Trzeba zaznaczyć, że oboje przeszli na nowy etap ich relacji. Wcześniej nie musieli aż tak przejmować się tym, co robili i mówili, bo nie miało to większego wpływu na ich przyjaźń. Choć w przypadku Dominica to on zawsze zachowywał większy dystans, gdy przychodziło do mówienia o sobie. Może to nawyk, który wszedł mu w krew przy każdej relacji z kobietą, a może świadoma rezerwa bezpieczeństwa, która pozwalała mu zachować swoją przestrzeń dla siebie przez wzgląd na Logana?
Przez cały poprzedni rok okłamywał siebie i innych, że niczego w Skye nie widział, ale prawda wyglądała zupełnie inaczej, bo od początku wpadła mu w oko, a z czasem jedynie zyskiwała w jego oczach. Stali się sobie bliscy, przez co podświadomie zaczynał postrzegać ją inaczej, niż tylko przyjaciółkę. Oczywiście, próbował od tego uciec, robiąc to, co dotychczas - nawiązując przelotne znajomości. Niemniej był dla ciemnowłosej zawsze, kiedykolwiek go potrzebowała. To ją wybierał jako pierwszą, kiedy dzwoniła do niego w potrzebie, proponowała mu wyjście na jedzenie, czy chciała się wygadać albo brakowało jej wsparcia. Przywykł do jej obecności w swoim życiu i teraz już nie wyobrażał sobie nie mieć jej gdzieś obok. Nie czuć jej obecności, przynoszącego spokój dotyku, gorącego ciała i słodkich pocałunków, które stały się idealnym dopełnieniem ich relacji.
—
Myślę, że etap przerażenia na widok armagedonu w kuchni mamy już za sobą. Na jakieś inne próby wystraszenia mnie powinienem się przygotować? - Uniósł wyżej brew z łobuzerskim uśmieszkiem. Doceniał to, że zostawiała mu wolną furtkę, ale nie miał zamiaru z niej skorzystać. Teraz, kiedy dostał to, czego od zawsze pragnął, ostatnim, o czym myślał, to się wycofać. A jeśli czuła wobec tego jakieś obawy, powinien poruszyć ten temat, co postanowił zrobić w bardziej odpowiednim czasie, niż tuż przed randką.
—
Aha! Znam Cię. Zawsze to robisz i zawsze całkiem przypadkiem okazuje się, że są jeszcze lepsze, niż Twoje - zmrużył podstępnie oczy. Oczywiście mógłby po prostu wziąć jej podwójną porcję, ale doskonale wiedział, że nie polegało to na zaspokojeniu głodu, a satysfakcji z podziału jedzeniem. Swoją drogą, odpowiadając na jej wymówkę, odkrył też jedno - niezmiernie satysfakcjonowała go świadomość, że rzeczywiście ją
znał. Dzięki temu znacznie łatwiej było ją rozszyfrować w przypadku takich drobnostek, choć z drugiej strony po przejściu na całkiem nowy level znajomości poprzeczka rosła. - Bez wątpienia - przytaknął tylko, wciąż myśląc o tym, co mógł zaoferować jej w zamian, niemal czując przy tym zawód, że jeszcze musiało to poczekać. Intensywny pocałunek, jakiemu oddali się na chwilę, miał być tylko tego przedsmakiem.
Wiedząc, że nie musiał się już ograniczać z gestami, pocałował ją po raz kolejny po wyjściu z auta. A kiedy mu się poddała, instynktownie napierając na niego ciałem, jego umysł wręcz krzyczał w błogim szczęściu:
jest moja, i tylko moja! Jej rozszerzone źrenice połyskujące w świetle jarzeniowych lamp, gdy w końcu przyznał, że to randka, dodatkowo potwierdziły jego odczucia. To było ich pierwsze wspólne wyjście i musiał sprawić, by stało się wyjątkowe.
Znalazłszy się na miejscu, czuł coraz większą adrenalinę. Tor wyścigowy był całkiem spory, a dźwięki maszyn sunących po nim sprawiały, że nie mógł doczekać się jazdy. Z zainteresowaniem przyglądał się kierowcom, gdy w pewnej chwili Skye stanęła przed nim z iście diabelskim uśmieszkiem, skupiając na sobie całą jego uwagę.
—
Och, doprawdy? Co konkretnego chodzi Ci po głowie? - rzucił z zaintrygowaniem, czując jej dłonie przez materiał swojego czarnego swetra przesuwające się wzdłuż klatki aż do spodni, pod które włożyła palce. Z jego ust aż wyrwało się ciche stęknięcie, gdy tak niespodziewanie go do siebie przyciągnęła, momentalnie sprawiając, że temperatura w jego ciele wzrosła. Instynktownie położył swoje dłonie na jej biodrach. Propozycja jej wygranej nie zadowoliła go szczególnie, co dał wyraz poprzez grymas na twarzy. -
Ugh. A jeśli ja wygram? - Przygryzł wargę, gdy znalazła się dłońmi niżej, nie potrafiąc się skupić na zaproponowaniu dla siebie jakiejś innej kary. Cholernie podobało mu się to, w jaki sposób się z nim drażniła, choć znajdowanie się w miejscu publicznym niczego nie ułatwiało. Ale kiedy wyznaczyła propozycję wygranej dla niego, jego serce przyspieszyło jeszcze bardziej. -
Co tylko chcę? - mruknął, odpływając w kierunku bardzo nieprzyzwoitych myśli. Jakby tego było mało, jej szept i przesunięcie dłoni niżej przyprawiło go o niespodziewany dreszcz podniecenia. Bezwiednie zacisnął palce na jej lędźwiach, kiedy poczuł jej dotyk na swojej męskości. -
Jesteś diabłem wcielonym - westchnął cicho, tylko tyle potrafiąc z siebie wydusić. Z boku wyglądali na tulącą się do siebie parę, ale on walczył ze sobą, żeby nie pokazać po sobie, co naprawdę się między nimi działo. Jak bardzo pragnął, żeby nie przestawała. Jak bezczelnie go kusiła, doprowadzając go niemal do szaleństwa. Westchnął przeciągle, kiedy ciemnowłosa ostatecznie się odsunęła, słysząc wołanie do startu, po czym pokręcił głową z rozbawieniem. Nie dowierzał, że tak sprytnie potrafiła go podejść. -
Och, już po Tobie - stwierdził ze śmiechem, podejmując rękawicę. Chciała go zmotywować? To jej się udało. Nie miała z nim szans.
Jego pewność siebie i stawka zakładu przełożyły się na jazdę. Miał wiele do wygrania i stracenia, poza tym chciał z tej zabawy wycisnąć jak najwięcej frajdy. Skoncentrował się na jeździe, wchodząc w zakręty, jak bolidy w Formule 1. Z drugiej strony pozostawał nieco oszołomiony śmiałym postępowaniem Skye i wystarczyło, że pomyślał chwilę o tym, co planował zrobić z nią po wyjściu stąd, a zbyt późno wcisnął hamulec, z ogromnym hukiem uderzając w barierkę. Przez chwilę siedział w bezruchu, zszokowany tym, co się stało, aż usłyszał krzyk Skye. Poruszył nogami i rękami, żeby się upewnić, czy był cały, a następnie ściągnął kask.
—
A więc tak się czują kierowcy F1, kiedy kończą wyścig przed metą. - Tak, jedyne, o czym pomyślał, to o tym, jak zjebał i czy to naprawdę musiało oznaczać przegrany zakład. A tak starał się zapracować na wygraną! Trochę kołowało mu się w głowie od uderzenia i szumiało mu w uszach od huku, ale kiedy ktoś z obsługi pojawił się obok, podniósł rękę na znak, że nie było się czym przejmować. -
Nic mi nie jest, przepraszam - zapewnił i podniósł się, dopiero teraz ogarniając wzrokiem poziom zniszczeń, a następnie przeniósł spojrzenie na wystraszoną Skye. Przerażenie w jej oczach automatycznie wywołało w nim potrzebę jej przytulenia. -
Nic mi nie jest. To naprawdę tylko tak źle wyglądało - powiedział w jej włosy, wtulając ją w siebie. To było nawet urocze, że tak się nim przejmowała. -
To co wygrałem? - zapytał zadziornie. Może jednak by się trochę nad nim zlitowała?
Skye Murray