ODPOWIEDZ
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Całe szczęście, że Dominic jej ufał w kwestii samochodu i nie robił większego problemu, aby je prowadziła w drodze do miejsca, które dzisiaj dla nich zaplanowała. Kiedy rzucił tekstem, żeby sprawiła, aby tego nie żałował, to zaczęła się stresować. Czy w ogóle dobrze robiła? Czy nie potraktuje tego jako randki? A jeżeli tak, to czy to byłoby coś złego? Mógłby to potraktować jako próbę naciskania na niego. Może poczuje się osaczony? Prowadząc starała się skupić na drodze, ale te wszystkie pytania kotłowały się w jej w głowie powodując, że jechała w pełni zamyślona i nie była zbytnio rozmowna. Nie była na niego zła, lecz po prostu zestresowana całą sytuacją.
To jednak nie zmieniało faktu, że cholernie jej na nim zależało. Pragnęła dla niego wszystkiego co najlepsze. Pragnęła, żeby był szczęśliwy. Starała się o niego dbać, nie tylko ze względu na obietnicę złożoną Helene, bo to wszystko robiłaby i tak, nawet jeśli kobieta nigdy by jej o to nie poprosiła. Jednak jej życzenie było dla niej dodatkową motywacją, aby to robiła, nawet jeśli Reyes będzie kręcił nosem i się upierał. W dodatku ona jest bardziej uparta, więc z nią nie wygra.
Dlatego chciała go w końcu wyrwać z biura nie tylko dla samej zasady, a w konkretnym celu. Przez chwilę trochę żałowała, że jednak była aż tak uparta, bo może mogli się oboje rozluźnić na tym biurku, zanim tutaj przyjadą. Całkiem możliwe, że wtedy jechałaby bardziej odprężona i nie martwiła się aż tak jego reakcją. A jeszcze musiała się martwić, żeby nie zarysować tego jego Mustanga! Całe szczęście udało im się dotrzeć w jednym kawałku bez żadnych wpadek po drodze. Zaparkowała na parkingu podziemnym i kiedy wyłączyła silnik, to dopiero odwróciła się i spojrzała na niego. Mógł dostrzec jej spojrzenie pełne troski i czułości, ale zarówno wzrok jak i głos były wyraźnie zestresowane.
- Chciałam żebyś miał możliwość odprężenia się i mógł trochę wyrzucić z siebie ten natłok wszystkiego z ostatnich tygodni- zaczęła mu tłumaczyć, aby wiedział, czym się kierowała- - Nie wiem czy miałeś już kiedyś możliwość ścigać się na gokartach, ale uznałam, że to może być dobry sposób na rozładowanie emocji i wyłączenie się skupiając tylko na jednym celu- nie wiedziała czy taka rozrywka mu się spodoba. Facetom zazwyczaj się podobała szybka jazda, a jej zależało przede wszystkim, żeby to on był zadowolony. Mogła, ale nie musiała się ścigać razem z nim. Wszystko zależało od niego. - A poza tym będziesz mógł się pościgać bez ryzykowania, że ten Twój cudowny Mustang zgarnie jakąś ryskę- uśmiechnęła się nieco szerzej gładząc deskę rozdzielczą między nimi.
- Jeżeli to Ci nie pasuje, możemy pójść gdziekolwiek indziej. Są też podobno tutaj dobre burgery, które wiem, że nigdy nie odmawiasz- ona była otwarta na wszystko. Najważniejsze było dla niej, żeby już odpuścił pracę na dzisiaj. Jak będzie mieć ochotę na coś innego, co zaplanowała, to też na to przystoi. Byleby nie żałował!



Dominic Reyes
smerffi
Dogadamy się
29 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jedno krótkie ostrzeżenie, wypowiedziane żartobliwym tonem, skrywało większą wartość. Przede wszystkim Dominic kierował się nie obawą o własne auto, a o to, czy wyciągnięcie go poza biuro będzie równie satysfakcjonujące, co pozostanie w biurze i dokończenie tego, co zaczęli. Pragnął jej i nie potrzebował do szczęścia niespodzianek, bo to ona w zupełności mu wystarczała. Ale kiedy uśmiechała się do niego w ten magiczny sposób, nie sposób było jej odmówić.
Z każdą minutą w aucie mimowolnie coraz bardziej intrygowało go, co też takiego wymyśliła, by poprawić mu humor. Cokolwiek to było, nie mógł się na nią gniewać. Widział, jak bardzo się starała i doceniał to, jeszcze zanim dotarli na miejsce. Nadal z trudem oswajał się z myślą, że ostatnio to ona przejęła rolę wspaniałej przyjaciółki i bardzo się o niego troszczyła, więc czuł się z tym trochę nieswój.
Po jej zamyśleniu i małomówności wywnioskował, że się stresowała, przez co jeszcze mocniej wzbudzała jego ciekawość. Oczywiście niemały wpływ na to miała pewnie jej rola kierowcy, co akurat było dla niej typowe. Zawsze obawiała się o jego auto, choć już nie raz jej mówił, że to tylko rzecz nabyta i ważne, żeby jej się nic nie stało. Dlatego mimo przemożnej chęci złapania jej za udo, by dodać jej otuchy, postanowił nie wpływać na jej skupienie na drodze.
Gdy dojechali na miejsce i odwrócił się w jej stronę, by spojrzeć w jej oczy, aż ściągnął nieco brwi w zatroskaniu. Niepotrzebnie tak się przejmowała. Słuchał jej z uwagą, na początku kiwając głową, ale gdy wspomniała o gokartach, jego usta mimowolnie zaczęły się rozszerzać pod wpływem coraz większego uśmiechu, aż w końcu zaśmiał się krótko na wzmiankę o zgarnięciu rysek na Mustangu. Następnie pokręcił głową, zupełnie rozbrojony jej postawą i wziął ją za rękę, chcąc dać jej poczucie, że nie miała zupełnie czym się stresować.
Słońce, to jest świetny pomysł. Naprawdę - zapewnił ją, skupiając na niej pełne ciepła błękitne tęczówki. - Minęły wieki, odkąd byłem na gokartach. Pamiętam, jak szaleliśmy z chłopakami na torze, może jakoś pod koniec studiów, kiedy Dean miał urodziny? Genialnie będzie to powtórzyć. Z Tobą - przyznał z łobuzerskim błyskiem w oku. Nie wyobrażał sobie, żeby nie miała w tym uczestniczyć i siedzieć sama na trybunach. Co to byłaby za zabawa bez niej? - A potem sprawdzić, czy te burgery rzeczywiście są takie dobre. W końcu trzeba podbić sobie statystyki jako przewodnik na Googlu - dodał ze śmiechem. Nie dość, że uwielbiał jedzenie to był smakoszem i lubił wystawiać opinie tam, gdzie zdobyto jego uznanie.
To on nie chciał jej zawieść, skoro tak przemyślanie zaaranżowała ten wieczór. Dla niej zgodziłby się na wszystko. Musiał też przyznać przed sobą, że te wyścigi coraz bardziej do niego przemawiały. Brakowało mu trochę adrenaliny, którą wejście na tor z pewnością da mu stosowny zastrzyk.
Dziękuję, Skye - przyznał miękko i pochylił się w jej stronę. - Jesteś cudowna - dodał, zanim musnął jej wargi w krótkim pocałunku, a gdy się odchylił, na jego twarzy znów zawitał zawadiacki uśmiech. - W takim razie czas teraz trochę zaszaleć. Zakładamy się, ile razy wpadniesz na bandę? - zmrużył oczy, rzucając jej wyzwanie. Znając jej doświadczenie na drodze, na torze też mogło być różnie.

Skye Murray
L.
Znikania!
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niestety nie była to pierwsza i pewnie nie ostatnia sytuacja, kiedy źle zinterpretowali własne słowa. Może Skye powinna dopytać, czego dokładnie nie chce żałować? Wolała jednak skupić się na jeździe i oczywiście jak zwykle - rozpamiętywaniu i analizowaniu wszystkiego tylko w swojej głowie. Doceniała jednak i była wdzięczna , że nie rozpraszał jej podczas jazdy i uszanował jej potrzebę milczenia. Chociaż czuła się już trochę niekomfortowo, gdy byli całkowicie sami i ani nie rozmawiali ani nawet się nie dotykali. Wydawało jej się to już wręcz nienaturalne. Tęskniła za drobnym gestem, nawet jeśli był tuż obok. Całe szczęście mieli same zielone światła, więc trafili na miejsce dosyć szybko.
Widząc jego reakcję wyraźnie się odprężała. Troska bijąca z jego oczu dawała jej ogromną siłę i poczucie, że dobrze robi. Momentalnie mocno uścisnęła jego dłoń szukając w niej oparcia i dostała to - nawet drobne gesty były dla niej pokrzepiające.- Oh to dobrze. Stresowałam się czy ten pomysł Ci się spodoba. Nie chciałam też, żebyś się poczuł osaczony przeze mnie czy coś innego- zaczęła mówić wyraźnie bardziej odprężona i na pozór zastanawiała się , co mówi, ale chyba nie tym razem. Dopiero, gdy usłyszała własne słowa, zdała sobie sprawę jak to brzmi. Walczyła , aby ze speszenia nie zabrać dłoni i zacząć uciekać. Jednak jej twarz przybrała tak różowy kolor, że bez wątpienia miała obawy jak zareaguje na jej słowa.- Po prostu chciałam zrobić coś miłego dla Ciebie- dodała niepewnie chcąc jakoś to wszystko… złagodzić? Spłaszczyć? Chciała żeby wiedział, że zależy jej na nim, ale też nie płosząc go swoimi uczuciami. Za dużo miała pytań w swojej głowie w związku z tą relacją. Jednego lecz była pewna - był jej cholernie bliski i zrobiłaby dla niego wszystko. Jak więc miała teraz z niego zrezygnować? Odsunąć się w kąt? Ich obecna relacja zmierzała w bliżej nieokreślonym kierunku, a ona jeszcze nawet nie była pewna swoich uczuć względem niego.
On z kolei również najwyraźniej nie spieszył się do jakiekolwiek rozmowy z nią. Najwyraźniej odpowiadał mu taki stan rzeczy. Czyżby przywyczaił się przez lata do luźnych, niezobowiązujących związków? A co ona na to? Dzisiaj jednak na pewno to nie będzie dzień do poruszania tak ważnych tematów. Dzisiaj pragnęła, żeby się odprężył. Pod wpływem jego pochwał uśmiechnęła się szeroko i cicho westchnęła czując na sobie jego usta. Serce momentalnie zaczęło szybciej pompować krew, a drugą dłonią ujęła jego policzek. Był tak cholernie przystojny i pociągający, że instynktownie przedłużyła nieco pocałunek, który dodawał jej siłę i energię. Jak to możliwe, że uzależniła się od niego tak szybko?
- Pamiętaj tylko, żeby brać podwójną porcję frytek, bo nie podzielę się z Tobą swoimi- uśmiechnęła się puszczając mu oczko i gładząc czule jego kilkudniowy zarost. Brakowało jej go. Dni i noce spędzone bez niego były niczym. - Nie masz za co. To nic takiego- dodała w odpowiedzi na jego podziękowania. - Może Cię zaskoczę i tylko raz wpadnę?- uśmiechnęła się zadziornie i pocałowała go ponownie . Tym razem namiętniej, chłonąc ponownie kolejną chwilę we dwoje, a w pocałunku wyrażając swoją tęsknotę i tłumione w sobie pragnienie. Dobrze, że na codzień nie pracowali ramię w ramię, bo to byłaby męczarnia nie mogąc go dotknąć przez co najmniej kilka godzin dziennie.- Cieszę się, że spodobał Ci się ten pomysł. W sumie to jeszcze nigdy nie brałam żadnego faceta na randkę- gdy w końcu odsunęła się raptem na parę centymetrów, aby móc mu spojrzeć w oczy, wypaliła słowa, które czuła, ale miała obawę do przyznania się do nich głośno. Gdy tylko je wypowiedziała zabrała swoje dłonie wyraźnie zmieszana i speszona. - Znaczy jeszcze nigdy…- zaczęła się plątać odsuwając się jeszcze trochę od niego. - To nie randka… to nie tak, że….- starała się wyjść jakoś z twarzą z tej sytuacji, ale a końcu aż głośno westchnęła. - Po prostu chcę żebyś się odprężył po tym wszystkim, co przeszedłeś przez ostatni miesiąc- może to wyglądało jak randka, ale miało być zwykłym wyjściem zorganizowanym na poprawę humoru przyjaciela. Chociaż czy , aby napewno tylko tym się kierowała?




Dominic Reyes
smerffi
Dogadamy się
29 y/o
Welkom in Canada
186 cm
Architekt i właściciel Forward Interiors
Awatar użytkownika
What would I do without your smart mouth? Drawing me in, and you kicking me out.
You've got my head spinning, no kidding, I can't pin you down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Rozpamiętywanie i analiza były domeną kobiet. Dominic nie przykuwał aż takiej uwagi do wypowiadanych słów, nie wiedział więc, jak mocno Skye wzięła je sobie do serca i jakie myśli kłębiły się w jej głowie przez całą drogę na miejsce. Mimo wszystko jemu też trochę brakowało kontaktu fizycznego, którym zdecydowanie bardziej wolał wyrażać swoje uczucia i wsparcie. Mowa ciała przychodziła mu znacznie naturalniej, niż rzeczywiste słowa. Poza tym, według niego znacznie bardziej liczyły się czyny, dzięki którym łatwiej było wyrazić mu swoje emocje.
Dlatego przy pierwszej możliwej okazji chwycił ją za rękę. Zaskakiwało go, jak takie drobne gesty wobec siebie wiele dla niego znaczyły i ile satysfakcji mu dostarczały. Wreszcie mógł robić to bez przeszkód. Przez chwilę delikatnie gładził kciukiem wierzch jej dłoni, by odetchnęła, i słuchał jej z uwagą, aż słysząc to jedno konkretne słowo, ściągnął brwi. - Osaczony? - powtórzył za nią, zastanawiając się, co miała na myśli. Natychmiast zauważył oblewający ją rumieniec i kolejne spięcie ciała, dlatego zacisnął palce mocniej w uścisku, gdy spróbowała to wytłumaczyć. Uważał to za absolutnie urocze. - Wierzę Ci, Słońce. Osaczaj mnie do woli, bo nie zamierzam nigdzie uciec - zapewnił z rozbawionym uśmiechem. I rzeczywiście mówił poważnie. Domyślał się, że miała na myśli jego dotychczasowy schemat działania względem bliższych znajomości z kobietami. Przezornie starał się zachowywać wokół siebie przestrzeń, która pozwalała na ewentualną ucieczkę. Tymczasem Skye wkradała się w nią niepostrzeżenie przez cały rok, ostatecznie całkowicie wypełniając jego serce i myśli. I wcale nie miał jej dość. Wręcz przeciwnie, łaknął jej towarzystwa i czułości, które niesamowicie go regenerowały nawet po tak ciężkim dniu, jak ten. Tęsknił za nią, gdy jej nie widział. Tylko przy niej oddychał w pełni.
Dlatego nawet, jeśli zetknęli się wargami na zaledwie kilka sekund, gdy tylko poczuł jej wargi i ciepłą dłoń na swoim policzku, zapragnął więcej. I aż westchnął w duchu, nie mogąc zostać dłużej w aucie, bo przecież czekała na nich atrakcja. Jej figlarny uśmieszek, którym obdarzyła go zaraz potem, po raz kolejny uświadomił mu, że kompletnie stracił dla niej głowę.
Yhm, żebyś za to Ty mogła perfidnie podkradać moje? - Uniósł wyżej brew w zadziornym geście. Brakowało mu chwili beztroski i swobody w żartach. Miał co do tego wyjścia coraz lepsze nastawienie. - Mam. Tylko jak Ci się później odwdzięczę? - udał zastanowienie, choć jedna myśl krążyła mu po głowie wyjątkowo intensywnie. - Musimy się przekonać - powiedział tylko, tuż zanim ciemnowłosa pocałowała go ponownie, przez co momentalnie wyrzucił z głowy myśl o przyjęciu zakładu i skupił się na tym, żeby na krótką chwilę oddać się pieszczotom. Czemu musieli zaraz wychodzić? Gdy się od niego nieznacznie odsunęła, w jego uszach zadzwoniły jej kolejne słowa - czy ona właśnie powiedziała randka?
Po raz kolejny nie mógł oprzeć się przed uniesieniem brwi, obserwując jej nagłe speszenie się i wyprostowanie się na miejscu. Próbowała z tego wybrnąć, ale jemu w głowie wciąż huczało to, co powiedziała na początku. A więc to była randka? RANDKA? W sumie nie powinien się temu dziwić, bo rzeczywiście na to właśnie mu wyglądało, jednak odrobinę ugodziło to w jego dumę, bo on jako pierwszy powinien ją gdzieś zaprosić. Tymczasem to ona chciała o niego zadbać, żeby się nie przepracowywał, że zaaranżowała ten wieczór, by mogli się rozerwać i spędzić czas razem. Całkowicie go tym rozbroiła. Uśmiechnął się ciepło i położył jej dłoń na udzie, gładząc je czule.
Tobie też przyda się trochę relaksu. To był naprawdę intensywny miesiąc - przyznał, nie potrafiąc myśleć tylko o sobie. Nie tylko w jego życiu wydarzyło się sporo. Oboje potrzebowali się trochę oderwać od minionych wydarzeń, a Skye znalazła na to całkiem przyjemny sposób. - Lepiej chodźmy, nim oddadzą nasz tor komuś innemu - dodał żartobliwie, na moment mocniej zaciskając palce na jej dżinsach.
Po wyjściu z auta podszedł do niej, na chwilę obejmując ją w talii. Gdy na nią spojrzał, jego oczy błyszczały pod wpływem rozchodzącego się po nim ciepła i rosnącej ekscytacji, po czym obdarzył ją pełnym uczuć pocałunkiem. Naprawdę cudowna była możliwość pozwolenia sobie na okazywanie takich czułości. Jak bez tego mógł tyle przetrwać?
Czuję, że to będzie wyjątkowa randka - stwierdził z błyskiem w oku, nie przestając się do niej uśmiechać. Cokolwiek miało się wydarzyć, będzie to wyjątkowe, bo po raz pierwszy wychodzili gdzieś razem, w końcu mogąc nacieszyć się tym w pełni. Chyba podobało mu się to bardziej, niż jej niespodzianka. Ostatecznie odsunął się od niej tylko po to, żeby podać jej dłoń i razem ruszyć na tor. On i ona przeciwko światu.

Skye Murray
L.
Znikania!
26 y/o
LAS PALMAS
164 cm
Architekt Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skye miała wyjątkową tendencję do rozpamiętywania, analizowania i nadinterpretacji. To był jeden z powodów, dlaczego im nie wyszło z Loganem. Każde jego słowa i czyny rozkładała na czynniki pierwsze i łapała się pojedynczych słów, czym denerwowała partnera. Zamiast od razu szczerze rozmawiać ze sobą i wyjaśniać wszystko na bieżąco, to problemy się piętrzyły. Heynes uciekał od konfrontacji, woląc wtedy spotkać się z kumplami i odprężyć , aniżeli rozwiązać problem.
W Dominicu z kolei odnajdowała wtedy oparcie, mogąc z nim o wszystkim porozmawiać i się wyżalić, a także niekiedy doradzić i poznać męski punkt widzenia. Sądziła, że problemem są po prostu różnice między płciami, ale może tak to wyglądała w związkach? Czy czymkolwiek teraz byli, bo na pewno nie byli tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Dawniej otwierali się przed sobą, a teraz czuła, że coraz więcej swoich uczuć ukrywa przed Reyesem z obawy przed jego reakcją.
Co najwyraźniej było bez sensu, skoro tak właśnie zareagował na jej słowa. Uśmiechnęła się szeroko będąc w pełni usatysfakcjonowana jego odpowiedzią. Widziała w nim, że to nie były zwykłe puste słowa.- Ale zawsze możesz uciec. Nic Cię nie blokuje- dodała jeszcze, bo chciała mieć pewność, że ją dobrze rozumie. Chociaż była już wyraźnie bardziej odprężona.
- Oj od razu podkradać- przewróciła oczami słysząc jego zarzut. - Po prostu będę musiała spróbować czy smakują tak samo jak moje- próbowała wybrnąć z jego szybkiego i bezbłędnego rozpracowania jej niecnych zamiarów. Lubiła mu podkradać jedzenie i uważała, że jest to jedna z najbardziej intymnych części związku. - Myślę, że jakiś sposób na pewno znajdziesz- odpowiedziała widząc już ten uśmiech. Wiedziała jakby mógł się jej odwdzięczyć i podejrzewała, że spodoba mu się ten sposób.- Masz w sobie chęć rywalizacji, co?- rzuciła jeszcze zanim go pocałowała, tym razem dłużej i intensywniej. Był dla niej niczym narkotyk. Uzależniała się od niego bardzo szybko, a jego usta sprawiały, że tak naprawdę dopiero teraz żyje i oddycha pełną piersią. Z każdym kolejnym zbliżeniem jej uczucia w stosunku do niego rosły coraz bardziej, a on stawał się kimś, bez kogo nie wyobrażała sobie już funkcjonować. Jeszcze kiedy poczuła jego dłoń dłoń na udzie, ponownie pożałowała , że dzisiaj nie założyła żadnej spódnicy, bo wtedy mogłaby go poczuć znacznie wyraźniej. Co wcale nie umniejszało intensywności pocałunku, którym potrafił ją rozpalić.
To pożądanie niestety nieco zmalało, gdy dostrzegła jego reakcję na jej wypowiedź. Wiedziała o które słowo chodzi i po części nie miała pretensji o ten szok wymalowany na twarzy , ale jednak ukłuło ją to, więc nie mówiła już nic więcej i idąc jego śladami wyszła z auta. Przecież Dominic nie chodził na randki. Umawiał się z dziewczynami w jednym celu i nie, nie była to randka. Przynajmniej ona miała już takie jego wyobrażenie. Dlaczego więc z nią miało być inaczej? Bo to ona go zaprosiła? Nie była przecież wyjątkowa.
Na jej twarzy jednak widniał uśmiech, w dużej mierze w odpowiedzi na jego, którym ją obdarzał. Widziała, że mimo wszystko nie jest mu obojętna i cieszył się na nadchodzącą rozrywkę. Uśmiechnęła się też szerzej, gdy ją objął i pocałował. Uderzyło ją to, że było to pierwszy raz w miejscu publicznym i czuła z tego powodu rosnąca ekscytację. Wtuliła się w jego ciało lgnąc do niego jak najbliżej i odwzajemniając pocałunek, nie spiesząc się, a delektując tą chwilą. Jednak to co powiedział po pocałunku, całkowicie skradło jej serce. Odetchnęła z ulgą, a w jej oczach zamigotały światełka, które w niej rozpalał ilekroć ją rozczulał tak jak właśnie teraz. Nagle jej obawy odnośnie tego jak się czuje z jej dzisiejsza inicjatywą poszły w niepamięć. Był już tylko on i ta radość wymalowana na jego twarzy, która nie pozwoliła nie skraść mu jeszcze jednego buziaka zanim udali się na tor.
Skye ani na moment nie puściła jego ręki, dopóki nie dotarli na miejsce, gdzie wystarczyło że podała nazwisko i wszystko było już załatwione wcześniej. Dostali kominiarki i kaski, a następnie poproszono ich jeszcze o kilka minut cierpliwości, zanim się zwolni dla nich tor. Stanęli gdzieś z boku obserwując wyścigi, kiedy nagle wpadł jej do głowy pewien pomysł. Stanęła naprzeciwko niego, tak że za plecami miała okno z widokiem na tor, a przed sobą blondyna. Uśmiechnęła się zadziornie kładąc dłonie na jego talii. - Może powinniśmy się o coś założyć, co o tym sądzisz?- spytała unosząc znacząco brew i przesuwając dłonią wzdłuż jego ciała, aż dotarła do linii spodni. Wsunęła za nie po cztery palce obu dłoni, raptem na centymetr i przyciągając go bliżej siebie. - Na przykład jeśli wygram, przez kolejny tydzień przychodzisz i wychodzisz z biura o tej godzinie, którą ja wskażę bez dodatkowej pracy w domu- zaproponowała i zaczęła wodzić palcami wzdłuż linii spodni kierując się do środka, delikatnie go dotykając po podbrzuszu. - Z kolei jeśli Ty wygrasz, to przez cały tydzień będę do Twojej dyspozycji i robiła tylko to, co chcesz- tym razem w jej oczach zapłonęły niebezpieczne iskierki, kiedy stając na palcach zbliżyła się do jego twarzy, aby szepnąć mu do ucha. - Może będziesz mieć to szczęście i przekonasz się jak bardzo potrafię być uległa i posłuszna- mówiąc to, jedna z jej dłoni wsunęła się znacznie głębiej, aż poczuła przyjemne wybrzuszenie przez materiał bokserek. Delikatnie, lecz z wyczuciem pomasowała je przez kilka sekund, aż wyjęła rękę i się wyprostowała z uśmiechem, akurat kiedy zawołał ich pan z recepcji. Puściła jeszcze oczko Dominicowi i ruszyła we wskazane miejsce.
Nie potrafiła się ścigać, ale dawała z siebie wszystko, aby móc wygrać. Prawda była taka, że i tak w sprawach łóżkowych mu ulegała, a w życiu zawodowym zamierzała o niego zadbać i do tego potrzebowała wygrać ten zakład. Najgorsze oczywiście były zakręty, gdzie bardzo zwalniała dla bezpieczeństwa. Starała się obserwować Dominica, ale poruszał się niemal z prędkością światła. Nagle usłyszała huk i zobaczyła jak jego bolid wbił się w barierkę rozwalając ją przy tym, a z auta wyleciały jakieś części. W momencie, kiedy się zatrzymywała, nastąpił głośny sygnał awarii, więc Skye niewiele myśląc podbiegła do Dominica. - Dominic! Nic Ci nie jest??- spytała docierając na miejsce z przerażeniem w oczach. Chciała żeby się odprężył, a zaraz go zabije!


Dominic Reyes
smerffi
Dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „Playdium”