nim, że to nie były zwykłe puste słowa.- Ale zawsze możesz uciec. Nic Cię nie blokuje- dodała jeszcze, bo chciała mieć pewność, że ją dobrze rozumie. Chociaż była już wyraźnie bardziej odprężona.
- Oj od razu podkradać- przewróciła oczami słysząc jego zarzut. - Po prostu będę musiała spróbować czy smakują tak samo jak moje- próbowała wybrnąć z jego szybkiego i bezbłędnego rozpracowania jej niecnych zamiarów. Lubiła mu podkradać jedzenie i uważała, że jest to jedna z najbardziej intymnych części związku. - Myślę, że jakiś sposób na pewno znajdziesz- odpowiedziała widząc już ten uśmiech. Wiedziała jakby mógł się jej odwdzięczyć i podejrzewała, że spodoba mu się ten sposób.- Masz w sobie chęć rywalizacji, co?- rzuciła jeszcze zanim go pocałowała, tym razem dłużej i intensywniej. Był dla niej niczym narkotyk. Uzależniała się od niego bardzo szybko, a jego usta sprawiały, że tak naprawdę dopiero teraz żyje i oddycha pełną piersią. Z każdym kolejnym zbliżeniem jej uczucia w stosunku do niego rosły coraz bardziej, a on stawał się kimś, bez kogo nie wyobrażała sobie już funkcjonować. Jeszcze kiedy poczuła jego dłoń dłoń na udzie, ponownie pożałowała , że dzisiaj nie założyła żadnej spódnicy, bo wtedy mogłaby go poczuć znacznie wyraźniej. Co wcale nie umniejszało intensywności pocałunku, którym potrafił ją rozpalić.
To pożądanie niestety nieco zmalało, gdy dostrzegła jego reakcję na jej wypowiedź. Wiedziała o które słowo chodzi i po części nie miała pretensji o ten szok wymalowany na twarzy , ale jednak ukłuło ją to, więc nie mówiła już nic więcej i idąc jego śladami wyszła z auta. Przecież Dominic nie chodził na randki. Umawiał się z dziewczynami w jednym celu i nie, nie była to randka. Przynajmniej ona miała już takie jego wyobrażenie. Dlaczego więc z nią miało być inaczej? Bo to ona go zaprosiła? Nie była przecież wyjątkowa.
Na jej twarzy jednak widniał uśmiech, w dużej mierze w odpowiedzi na jego, którym ją obdarzał. Widziała, że mimo wszystko nie jest mu obojętna i cieszył się na nadchodzącą rozrywkę. Uśmiechnęła się też szerzej, gdy ją objął i pocałował. Uderzyło ją to, że było to pierwszy raz w miejscu publicznym i czuła z tego powodu rosnąca ekscytację. Wtuliła się w jego ciało lgnąc do niego jak najbliżej i odwzajemniając pocałunek, nie spiesząc się, a delektując tą chwilą. Jednak to co powiedział po pocałunku, całkowicie skradło jej serce. Odetchnęła z ulgą, a w jej oczach zamigotały światełka, które w niej rozpalał ilekroć ją rozczulał tak jak właśnie teraz. Nagle jej obawy odnośnie tego jak się czuje z jej dzisiejsza inicjatywą poszły w niepamięć. Był już tylko on i ta radość wymalowana na jego twarzy, która nie pozwoliła nie skraść mu jeszcze jednego buziaka zanim udali się na tor.
Skye ani na moment nie puściła jego ręki, dopóki nie dotarli na miejsce, gdzie wystarczyło że podała nazwisko i wszystko było już załatwione wcześniej. Dostali kominiarki i kaski, a następnie poproszono ich jeszcze o kilka minut cierpliwości, zanim się zwolni dla nich tor. Stanęli gdzieś z boku obserwując wyścigi, kiedy nagle wpadł jej do głowy pewien pomysł. Stanęła naprzeciwko niego, tak że za plecami miała okno z widokiem na tor, a przed sobą blondyna. Uśmiechnęła się zadziornie kładąc dłonie na jego talii. - Może powinniśmy się o coś założyć, co o tym sądzisz?- spytała unosząc znacząco brew i przesuwając dłonią wzdłuż jego ciała, aż dotarła do linii spodni. Wsunęła za nie po cztery palce obu dłoni, raptem na centymetr i przyciągając go bliżej siebie. - Na przykład jeśli wygram, przez kolejny tydzień przychodzisz i wychodzisz z biura o tej godzinie, którą ja wskażę bez dodatkowej pracy w domu- zaproponowała i zaczęła wodzić palcami wzdłuż linii spodni kierując się do środka, delikatnie go dotykając po podbrzuszu. - Z kolei jeśli Ty wygrasz, to przez cały tydzień będę do Twojej dyspozycji i robiła tylko to, co chcesz- tym razem w jej oczach zapłonęły niebezpieczne iskierki, kiedy stając na palcach zbliżyła się do jego twarzy, aby szepnąć mu do ucha. - Może będziesz mieć to szczęście i przekonasz się jak bardzo potrafię być uległa i posłuszna- mówiąc to, jedna z jej dłoni wsunęła się znacznie głębiej, aż poczuła przyjemne wybrzuszenie przez materiał bokserek. Delikatnie, lecz z wyczuciem pomasowała je przez kilka sekund, aż wyjęła rękę i się wyprostowała z uśmiechem, akurat kiedy zawołał ich pan z recepcji. Puściła jeszcze oczko Dominicowi i ruszyła we wskazane miejsce.
Nie potrafiła się ścigać, ale dawała z siebie wszystko, aby móc wygrać. Prawda była taka, że i tak w sprawach łóżkowych mu ulegała, a w życiu zawodowym zamierzała o niego zadbać i do tego potrzebowała wygrać ten zakład. Najgorsze oczywiście były zakręty, gdzie bardzo zwalniała dla bezpieczeństwa. Starała się obserwować Dominica, ale poruszał się niemal z prędkością światła. Nagle usłyszała huk i zobaczyła jak jego bolid wbił się w barierkę rozwalając ją przy tym, a z auta wyleciały jakieś części. W momencie, kiedy się zatrzymywała, nastąpił głośny sygnał awarii, więc Skye niewiele myśląc podbiegła do Dominica. - Dominic! Nic Ci nie jest??- spytała docierając na miejsce z przerażeniem w oczach. Chciała żeby się odprężył, a zaraz go zabije!


Dominic Reyes
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Trzeba zaznaczyć, że oboje przeszli na nowy etap ich relacji. Wcześniej nie musieli aż tak przejmować się tym, co robili i mówili, bo nie miało to większego wpływu na ich przyjaźń. Choć w przypadku Dominica to on zawsze zachowywał większy dystans, gdy przychodziło do mówienia o sobie. Może to nawyk, który wszedł mu w krew przy każdej relacji z kobietą, a może świadoma rezerwa bezpieczeństwa, która pozwalała mu zachować swoją przestrzeń dla siebie przez wzgląd na Logana?
Przez cały poprzedni rok okłamywał siebie i innych, że niczego w Skye nie widział, ale prawda wyglądała zupełnie inaczej, bo od początku wpadła mu w oko, a z czasem jedynie zyskiwała w jego oczach. Stali się sobie bliscy, przez co podświadomie zaczynał postrzegać ją inaczej, niż tylko przyjaciółkę. Oczywiście, próbował od tego uciec, robiąc to, co dotychczas - nawiązując przelotne znajomości. Niemniej był dla ciemnowłosej zawsze, kiedykolwiek go potrzebowała. To ją wybierał jako pierwszą, kiedy dzwoniła do niego w potrzebie, proponowała mu wyjście na jedzenie, czy chciała się wygadać albo brakowało jej wsparcia. Przywykł do jej obecności w swoim życiu i teraz już nie wyobrażał sobie nie mieć jej gdzieś obok. Nie czuć jej obecności, przynoszącego spokój dotyku, gorącego ciała i słodkich pocałunków, które stały się idealnym dopełnieniem ich relacji.
Myślę, że etap przerażenia na widok armagedonu w kuchni mamy już za sobą. Na jakieś inne próby wystraszenia mnie powinienem się przygotować? - Uniósł wyżej brew z łobuzerskim uśmieszkiem. Doceniał to, że zostawiała mu wolną furtkę, ale nie miał zamiaru z niej skorzystać. Teraz, kiedy dostał to, czego od zawsze pragnął, ostatnim, o czym myślał, to się wycofać. A jeśli czuła wobec tego jakieś obawy, powinien poruszyć ten temat, co postanowił zrobić w bardziej odpowiednim czasie, niż tuż przed randką.
Aha! Znam Cię. Zawsze to robisz i zawsze całkiem przypadkiem okazuje się, że są jeszcze lepsze, niż Twoje - zmrużył podstępnie oczy. Oczywiście mógłby po prostu wziąć jej podwójną porcję, ale doskonale wiedział, że nie polegało to na zaspokojeniu głodu, a satysfakcji z podziału jedzeniem. Swoją drogą, odpowiadając na jej wymówkę, odkrył też jedno - niezmiernie satysfakcjonowała go świadomość, że rzeczywiście ją znał. Dzięki temu znacznie łatwiej było ją rozszyfrować w przypadku takich drobnostek, choć z drugiej strony po przejściu na całkiem nowy level znajomości poprzeczka rosła. - Bez wątpienia - przytaknął tylko, wciąż myśląc o tym, co mógł zaoferować jej w zamian, niemal czując przy tym zawód, że jeszcze musiało to poczekać. Intensywny pocałunek, jakiemu oddali się na chwilę, miał być tylko tego przedsmakiem.
Wiedząc, że nie musiał się już ograniczać z gestami, pocałował ją po raz kolejny po wyjściu z auta. A kiedy mu się poddała, instynktownie napierając na niego ciałem, jego umysł wręcz krzyczał w błogim szczęściu: jest moja, i tylko moja! Jej rozszerzone źrenice połyskujące w świetle jarzeniowych lamp, gdy w końcu przyznał, że to randka, dodatkowo potwierdziły jego odczucia. To było ich pierwsze wspólne wyjście i musiał sprawić, by stało się wyjątkowe.
Znalazłszy się na miejscu, czuł coraz większą adrenalinę. Tor wyścigowy był całkiem spory, a dźwięki maszyn sunących po nim sprawiały, że nie mógł doczekać się jazdy. Z zainteresowaniem przyglądał się kierowcom, gdy w pewnej chwili Skye stanęła przed nim z iście diabelskim uśmieszkiem, skupiając na sobie całą jego uwagę.
Och, doprawdy? Co konkretnego chodzi Ci po głowie? - rzucił z zaintrygowaniem, czując jej dłonie przez materiał swojego czarnego swetra przesuwające się wzdłuż klatki aż do spodni, pod które włożyła palce. Z jego ust aż wyrwało się ciche stęknięcie, gdy tak niespodziewanie go do siebie przyciągnęła, momentalnie sprawiając, że temperatura w jego ciele wzrosła. Instynktownie położył swoje dłonie na jej biodrach. Propozycja jej wygranej nie zadowoliła go szczególnie, co dał wyraz poprzez grymas na twarzy. - Ugh. A jeśli ja wygram? - Przygryzł wargę, gdy znalazła się dłońmi niżej, nie potrafiąc się skupić na zaproponowaniu dla siebie jakiejś innej kary. Cholernie podobało mu się to, w jaki sposób się z nim drażniła, choć znajdowanie się w miejscu publicznym niczego nie ułatwiało. Ale kiedy wyznaczyła propozycję wygranej dla niego, jego serce przyspieszyło jeszcze bardziej. - Co tylko chcę? - mruknął, odpływając w kierunku bardzo nieprzyzwoitych myśli. Jakby tego było mało, jej szept i przesunięcie dłoni niżej przyprawiło go o niespodziewany dreszcz podniecenia. Bezwiednie zacisnął palce na jej lędźwiach, kiedy poczuł jej dotyk na swojej męskości. - Jesteś diabłem wcielonym - westchnął cicho, tylko tyle potrafiąc z siebie wydusić. Z boku wyglądali na tulącą się do siebie parę, ale on walczył ze sobą, żeby nie pokazać po sobie, co naprawdę się między nimi działo. Jak bardzo pragnął, żeby nie przestawała. Jak bezczelnie go kusiła, doprowadzając go niemal do szaleństwa. Westchnął przeciągle, kiedy ciemnowłosa ostatecznie się odsunęła, słysząc wołanie do startu, po czym pokręcił głową z rozbawieniem. Nie dowierzał, że tak sprytnie potrafiła go podejść. - Och, już po Tobie - stwierdził ze śmiechem, podejmując rękawicę. Chciała go zmotywować? To jej się udało. Nie miała z nim szans.
Jego pewność siebie i stawka zakładu przełożyły się na jazdę. Miał wiele do wygrania i stracenia, poza tym chciał z tej zabawy wycisnąć jak najwięcej frajdy. Skoncentrował się na jeździe, wchodząc w zakręty, jak bolidy w Formule 1. Z drugiej strony pozostawał nieco oszołomiony śmiałym postępowaniem Skye i wystarczyło, że pomyślał chwilę o tym, co planował zrobić z nią po wyjściu stąd, a zbyt późno wcisnął hamulec, z ogromnym hukiem uderzając w barierkę. Przez chwilę siedział w bezruchu, zszokowany tym, co się stało, aż usłyszał krzyk Skye. Poruszył nogami i rękami, żeby się upewnić, czy był cały, a następnie ściągnął kask.
A więc tak się czują kierowcy F1, kiedy kończą wyścig przed metą. - Tak, jedyne, o czym pomyślał, to o tym, jak zjebał i czy to naprawdę musiało oznaczać przegrany zakład. A tak starał się zapracować na wygraną! Trochę kołowało mu się w głowie od uderzenia i szumiało mu w uszach od huku, ale kiedy ktoś z obsługi pojawił się obok, podniósł rękę na znak, że nie było się czym przejmować. - Nic mi nie jest, przepraszam - zapewnił i podniósł się, dopiero teraz ogarniając wzrokiem poziom zniszczeń, a następnie przeniósł spojrzenie na wystraszoną Skye. Przerażenie w jej oczach automatycznie wywołało w nim potrzebę jej przytulenia. - Nic mi nie jest. To naprawdę tylko tak źle wyglądało - powiedział w jej włosy, wtulając ją w siebie. To było nawet urocze, że tak się nim przejmowała. - To co wygrałem? - zapytał zadziornie. Może jednak by się trochę nad nim zlitowała?

Skye Murray
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Chociażby próbowanie wszystkiego, co w tej kuchni przygotuję- rzuciła jak gdyby nigdy nic z pełną swobodą i poczuła przypływ ciepła, gdy właśnie przed jej oczami stanął obraz ich dwoje przy kuchennym stole w ICH domu. To było silniejsze od niej, a zarazem tak łatwe do wyobrażenia i przyjemne. Czy było to możliwe do zrealizowania? - Pewnie przekupujesz kelnerkę, żeby Twoje były lepsze, więc sam się o to prosisz- na stówę tak było! Albo czarował ją tym uśmiechem na widok, którego każdej kobiecie kolana miękły. Ona przecież też straciła dla niego głowę, chociaż nie od razu. Ich relacja budowała się od podstaw, pomału i we własnym tempie. Aż nagle drobne muśnięcia i posyłane sobie uśmiechy nie były już tak niewinne. Skye jeszcze przed wyjściem do palmiarni czuła , że ich relacja się zmienia. Nie patrzyła już zawsze na niego tylko jak na przyjaciela, a jego czułe słowa i łapanie za rękę przyspieszały bicie jej serca. Momentami nawet była nieco zazdrosna, gdy widziała go na imprezie z jakąś kobietą, a w samotne wieczory rozmyślała czy może się z nim nie spotkać , żeby coś zjeść bądź nawet zadzwonić i porozmawiać o głupotach. Z Loganem ten żar pojawił się od razu i równie szybko zniknął. Z Dominicem natomiast wszystko miało swój czas, każdy etap , a oni naprawdę mogli się poznać. Reyes wiedział o niej chyba dosłownie wszystko. Darzyła go ogromnym zaufaniem.
Nie była przyzwyczajona do okazywania sobie uczuć aż tak w miejscach publicznych. Z innymi partnerami? Nie miała z tym żadnego problemu. Jednak z blondynem było nieco inaczej, a ostatni tydzień przecież w biurze musieli nawet jako przyjaciele trzymać dystans. Dlatego zaskoczyła ją jego reakcja, ale w ten pozytywny sposób, więc nie potrafiła zareagować inaczej niż po prostu się temu poddać. Przy nim zapominała o wszystkim, a jeszcze kiedy ją całował? Całkowicie traciła głowę i był tylko on, nic ani nikt inny się nie liczył. Kiedy tylko pokazał jej, że nie ma obaw z bliskością w miejscu publicznym, pociągnęła to dalej. A jeszcze gdy sam nazwał to wyjście randką i to z tym błyskiem w oku? Nie mogłaby być teraz szczęśliwsza. Radość aż z niej kipiała.
Ale była znacznie bardziej złakniona tej bliskości. Stęskniła się za nim, a pocałunki, którymi ją obdarzał tylko jeszcze bardziej ją pobudzały i wzmagały jej tęsknotę. Tym bardziej, że brakowało jej go już każdej nocy. Uzależniła się od niego tak szybko, że momentami ją to przerażało, ale teraz dawała się porwać tej namiętności, szepcząc mu obietnice i masując jego męskość. Ten ruch był też igraniem z samą sobą, bo i ona się rozproszyła myśląc o tym, co mogliby teraz robić. Pragnęła go tak cholernie mocno, że jej ręka wręcz sama się znalazła w tych spodniach, a czując znajomą wypukłość , była gotowa odwołać wyścigi. - Diabłem? Myślałam, że spodoba Ci się moja propozycja, ale jeżeli obawiasz się, że przegrasz, to możemy się nie zakładać - zaproponowała dając mu (ponownie) wolną rękę. Może nawet po cichu licząc, że zrezygnuje z wyścigu i gokartów, ale przecież był facetem - podniosła pewnie jego poziom adrenaliny. Eh, a mogli już testować tyle siedzenia w jego aucie! - Jak coś to jutro pracujesz od ósmej do szesnastej !- rzuciła jeszcze rozbawiona, gdy wsiadali do swoich bolidów. Chyba najlepszym wynikiem byłby remis, bo i jego i jej nagroda była całkiem kusząca. Przynajmniej liczyła na to, że Dominic wykorzysta ją w odpowiedni sposób, a nie na przykład do mycia okien. To byłoby paskudne zagranie.
Nigdy się nie ścigała i w sumie nie wiedziała, jaki ma czas. Całkiem możliwe, że Dominic mógł być tuż za nią robiąc właśnie piąte okrążenie, gdy robiła dopiero drugie. A może było na odwrót? Wszystko było możliwe! Nie sądziła jednak, że także wypadek. Widok jego bolidu wciśniętego w ścianek i nie ruszającego się Dominica, był przerażający. Czuła jak jej serce przestaje bić i widziała tylko punkt, gdzie musiała dobiec, aby sprawdzić czy wszystko z nim porządku.
Słysząc jego głos, na chwilę odetchnęła z ulgą, ale zaraz wstała odwracając się do pracownika. - Czy wyście powariowali?! Daliście niesprawny bolid!- jak dla niej to była usterka techniczna i miała ochotę ich zniszczyć. Jednak znalazła się nagle w ramionach Dominica i od razu poczuła się lepiej. Momentalnie się rozluźniła i nie było nic przyjemniejszego niż możliwość wtulenia się w niego oraz usłyszenia bicia jego serca. Objęła go mocno jakby chciała go tym ruchem zgarnąć go całego dla siebie i z nikim się nie dzielić. - Wygrałeś powrót prosto do domu i odpoczynek w łóżku do końca tygodnia- powiedziała wciąż będąc w niego wtulona, ale zaraz sobie przypomniała, że przecież może go coś boleć, więc od razu rozluźniła uścisk i spojrzała na niego z ogromną troską w oczach. - Czy coś Cię boli? Może powinniśmy pojechać na SOR, żeby zrobili Ci prześwietlenie?- spytała przyglądając mu się uważnie i gładząc go dłonią po policzku, jakby tym ruchem miała sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Obawa o to, że mogłaby go stracić albo coś by mu się stało, była przytłaczająca. Nie wyobrażała sobie życia bez niego. Nie wyobrażała sobie, żeby w ogóle go mogło zabraknąć na tym świecie. Myśl, że nie byłoby go tuż obok niej przyprawiała ją wręcz o paraliż. Koniec tej randki, nie wyszła, ale nie pozwoli, żeby stało mu się coś jeszcze.



Dominic Reyes
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Dobra, ustalmy jedno: ja gotuję, Ty sprzątasz. To będzie bezpieczniejszy układ - odparł z szerokim uśmiechem. Z ich dwójki to on miał większe zdolności kulinarne, choć nigdy jakoś szczególnie się tym nie chwalił. Prawdę mówiąc, nigdy tego nie wykorzystywał, żeby zaimponować innym kobietom, a dla samego siebie nie chciało mu się gotować, więc zwykle stawiał na gotowce i szybkie dania. Dla Skye warto było poświęcić w kuchni więcej czasu, by coś dla niej przygotować, o czym miała się niedługo przekonać.
Na jej insynuacje aż zaśmiał się głośno. Była niemożliwa! - A Ciebie czym przekupiłem? - zapytał przewrotnie. Oczywiście, że zdarzało mu się wykorzystywać swój urok, żeby zdobyć to, na czym mu zależało, choćby chodziło o tak błahe rzeczy jak jakieś wejściówki czy mocniejsze drinki. Ale to, co wymyśliła teraz na poczekaniu, było tak absurdalne, że nie sposób było zachować powagę. Mimo wszystko ciekawiła go jej odpowiedź. Tak naprawdę Skye nigdy nie powiedziała, co sprawiło, że zaczęła patrzeć na niego inaczej, niż na przyjaciela. On właściwie też jeszcze nie miał ku temu okazji, więc może właśnie nadeszła?
Nie było wątpliwości, że od zawsze uwielbiał spędzać z nią czas. Dzięki wspólnej pracy, wypadom na lunche, milionem wymienianych smsów, czy wieczorów w aucie, podczas których krążyli po mieście bez celu, stali się sobie bardzo bliscy. Chłonął to, co mu mówiła, o czym opowiadała z zapałem i błyskiem w oku, coraz trudniej znosząc jej łzy. Starał się być dla niej oparciem i osobą, na którą mogła liczyć w każdej chwili, nawet, jeśli wskazówki na tarczy zegara wskazywały bardzo późną porę. W drugą stronę obawiał się obarczać ją swoimi humorami i problemami. Okazywanie słabości nie było dla niego, więc starał się zachować siłę, żeby ze wszystkim radzić sobie samemu. Bo uważał, że samemu było mu najlepiej. Nawet nie miał pojęcia, jak bardzo się mylił.
Teraz to dostrzegał. Bez Skye wszystko pozbawione było sensu. To ona rozświetlała mu dzień i boleśnie odczuwał jej brak wieczorem, gdy kładł się do łóżka. To, jak się o niego troszczyła, przyprawiało go o przyjemne ciepło rozlewające się po jego ciele. A z racji faktu, że musieli się ukrywać w pracy, tym z większą rozkoszą i utęsknieniem składał na jej ustach pocałunki, obejmował ją w talii czy trzymał za rękę, gdy tylko stało się to możliwe. A jak bardzo go dziś prowokowała? Tym trudniej było mu się oprzeć przed rosnącym pożądaniem wśród ludzi.
Nazwał ją diabłem, bo była niezwykle okrutna, tak przeraźliwie się z nim drocząc, że niemal zapomniał o całym świecie. Przez jej szept, gorący oddech na szyi i dotyk drażniący jego męskość niemal odchodził od zmysłów. Obiecał sobie, że jeśli raz dojdzie do takiej sytuacji, a zaprowadzi ją do najbliższej łazienki albo samochodu i się z nią rozprawi tak, jak należało uczynić jeszcze w biurze. - Y-ym. Nie ma takiej opcji. Nie przegram - pokręcił głową, myśląc tylko o tym, do czego prowadziła go wygrana. W łóżku wcale nie była takim niewiniątkiem i lubiła się rządzić, więc w jego głowie zaświtał pewien iście szatański plan. Prędzej czy później i tak pewnie by do niego doszło, ale teraz nadarzała się niepowtarzalna okazja, by stało się to prędzej, niż później.
Dlatego tak zawziął się na wygranej, wcale nie szczędząc silnika. Dzięki adrenalinie i ekscytacji na torze wreszcie poczuł się niesamowicie lekko, jakby problemy i smutne wydarzenia minionych tygodni pozostały daleko w tyle, na starcie wyścigu. Niestety, nie dane mu było dotrzeć do mety, a niespodziewana utrata kontroli nad sytuacją wywołała ogromny szok. Uderzenie w ściankę trochę go zamroczyło, więc nie wszystko docierało do niego od razu. A może to nagły skok adrenaliny tak na niego podziałał? W każdym razie jedyne, o czym pomyślał, widząc Skye, to ją pocieszyć. Zawsze martwiła się o niego o wiele za bardzo i widział to w jej oczach.
Dopiero, gdy oplotła go mocno ramionami w talii, poczuł, jak mimowolnie się rozluźnia. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak jego mięśnie spięły się pod wpływem tej zupełnie nieoczekiwanej kraksy. Instynktownie pogładził ją po plecach. Dobrze było czuć ją w swoich ramionach. - Nie, nie. Mieliśmy jeszcze iść coś zjeść. - Co prawda, jedzenie było ostatnim, o czym w tym momencie myślał, ale nie chciał, by ten incydent odbił się na całym wieczorze. W końcu to było ich pierwsze oficjalne wyjście. - Naprawdę, wszystko jest w porządku. Widzisz? Bolid wcale nie jest tak skasowany, a to, co leży dookoła to tylko odłamki ścianki - zerknął jeszcze raz na stan plastikowej ścianki. - Przeliczyłem się z prędkością i za późno nacisnąłem hamulec, przez co trochę mnie wybiło. Moja wina. Zapłacę za szkody - dodał w kierunku gościa z obsługi, który po upewnieniu się, że Dominicowi nie stało się nic groźnego, zajął się porządkami i poprosił ich o zejście z toru.
Gdy znaleźli się tuż przy kasie i podawał im swoje dane, Skye wciąż wydawała się nie do końca uspokojona. Dlatego po dokończeniu formalności ponownie przyciągnął ją do siebie i uniósł jej podbródek, żeby spojrzeć w jej błękitne, zmartwione oczy. - Hej, Słońce. Nie przejmuj się. Jestem tu - zapewnił łagodnym tonem, składając na jej ustach czuły pocałunek. Nie uważał tego za wielką tragedię, bo według niego nic takiego się nie stało, co nie zmieniało faktu, że musiał porządnie napędzić jej stracha. - Na pocieszenie powiem, że dopóki to się nie stało, naprawdę dobrze się bawiłem. A będzie lepiej, kiedy zjem obiecanego burgera - przyznał z uśmiechem, kiedy nieco odchylił się, żeby znów popatrzeć na jej piękną, nieskazitelną twarz. Ten wieczór wcale nie musiał się kończyć. Poza tym, po całym dniu w pracy i kiedy emocje po wyścigu wyraźnie opadały, rzeczywiście zaczynał odczuwać głód.

Skye Murray
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Taki podział jak najbardziej jej odpowiadał i był sprawiedliwy, więc przytaknęła głową mogąc sprzątać po jego kulinarnych przebojach. Miała już okazję zjeść niektóre dania przyrządzone przez niego i były naprawdę bardzo dobre, więc dla nich opłacało się podjąć tego zadania.
Jednak kolejnym pytaniem wywołał na jej twarzy zadziorny uśmiech. - A jesteś pewien, że mnie przekupiłeś?- spytała tym razem ona przekornie. Oczywiście, że ją kupił. Swoim wsparciem w pracy i życiu prywatnym. Swoją inteligencją, bystrością, empatią czy poświęceniem, gdy nie raz zamiast iść się odprężyć z chłopakami na mieście, on był z nią by ją pocieszyć czy po prostu obejrzeć kolejny film romantyczny, do którego go namówiła.
A teraz ją kupował za każdym razem na nowo pod względem fizycznym. Uwielbiała smak jego ust na swoich wargach. Czuć ciepło jego ciała tuż przy swoim. Uwielbiała to, co robił z jej ciałem, gdy doprowadzał ją do rozkoszy. Tak łatwo i przyjemnie się było przy nim wyłączyć. Dotychczas nie narzekała na seks z Loganem, ale gdy z Dominicem pierwszy raz poszli do łóżka, miała wrażenie, że było to połączenie na zupełnie innym poziomie. Łaknęła jego ciała, jakby tylko ono jej pozwoliło oddychać i dalej funkcjonować. Nie stroniła od seksu, ale od niego powoli się uzależniała, gdy za każdym razem w jego pobliżu wystarczył lekki dotyk, szybki pocałunek i od razu go pożądała płonąc w środku . Przecież jej ręka nie zawędrowała tylko po to, aby go pokusić. Włożyła ją też dla własnej przyjemności i była gotowa porzucić wszelkie plany, jakie na dzisiaj przygotowała. Była gotowa spędzić z nim całą noc i dzień, jedząc , śmiejąc się i kochając.
I najwyraźniej tak powinni zrobić, to przynajmniej wtedy uniknęliby tej całej kraksy, stresu i dodatkowych kosztów. Nie chciała go rozproszyć na tyle, żeby wylądował na ściance i to z takim hukiem. Chciała trochę go rozkojarzyć, żeby mogła wygrać, a przecież jeżeli poprosi, to ona zrobi dla niego wszystko i tak. Była gotowa zrobić wszystko bez proszenia, byleby był szczęśliwy. Stojąc wtulona w niego na środku toru, wśród odłamków, zdawała sobie sprawę jak bardzo jej na nim zależy. Jak bardzo jest dla niej ważny, o ile nie najważniejszy na świecie w tym momencie. Moment, gdy zobaczyła jego bolid wbity w ogrodzenie i brak jakiegokolwiek ruchu był przerażający, a myśl, że mogłoby go zabraknąć paraliżująca. Nie chciała go puszczać i się odsuwać. Był jej kotwicą, która ratowała ją przed rozpadnięciem się, bo to w jego ramionach czuła, że naprawdę żyje i odgłos bicia jego serca był jej ulubioną melodią. - Przecież to bolid mógł być wadliwy, Dominic- jęknęła sfrustrowana, że jeszcze chciał zapłacić za szkody! To ona go zabrała na randkę i naraziła na niebezpieczeństwo, więc ona powinna ponieść tego koszty.- Daj spokój, to moja wina i ja zapłacę- zaprotestowała w drodze do kasy, nie puszczając jego ręki ani na chwilę, krocząc tuż przy jego boku. Ścisnęła mocno jego dłoń nie pozwalając mu od niej odejść. - Jesteś i beze mnie się nigdzie nie ruszysz - dodała zanim odwzajemniła pocałunek, który był jak haust świeżego powietrza. Dodał jej siły i skubany - przekonał ją nim na tego burgera. Spojrzała w jego oczy z troską i w zamyśleniu jak powinna postąpić. Obejmując go w talii, mając go tuż przy sobie, jak mogłaby mu czegokolwiek odmówić? Westchnęła z rezygnacją. Był jej też największą słabością. - Mam nadzieję, że się nim nie udławisz- odpowiedziała z lekkim uśmiechem, bo jak już randka ma się psuć, to pewnie po całości, prawda?
Restauracja znajdowała się całkiem blisko toru gokartowego, kelnerka zaprowadziła ich do stolika, a Skye tym razem nie zajęła miejsca na wprost Dominica, a tuż obok niego. Specjalnie też nie spuszczała z niego spojrzenia, gdy składał zamówienie, aby wychwycić ten moment bajerowania kobiety! Oczywiście nie jej, a kelnerki. Chwyciła tego jego dłoń na stole trochę instynktownie… z troski? Z zazdrości? Z chęci zaznaczenia terenu? Pewnie wszystkiego po trochu.
- Jak się czujesz? Boli Cię coś? Głowa? - spytała ponownie z troską, gdy czekali na swoje zamówienie. Cały czas trzymała jego dłoń, a drugą zaczęła gładzić jej wierzch. Czy może jej jeszcze bardziej na nim zależeć? Jej ciało się do niego rwie. Jej serce jest całe przepełnione Dominicem. Jak to powinna odczytywać? W jego towarzystwie była spokojna, ale gdy go brakowało, jej myśli pędziły jak szalone analizując wszystko zbyt mocno. Przy nim natomiast się zapominała. - Jutro bierzesz wolne bez dwóch zdań i zostajesz w łóżku - zarządziła tonem nieznoszącym sprzeciwu.


Dominic Reyes
29 y/o
Mark your calendar for Canada Day
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Na jej przewrotną odpowiedź zaśmiał się głośno. Nie miał wątpliwości, że czymś ją przekupił, jakoś ją do siebie przekonał. Przez długi czas zdawała się w ogóle go nie dostrzegać, ale jednak w końcu coś musiała w nim zobaczyć i był ciekaw, co takiego. Z drugiej strony w obecnej chwili był po prostu wdzięczny losowi za to, że w końcu miał ją wyłącznie dla siebie. Pragnął nasycić się jej towarzystwem, bliskością i dotykiem jak długo wyczekiwanym prezentem. Delektować się każdym drobnym gestem i czuć rozchodzące się po jego ciele przyjemne ciepło, ilekroć je odwzajemniała. Smakować jej wargi i badać ustami jej ciało, doprowadzając ją do szaleństwa.
Od tamtej nocy, gdy przyjechała do jego rodzinnego domu i wyznała, że rozstała się z Loganem, coś się w nim odblokowało. Zaczął się na nią otwierać i przyznawać, że naprawdę jej potrzebował. Stale, bez przerwy, bo wiedział, że bez niej nic nie byłoby już takie samo. Tym bardziej bolały go samotne wieczory. Tym intensywniej na nią oddziaływał, gdy znajdowali się sami. Tym mocniej zależało mu, żeby dzisiejszy wieczór wykorzystać w pełni. Na tyle, na ile pozwoli im ten nieszczęsny incydent na torze.
Obejmował czule Skye, czując coraz większą ulgę. Dopiero po chwili zaczęła docierać do niego powaga sytuacji, że mogło to się skończyć znacznie gorzej i miał ogromne szczęście. Zwykle ignorował możliwe konsekwencje tak niebezpiecznych akcji, bo przecież skoro nic się nie stało to znaczy, że to nie było nic takiego. Ale teraz to, co liczyło się dla niego najbardziej to fakt, że trzymał w objęciach cały swój świat. Dla niej musiał pozostać w jednym kawałku.
Ostatnie, czego mi teraz potrzeba, to wzywać policję - przewrócił oczami, bo czuł się za to odpowiedzialny i wolał jak najszybciej o tym zapomnieć, żeby całkiem nie wyrzucić tego wieczoru do kosza. - Nie ma o czym mówić, Słońce - skwitował krótko, bo pokrycie kosztów usterki należało po jego stronie i nie mógł pozwolić jej na opłacenie szkód. Z resztą, nigdy nie przepadał za tym, kiedy upierała się, że za cokolwiek zapłaci. To on był od tego. - Gdzie miałbym pójść? - zaśmiał się cicho, rzucając jej retoryczne pytanie, bo oczywistym było, że nigdzie bez niej się nie wybierał. Była jego Słońcem, to ona nadawała sens i cel jego istnieniu. Kiedy tak trzymał ją przy sobie, czuł, że miał wszystko. Na jej wzmiankę o udławieniu się roześmiał się w głos, odchylając przy tym głowę. - Postaram się. Ale w razie czego masz kurs pierwszej pomocy? - dopytał żartobliwie. Jej entuzjazm był godny podziwu.
Podczas składania zamówienia grzecznie uśmiechnął się do kelnerki raz czy dwa, tak jak zawsze zachowując pełną kulturę wychowania, choć nie przyglądał się jej jakoś szczególnie. Jego uwagę przykuła za to dłoń Skye, którą bez skrępowania chwyciła jego. Zdążyło przemknąć mu przez myśl, że było to dla niego coś nowego, niemniej instynktownie delikatnie zacisnął jej palce, zamykając je w pięści. Czy to troska, czy chęć zaznaczenia terenu przy kelnerce, zupełnie nie miał nic przeciwko temu.
Nie, jest w porządku - pokręcił głową. Zawroty głowy i trochę miękkie kolana ustały zanim dotarli do restauracji, więc najwyraźniej wszystko wróciło do normy. - Nie martw się mną już tak - powiedział z uśmiechem, na moment ściskając jej dłoń nieco mocniej. Była urocza, ale nie potrafił patrzeć na to wiecznie zatroskane oblicze. Nie przepadał za byciem powodem do trosk. - Nie ma takiej opcji, Słońce. Za dużo się dzieje w biurze, nie skończyłem jeszcze analizować ostatniej dokumentacji w sprawie parkingu na Sheppard Avenue - zaprzeczył stanowczo. Nie wyobrażał sobie z powodu tak błahej sprawy opuszczać dzień pracy. Nie po to przesiadywał po godzinach, żeby teraz zrobić sobie jeden dzień wolnego. I to po tygodniu pracy na stanowisku szefa. - Wiem, że chcesz dla mnie jak najlepiej, ale nic mi nie jest. Gdyby coś było nie tak, powiedziałbym Ci - spojrzał na nią znacząco, żeby się nie złościła. Gdyby działo mu się coś poważnego, i tak prędzej czy później by to z niego wydusiła, a i on ze względu na nią pewnie wolałby to sprawdzić. - Możemy się umówić, że jutro obowiązuje mnie standardowy czas pracy ósma-szesnasta. Czy to Cię satysfakcjonuje? - uśmiechnął się nieco łobuzersko, po czym pochylił się w jej stronę, w duchu jej dziękując, że usiadła tuż obok. - Jeśli nie to wiem, co tej satysfakcji dopełni - mruknął, przenosząc spojrzenie z jej błękitnych tęczówek na jej usta, które musnął własnymi w pocałunku. Mimowolnie znów odpływał myślami w nieprzyzwoite rejony.

Skye Murray
ODPOWIEDZ

Wróć do „Playdium”